Tag Archives: Accuton


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

Gauder Akustik Arcona 100mk2

Link do zapowiedzi: Gauder Akustik Arcona 100 MK II

Opinia 1

Jestem pewien, że gdybym nawet początkującemu miłośnikowi muzyki zadał niełatwe, bo z zakresu budowy kolumn pytanie – „Z czego znane są konstrukcje niemieckiego Gauder Akustik?”, bez zastanowienia odpowiedziałby, iż ze stosowanych od wielu lat ceramicznych przetworników Accutona. Tak tak, oparte o porcelanę, białe, w celach bezpieczeństwa przed uszkodzeniem zabezpieczone siatką membrany od lat są znakiem rozpoznawczym tego brandu. Ale to nie do końca cała prawda o tym podmiocie, gdyż po głębszym prześledzeniu jego oferty, okaże się, że w niższych partiach cennika znajdziemy kilka produktów, które jako generatory dźwięku wykorzystują przetworniki z membranami aluminiowymi. Mowa w tym momencie o serii Aercona, która po wielu latach dobrej passy na rynku, doczekała się nowego wcielenia. To wydarzenie zaś, w porozumieniu ze stacjonującym w Katowicach dystrybutorem RCM poskutkowało dzisiaj realizowanym testem najnowszego dziecka stajni Gauder Akustik w postaci modelu Arcona 100 MK II.

Analizując załączone fotografie Arcona 100MK II w konfrontacji z poprzednią wersją gołym okiem widać dwie różnice. Pierwszą i zarazem najważniejszą, gdyż bardzo mocno determinującą zmiany soniczne tej odsłony kolumn jest zastąpienie głośnika wysokotonowego AMT ceramicznym Accutonem. Zaś drugą jest już jedynie wizualne, nadające spójności barwowej projektowi, pomalowanie wszystkich przetworników na podobny do testowych obudów czarny kolor. Przybliżając nieco budowę samych skrzynek, donoszę, iż ich boki podobnie do poprzedniczek począwszy od płaskiego frontu zbiegają się płynnym łukiem do zwieńczonych mocnym zaokrągleniem umownych pleców. Zaś tak uformowane bryły pomalowano na dodającą projektowi plastycznemu szczypty elegancji, wspomnianą przed momentem połyskującą czerń. Jeśli chodzi o pakiet technikaliów, w kwestii podziału obsługiwanego pasma akustycznego mamy do czynienia z konstrukcją trójdrożną, której zadania realizują usytuowane na dole dwa basowce, nad nimi pojedynczy średniak i na szczycie ceramiczny gwizdek. Tak prezentuje się awers. W przypadku rewersu z racji jego obłości celem zapewnienia miejsca dla pojedynczego zestawu terminali przyłączeniowych wraz z gniazdem umożliwiającym korygowanie niskich rejestrów – stosujemy stosowną zworkę – w dolnej jego części wyprofilowano niezbędną płaszczyznę. Wieńcząc dzieło opisu nie mogę również przemilczeć, iż opisane kolumny w standardzie posadowione są na czterech wkręcanych w podstawę kolcach, które czyniąc lekki, jednak solidny w kwestii poprawy jakości dźwięku upgrade (o tym za moment), możemy zastąpić firmowymi, zwiększającymi rozstaw punktu podparcia, a przez to zmieniającymi miejsce przełamywania rezonansów obudowy, wyposażone w regulowane kolce cztery aluminiowe łapy.

Zanim przejdę do konkretów jedna ważna informacja. Jak można wnioskować, jeśli wspomniałem o czymś w poprzednim akapicie, z pewnością nie omieszkałem tego skonfrontować nausznie. Co mam nam na myśli? Otóż poniższy test miał dwie odsłony. Co prawda pierwsza, wykorzystująca dostarczane w komplecie kolce sesja była krótka i służyła jedynie konfrontacji wartości dźwiękowych nowych Arcon w stosunku do starych, to jednak się odbyła i od jej wyników rozpocznę opis. Jak oceniam to podejście? Dobrze. I to nie przez wzgląd na kosmetyczne poprawki generowanego dźwięku, tylko zaoferowanie mi jego bardzo równej, dodatkowo w nowej odsłonie znacznie mniej napompowanej dolnym zakresem inkarnacji. Bas nie był już tak dominujący, jak u poprzedniczek, tylko uzupełniając, a nie wyskakując przed szereg szedł w sukurs reszcie pasma. Szkoda? Spokojnie, konstruktorzy pomyśleli o wszystkim i jeśli ktoś zapragnie więcej niskich rejestrów w MK II-kach, przy pomocy zworki może je sobie skorygować in plus. Ja jednak napawałem się zaproponowaną w tym modelu równowagą tonalną, która oczywiście nie nosiła znamion anoreksji, tylko wiedziała kiedy i jak mocno wspomóc odpowiednim tupnięciem pozostałe zakresy częstotliwościowe. Tak było na standardowych kolcach. Natomiast sprawy nabrały znacznie większej kolorystyki, gdy przyszedł czas na test po przykręceniu łap rozszerzających punkty podparcia kolumn. To znaczy? Być może nie uwierzycie, ale nagle muzyka nabrała świetnej lotności. To nie było już działanie nastawione na bezmyślne, czasem siłowe odgrywanie nut, tylko budowanie znacznie bardziej napowietrzonej, a przez to uwolnionej od napadania na słuchacza wirtualnej sceny. Jednym słowem przekaz dostał przyjemnego w odbiorze zastrzyku witalności, co wprost przełożyło się na znaczne zwiększenie przyjemności z obcowania ze słuchaną muzą. Oczywiście nie twierdzę, że pierwszy występ był porażką na miarę średniowiecznej ciemnoty, tylko lekko przerysowuję efekt w celu pokazania, w którą stronę podążyły i jak duże okazały się być zmiany. Z mojej strony przyznam szczerze, po usłyszeniu co robi upgrade kolumn, w momencie decyzji zakupowej nie wyobrażam sobie przeżywania muzyki w innej konfiguracji. Dlaczego? Choćby z powodu ciekawych odtworzeń muzyki wręcz wymagającej od zespołów głośnikowych dobrej witalności i bliskiego realnemu zawieszenia w powietrzu odtwarzanych zapisów nutowych spod znaku małych składów barokowych. Ale nie tylko, bowiem takich walorów oczekują również współczesne nurty z jazz-em na czele. Dlatego jeśli takowych słuchacie, jestem przekonany, że nawet informacyjne zastosowanie lepszego usadowienia kolumn na podłodze skończy się zakupem dodatkowej opcji. Ok. To była moja opinia na temat zmian oblicza kolumn po upgrade. A jak to wyglądało w oparciu o konkretną muzę? Tutaj sprawa jest prosta. Od zawsze oferta Gauder Akustik była kojarzona ze swobodnym radzeniem sobie z mocnym graniem, co podczas testu po raz kolejny udowodniła formacja Metallica z koncertowym krążkiem „S&M”. I to nie tylko w kwestii wytworzenia dobrze poukładanej ściany dźwięku – zawsze słucham tego dość głośno, ale również dzięki zwiększeniu otwartości przekazu, co poprawiło poczucie bycia na tym wydarzeniu. Nieco inaczej, ale równie dobrze wypadała muzyka elektroniczna. Ta z naturalnych przyczyn powstawania na konsolach komputerów nie mogła oddać realiów imprezy, ale za sprawą wspomnianego otwarcia przekazu świetnie wypełniała całą międzykolumnową parcelę. Było mocno w dole, dobrze w kwestii nasycenia średnicy i wyraziściej niż w starszej wersji na górze. Dlaczego wyraziściej? Otóż to dobrze pokazał lubiany przeze mnie jazz. Chodzi mi o projekcję górnych rejestrów przez pryzmat blach perkusisty. Na AMT zawsze odczuwałem, że talerze wykonane są ze zbyt cienkiej, rzekłbym podobnej do folii aluminiowej, poruszanej nawet przez lekki wiaterek blaszki. Niby wszystko było, ale jakieś takie eteryczne i dziwnie zwiewne. Tymczasem w tym przypadku mamy do czynienia z kawałkiem ciężkiego, bo dość grubego, okrągłego płata blachy, co teraz głośnik Accutona idealnie pokazał. Jak? Zwyczajnie, w każdym dotknięciu talerza było słychać stawiające pałce opór jego body, co przekładało się na większy udział drewna owej pałki w dźwięku i bardziej dostojne jego wybrzmiewanie. Wiem, to są niuanse, ale przecież dla nas bardzo ważne, dlatego tak nad tym się rozwodzę. Oczywiście nie można zapominać o wpływie lepszej stabilizacji kolumn na projekcję obrazu również jazzowym i klasycznym nurcie. To na tle poprzedniczek było pewnego rodzaju przeniesieniem poprzeczki o oczko wyżej, czyli przekładając z polskiego na nasze, odbiło się wyraźną poprawą zawieszenia dźwięku w eterze, co w grającym ciszą jazz-ie i współpracującymi z kubaturą kościoła wydarzeniami sakralnymi jest bardzo istotne, żeby nie powiedzieć niezbędne.

Nie mam pojęcia, jak głęboko nad zwrotnicami podczas projektowania zmian – wysokotonówkę widać gołym okiem – pochylił się właściciel marki i konstruktor kolumn w jednym Roland Gauder, ale jedno wiem na pewno, nowa odsłona kolumn Arcona 100 MK II jest znacznie lepsza od poprzedniczek. I nie chodzi w tym momencie o działania kosmetyczne, ale jak wynika z tekstu, o konkrety pozwalające wierniej niż dotychczas pokazać ulubioną muzykę. Czy to jest oferta dla każdego? Szczerze powiedziawszy nie widzę najmniejszych przeciwskazań dla nikogo. Owszem, jeśli ktoś jest sfokusowany na brzmienie przetworników papierowych typu Tannoy lub tubowych spod znaku Avantgarde Acoustic, być może nie zdecyduje się na zakup opiniowanych dzisiaj, smukłych i krągłych Niemek. Jednak myślę, że nawet on w momencie choćby próbnego starcia z Arconami doceni ich chęć do pokazania świata pełnego energii i rozmachu, o co przecież w muzyce chodzi.

Jacek Pazio

Opinia 2

Niby nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, jednak nie da się ukryć, iż przewrotny los potrafi tak zagmatwać nasze życiowe ścieżki, że albo przeszłość nas dogania, albo historia zatacza koło a my lądujemy w punkcie wyjścia. Taki też, poniekąd zbliżony w swej niespodziewaności, zbieg okoliczności miał miejsce w przypadku naszych dzisiejszych bohaterek, gdyż z jednej strony stał się okazją do mojej prywatnej retrospekcji, o czym dosłownie za chwilę, a z drugiej świetnie wpisał się w poruszoną w naszej poprzedniej publikacji tematykę możności obserwacji ewolucji zachodzącej w obrębie konkretnych marek. Jednak po kolei. Otóż w kwestii retrospekcji – Czytelnicy śledzący moje beletrystyczne poczynania z pewnością odnotowali, mający miejsce w grudniu 2018 r., fakt zmiany dyżurnych Gauderów Arcona 80 na Dynaudio Contour 30. 80-ki były świetne i bardzo miło je wspominam, jednak duńskie kolumny zaoferowały „większe” i bardziej żywiołowe brzmienie, co biorąc pod uwagę moje upodobania muzyczne okazało się strzałem w przysłowiową 10-kę. Minęło jednak blisko półtora roku i w tzw. międzyczasie dr. Roland Gauder przedstawił światu drugą generację otwierających jego portfolio Arcon. Generację, która w dobie powszechnej „optymalizacji kosztów własnych” budzi nie tylko zdziwienie, co właśnie wydaje się świetnym przykładem wspomnianej ewolucji a zarazem nawiązaniem do moich byłych kolumn. Nie przedłużając zatem wstępniaka pragnę jedynie zaprosić Pastwa na spotkanie z usytuowanymi w niemieckiej hierarchii oczko wyżej od 80-ek kolumnami Gauder Arcona 100mk2.

