W ramach tegorocznej edycji Europejskich Targów Muzycznych „Co Jest Grane” organizatorzy postanowili, miłośnikom doznań estetycznych związanych z tą dziedziną sztuki, zafundować prawdziwą ucztę i to na najwyższym, światowym poziomie. Koncert wirtuoza gitary – Ala Di Meoli, był tego najlepszym przykładem tym bardziej, że idealnie wpisał się w trasę koncertową promującą najnowsze wydawnictwo „All Your Life: A Tribute to The Beatles” zawierające wyśmienite interpretacje przebojów „fantastycznej czwórki” z Liverpoolu. Sala Kongresowa pękała w szwach a przed wejściami wśród tłumu, z obłędem w oczach błąkali się smutni jegomoście trzymając skostniałymi z zimna dłońmi niewielkie kartoniki informujące o niezwykle silnej potrzebie nabycia biletów. My też nie liczyliśmy nawet na cień szansy zobaczenia mistrza inaczej aniżeli na afiszach, bądź nagraniach, lecz dosłownie na pół godziny przed koncertem szczęście (pod postacią uroczej przedstawicielki Gazety) się do nas uśmiechnęło i już po kilkunastu minutach otrzymaliśmy upragnione akredytacje.
Tym razem zamiast rozwlekłych elaboratów postanowiliśmy ograniczyć się do niezbędnego minimum i zgodnie z maksymą mówiącą, iż „jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów” uznaliśmy, że zamiast opowiadać jak było po prostu postaramy się to pokazać na naszych zdjęciach. W końcu nie bez przyczyny taką popularnością cieszy się cykl konferencji pod wielce wymownym tytułem „Czy pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze?”.
Miłego oglądania.
Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski
Od grudnia br. za dystrybucję urządzeń hi-fi tego japońskiego producenta będzie odpowiadała firma Audio Klan, a systemy audio będą dostępne m.in. w ogólnopolskiej sieci salonów specjalistycznych Top Hi-Fi & Video Design
Marka TEAC znana jest na rynku już od ponad 60 lat (została założona w 1953 r.). Portfolio tej japońskiej firmy obejmuje produkty przeznaczone dla wielu gałęzi przemysłu muzycznego – od profesjonalnego audio high-end, poprzez sprzęt dla studiów nagraniowych, a na systemach AV kończąc. Od kilku dekad inżynierowie TEAC-a swoje doświadczenie związane z konstruowaniem urządzeń nagraniowych wykorzystują do projektowania systemów hi-fi przeznaczonych dla melomanów, którzy chcą czerpać radość z wysokiej jakości muzyki w domowym zaciszu. Miłośnicy dobrego dźwięku mają do wyboru m.in. komponenty z serii Classic, Reference i Distinction, a także uniwersalne kompaktowe konstrukcje. Już od grudnia br. urządzenia firmy TEAC będą dostępne m.in. w ogólnopolskiej sieci salonów Top Hi-Fi & Video Design.
Serię Classic tworzą produkty, które w niedużej, kompaktowej obudowie skrywają podzespoły i układy zapewniające wysoką jakość brzmienia i funkcjonalność. Doskonałym przykładem uniwersalności tej serii jest model CR-H700, który np. w połączeniu z zestawem głośnikowym TEAC LS-H265 pozwala użytkownikowi cieszyć się nagraniami z płyt CD, utworami płynącymi z tysięcy internetowych stacji radiowych, a także materiałem muzycznym zgromadzonym w urządzeniach przenośnych Apple lub w komputerach PC/Mac, dzięki AirPlay i Wi-Fi również w sposób bezprzewodowy.
Nieco wyżej klasyfikowana jest seria Reference, na którą składają się komponenty klasy premium. Urządzenia z tego systemu, podobnie jak w przypadku serii Classic, wyróżniają się kompaktowymi rozmiarami, ale mogą pochwalić się jeszcze większą dbałością o naturalne brzmienie, urzeczywistniając w ten sposób koncepcję wysokiej jakości dźwięku w nowoczesnym systemie hi-fi. Pod całkowicie metalowymi obudowami znajdują się zaawansowane układy, m.in. wzmacniacze klasy D, przetworniki cyfrowo-analogowe Burr Brown PCM5102, autorskie mechanizmy CD.
Topową pozycję w ofercie TEAC-a zajmują produkty z serii Distinction, którą tworzą klasyczne konstrukcje hi-fi stereo w pełnowymiarowych obudowach. Wzmacniacze zintegrowane i odtwarzacze CD/SACD z tej serii przeznaczone są dla najbardziej wymagających odbiorców. Potwierdzeniem ich możliwości są najwyższej jakości podzespoły i rozwiązania, m.in. przetworniki C/A Cirrus Logic CS 4398, wejścia/wyjścia zbalansowane XLR, układy dual mono z elementami dyskretnymi oraz bezpośrednie wejścia liniowe dla specjalnych źródeł wysokiej jakości.
Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej oficjalnego dystrybutora oraz producenta:
Po tym, jak tuż przed tegoroczną wystawą w Monachium publikowałem zbiorczy test okablowania Acoustic Revive postanowiłem sobie, że jeszcze wrócę do tematu, ale w decydowanie mniej konwencjonalnej formie. W końcu, jeśli sam założyciel tej znanej japońskiej firmy – Pan Ken Ishiguro twierdzi, że oferowane przez Nich akcesoria należy traktować, jako pełnoprawne elementy toru audio, na równi z elektroniką i kolumnami, to chociażby przez grzeczność wypadałoby sprawdzić osobiście, jak powyższe deklaracje sprawdzają się w praktyce. W związku z powyższym, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja pozwoliłem sobie zamówić u polskiego dystrybutora – Eter Audio stosowny „trzypak”, w skład którego weszły: demagnetyzer płyt optycznych RD-3, generator jonów ujemnych RIO-5II, oraz generator ultra-niskich częstotliwości RR-777. Krótko mówiąc, przynajmniej dla niesłyszących kabli ortodoksów prawdziwy zestaw małego audio-heretyka i szamana audio voodoo, jednak osobiście wyszedłem z założenia, że jeśli mam się na temat czegoś wypowiadać dobrze byłoby owe „coś” we własnym systemie przesłuchać. I tak tez uczyniłem, gdyż doświadczenia z tak pozoru absurdalnym akcesorium, jakim niewątpliwie jest „miska” HighEndNovum PMR Premium, pokazały aż nadto wyraźnie, że usłyszeć znaczy uwierzyć.
