1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. 聖 Hijiri „Million” HDG-R10

聖 Hijiri „Million” HDG-R10

Link do zapowiedzi: Hijiri Million HDG-R10

Opinia 1

Choć mogłoby się zdawać, iż otaczający nas świat nie tylko pędzi na złamanie karku, ale wręcz nieustannie przyspiesza, są jednak na naszym globie miejsca, gdzie czas spokojnie płynie swoim, niezmiennym od tysiącleci tempem. Miejsca, gdzie wszystko ma swoje „teraz” a ewentualne zmiany zachodzą równie dynamicznie jak cykl wegetacyjny wiśniowych drzew, z których ów zakątek słynie. Mowa bowiem o Japonii, gdzie z jednej strony rozwój technologiczny i tempo życia w wielkomiejskich metropoliach potrafi przyprawić o zawrót głowy, w ekstremalnych przypadkach doprowadzając do Karōshi, a z drugiej, to właśnie tam powstają najdoskonalsze urządzenia audio, wkładki gramofonowe i wszelakiej maści akcesoria, przy których wcale nie liczy się tempo, tylko pietyzm i dokładność. I właśnie jedną z takich manufaktur jest Combak Corporation, której produkty sygnowane są logotypami takich marek jak Enacom, Harmonix, Reimyo czy też Hijiri. Jak sami Państwo doskonale wiecie, zarządzający powyższym przedsiębiorstwem właściciel – Pan Kazuo Kiuchi portfolio odświeża niezwykle rzadko, przez co pojawienie się jakiejkolwiek nowej wersji już istniejącego modelu, o wprowadzeniu nowości nie wspominając, każdorazowo wywołuje spore poruszenie tak wśród finalnych odbiorców, jak i samej branży. Nie inaczej było w przypadku ostatniego debiutu, gdy światło dzienne ujrzał najnowszy, reprezentujący topową linię Hijiri „Million” przewód cyfrowy HDG-R10, którym w niniejszej recenzji się zajmiemy.

Przechodząc do akapitu poświęconego aparycji dzisiejszego gościa warto nadmienić, iż o ile jego poprzednika – model Harmonix HS 102 określano, w dodatku całkiem zasłużenie, mianem „kanarka”, to HDG-R10 poszukując podobnych analogii z obszaru flory i fauny, spokojnie można uznać za audiofilski odpowiednik nieco bardziej stonowanego pod względem intensywności umaszczenia albinosa Pytona Birmańskiego. Powód takiego stanu rzeczy wydaje się oczywisty. Saturacja żółtej dominanty została bowiem obniżona a do projektu plastycznego dodano szaro-beżową plecionkę, przez co całość nabrała zdecydowanie spokojniejszego charakteru. Nie bez znaczenia jest też wymiana dotychczasowych konektorów na pokryte opalizującą na zielono kevlarową plecionką wtyki. W roli przewodnika wykorzystano kierunkową miedź PCOCC a o właściwej orientacji podłączenia informują stosowne, umieszczone na termokurczkach strzałki. Krótko mówiąc postawiono na ponadczasową elegancję i brak jakichkolwiek oznak krzykliwości, co dodatkowo potwierdza dbałość o takie detale jak opakowanie w którym topowy Hijiri jest oferowany a któremu warto poświęcić dłuższą chwilę. Transportowe opakowanie stanowi zwykłe, wykonane z kredowobiałego kartonu pudełko ze zdjęciem i nazwą modelu, które kryje właściwą obwolutę tytułowego przewodu w postaci obłożonego w cieniutki pergamin, przypominającego miniaturę drewnianych skrzyneczek w jakich dostarczane są kimona i japońska ceramika etui. Niby drobiazg, lecz analogia do klasyki gatunku, czyli misternych puzderek w jakich sprzedawane są np. wkładki Air Tight-a wydaje się aż nazbyt oczywiste. Zatem już przy rozpakowywaniu można poczuć się odpowiednio dopieszczonym a to, biorąc pod uwagę iście morderczą konkurencję ma niebagatelne znaczenie. Jednym słowem w pełni zasłużony punkt dla Combak Corporation.

