1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Cayin CS-55A

Cayin CS-55A

Opinia 1

Pomimo dość jasno określonego profilu naszego portalu ukierunkowanego głównie na urządzenia zaliczane co najmniej do wyższych stanów średnich Hi-Fi od czasu do czasu pozwalamy sobie na lekką niesubordynację i zapuszczamy się w rejony bardziej przystępne statystycznemu mieszkańcowi naszego pięknego kraju. Dzięki tego typu, z reguły spontanicznym, eskapadom poznaliśmy LARa IA 30 mkII, urzekającego Lebena CS-300F, czy intrygującego Egg-Shell Prestige 9WST. Krótko mówiąc nasze typy za każdym razem okazywały się trafione. Skoro zatem w okolicach 10 000 PLN udawało nam się wyłuskać tak nietuzinkowe konstrukcje grzechem zaniedbania byłoby nie sprawdzić co słychać na jeszcze bardziej „rozsądnych” pułapach cenowych. Okazja do własnousznej weryfikacji nurtujących nas dylematów nadarzyła się nad wyraz szybko, gdyż po latach uśpienia do gry powrócił dawno niewidziany „na salonach” dystrybutor chińskiej marki Cayin. Nowa, a raczej wreszcie stworzona strona internetowa, dostępna od ręki praktycznie pełna oferta azjatyckiego producenta i bardzo pozytywne przez nas odbierane i pozbawione pejoratywnych podtekstów tzw.”parcie na szkło”, czyli chęć zmierzenia się z wymaganiami spaczonych (autokrytyka) recenzenckich gustów. Takim oto sposobem wylądowały w naszej redakcji dwa egzemplarze opartej na popularnych lampach KT88 integry Cayin CS-55A. Urodzonych złośliwców i mistrzów ciętej riposty chciałbym w tym momencie uspokoić. Ilość dostarczonych na testy wzmacniaczy nie wynikała z kojarzonej jeszcze kilka lat temu z Chinami awaryjności (z jednego gramy a drugi leżący w szafie robi za dawcę organów), lecz z pełną dowolnością, co do wyboru wersji kolorystycznej. Po prostu mogliśmy sami na spokojnie zdecydować, które wykończenie bardziej nam się podoba i nie bez chwili wahania wybraliśmy spokojniejszą, czarną opcję.