Zacznę od urządzenia najlepiej opisanego, przynajmniej jeśli chodzi o podkład merytoryczny – od generatora ultra-niskich częstotliwości RR-777. To niewielkie (140 x 170 x 50 mm) plastikowe, acz trzeba przyznać, że całkiem estetyczne pudełeczko, to nic innego jak generator rezonansu Schumanna. Jego zadaniem jest generowanie, wytwarzanie charakterystycznego dla naturalnego ziemskiego spektrum częstotliwości fali stojącej o skrajnie niskiej wartości 7,83 Hz. Pytanie, po co to komu. Cóż, człowiek jest istotą nader skomplikowaną a przy tym na tyle uparta, że chyba tylko karaluchy wykazują się większą umiejętnością akomodacji do nawet najbardziej nieprzyjaznych warunków. Trywializując fale Schumanna towarzyszyły nam praktycznie od zawsze – są naturalnym rezonansem pomiędzy powierzchnią ziemi a jonosferą i czy tego chcemy, czy nie właśnie z nimi synchronizują się nasze organizmy. Niestety we współczesnych czasach technologicznej prosperity wiele fal radiowych i elektromagnetycznych zakłóca częstotliwość 7,83 Hz powodując, bądź raczej będąc jednym z czynników wpływających na coraz częściej nas trapiące bóle i zawroty głowy, stres, apatię i inne dolegliwości. Co prawda to wszystko wydaje się majakami skrajnego fatalisty, lecz niestety takie są fakty. Na dowód tego posłużę się dość jednoznacznym przykładem. NASA to dość daleka od wszelkich przejawów szamanizmu i okultyzmu instytucja a jednak w wielu niezależnych źródłach można spotkać się z informacjami potwierdzającymi, że aby zapobiegać wspomnianym przypadłościom wśród astronautów, na stacjach kosmicznych generatory Schumanna montuje. Reasumując, jeśli chodzi o wpływ na przedstawicieli Homo sapiens, to uczucie relaksacji i poprawę koncentracji, będącymi pochodnymi umożliwienia niezakłóconej synchronizacji naszych organizmów do „pierwotnej” częstotliwości ziemi spokojnie możemy uznać zarówno za jednoznacznie pozytywne a przede wszystkim pożądane. Nie od dziś przecież wiadomo, jak wiele zależy od naszej sprawności psychofizycznej i jaki wpływ ma ona na postrzeganie otaczających nas zjawisk, w tym również odbiór muzyki.
W przypadku naszych drogocennych zestawów audio taki generator też nie zaszkodzi, powiem więcej – może nawet pomóc. Neutralizując zarówno wytwarzane przez nasze urządzenia fale elektromagnetyczne, jak i te docierające z zewnątrz (np. radiowe) likwiduje wzajemne interferencje sprawiając, że sygnał wyjściowy jest po prostu czystszy, zniekształcenia niższe a stosunek sygnału do szumu wyższy. Brzmi wielce obiecująco, nieprawdaż? Tyle teorii, czas najwyższy na testy na żywym organizmie, czyli sobie.
Zgonie z zaleceniami producenta ustawiłem RR-777 na wysokości powyżej 150 cm, dokładnie była to znajdująca się za sprzętem witryna Detolf, pochodząca ze znanej skandynawskiej sieci meblowej, o wysokości 163 cm, włączyłem i … w popłochu zacząłem się rozglądać za czymś, czym mógłbym zasłonić nad wyraz irytująca błękitną diodę znajdująca się froncie urządzenia. Niezwykle pomocna okazała się figurka Lego, która usadowiona tuż przed 77-ką niemalże całkowicie wyeliminowała wspomniana przypadłość. Jeśli to się nazywa niwelowanie stresu, to ja za takie atrakcję dziękuję. Kiedy jednak emocje opadły a generator przez niemalże dwa tygodnie był włączony w moim pokoju odsłuchowym kilka rzeczy udało mi się wychwycić. Po pierwsze przez czas trwania testów wzrosła moja produktywność – po pierwsze łatwiej mi się pisało. Możliwe, że powyższe działania wynikały ze zwykłej autosugestii, ale fakt pozostaje faktem. Z drugiej strony prowadzone w tamtym okresie odsłuchy przeciągały się do późnych godzin wieczornych a nawet wielogodzinne sesje nie powodowały zmęczenia, czy irytacji. Dźwięk miał był bardziej angażujący i jakby czystszy. Oczywiście to również można podciągnąć pod podświadomą autosugestie, ale jeśli tylko można sobie wmówić, że posiadany sprzęt gra lepiej a my przy tym również czujemy przypływ sił witalnych i w rezultacie wszystko, co nas otacza postrzegać w zdecydowanie mniej ponurych barwach, a to wszystko bez dodatkowych „wspomagaczy” to Acoustic Revive RR-777 po prostu działa.
Demagnetyzer płyt optycznych RD-3 jest urządzeniem zdecydowanie mniej kontrowersyjnym i metafizycznym. O tym, że dyski optyczne się magnesują nie będę dyskutować, bo to fakt. Nie dość, że farby, jakich używa się do wykonywania nadruków zawierają tlenki żelaza, kobalt i nikiel, to jeszcze w samym aluminium, z jakiego wytwarzana jest warstwa, na jakiej zapisywane są dane zawiera ok. 1% wspomnianych ferromagnetyków. RD-3 w kilka sekund dokonuje całkowitej demagnetyzacji umieszczonych na nim krążków a producent zachęca również do demagnesowywania terminali głośnikowych, oraz posiadanego okablowania. Ja ograniczyłem się jedynie do płyt.