A jak z brzmieniem? Nie da się ukryć, iż przewody sygnowane logotypami Harmonixa i Hijiri od lat uchodzą za synonim muzykalności, wysycenia i szeroko rozumianej eufonii. Grają bowiem jedwabiście gładko, gęsto i soczyście, przez co sprawdzają się wszędzie tam, gdzie na pierwszym miejscu stawiana jest czysto hedonistyczna przyjemność czerpana z odsłuchu a nie walka z materią i rozbijanie każdego dźwięku na przysłowiowe atomy. O ile jednak za pewne ekstremum w intensywności powyższych cech stanowiących o japońskiej „szkole brzmienia” wiadomego producenta można uznać przewód zasilający X-DC350M2R Studio Master, to już modele przypisane do królewskiej serii 聖 Hijiri (HGP-RCA, ‚TAKUMI’ MAESTRO) cechowały zdecydowanie większy umiar, jak i nieporównywalnie większa rozdzielczość w stosunku do swoich protoplastów. Podobnie jest w przypadku HDG-R10, który nie owijając w bawełnę bezsprzecznie deklasuje HS 102 i to pod każdym względem. Oczywiście warto pamiętać, iż 102-ka była nie tyle świetna, co wręcz wybitna w swojej klasie cenowej, jednak wyższa cena w przypadku tytułowego przewodu oznacza ni mniej ni więcej, lecz awans do wyższej ligi. I to bez żadnego „ale”. Nie chodzi jednak o to, że wszystkiego robi się więcej, gdyż ta droga doprowadziłaby do ewidentnego przesłodzenia przekazu, lecz o nieosiągalne wcześniej wyrafinowanie, precyzję i rozdzielczość. Choć po prawdzie powinienem napisać o rozdzielczości i całej reszcie, gdyż właśnie pod tym względem najnowszy przewód niejako na nowo definiuje możliwości „konwencjonalnej” transmisji cyfrowej. Bratobójczy pojedynek 1:1 ze 102-ką w systemie Jacka z podłączonymi Dynaudio Evidence Master (test wkrótce) był niczym powiew świeżości w nagrania, które niejako z racji wykonywanej profesji znamy praktycznie na pamięć. Na światło dzienne wyszły niuanse i mikrodetale, które do tej pory niby cały czas tam egzystowały, lecz z powodu mniejszej precyzji w rysowaniu krawędzi i właśnie rozdzielczości jakoś umykały naszej uwadze. Na pierwszy rzut ucha było nieco lżej, lecz po bardziej wnikliwej analizie wyszło na jaw, iż to zwiększenie zwartości źródeł pozornych i lepsze rozlokowanie ich na wirtualnej scenie dźwiękowej mogło powodować złudne wrażenie przesunięcia równowago tonalnej ku górze. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca a dolne rejestry wręcz zapuszczały się w rejony, gdzie 102-k jedynie sygnalizowała obecność jakichkolwiek dźwięków.
Ponieważ podobne obserwacje poczyniłem we własnym systemie, gdzie dyżurny Ayon CD-35 wystąpił w roli przetwornika cyfrowo-analogowego a za transport posłużył mi Naim CDX2 doszedłem do wniosku, iż warto trochę podnieść poprzeczkę i wpiąć go w nieco bardziej bezkompromisowy system.