A teraz, zanim przejdziemy do opisu doznań nausznych pora na kilka słów o budowie, obsłudze i jeszcze kilku detalach, na które warto zwracać uwagę przy szukaniu przysłowiowej okazji.
Po wyjęciu z solidnego, podwójnego kartonu i szczelnie otulających – dopasowanych pianek wzmacniacz okazuje się być praktycznie gotowy do pracy. Wystarczy tylko zdjąć chroniącą lampy ochronną siatkę i usunąć otulające szklane bańki piankowe kołnierze i … voila!
Wartym podkreślenia przy opisie wrażeń wizualnych jest fakt, że tytułowa integra jest po prostu ładna i to ładna w klasycznym, lampowym ujęciu idealnie wpisującym się w kanon wyznaczony przez produkty zdecydowanie bardziej uznanych marek jak TRI, czy nawet Air Tight. Jak sami Państwo widzą porównuję Cayina z konkurencją mającą niemalże do perfekcji opanowaną sztukę tworzenia małych, zgrabnych i cieszących zarówno oko, jak i ucho urządzeń. Z CS-55A jest podobnie. Gruby, wykonany z płata szczotkowanego aluminium front zdobią jedynie umieszczone centralnie pokrętło regulacji głośności (z podświetlonym wskaźnikiem) i bliźniaczy, umieszczony tuż przy prawej krawędzi selektor źródeł. Po lewej stronie równowaga optyczna zostaje zachowana dzięki niewielkiemu włącznikowi sieciowemu i gniazdu słuchawkowemu. Całość uzupełnia pięć diód wskazujących na aktywne w danej chwili źródło i tryb pracy wzmacniacza.
Ścianę tylną szczelnie wypełniają dedykowane do obciążeń 4 i 8 Ω terminale głośnikowe, sekcja trzech wejść analogowych (w tym dedykowane wkładkom MM) oraz gniazdo asynchronicznego interfejsu USB, zacisk uziemienia, przełączk definiujący pracę z konkretnym typem lamp i trójbolcowe gniazdo sieciowe IEC.
Patrząc na zdjęcia nie sposób nie zauważyć, iż bryła wzmacniacza nie jest jednolicie czarna. Płyta główna, z umieszczonymi na niej lampami, oraz prostopadłościenne kubki skrywające trafa zostały uszlachetnione delikatną domieszką metalicznego granatu. Efekt takiej zabawy kolorami jest nad wyraz ciekawy, choć od lat stosowany m.in. przez wspominanego wcześniej Air Tighta.
CS-55A wyposażono w cztery firmowane logiem producenta (podobnie jak pozostałe) lampy KT88 i po parze pracujących w sekcji przedwzmacniacza lamp 12AX7 i 12AU7. Co ważne integra uruchamia się w trybie ultralinearnym a nie jak poprzednie wersje tego producenta np. w trybie triodowym. Dzięki temu, przynajmniej na początku niczego nie trzeba przełączać. Jeśli jednak najdzie kogoś ochota do eksperymentów to bez obaw, a przynajmniej tak twierdzi polski dystrybutor zmianę trybu pracy można przeprowadzać z poziomu pilota podczas normalnych odsłuchów. Nauczony daleko idącej ostrożności przy tego typu zmianach w Ayonach początkowo zachowywałem lekki sceptycyzm, jednak podczas kilkunastodniowych testów, pomimo wielokrotnych przestawień nie zauważyłem żadnych niepokojących objawów. Duży plus dla Cayina.
Kolejną przyjemną, jak na tak niedroga konstrukcję jest możliwość wymiany standardowo montowanych KT88 na słynące z muzykalności i mające sporą rzeszę zwolenników lampy EL34. Wystarczy tylko odpowiednio ustawić znajdujący się na tylnej ściance przełącznik i już. Taka żonglerka lampami wymagałaby zastosowania dość rozbudowanego układu autobiasu, dla tego też producent od pewnego czasu odszedł od takiego rozwiązania i zamiast wcześniej montowanego opornika katodowego wprowadził niezwykle intuicyjną i szczegółowo opisaną w instrukcji manualną regulację biasu dokonywaną za pomocą małego śrubokręta i z wykorzystaniem zamontowanego na płycie górnej wskaźnika napięcia. Takie rozwiązanie nie powinno sprawiać trudności nawet przysłowiowym posiadaczom dwóch lewych górnych kończyn i po pierwszej regulacji będzie można zapomnieć o ewentualnej tremie. Dzięki temu kłopotliwe rozkręcanie odpada, choć jeśli kogoś najdzie ciekawość spokojnie może rzucić okiem, cóż tam siedzi w środku. A siedzi pozornie niewiele, bo jedynie przekaźniki, zdalne sterowanie i DACa umieszczono na osobnych płytkach, natomiast całe „serce” układu oparto na solidnym okablowaniu i montażu punkt do punktu.
A teraz przestroga dla „oszczędnych”. Wyroby Cayina przeznaczone na rynek europejski posiadają oznaczenie CE, oraz oznaczenie zgodności urządzeń elektrycznych ROHS, co oznacza, że są przeznaczone do pracy z napięciem zasilania 230 V. Niemniej jednak od czasu do czasu można natknąć się na „okazje”, czyli sprowadzane prywatnym sumptem bezpośrednio z Chin egzemplarze zaprojektowane i wykonane na napięcie 220 V, które posiadają inne transformatory zasilające i głośnikowe, oczywiście nie posiadają certyfikatów CE i ROHS a opisy są w języku chińskim zamiast w angielskim. Biorąc zatem pod uwagę, że w Polsce oferta Cayina jest i tak zdecydowanie atrakcyjniej wyceniona niż np. w Niemczech może się okazać, że próba zaoszczędzenia kilkuset złotych okaże się nie warta nerwów i ryzyka.

