Tag Archives: Audiosource


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Audiosource

Farad Super6

Link do zapowiedzi: Farad Super6

Opinia 1

Choć po raz kolejny przyszło nam pochylić się nad kwestią zasilania o nazwijmy umownie „audiofilskim zacięciu”, to tym razem zamiast pastwić się nad ogólnodostępnymi 230V naszą uwagę zwróciła frakcja niskonapięciowa, czyli ta skierowana ku odbiornikom pracującym w granicach 5-24V i apetycie na prąd o natężeniu max.10A. Jeśli tylko sięgniecie Państwo pamięcią wstecz, to co bardziej zainteresowanym tematem jednostkom pod kopułą powinny zacząć kołatać egzystujące w owym obszarze zasilacze w stylu rodzimego JCAT OPTIMO 3 DUO, „pachnących lasem” Silent Angeli (Forester F1 i F2), SOtM SPS-500, czy też zdobywających coraz liczniejsze grono wiernych akolitów niderlandzkich Faradów – budżetowego Super3 i topowego Super10. A gdy do tego grona dorzucimy jeszcze np. nad wyraz rozbudowana ofertę Keses-a, to jasnym powinno się stać, że jest w czym wybierać. Jak to jednak w życiu audiofila bywa od przybytku głowa nie boli a wręcz przeciwnie, gdyż przesyt, przekroczenie krytycznego stężenia cukru w cukrze, czy nawet klęska urodzaju nie jest powodem do zmartwień a jedynie triggerem do normalizacji cen i śrubowania kluczowych parametrów dostępnych na rynku produktów. I właśnie stajemy się świadkami takiego zagęszczania katalogu jednego z ww. graczy, gdyż już dwukrotnie goszczący na naszych łamach Farad power supplies postanowił rozszerzyć swe portfolio o tzw. ofertę środka, czyli usytuowany pomiędzy podstawową 3-ką i flagową 10-ką zasilacz o wszystko mówiącej nazwie Super6. Skoro postanowił, to tak zrobił a z rezultatem radosnej twórczości rezydującej w Rhenen ekipy przyszło nam się w ramach niniejszej recenzji zmierzyć, z czego też spowiadamy się poniżej.