Nie da się ukryć, że oprócz niewielkiej zmiany samej nomenklatury, mogącej wskazywać li tylko na swoisty lifting, nowa odsłona Gauderów ze swoim rodzeństwem zachowała prawdę powiedziawszy jedynie wspólny kształt obudów i układ przetworników, za to cała reszta została poddana istnej rewolucji. Na początku skupmy się jednak na tym co widać gołym okiem. Otóż skrzynie są dokładnie takie same, jak poprzednio, więc nie ma co się zbytnio nad nimi rozwodzić. Wykonano je z 22mm MDFu, przy czym ściany boczne są gięte i zbiegają się ku tyłowi. Zdobiącym front trzem 7” drajwerom wykorzystującym membrany o nazwie X-Pulse zafundowano przejście na ciemną stronę mocy, czyli zmieniono ich umaszczenie z mlecznej bieli na satynową czerń. Dwa dolne przetwarzają bas, natomiast górna jednostka odpowiedzialna jest za średnicę. Piętro wyżej ulokowano przetwornik wysokotonowy i tak naprawdę to właśnie on jest przysłowiową wisienką na torcie, gdyż zamiast skąd inąd świetnego AMT w Arconach mk2 pojawia się schowany za charakterystyczną siateczką … opracowany wraz z Accutonem nowy ceramik. Zmiana tweetera pociągnęła oczywistą konieczność drobnych modyfikacji zwrotnicy, lecz proszę się nie martwić. Tam również nie oszczędzano i nadal mamy do czynienia z w pełni symetryczną topologią o nachyleniu 50dB/okt. i w głównej mierze opartą na komponentach Mundorfa.
Za kolejne novum można uznać umieszczoną nad pojedynczymi, znanymi już z poprzedniej inkarnacji terminalami WBT Nextgen zworę pozwalającą na modulowanie niskich częstotliwości. Jest to rozwiązanie znane z wyższych serii Gauderów, co wydaje się całkiem logicznym krokiem ku pełnej unifikacji niemieckiej oferty i być może zapowiedzią, że w odsłonie mk3 zamiast powlekanych polimerem aluminiowych średnio- i nisko- tonowych X-Pulse’ów zobaczymy rasowe porcelanowe Accutony. No ale dość tych wróżb i pobożnych życzeń, bo najwyższy czas zejść na ziemię, przy której też się sporo dzieje. Jak to tradycyjnie w Gauderach, a przynajmniej w większości modeli, bywa układ bas refleks dmucha właśnie w podłogę a oprócz regulowanych kolców, jako opcja dostępne są Spike Extension, które poprawiają stabilność kolumn i zgodnie z materiałami firmowymi pozwalają na jeszcze lepszą kontrolę reprodukowanego pasma. Powyższe deklaracje producenta, dzięki uprzejmości dystrybutora marki – katowickiego RCM-u. dane nam było zweryfikować nausznie podczas niniejszego testu, gdyż wraz z tytułowymi kolumnami otrzymaliśmy zarówno standardowe kolce, jak i owe rozczapierzone stopki.

Ponieważ w katowickim salonie 100-ki pograły zaledwie kilkadziesiąt godzin do akomodacyjnego przebiegu dołożyliśmy im jeszcze prawie tydzień i dopiero wtedy zabraliśmy się za krytyczne odsłuchy. W dodatku od razu uzbroiliśmy je w Spike Extension-y, żeby w przypadku ewentualnych różnic do firmowych kolców mieć pełen obraz sytuacji. Czemu nie na odwrót? Powód jest prozaicznie prosty – otóż każdy regres odbieramy zdecydowanie silniej od progresu, a co za tym idzie łatwiej jest nam wychwycić zalety i niuanse, których przy konieczności obniżenia lotów zostajemy pozbawieni.
Wracając jednak do naszych kruczoczarnych bohaterek, już od pierwszych taktów wielce energetycznego albumu „Aequilibrium” włoskiej, parającej się progresywną odmianą power-metalu, formacji Noveria jasnym stało się, że nowa odsłona „budżetowych” Guderów czego, jak czego, ale tzw. „łojenia” nie tylko się nie boi, co wręcz w tak morderczych dla ludzkich zmysłów klimatach czuje się jak ryba w wodzie. Nawet bez zaaplikowanej, zwiększającej ilość najniższych składowych, zwory bas schodził niezwykle nisko a przy tym charakteryzowała go wyśmienita równowaga między iście żelazną kontrolą a przyjemną dla odbiorcy krągłością. Dzięki czemu zarówno ekstatyczne perkusyjne pasaże Omara Campitelli’ego wspierane dziko szarpanymi przez Andreę Arcangeli’ego strunami basu mogły zachwycać swoją różnorodnością a nie zlewać się w bezkształtną, papkę. Również soczyste i pełne epickiego patosu gitarowe riffy Francesco Mattei nie miały się czego wstydzić, gdyż za każdym razem Gaudery dwoiły się i troiły by pokazać ich bogactwo i iście dreamową (od Dream Theater) wirtuozerię. Co jednak ważne, w tej pozornie bezpardonowej nawałnicy dźwięków próżno szukać było chaosu. Każda, nawet najbardziej połamana linia melodyczna miała swój sens, każdy akord wpisywał się kontekst a wokaliza nie istniała tylko dla siebie, lecz stawała się dopełnieniem całości. Prawdę powiedziawszy najbardziej obawiałem się góry, gdyż dotychczas używany w Arconach AMT wydawał się nie tyle na miejscu, co po prostu idealnym wyborem. I poniekąd miałem rację, gdyż „wydawać się” okazało się w tym przypadku kluczowe a zamiana żółtej harmonijki na porcelanowy „kapsel” wprowadziła Arcony na zdecydowanie wyższy pułap tak rozdzielczości, jak i wysublimowania. Jeśli ktoś spodziewał się przypisywanego Accutonom zmatowienia, bądź „deficytu” napowietrzenia sceny to bardzo mi przykro, ale nie ty razem. Dr. Gauder bowiem na Accutonach zna się jak mało kto i warto pamiętać, iż to, co aplikuje do swoich kolumn nierzadko jest pod jego dyktando specjalnie modyfikowane. Oczywiście po tytułowych Arconach nie ma co oczekiwać takiej swobody i blasku, co po wyposażonym w diamentowe „gwizdki” sporo mniejszym i znacznie droższym modelu Vescova Mk II, jednak kierunek wprowadzonych przez konstruktora zmian idzie właśnie w tę stronę.
Zmiana repertuaru na nieco spokojniejszy ukazała niemieckie podłogówki od zaskakująco lirycznej strony. Jeszcze ciepły, pełen nastrojowego plumkania suto podlanego elektronicznym sosem, trwający niespełna kwadrans krążek „Bedroom EP” Selah Sue zabrzmiał niezwykle koherentnie i gęsto. Kolumny natychmiast „zniknęły” z OPOS-a, po prostu zdematerializowały się, czyli zachowały się jak rasowe monitory a my pozostaliśmy sam na sam z muzyką. Matowość głosu wokalistki bynajmniej nie wynikała z maniery kolumn a jedynie natywnej barwy jaką dysponuje rudowłosa pannica. Podobnie sytuacja miała się z twórczością jeszcze bardziej chropawej Barb Jungr, która na „Hard Rain [The Songs of Bob Dylan & Leonard Cohen]” potrafi w systemach zbyt bezpardonowo eksponujących sybilanty zdrowo zaleźć za skórę. Tymczasem z Gauderami w torze ww. szansonistka została potraktowana z niezwykłą atencją, jednak bez przekraczania cienkiej linii odgradzającej namacalność od napastliwości.
Kwestię zdolności reprodukcji najniższych składowych załatwił odsłuch naszego dyżurnego „Khmer” Nilsa Pettera Molværa, który z syntetycznym basem zapuszczał się w rejony, gdzie diabeł mówi dobranoc i nawet z podniesionymi roletami jest ciemno, że oko wykol. W dodatku owe iście infradźwiękowe, ambientowe poczynania nie zakłócały reszty pasma, więc zarówno akustycznej gitary Rogera Ludvigsena, jak i trąbki leadera.

Mała wolta, ustawienie kolumn „na głowie”, zamiana Spike Extension-ów na standardowe kolce, powrót do właściwego ustawienia i … auć. Nie, to nie jest złe granie, gdyż charakter kolumn został zachowany, ale nie owijając w bawełnę całość znacząco straciła na motoryce i rozdzielczości. Śmiało można powiedzieć, że dźwięk „siadał” i nie wiadomo gdzie ulotnił się dotychczasowy, wydawać by się mogło natywny timing. Szybka powtórka z rozrywki, czyli repeta dopiero co opisywanych albumów pokazała, że niby da się z tym dźwiękiem żyć, ale lepiej nie sięgać zbyt daleko pamięcią do tego, jak 100-ki grały uzbrojone w opcjonalne nóżki.
Sytuacja poprawiła się dnia następnego, gdy bezpośredniość porównań nie była tak oczywista i świeża. Mówi się, że czas leczy rany i chyba w tym momencie owa reguła zadziałała, gdyż jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poprzednia trauma ewidentnie zrobiła sobie wolne. Niemniej jednak, jeśli tylko będziecie Państwo mogli umówić się na dostawę/odsłuch ww. Gauderów, to szczerze sugeruję od razu zainteresować się ich „doposażoną” w Spike Extension-y. Poznacie je wtedy od najlepszej strony i grające niejako na setkę.

Gauder Arcona 100mk2 to duże, trójdrożne, podłogowe kolumny, którym żaden repertuar niestraszny. Są przy tym bezapelacyjnie lepsze od swoich bądź co bądź nader udanych poprzedniczek, co niejako na starcie daje im spory kredyt zaufania, którego nie tylko nie marnują, lecz wręcz rozbudowują o kolejne zalety wynikające z zastosowania ceramicznego tweetera i przeprojektowania zwrotnicy. Jeśli zatem dysponujecie Państwo odpowiednim metrażem, oraz wydajną prądowo i po prostu mocną amplifikacją, to chociażby z czytej ciekawości warto rzucić uchem na nasze dzisiejsze bohaterki.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: RCM
Cena: 37 850 PLN

Dane techniczne:
Konstrukcja: 3-drożna
Impedancja: 4 Ω
Moc muzyczna: 270 W
Wymiary (W x S x G): 114 x 21 x 39 cm
Waga: 29 kg
Dostępne warianty kolorystyczne: czarny/biały wysoki połysk

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

DearWolf Roe Deer English ver.

Link do zapowiedzi (en): P&D Acoustic Roe Deer

Opinion 1

Based on the more or less aggressive advertisement campaigns, you might have an impression, that the Polish audio manufacturers offer mostly cables. However things are quite different. When you check on the actual offerings, you can notice, that the scales are tipping towards loudspeakers. Besides the “dinosaurs” like ESA or RLS, or well known brands like Audio Academy or Pylon, there are a lot of other companies in the liking of Audioform, Ciarry or Zeta Zero. Today we will have a look at such a newcomer, a brand so fresh, that when it arrived for testing it was to be called P&D Acoustic, while one day before publication the name changed, I hope to a final version, DearWolf. Additionally the official introduction of the company is planned for the November Audio Video Show in Warsaw, so this test is a kind of advance action. Ladies and gentlemen, behold the Roe Deer.

As you can see for yourself the Roe Deer is a very rare case among Polish manufacturers, as it is based on porcelain drivers from the German Accuton. This is the reason, that instead of local competition we should compare the Deer to brands like Gauder Akustik, Marten, Neo or the Italian Albedo and Nime Audiodesign. Of course there are more manufacturers reaching for the Accuton drivers, but creating this list I recalled only the brands that moved through our pages.
Yet the Roe Deer are going further in their originality, as not only the drivers are standing out, but also the way those were applied is. They do not use the popular bass-reflex vented cabinet, or the less popular closed cabinet setting, but passive radiators, also ceramic ones. The cabinets themselves are made as a sandwich (two layers of plywood and a layer of MDF), and are painstakingly perfectly painted with white, high-gloss varnish. The whole is placed on massive, 30mm plinths, cut from aluminum slabs, then glass-blasted and anodized. What is important, the structure of the cabinets did not appear by chance, it is a result of precision measurements with an accelerometer, optimizing proportions and the positioning of the individual layers against the double, 173mm mid-woofers and 30mm, unprotected, tweeter. The passive radiators have the same diameter as the mid-woofers and are placed on the back, just above the single wire terminals. You can judge the sturdiness of the construction by their weight – each loudspeaker weighs 50kg. Also the cabinet has an internal skeleton, but also the walls are 25.7mm thick, while the diamond shaped front is even 34mm. According to Mr. Krzysztof Dudek and Mr. Jan Przybył, the creators of the speakers, this kind of cabinet makes them not adding anything to the bass, and the only known and controlled excitation is at 620Hz. Talking about frequencies it is worth mentioning, that due to a proprietary modification of the tweeter, with amongst others dampening of the chamber behind the diaphragm, the resonance of the membrane was moved to around 610Hz. The mid-woofers were also modified to minimize reflections from the magnetic drive.
The DSC (Dynamic Slope Control) crossovers are also very rich, they create an acoustic first order regardless of the electric slope, and are made based on wax impregnated coils and Mundorf Supre evo Silger Gold Oil, Munddorf evo Silver/Gold/Oil i Mundorf Supreme Silver/Gold/Oil capacitors.

