Z potwierdzonej wieloma rozmowami z bracią audiofilską autopsji wiem, że mimo twardych dowodów na odporność przesyłu pakietów zer i jedynek z muzyką pomiędzy napędem i przetwornikiem cyfrowo-analogowym na jakiekolwiek zmiany w okablowaniu, w zderzeniu z rzeczywistością ów temat (przez wielu uznawany za aksjomat) nie jest już taki oczywisty. Nie chcę tutaj wywoływać małej wojenki pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami podobnych herezji, dlatego też jeśli ktoś nie miał szczęścia usłyszeć skutków zastosowania różnych kabli cyfrowych, lub z zasady jest wrogiem podobnego myślenia, dla spokoju ducha niech spożytkuje swój cenny czas na inne, niż czytanie dzisiejszego tekstu, czynności. Jednak jeśli doświadczyliście faktu wychwycenia często subtelnych, ale dla wielu diametralnych odmienności prezentacji muzyki w zależności od wpiętego w tor transmisji danych cyfrowego drutu, z uwagi na ciekawe spostrzeżenia powinniście zapoznać się z moimi ostatnimi doświadczeniami. Dodatkowej pikanterii dodaje fakt, iż trochę wbrew nastawieniu portalu Soundrebels na ekstremalny High End po prześledzeniu portfolio marki testowane cyfrówki okazują się być dość niedrogimi. Niedrogimi, gdyż po konfekcji firmowymi wtykami cena obydwu drutów nie przekraczają pułapu tysiąca złotych, co dla wielu adeptów dobrej jakości dźwięku jest barierą, za którą nawet spektakularne efekty z wielu powodów są poza obszarem zainteresowań. Tak więc, gdy temat z grubsza mamy określony, zapraszam na kilka akapitów streszczających efekt soniczny zastosowania dwóch nieco różniących się od siebie materiałem, z którego został wykonany przewodnik, kabli sygnałowych japońskiej marki Furutech. A będą to: wykorzystujący srebro FX- Alpha Ag i posrebrzaną miedź μ-X Ag. W celach uzupełnienia pakietu danych dodam, iż wizytę obydwu produktów w naszej redakcji zawdzięczamy katowickiemu dystrybutorowi RCM.
Część poświęcona aparycji dzisiejszych bohaterów nie będzie zbyt rozbudowana, gdyż obydwaj przedstawiciele przesyłu danych cyfrowych sprzedawani są ze szpuli, zatem nie oczekujcie od producenta specjalnych dodatków typu: piękny oplot, woreczki z aksamitu, czy wykonane z różanego drewna kuferki. Dostajemy produkt skupiony na efektach sonicznych a nie zbędnym, wizerunkowym blichtrze. Przybliżając dzisiejszych sparingpartnerów zaznaczę, iż zgodnie ze sztuką pracy na pakietach cyfrowych obydwaj oferują specyfikację 75 Ω a konkrety techniczne rozpocznę od kabla ukrywającego się pod sygnaturą FX-Alpha Ag. Idąc za fotografiami zdradzę, iż ubrano go w ciemną zieleń i nieco cieńszy od bratanka zespół izolujący, co w kontakcie organoleptycznym czyni go bardziej elastycznym. Dokładniejsze dane na jego temat donoszą, iż będące nośnikiem danych czyste srebro poddano procesowi Alpha. W dbałości o minimalizację wpływu zewnętrznych czynników na przecież bardzo ważne dla nas informacje ów drut ubrano w podwójny ekran z folii aluminiowej i oplot ze srebrzonej miedzi. Wieńcząc dzieło na to wszystko nałożono izolację z fluoropolimeru i spienionego polietylenu, a z zewnątrz otula go koszulka z PVC. Jeśli zaś chodzi o drugą łączówkę, czyli μ-X Ag, według doniesień prasowych temat wygląda następująco. Z wyglądu również oferuje przyjemną dla oka zieleń, ale jest zdecydowanie jaśniejszy i nieco grubszy. Trzon sygnałowy składa się z 37 miedzianych, srebrzonych drucików, poddanych procesowi Alpha. Całość w bardzo zbliżony do poprzednika sposób otulono plecionką ze srebrzonej miedzi, fluoropolimerem, spienionym polipropylenem i na to wszystko nałożono koszulkę PVC. Przyznacie, że przytoczone dane są dość zdawkowe, ale to jest pewnego rodzaju tajemnica firmy i niestety w czasach gdy wszyscy podrabiają wszystko, dbający o swoją pozycję na rynku producent na więcej nie może sobie pozwolić.