Kilkusekundowa kuracja zgodnie z zaleceniami Pana Ishiguro przyniosła jednoznacznie pozytywne rezultaty. Wszystkie potraktowane RD-3 krążki po włożeniu do napędu brzmiały zdecydowanie lepiej – przy bezapelacyjnej poprawie czystości i rozdzielczości dźwięk zyskiwał również na naturalności. Był bardziej wysublimowany i namacalny. Nie zachodził znany z niektórych japońskich remasterów efekt osuszenia i szorstkiej, wypranej z emocji sterylności, lecz był to krok w kierunku źródeł, powrót do studia nagraniowego, do tego co słyszał realizator. Jeśli ktoś chciałby się na własnej skórze przekonać, co oznacza usłyszeć własne, znane na pamięć płyty na nowo, to to niepozorne urządzenie z pewnością takie atrakcje mu zapewni. Jedyne, czego Acoustic Revive nie zrobi, to nie uratuje albumów ewidentnie spapranych realizatorsko. Próby z „Death Magnetic” Metallicy, „Keeper of the seven keys” Helloween i „The End of Life” Unsun po raz kolejny utwierdziły mnie w przekonaniu, że z … bata nie ulepisz I nawet z pomocą japońskiego demagnetyzera ich słuchalność nadal pozostanie bliska zeru.
Niejako uzupełnieniem funkcjonalności RD-3 jest najbardziej okazały z całej stawki generator jonów ujemnych RIO-5II. Jego działanie opiera się na uwalnianiu jonów ujemnych z kuleczek tourmalinu poprzez naświetlanie ich lampami halogenowymi. Sam proces jonizacji płyt jest banalnie prosty. Włączamy urządzenie, uzyskując przy tym nader przyjemny efekt nocnej lampki o spokojnym, bursztynowym świetle i dla świętego spokoju możemy odczekać ok. 10 min, aż lampy odpowiednio się nagrzeją. Startujący w chwili uruchomienia wiatraczek milknie po ok. 10 sekundach i odzywa się dopiero w chwili rozpoczęcia procesu jonizacji, który po ułożeniu na górze RIO płyty inicjujemy wciskając czerwony guzik. Kiedy podświetlenie guzika gaśnie a wentylator cichnie proces uszlachetniania płyty możemy uznać za zakończony.
Te raptem kilkanaście minut kąpieli jonowej dla większości (patrz wcześniejsze wyjątki) płyt okazuje się niemalże zbawienne. Poprawa rozdzielczości i namacalności zapoczątkowana przez RD-3 zostaje w pewien sposób przez RIO-5II dokończona, sfinalizowana. Dźwięk przepuszczonych przez oba urządzenia płyt nabiera większej stabilności, naturalnej, podkreślam naturalnej konturowości, niemającej nic wspólnego ze sztuczną i irytującą hiperdetalicznością, co poniektórych pseudoaudiofilskich samplerów. Schowane do tej pory mikrowybrzmienia, cała otaczająca muzyków aura, nierozerwalnie związany z obecnością na scenie „żywych” instrumentów plankton stają się oczywiste i współtworzą muzyczny spektakl.
Powyższe uwagi i obserwacje mają oczywiście charakter czysto subiektywny, jednak postanowiłem się nimi z Państwem podzielić, gdyż tak, jak zaznaczyłem na wstępie – zdanie wyrabiamy sobie na podstawie własnych, osobistych doświadczeń. Nie na podstawie zdjęć, filmów, czy relacji osób trzecich. Możemy się między sobą nie zgadzać, spierać o niuanse, bądź nawet iść w zaparte, że czegoś nie usłyszeliśmy, co usłyszeli, bądź przynajmniej tak twierdzą, inni. Jednak podczas takich dysput opieramy się na faktach, przeprowadzonych we własnym, bądź mniej, lub bardziej znanym systemie odsłuchach.
Tekst i zdjęcia Marcin Olszewski
Dystrybucja: Nautilus
Ceny:
RD-3 – 1990 zł
RIO-5II – 3990 zł
RR-777 – 1990 zł
System wykorzystany w teście:
– CD/DAC: Ayon 1sc
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI 5
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders; AudioSolutions Rhapsody 130; Dynaudio Excite X34
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Harmonix CI-230 Mark-II; Neyton Neurnberg NF
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Neyton Hamburg LS; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; GigaWatt LC-1mk2
– Stabilizator sieciowy Reimyo ALS-777 + Harmonix X-DC2
– Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2; Amare Musica Silver Passive Power Station
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; HighEndNovum PMR Premium; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Nie trzeba było długo czekać – Harman znalazł właśnie sposób, aby wyprodukować najcieńszą jak dotąd kolumnę głośnikową do ultra płaskich telewizorów HD, i to bez uszczerbku dla jakości dźwięku. W istocie, soundbar SB 35 Sabre ma zaledwie 32 mm grubości i brzmi doskonale. Niejako przy okazji udało się amerykańskiemu potentatowi branży audio stworzyć produkt tak urodziwy, że gdy się przed nim staje, jego grubość przestaje mieć zasadnicze znaczenie.
Kto miał w rękach którąś z flagowych „zabawek” Apple, będzie wiedział, o czym piszę. Osadzony w wysmakowanej, aluminiowej obudowie wielokanałowy 8.1 SB35 Sabre jest w każdym detalu równie doskonale zaprojektowany i wykończony. Dość powiedzieć, że nie ma na rynku produktu z tego samego sektora, który stanąłby z nim w szranki. Patrząc nań można zapomnieć, że to urządzenie służebne wobec telewizora, i że to nie on, ale zawieszony nad nim płaski ekran powinien być w centrum naszej uwagi. A jeszcze kiedy się usłyszy, jak brzmi…
Obcując z Sabre i współpracującym z nim bezprzewodowym subwooferem, człowiek mimowolnie skłania się do zastanowienia, czy na pewno rozumie, jak powinno wyglądać domowe centrum rozrywki. Najnowsze cacko Harmana sprawia też, że nasze własne, sprawdzone głośniki i sprzęt audio nagle zaczynają wyglądać… archaicznie. I brzmieć także. Wszak Sabre jest nie tylko dziełem sztuki wzorniczej, godnym piedestału w nowojorskim Modern Art Museum. Płaska belka pod telewizor to niezwykle sprawny i wydajny system ośmiu doskonale dostrojonych przetworników (średnioniskotonowych 44 mm i tweeterów 25 mm), precyzyjnych wzmacniaczy, portów bass-reflex i procesorów dźwięku. Za przesyłanie dźwięku z telewizora do głośników systemu odpowiada kanał zwrotny HDMI Audio Return Chanel (ARC). Drogę do systemu innym źródłom dźwięku, np. konsolom do gier, otwierają trzy wejścia HDMI. Do tego mamy bezprzewodową łączność ze smartfonami i tabletami przez Bluetooth®, analogowe wejście audio stereo i optyczne wejście cyfrowe. Dzięki autorskiej technologii Harmana TrueStream™, bezprzewodowo przesyłany sygnał dźwiękowy jest optymalizowany, gwarantując najlepsze osiągalne warunki odsłuchu, i to bez względu na używaną aplikację lub źródło dźwięku. Natomiast filmowe audio odkodowują Dolby Digital TrueHD i DTS HD.