Tym oto sposobem, korzystając z gościnności stołecznego SoundClubu miałem okazję skonfrontować możliwości rzeczonego przewodu w secie złożonym z transportu Accustic Arts DRIVE 2, przetwornika Soulution 760, dzielonej amplifikcji Boulder 2110 preamp + 1160 stereo power, oraz przepięknych, stanowiących obiekt moich tęsknych westchnień kolumn Marten Coltrane 2. W roli sparingpartnera wystąpiła cyfrówka Jorma Design Digital 110 Ohm XLR. Ponieważ system był wygrzany i na chodzie przez blisko kilkanaście godzin sprawę osiągnięcia optimum możliwości mieliśmy niejako z głowy. Dlatego też na pierwszy ogień poszedł referencyjnie zrealizowany album „Kristin Lavransdatter” Arilda Andersena. Pół żartem pół serio można powiedzieć, iż jest to połączenie skandynawskiej baśni z samplerem Dolby Atmos, lecz tak naprawdę w całej tej muzycznej opowieści chodzi o stworzenie niepowtarzalnego klimatu i sprawienie, by słuchacz został zewsząd otoczony przez zarówno delikatne i eteryczne, jak i potężne, wręcz złowrogie dźwięki. Z powyższej próby Hijiri wyszedł obronną ręką dodając od siebie wielce przyjemne dociążenie / dosaturowanie przełomu średnicy i wysokich tonów. Brzmienie saksofonu było pełne, organicznie analogowe a pomimo swojej homogeniczności nie straciło nic a nic ze swojej rozdzielczości. Kreowanie przestrzeni też nie pozostawiało złudzeń, że producent nie próbował nic a nic kombinować z lokalizacją źródeł pozornych i jeśli tylko coś dobiegało naszych uszu spoza bazy wyznaczonej rozstawem kolumn, to tak właśnie miało być. Przesiadka na zdecydowanie bardziej zróżnicowaną, a przy tym nieco garażową, ścieżkę dźwiękową „Songs of Anarchy: Music from Sons of Anarchy Seasons 1–4 ” uwidoczniła kolejne cechy japońskiej cyfrówki. Chodzi bowiem o pewne, delikatne, ale jednak obecne i niezaprzeczalne, tonizowanie wszelakiej maści sybilantów i ziarnistości pojawiających się zarówno na średnicy, jak i w górze pasma. Co prawda popisom wokalnym Katey Sagal nadal daleko było do aksamitności Queen Latifach, lecz w porównaniu z Jormą wpływ spożytej whiskey i wypalonych papierosów był zdecydowanie mniej absorbujący. Proszę jednak pamiętać, iż porównań dokonywałem z użyciem mogących pochwalić się diamentowymi tweeterami Accutona kolumn a one najoględniej mówiąc jeńców nie biorą i czego jak czego, ale same z siebie niczego wygładzać, wyostrzać z reszta też, nie mają w zwyczaju. Oferują za to to rozdzielczość na tyle ponadprzeciętną, iż to system z nimi współpracujący musi je pod tym względem gonić a nie na odwrót. Dlatego też różnice w większości docelowych systemów mogą być mniej ewidentne
Wśród materiału testowego nie mogło oczywiście zabraknąć pieszczotliwie przez Jacka określanego mianem łomotu „The Astonishing” Dream Theater, gdzie jakiekolwiek złagodzenia i tonizacje sprawdzają się jak nie przymierzając dosypanie cukru do baku przed wyścigiem na Nürburgring, czyli oględnie mówiąc katastrofalny. Całe szczęście ingerencję Hijiri można było w tym przypadku określić mianem iście kosmetycznych i skupiających się w głównej mierze na partiach wokalnych, co … Jamesowi LaBrie wyszło tylko na dobre.

Śmiem twierdzić, iż 聖 Hijiri „Million” HDG-R10 może, i z pewnością nieźle namiesza na rynku przewodów cyfrowych. Jest bowiem niezwykle wyrafinowany, rozdzielczy a zarazem muzykalny, lecz również pozbawiony pewnej krągłości, czy też lepkości, co do której dotychczas nie wszyscy audiofile i melomani byli się w stanie przekonać. Przy okazji. Jest też bezapelacyjnie lepszy od swojego poprzednika, co powinno być jednoznacznym sygnałem dla miłośników marki, że prędzej, czy później czekają ich wydatki.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35; Naim CDX2
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips.