Zanim przejdę do konkretów, jeśli dla kogoś kontakt z rzeczonymi drutami będzie nosił znamiona dziewictwa, oznajmiam, iż są kierunkowe, co określają nadrukowane, uzbrojone tylko w jedną część grotu serie strzałek. Ja wiem, że dla wielu już sam wpływ kabli na dźwięk jest niedorzecznością a informacja o zalecanym kierunku przepływu sygnału tylko potwierdza konieczność wizyty u lekarza, ale jeśli producent coś zaleca, zdroworozsądkowo należy się do tego stosować. Ok. Wszelkie około-instalacyjne dane mamy za sobą, zatem kilka zdań o ingerencji w dźwięk, co przedstawię w formie konfrontowania ze sobą obydwu propozycji. Jednak nie dlatego, że jedna jest lepsza od drugiej w wartościach bezwzględnych, tylko każda z nich oferuje coś ciekawego dla całkowicie odmiennego w domenie gęstości dźwięku systemu audio. Oczywiście można je bez specjalnych strat dla fonii wzajemnie zastępować, ale jak wiemy, kabelkologia jest ostatnim szlifem naszej układanki, dlatego warto jest dobrać coś w punkt. Gdybym miał zderzyć obydwa kable w niezbyt długiej notatce, powiedziałbym, iż srebro wnosi do dźwięku dawkę spokoju, ugładzenia i masy, a srebrzona miedź przesuwając tonację o oczko w górę dodaje przekazowi muzycznemu nieco powietrza. Ale nie odbieramy tego w stylu, szlachetny kruszec muli, a jego przeciwnik krzyczy. Podczas testu obydwie propozycje porównywałem ze stacjonującym u mnie, znanym z muzykalności i dobrego wglądu w nagranie cyfrowym Harmonixem HS-102 i powiem szczerze, że Furutechy ze swoimi możliwościami plasowały się po obydwu stronach jego prezentacji. To co prawda oznacza, że ten ostatni łączył cechy naszych bohaterów, ale biorąc pod uwagę czterokrotnie niższą cenę pomiędzy porównywanymi drutami sprawa postrzegania w kontekście cena – jakość natychmiast nabiera rumieńców. Mało tego, Furutechy wpinałem przecież w dobrze zestawiony set, co już na starcie stawiało spore trudności adaptacyjne, a i tak wypadły bardzo dobrze. A wyjście z tarczą ze sparingu w tak wyczynowym zestawie pozwala sądzić, iż w grupie docelowej bez problemów są w stanie nawet rozdawać karty. Aby przybliżyć Wam, jak odebrałem każdy z naszych pretendentów, posłużę się dwoma płytami, z których na początek wybrałem jazzującą Cassandrę Wilson i jej krążek „Blue Light 'Til Dawn”. To jest mocno podrasowany na skrajach pasma materiał muzyczny, dlatego tutaj lepiej ze swoim pakietem spokoju w oddaniu blach perkusisty i nadaniu dodatkowej intymności głosowi artystki zaprezentowało się srebro. Naturalnie jaśniejszy μ-X Ag również nie powodował krwawienia z małżowin usznych, ale w konfrontacji z bratankiem był nieco nerwowy. Co dla tej pozycji płytowej wydaje się być ważne: raz – oferowana przez FX-Alpha Ag dodatkowa szczypta masy nie wpłynęła na pogorszenie czytelności grających w niskich rejestrach instrumentów, a dwa – dzięki konsekwencji przygaszenia światła na wirtualnej scenie, ta ze swoją prezentacją w porównaniu z miedzią robiła dodatkowe pół kroku w tył, za co wielu audiofilów dałoby się pokroić. To co, posrebrzana miedź zawsze była gorsza? Oczywiście, że nie, ale sporo zależeć będzie od repertuaru. Przykład? Proszę bardzo. Weźmy krążek formacji Bluiett Baritone Nation „Libation For The Baritone Saxophone Nation”. Tutaj role nieco się odmieniły. Ale znowu nie na tyle, żeby cos złego powiedzieć o przewodniku ze srebra, tylko akurat tego potrzebowała dana realizacja. Naturalnie, bardzo ważnym jest, aby nasz zestaw generujący muzykę różnicował nagrania, jednak ja chcę Wam przedstawić, co potrafi dany kabel. Dlatego też nie namawiam do posiadania dwóch i przepinania ich w zależności od słuchanej muzy, tylko dobranie jednej, wprowadzającej synergię całości opcji. Nic więcej. Wracając jednak do Bluietta, w tym rozdaniu wnoszony przez zabielany srebrem rudy kruszec pakiet świeżości i rozjaśnienia gęstych fraz saksofonów barytonowych okazał się niezbędnym do nadania im odpowiedniej szybkości narastania. Tak, wielu kochających przyjemne dla ucha ugładzenie i wysycenie dźwięku melomanów wybrałoby większy spokój, ale w realizacjach koncertowych bardzo ważny jest drive, a ten zdecydowanie lepiej wypadał po wpięciu cyfrówki ubranej w jaśniejszą zieleń. Tym bardziej, że na scenie były trzy bardzo nisko grające dęciaki i gdyby każdy z nich materializował się w estetyce majestatycznego uduchowienia, koncert nie byłby wydarzeniem free jazzowym, tylko dętą opowieścią dla tetryków. Jednak po raz kolejny przypominam, to był celowy, bardzo mocno determinujący końcowy efekt soniczny dobór repertuaru, który nie mówił co jest lepsze, a co gorsze w wartościach bezwzględnych, a jedynie uwypuklał, na co podczas doboru okablowania z pośród naszych bohaterów należy zwrócić uwagę. I tym optymistycznym akcentem, bez sztucznego lania wody pozwolę sobie zakończyć ten według mnie ciekawy z punktu widzenia poszukujących informacji opis. Dlaczego? Nie, nie ma żadnych podtekstów, tylko kolejne przykłady muzyczne konsekwentnie potwierdzałyby wspomniane wcześniej artefakty tracąc sens zaistnienia.
Powiem szczerze. W dobie szaleństwa cenowego interesującego nas działu gospodarki informacja od dystrybutora o wysyłce do mnie tanich, ale oferujących bardzo dobry efekt soniczny kabli cyfrowych, we wstępnych rozważaniach wkładana była między bajki. Dlaczego? Przecież każda pliszka swój ogonek chwali i nie spotkałem się ze sprzedawcą, który powiedziałby coś złego o swojej ofercie. Tymczasem zderzenie z kilkukrotnie droższym punktem odniesienia obydwaj zieloni bracia przetrwali bez większych strat. A co według mnie jest najciekawsze, za ułamek ceny proponowali bardzo bliski do testowej referencji punkt widzenia na wydarzenia muzyczne. Oczywiście każdy w delikatnie innej estetyce, ale jak wspomniałem, na tyle bliskiej, że zamiana jednego Furutecha na drugi nie niszczyła tego co udało mi się osiągnąć, tylko minimalnie przesuwała punkt ciężkości. To zaś dobitnie świadczy, iż konstruktorzy zielonych linek wiedzą, jak robić dobre okablowanie nawet na tak niskich pułapach cenowych. Puentując dzisiejsze spotkanie powiem Wam tylko jedno, jeśli jesteście na etapie poszukiwań tego typu konfekcji kablowej, grzechem byłoby zaniechanie próby z opisywanymi Japończykami, na co daję harcerskie słowo.