O głębokie, mięsiste, pełne charakteru basy wzbogaca brzmienie systemu 100 watowy, bezprzewodowy subwoofer. Jego sterowanie odbywa się z poziomu pilota, co pozwala w każdym pomieszczeniu osiągnąć idealną równowagę pomiędzy dźwiękiem subwoofera i soundbaru. Realizm dookolnego dźwięku w każdym pomieszczeniu i bez względu na liczbę słuchaczy buduje też technologia Harman Wawe, wykorzystująca proces obróbki sygnału cyfrowego Triple DSP. Jak w większości zaawansowanych urządzeń ze znaczkiem „Harman Kardon”, także i tu pilot systemu jest programowalny, zdolny kierować całym domowym centrum rozrywki.
Polska cena to tylko 4299 zł.
Oba produkty są adresowane dla profesjonalistów oraz audiofilów.
Słuchawki Beats Mixr opracowano z myślą o didżejach. Swojego rodzaju ciekawostką jest fakt, iż zostały one zaprojektowane przez Davida Guettę, znanego francuskiego DJ i producenta muzycznego. Beats Mixr to obecnie najlżejszy i najgłośniejszy model ze stajni Beats. 40-milimetrowe głośniki ze specjalną membraną pozwalają uzyskać ekstremalnie głębokie basy oraz krystalicznie czyste, wysokie tony.
Słuchawki posiadają też kilka funkcji przydatnych dla didżejów. Muszle obracają się o 270 stopni, można je odchylić do tyłu, za uszy, a następnie obrócić z powrotem dla całkowitej izolacji.Takie rozwiązanie pozwala didżejowi kontrolować wydarzenia na parkiecie. Z kolei podwójne wejście 3,5 mm umożliwia kaskadowe podłączenie kilku par słuchawek i udostępnianie muzyki znajomym. Beats Mixr skutecznie izolują szumy z otoczenia, zapewniając pełen komfort podczas miksowania utworów. Słuchawki dostępne są w nowych ciekawych, neonowych kolorach: niebieskim, zielonym, różowym, żółtym i pomarańczowym.
Z kolei słuchawki Beats Pro wychodzą naprzeciw oczekiwaniom inżynierów dźwięku, muzyków i audiofilów. To model używany podczas pracy studyjnej m.in. przez „will.i.am”, popularnego amerykańskiego rapera i producenta muzycznego. Technologia Pro-Sound Caliber sprawia, że Beats Pro posiadają pasmo przenoszenia porównywalne z monitorami studyjnymi. W rezultacie słuchawki idealnie sprawdzają się podczas nagrywania, miksowania i odtwarzania dźwięków. Na uwagę zasługuje również najwyższy poziom izolacji dźwiękowej. Efekt uzyskano, dzięki zwiększonej gęstości pianki w muszlach usznych oraz precyzyjnym odcięciu odgłosów zewnętrznych. Producent zrezygnował z układu redukcji szumu, aby zachować maksymalnie czystą barwę dźwięku i maksymalną moc basu. Innowacyjnym rozwiązaniem są podwójne porty wejścia/wyjścia. Po podłączeniu kabla słuchawkowego do muszli nausznej, drugi port automatycznie przełączy się w tryb wyjścia, dzięki czemu najnowsze dźwięki docierają na przykład do słuchawek osób pracujących w studio nad realizacją utworu.
Natomiast obrotowe muszle ułatwiają monitorowanie pokoju, studia lub klubu, pozwalają słyszeć otoczenie mając cały czas Beats Pro na głowie. Słuchawki dostępne są w kolorze czarno-czerwonym.

Sugerowane ceny przez Hama Polska
Beats Mixr – 1049 złotych
Beats Pro – 1699 złotych
Od Wydawcy
2-płytowa kolekcja najpiękniejszych tematów muzyki filmowej wybranych przez Magdalenę Miśkę-Jackowską (RMF Classic)!
Album zabiera nas w podróż po muzyce filmowej, zarówno tej, która nabrała już historycznego znaczenia, jak i najnowszej, tworzonej przez najmłodsze pokolenia znakomitych kompozytorów. W tym różnorodnym i pełnym niuansów świecie zbudowanym z uczuć i brzmienia, mamy wspaniałego przewodnika. Kompilację przygotowała bowiem Magdalena Miśka-Jackowska, którą miłośnicy muzyki filmowej znają doskonale z anteny radia RMF Classic.
Ale Filmy! to dobrana z wyczuciem i smakiem kolekcja arcydzieł muzyki filmowej, w której możemy zatopić się na ponad dwie godziny i zapomnieć o otaczającym nas świecie.
„Dobieranie dźwięku to magia” – mówił Jerzy Kawalerowicz. Magia, której bez wyjątku ulega każdy widz. Przecież nikt z nas nie chodzi do kina tylko po to, aby oglądać. Filmów też się słucha. Od zawsze. Jakie są sekrety tej magii? Na pewno melodia i rytm. Z całą pewnością także barwa instrumentu czy ludzkiego głosu. Ale najważniejszym sekretem wybitnych reżyserów i nie mniej zdolnych kompozytorów pozostaje moment, w którym ów dźwięk, czyli muzyka, zostaje użyty. Bo tu można się strasznie pomylić… albo dać widzowi taką chwilę, którą zapamięta na długo, jeśli nie na całe życie. Właśnie dlatego dobieranie muzyki do filmu jest tak szalenie trudne, ale również dlatego jest tak bardzo ważne.