Najwyższa pora na kilka zdań o walorach brzmieniowych testowanego „malucha”. Porównania do ostatnio przez nas testowanych konstrukcji pozwolę sobie w tym miejscu darować, bo nie sztuka zdeprecjonować produkt kilkukrotnie tańszy od konkurencji a przecież nie o to, przynajmniej tak mniemam, w zabawie w Hi-Fi chodzi. Nie powstrzymam się jednak od pewnej dygresji, wskazówki mogącej w pewien sposób ułatwić dokonanie wstępnej selekcji urządzeń do przyszłych odsłuchów przez osoby zainteresowane właśnie taką, reprezentowaną przez Cayina półką cenową. Chodzi mianowicie o możliwość bardzo poważnego wpłynięcia na brzmienie testowanej integry poprzez szybką i całkowicie bezproblemową wymianę nieuważanych za zbyt muzykalne lamp KT88 na zdecydowanie bardziej „lampowo” grające EL34. Niestety dostarczone urządzenia były uzbrojone w standardowe KT88, lecz w międzyczasie zdążyłem zasięgnąć języka i spora część posiadaczy 55-ek po jakimś czasie i opadnięciu związanych z zakupem oczywistych emocji zdecydowała się przejść na lekko oszukaną, ale na pewno przyjemniejszą stronę mocy. Skupmy się jednak na faktach, czyli tym, czym podczas odsłuchów dysponowaliśmy – wersji z kwadrą KT88. Od razu zasygnalizuję, że przez cały okres testów odsłuchy krytyczne prowadziłem w trybie ultralinearnym, gdyż w triodowym chińska integra ewidentnie nie była w stanie sprostać wymaganiom stawianym jej przez moje dyżurne Gaudery. Co prawda niewielkie, barokowe, akustyczne składy jeszcze jako – tako mogły przypaść do gustu, to już bardziej rozbudowane instrumentarium a nie daj Boże doprawienie całości wieloplanową syntetyczno – gitarową polifonią każdorazowo kończyło się nerwowym szukaniem pilota i powrotem do zdecydowanie wydajniejszego prądowo ustawienia. Również symfonika wypadała zbyt mocno skondensowana i gęsta, więc nie odczuwając wewnętrznej potrzeby na działania masochistyczne uznałem, że ustawiony, jako startowy tryb ultralinearny jest w moim systemie jedynie słuszną opcją.
Oddając 40W na kanał CS-55A i tak musiał się trochę napocić, by w sposób w pełni dla mnie satysfakcjonujący wysterować Arcony, jednak uczciwie muszę przyznać, że dzielnie sobie z nimi radził. Niezależnie od tego, czy w odtwarzaczu / na talerzu gramofonu lądowały dokonania niewielkich składów jazzowych, pamietający lata 80-te i 90-te minionej epoki pop-rock, czy heavy metalowe porykiwania (Avenged Sevenfold) chińska integra oferowała nader zgrabny i poukładany spektakl muzyczny. Porządek panujący na niezbyt szerokiej, ale sugestywnie zarysowanej w głąb scenie pozwalał z uwagą śledzić rozwój wydarzeń a jedynie w kulminacyjnych momentach hollywoodzkich superprodukcji („Gladiator”, „The Rock”) i przy dość wysokich poziomach głośności można było zauważyć pewną kompresję. Jednak podczas codziennych odsłuchów tego typu „atrakcje” występowały nad wyraz sporadycznie. Wspominając o montowanych w standardzie lampach warto wspomnieć, że sensownym rozwiązaniem wydaje się opcja używania ich w roli nie tyle rozruchowej, co pozwalającej określić własne preferencje brzmieniowe i potem szukać docelowego ulampowienia, zapewniającego zdecydowanie wyższej klasy doznania natury estetycznej.
Jest jednaj jedno małe „ale”. Otóż wszystko co napisałem powyżej odnosiło się do obserwacji poczynionych podczas używania Cayina spiętego z moimi dyżurnymi komponentami poprzez wejścia RCA. Przesiadka na komputer i zaprzęgnięcie do pracy zaimplementowanego w trzewiach 55-ki USB DACa stawia tę niepozorną integrę w całkowicie innym świetle. Grający z plików Cayin zalotnie czaruje gęstym, nasyconym dźwiękiem. Do głosu dochodzi soczystość i tętniąca życiem tkanka wypełniająca delikatnie pogrubione kontury. Również bas, który do tej pory był co prawda ze wszech miar poprawny, lecz niespecjalnie przykuwał uwagę zyskał na tężyźnie i spontaniczności.
Bardzo sympatycznie prezentowały się partie wokalne, gdzie lekkie ich faworyzowanie sprzyjało podniesieniu przyjemności odbioru a ucywilizowanie sybilantów pozwoliło odkurzyć sporą część nagrań z lat młodzieńczego buntu w stylu dość kontrowersyjnych, głównie ze względu na podłą realizację, dokonań takich formacji jak Tankard, czy Sodom.