Zgodnie z firmową nomenklaturą, oraz logiką, co jak wiadomo nie zawsze idzie w parze Super6 tak pod względem gabarytów, jak i osiągów plasuje się pomiędzy swoim rodzeństwem. Ze swoim całkiem poręcznym (215 x 290 x 52 mm S x G x W) korpusem i w pełni akceptowalną wagą (3 kg) nie jest zatem tak niepozorny jak 3-ka (130 x 200 x 40 / 1,6 kg) a do dzierżącej królewskie insygnia 10-ki (260 x 320 x 70 / 7.8 kg) brakuje akurat tyle, by potencjalny nabywca nie musiał zbyt długo zastanawiać się na co może sobie pozwolić / na co ma miejsce na półce. Kluczową kwestią jest jednak niezaprzeczalna spójność projektów plastycznych bazujących na nieco surowych i minimalistycznych a tym samym nieprzesadzonych kanonach. Mamy zatem do czynienia z nader udanym przykładem przeskalowania pomysłu na front znanego z Super10, czyli zazębiających się ze sobą dwóch płaszczyzn masywnego aluminiowego frontu, finalnie tworzących obrys litery F w centrum której umieszczono błękitną diodę informująca o stanie pracy zasilacza. Zapewne z racji niższego urodzenia 6-kę pozbawiono firmowego, wyfrezowanego na płycie górnej logotypu, więc musi zadowolić się jedynie białym oznaczeniem na awersie. Ściany boczne wykonano w formie wzdłużnie użebrowanych radiatorów, które nie tyle odprowadzają generowane w trzewiach ciepło (którego jest praktycznie jak na lekarstwo), co skutecznie usztywniają całość korpusu. Z kolei ściana tylna daleka jest od minimalizmu. Do dyspozycji mamy, patrząc od lewej, gniazdo triggera z hebelkowym aktywatorem, przycisk resetu (użycie zalecane przy przepinaniu się pomiędzy różnymi odbiornikami) , czteropinowe, zakręcane gniazdo wyjściowe GX16-4 ze złoconymi pinami, zacisk uziemienia z przełącznikiem i rodowane trzybolcowe gniazdo zasilające IEC Furutecha. Uwagę zwraca brak włącznika głównego, co jasno daje do zrozumienia, że raz podłączony do prądu zasilacz w takim stanie powinien przebywać permanentnie. Potwierdził to z resztą w prowadzonej przeze mnie korespondencji sam Mattijs de Vries podkreślając, że pełnię swoich możliwości zarówno sama 6-ka jak i dostarczony wraz z nią nowy przewód L2-C osiągają dopiero po ok. 300 godzinach pracy. Z miłych akcentów warto z pewnością zwrócić uwagę na niepozorne firmowe nóżki antywibracyjne, które zamiast zwykłych gumowych półkul (jak w 3-ce) są zdecydowanie bardziej zaawansowanymi karbonowo – klonowymi sandwichami, więc niejako z automatu zwalniają nas z konieczności rozglądania się za stosownymi akcesoriami.
Jak łatwo się domyślić również i w swych trzewiach Super6 wykorzystuje niektóre rozwiązania znane z recenzowanego na naszych łamach rodzeństwa, więc i technicznie egzystuje pomiędzy nimi. Wykorzystuje bowiem pochodzący z Super10 stopień wyjściowy lecz w nieco odchudzonej konfiguracji (4 regulatory równolegle zamiast 6, ma również w pełni foliowany stopień wyjściowy, ale MKS zamiast MKP). Idąc dalej, transformator i dławik są niemalże takie same, jak w Super10, lecz ustępują im pod względem mniejszej o jedną warstw ekranowania, więc mogą pochwalić się „jedynie” trzema – jak w Super3. Z kolei Super6 od niżej urodzonego rodzeństwa odróżnia zastąpienie klasycznego bezpiecznika termicznym wyłącznikiem magnetycznym TMCB (thermal magnetic circuit breaker), który zgodnie z zapewnieniami producenta deklasuje większość, jeśli nie wszystkie, klasyczne – rurkowe bezpieczniki jakie do tej pory stosowali pod względem transparentności. Nie mogło też zabraknąć kluczowego w Faradach banku superkondensatorów EDLC (Electric Double Layer Capacitor) o łącznej pojemności … 8,3F (dla przypomnienia również 5V wersja Super3 dysponowała 3,3F a Super10 mogła pochwalić się aż 16.7F). Małe co nieco, zmieniło się również w dołączonym do zasilacza okablowaniu, gdyż tym razem zamiast przewodu DC L2 Classic otrzymaliśmy nowo powstałą, wyższą wersję L2-C stanowiącą pomost pomiędzy protoplastą a topowymi L3-C.