Opinia 2

Z bliskim stu procent przekonaniem mniemam, iż każdy przemierzający krętą drogę skonfigurowania dobrze grającego zestawu audio meloman znakomicie zdaje sobie sprawę z faktu pewnego rodzaju sznytu brzmienia danego producenta, czy to w zakresie elektroniki, czy akcesorium kablowego. Naturalnie w ramach każdego brandu w zależności od modelu efekt soniczny delikatnie ewaluuje, ale główny pomysł na brzmienie konstruktora przez biegłych w temacie audiofilów zawsze jest słyszalny. Czy to źle? Naturalnie, że nie, gdyż taka dźwiękowa rozpoznawalność wszystkim zakręconym na punkcie słuchania muzyki w dobrej jakości osobnikom ułatwia życie i już podczas kreślenia wstępnej listy odsłuchowej pozwala wyeliminować z założenia nie do końca wpisujące się w oczekiwania komponenty. Tak było zawsze i tak jest obecnie. Zatem jaki cel ma nasze dzisiejsze spotkanie? Otóż co jakiś czas każdy producent, czy to idąc za oczekiwaniami klientów, czy też z powodu wdrażania będącego naturalną cechą spowodowanego upływem czasu nieco innego spojrzenia na to samo zagadnienie postanawia od podstaw zmienić swoją ofertę. Znowu kreślę znane wszystkim slogany? Owszem, robię to z premedytacją, gdyż cały misterny plan w pierwszych strofach wstępniaka był nastawiony na Wasze delikatnie „znudzenie” przypominaniem oczywistości, by na koniec, ujawniając bohatera testu lekko Was zaintrygować. O co chodzi? Otóż w tym opiniotwórczym odcinku przyjrzymy się znakomicie rozpoznawalnej przez większość populacji melomanów, znanej z dbałości o muzykalność każdej korzystającej z jej produktów układanki audio japońskiej marce Combak Corporation. A konkretnie? Zdaję sobie sprawę, że dla wielu jest to temat z rodzaju audio voodoo, ale z przyjemnością informuję potencjalnych zainteresowanych o przybyciu do redakcji na testy długo oczekiwanego, będącego kontynuacją najnowszej linii produktowej Hijiri kabla cyfrowego Hijiri Milion HDG-R10. Kogoś zaintrygowaliśmy? Jeśli tak, to zapraszam na kilka spostrzeżeń o wartościach dźwiękowych następcy popularnego „kanarka”. Czy zmiany są wyraźne? A jeśli tak, to w którą stronę ewaluowały? O nie, za wcześnie na takie informacje. W tym momencie mogę zdradzić tylko jedno. Wizytę wspominanego w mojej samotni zawdzięczamy wrocławskiemu dystrybutorowi Moje Audio.

Jak wspomniałem we wstępniaku, poprzednik opisywanej cyfrówki przez środowisko audiofilskie był określany jako „kanarek”. Śmiesznie? Pewnie tak, ale patrząc na jego aparycję całkowicie zasłużenie, gdyż swoim wyrazistym, bo ciemnym odcieniem żółci natychmiast kojarzył nam się z popularnymi ptakami domowymi. A jak wygląda następca? Otóż nadal w barwie swej otuliny wykorzystuje kolor żółty, jednak tym razem zdecydowanie bardziej stonowany i do tego wespół z nutą bieli przypomina motyw łusek jaskrawego węża. Ale kolor i wygląd koszulki nie są jedynymi różnicami. Mianowicie gdy zewnętrzna warstwa poprzednika była połyskującą wariacją śliskiego w dotyku sztucznego tworzywa, to obecna inkarnacja naszego bohatera zdecydowanie bardziej przypomina materiał niż bezduszny plastik. Czy zmiana wierzchniej powłoki ma wpływ na efekt soniczny mimo, że izolacja okablowania jest bardzo ważnym elementem podczas ich konstruowania nie mam zamiaru rozprawiać, jednak jedno mogę powiedzieć na pewno, Hijiri HDG-R10 jest zdecydowanie przyjemniejszy w dotyku i nie rzuca się tak bezpardonowo w oczy, co dla wielu ortodoksyjnych estetów będzie największą zaletą. Kolejną dostrzeganą gołym okiem zmianą w stosunku do wcześniejszej wersji cyfrówki jest użycie znanych z kiedyś stosowanych w kablach sygnałowych linii Harmonix ciemno zielonych, zakręcanych wtyków RCA. I gdy wydawałoby się, że obydwaj porównywani ze sobą przedstawiciele przesyłu zero-jedynkowych danych różnią się pomiędzy sobą w każdym aspekcie konstrukcyjnym i wizualnym, to spieszę donieść, iż co jak co, ale informacja o najlepszym dźwiękowym wykorzystaniu obydwu drutów w postaci wskazania ich kierunkowości przez konstruktora Pana Kazuo Kiuchi ma swoje odzwierciedlenie na każdym z nich w postaci stosownie skierowanych strzałek. Wieńcząc ten akapit wspomnę jeszcze o dostarczeniu tytułowego kabla do naszych rąk w nadającym wyjątkowości produktu stosownym opakowaniu, czyli estetycznym drewnianym pudełku, które otulone pergaminem spakowano w biały kartonik. Myślicie, że to zbędny blichtr? Patrząc od strony użytkowej mogłoby się tak wydawać, jednak uwierzcie mi, miło czuć się docenionym, o co podobnymi zabiegami dbają japońscy producenci, a ja bardzo lubię celebrować.