You may now be wondering how the Roe Deer sound. Frankly speaking, before we placed them in our listening room and attached to our reference system, we had not the slightest idea what to expect. However life has taught us, that used drivers or type of their application are only elements from which something outstanding can be brewed, or not, depending on the skills and knowledge of the constructor. Because in Hi-Fi and High-End you come quite close to the popular “cooking contests”, where the participants might cook something heavenly tasty, or an abomination you would not like to put in your mouth, using the same ingredients. Staying in this consumption based aesthetics, just after a few notes played from “Possibilities” by Herbie Hancock, I knew, that in case of the Roe Deer, I am in for a treat at a two Michelin stars awarded restaurant. The Deer sounded in a way, one could not expect based on their price range as well as the used drivers. Maximally simplifying things I could say, that the effect reached by the Poznan dream-team did not resemble, in at least 2/3, what you usually associate the Accuton drivers with, and what causes the audiophile environment to be polarized. It cannot be hidden, that the ceramic drivers have a different sound aesthetics to paper, silk or polypropylene. Of course this is something that bases on individual taste and habits, however in most cases you cannot expect the Accuton to have silk smoothness or paper euphony. Yet in the Deer the treble is not only incredibly resolved and hellishly quick, but also undeniably shiny and sweet. I do not know if this due to the removal of the factory installed protective mesh, or other modifications ordered by DearWolf, but this sound comes shockingly close to the diamond diaphragm based brethren. One thing are the bells and cymbals and Miss Christina with Herbie, but the brass parties and lisping vocals from “A un Paso Lento Pero Firme” by Pepe Rios y Orquestra la Mancha, is something completely different, as there we will earlier have blood flowing out of our ears than catch any timbre on ceramic drivers. Yet the Roe Deer put an accent on the timbre. Of course there was no such saturation of the midrange, like with our Isis, but it was the level of the Estelon. And that is a feat, even today.
Now when we talk about the lower part of the sound spectrum, I did not give the tested speakers and chance and reached for an album, which scares not only all kinds of presenters on audio shows, but also many listeners, “Supernaturals Record One” a kind of cooperation between the formations Ufomammut and Lento, and that was it. I have not heard such power, a wall of sound which really pinned me to my listening chair, for a long time. This multiplane marriage of extreme doom metal, reaching speeds, which were seemingly reserved only for funeral, stoner and psychedelic versions, is a true obstacle course, as on one hand we have unending amounts of lower octaves, but the obvious goal is to keep its clear structure and the individual planes, where the unison even is being staged. In short, this is a very complicated form of somehow ordered chaos, which can be tamed only by the best. Clearly Krzysztof Dudek and Jan Przybył, who occupied one of the listening rooms of a High-End shop in Poznan in their early years, absorbed so much good sound, that when they started to design their own product, they were able to avoid errors made by others and created something really exceptional.
But to assess the dynamic capabilities and the volume of the generated sound you do not need to reach such extremes, as commercial, Hollywood superproduction soundtracks in the liking of “Jurassic Park – 20th Anniversary” of John Williams or “Alladin” will suffice. Big symphonic orchestra and equally big budgets mean a crowd of musicians able to fill even the biggest orchestrion, so you get so many planes, that you assume compromise from the start. Now I need to sadden you, even with big symphonics I could not catch the Deer on any attempts of simplifying or flattening things. And I am not talking about the ability of placing the individual sections in space, but full insight into their composition. Of course I want to remind you, that we are here at a very decent price point, especially for High-End, so please do not think it cannot be done better, as it can (we tried to articulate that during the test of the YG Acoustics Sonja). What I mean here, is that even with more expensive electronics the Roe Deer will not limit its potential, they do not filter supplied information and do not impoverish the sound. If someone thinks this is nothing special, then this means, that person did not deal with the dCS Vivaldi DAC2, it is in our sound patch since some time, and it placed the threshold so high, that we can immediately find out, if there is something lost from the signal along the way.

So we have a not so small sensation here, and a Polish one (after the headphone amplifier Fulianty Audio ST-18). It comes out of nowhere, a new and unknown entity, which presents its debut product, which, without any restraint, no even mentioning respect for the elders, jumps into the top class. Additionally, in case of the DearWolf, the tested model Roe Deer is meant to be only the introduction to the main offering, what tunes us very positive to the future, as if this is the entry point, then the products planned to be introduced during the Audio Video Show may shatter the foundation of the High-End Olympus. And we sincerely wish this to the DearWolf team.

Marcin Olszewski

Opinion 2

Nobody will even try to counter the fact, that the German company Accuton is one of the pioneers of supplying ceramic drivers to loudspeaker manufacturers. Why? The biggest players in the market use their products, and this is a fact speaking for itself. An obvious result of this approach is, that seeing the business success of loudspeakers based on those drivers, smaller companies start to get interested in using them, what results in a vast increase of ceramic based loudspeakers even on lower price ranges, being a very interesting proposition for the average music lover. And everything would be OK, if not for one issue. Which one? This is probably clear – the ceramic drivers are very sensitive to bad applications, so you need to be really aware of that before trying to construct a speaker using them. Unfortunately not everybody takes this into account, or, they think they can get away with any sound result, as long as they show the white membranes on the baffle. But why am I talking about that? There is a very clear reason for that, as lately we had a chance to meet some very good speakers equipped with Accuton drivers. What is most interesting, the brand comes from Poland, is named DearWolf, and it supplied is first construction, using passive radiators to tune the bass, carrying the name Roe Deer. Are you becoming interested? I can tell you, that even if you are not to happy seeing white diaphragms, you can only gain something from reading the text below. Did I convince anybody yet? Yes, no? OK. Regardless of the answer I invite you to read some information about the surprisingly friendly, even for paper color lovers like myself, ceramic driver using Deer.

Looking at photos of the tested speakers, you can clearly see from the very beginning, that those are very lean constructions. The Roe Deer are not very high, yet very slender towers, with the front nicely broken into a few planes, varnished in glossy white and able to fit in any listening, and living, room. From the information supplied by the manufacturer it seems, that those are three-way speakers, with a sensitivity of 87dB and frequency response of 38Hz to 38kHz. The used drivers, although they seem identical to the series version, are modified during production, as the constructors decided to make some adjustments to them based on their tests and research. Looking at the baffle of the MDF/plywood sandwich cabinet we see three dynamic drivers – one tweeter and two mid-woofers. On the back you can find the mentioned already, passive radiators, located on the lower part of the cabinet. There is also a single set of wire terminals, but of very high quality. The speakers are placed on black plinths, made from one slab of aluminum for each speaker, cut by CNC, which make the base support wider. As you can see, there is no unnecessary extravaganza, just plain, timeless design.

So what must have happened, for a die hard paper loudspeaker endorser, started to praise constructions with drivers, which are regarded by many as too offensive, often wrongly, as shown by the tested loudspeakers. In fact it was nothing special, it was sufficient, that with a given way of sounding, the tested speaker had traces of musicality. Of course this must not mean copying the dense sound of BBC monitors, or stuntmen of resolution like the Magico M3 with graphene and diamond diaphragms. It is enough, that listening to them for hours, in any musical genre, did not bring any anxiety to the music lovers hear. And that was the case with our tested speakers. No offensiveness, no ringing or dryness. Starting with the treble loaded with a significant amount of vital information, through a quite smooth midrange, which avoided to heat up too much, and, combined with my amplifier, quite energetic and very pointy bass, the Roe Deer were enchanting with a very good balance between speed and weight of the sound, something, that is not very common in such speakers. But this is not the end of surprising findings. Due to the narrow baffle, the beautiful Polish speakers were able to create a very wide and also very deep sound stage, something you attribute mostly to stand mount speakers. Also the artists were very clearly located on the virtual stage. Are you surprised with so many positive aspects? I must confess, I was. A lot. Not from mischief, but being very positively surprised, that you can use ceramic drivers for very emotionally loaded music. So how did those all aspects fare when listening to music? Taking into account the speed, at first I used the disc “S&M” by Metallica. Do you think it was too laid back? Absolutely not, especially in some pieces from the second disc. Were those the strong guitar riffs, or the base drum supporting the rest of the drums and percussions, or even the not so well shown, albeit clear, vocals of the frontman, the whole was very convincing, not only satisfying my expectations regarding the clarity of the sounds reaching my ears, but also by filling a quite large (when compared with the size of the speakers) listening room with sound. There was drive and energy, something, without which this kind of music would not be able to lift at appropriate quality level. The subsequent title was meant to be a true “finger of God” of this test. What was this killer? The newest compilation of Adam Bałdych in the quartet “Sacrum Profanum”. And the effect? Easy on, there was no defeat, but I must recall my words about “way of sounding”. In general everything was in order. But I know this disc very well, and I know, that in some aspects (read: how the violin is reproduced) the ceramic drivers are not able to compete with cellulose ones, so I missed some saturation of the strings and wood in the sound of this instrument. But I ensure you, this was not a degradation of the sound, just another interpretation of its timbre. And I would like to remind you, that we are talking about a ceramic membrane, so that what the constructors were able to achieve may be regarded as well deserved success, as I listened to this disc from the beginning to the end. The last quest was the music created by computers, sonic knots of borrowed pieces and all kinds of overdrives from the disc “Liminal” by Acid. Here the overall presentation was similar to the one of Metallica, with the difference, that sometimes you could feel lack of foundation for the lowest sounds, which were not able to shake my room in this version. This was of course out of reach for the tested speakers, but I recalled this to remind you about not biting more than you can chew, while planning potential listening sessions. In general, also in this case the finale was on a level rarely achieved by speakers utilizing ceramic drivers.

I am not sure how you did receive the text above, but coming close to its end, I support my initial claim, that the tested Roe Deer are very well tuned set of Accuton drivers. Maybe not usually, but quite often, similar constructions put emphasis on clarity above everything else, and in music, it is not always about that. Of course, when it is meant to be a race, then shavings should fall, but most of music is just harmonious notes, one following another, and in that case the goals should be different, and the potential speakers should differentiate those and show them in appropriate way. And the tested speakers acted like that, in my opinion. Of course with all their aspects, but wherever possible they are far from being put in a drawer with a label “screamers”. And this is the realm only the best can reach.

Jacek Pazio

System used in this test:
– CD: CEC TL 0 3.0 + Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU, VIVALDI DAC 2.0
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Reimyo KAP – 777
– Loudspeakers: Trenner & Friedl “ISIS”
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
– IC RCA: Hijri „Million”,
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA

Manufacturer: DearWolf
Price: 15 000 €

Technical specifications

Frequency response: 38 Hz-32 kHz
Impedance: 4 Ω (3.4 Ω Min @40 Hz)
Sensitivity: 87 dB
Type: 3-way, sealed
Drivers: Al2O3.
Mid-woofers diameter: 173 mm
Passive drivers diameter: 173 mm Alu cone
Tweeter diameter: 30 mm
crossover : DSC – acoustical 1st order
Weight: ~50 kg
Dimensions without platform (HxWxD): 102 x 20 x 34 cm

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

DearWolf Roe Deer

Link do zapowiedzi: P&D Acoustic Roe Deer

Opinia 1

Wbrew pierwszemu wrażeniu dotyczącemu oceny asortymentu oferowanego przez rodzimych producentów audio li tylko na podstawie mniej, bądź bardziej agresywnych kampanii reklamowych, iż Polska kablami stoi, sytuacja wygląda zgoła inaczej. Wystarczy bowiem na spokojnie sprawdzić stan faktyczny, by zorientować się, że szala zwycięstwa przechyla się raczej ku kolumnom. Jednak oprócz klasycznych „dinozaurów” w stylu ESY i RLS, czy też ugruntowanych w świadomości odbiorców Audio Academy, lub Pylona co i rusz na powierzchnię wypływają tak ciekawe projekty jak Audioform, Ciarry, czy Zeta Zero. I właśnie takim nowym bytem dzisiaj się zajmiemy, w dodatku tak nowym, że w chwili dostarczenia na testy miał on nosić nazwę P&D Acoustic a dosłownie na dzień przed niniejszą publikacją ów byt ewoluował do, zakładam że finalnej postaci, czyli do DearWolf. W dodatku oficjalna inauguracja działalności planowana jest na … listopadowe Audio Video Show, więc tak naprawdę niniejszy test nosi widoczne znamiona tzw. działań wyprzedzających. Panie i Panowie – oto Roe Deer.

Jak sami Państwo widzicie Roe Deer to nad wyraz rzadki wśród rodzimych konstrukcji przypadek w całości oparty na porcelanowych przetwornikach niemieckiego Accutona. Dlatego też zamiast lokalnej konkurencji bezpośrednich sparingpartnerów wypadałoby „Sarenkom” (Roe Deer po angielsku to sarna) szukać w katalogach takich marek jak Gauder Akustik, Marten, Neo, czy włoskich Albedo i Nime Audiodesign. Oczywiście producentów sięgających po Accutony jest znacznie więcej, lecz tworząc powyższą listę ograniczałem się jedynie do marek goszczących na naszych łamach.
Jednak w swej oryginalności Roe Deer idą jednak jeszcze dalej, gdyż oprócz samych drajwerów również same warunki, pracy jakie im zapewniono, nie są zbyt popularne. Chodzi bowiem o to, że zamiast nad wyraz powszechnego układu wentylowanego, czyli wszechobecnych bas-refleksów, bądź nieco bardziej wymagających obudów zamkniętych tym razem zdecydowano się na membrany bierne i to membrany porcelanowe. Same, wykonane w technologii kanapkowej (dwie warstwy sklejki + warstwa MDF), obudowy z niezwykłą dbałością pokryto śnieżnobiałym lakierem fortepianowym i ustawiono na masywnych 30 mm, wycinanych z bloków aluminium a następnie szkiełkowanych i anodowanych, cokołach. Co istotne struktura obudów nie wynika z przypadku a z precyzyjnych pomiarów akcelerometrem optymalizujących proporcje i układ poszczególnych warstw pod kątem znajdujących się na ich frontach zdublowanych 173 mm mid-wooferów i 30 mm, niczym nieosłoniętego wysokotonowca. Taką samą średnicę jak pełnoprawne drajwery mają dwie membrany bierne znajdujące się na ścianach tylnych tuż nad pojedynczymi terminalami głośnikowymi. O solidności całości świadczy zarówno ich ciężar wynoszący zacne 50 kg / szt. , jak i dbałość o sztywność konstrukcji uzyskaną nie tylko na skutek wewnętrznych wieńców wzmacniających, lecz i samej grubości ścian wynoszącej 25,7 mm, oraz 34 mm precyzyjnie przeszlifowanego w nieco przypominające kształt kryształu wzór frontu. Jak twierdzą sami konstruktorzy – Krzysztof Dudek i Jan Przybył, taka konstrukcja obudów sprawia, że nie dodają one nic od siebie do reprodukowanego basu a jedyne, w dodatku znane a zatem i kontrolowane wzbudzenie ma miejsce przy 620 Hz. A skoro jesteśmy akurat przy tej a nie innej częstotliwości to warto wspomnieć, iż dzięki autorskiej modyfikacji tweetera polegającej m.in. na wytłumieniu komory za membraną, udało się przenieść rezonans membrany na około 610 Hz. 173 mm średnio-niskotonowcom też się nie upiekło, gdyż również i one nie uniknęły stosownych poprawek mających na celu zniwelowanie refleksów pochodzących od układu magnetycznego.
Nad wyraz bogato prezentują się zwrotnice DSC (Dynamic Slope Control), które nie zważając na przebieg elektryczny tworzą akustyczny pierwszy rząd i które oparto na impregnowanych woskiem cewkach, oraz kondensatorach Mundorf Supre evo Silger Gold Oil, Munddorf evo Silver/Gold/Oil i Mundorf Supreme Silver/Gold/Oil.