Kilkunastodniowy kontakt z Cayinem CS-55A nie wywołał trzęsienia ziemi w moim prywatnym rankingu, nie przewartościował poznanych i zapamiętanych wzorców i nie zredefiniował pojęcia referencji. Pozwolił jednak odświeżyć wiedzę o urządzeniach łączących w sobie nader poprawne brzmienie z atrakcyjną formą i coraz większą funkcjonalnością. W dodatku wskazał oczywistą drogę ewolucji systemów ze średniej półki cenowej, gdzie coraz częściej źródłem sygnału jest komputer, głównym interfejsem port USB a wejścia analogowe stają się powoli anachronizmem podobnym do obowiązkowej w czasach naszej młodości pętli magnetofonowej. Dobierając do tego podobnej klasy, łatwe do wysterowania kolumny szansa na osiągnięcie sukcesu powinna być całkiem realna.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Cayin.eu
Cena: 6 999 PLN

Dane Techniczne:
* Moc wyjściowa: tryb ultraliniowy- 2×40 W / 8 Ω; tryb triodowy – 2x 22W/8 Ω,
* Pasmo przenoszenia 5Hz- 44 kHz +/- 3 dB
* Zniekształcenia: 1% (1kHz)
* Stosunek sygnał/szum: 92 dB
* Czułość wejściowa: 270 mV
* Impedancja wejściowa: 100kΩ
* Odczepy głośnikowe: 4 Ω,8 Ω
* Napięcie zasilania: 230V
* Waga: 17 kg/20kg brutto
* Wymiary: 360x180x334 (szerokość, wysokość, głębokość )
* Pobór mocy: 270W
* Lampy mocy: KT88 x4
* Lampy sterujące: 12AX7 x2, 12AU7 x2
* pilot wykonany z aluminium

PHONO MM(opcjonalnie)
* Czułość wejściowa: 3mV
* Impedancja wejściowa: 47kΩ
* RIAA: +/- 0.25dB
* Total gain (wzmocnienie): 40dB
*Stosunek sygnał /szum: 68dB

USB DAC
* Kompatybilny z Audio Class 1.0 oraz Audio Class 2.0   16 – 32 bitów
* Próbkowanie 44.1 kHz, 48 kHz, 88.2 kHz, 96 kHz 176.4, kHz,192 kHz, 352.8 kHz ,384 kHz

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon 1sc; Gato Audio CDD-1
– DAC: Ayon Sigma DAC
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
– Gramofon: Transrotor Fat Bob S + ZYX R100
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Octave Phono Module
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI 5; Gato Audio AMP-150
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders; Gauder Akustik Cassiano
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Siltech Classic Anniversary 770i
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: GigaWatt PF-2 + przewód Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R
– Filtr sieciowy: ISOL-8 MiniSub Axis
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; HighEndNovum PMR Premium; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

O produktach marki będącej bohaterką naszego dzisiejszego spotkania słychać już na naszym rynku od dość dawna. Powiem więcej, kilka lat temu miałem sporą ochotę na bliższy i dłuższy kontakt z nią w domowym zaciszu, ale jak to często bywa, my swoje, a życie swoje i koniec końców zarzuciłem pomysł seta lampowego. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale mimo dobrej prasy w początkach swego bytu na polskim podwórku, na jakiś czas owa manufaktura utraciła swoją pozycję rankingową, aż przyszedł moment na drugie otwarcie – przynajmniej ja tak to odbieram – i takim to sposobem otrzymaliśmy zapytanie, czy nie przetestowalibyśmy jednego z jej produktów. Do tej linijki tekstu starałem się utrzymać w lekkiej tajemnicy kraj pochodzenia i nazwę rzeczonego producenta i gdy jeszcze kilka lat temu wyłożenie kawy na ławę mogłoby skończyć się ogólnym buczeniem publiczności, to po bardzo pozytywnym w odczuciach spotkaniu z innym przedstawicielem tego regionu – wzmacniaczem Ming Da, z otwartą przyłbicą oznajmiam wszystkim, że do redakcji trafił produkt z kraju środka (Chiny) marki Cayin, lampowy wzmacniacz zintegrowany CS-55A z kwadrą KT-88 na pokładzie.