Długo zastanawiałam się, jak opisać ten album, prezentujący kompozycje, które tak pięknie brzmiały w ostatnich latach w polskim kinie i nie tylko, i które wyszły spod ręki polskich twórców. Ktoś podpowiedział mi, że przecież wystarczy tę muzykę włączyć, aby obrazy pojawiły się same, a zaraz za nimi tytuły, nazwiska i w końcu emocje. To dlatego zaczynamy ostatnim polskim Oscarem za muzykę, czyli tematem z „Marzyciela” Jana A. P. Kaczmarka. Rozpoznawalny od pierwszych nut fortepianowy utwór przypomina nie tylko sam film, ale podkreśla też wysoką od lat pozycję polskich twórców na świecie. Podobnie zresztą jak słynny fragment ścieżki dźwiękowej do „Draculi” Francisa Forda Coppoli autorstwa Wojciecha Kilara czy tematy z filmów Romana Polańskiego „Nóż w wodzie” i „Dziecko Rosemary”, skomponowane przez Krzysztofa Komedę, a zaprezentowane tutaj nie tylko w klasycznych aranżacjach. Obok nich najważniejsi rodzimi kompozytorzy muzyki filmowej – Zygmunt Konieczny, Krzesimir Dębski, Michał Lorenc. Od wielu lat ci artyści wpływają na nastroje Polaków w kinie i poza nim, bo ich kompozycji słucha się także podczas coraz częściej organizowanych w kraju koncertów i festiwali, poświęconych muzyce wielkiego ekranu.
Mistrzów dogania młode pokolenie twórców – Leszek Możdżer, Antoni Komasa-Łazarkiewicz, Tomasz Gąssowski, Jan Duszyński, Łukasz Targosz, Bartek Gliniak, Daniel Bloom. To świadomi roli muzyki filmowej kompozytorzy, otwarci na nowe rozwiązania, jakie proponuje kino, ale obdarzeni cennym talentem do pisania melodii. A to przecież właśnie melodia sprawia, że ten sam sfilmowany obraz wyda się nam – widzom bardziej „dur” lub „moll” i spowoduje uśmiech albo łzę.
Każdy ma w kinie swoją prywatną listę przebojów. Polska muzyka filmowa to całe morze tytułów, a także kilkadziesiąt ważnych dla kinematografii nazwisk i wiele duetów reżysersko-kompozytorskich, które opanowały do perfekcji trudną sztukę wyboru, kiedy powinna na ekranie zagrać muzyka, a kiedy zagrać ma tylko cisza. Do historii przeszły sceny, zbudowane na muzycznych filarach. i całkiem sporo legendarnych już dziś piosenek.
Druga płyta zawiera te najsłynniejsze, jak napisane przez Henryka Warsa „Miłość Ci wszystko wybaczy” i „Już nie zapomnisz mnie” oraz młodsze, ale równie popularne tematy z jednej z nielicznych polskich komedii muzycznych „Hallo Szpicbródka”. Brzmią na nowo, we współczesnych, czasem zaskakujących wersjach. To taki pomost między klasyką polskiej piosenki filmowej, a jej współczesną, bardzo różnorodną formą, doprawioną rockiem, poezją, etno. Zmieniającą się tak, jak zmieniają się filmy. Duża w tym zasługa lubianych głosów m.in. Anny Serafińskiej, Roberta Gawlińskiego, Edyty Górniak, Kayah, Justyny Steczkowskiej, Grzegorza Turnaua, Stanisława Sojki. Anna Maria Jopek wykorzystuje w piosenkach najpiękniejsze tematy filmowe Wojciecha Kilara, zatrzymując je na dłużej.
Popularność muzyki kina stale rośnie. I prawdziwie magiczna staje się chwila, kiedy potrafi ona znakomicie funkcjonować bez obrazu na ekranie. Oddajemy w Państwa ręce ponad dwie godziny doskonałej polskiej muzyki filmowej. Z nadzieją, że – jak mówi Quentin Tarantino – podniosą sceny o kilka pięter. Nie tylko w kinie!” – Magdalena Miśka-Jackowska (RMF Classic).
Opinia 1
Wbrew pozorom i dość jednoznacznej nazwie „muzyka filmowa” nader często tuż po premierze, a czasem jeszcze przed wejściem na srebrne ekrany „firmującego” ją obrazu, żyje swoim, praktycznie całkowicie niezależnym życiem. Któż z nas nie pamięta przebojów towarzyszących hollywoodzkim superprodukcjom – kolejnym „Bondom”, „Ojcu Chrzestnemu”, „Gliniarzowi z Beverly Hills”, „Szybkim i Wściekłym”, czy w końcu „Gladiatorowi”. Polska kinematografia też nie ma się czego wstydzić, a najlepszym tego dowodem jest podwójny album „ale filmy!”, dostępny w „Złotej kolekcji”. Co prawda nie jest to kompilacja pełna, przekrojowa i w pełni reprezentatywna dla ostatnich … kilkudziesięciu lat, ale taką być nie może. Po pierwsze każdy ma własne, ulubione filmy i związane z nimi melodie, a po drugie na dwóch płytach można zmieścić jedynie ułamek tego, co tak naprawdę warto znać, czego warto posłuchać i bez czego „mrugające obrazki” byłyby równie pasjonujące jak obraz kontrolny.