Zapewne zastanawiacie się Państwo jak Roe Deer grają. Prawdę powiedziawszy zanim je postawiliśmy w OPOS-ie i podłączyliśmy w redakcyjnym systemie też nie mieliśmy nawet bladego pojęcia czego się po nich spodziewać. Życie nauczyło nas jednak, że zastosowane przetworniki, czy też typ konstrukcji, to jedynie składowe z których, w zależności od wiedzy i umiejętności konstruktora może powstać (bądź nie) coś wyjątkowego. Bowiem sytuacji w Hi-Fi i High-Endzie całkiem blisko do popularnych „konkursów kulinarnych”, podczas których uczestnicy bazując na takich samych, lub bardzo zbliżonych, składnikach wyczarowują prawdziwe ambrozje i rozkosze podniebienia, bądź też trudne do przełknięcia „zakalce”. Pozostając w tej, jakże hedonistycznej estetyce natury konsumpcyjnej już po kilku taktach „Possibilities” Herbiego Hancocka wiedziałem, że akurat w przypadku Roe Deer czeka mnie prawdziwa uczta w uhonorowanej nie jedną a przynajmniej dwiema gwiazdkami Michelina wykwintnej restauracji. Sarenki zagrały bowiem tak, jak zarówno na tym pułapie cenowym, jak i po zastosowanych przetwornikach spodziewać się raczej nie można było. Idąc niejako na myślowe skróty i maksymalnie upraszczając temat można bowiem stwierdzić iż osiągnięty przez poznański dream-team efekt przynajmniej w 2/3 nie przypominał tego, z czym Accutony w 99% przypadkach się większości zorientowanych w temacie kojarzą i co zarazem powoduje znaną i całkowicie zrozumiałą polaryzację środowiska audiofilów. Nie da się bowiem ukryć, że przetworniki porcelanowe charakteryzuje jednak nieco inna estetyka brzmieniowa aniżeli papier, jedwab, czy polipropylen. Oczywiście wszystko rozbija się o indywidualne gusta i przyzwyczajenia, niemniej jednak w większości przypadków trudno oczekiwać po Accutonach jedwabistej słodyczy, czy „papierowej eufonii”. A tymczasem w Sarenkach góra pasma nie dość, że szalenie rozdzielcza i piekielnie szybka jest niezaprzeczalnie lśniąca i słodka. Nie wiem, czy to „wina” usunięcia fabrycznej siatki ochronnej, czy też innych, już niewidocznych gołym okiem, zleconych przez DearWolf modyfikacji, ale swobodą i wyrafinowaniem niebezpiecznie zbliża się do swojego diamentowego rodzeństwa. Dzwoneczki i Panna Krysia u Herbiego to jedno, jednak prawdziwy tor przeszkód to aż kipiące od dęciaków i sepleniących partii wokalnych „A un Paso Lento Pero Firme” Pepe Ríos y Orquesta la Mancha, gdzie prędzej z uszu popłynie krew aniżeli „złapiemy” na porcelanie barwę. A tymczasem Roe Deer właśnie akcent na owej barwie stawiały. Oczywiście wysyceniu średnicy do tego, co potrafią w tej materii Isis-y „trochę” brakowało, lecz poziom był zbliżony do tego, co swojego czasu z ceramiki potrafił wykrzesać Estelon. A to jest, nawet obecnie, nie lada wyczyn.
Jeśli zaś chodzi o dół pasma, to zbytnio się nie certoląc z obiektem niniejszego testu, od razu sięgnąłem po wywołujący na wszelakiej maści wystawach u większości tak prezenterów, jak i słuchaczy album „Supernaturals Record One” swoistej kooperacji formacji Ufomammut, oraz Lento i to było to. Takiej potęgi i prawdziwej, nawet nie tyle przygniatającej, co autentycznie wgniataj w fotel ściany świetnie kontrolowanego dźwięku dawno nie słyszałem. Ten nad wyraz wieloplanowy mariaż ekstremalnego doom metalu zahaczającego nawet o tempa zdawałoby się zarezerwowane jedynie dla odmian funeral, stoner i psychodelii, to prawdziwy tor przeszkód, gdyż z jednaj strony mamy nieprzebrane pokłady najniższych składowych a z drugiej wartością nadrzędną i oczywistym celem jest zachowanie możliwie wyraźnej jego struktury i poszczególnych planów, na których rozgrywają się niekoniecznie idące unisono wydarzenia. Krótko mówiąc to nad wyraz skomplikowana forma na swój sposób uporządkowanego chaosu, z którego ogarnięciem poradzić mogą sobie jedynie najlepsi. Najwidoczniej jednak okupując za młodu jedną z sal odsłuchowych znanego poznańskiego salonu ze sprzętem High End, panowie Krzysztof Dudek i Jan Przybył zdążyli na tyle przesiąknąć dobrym dźwiękiem, że projektując własne konstrukcje postanowili wystrzegać się błędów popełnianych przez innych i stworzyli coś naprawdę wyjątkowego.
Jednak w celu oceny możliwości dynamicznych i wolumenu generowanego dźwięku wcale nie trzeba zapuszczać się w aż tak ekstremalne obszary, gdyż w zupełności wystarczą komercyjne hollywoodzkie superprodukcje w stylu ścieżek dźwiękowych „Jurassic Park – 20th Anniversary” Johna Williamsa, czy też „Aladdin”. Wielka symfonika i równie imponujące budżety oznaczają potocznie mówiąc aparat wykonawczy mogący wypełnić po brzegi najbardziej pojemny orkiestron a co za tym idzie, na tyle rozbudowaną wieloplanowość, że niemalże z góry zakłada się jakiś kompromis. Cóż, w tym momencie muszę Państwa zmartwić, gdyż również na wielkiej symfonice nie udało mi się przyłapać Sarenek na jakichkolwiek próbach upraszczania, czy też spłaszczania czegokolwiek. I nie chodzi w tym momencie o zdolność umiejscowienia poszczególnych sekcji, lecz pełen wgląd w ich skład. Oczywiście pragnę jedynie przypomnieć, iż poruszamy się jeszcze na w miarę rozsądnych, przynajmniej jak na High-End, pułapach cenowych, więc proszę się nie łudzić, że nie da się jeszcze lepiej, bo da (co np. już niedługo postaramy się w miarę składnie wyartykułować w ramach testu YG Acoustics Sonja). Tu raczej chodzi o to, że nawet ze zdecydowanie droższą elektroniką Roe Deer wcale nie limitują jej potencjału, nie filtrują dostarczanych informacji i nie zubażają przekazu. Jeśli komuś w tym momencie wydaje się, że to nic nadzwyczajnego, to znaczy, że raczej nie miał do czynienia z dCS Vivaldi DAC2 a u nas takowy od dłuższego czasu urzęduje w torze i na tyle wysoko ustawił poprzeczkę oczekiwań, że z łatwością udaje się nam wychwycić, czy coś po drodze z transmitowanego sygnału nie ucieka.

No to mamy wcale nie taką małą i w dodatku kolejną rodzimą (po wzmacniaczu słuchawkowym Fulianty Audio ST-18) sensację. Pojawia się bowiem nie wiadomo skąd całkowicie nowy i zupełnie nieznany byt, prezentuje swój debiutancki produkt i bez najmniejszego skrępowania, o szacunku dla starych wyjadaczy nie wspominając, „bezczelnie” wskakuje do ekstraklasy. W dodatku w przypadku DearWolf tytułowy model Roe Deer ma być zaledwie wstępem do właściwej oferty, co nad wyraz pozytywnie nastraja nas na przyszłość, gdyż jeśli to jest punkt wyjścia, to zapowiadany na Audio Video Show ma spore szanse porządnie zatrząść posadami ultra high-endowego Olimpu. Czego oczywiście ekipie DearWolf serdecznie życzymy.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Tego, że produkująca przetworniki oparte o membrany ceramiczne niemiecka marka Accuton ostatnimi czasy jest jednym z pionierów w zaopatrzeniu rynku budowy zespołów głośnikowych, chyba raczej nikt nie będzie próbował podważać. Powód? Na jej ofercie bazują najwięksi gracze na rynku audio, a to mówi samo za siebie. Oczywistym następstwem tego stanu rzeczy, w połączeniu z biznesowym sukcesem podobnych konstrukcji jest coraz częstsze wykorzystywanie jej komponentów przez mniejszych producentów, co skutkuje wręcz lawinowym poszerzeniem oferty z ceramikami w coraz niższych pułapach cenowych, stając się tym sposobem bardzo ciekawym kąskiem dla zwykłego Kowalskiego. I wszystko byłoby ok., gdyby nie jeden problem. Jaki? To chyba proste. Najzwyczajniej w świecie ceramiki są bardzo czułe na złe aplikacje, z czego biorąc się za ich wykorzystanie należy zdawać sobie sprawę. Niestety, albo nie wszyscy biorą ową prawdę do serca, albo sądzą, że bez względu na wynik soniczny (często niezbyt dobry) wsad materiałowy zapewni im bezproblemową sprzedawalność. W jakim celu poruszam ten temat? Z prostej przyczyny, bowiem w ostatnim czasie mieliśmy niekłamaną przyjemność zderzyć się z bardzo dobrym zestawem kolumn z Accutonami w roli głównej. A co w tym wszystkim jest najciekawsze, to fakt, że producentem jest startujący w tym biznesie rodzimy brand DearWolf, który na przetarcie szklaków popełnił konstrukcje z membranami biernymi w służbie strojenia basu o nazwie Roe Deer. Zaciekawieni? Zdradzę, że jeśli na widok białych membran natychmiast kręcicie nosem, zapoznając się z poniższym tekstem raczej tylko na tym zyskacie. Kogoś przekonałem? Tak, nie? Ok. Bez względu na odpowiedź zapraszam na kilka informacji o zaskakująco przyjaznych, nawet dla tak zagorzałego wielbiciela papierowego nalotu jak ja, uzbrojonych w ceramiczne głośniki tytułowych białych sarenkach.

Przybliżające nasz punkt zainteresowań fotografie od pierwszego kontaktu wzrokowego aż krzyczą, że mamy do czynienia z bardzo zgrabnymi konstrukcjami. Roe Deer to niewysokie, do tego smukłe, z ciekawie połamanym na kilka płaszczyzn frontem, ubrane w połyskującą biel, potrafiące odnaleźć się w każdych warunkach lokalowych słupki. Z informacji producenta wynika, iż od strony elektrycznej są to konstrukcje trójdrożne, z deklarowaną skutecznością na poziomie 87 dB i zakresem pracy w zakresie 38 Hz – 38 kHz. Co ważne, zastosowane głośniki bez względu na identyczny wygląd jak seryjne są modyfikowane. Jednak nie wszystkie poprawki wykonuje się podczas procesu produkcji, bowiem kilka sprawdzonych w wielu próbach na żywym organizmie patentów w końcowej fazie budowy kolumn wdrażają w życie ich konstruktorzy. Na froncie wykonanej jako kanapka MDF-u ze sklejką obudowy znajdziemy trzy przetworniki dynamiczne – jeden wysokotonowy i dwa średnio-niskotonowe. Zaś na plecach wspomniane we wstępniaku, zlokalizowane w dolnej części, dwie membrany bierne i co prawda pojedyncze, ale za to solidne terminale dla okablowania łączącego te piękne sarny z docelowym wzmocnieniem. Tak uzbrojone kolumny posadowiono na wykonanych z jednego płata aluminium przez obrabiarkę CNC, zwiększających rozstaw punktów podparcia, wyposażonych na krańcach w stosunkowo wysokie gumowe stożki, czarnych cokołach. Jak widać, żadnych ekstrawagancji, tylko w dobrym tego słowa znaczeniu ponadczasowa prostota.