Jacek Pazio
Dystrybucja: RCM
Ceny:
FX – Alpha Ag + FP-108 R (wersja testowa) 790 PLN / 1,2m
FX – Alpha Ag + CF-102 R -1150 PLN / 1,2m
1mb – 270 PLN
µX – Ag + FP-108 R (wersja testowa) 680 PLN / 1,2m; 1 mb – 180 PLN
Dane techniczne:
μ-X Ag
・Konstrukcja: 37 drucików o średnicy 0,16 mm poddanych procesowi α
・Materiał: Srebrzona miedź μ-OFC
・Izolacja: Fluoropolimer + spieniony polietylen (P.E.)
・Ekran : plecionka z α-przewodów o średnicy 0,10 mm
・Zewnętrzna koszulka: Elastyczne PVC
・Max oporność przewodu : 0.022 Ω/M
・Średnica całkowita: 8,0mm (19 AWG)
FX-Alpha-Ag
・Konstrukcja: 7 przewodów o średnicy 0,18 mm z czystego srebra poddawanych procesowi α (Alpha)
・Izolacja-1 : Fluoropolimer
・Izolacja-2 : spieniony Polietylen
・Ekran: Taśma PET/Al + plecionka 0,10 mm α (Alpha)
・Zewnętrzna koszulka: Elastyczne PVC
・Impedancja :75 ± 3 Ω
・Średnica: 8,0mm (25AWG)
System wykorzystywany w teście:
– źródło: CEC TL0 3.0 + DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Harmonix SLC, Harmonix Exquisite EXQ
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF, Hijiri Nagomi, CRYSTAL CABLE “THE ULTIMATE DREAM”
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Historia przenośnych urządzeń audio rozpoczyna się mniej więcej w 1979 roku. Wówczas to, będąca rynkowym potentatem firma SONY, pokazała światu odtwarzacz WALKMAN. Przez następnych kilkanaście lat wyznaczył on standard dla muzyki, której zadaniem było zmieścić się w kieszeni. Próby z ich następcą – przenośnym odtwarzaczem płyt CD zakończyły się w momencie upowszechnienia plików MP3. Pierwszy z nich pokazano światu w 1998, ale od tego momentu czyli mniej więcej od początku XXI wieku odtwarzacze tego typu są oczkiem w głowie prawie każdego producenta, który marzy o tym aby to jego urządzenie znajdowało się w kieszeni potencjalnego miłośnika plików audio. Postępująca miniaturyzacja oraz niezwykle szybki rozwój technologii spowodował dalsze zmiany na rynku. Obecnie powszechnie korzystamy z plików wysokiej rozdzielczości, oraz odtwarzaczy, które radzą sobie z odtwarzaniem muzyki zapisanej w dowolnym formacie bezstratnym.
PREMIERA – odtwarzacz COWON PLENUE R
Firma COWON może wydawać się marką tajemniczą i mało znaną. Ale – jak to czasami z produktami pochodzącymi z dalekiego wschodu bywa – ten południowokoreański koncern swoimi produktami potrafi wprawić w zakłopotanie każdą osobę, która szukając czegoś atrakcyjnego, wzięła do ręki na przykład ich wcale nie najdroższy odtwarzacz – PLENUE 2, tym którzy jeszcze togo nie zrobili, polecamy.
COWON specjalizuje się w produkcji odtwarzaczy audio. Firma została założona w kwietniu 1995 roku i baczni obserwatorzy rynku pamiętają być może jej produkty pod nazwą iAUDIO. Obecną nazwą jest Cowon iAUDIO, a odtwarzacze multimedialne oznaczane są samą nazwą Cowon. Siedziba firmy mieści się w stolicy Korei Południowej Seulu w budynku „COWON Tower”.
PLENUE R – nowość firmy COWON
COWON PLENUE R jest najnowszym, premierowym odtwarzaczem DAP firmy COWON. Tym razem inżynierowie nie zdecydowali się na poważne korekty w stosunku do poprzednich modeli. Z najważniejszych nowości mamy łączność Bluetooth i nową bardziej wydajną baterię, która zapewnia 17 godzin odtwarzania. Poza tym PLENUE R z zaprezentowanymi parametrami – będzie bez wątpienia flagowym urządzeniem marki COWON.
Wizualnie PLENUE R nawiązuje do bardzo nowoczesnej estetyki współczesnego design. Narożniki prostopadłościennych krawędzi ścięto pod różnymi kątami. Tylny, karbowany panel obudowy zwiększa bezpieczeństwo w chwilach gdy pracuje on leżąc na biurku czy stole, ale jego rozmiary i forma nie pozostawiają złudzeń – jest to nadal mobilny DAP, który swobodnie i wygodnie może znaleźć bezpieczne miejsce w kieszeni spodni.
Parametry audio w żaden sposób nie dają konkurencji powodu do odpoczynku. PLENUE R wspiera praktycznie dowolne formaty plików, na jego pokładzie mamy doskonały DAC USB, procesor Dual-Core, blisko 4-calowy wyświetlacz AMOLED 3.7, regulację głośności ze 140 skokami oraz możliwość powiększenia 128 GB pamięci wewnętrznej o kolejne 256 (za pomocą kart MicroSD). Bardzo funkcjonalna, litowo-polimerowa bateria zapewnić ma 17 godzin pracy.
COWON PLENUE R dostępny będzie w Polsce na początku września. Jego cena nie jest jeszcze znana.