Mając doskonale wyryte w pamięci wspomnienia po fenomenalnym Super10 i jednocześnie korzystając na co dzień z dobrodziejstw duetu Super3-ek z wrodzoną ciekawością podszedłem do odsłuchów „średniaka”. Nie wiedziałem bowiem za bardzo czego się spodziewać – realnego progresu w stosunku do podstawkowego modelu, odcinania kuponów i pławienia się w sławie flagowca, czy też właśnie … nie wiadomo czego. I powiem (napiszę?) szczerze, że się nie zawiodłem, gdyż nasz dzisiejszy bohater czerpiąc pełnymi garściami z dorobku swego rodzeństwa w pewnych aspektach, o których dosłownie za chwilę, obrał własną, poniekąd równoległą do poprzedników drogę. Aby jednak dojść do takich wniosków potrzebował czasu, dużo czasu, gdyż wyjęty prosto z kartonu nie tylko nie zbliżał się do osiągów Super10-ki, co poległ z kretesem w bezpośrednim starciu z moją dyżurną Super3-ką. Zagrał bowiem na tyle ospale i bez nawet śladowych przejawów entuzjazmu, że początkowo zacząłem obawiać się, że trudy podróży odcisnęły na nim zbyt wyraźne piętno. Skoro jednak profilaktyczne opukiwanie i delikatne potrząsanie nie zaowocowały jakimiś niepokojącymi dźwiękami latających po trzewiach komponentów czym prędzej zagaiłem Mattijsa co może być powodem powyższych anomalii. Na odpowiedź, w dodatku dość zaskakującą, nie musiałem zbyt długo czekać i brzmiała ona mniej więcej tak – „Przez pierwsze 50-300 godzin może być naprawdę … źle. Cierpliwości.” Łatwo powiedzieć. Całe szczęście dysponując zarówno dyżurnym Silent Angelem Bonn N8, jak i równolegle testowanymi switchami QSA Violet & Red bez większych problemów mogłem grać z jednego zestawu jednocześnie wygrzewając drugi na bocznym torze. Tak też zrobiłem, co jakiś czas rzucając uchem cóż tam może nie tyle w trawie, co sieci piszczy. I o ile przez pierwsze trzy doby walory soniczne Farada iście „radiową” urodą dorównywały co bardziej zdeformowanym Orkom niezgrabnie przemykającym przez kadry „Pierścieni władzy” wywołując stany lękowe ospałością i dwuwymiarowością sceny, to mniej więcej pod koniec pierwszego „roboczego” tygodnia Super6-ka zaczęła powoli acz sukcesywnie „odjeżdżać” Super3-ce, by w trakcie weekendu wyraźnie wysunąć się na prowadzenie a następnie, w ciągu kolejnego tygodnia, niezagrożona dojechać na zupełnym luzie do mety.
Przejdźmy jednak do konkretów i w pełni wygrzanego stadium, gdyż to właśnie wtedy do głosu doszła pewna natywna cecha tytułowego zasilacza stanowiąca o jego odmienności. Otóż jasnym stało się, że 6-ka oferując ponadprzeciętną swobodę i oddech nader udanie korespondujące ze wspomnieniami Super10-ki, ma odrębne zdanie co do precyzji definiowania źródeł pozornych oraz rozdzielczości. Nie oznacza to bynajmniej upodobania do onirycznego impresjonizmu operującego raczej plamami aniżeli odrębnymi bryłami, lecz przedkładanie warstwy komunikacyjno-interakcyjnej ponad aptekarską dokładność w prowadzeniu kreski kontury kreślącej. Używając porównań z i odwołań do egzystujących w naszej branży archetypów można byłoby uznać Super6 za bardziej „analogowy” i „muzykalny” odłam Faradów a wspomagając się fotograficznymi analogiami śmiało można byłoby przypisać jej cechy „portretowego” obiektywu nieco inaczej, znaczy się bardziej plastycznie, „rysującego” od szkła macro o takiej samej ogniskowej. Dzięki czemu nieco uatrakcyjniając i cywilizując reprodukowany materiał czarowała głębią barw i soczystością przekazu jednocześnie unikając nudnej na dłuższą metę przesadnej słodyczy, czy uśredniającej całość gładkości. Dlatego też nawet na jakże dalekim od audiofilskich wzorców „The Cold White Light” Sentenced z jednej strony mogłem cieszyć tak uszy, jak i trzewia iście apokaliptycznym rozmachem i właściwą reprodukowanemu gatunkowi dynamiką a z drugiej niejako z automatu zwolniony zostałem z konieczności przymykania ucha na niekoniecznie w pełni czyste blachy, czy też nie do końca rozdzielcze drugoplanowe partie gitar i perkusji. Niby znane mi niedoskonałości cały czas tam były i bez najmniejszych problemów mogłem je wskazać, lecz co innego być a co innego obsesyjnie zabiegać o uwagę słuchacza. A z Super6 w torze jasnym było, że zdecydowanie większą atencją wypada obdarzyć Ville Laihialę i to na niego kierowane były reflektory na scenie i to jemu przypadł zaszczyt używania wyższej klasy mikrofonów. Nie był to jeszcze ten poziom atłasowości, co przy użyciu wychodzących spod rąk Martina Kantoli cudeniek sygnowanych przez Nordic Audio Labs, ale wszystko zmierzało w tym kierunku.  Oczywiście mistrzowsko szyjący na swych wiosłach Miika Tenkula i Sami Lopakka nie chowali się po kątach, lecz stojąc pół kroku za frontmanem nader skutecznie budowali przysłowiową ścianę dźwięków. I tu potwierdzająca ewolucję i zbawienne skutki wygrzewania ciekawostka, gdyż początkowo ww. album brzmiał dość dwuwymiarowo, co niespecjalnie mnie bulwersowało, czy też dziwiło, gdyż miałem świadomość, iż właśnie tak on zazwyczaj brzmi. Mamy z przodu wokal a reszta jest dość skutecznie ze sobą „sklejona” tworząc niemalże monolityczne tło. Tymczasem pod koniec zalecanego okresu akomodacji nastąpił swoisty przełom i nie tyle pierwszy plan się przybliżył, gdyż niderlandzki zasilacz ograniczył się jedynie do jego sugestywnego dosaturowania, co dalsze plany odjechały w głąb sceny dokonując pomiędzy sobą wyraźnej separacji a tym samym zapewniając jej, znaczy się scenie, pełne prawa do miana trójwymiarowej.
Podobne obserwacje poczyniłem podczas kilku odsłuchów iście szamańsko – wikińskiego „Fimbulvinter” Nytt Land gdzie z jednej strony ewidentny mistycyzm połączony z niemalże „grzybopochodną” transowością świetnie korespondował ze staronordycką warstwą wokalną, naturalnym instrumentarium, czy też odgłosami przyrody. A tytułowy zasilacz z jednej strony dbał o koherencję i spójność prezentacji a z drugiej pozwalał budować zaskakująco obszerne plany dalece wykraczające nie tylko poza rozstaw kolumn, co ściany pokoju odsłuchowego. Było to o tyle ciekawe, że zazwyczaj uprzestrzennienie dźwięku wiąże się z jego przesadną konturowością, czy też przesunięciem równowagi tonalnej ku górze, by w możliwie prosty sposób nadać jej znamion eteryczności a tymczasem nasz gość potrafił „otworzyć” dźwięk jednocześnie dbając o jego odpowiednie dociążenie i plastyczność kreśląc kontury źródeł pozornych nieco grubszą, mocniejszą kreską aniżeli ma to w zwyczaju czynić Super3.