Tematy wybrane przez prezenterkę RMF Classic – Magdalenę Miśkę-Jackowską spinają w nader zgrabną i dość eklektyczną całość, tak z pozoru odległe tematy, jak oklepany „Miłość ci wszystko wybaczy” Henryka Warsa, skupione „The Park On Piano” Jana A.P. Kaczmarka i dramatyczne w swej wymowie „To nie był film” Artura Rojka. Kluczem do sukcesu okazało się podzielenie tak szerokiego spektrum repertuarowego na dwie płyty, z których na pierwszej umieszczono jedynie utwory instrumentalne, a na drugiej, nie ważne jak infantylnie i banalnie to zabrzmi … „piosenki”. Na pierwszym krążku nie zabrakło oczywiście tak sztandarowych i zarazem eksportowych pozycji, jak motywów ze wspomnianego „Marzyciela” Jana A.P. Kaczmarka, „Draculi” Wojciecha Killara, jak i „Rosemary’s Baby” Krzystofa Komedy. Druga płyta to z kolei znane i lubiane przeboje w stylu „Dumki na dwa serca”, oraz klasyczne, lekko zakurzone przeboje z czasów naszych rodziców a nawet dziadków w nowych i często zaskakujących aranżacjach. Wystarczy wspomnieć „Pieśń o miłości”
K.K.Baczyńskiego w wykonaniu Czesława Mozila i Meli Koteluk, czy „Nie Kochać W Taka Noc to Grzech” z Michałem Milowiczem.
Osobiście zdecydowanie częściej wracam do pierwszej, instrumentalnej i wydaje mi się, że również bardziej spójnej części, która rozpoczynając się od wirtuozerskiego, solowego wykonania Leszka Możdżera po prostu trzyma poziom. Nie ma w niej fragmentów słabych, są za to wymagające chwili skupienia prawdziwe perełki muzyki i to nie tylko rozpatrywanej w kategoriach stricte filmowych, ale jako takiej.
Od strony realizatorskiej i dotyczącej wyłącznie jakości dźwięku, wydana przez Pomaton składanka bardzo mile mnie zaskoczyła. Po kolejnym z albumów popularnej „Złotej kolekcji” prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się zbytnich fajerwerków, ale obie płyty po prostu trzymają nad wyraz wysoki poziom. Nie słychać na nich ani zbytniej kompresji, ani, co z reguły jest bolączką tego typu kompilacji drastycznych różnic pomiędzy poszczególnymi utworami. Pierwszy krążek charakteryzuje się przyjemnym w odbiorze dociążeniem, nasyceniem średnicy i lekko przyciemnionymi barwami, przez co w porównaniu z oryginalnymi wydaniami („Kaczmarek by Możdżer”, „Komeda” Leszka Możdżera) brakuje trochę powietrza, aury i audiofilskiego planktonu otaczającego fortepian. Jednak nie bądźmy złośliwi i nie wymagajmy od teoretycznie „komercyjnego” albumu jakości specjalizującej się w wysublimowanych brzmieniach i grą ciszą wytwórni, jak np. ACT.
Płyta z piosenkami również nie sprawia zawodu – wyeksponowane główne partie wokalne przykuwają uwagę, nie rażąc przy tym zbytnią napastliwością sybilantów. Eklektyzm stylistyczny nie nastraja co prawda do zbyt głębokiej kontemplacji, jednak jako tło do codziennych zajęć i spotkań ze znajomymi powinien sprawdzić się świetnie.
Czy najnowsza pozycja w „Złotej kolekcji” jest kompletna? Niekoniecznie, choć z drugiej strony jest szansa na jej kolejne edycje. Przecież nie można uznać tematu polskiej muzyki filmowej za wyczerpany bez chociażby tematu przewodniego z „Trzy kolory: Niebieski” autorstwa Zbigniewa Preisnera, „Reich” Tomasza Stańki, czy przepięknej „Kołysanki” z „Psów” autorstwa Michała Lorenca.
Marcin Olszewski
Opinia 2
Teoretycznie zajmujemy się testowaniem sprzętu audio, jednak jeśli nadarzyła się okazja, wzięliśmy na tapetę dwupłytową kompilację ścieżek dźwiękowych ze znanych polskich filmów, zatytułowaną „Ale Filmy”. Redagowaniem projektu zajęły się dwie miłe panie: Magdalena Miśka-Jackowska i Maria Peryt, masteringiem studio 2.47, a wydaniem albumu oficyna Pomaton.
Wszyscy zapewne rozpoznają większość muzyki zawartej na tych krążkach, a jeśli nawet nie skojarzą jej po tytułach filmów, z jakich je zaczerpnięto, to już pierwsze takty każdego utworu, przywołają z pamięci konkretne obrazy. Często się zdarza, że nawet bardzo znana ekranizacja, nie przynosi ze sobą skojarzeń z materiałem muzycznym, jednak w drugą stronę jest znacznie łatwiej. I również ja miałem taki tok rozpoznawalności tego materiału. Z uwagi na dużą różnorodność utworów- od muzyki klasycznej do piosenek ze starych polskich komedii, wydawnictwo podzielono na dwa tematy. Jeden, jako „Muzyka filmowa”, a drugi „Piosenki filmowe”. Jest to swojego rodzaju podróż przez dorobek rodzimych kompozytorów i muzyków w służbie polskiej kinematografii. Takie sklejanie różnorodnych gatunków muzycznych z różnych epok i tematów, do jakich zostały skomponowane, nie jest prostą sprawą. Trzeba umiejętnie ułożyć kolejność, aby sąsiadujące kompozycje nie kontrastowały zbytnio ze sobą, tylko układały się w jedną przyswajalną całość. Po przesłuchaniu obu krążków, spokojnie mogę polecić tę pozycję wszystkim, którzy chcą przypomnieć sobie ważne dla polskiego kina „tracki”, zebrane w jednym miejscu. Różnorodność muzyki, częste zmiany tempa i tematów na pewno nie pozwolą nudzić się podczas słuchania.