Konstrukcja naszej integry jest mocno kompaktowa, co determinuje jej spory ciężar jak na tak niewielkie gabaryty. Jeśli miałbym dla uzmysłowienia nieznającym produktów Cayina czytelnikom określić wielkość tego wzmacniacza, rzekłbym, że całość przypomina stosunkowo płaską, skrywającą układy elektryczne skrzynkę rozmiaru naszych dawnych wież midi, na której dumnie w przedniej części prezentują się ciepło świecące lampy, a za nimi trzy nieco wyższe niż bursztynowe bańki mocy, prostopadłościenne puszki transformatorów. Kolorystyka o dziwo niewyzywająca jak to nie rzaz bywało i proponuje czarne drapane aluminium przedniego płata obudowy z ciemno -niebieską w metalicznym wykończeniu resztę konstrukcji. Jak można przekonać się po fotografiach, mamy zadziwiający spokój, a jeśli ktoś negowałby taki punkt widzenia, pokusiłbym się o określenie tego punktu słowem – przynajmniej w miarę dystyngowany jak na ofertę rodaków. Próbując opisać dalsze wrażenia organoleptyczne zacznę od frontu, który dla przełamania dominującej czerni otrzymał dwie błyszczące srebrnymi obwolutami gałki, gdzie centralnie usytuowana jest wzmocnieniem, a prawa selektorem wejść. Pomiędzy tymi zaślepionymi czarnymi nakładkami cylindrami sterującymi usytuowano zestaw diod informacyjnych o aktywacji jednego z wejść i co ostatnimi czasy staje się modne, jedno z nich jest wejściem USB na wewnętrznego DAC-a. Świat oszalał na punkcie plików i panowie z Chin nie pozostając zbytnio za peletonem, zaproponowali w CS-55A jego implementację, dzięki czemu dość mocno zwiększa się grupa docelowa rzeczonego produktu. Idąc dalej tropem przedniej ścianki, z lewej strony centralnego pokrętła znajdziemy wejście słuchawkowe i całkowicie na krańcu tej flanki okrągły srebrny włącznik. Parząc na ten zasób manipulatorów, w żadnym aspekcie nie widzę odejścia od zaplanowanego unikania szaleństw wizualnych. Ot wszystko co niezbędne i nic poza tym. O górnej płaszczyźnie nosiciela szklanych baniek wspomniałem już wcześniej, dlatego tylko informacyjnie dodam, że tuż przed środkowym trafem znajdziemy jeszcze wskaźnik pomagający w regulacji biasu lamp, którego regulatory ulokowano na zewnętrznych krawędziach za drugim rzędem lamp mocy. Więcej fajerwerków nie ma, dlatego przejdę do tylnego panelu przyłączeniowego, a ten z racji wyposażenia integry, dzierży trzy wejścia liniowe, jedno cyfrowe USB, przełącznik zastosowanych lamp EL34/KT88, terminale głośnikowe dla 4 i 8 Ohm, a także gniazdo sieciowe i zacisk uziemienia. Wzmacniacz jest teoretycznie mały, ale bez większego problemu dało się czytelnie rozlokować niezbędne akcesoria. Dla ułatwienia, czy jak ktoś woli umilenia życia audiofilowi, w komplecie otrzymujemy jeszcze: bardzo ładnego pilota, kabel USB, bawełniane rękawiczki i sterowniki do portu cyfrowego. Nie wiem, czy producenci z tamtych regionów chcą w ten sposób zyskać szerszą klientelę, ale ja jestem całym sercem za takim traktowaniem akcesoryjnym potencjalnego nabywcy.