Co takiego musiało się wydarzyć, aby zatwardziały propagator kolumn z głośnikami papierowymi już podczas kreślenia rozbiegówki tryskał peanami na temat konstrukcji z przetwornikami przez wielu często niesłusznie, czego dowodem jest obecnie przybliżana inkarnacja, jednak uważanymi za nazbyt ofensywne? Nic specjalnego. Wystarczy, aby dźwięk przy pewnego rodzaju sznycie grania danej konstrukcji nosił znamiona muzykalności. Naturalnie nie musi to oznaczać kopiowania gęstego brzmienia monitorów radia BBC, czy wyczynowców w kwestii rozdzielczości z membranami z grafenu i diamentu przykładowych Magico M3. Wystarczy, aby słuchanie ich przez kilka godzin w każdym gatunku muzycznym nie wprowadzało w duszy melomana stanów lękowych. I właśnie takie są nasze bohaterki. Żadnej natarczywości, dzwonienia czy oschłości. Począwszy od naładowanej sporą dawką witalnie podanych informacji góry pasma akustycznego, przez stosunkowo gładki, na szczęście dla spójności przekazu, unikający podgrzewania temperatury środek, po w połączeniu z moją amplifikacją stosunkowo energiczne, ale nie rozlazłe, tylko punktowe niskie tony, Roe Deer przez cały odsłuch czarowały niezbyt częstym dla tego typu konstrukcji wyważeniem pomiędzy szybkością, a wagą dźwięku. Ale to nie koniec ciekawostek. Z racji wąskiej przedniej ścianki, piękne Polki bez problemu potrafiły wykreować przypisaną kolumnom monitorowym nie tylko szeroką, ale również bardzo głęboką wirtualną scenę z bardzo czytelnie rozlokowanymi na jej parkiecie artystami. Zaskoczeni tyloma pozytywami? Przyznam szczerze, że ja bardzo. Ale nie ze swej wrodzonej złośliwości, tylko pozytywnie zbudowany, iż da się zaprząc ceramikę do służby kochających emocje w muzyce melomanów. Jak wszystkie wyartykułowane aspekty wypadały podczas zderzenia z muzyką? Biorąc pod uwagę uwarunkowania szybkościowe jako pierwszy na recenzencki tapet trafił krążek „S&M”  Metallicy. Myślicie, że to zbyt spokojny materiał? Bynajmniej, a szczególnie w kilku kawałkach drugiej płyty. Czy to mocne gitarowe riffy, czy stopa dającej podstawę do różnych ekwilibrystyk reszty zespołu perkusji, czy nawet niezbyt dobrze, ale za to czytelnie pokazana wokaliza fromtmena, całość była bardzo przekonująca nie tylko w domenie trafiającej w punkt oczekiwań wyrazistości docierających do moich uszu dźwięków, ale również w sferze bezproblemowego napełnienia dość dużego, jak na gabaryty kolumn, pomieszczenia. Był drive i energia, bez czego ta muza nie ma prawa wznieść się na odpowiednie poziomy jakości. Kolejny tytuł miał być tak zwanym Palcem Bożym tego testu. Co miało zostać owym kilerem? Najnowsza kompilacja Adama Bałdycha w kwartecie „Sacrum Profanum”. Efekt? Spokojnie, porażki jako takiej nie było, jednak w tym momencie muszę przywołać wywołane do tablicy nieco wcześniej określenie „sznyt grania danej konstrukcji”. Otóż ogólnie wszystko było w porządku. Jednak znam tę płytę dość dobrze i wiem, że w pewnych aspektach (czytaj w oddaniu realiów skrzypiec) ceramiczne głośniki nie są w stanie konkurować z celulozowymi, dlatego też trochę brakowało mi wysycenia strun i drewna w brzmieniu tego instrumentu. Ale zapewniam, nie była to degradacja dźwięku, tylko inne spojrzenie na jego tembr. A gdy przypomnę, że rozmawiamy o pracy membrany porcelanowej, to co udało się konstruktorom osiągnąć, można zaliczyć jako w pełni zasłużony sukces, gdyż krążek przesłuchałem od dechy do dechy. Ostatnią przygodą była muzyka kreowana przez komputery, soniczne zapętlenia zapożyczonych kawałków i wszelkiego rodzaju przestery z płyty „Liminal” zespołu Acid. Tutaj ogólna prezentacja była bliska mocnemu uderzeniu Metallici z tą tylko różnicą, że czasem dawało się odczuć brak podstawy dla najniższych sejsmicznych pomruków, które w tym wydaniu nie były w stanie zatrząść moim sporym pomieszczeniem. To naturalnie było poza możliwościami opisywanych kolumienek, jednak przywołałem to wydarzenie w celu przypomnienia mierzenia siła na zamiary podczas planowania potencjalnych odsłuchów. Ogólnie również w tym przypadku finał był na rzadkim dla wielu wykorzystujących głośniki ceramiczne konstrukcji.

Nie wiem, jak odebraliście powyższy tekst, jednak zbliżając się do jego końca ponawiam oświadczenie, iż tytułowe Roe Deer są bardzo dobrze zestrojonym zbiorem głośników Accutona. Może nie zazwyczaj, ale stosunkowo często podobne konstrukcje stawiają na wyrazistość ponad wszystko, a przecież w muzyce nie zawsze o to chodzi. Owszem, kiedy ma być jazda bez trzymanki, powinny lecieć wióry, jednak gros muzyki to harmonijnie następujące po sobie nuty, a w takim przypadku cele nadrzędne całkowicie ewaluują, co potencjalne zespoły głośnikowe powinny odróżniać i odpowiednio je podać. I w tym duchu, w moim odczuciu, podążają nasze bohaterki. Naturalnie z przypisanymi dla siebie cechami, jednak na ile to możliwe, stają się odejść od zaszufladkowania zatytułowanego „krzykacze”. A to potrafią najlepsi.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU, VIVALDI DAC 2.0
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Producent: DearWolf
Cena: 15 000 €

Dane techniczne
Pasmo przenoszenia: 38 Hz-32 kHz
Impedancja: 4 Ω (3.4 Ω Min @40 Hz)
Skuteczność: 87 dB
Konstrukcja: 3-drożna
Materiał przetworników: Al2O3 – Ceramika.
Średnia głośników średnio-niskotonowych: 173 mm
Średnica membran biernych: 173 mm Alu cone
Średnica głośnika wysokotonowego: 30 mm
Typ zwrotnicy: DSC – akustyczny pierwszy rząd
Waga: ~50 kg
Wymiary bez podstawy (W x S x G): 102x20x34 cm

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

P&D Acoustic Roe Deer
artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Choć o debiutującej w branży audio rodzimej manufakturze P&D Acoustic z pewnością jeszcze mało kto słyszał, to otwierający ich portfolio model Roe Deer sprawia wielce pozytywne wrażenie. Podobnie z resztą jak młodsza połowa poznańskiego składu, która przyjechała, wniosła, rozstawiła, podłączyła, rzuciła uchem i z przekonaniem o sukcesie własnych wyrobów pomknęła dalej. ;-)

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

Gauder Akustik Darc 100 English ver.

Link do zapowiedzi (en): Gauder Akustik Darc 100

Opinion 1

Did you read my previous review? If yes, then I could say, with clean conscience, the phrase “I told you so!”. What is this all about? Do not tell me you do not know. Anyway, I will explain now. While I was reviewing the American speakers YG Acoustics Hailey 1.2 I almost proved to you, that if you want to have a strong position in the loudspeaker market today, you need to utilize something, that was viewed only as a kind of curiosity in this part of the market, while it is standard for amplifiers, sources, or other audio gear – aluminum. And it does not matter, if we are dealing with a small company, or a seasoned player on the market. Lately, on certain level of sound quality, this material is seen as a standard, and even such renowned constructors like Roland Gauder do not try to prove otherwise, but show, how much can be gained in terms of the generated sound, when this material is used properly. So what am I hinting at? Well, after some sparse information in the form of a reportage from the headquarters of the Katowice based distributor, RCM, about the model DARC 5, we had the opportunity to have a closer look at the model DARC 100, positioned much higher in the company hierarchy. Probably everybody knows the series based on wood-like materials (Arcona, Berlina) so some fundamental questions arise: “Is the overall sound quality following the path set by previous models? Did it maybe take a destructive step back?” If you are interested in my adventures with the DARC series one hundred, to learn about their strengths and weaknesses, I encourage you to read the paragraphs below.

As you can clearly see, the tested loudspeakers were made based on the idea of a multilevel sandwich, with a cross-section reminiscent of the shape of a lute; composed of many, not so thick layers. Of course all those layers, besides having the connecting elements sealed, are tightly bolted together and placed on a stable base. The mentioned base is not only a support for the speakers with typical cones, but besides the stabilization of the DARCs it carries the double wire terminals, there are also sockets for jumpers used for adjusting the amount of bass, a spirit level to aid leveling using cones, regulated from above with ornate dials and indicators showing the amount of unscrewing. Looking at the photographs one might have the impression, that we deal hear with a closed cabinet. But I must rectify this assumption, as the tested speakers do have a bass-reflex port, yet firing down, to the floor, so we can slightly regulate the amount of bass by moving the mentioned cones. Having described the base and the sides and back of the German speakers, as both are made from the same elements, let us move to the front. It is a bit recessed compared to the side walls, in contrast to the current trends, and is made in a way eliminating harmful reflections of the sound by exposing the pores and intended imperfections of smoothness on the surface of the MDF and black slate. In terms of drivers, those were supplied by the brand Mr. Roland likes best, Accuton, in case of this model two ceramic bass drivers and one midrange, which are supported by a beautifully looking diamond tweeter. The whole is finished with an ornate plaque with the model name and its origin, placed just above the base.
I am almost certain, that most acolytes of brand will not believe in what I will write now, but without stretching the facts I am claiming, that the newest series of speakers, with the shadowy name DARC, is advocating a way of sounding which is very close to its name, dark. There is no obtrusiveness or brightening, Gauder speakers are often accused of, we just get a sound, which is very strong and directed to release the energy of the recording. You do not believe me? Frankly speaking I was also surprised and could not believe my eyes, or rather ears, that a company constructing loudspeakers, very well known to me, put some extra meat in their products. Well, I will also immediately cut short any suspicions about mudding. There is absolutely nothing like that in the sound. In this idea for reproducing notes we have everything. Beginning with strong bass, loaded with seismic energy, through surprisingly dark, I would even call it juicy, for ceramic drivers, midrange to beady treble, thanks to the diamond tweeter, which soothed my ears. But how does this fare when confronted with music? I assure you, it looks very interesting, but different depending on the repertoire. All music emphasizing rebellion and, so called, kick, was for sure the grist to the mill of those speakers. The creations of groups like Massive Attack or Acid were just phenomenal. When the musicians tried to move my furniture with low, synthetic murmurs, I always had to hold the pile of CDs placed on my table to prevent them from falling. And in situations, when vocals entered, interrupted with whizzes and swishes, I got a solid part of throat action. This was really something, comparable with the best speakers I heard to date. What was most surprising, even after prolonged period of loud listening (you are supposed to listen to such repertoire loud) I did not have ear fatigue due to shouting, analytical sound or similar, it was just a natural reaction to the music, which was tonally balanced. Yes, yes, listening to the newest product of Mr. Gauder there is no mercy. No blah, blah, but a clash with music like on a live event. Of course, if someone wishes to have some background music he will get it too. But in my opinion this will just waste the potential of those speakers. On the other hand, it is always good to have an ace up your sleeve, and when you have the right mood, you can have an energetic, unconstrained concert right in your living room. There is one condition though, your neighbors need to tolerate this. Otherwise you will have a visit from your friendly neighborhood police officer and the concert will be over. A similar situation was when a disc with rock music, like for example Metallica, was put into the drive. The wealth of low guitar riffs and strong drums just massaged my guts, and this is all such music is about. It was a bit different with the German speakers when more etheric and emotional Baroque music was played. Not that it would be dull or too light. Rather this world was shown a bit too literally by the DARC-100. The Gauder showed this repertoire very binary. So when there was a more energetic pull on a string of the baroque guitar, or a stronger hit on the drum, I got a shot in my ear, while it should have been a bit slower in the intentions of the artists. Of course such attention to punctuality and definition of the notes recorded cannot be regarded as an issue, but from experience I know, that when you try too hard, it sometimes goes awry. Yet I do not see this a negative aspect, only as a different point of view on the church music, which is in itself, directed towards soulfulness. So did I find any weaknesses? Yes, one. But not a sonic one, but a hardware one. You will not drive those speakers with a run-of-the-mill amplifier. Those are very demanding constructs, and if you treat them without proper attention, the result might be a complete energetic disaster, with mudding all over, which will not show you even half of what I heard during the test. And from there, there is a very short way to blame the tested speakers for the setback, something they absolutely do not deserve.

As you can see from the text above, the loudspeakers that came for testing, the Gauder Akustik DARC 100 enchanted me in most of the repertoire without any problems. When needed, the listening room walls were moving, and when artificially generated music tried to deafen me in the higher frequencies, my ears suffered as they should. Yes, in delicate musical genres, the beautifully looking German speakers were too literal, but I assure you, this does not mean they cannot handle it. Why? Please take into account my musical preferences and a much more in-depth analysis of this kind of artistry, than the average Smith would do, and you need to look at my remarks with a certain filter. Additionally I will remind you, that the whole set I have, from the source to the loudspeakers was tuned for that kind of music, and when I plugged into that something so energetic like the German boxes, which are real volcanos of energy, the Gauder made the music sound a bit too blunt. And I remind you, that each test is just a coincidental configuration, what makes us immediately think, that even a small change in the electronics or cabling would be able to satisfy even my imagined needs. So to whom I would address the tested speakers? Theoretically to all the representatives of the Homo Sapiens species, who can supply appropriate signal from the amplifier. This is not an offer for those, who use low power amplifiers and high efficiency speakers, but a product, which can move mountains, provided it has enough juice. And this will make those loudspeakers stay in our system for years and years.