Gdybym miał w jednym zdaniu określić sposób prezentacji muzyki według nowej szkoły brzmienia japońskiego producenta, śmiało powiedziałbym, że biorąc za punkt odniesienia poprzednika HS-102 Digital, nowy produkt – HDG-R10 w pierwszym rzędzie jest orędownikiem zdecydowanie większej rozdzielczości. To jest nadrzędna, a przez to stawiająca go w gronie najlepszych konstrukcji pośród konkurencji cecha tego kabla. Próbując pokazać tę różnicę bardziej obrazowo, pokusiłbym się o stwierdzenie, że 102-ka jest gorącym letnim dniem w ciężkie od gorąca południe, a nowa R-10-ka porankiem tego samego dnia. Muzyka nadal oferuje bardzo dużą gładkość, ale cechuje ją mocniejsze zaakcentowanie krawędzi źródeł pozornych, dawka witalności fraz muzycznych, a wszystko to podane jest w estetyce niekończących się nie tylko długich, ale podobnie do poprzednika wielobarwnych wybrzmień. To zaś natychmiast przekłada się na lepszą zwartość i energię niskich rejestrów, może lżejszą w pierwszym odbiorze, ale za to zdecydowanie większą komunikatywność środka pasma i fantastycznie doświetlone wysokie tony. Wszystko nabiera zaskakującej swobody skutkując nie tylko lepszym wglądem w nagranie, ale również budowaniem zjawiskowo szerokiej i głębokiej wirtualnej sceny muzycznej. Jednak co jest bardzo ważne, przekaz nie staje się natarczywy. Naturalnie w przypadku systemów ratujących się przed zbytnią ofensywnością używaniem poprzedniej wersji cyfrówki (ta stawiała na mocne wysycenie kosztem świeżości) nowa propozycja Combak Corporation może przerysować oferowany przez nie obraz muzyczny, Ale nie oszukujmy się, takie są skutki konfiguracji zbyt jasnych systemów pod pretekstem szukania rozdzielczości. Rozdzielczość to nie rozjaśnienie i gdy posiadacz nawet minimalnie „krzyczącego” systemu trafi na unikający maskowania takich „kwiatków” produkt, jako plon swoich wcześniejszych decyzji otrzymuje męczącą nadpobudliwość swoich audio-puzzli. Dlatego też ostrzegam, wszyscy leczący swoje zabawki gęstymi drutami za sprawą wpięcia w tor Hijiri HDG-R10 w domenie muzykalności i poziomu tonacji swoich audiofilskich ołtarzyków zostaną brutalnie sprowadzeni na ziemię. Czym podpieram tak mocne słowa? Otóż oprócz testu w swoim, mocno osadzonym w barwie, systemie miałem przyjemność posłuchać dzisiejszego bohatera w zestawie ze wzmacniaczem duńskiego Gryphona i wysokim modelem nowej serii włoskich kolumn Sonus Faber. Obiegowe opinie na temat takiej konfiguracji są jasne, to jest w głównej mierze stawiająca na atak i neutralność ponad wszystko kombinacja, a mimo to podczas sesji odsłuchowej ani przez moment nie usłyszałem jakiegokolwiek wyostrzenia, tylko doświetlony, ale nadal gładki przekaz. Nie możliwe? Owszem możliwe, ale słowem kluczem jest wspomniana „rozdzielczość”, której przywoływanemu zestawieniu nie brakowało. A jak rzeczony cyfrowy „zaskroniec” wypadał u mnie? Fantastycznie. Na tyle dobrze, że nie wrócił już do dystrybutora. W moim przypadku najważniejszą zaletą okazała się być zwartość przekazu. Bas zebrał się w sobie, ale co ciekawe zaczął schodzić przy tym nieco niżej. Środek złapał pożądanej świeżości, a przez to pokazał dotychczas ukrytą gdzieś w międzykolumnowym eterze całą masę zapisanych na srebrnych krążkach informacji na temat wirtuozerii instrumentów i mimiki twarzy podczas czy to damskiej, czy męskiej wokalizy. Myślicie, że na tym koniec? O nie. Mimo że dotychczas najwyższe pasmo mojej układanki uważałem za odpowiednio skrzące się i pokazujące odpowiednią wagę tak ważnych w ulubionym przeze mnie jazzie talerzy perkusisty, te za sprawą przepuszczenia sygnału przez HDG-R10 jeszcze wyraźniej, i w dodatku z należytą artykulacją przecież okrągłego kawałka blachy zaznaczyły swój byt. Myślicie, że naciągam fakty? Zapewniam, że nie, ale aby uniknąć jakiegokolwiek podejrzenia o drukowanie meczu na tych kilku uwagach na temat sonicznego wyniku ożenku posiadanego zestawu z nową cyfrówką z linii Hijiri zakończę opis swoich wrażeń. I tak każda ostateczna decyzja zapadnie po osobistym odsłuchu, a moje klika zdań jest li tylko nakreśleniem ewentualnych wyników podczas ewentualnego starcia. Z mojej strony tyle, teraz czas na Wasz ruch.