PLENUE R – specyfikacja
• Pamięć: wbudowana – 128 GB, zewnętrzna – microSD SDXC, max 256GB
• Wyświetlacz: dotykowy 3.7”AMOLED (480×800)
• Obudowa: metalowa
• Złącza: Jack 3.5 mm, optyczne 3.5 mm, zbalansowane – Jack 2.5mm
• Przyciski: POWER, PLAY/PAUSE, VOL+, VOL-, FF, REW, Multi Button
• JetEffect 7:
o 66 ustawień: 50 fabrycznych+16 własnych)
o EQ: 10 Band Equalizer (EQ Filter)
o BBE+: BBE, Mach3Bass, 3D Surround, MP Enhance
o Efekty specjalne: Chorus (8 ustawień), Reverb (9 ustawień)
• Obsługiwane formaty: DXD,DSD (DFF, DSF), FLAC, WAV, AIFF, ALAC, APE, MP3, WMA, OGG, WV, TTA, DCF
• Bluetooth: 3.0
• DAC: TI PCM5242
Wymagania sprzętowe:
• CPU: Pentium lll 500MHz lub wyższy
• Windows 10/8/7/Vista/XP/2000/ME – wsparcie dla wszystkich funkcji
• MAC OS 10.x/Linux v2.4 lub wyższe: wsparcie dla transmisji plików
• S/N: niezbalansowane/zbalansowane – 123dB
• THD+N: 0.001% niezbalansowane, 0.001% zbalansowane (24bit, 48kHz)
• Crosstalk: -132dB – niezbalansowane, -134dB zbalansowane
• Wyjście: 1.4V rms niezbalansowane, 1.6 Vrms zbalansowane
• Impedancja wyjściowa: 0.8 Ohm – wyjście niezbalansowane, 1.6 Ohm wyjście zbalansowane
• Regulacja głośności: 140 poziomów
• Zegar: precyzyjny zegar TCXO (Jitter 1.0ps)
• Bateria: wbudowana, litowo-polimerowa, 3.000 mAh/3.7V
• Czas pracy: około 17 godzin (pliki MP3, 128kbps) / 16 godzin (pliki 24bit, 96kHz, FLAC)
• Czas ładowania: około 3 godzin (przez złącze Micro USB z adapterem 5V/2A)
• Port USB: USB 2.0 (rekomendowany port typu High Speed)
• Wymiary: 61.5 x 112.9 x 13.9 mm
• Waga: 154 d
COWON PLENUE 2 – dużo zmian, nowe doświadczenia i wrażenia dźwiękowe
Drugim, dotychczas najpopularniejszym wśród miłośników „plikowców” odtwarzaczem COWON, jest DAP PLENUE 2. Wraz z tym odtwarzaczem inżynierowie zdecydowali się na wprowadzenie do oferty marki wiele zmian i modyfikacji. I faktycznie: przy tak filigranowych rozmiarach PLENUE 2 zaskakuje zarówno wzornictwem jak i dźwiękiem – i to na najwyższym poziomie.
Wygodne i intuicyjne przyciski sterowania
W PLENUE 2 zastosowano, umieszczone na górze urządzenia, dwukierunkowe koło sterujące. To największa zaleta tego odtwarzacza – zarówno pod względem funkcjonalności jak i wzornictwa. Koła można łatwo obracać. Lewe, wielofunkcyjne – używać można do sterowania ustawieniami filtra DAC, zmiany ustawień wstępnych JetEffect. Dodatkowo można za jego pomocą sterować trybem odtwarzania i przewijania oraz regulować jasność ekranu. Prawe koło to 140 poziomów regulacji głośności (w odstępach co 0.5 dB). Nowością jest dioda LED na spodzie koła. Jej światło sprawia, że jest odtwarzacz jawi się jak bardziej luksusowy. Białe i czerwone światło subtelnie obrazuje stan urządzenia.
Wyświetlacz AMOLED o przekątnej 3.7 cala precyzyjnie i dokładnie reaguje na dotyk. Dzięki temu można bezproblemowym jest korzystanie z funkcji wyszukiwania dotykowego i przeciągania, ustawiania parametrów korektora, głośności i innych funkcji. Nowy interfejs graficzny wizualizuje odtwarzany album jako obracającą się płytę analogową, ale oczywiście mówimy nadal o plikach wysokiej rozdzielczości.
odtwarzacz COWON PLENUE 2 – gniazda słuchawkowe
Poza tym daje nam możliwość podglądu przeglądarki matrycy i dwukanałowego, stereofonicznego miernika poziomu głośności. Ekran i interfejs pozwalają użytkownikom na samodzielne strojenie poszczególnych parametrów GUI.
Oprócz fizycznych, obsługujących funkcje odtwarzania i nawigacji przycisków (z boku i na górnej krawędzi urządzenia), do dyspozycji mamy wielofunkcyjny przycisk w dolnej części panelu frontowego. Umożliwia on między innymi przeglądanie listy utworów i szybkie przejście do odtwarzanej bieżąco piosenki.
Ostatnim elementem obudowy są dwa gniazda: zasilające MikroUSB oraz slot kart dla zewnętrznej pamięci MikroSD. PLENUE 2 przy 128 GB pamięci wewnętrznej, akceptuje karty o pojemności do 256 GB. Wewnętrzna bateria pozwala maksymalnie na około 9 godzin pracy (przy plikach MP3) oraz 8.5 godzin ( przy formacie FLAC 24bit, 96kHz). Bateria, przy pomocy ładowarki 5V/2A ładuje się około 3 godzin. PLENUE 2 jest dość małym, bardzo zgrabnym i nowoczesnym wizualnie odtwarzaczem. Bez problemu mieści się w dłoni, kieszeni czy torebce. Dzięki bardzo trwałej, metalowej obudowie i wyświetlaczowi mamy wrażenie, że trzymamy w ręku niezwykle eleganckie urządzenie. PLENUE 2 to także ekran. Doskonałe kolory, ostrość wraz z rewelacyjnymi kątami widzenia: wszystko to połączone z intuicyjnym oprogramowaniem, cieszy muzyką nie pozostawiając właścicielowi wątpliwości, że trzyma w rękach niezwykle elegancki przedmiot.
Dźwięk bezstratnych formatów audio:
PLENUE 2 bez problemu radzi sobie z plikami audio wysokiej rozdzielczości 24bit/192 kHz. Tak zwane gęste formaty, zaraz po tym, jak upowszechniły się i zdobyły serca użytkowników sprzętu stacjonarnego, pojawiły się jako swego rodzaju wyznacznik jakości w urządzeniach mobilnych. Wysoka jakość nagranego pierwotnie dźwięku zapewnia wyraźniejsze, bogatsze doświadczenia w trakcie odsłuchu i lepiej oddają prawdziwe intencje artystów oraz inżynierów dźwięku. PLENUE 2 odtwarza większość popularnych, bezstratnych formatów takich jak FLAC,WAV, AIFF, ALAC, APE, stratnych WMA, OGG a także odchodzący powoli do historii MP3. Wyposażony w wysokiej jakości DAC odtwarza pliki w studyjnej jakości bez zbędnych zniekształceń i strat w dźwięku.