Jacek Pazio

Opinion 2

While on the extreme High-End level any kind of compromise, at least officially, should not happen and no constructor, if sane, will not freely confess to make any, yet not all buyers will be happy with the aggrandizement happening in this segment. Reference has many names, and while some people can afford to buy the slender Dynaudio Evidence Master or the large Trenner & Friedl Duke, this does not mean, that he or she needs to have such large boxes at home. This is the reason, that the mentioned manufacturers are making all effort, to fit also such tastes. Hence many kinds of reference stand mount speakers, like the recently debuting Borresen 01, through classic pieces like the Franco Serblin Accordo to the nice, microscopic floor-standers from the same brand Lignea. Of course, if you do not have such need, you can ignore both extremes and choose something with, tersely speaking, “normal” size, what still is accounted to the top level constructs. That was the reasoning of Dr. Roland Gauder, who finished working on his flagship series Berlina and devoted his attention and knowledge to another, absolutely new project, which has all the characteristics of the reference brethren, while having much more compact body. Hence the Darc series was born, from which the middle model, Darc 100, we have now the pleasure to describe.

As we already managed to show you in our photo preview, the 100 arrive in quite modest, standard looking cardboard boxes. No wooden chests, flight-cases or other fancy stuff. Pure cardboard and necessary spacers made from hard foam. That is it. At least theoretically, as when we tried to move them, it turned out, the quite small, 124 cm high, loudspeakers weigh 72 kg (net) each. If that would not be enough, the Gauder must be transported upright, what prevents them to be loaded on a family station wagon or even a big SUV like the Volvo XC-90. But when we decide to spend 40-50 thousand Euro, then we would not need to worry about logistics, this will fall on the distributor, and not us. We will just need to provide appropriate place for the speakers, what we empirically tested in the RCM headquarters and in our listening room, needs to have at least 35-40 square meters and have quite neutral acoustics. And I do not mean we need to make an anechoic chamber out of our listening room, but it is advisable to get rid of the parasitic mods in it.
Like I already mentioned, the Gauder are quite small, even slender, four-driver, three-way loudspeakers ventilated to the bottom. Their overweight, at least compared to the size, comes from the materials used to construct them, as its chassis, narrowing to the back, is made from aluminum ribs, bolted together vertically, with wood-like elements in-between. The front is a sandwich made from MDF with 3mm of slate. The treble is handled by a ceramic, or like in the tested units, a diamond tweeter from Accuton, working in a closed chamber together with a porcelain midrange driver. The pair of woofers have their own, separated, 30 liter space.
The stability of the speakers is provided by an integrated base, which is available in standard version, meaning it extrudes beyond the speaker only to the back, and wide version – present in our tested pair, with a revolutionary system of regulated cones in the front and back. And because the Darc do not have a proper back plate, the double wire terminals WBT-Nextgen were moved to the base, and next to those there are jumpers used to adjust the sound of the speakers to the room characteristics they will be placed in. There is also a very handy spirit level embedded in the base.
Each of the frequency ranges received its own PCB of the cross-over, which, like we are used to in Gauder speakers, has very steep cross-over slopes of more than 60 dB/octave. Another recognition sign of the speakers created under the overlooking eye of Dr. Roland is the company “sufficient” efficiency. Although I found in the Internet some information, that the tested speakers have an acceptable efficiency of 85.2 dB SPL, but I would propose to approach this information with a grain of salt, as values around 80-82 dB are much closer to the truth. It is worth to notice, that with such efficiency and 4 Ohm impedance, you will need solid amplification to power the Darc.

Fortunately it turned out, that our own power amplifier Reimyo KAP-777 was living up to the challenge, and the reserve, powerful class A Abyssound ASX-2000 could just stay a spectator. Leaving aside the fact, that we have taken the Gauder from Katowice straight from the system they were plugged in, we knew, they were very “fresh” so we did leave them for a week to burn-in and format in our system. But even spontaneous, plugged into the system straight after the move, they showed a bit different, yet coherent with what we heard in RCM, characteristic. In short we could say the Darc 100 are impersonation of condensed power just waiting to be released. Like the fairytale genie in Alladins’ lamp they are ready to get released from a small housing and prone with full power. At first you can have the impression, that the scale, volume of the sounds generated by the 100 is not fitting them, as it seems to alleviate the laws of physics. Because we get a big, really big, spectacle from the loudspeakers, which seem to be dedicated to 20-25 square meter rooms, and yet, in our almost 40 square meter big octagon, with the prog-metal “The Astonishing” Dream Theater almost everything shook, with an intensity able to wake up the seismographs in the Polish Academy of Sciences institute located about 20 kilometers away. This is to a large extent attributable to the bass, which went down in regions, usually inhabited only by hellish three-headed Cerberus chasing reprobates’ skulls, thrown to it by the Master of Darkness himself, just for joy. Additionally, in contrast to the common opinion, it could not be accused of being dry or matted, things that are attributed to Accuton drivers by “friendly” opponents, as it evidently operated on the darker side of the force, emphasizing on coexistence first, and only later on contour. All kinds of buildup of guitar riffs supported by drum passages and extended ensemble of the FILMharmonic Orchestra Prague were reproduced with full impetus and dynamics, which could be expected from much larger speakers. But you could feel a slight, very slight, but still, insufficiency resulting from the fact of “gluing” together of studio recorded material with an orchestra, something we did not experience while moving to the disc “S&M” Metallica and “Wagner Reloaded: Live in Leipzig” Apocalyptica, where the scene was surrounded by a screaming crowd, which uttered a primal scream time after time.
Another intriguing thing was the midrange, which had a more palpable, than in the bass, contour and brilliantly reproduced the realism of string instruments and vocal parts. Additionally the sewing together with the bottom and top of the frequency spectrum gave the whole incredible homogeneity. The mentioned Apocalyptica were in fact violas with an orchestra (MDR Sinfonieorchester) and, against appearances, a significant part of the event is happening in the midrange. And, in contrast to Metallica, we did not have a clear separation into, let us call it, electrified and acoustic instrumentation, but a few players operating in the same kind of esthetics as the supporting orchestra. This is the reason why precision of focusing of the virtual sources and handling a very worked out ensemble of the orchestra turned out to be key and showed the class of the Gauder speakers. The polyphonic “Canticum Cantiorum” Les Voix Baroques, so a less big position and much more focused on concentration and playing with silence, showed slightly more lyrical and laid back face of the tested speakers. Support of the lowest octaves was minimized, as both the brass instruments and vocals operated on higher frequencies, and while the bass background added appropriate nobleness to the whole, without etheric first plane suspended in space and the characteristic second reverb, we would have not a substitute, but a caricature of that, what is in the source material, while here the impression of being there and now was undeniable. Here the reference – diamond treble came to voice, which had a resolution that could be described as remarkable, unreachable for most conventional drivers. All kinds of aliquots, or sounds reaching the threshold of audibility had crystal clear cleanness, they were lacking any kind of granularity and at the same time had an unmistakable combination of the mentioned resolution and velvety smoothness. Just listen to “Round M: Monteverdi Meets Jazz” where Roberta Mameli operates in registers which make crystals shatter, and with the Gauder you listen to this album with pleasure, and the treble, although there is a lot of it, for obvious reasons, cannot be accused of any aggressiveness or blatancy. It is referentially precise, diamond clear and almost drilling into our head it brings an incredible amount of information.

Frankly speaking the Gauder Darc 100 should be only an introduction and clear the field for the Berlina RC9, hiding just behind the horizon, but the tricky faith, or better said Dr. Roland Gauder, decided to cross our plans and change our rankings. It turned out, that those small, even for German reality, speakers, instead of giving us a taste of what to expect in the flagship series, provided with over the top dynamics and outstanding resolution can bring us “audiophile nirvana”. And that from speakers which have an acceptable size. Of course it is worth to remember that you need to have appropriately powerful and current capable amplifier, but let us be frank – the Gauder are chosen by people who know, what this game is about, but also aware of their own expectations. So if you were looking at the Berlina RC8 or the mentioned 9, but due to the owned house, or other constraints, were not able to place such big speakers in your listening room, then please go ahead and appoint a listening session of the 100, because all signs on heaven and earth tell, it can be the bull’s-eye.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD: CEC TL 0 3.0 + Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Reimyo KAP – 777
– Loudspeakers: Trenner & Friedl “ISIS”
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
– IC RCA: Hijri „Milon”,
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA

Distributor: RCM
Price: basic version 40 000 €, reviewed version 48 000 €

Technical Details
Construction: 3-way, highpass-filtered bassreflex system
Nominal impedance: 4 Ω
Power Handling: 490 W
Dimensions (HxWxD): 124x 24 x 35 cm
Weight: 72 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

Gauder Akustik Darc 100
artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

A oto jedne z dwóch par kolumn, jakie udało nam się przywieźć z ostatniej wyprawy do katowickiego RCM-u, czyli przepiękne, niemalże kompaktowe i zarazem pioruńsko ciężkie Gauder Akustik Darc 100.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

Neo Alpha
artykuł opublikowany / article published in Polish

Jak widać na załączonych zdjęciach Słowacy z Neo potrafią robić nie tylko stoliki, ale i wielce urodziwe kolumny. Na razie, w ramach chwili odpoczynku po monachijskim szaleństwie, ekspresowy unboxing zgrabnych podłogówek Alpha.

cdn. ..

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

NIME Audiodesign Mya

Link do zapowiedzi: NIME Audiodesign Mya

Opinia 1

Wertując nasze dotychczasowe zmagania testowe bardzo łatwo można się zorientować, że co jak co, ale z małymi kolumnami, z racji sporego gabarytowego salonu odsłuchowego, mierzymy się stosunkowo rzadko. Owszem, kilka przypadków miało swoje pięć minut, ale za każdym razem zmuszeni byliśmy brać poprawkę na nieco mniejszy rozmach generowanego dźwięku. Czy to się sprawdza? Co prawda podobnych spotkań było niewiele, ale na podstawie tych odbytych muszę powiedzieć, że i owszem. Co więcej, za każdym razem te uzbrojone w przetworniki “maluchy” bez najmniejszych problemów pokazywały, że wielu zdecydowanie większych rozmiarowo konkurentów w kwestii budowania głębokiej wirtualnej sceny muzycznej i łatwego znikania z niej po zamknięciu oczu może się od nich uczyć. Dlatego też, gdy nadarzyła się kolejna okazja zaopiniowania kolumn monitorowych nie było trzeba nas namawiać i już w pierwszej, poświęconej logistyce rozmowie temat został zaakceptowany. A z czym będziemy mieli do czynienia? Panie i panowie, mam przyjemność przedstawić Włoszki z krwi i kości (rozwinięcie tego zwrotu w części poświęconej budowie produktów), a konkretnie mówiąc kolumny podstawkowe Nime Audiodesign Mya, których opieki dystrybucyjnej na naszym rynku podjął się krakowski dystrybutor Audio Anatomy.

Akapit dotyczący budowy i wyglądu tytułowych kolumn bez specjalnego wprowadzania w meandry pochodzenia już przy pierwszym spojrzeniu na fotografie kieruje nasze przypuszczenia na znajdujący się na południu Europy land w kształcie buta. Co może być tego przyczyną? Bez żartów. Przecież takiego połączenia próbującego nawiązać do wzorców z filmów science fiction designu wyszukanej bryły i chwytającej za oko kolorystyki nie można się nauczyć. To trzeba wyssać z mlekiem matki, która jest rodowitą mieszkanką Półwyspu Apenińskiego, inaczej może po odebraniu odpowiedniej szkoły w pewien sposób zbliżymy się do włoskiego wysmakowania, ale będzie to co najwyżej próba doścignięcia zmysłu autochtonów, a nie równoprawny artystycznie projekt. Zatem jak to wygląda? Na pierwszy rzut oka dość kanciasto, ale w tych ostrych rysach bez problemu znajdziemy inspirację filmami typu „Obcy”, czy „Predator”. A gdy dorzucimy do tego blask połyskującego srebra frontu z wkomponowanymi weń ceramicznymi przetwornikami, kontynuujące akcent chromu, będące wariacją litery „X”, stabilizujące kolumny na podłożu stelaże i włącznie z jednonogim standem czerwień „Red Ferrari” reszty obudowy, okaże się, że takie połączenie jest w stanie spełnić nawet najbardziej wyszukane gusta naszych drugich połówek. Puentując ten akapit nie można nie wspomnieć, iż dla ułatwienia podłączenia kolumny do zastanego zestawu audio terminale dla kabli głośnikowych zlokalizowano w dolnej części podstawek, a jeśli chodzi o elektryczną aplikację przetworników, mamy do czynienia z konstrukcjami dwudrożnymi.