Z uwagi na swoje audiofilskie skrzywienie, postanowiłem sprawdzić jak wypada konfrontacja buńczucznych zapowiedzi wspaniałej „jakości nagrań, poprawionych dzięki zastosowaniu najnowocześniejszych technik cyfrowych” z rzeczywistością i dość bacznie się temu przyjrzałem, no może raczej przysłuchałem. I muszę powiedzieć, że mastering wypada bardzo dobrze. Realizacja broni się w moim systemie znakomicie, prezentując materiał muzyczny w oczekiwany przeze mnie sposób, czyli czytelna w głąb i szerz scena. Na plus trzeba jeszcze dodać fakt, iż panowie od technik cyfrowych nie szaleli zbytnio z suwakami na stole mikserskim, dzięki czemu odbiór zaproponowanej muzyki sprawi przyjemność nawet na bardzo wysublimowanym zestawie. Może nie jest to wydawnictwo do stricte audiofilskiego słuchania każdej wybrzmiewającej nuty, ale polecam jako sposób na relaksujący odpoczynek przy dźwiękach dorobku naszej narodowej kinematografii.
Jacek Pazio.
CD1
Jan A.P. Kaczmarek, Marzyciel reż. Marc Forster
1. The Park On Piano 00:05:23
Leszek Możdżer – fortepian
Michał Lorenc, 300 mil do nieba reż. Maciej Dejczer
2. Ucieczka 00:02:27
Maciej Talaga – gitara
Marcin Pospieszalski – instrumenty klawiszowe
Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia i Telewizji
Zdzisław Szostak – dyrygent
Tomasz Gąssowski, Zmruż oczy reż. Andrzej Jakimowski
3. Tango 00:02:09
Robert Majewski – trąbka
Artur Dutkiewicz – akordeon
Sławomir Kurkiewicz – kontrabas
Tomasz Gąssowski – instrumenty perkusyjne
Jan Duszyński, Pokłosie reż. Władysław Pasikowski
4. Powrót do domu 00:02:00
Polska Orkiestra Radiowa
Jakub Chrenowicz – dyrygent
Asja Czajkowska – partia wokalna
Krzesimir Dębski, W pustyni i w puszczy reż. Gavin Hood, Elżbieta Jeżewska
5. Gdzie jest nasz dom, Stasiu? 00:04:07
Orkiestra Sinfonia Varsovia
Sinfonietta Artists
Krzesimir Dębski – dyrygent
Krzysztof Komeda, Nóż w wodzie reż. Roman Polański
6. Ballad For Bernt 00:04:05
Krzysztof Komeda Trio
Bartek Gliniak, Joanna reż. Feliks Falk
7. Finał 00:04:44
Orkiestra Sinfonia Varsovia
Chór Cappella Corale Varsaviana
Krzysztof Herdzin – fortepian
Ewelina Siedlecka – wokaliza
Jakub Haufa – skrzypce
Roman Rewakowicz – przygotowanie chóru
Piotr Komorowski – dyrygent
Daniel Bloom, Tulipany reż. Jacek Borcuch
8. Tulipany 00:02:03
Leszek Możdżer – fortepian
Wojciech Kilar, Dracula reż. Francis Ford Coppola
9. Vampire Hunters 00:03:02
Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia
Antoni Wit – dyrygent
Krzysztof Komeda, Rosemary’s Baby reż. Roman Polański
10. Sleep Safe and Warm
Leszek Możdżer – fortepian
Bartek Gliniak, Mój Nikifor reż. Krzysztof Krauze
11. Temat Nikifora 00:01:52
Sebastian Aleksandorowicz – obój
Magdalena Falkowska – klarnet
Bartek Gliniak – instrumenty klawiszowe, flet
Wojciech Kowalewski – instrumenty perkusyjne
Marta Maślanka – cymbały
Leszek Wachnik – fagot
Marek Wroński – skrzypce
Dobrosława Siudmak-Nur – skrzypce
Marlena Winiszewska – altówka
Barbara Piotrowska – wiolonczela
Radosław Nur – kontrabas
Ryszard Dudek – dyrygent
Michał Lorenc, Bandyta reż. Maciej Dejczer
12. Taniec Eleny 00:03:01
Sinfonia Varsovia
Tadeusz Karolak – dyrygent
Łukasz Targosz, Listy do M. reż. Mitja Okorn
13. Listy do M. 00:03:38
Jacek Tarkowski – fortepian
Łukasz Targosz – instrumenty strunowe
Michał Ostrowski – skrzypce
Paulina Wiśniewska – wiolonczela
Katarzyna Tarkowska – flet
Orkiestra Kameralna La Session Chamber Orchestra
Łukasz Targosz – dyrygent
Krzesimir Dębski, Stara baśń reż. Jerzy Hoffman
14. Temat miłosny 00:03:24
Chamber Symphony Orchestra Leopolis
Krzesimir Dębski – dyrygent
Wojciech Kilar, Pan Tadeusz reż. Andrzej Wajda
15. Polonez 00:04:37
Wielka Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia
Jerzy Kotyczka – obój
Joanna Dziewior – flet
Marek Barański – fagot
Zbigniew Kaleta – klarnet
Antoni Adamus – trąbka
Wiesław Grochowski – waltornia
Damian Walentek – waltornia
Adrian Ticman – waltornia
Rudolf Brudny – waltornia
Eugeniusz Mańczyk – fortepian, czelesta
Leszek Potasiński – improwizacja gitarowa
Antoni Wit – dyrygent
Antonii Komasa-Łazarkiewicz, W ciemności reż. Agnieszka Holland
16. W ciemności 00:05:58
Polska Orkiestra Radiowa
Filip Wojciechowski – fortepian
Jacek Rogala – dyrygent
Zygmunt Konieczny, Jasminum reż. Jan Jakub Kolski
17. Temat 00:02:45
Cappella Cracoviensis pod dyr. Rafała Delekty
Polska Orkiestra Radiowa pod dyr. Mirosława Błaszczyka
Paweł Perliński – fortepian
Michał Lorenc, Prowokator reż. Krzysztof Lang
18. Ave Maria 00:03:09
Moscow Symphonic Orchestra