Cena sugerowana COWON PLENUE 2 wynosi 4.999 zł brutto.
Cowon Plenue 2 dostępny jest w wybranych sklepach w Polsce, w tym dostępny do testów między innymi w sklepach MP3store.
PLENUE 2 – specyfikacja
• Pamięć: Wbudowana: 128 GB, Zewnętrzna: microSD SDXC (Do 256GB)
• Wyświetlacz: 3.7″ Dotykowy AMOLED (480×800)
• Obudowa: Wysoko wytrzymała metalowa obudowa oraz piaskowane szkło
• Przyciski: Wł/Wył, Graj/Wstrzymaj, przewijanie, przycisk wielofunkcyjny, pokrętło wielofunkcyjne, pokrętło głośności
• Procesor: 2-rdzeniowy ARM Cortex A9 1.2 GHz
• DAC – AK4497EQ
• Głośność: 140 poziomów
• Bateria: Wbudowana Litowo-polimerowa, 3.050 mAh/3.7 V
• Czas pracy – około 9h (MP3) / 8.5h (24bit, 96kHz, FLAC)
• Czas ładowania – około 3h (ładując ładowarką 5V/2A lub mocniejszą)
• Wyjścia – słuchawkowe (3.5mm) / Optyczne (3.5mm) / symetryczne audio (2.5mm)
• Odtwarzacz: Wiele skórek graficznych, Analogowy miernik sygnału, Przeglądarka plików, obsługa wielu ulubionych zakładek
Formaty plików
• DXD / DSD(DFF, DSF) / FLAC / WAv / AIFF / ALAC / APE / MP3 / WMA / OGG / WV / TTA / DCF
• Kodeki audio – FLAC, WAV, AIFF, ALAC, WV(WavPack), TTA: 24bit/192kHz- 352.8/384 kHz FLAC, WAV Sampling ½ – 32 bitowy zmienny WAV, Wspieranie Tagów WAV
• Wsparcie do systemów 5.1
• MP3: MPEG 1/2/2.3 layer 3, ~320kbps
• WMA: 320kbps, 48kHz
• APE: Szybkie, normalne oraz wysokiej kompresji (~24bit/192kHz)
• OGG: Q10, 44.1kHz
• Informacje o plikach: CUE, SACD ISO (2 kanały)
• Napisy: LRC, LDB, Lyrics3, Tagi ID3 (informacje czasowe Tak/Nie)
• JetEffect 7 – 66 ustawień (50 fabrycznych + 16 użytkownika)
• EQ – 10 zakresowy
• BBE+ – BBE, Mach3Bass, 3D Surround, MP Enhance
• Efekty specjalne: – Chorus (8 trybów), Reverb (9 trybów)
• S/N: 123db niesymetryczne / 123 dB symetryczne
• THD+N: 0.0005% niesymetryczne / 0.0005% symetryczne (24bit, 48kHz)
• Przesłuch między kanałami: -137dB niesymetryczne / -139dB symetryczne
• Wyjście: 2Vrms niesymetryczne / 2Vrms Symetryczne
• Impedancja wyjściowa: 0.6 Ohm niesymetryczne / 1.2 Ohm symetryczne
• Zegar: Precyzyjny podwójny zegar TCXO (Jitter fazowy 1.0 ps)
Wymagania systemowe
• Procesor – Pentium III 500MHz lub wyższy
• System operacyjny – Windows 10 / 8 / 7 / Vista / XP / 2000 / ME : Wszystkie funkcje wspierane
• MAC OS 10.x / Linux v2.4 lub wyższy : Wspierany wyłącznie transfer plików
• Port USB – 2.0 High Speed (rekomendowany)
• Wymiary: 67.9 x 116.7 x 16,5 mm
• Waga: 192 g
Dystrybutor: MIP
Polska firma Base Audio, specjalizująca się w high-endowych akcesoriach takich jak: listwy zasilające, podstawki pod głośniki oraz stoliki przeznaczone do sprzętu grającego, odświeża ofertę tych ostatnich, proponując najnowsze modele: 2, 4 i 6. nazwy te określają ilość pełnowymiarowych komponentów audio, jakie może pomieścić dany stolik, a założenia pozostają te same: uniwersalna elegancja i radykalna prostota konstrukcji, w połączeniu z wielopunktową redukcją szkodliwych drgań, dokonywaną dzięki umieszczeniu na styku poszczególnych elementów konstrukcyjnych kolców o bardzo wysokiej twardości. Istotną cechą stolików Base jest także wykorzystanie dużej masy w postaci stalowej ramy spawanej od wewnątrz. Ta ostatnia technologia powoduje korzystniejszy rozkład naprężeń materiałowych, mający wpływ na zachowanie akustyczne całości. Usprawnia ona także proces obróbki i wykończenia, gwarantując nieskazitelną prezencję stolika. W kategorii tłumienia masowego firma zrobiła jeden wyjątek, proponując lżejsze, bardziej neutralne akustycznie blaty. Zamiast znanych z poprzedniej serii z kamiennych płyt, każdy z blatów jest wykonany z dwóch warstw sklejki o różnej grubości, połączonej klejem pomagającym dodatkowo wytracić mikrodrgania. Spoczywają one na gęsto rozmieszczonych i wyposażonych w podkładki regulowanych kolcach wkręcanych do ramy. Cała konstrukcja stoi na czterech większych kolcach, wykonanych ze specjalistycznej stali konstrukcyjnej lub narzędziowej o najwyższym współczynniku twardości. Dysponują one dedykowanymi podkładkami, a każdy z nich jest w stanie zachować idealną ostrość nawet pod naciskiem kilkuset kilogramów. Ich wkręcane do ramy korpusy wykonane z chromowanego mosiądzu, który ma nieco inną niż stal charakterystykę akustyczną. W standardowej wersji rama wykończona jest w satynowej czerni, a blaty – w jednym z czternastu ekskluzywnych fornirów naturalnych, albo lakierowane na biało. Nowością jest tu natomiast możliwość zamówienia specjalnej wersji blatów z prostokątnymi komorami, przeznaczonymi do wypełnienia kwarcem górskim i przykrycia niezależną platformą wykonaną z amerykańskiego orzecha hickory. Rozwiązanie takie neutralizuje niekorzystne śladowe zjawiska akustyczne, całkowicie izolując spoczywający na nim komponent od reszty systemu, a także od konstrukcji stolika.