Jak sygnalizowałem już we wstępniaku, każdorazowe zastąpienie moich trzydrzwiowych szaf filigranowymi monitorkami zmusza mnie do odpowiedniego nastawienia się na zdecydowanie mniejszy udział masy dźwięku podczas słuchania znanych mi płyt. To z jednej strony jest pewnego rodzaju urozmaiceniem testowych pojedynków, ale z drugiej, jeśli coś w przecież dość przypadkowo skonfigurowanym systemie nie iskrzy, temat zaczyna być nieciekawy. I wiecie co? Szczerze powiedziawszy, patrząc na wysiłki konstruktorów w kierunku pięknego wyglądu tuż przed wciśnięciem guzika PLAY byłem pełen obaw, czy aby cała para nie poszła w gwizdek, czyli przekładając na nasze, czy dźwięk nie jest jedynie przystawką do aparycji. I? I tutaj pozytywne zaskoczenie, gdyż to, co wydobywało się z tych dzieł sztuki użytkowej, jawiło się jako bardzo zrównoważony przekaz. Przekaz, który nie krzyczał i nie był przesadnie kanciasty, co biorąc pod uwagę przyklejoną do zastosowanych głośników łatkę szorstkości, szarości i braku pierwiastka muzykalności teoretycznie nie powinno się wydarzyć. A tym czasem, okazało się, ze się da i to na tyle ciekawie, że przy odpowiednim odkręceniu gałki wzmocnienia nawet w moim zdecydowanie za dużym dla testowanych konstrukcji pomieszczeniu dało się poczuć zalążki odpowiednio masywnego basu. Cuda panie, cuda. Naturalnie należy brać siły na zamiary i nie oczekujcie przestawiania ścian, jednak z pewnością to, czego doświadczyłem w dziedzinie niskich rejestrów przez te kilkanaście tygodni nazwałbym sporym zaskoczeniem in plus. Jednak najważniejszą cechą naszego obiektu zainteresowania jest zadziwiająco gładka średnica. Nie przeczę, musiałem wykonać drobną żonglerkę kablami, a i sama elektronika jest nastawiona na gęste granie, ale zapewniam, efekt był bardzo dobry. I gdy do kompletu zalet dorzucę artykułowaną wcześniej umiejętność znikania z pomieszczenia i budowania spektakularnej sceny, samoczynnie zrodzi się niezobowiązująca rada typu: jeśli macie małe pomieszczenia i jesteście w stanie wygenerować odpowiednią liczbę banknotów NBP, Nime Audiodesign Mya mają duże szansę spełnić Wasze nawet najbardziej wyszukane w domenie dźwięku (o wyglądzie już wspominałem) oczekiwania. Macie chęć na dawkę informacji z konkretnymi płytami w roli głównej? Proszę bardzo. Rozpocznijmy do najnowszego krążka wirtuoza kontrabasu Garego Peacock’a z kolegami w kompilacji „Tangents”. Pierwszym co przykuło moją uwagę, był solidny pakiet informacji o pracy instrumentu front mena, którym w tym przypadku był kontrabas. Wszelkie pasaże po gryfie oddane były w zatrważająco (w dobrym tego słowa znaczeniu) szybki sposób. Oczywiście chciałoby się w tym momencie dopalić całość odpowiednią dawką wypełnienia, ale fizyki nie da się przeskoczyć i momentami w temacie udziału w muzyce pudła rezonansowego starszego brata skrzypiec było nieco ubogo. Co prawda wcześniej wspominałem, iż przy odpowiedniej głośności świat basu nabierał rumieńców, ale przecież nie da się słuchać jazzu na poziomach zarezerwowanych dla muzyki rockowej, czy elektronicznej. Niemniej jednak, przy odpowiednim filtrze i zdaniu sobie sprawy, że melomani z kubaturą pomieszczenia sięgającą 100 metrów sześciennych nie są grupą docelową włoskich kolumn, na tle bywającej u mnie konkurencji całość wypadała bardzo dobrze. Ale to nie koniec słodzenia testowanym konstrukcjom, gdyż jestem zobligowany poinformować Was, iż bez względu na fakt, jak odbierzecie przed momentem głoszone opinie, najważniejsze dla tego typu muzyki aspekty typu: głębia i rysunek źródeł pozornych były najwyższych lotów. Jako drugą, mającą pokazać nie tylko zalety, ale i pewnego rodzaju wynikające z samej konstrukcji problemy pozycję wybrałem pochodzącą z Bałkanów Amirę Medunjanin i jej produkcję „Silk & Stone”. W tym przypadku wyraźnie słychać było, że głośniki ceramiczne nigdy nie zagrają jak celulozowe, co tutaj akurat nie było takie złe, gdyż dawały bardzo dobry wgląd nie tylko w artykulację artystki, ale również ciekawie ożywiały będące znakiem rozpoznawczych tamtych stron struny gitar. Tak, było bardzo otwarcie, ale ze smakiem, za który niejeden wielbiciel bezpośredniego grania oddałby nerkę. Na koniec bez najmniejszych oporów mogę powiedzieć, że pomogę naszym bohaterkom, gdyż wspomnę o muzyce elektronicznej, która z założenia powinna być słuchana dość głośno, a to idąc za wcześniejszymi ustaleniami znacznie pomaga w ich całościowym odbiorze. Mam na myśli zespół Yello i znaną z moich zmagań płytę „Touch”. Owszem, nie było trzęsienia ziemi w pierwszym kawałku, ale to, co w dziedzinie basu udało się wygenerować naszym maluchom, wywoływało uśmiech na mojej twarzy, a do tego było okraszone odpowiednią dla tego typu muzy sztucznie wygenerowaną przez syntezatory maestrią alikwot. Sam nie wierzę, że to piszę, ale tak to odebrałem i będę tego bronił w każdej kuluarowej rozmowie ze znajomymi.

Czytając powyższy tekst z pewnością nasunie się Wam refleksja, że miałem do czynienia z czymś wyjątkowym. Małe, piękne i do tego sprawiające dużo radości podczas słuchania muzyki. To wydaje się być niemożliwe, ale zapewniam, cały test był jednym wielkim pozytywnym zaskoczeniem. Jednak abyście Wy odebrali kolumny Mya marki Nime Audiodesign w podobny do mnie sposób, musicie spełnić kilka warunków. Pierwszym jest dysponowanie mocnym wzmacniaczem,. Drugi wymaga dobrego przygotowania się do procesu okablowania systemu. Na koniec chcąc być spokojnym o pozytywny wynik w trzecim punkcie choć nie jako przymus, ale zalecałbym posiadanie ciemno grającej elektroniki. Jeśli któryś z podpunktów koncertowo zlekceważycie, to albo wzmak nie uciągnie głośników ceramicznych, albo zbyt jasny zestaw towarzyszący kolumnom spowoduje upływ krwi z uszu. Ale natychmiast uspokajam, aby osiągnąć wymienioną jako ostatnia spektakularną porażkę, musielibyście nie mieć pojęcia o konfiguracji systemów audio, o co nikogo czytającego nasze przygody z High Endem nie śmiem nawet podejrzewać.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Opinia 2

Na przestrzeni kilkuletniej historii naszego magazynu udało nam się posłuchać i co najważniejsze wpiąć we własne tory audio dość pokaźny zbiór kolumn o nad wyraz szerokim spektrum tak rozmiarowym, jak i cenowym. W celu zobrazowania rozpiętości opisywanej przez nas oferty rynkowej wspomnę o swoistych, goszczących u nas ekstremach w stylu miniaturowych, filigranowych wręcz Trenner&Friedl ART i stojących na przeciwległym krańcu skali ich pobratymcach – Duke’ach, strzelistych Dynaudio Evidence Platinum, czy też tubowych Avantgarde Acoustic Trio. Jednym słowem do wyboru, do koloru a przy tym, z oczywistym wyjątkiem Avantgarde’ów wszystkie goszczące u nas kolumny wyglądały jak … kolumny właśnie. Oczywiście doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z istnienia konstrukcji swą aparycją zbliżonych bardziej do wymyślnych instalacji przestrzennych i współczesnych, nieraz bardzo śmiałych i futurystycznych rzeźb, lecz do powyższego faktu podchodziliśmy bardziej jak do ciekawostki natury przyrodniczej aniżeli istotnego trendu mogącego zagrozić pudełkopochodnemu kolumnowemu mainstreamowi. I pewnie żylibyśmy sobie dalej w tym błogostanie nieświadomości, gdyby nie pojawienie się w ofercie krakowskiego dystrybutora Audio Anatomy włoskiej marki NIME Audiodesign o której wyrobach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że są konwencjonalne i mainstreamowe, bo takie po prostu nie są i już. Jeśli zatem poszukują Państwo niebanalnego wzornictwa i zamiast wstydliwie wtapiać w tło chcielibyście możliwie wyeksponować posiadane kolumny, to … sugeruję z uwagą zapoznać się z niniejszą recenzją zjawiskowych, otwierających portfolio wspomnianej manufaktury, monitorów Mya.

Patrząc na bryłę Nimesów trudno znaleźć istniejący na ziemi (tej ziemi) jakikolwiek ich odpowiednik. Jeśli jednak poszerzymy nieco horyzonty i popatrzmy w górę okaże się, iż takowy, zgodny z nimi wzorzec istnieje, choć pociecha z jego egzystencji jest nazwijmy to delikatnie żadna. Mowa bowiem o legendarnym, powołanym do życia przez Ridley’a Scotta Obcym a dokładnie jego czerepie. Zauważają Państwo podobieństwo? Ano właśnie. Całe szczęście Mye zamiast traktować populację homo sapiens jako jednorazowe wdzianka dla swojego potomstwa wybrały spa w Maranello i lubieżnie wyzywającą czerwień Ferrari. Dzięki temu zamiast krwiożerczych bestii w naszym OPOSie wylądowały włoskie i w dodatku skore do uciech wszelakich bliźniaczki.
Zespolone na stałe z pochylonymi ku tyłowi, ustawionymi na rozczapierzonych, chromowanych łapach standami kolumny dzięki drapieżnej rozszerzającej się w kierunku słuchacza bryle wydają się szykować do ataku. Ich optyczną dynamikę podkreślają czerwony lakier fortepianowy i chromowane, trapezoidalne fronty. Wbrew pozorom geometria ich brył nie wynika jedynie ze względów czysto estetycznych, lecz u podstaw niniejszego projektu leży czysta fizyka (vide obliczenia) mająca na celu redukcję nie tylko wewnętrznych rezonansów, co i powstających już na zewnątrz kolumn – wynikających z dyfrakcji zniekształceń dźwięku. Również same, wykorzystane przez producenta – ukryte za metalowymi maskownicami ceramiczne przetworniki Accutona (25mm tweeter i 27cm mid-woofer) nadają całości mocno industrialnego charakteru. Za najspokojniejszą pod względem wzorniczym płaszczyznę można uznać jedynie ich czarną, przyozdobioną wylotem układu bass refleks ścianę tylną.
Jak z pewnością zdążyli Państwo zauważyć jak na razie nie wspomniałem ani słowem o terminalach głośnikowych, których należy szukać … tuż przy podłodze – na eleganckiej tabliczce znamionowej przytwierdzonej do nogi standu. To pojedyncze, lecz najwyższej jakości WBT-y NextGen a ich lokalizacja okazuje się mieć niebagatelne znaczenie nie tylko dla wszystkich tych, którzy na widok zwisających z wysokości kilkudziesięciu przewodów popadają w ciężką nerwicę i stany lękowe o wątpliwych walorach natury estetycznej nawet nie wspominając, co przede wszystkim ze względów czysto praktycznych. O ile bowiem przy niezbyt ciężkim a przy tym wiotkim okablowaniu problemy natury użytkowej jakoś da się przeboleć, to przy sztywnych i masywnych drutach już tak różowo nie jest. Zaproponowana w Nime lokalizacja przyłączy okazała się dla nas wręcz zbawienna, gdy wraz z równolegle testowanymi Lumen White’ami otrzymaliśmy kompletny set Siltechów Triple Crown a jak wiadomo to nie są ani zbyt wiotkie, ani tym bardziej lekkie „druty”.