Gdy wzmacniacz Cayina wylądował na docelowej, równolegle z nim testowanej rodzimej platformie Franc Audio Accessories, z racji zastosowania w konstrukcji pozostałości po radiostacjach telegraficznych, otrzymał stosowny kwadrans akademicki na dojście wszystkich układów do optymalnej temperatury pracy. Rozmyślając, jak Chińczyk – miałem na myśli zdrobnienie, a nie złośliwość – wypadnie u mnie w systemie, prawdę mówiąc, nie wiedziałem czego się spodziewać, gdyż pozostałości informacji sprzed lat dawały pewien bagaż oczekiwań, ale z drugiej strony patrząc, obecnie jestem na zdecydowanie innym poziomie wyedukowania, by łykać wszystko jak młody pelikan. Niemniej jednak gdy nadeszła godzina zero, postawiłem wszystko na jedną kartę i popłynęła muzyka. O dziwo, nie było może szału dźwiękowego – proszę spojrzeć na pozycjonowanie rzeczonego urządzenia na tle przewijającej się przez redakcję konkurencji, ale z miejsca usłyszałem pewien nieczęsto spotykany na tej półce cenowej atut – o tym za moment. Ogólnie rzecz ujmując, generowany przez testowany wzmacniacz dźwięk był o dziwo w miarę równy, nie pozwalając zbytnio żadnemu z zakresów wyskoczyć przed szereg. Niestety, albo stety, jak na lampę szedł raczej w stronę wyrachowanej neutralności  niż ciepła. Oczywiście uspokajam potencjalnych zainteresowanych, że gładkość i homogeniczność należne niejako z przydziału bycia lampowcem były wyraźnie po stronie pozytywnych cech naszego pretendenta do laurów. Co ciekawe, pierwsze wrażenie lekkich niedoborów w: otwartości, barwie i ciężarze – jak na moje oczekiwania, dość szybko ulegały zatarciu, co tylko dobrze świadczy o urządzeniu, że mamy do dyspozycji idealnie skrojony z pewnym pomysłem na efekt końcowy produkt, który bierzemy z całym dobrodziejstwem inwentarza lub całkowicie odrzucamy. Gramy w miarę neutralnym środkiem, nieekspansywną górą i może niezbyt mięsistym, ale zaskakująco twardym, mruczącym, kiedy tego wymaga repertuar basem. I to obok niespodzianki z pierwszego wrażenia jest największym pozytywnym atutem. A jaki jest ten tajemniczy numer jeden? Nie zgadlibyście, że na poziomie nieco powyżej budżetu można w ten sposób prezentować źródła pozorne, które zaskakująco dobrze zawieszone w przestrzeni, zdawały się lewitować w eterze, bez najmniejszego poczucia beznamiętnej płaskiej ściany dźwięku.  Dlatego też znając mocne i słabe strony naszego przybysza ze wschodu, w dalszej części odsłuchu postanowiłem sprawdzić, jak nisko potrafią zejść pochwalone dolne składowe i jak wypadnie zaproszona na prywatny koncert mocno szeleszcząca do mikrofonu Cassandra Wilson z materiałem „New Moon Doughter” nagranym dla Blue Note. Przy dużej umiejętności masteringowej panów realizatorów tej oficyny, ten krążek jest tak dziwnie podkręcony suwakami, że perkusja w pozytywnym tego zdania znaczeniu „potrafi nieźle pomasować nasze wnętrzności”, gdy tymczasem wokalistka rani uszy przeraźliwymi sybilantami. Oczywiście tak to wygląda na zestawach bezkompromisowych, które często alienują takie krążki z płytoteki melomana na niezbyt często odwiedzaną półkę, ale Cayin zwalczył o powrót artystki do łask, nie przez zamulenie wszystkiego na jedno kopyto, tylko odpowiednio dozując niezbędne artefakty swojego brzmienia w oczekujące takiej ingerencji częstotliwości akustyczne. Nagle, gdy w moim torze znalazł się wzmacniacz z Chin, Cassandra poprawiła artykulację spółgłosek, a nader nadmuchany bas wrócił w swoje teoretycznie naturalne twarde i krótkie ramy. To naprawdę było niezłe granie, które może nie windowało jakości dźwięku na niedostępny dla potencjalnej konkurencji stopień wtajemniczenia, ale pozostając dobre w odbiorze w wartościach bezwzględnych, ratowało od niebytu trochę przedobrzone w procesie post produkcji srebrne krążki. Na zakończenie tej ciekawej przygody wspomnę o budowaniu i rozmiarach wirtualnej sceny. Wcześniej już sygnalizowałem, że nie jest to płaski spektakl, ale swój front w porównaniu do moich codziennych oczekiwań miał nieco przed linią kolumn.  Jeśli chodzi zaś o głębię i gradację planów, tutaj wszystko jawiło się jako adekwatne do możliwości tego przedziału cenowego, czyli wyraźnie odczuwałem poszczególne formacje, ale bez jakiś karkołomnych dalekich, rodem z sal koncertowych odległości. Ot słychać, że panowie stoją za sobą w pewnym odstępie, ale jakieś wyliczenia z metrówką w ręku były niemożliwe. Niemniej jednak, ten aspekt był w pełni korelujący z dążeniem do całościowo spójnego spektaklu muzycznego, a nie zauroczenia słuchacza jakimś pojedynczym rażąco odstającym od reszty niuansem. Pewnie znajdą się tacy, co woleliby uwolnić co nieco tu i tam, ale zdroworozsądkowo myślący konstruktor wie, że takie przypodobanie się jakiejś niewielkiej grupie wielbicieli fajerwerków, nie wróży sukcesu na dłuższą metę i ja całkowicie go popieram.
 