W wersjach podstawowych Base 2 kosztuje 5000 zł, Base 4: 7000 zł, a Base 6: 9000 zł, a dopłata za każdą z dodatkowych platform wraz z kwarcem wynosi 800 zł.
Warto wspomnieć, że strona internetowa www.baseaudio.pl dostępna jest również w języku angielskim, gdyż producent przewiduje stopniowe rozszerzanie sieci sprzedaży na Europę oraz do innych krajów.
Na polskim rynku zadebiutował kolejny producent wysokiej klasy mobilnych odtwarzaczy. Jest nim Hidizs Audio – młoda, chińska firma właśnie wprowadza swój najbardziej zaawansowany player AP200, który jest kompatybilny z większością formatów wysokiej rozdzielczości: FLAC, APE, WMA, WAV, ALAC, Apple Losless, DSF, DSDIF
Odtwarzacz przetwarza także natywnie DSD64/128, PMC 384KHz/32Bit oraz ISO DSD
Dodatkowo AP200 oferuje dwa tryby pracy: Android oraz Pure Music.
W trybie Android użytkownicy mogą zainstalować dowolne aplikacje i korzystać z nich wedle własnego uznania. Oznacza to, że odtwarzacz jest kompatybilny np. z serwisami Tidal, Spotify, Deezer czy Pandora oraz pozwala na bezpośrednie strumieniowanie muzyki od wybranych usługodawców.
W trybie Pure Audio, odtwarzacz korzysta tylko z własnego oprogramowania, które dla poprawy jakości brzmienia oraz zwiększenia komfortu pracy, dezaktywuje pozostałe aplikacje.
Pre-instalowana aplikacja Hiby Music wnosi pewien powiew świeżości na rynek przenośnych odtwarzaczy. Rozwiązanie jest kompatybilne z DLNA i pozwala na odtwarzać muzykę zarówno w ramach LAN jak i wykorzystując serwery w chmurze (np. Dropbox).
W urządzeniu AP200 każdemu z kanałów przydzielono po jednym przetworniku. Zarówno prawy jak i lewy kanał są obsługiwane przez flagową konstrukcję ESS: ES9118C. Taki zabieg pomaga uzyskać zdecydowanie lepszą separację dźwiękową, nasycenie oraz głębszą i szerszą scenę.
Hidizs AP200 wykorzystuje dwa oscylatory krystaliczne – jeden dla częstotliwości próbkowania: DSD/44,1/88,2/176,4/352,8 kHz, a drugi dla 48/96/192/384 kHz. Efektem tego zabiegu jest znaczne zmniejszenie jitter’a, poprawa dokładności pracy zegara i bardziej stabilna praca. To z kolei prowadzi do wierniejszej reprodukcji dźwięków.
Wewnątrz odtwarzacza zamknięto układ Rockchip 28nm RK3188. Jest to konstrukcja typu SoC wykorzystująca cztery jednostki Cortex-A9. Gdy dodamy do tego pamięć RAM 1GB, dotykowy wyświetlacz IPS oraz symetrycznie rozlokowane przyciski i połączymy to z intuicyjnym interfejsem obsługi, okazuje się, że AP200 to zaawansowany technologicznie, a jednocześnie przyjazny użytkownikowi odtwarzacz Hi-Fi.
AP200 posiada wbudowany dwukierunkowy moduł Bluetooth 4.0 kompatybilny z kodekiem apt-X, dzięki czemu może zostać sparowany ze słuchawkami Bluetooth/apt-X lub pracować jako dekodujący wzmacniacz Bluetooth, wykorzystując przy tym własny układ z dwoma przetwornikami.
Łatwe parowanie AP200 z telefonem lub laptopem umożliwia bezprzewodowy przesył sygnału do odtwarzacza i poprawę jego jakości.
Oczywiście AP200 może także pracować jako wysokiej jakości źródło dla bezprzewodowych słuchawek lub systemów samochodowych.
AP200 korzysta z szybkiego łącza USB Type-C. Podłączając pod to gniazdo komputer lub smartfon, można skorzystać z dobrodziejstwa sekcji układu dual DAC i wykorzystać AP200 jako wzmacniacz sygnału, który jednocześnie posłuży jako przetwornik sygnałów o rozdzielczości do 384kHz/32Bit. (Tryb kompatybilny z urządzeniami pracującymi w oparciu o systemy Windows, Mac oraz Android z USB OTG)
Gniazdo słuchawkowe 3,5mm może funkcjonować także jako wyjście liniowe, poszerzając tym samym funkcjonalność odtwarzacza i umożliwiając np. parowanie jednostki z przenośnymi wzmacniaczami dla jeszcze większych możliwości wysterowania słuchawek.
Najnowszy player Hidizsa został zaopatrzony w akumulator litowy o pojemności 3100mAh z precyzyjnymi obwodami ochronnymi, zaprojektowanymi w Japonii. Układ ten oferuje do 10 godz. harców na jednym ładowaniu. Taki czas spokojnie wystarczy, aby odpłynąć w cudowny świat muzyki Hi-Fi.
Głównym założeniem już w fazie projektu Hidizs AP200 było to, aby pod każdym możliwym względem stworzyć produkt wyjątkowy, a tam gdzie możliwe przełomowy. Jednolity blok stali nierdzewnej użyty do budowy, obrabiany metodą CNC jest jednym z efektów głównego założenia. Starannie dobierane bloki materiału umieszczane w odpowiednich wspornikach obróbkowych są obrabiane z każdej strony według zindywidualizowanego programu komputerowego. Samo nadanie kształtu obudowie AP200 zajmuje ok. 120min. Aby jeszcze bardziej zwiększyć poziom wyjątkowości urządzenia, tylna ściana obudowy wykończona może zostać trzema różnymi rodzajami materiałów.