Nie ukrywam, że z dostawą tytułowych monitorów związane były nasze pewne obawy, gdyż w większości znanych nam w Hi-Fi przypadków łapiący za oko design nad wyraz rzadko idzie w parze z choćby akceptowalnym brzmieniem a i obecność markowych przetworników potrafi zamiast pomagać być przysłowiowym gwoździem do trumny. Tym bardziej, gdy mowa o ceramicznych Accutonach, które najdelikatniej rzecz ujmując nie są najłatwiejsze w aplikacji, co pokazał przykład dość dyskusyjnych pod względem uniwersalności, nomen omen również włoskich Albedo Aptica . Krótko mówiąc nie mając bladego pojęcia czego możemy się po NIME spodziewać delikatnie je rozpakowaliśmy (co uwieczniliśmy w stosownej zajawce) i zaczęliśmy niezobowiązująco wygrzewać, gdyż zgodnie z zapewnieniami dystrybutora ich przebieg był praktycznie zerowy. O dziwo pierwsze, jeszcze nieśmiałe generowane przez Mye dźwięki okazały się na tyle intrygujące, że początkowe obawy prysły jak bańki mydlane a nam ewidentnie zeszło związane z nimi ciśnienie. Abstrahując powiem od wybitnie śmiały design włoskie monitory grały nie dość, że całkiem normalnie – czyli bez udziwnień, co po prostu dobrze. I to zupełnie niewygrzane! Kiedy standardowy, jednak okres ochronny minął wzięliśmy się za ostre strzelanie, bo nawet od najładniejszych monitorów za ponad 50 kPLN oczekiwaliśmy nieco więcej aniżeli tylko „dobrze”. W dodatku, skoro Jacek pastwił się nad nimi z użyciem własnego i na stałe rezydującego w OPOSie tranzystorowego systemu redakcyjnego ja postanowiłem nieco zaryzykować i większość odsłuchów prowadziłem z użyciem dzielonej, lampowej amplifikacji Phasemation CA-1000 & MA-2000 a jako kolumnowy punkt odniesienia wybrałem zamiast ISISów oparte również na drajwerach Accutona … Lumen White’y Kyara. Ot taka moja wrodzona krnąbrność, żeby jeśli tylko jest ku temu okazja, to na własne uszy sprawdzić, jak to właściwie jest z tą wręcz legendarną trudnością z prawidłowym wysterowaniem ceramików. Szczerze powiem, że do niniejszego eksperymentu niejako pośrednio skłoniła mnie jedna z ostatnich rozmów z dr. Rolandem Gauderem, który właśnie w lampach i to o dziwo wcale nie najmocniejszych widział wdzięcznych partnerów dla swoich, opartych na wiadomych przetwornikach kolumn.
I jak? Śmiem twierdzić, że świetnie, gdyż dźwięk oferowany przez Mye przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Pierwsze co zwracało uwagę to zaskakujący jak na tak niewielkie, dwudrożne konstrukcje, mocny i przy tym nisko schodzący bas, który w naszym blisko czterdziestometrowym oktagonie okazał się całkowicie wystarczający. Oczywiście stojące tuż obok Kyary w tym temacie potrafiły zdecydowanie więcej, lecz biorąc pod uwagę drastyczną różnicę gabarytów (o cenie nawet nie wspominając), to wykazującym zamiłowanie do motoryzacyjnej kolorystyki Włoszkom należą się w tym momencie w pełni zasłużone brawa, gdyż materiałem testowym, jakim się posiłkowałem był album „Thunder” super tria Stanley Clarke, Marcus Miller, Victor Wooten, gdzie oprócz trzech gitar basowych sporo do powiedzenia mają również perkusjonalia. Skomplikowane linie melodyczne, wieloplanowa struktura poszczególnych kompozycji i wirtuozerskie popisy frontmanów nie dość, że nie nużyły słuchaczy, to i samym kolumnom nie sprawiły większych problemów. Oczywiście fani iście koncertowych poziomów głośności i typowego dla systemów PA „kopiącego” basu zamiast NIME z pewnością wybiorą Everesty JBLa, ale nie tylko dla „normalnego” przedstawiciela homo sapiens, lecz i dla zmanierowanego, jak piszący te słowa, tetryka motoryka, dynamika i tzw. PRAT (Pace, Rhythm, and Timing) nie pozostawiały wątpliwości, że z Myami nudzić się nie sposób.
Kolejnym stereotypem z jakim przyszło się zmierzyć tytułowym bliźniaczkom był mówiący, iż z ceramicznych tweeterów słodyczy i połączonej z rozdzielczością otwartości uzyskać się nie da. Najwidoczniej jednak Nico Memoli (właściciel marki) nic o tym nie wiedział, gdyż NIME ani myślą stawiać na matowość śmiało zmierzając w kierunku kremowo-karmelowej gładkości wyznaczonej swojego czasu przez starsze modele Estelona. Nawet zazwyczaj nieco matowy głos Joan Osborne na „Songs of Bob Dylan” nabrał nieco słodyczy i blasku znacząco zyskując na jakości. Sięgnięcie po klasyczną wokalistykę – „Dolce Duello” Cecilii Bartoli, której na wiolonczeli akompaniuje Sol Gabetta wraz z Cappella Gabetta również okazało się trafną decyzją. Nie dość bowiem, że sam mezzosopran koloraturowy Bartoli otrzymał wielce przyjemną konsystencję, co kontury wspomnianego instrumentu smyczkowego, który swymi gabarytami ewidentnie przypadł do gustu tytułowym monitorkom, zaskakiwały stabilnością i wyrazistością.
Na koniec, żeby niniejsza recenzja nie przypominała ociekającej lukrem laurki postanowiłem dać nieco NIME do wiwatu i w odtwarzaczu wylądował symfoniczny krążek „S&M” … Metallicy. Na zdrowy rozsądek to nie miało szans skończyć się happy endem. Wspomagani wielkim aparatem wykonawczym giganci heavy metalu, czterdziestometrowe i w dodatku wysokie pomieszczenie w połączeniu z bądź co bądź dość niewielkimi monitorkami to wręcz idealny przepis na porażkę. Tymczasem w Mye wstąpiło jakieś złe, bo na orkiestrację największych przebojów „Mety” rzuciły się jak szczerbaty na suchary z zaskakującym entuzjazmem i swobodą wypełniając naszego OPOSa solidnym i noszącym wyraźne znamiona potęgi dźwiękiem. I to wszystko z zaledwie 25W lampowymi końcówkami w roli amplifikacji. Cuda, bądź moja zbyt daleko posunięta konfabulacja? Ani to, ani to drodzy Państwo. Powyższe zjawisko nosi bowiem miano synergii a takowa właśnie miała podczas niniejszego testu miejsce. Tylko tyle i aż tyle.

Choć konfiguracja systemu, w którym mające podobnież największy wpływ na finalne brzmienie kolumny kosztują mniej więcej tyle, co pojedyncze przewody zasilające a wzmocnienie jest od nich sześciokrotnie droższe, wydaje się dość kuriozalnym pomysłem, to praktyka, vide niniejszy test, dowodzi iż w tym szaleństwie jest metoda i czasem mniej znaczy lepiej. Oczywiście nie próbuję nikogo nakłaniać, by mając sporej wielkości -kilkudziesięciometrowe pomieszczenie odsłuchowe na upartego „ubierał się” w tytułowe NIME Audiodesign Mya, ale już w 20-25 metrach ich odsłuch znacząco zyskuje na sensowności. I niech nie zmyli Was ich typowo lifestyleowa aparycja – to są rasowe monitory i to z najwyższej półki. Nie wierzycie? To posłuchajcie, inaczej zweryfikować mojego bajkopisarstwa się nie da.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Audio Anatomy
Cena: 53 750 PLN

Dane techniczne:
Przetworniki: 25 mm ceramiczny wysokotonowy, 170 mm ceramiczny średnio-niskotonowy
Pasmo przenoszenia: 40 Hz – 20 kHz
Skuteczność: 88 dB
Impedancja: 8 Ω
Rekomendowana moc wzmacniacza: 15 – 120 W
Wymiary (razem ze standem W x S x G): 1080 x 280 x 700 mm
Waga: 30 kg

System wykorzystywany w teście:
Odtwarzacz CD/SACD: Accuphase DP-720
Przedwzmacniacz: Phasemation CA-1000
Końcówki mocy: Phasemation MA-2000
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”; Lumen White Kyara
Kable głośnikowe: Siltech Triple Crown
IC RCA: Siltech Triple Crown
XLR: Siltech Triple Crown

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Accuton

Gauder Akustik Darc 5

Opinia 1

Kiedy pod koniec września relacjonowaliśmy otwierające tegoroczną edycję wrocławskiego Audiofila spotkanie, którego gospodarzem, oczywiście oprócz organizatora – Piotra Guzka, był katowicki RCM nie omieszkaliśmy zwrócić Państwa uwagi ku mającej wtenczas (prawdopodobnie) światowej premierze jeszcze prototypowych kolumn Gauder Akustik Darc 4. Niewielkie, lecz zaskakująco ciężkie podłogówki nawet w mało sprzyjających – hotelowych wnętrzach porażały dynamiką, rozdzielczością i przede wszystkim wolumenem generowanych dźwięków. Bardzo szybko okazało się, że ich sekret drzemie w wykonanej w całości z aluminium obudowie, oraz w umiejętnej aplikacji wykonywanych na indywidulne zamówienie, modyfikowanych przetworników Accutona. O topologii zwrotnic i innych niuansach pozwolę sobie tym razem się nie rozwodzić, lecz osobom zorientowanym w temacie bezkompromisowego podejścia dr. Rolanda Gaudera mam nadzieję przedstawiać nie trzeba. Proszę się jednak nie martwić, że nie mając już nic ciekawego do pokazania ekshumujemy jakieś starocie, gdyż niniejsza mała retrospekcja stanowi jedynie wstęp do dzisiejszego świątecznego mini reportażu. I to reportażu nie byle jakiego, gdyż dokumentującego czysto towarzyski odsłuch poprzedzający … światową premierę usytuowanych oczko wyżej w firmowym portfolio Gauder Akustik, również prototypowych kolumn Darc 5.

Tak, tak. Nie przewidziało się Państwu. Gauder Akustik Darc 5 mają zostać oficjalnie przedstawione światu dopiero podczas przyszłotygodniowej, jubileuszowej (20-tej) edycji Audio Video Show. Tymczasem … korzystając z uprzejmości i zaproszenia Rogera Adamka – właściciela wspomnianego już RCMu – dystrybutora niemieckiej marki, wraz z Jackiem postanowiliśmy urządzić sobie świąteczny maraton i bladym świtem, w strugach ulewnego deszczu wyruszyliśmy na południe Polski. Nieczęsto się bowiem zdarza okazja do posłuchania owianych na razie tajemnicą stricte ultra high-endowych konstrukcji w kontrolowanych i co najważniejsze doskonale nam znanych, a przy tym bez porównania lepszych od wystawowych, warunkach. Jakby tego było mało kolejnym, jak się okazało nader skutecznym, wabikiem okazało się już wcześniej „zaanonsowane” przez Jacka szwedzkie ramię Swedish Analog Technologies – SAT Pickup Arm, tym razem zamontowane na „budżetowym” gramofonie TechDAS Air Force III i uzbrojone w wielce urodziwą wkładkę TechDAS Ti.

Jakby tego było mało w torze znalazł się również prototypowy – flagowy phonostage RCM Audio i potężne monobloki Vitus Audio SM-103.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły o brzmieniu powyższego seta można wyrazić się wyłącznie w samych superlatywach. O ile bowiem mniejsze Darc 4 były w swej spontaniczności i skali generowanego dźwięku zaskakujące, to 5-ki dziarsko wkraczają na poziom porażającej spektakularności i to przy równie wyżyłowanej rozdzielczości i precyzji. Oczywiście niebagatelny wkład w efekt finalny w dniu dzisiejszym miało samo ramię SAT-a, ale tak jak już zdążyłem nadmienić w ramach niniejszej „zajawki” skupiam się na końcowym i ogólnym wrażeniu a ewentualne dociekania takowego stanu rzeczy pozostawiam na przyszłość i ewentualne odsłuchy w naszym redakcyjnym OPOS-ie.

Zatem na zachętę i formę mobilizacji do ruszenia tej części ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, na najbliższe Audio Video Show, dodam jedynie to, że właśnie dziś, na pokrótce przedstawionym powyżej systemie, stanowiącym w pewnym sensie przedsmak tego, co czeka odwiedzających warszawską wystawę, dane mi było wysłuchać najbardziej ekscytującej i wywołującej prawdziwe ciary w mojej bajkopisarskiej historii reprodukcji LP ze ścieżką dźwiękową „The Fifth Element” a proszę mi wierzyć, że wcale nie tak łatwo wywołać u mnie ostatnimi czasy podobne reakcje.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na delikatnie zawoalowaną na głównym banerze naszego portalu reklamę produktu ze stajni katowickiego RCM-u, ale jeśli nie, przypomnę, iż owa zajawka zapowiada przygotowywaną na najbliższą warszawską wystawę audio-maniaków AVS 2017 światową premierę nowych kolumn niemieckiego Gauder Akustik – modelu Dark 5. Tak tak, mająca odbyć się za kilka dni impreza jest na tyle liczącym się na mapie globu wydarzeniem (nie pomyliłem się, globu), że coraz częściej, można by powiedzieć rozdający karty na szeroko rozumianym rynku audio konstruktorzy, traktują ją jako wręcz idealny moment na wypromowanie swoich najnowszych konstrukcji. Jednak informacja o ważności czekającego nas muzycznego mitingu nie byłaby pełna, gdybym nie wspomniał, iż sam właściciel przywołanego brandu Pan Dr. Roland Gauder przybędzie nań osobiście, co dla zainteresowanych zagadnieniami technicznymi budowy kolumn będzie wyśmienitą okazją do kuluarowych i być może nawet bardzo zaawansowanych technicznie wymian zdań. Intrygujące, nie sądzicie?

Jak wskazują załączone do dzisiejszego tekstu fotografie, rozmiar oczekujących na swój debiut konstrukcji oscyluje w okolicach będącego w ofercie marki modelu Cassiano, ale zapewniam, to są całkowicie odmienne pomysły na dźwięk. I nie chodzi tylko o przetworniki, zwrotnice, czy rozmiar skrzynek, ale w głównej mierze zmiany dotyczą materiału wykorzystanego do wykonania obudowy. O co chodzi? Sądzę, że głębiej przyglądający się rynkowi kolumn melomani już jakiś czas temu zdążyli się zorientować, że poważni producenci zespołów głośnikowych w kwestii obudów stawiają na aluminium. I właśnie tą drogą podąża najnowsza seria kolumn Gauder Akustik Dark. Ja wiem, każdy producent posiadając odpowiednie zasoby finansowe może pójść w tę stronę, ale słowem, a tak prawdę mówiąc stwierdzeniem kluczem jest fraza “trzeba mieć odpowiednie doświadczenie, aby konstrukcja bez efektu przysłowiowego dzwonienia (przecież mamy do czynienia z metalem) wiernie odtwarzała dźwięk, a nie próbowała go naśladować”. Łatwizna? Bynajmniej. Słyszałem kilka prób z podobnymi rozwiązaniami i bywało co najwyżej znośnie, co pokazuje, że użycie aluminium nie jest gwarantem sukcesu sonicznego. Zatem, czy Dr. Rolandowi Gauderowi udało się stworzyć coś na miarę przełomu? O nie, choć miałem okazję posłuchać walorów muzycznych opisywanej nowości, tego ode mnie się nie dowiecie. Dlaczego? Ano dlatego, że przyjeżdżając na wystawę sami przekonacie się (na ile jest to możliwe w warunkach pokazu dla wielu słuchaczy jednocześnie), jakie możliwości drzemią w kolumnach wykorzystujących w konstrukcjach swych obudów ten bardzo modny ostatnimi czasy metal. Zainteresowani? Jeśli tak, zapewne spotkamy się w najbliższy piątek na tegorocznej edycji Audio Video Show 2017 w sali Azalia hotelu Golden Tulip.

Jacek Pazio