Nieuchronnie zmierzając ku końcowi testów i zbierając się do wyartykułowania finalnych wniosków nieśmiało chciałbym zwrócić uwagę na kilka podstawowych aspektów. I tak, nie da się ukryć, że zasilanie należy uznać za krytyczną i trudną do przecenienia składową współczesnych systemów. Nie da się również ukryć, że różnice w brzmieniu samych zasilaczy są ewidentne, czego z resztą samo portfolio Farad power supplies jest najlepszym przykładem. A nasz dzisiejszy bohater, czyli Super6 dodatkowo udowadnia, że oprócz dobrostanu energetycznego jak się chce i potrafi można również nieco poczarować w domenie muzykalności i koherencji przekazu. Dlatego też jeśli tylko dążycie Państwo do pełnej transparentności i bezkompromisowej holografii, to może być wam bardziej po drodze z Super10, jeśli jednak przede wszystkim szukacie w dobiegających Waszych uszu dźwiękach piękna muzyki, to śmiem twierdzić, że Super6 spełni Wasze oczekiwania z nawiązką. Wystarczy jedynie dać mu dłuższą chwilkę na rozwinięcie skrzydeł i złapanie wiatru w żagle a kwestią ewentualnego odesłania go po testach możecie przestać zaprzątać sobie głowę … gdyż raz wpiętego w system raczej już nie wyeksmitujecie.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; Quantum Science Audio (QSA) Violet & Red + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Nie od dziś wiadomo, że dobre zasilanie w zaawansowanym torze audio to tak naprawdę elementarz naszego hobby. Naturalnie mówiąc o dobrym prądzie nie mam na myśli jedynie głównej elektroniki, tylko pełne spektrum urządzeń z zapotrzebowaniem na energię elektryczną. Niestety życie jest brutalne, bowiem gdy chcemy osiągnąć maksimum jakości z brzmienia danego systemu, całość prezentacji może położyć nawet tak banalna sprawa, jak potraktowanie po macoszemu choćby switcha sieciowego. Tak tak, wydawałoby się, że tak nieistotny, bo jedynie rozdzielający sygnał w torze plikowym komponent nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Jednak w praktyce z uwagi na słabą jakość dostarczanej energii elektrycznej – zwyczajowo w komplecie są zasilacze wtyczkowe – często okazuje się być wąskim gardłem danej układanki. Wiem, bo sam to przerabiałem i kolejny raz udowadnia mi to dostarczony do testu produkt. Jaki? Flagowcem – Super10 – mieliśmy już z Marcinem okazję się pobawić. Z 3-kami walczył już on sam. Jednak wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż szczyt oferty często jest zbyt obciążający budżet melomana, zaś początek cennika nierzadko zbyt dużym kompromisem, dlatego Niderlandczycy z manufaktury Farad zajmującej się zasilaniem komponentów audio po raz kolejny własnym sumptem dostarczyli do naszej redakcji pachnący jeszcze rynkową nowością, mający wypełnić lukę pomiędzy recenzowanymi modelami 3 i 10 zasilacz Farad Super6.