Wykończenia tylnych nakładek dla wersji ze stali nierdzewnej:
– Palisander – każda drewniana nakładka ma unikalny, naturalny wzór; ten rodzaj wykończenia wiąże się z wykwintnością i stylem i indywidualnością
– Szklana z teksturą włókna węglowego – nakładka charakteryzuje się wyraźnymi liniami, pełnymi geometrycznego piękna; ten rodzaj wykończenia oferuje poczucie styczności z produktem zaawansowanym technologicznie
– Szklana czysta – minimalizm i elegancja; ten rodzaj wykończenia oferuje najbardziej neutralne wrażenia
Poza obudową ze stali nierdzewnej, dostępna jest także wersja wycięta z bloku aluminium, której tył pokryto szkłem hartowanym. Ta odmiana występuje w trzech wersjach kolorystycznych.
Kontakt: Audiosquare, Hidizs
Opinia 1
Po walce z wibracjami metodą dociążania za pomocą audiofilskiej „cegły” o pobudzającej wyobraźnię nazwie Eliminator i klasycznej izolacji od podłoża z użyciem masywnych stópek Silent Feet Basic przyszła pora na sztandarowy produkt niemieckiego THIXARa, czyli platformę antywibracyjną Silence Plus Platform w rozmiarze L i karbonowym wykończeniu CF. Od razu zaznaczę, że przeskok na pełno rozmiarowe akcesorium pociąga automatycznie za sobą znacząco większe obciążenie finansowe, ale warto mieć świadomość, że tym razem wkraczamy na zdecydowanie wyższy poziom tak jakościowy, jak i miejmy nadzieję brzmieniowy i to, co do tej pory pokazały wielce urocze, ale jednak li tylko audiofilskie bibeloty ma szanse ewoluować do zupełnie innej ligi. A czy tak się stanie macie Państwo okazję się przekonać zerkając na poniższe akapity.
Jak przystało na produkt ewidentnie ekskluzywny i skierowany nie tylko do wymagającego, co bardzo często irytująco zmanierowanego klienta, Dirk Rüdell – założyciel i właściciel marki wprowadzając na rynek obecną wersję Silence Plus Platform postawił nie tylko na solidność, lecz i na elegancję w jej ultra nowoczesnej odmianie. Chodzi oczywiście o karbonowe wykończenie płyty nośnej, które bezpardonowo „łapie za oko” a niejako przy okazji podnosi walory estetyczne ustawionej na niej elektroniki Oczywiście na tym pułapie cenowym nie zabrakło możliwości customizacji umożliwiającej pokrycie całości karbonem, lub jeśli tylko ktoś preferuje bardziej rustykalne klimaty, naturalnym fornirem i wykończenie go na wysoki połysk.
Od strony konstrukcyjnej wiadomo zaskakująco niewiele i w głównej mierze opierać się można jedynie na czysto organoleptycznych doznaniach i nad wyraz lakonicznych informacjach samego producenta. Jak widać na załączonych zdjęciach tytułowa platforma składa się z dwóch płyt przedzielonych niewielką dylatacją, w głębi której ukryto bliżej nieokreśloną wkładkę/matę żelową całkowicie izolującą płytę roboczą od podstawy. Sam, umownie nazwijmy go „blat roboczy” tłumiony jest na trzy różne sposoby i konia z rzędem temu, który mógłby je w tym momencie ze stuprocentową pewnością wymienić.
Z niuansów akomodacyjno – użytkowych warto jeszcze nadmienić, iż od spodu znajdują się nagwintowane otwory, w które jeśli tylko mamy taką ochotę możemy zaimplementować dedykowane, dostępne jako odrębna propozycja, regulowane kolce M6.
Jak to zwykle w naturze bywa jeśli jakiś element w istniejącym ekosystemie wywołuje zmiany to rozpatrujemy je w kategoriach dość oczywistych, czyli ubytku, bądź wzrostu konkretnej wartości, parametru itp. Tak jest szybciej, prościej a przede wszystkim zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami. Są jednak sytuacje, gdy ewidentnie jest lepiej a zarazem słychać, iż stan ten wynika nie tyle z poprawiania stanu zastanego ww. metodami a jedynie w zaprzestaniu, używając lapidarnej nomenklatury, „majstrowania” przy dźwięku. A skoro przy dźwięku jesteśmy i w dodatku poruszamy się w obszarze akcesoriów antywibracyjnych to zgrubnie ich działanie możemy podzielić na takie, które nieco dociążają i przeciwny obóz ów dźwięk odchudzający. Jednak, jak już w nieco zawoalowany, niemalże podprogowy sposób starałem się zasygnalizować THIXAR Silence Plus Platform owym zaszufladkowaniom się wymyka stawiając na powrót do źródeł i dążenie do tego, by ustawiona na niej elektronika zagrała na 100% swoich możliwości. Utopia? Niekoniecznie. To raczej niezwykle ambitny cel i punkt wyjścia zarazem, który niemiecki producent uparcie promuje skupiając się na pomiarach a następnie eliminacji wszelakiej maści drgań nie tylko mogących mieć, ale rzeczywiście mających realny wpływ na dostarczającą nam nausznych doznań elektronikę. Dla podkreślenia wagi powtórzę jeszcze raz i możliwie prosto – THIXAR nie modeluje dźwięku jako takiego, lecz stara się możliwie skutecznie odizolować reprodukującą go elektronikę od fizycznych interferencji i anomalii przyjmujących postać drgań a odmieniany przez wszystkie przypadki dźwięk, ze szczególnym uwzględnieniem jego jakości jest jedynie pochodną tychże zabiegów.
Przechodząc od bezpiecznego teoretyzowania do popartej płytowymi, dającymi się z łatwością zweryfikować (m.in. dzięki linkom do TIDALa) przykładami praktyki spieszę jedynie nadmienić, iż tak jak do tej pory punktem odniesienia nie był broń Boże dywan, bądź przypadkowy stolik, lecz dedykowany do zastosowań audio, pieruńsko ciężki modułowy stolik Rogoz Audio 4SM3 na którym THIXARy lądowały. Dodatkowo, dzięki uprzejmości łódzkiego dystrybutora marki – firmy CORE trends, do dyspozycji mieliśmy dwie takie same platformy, dzięki czemu mogłem je równocześnie sprawdzać tak pod źródłami, jak i amplifikacją.