Konstanty Krymc – dyrygent
Olga Szyrowa – sopran
Tomasz Gąssowski, Sztuczki reż. Andrzej Jakimowski
19. Motor i dziewczyny 00:03:48
Leszek Matecki – gitara solowa
Tomasz Gąssowski – gitara, gitara basowa, instrumenty perkusyjne, gwizd
Wojciech Kilar, Śmierć i dziewczyna reż. Roman Polański
20. Paulina’s Theme 00:03:47
English Chamber Orchestra
Harry Rabinowitz – dyrygent
Leszek Możdżer, Wszystkie Kobiety Mateusza reż. Artur Więcek „Baron”
21. Sny Kobiet 00:04:18
Leszek Możdżer – fortepian
John Parricelli – gitara
Sebastian Wypych – kontrabas
Krzysztof Globisz – wokal
Orkiestra Aukso
CD 2
Czesław Mozil, sł. Krzysztof Kamil Baczyński, Aranż.: von Bülow, Drasbeck, Bennebo, Moller, Guastavino, Mortensen, Mozil, Baczyński reż. Kordian Piwowarski
1. Pieśń o miłości 00:03:18
Mela Koteluk – wokal
Czesław Śpiewa – wokal
Marie Louise von Bülow – kontrabas, flet
Troels Drasbeck – perkusja akustyczna i elektryczna
Martin Bennebo – akordeon
Hans Find Møller – gitara akustyczna i elektryczna
Karel Duelung Guastavino – klarnet basowy
Jakob Munck Mortensen – tuba, puzon, trąbka, „parówka”
Czesław Mozil – pianino
Artur Rojek, sł. Artur Rojek, Młode Wilki reż. Jarosław Żamojda
2. To Nie Byl Film 00:03:02
Myslovitz
Wojciech Kilar, sł. Marcin Kydryński, Smuga cienia reż. Andrzej Wajda
3. W smudze cienia 00:03:18
Anna Maria Jopek – głosy
Tomasz Stańko – trąbka
William Gallison – harmonijka ustna
Marcin Pospieszalski – bas, instrumenty klawiszowe, sample i lupy
Joszko Broda – flet
Marek Napiórkowski – gitara
Marcin Majerczyk – perkusja
Krzesimir Dębski, sł. Jacek Cygan, Ogniem i mieczem reż. Jerzy Hoffman
4. Dumka na dwa serca 00:04:11
Edyta Górniak – wokal
Mieczysław Szcześniak – wokal
Robert Janson, sł. Anita Lipnicka, Młode Wilki reż. Jarosław Żamojda
5. Wolne ptaki 00:03:15
Varius Manx
Jerzy Matuszkiewicz, sł. Agnieszka Osiecka, Małżeństwo z rozsądku reż. Stanisław Bareja
6. Miłość złe humory ma 00:02:04
Bohdan Łazuka – wokal
Orkiestra Rozrywkowa
Jerzy Matuszkiewicz – dyrygent
Wojciech Pilichowski, Jarosław Chilkiewicz, sł. Kasia Kowalska, Nocne graffiti reż. Maciej Dutkiewicz
7. Straciłam swój rozsądek 00:04:03
Kasia Kowalska – wokal
Grzegorz Ciechowski, sł. Grzegorz Ciechowski, Wiedźmin reż. Marek Brodzki
8. Nie pokonasz miłości 00:03:03
Robert Gawliński – wokal
Henryk Wars, sł. Julian Tuwim (Oldlen), Szpieg w masce reż. Mieczysław Krawicz
9. Miłość ci wszystko wybaczy 00:05:01
Anna Dereszowska – wokal
Tomasz Krawczyk – gitary
Sebastian Frankiewicz – perkusja
Maciej Szczyciński – bas
Marek Pospieszalski – klarnet altowy
Wojciech Kilar, sł. Marcin Kydryński, Portret damy reż. Jane Campion
10. Szepty i łzy 00:04:31
Anna Maria Jopek – głosy
Tomasz Stańko – trąbka
William Gallison – harmonijka ustna
Marcin Pospieszalski – bas, instrumenty klawiszowe, sample i lupy
Joszko Broda – flet
Marek Napiórkowski – gitara
Marcin Majerczyk – perkusja
Justyna Steczkowska, sł. Edyta Bartosiewicz, Na koniec świata reż. Magdalena Łazarkiewicz
11. Na koniec świata 00:04:23
Justyna Steczkowska – wokal
Kayah, sł. Kayah, Przedwiośnie reż.
12. Wiosna przyjdzie i tak 00:03:01
Kayah – programowanie instrumentów klawiszowych, śpiew, chórki
Hakan Kursun – programowanie instrumentów klawiszowych, instrumenty perkusyjne
Krzyś Pszona – edycja i programowanie instrumentów klawiszowych
Zygmunt Wiehler, sł. Jerzy Jurandot, Ada to nie wypada reż. Konrad Tom
13. Nie kochać w taką noc to grzech 00:02:25
Michał Milowicz – wokal
Septet żeński: Monika Ambroziak, Anna Frankowska, Katarzyna Groniec, Anna Mamczur, Barbara Melzer,
Agnieszka Włodarczyk, Beata Wyrąbkiewicz
Kwartet męski: Wojciech Dmochowski, Paweł Hartlieb, Janusz Józefowicz, Michał Milowicz
Seweryn Krajewski, Adam Skorupka, sł. Agnieszka Osiecka, Halo Szpicbródka reż. Mieczysław Jahoda, Janusz Rzeszewski
14. Kto tak ładnie kradnie / Ja nie chcę nic (Herbaciane nonsensy) 00:04:03
Anna Serafińska – wokal
Andrzej Dąbrowski – wokal
Zespół Włodzimierza Nahornego:
Włodzimierz Nahorny – fortepian, opracowania
Mariusz Bogdanowicz – kontrabas
Piotr Biskupski – perkusja
Kwartet smyczkowy i Solisti Di Varsavia
Krzesimir Dębski, sł. Andrzej Mogielnicki, W pustyni i w puszczy reż. Gavin Hood, Elżbieta Jeżewska
15. Mama Afryka 00:04:51
Beata Kozidrak – wokal
Anna Jurksztowicz – wokal
Majka Jeżowska – wokal
Anna Maria Jopek – wokal
Artur Gadowski – wokal
Stanisław Sojka – wokal
Mietek Szcześniak – wokal
Shaluza Max Mntambo
Passage To Africa Choir
Soweto Percussion Ansamble
Orkiestra Sinfonia Varsovia
Krzesimir Dębski – dyrygent