Ta wyprawa w dawno nieodwiedzane rejony jakości prezentacji materiału muzycznego bardzo pomogła mi wrócić do stanu pokory dla tanich urządzeń audio. Może nie na podstawie całości brzmienia, tylko pojedynczego i wydawałoby się drobnego, ale jak ważnego w skali całej prezentacji aspektu, którym jest wizualizacja źródła dźwięku. Wszyscy próbują to robić, a tylko niewielu się udaje, czego tutaj mamy potwierdzenie. Ile jest w tym zasługi potrafiących wygenerować taki spektakl moich kolumn, nie wiem, ale jedno wiem na pewno, wzmacniacz zintegrowany Cayin CS-55A skazany był na porażkę w każdym aspekcie, a mimo to udało mu się błysnąć i to nie jakimś zaskakująco nienaturalnym odstępstwem od normalności, tylko jednym z założeń zabawy w audio. Pięćdziesiątka piątka została poddana przerastającej jej możliwości próbie, a i tak pokazała, że nie jest konstrukcją dla laika oczekującego, aby tylko wydawała z siebie dźwięki, tylko melomana potrafiącego docenić wartości jakimi są: granie w może nie przesadnie ciepłej ale nadal estetyce lampy, potrafiącej przytrzymać w ryzach kiedy trzeba bas, ugładzić bez przesadnego zgaszenia szalejące wysokie tony i co najważniejsze na miarę swoich możliwości zaprosić do naszej samotni światowej sławy muzyków na nieźle zrealizowany koncert. Jako puentę napiszę, że testowana integra z kraju gdzie wszystko da się zrobić za pół darmo, jest ciekawą propozycją, ale aby nie zmarnować drzemiącego weń i wskazanego przeze mnie potencjału, trzeba umiejętnie zestawić ją z resztą toru. Jeśli tylko to się uda, posiadaczowi takiej konfiguracji wróżę sporo radości ze słuchania ukochanej muzyki.

Jacek Pazio

Elektronika Reimyo: System wykorzystywany w teście, to kompletny zestaw firmy Combak Corporation
– dzielony odtwarzacz Cd: CDT – 777 + DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz lampowy: CAT – 777 MK II
– tranzystorowa końcówka mocy: KAP – 777
Kolumny: Bravo Consequence+
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sek
cja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: Rogoz Audio; Solid Base VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX MK II, platforma antywibracyjna Audio Philar, Franc Audio Accessories
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: Dr. Feickert Analogue „Twin”
ramię: SME V
wkładka: Dynavector XX-2 MKII
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Pobierz jako PDF