Na pierwszy ogień poszedł pozornie łatwy i niezobowiązujący materiał, który tak naprawdę potrafi stać się iście zabójczą strawą serwowaną w ramach audiofilskiej „ostatniej wieczerzy”. Mowa o „Same Girl” Youn Sun Nah, gdzie filigranowa wokalistka w tzw. okamgnieniu potrafi przejść od dziewczęcego, wyemancypowanego świergotu do dzikiego pisku i krzyku (np. na „Enter Sandman”). Dodając do tego nader oszczędne i „blisko zdjęte” instrumentarium, okazuje się, że jesteśmy w stanie wychwycić każdą manipulację. Tymczasem THIXAR eliminując szkodliwe artefakty wynikające z degradujących brzmienie drgań reprodukującej materiał muzyczny elektroniki sprawił, iż całość stała się bardziej namacalna – obecna. Poprawie uległa tak trójwymiarowość przekazu, jak i stabilność umiejscowionych na scenie źródeł pozornych. Z jednej strony można było mówić o pewnym skonkretyzowaniu się wirtualnie kreowanych instrumentów i wokalistki, co można było powiązać ze zwiększeniem ich postrzeganej masy, lecz z drugiej jednoczesnemu oczyszczeniu uległy najwyższe składowe a tym samym klarowności i blasku nabrały pozbawione granulacji sybilanty. Dziwne? Niekoniecznie, gdyż pozorne obniżenie środka ciężkości było pochodną lepszej czytelności najniższych składowych a skoro słychać czegoś więcej, bądź nawet słychać coś, czego wcześniej słychać nie było nam dane, choć cały czas tam było, to i nasza uwaga w danym paśmie jest wzmożona. Podobne zjawisko zachodzi z górą pasma, lecz jego zwrot jest odwrotny – brak wspomnianej granulacji sprawia, iż automatycznie nie absorbujemy naszych zmysłów obroną przed spodziewanymi atakami bolesnych syków i trzasków.
Swobodę i brak najmniejszych oznak nerwowości jakie zapewniają niemieckie platformy docenić szczególnie mocno można jednak dopiero na nieco bardziej rozbudowanych formach muzycznych. To właśnie dopiero tam do głosu dochodzi prawidłowa (odzyskana?) rozdzielczość, dzięki której wgląd w dalsze plany świetnie zarysowanej i zrekonstruowanej sceny muzycznej jest tyleż całkowicie naturalny, co uroczo łatwy a ogniskowanie uwagi działa równie sprawnie jak zdrowe i błyskawicznie akomodujące się do zmieniających się warunków ludzkie oko. Sięgnijmy zatem po fenomenalny i zagrany na całkowitym luzie album „Charlie Watts Meets The Danish Radio Big Band (Live At Danish Radio Concert Hall, Copenhagen / 2010)”. Toż to prawdziwy majstersztyk, gdzie niby mamy do czynienia z muzyka lekką, łatwą i przyjemna, lecz zagraną i co najważniejsze nagraną na bardzo wysokim poziomie. W dodatku instrumentarium jest na tyle zróżnicowane, że do woli można wyławiać nieodkryte do tej pory niuanse i audiofilskie smaczki w stylu partii gdzieś ukrytych na dalszych planach perkusjonaliów, czy porównywać barwy dęciaków. Po prostu jest ewidentnie lepiej, bo czyściej, lecz czystością naturalną – natywną i organiczną a nie antyseptyczną sterylnością z wszechobecnym fetorem prosektoryjnych chemikaliów. Różnica może w teorii i na papierze niewielka, ale przynajmniej dla mnie zasadnicza, bo nie wiem jak Państwo, ale osobiście uparcie odnajduję przyjemność w słuchaniu muzyki a nie oderwanych od siebie dźwięków a THIXAR Silence Plus Platform właśnie materializować się muzyce pozwala.
Najwyższy czas na podsumowanie i choć wspomniany przed chwilą Charlie Watts przekornie gra „You Can’t Always Get What You Want” to w tym razem śmiem twierdzić, iż THIXAR Silence Plus Platform daje dokładnie to, czego nieustająco chcę i pragnę. Nie odchudza, nie zamula, lecz przyobleka muzykę w mięsistą, tętniącą życiem tkankę i materializuje ją w naszych przysłowiowych czterech (u Jacka ośmiu) kątach. Czy do pełni szczęścia trzeba czegoś jeszcze?
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD 10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5
– Przedwzmacniacz liniowy: Gato Audio PRD-3S
– Wzmacniacze mocy: Gato Audio PWR-222
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Opinia 2
Doskonale zdając sobie sprawę, iż jesteśmy prawie na półmetku sezonu ogórkowego a jednocześnie dysponując niespożytymi siłami witalnymi postanowiliśmy nie zwalniać zwyczajowego tempa i nieco zagospodarować Wasz wolny. Nie chcąc jednak, żeby czytanie naszych audiofilskich zalatywało monotonią znaleźliśmy pewne rozwiązanie. Otóż w celach wybitnie relaksacyjnych w dzisiejszym odcinku nie będziemy zajmować się urządzeniem generującym dźwięk per se, tylko produktem pozwalającym uzyskać jego najlepszą jakość. O co chodzi? O dla wielu łowców audio-voodoo banał, a dla dbającego o każdy szczegół swojego systemu melomana bardzo ważny element, jakim jest platforma antywibracyjna. Temat jest bardzo szeroki, gdyż co konstruktor, to inne założenia i dobór współpracujących ze sobą w celu wygaszania szkodliwych drgań komponentów. Dlatego też unikając przepychanek które rozwiązanie jest najlepsze, postanowiliśmy wziąć na warsztat platformę Silence Plus niemieckiej marki THIXAR, której opieki dystrybucyjnej podjął się stacjonujący w Łodzi CORE trends.