Jak można wywnioskować z powyższego tekstu, najnowsze cyfrowe dziecko Pana Kazuo Kiuchi ofertą brzmieniową ewaluowało w stronę zwiększenia pakietu informacji w przekazie muzycznym. To oczywiście z automatu sprawiło, że muzyka nabrała większej ochoty do czarowania nas wydobytymi z zapisów nutowych, dotychczas nie mogących przebić się przez mocno ociężały przekaz dodatkowymi alikwotami. Naturalnie takie postawienie sprawy w przypadku przywołanych w poprzednim akapicie jaskrawych systemów może brutalnie pokazać w którym miejscu drogi do nirwany dana układanka się znajduje. Ale przecież nie można mieć pretensji do producenta, że obnaża nasze nie do końca udane wybory. Jeśli jeszcze nie dojrzeliście do prawdy, ewentualnej pomocy w dopieszczeniu zestawu szukajcie gdzie indziej. Jednak w przypadku emocjonalnego dorośnięcia do tematu pokazania wszelkich niuansów muzyki nawet kosztem roszad w przez lata konfigurowanym zestawie, będący punktem centralnym dzisiejszego tekstu cyfrowy przewód Hijiri HDG-R10 jest pierwszym, który powinien znaleźć się na potencjalnej liście odsłuchowej. Jak zwykle sukces zależeć będzie od wielu czynników, ale z pewnością ewentualny sparing nie będzie czasem straconym.

Jacek Pazio

Dystrybucja: Moje Audio
Cena: 5 200 PLN

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Pobierz jako PDF