Nasz bohater podobnie do swoich braci jest średniej wielkości prostopadłościenną, niewysoką i stosunkowo niezbyt głęboką, aluminiową skrzynką. Jednak na tyle obszerną, aby skryć w swych trzewiach sporej wielkości zasilacz toroidalny, bogaty zestaw kondensatorów i kilka układów poprawiających dostarczany do dedykowanych urządzeń sygnał elektryczny. Jego front w ramach uniknięcia zbytniej, zazwyczaj nudnej prostoty wizualnej jest wariacją nachodzących na siebie w centralnej części, dwóch zwieńczonych schodkami płaszczyzn. Jeśli chodzi o jego wyposażenie, z uwagi na dość mocno sprecyzowane, polegające jedynie na wygenerowaniu dobrej jakości energii elektrycznej zadanie idealnie po środku awersu, pomiędzy wspomnianymi schodkami znajdziemy symboliczną niebieską diodę informującą jego pracę. Co do tylnego panelu, ten jest znacznie bogatszy w akcesoria regulacyjne i niezbędne przyłącza. Znajdziemy na nim dwa przełączniki hebelkowych wyboru pracy – Mode (obsługa triggera) i Float (prowadzenie masy), zacisk uziemienia, gniazdo Trigerra oraz oczywiście dwa najważniejsze gniazda prądowe, jakimi są IEC dla 230V i okrągłe czteropinowe 5V jako wyjście zasilania do w moim przypadku switcha sieciowego. Zwieńczeniem dostarczonego do testu kompletu jest kabel prądowy po wygenerowaniu przez Farada model L2-C – marka w swojej ofercie ma ich kilka o zróżnicowanej cenie w zależności od jakości konstrukcji.

Jak wypadł tytułowy produkt mający wypełnić lukę cenową i jakościową w portfolio Farada? Otóż chyba nikogo nie zdziwi fakt, że tak jak został zaprojektowany, ze swoimi aspektami sonicznymi brylował pomiędzy wcześniej opiniowanymi konstrukcjami. Po podpięciu do switcha w miejsce zasilacza wtyczkowego, ten ostatni w pierwszej kolejności odwdzięczył się wzmocnieniem body słuchanej muzyki, zaś w drugiej po wsłuchaniu się w jakość prezentacji, znacznym ograniczeniem zniekształceń. To było na tyle ciekawie podane, że mimo estetyki grania mojej układanki z mocnym osadzeniem w masie, dodatkowy zastrzyk wypełnienia nie okazał się zakrawającym o nudę nabraniem nadmiernej otyłości dźwięku, tylko zaskakująco energetycznym impulsem. Czyli tłumacząc z polskiego na nasze, poprawiła się soczysta punktowość podania muzyki, naturalną koleją rzeczy jej drive, a za sprawą pracy na rzecz eliminacji zniekształceń pochodzących sieci także rozdzielczość. Oczywiście automatycznym feedbackiem takich działań była możliwość ewidentnie głośniejszego słuchania ulubionych płyt, ze szczególnym uwzględnieniem agresywnych nurtów spod znaku rocka, free jazzu i elektroniki. Czy tylko tych? A co z muzyką nastawioną na intymność? Naturalnie ta melancholijna jak najbardziej również była pełnym beneficjentem aplikacji niderlandzkiego zasilacza. Jednakże w jej przypadku emocje czerpiemy nie z ilości dobiegających do naszych uszu muzykalnie podanych decybeli, a raczej z artykulacji pojedynczych i wszystkich razem, odpowiednio zawieszonych w eterze, wyraźnie określonych odpowiednio ostrą kreską wirtualnych bytów. W obydwu przypadkach Farad Super6 sprawdzał się wręcz zjawiskowo, bowiem mocne uderzenie w sobie tylko znany sposób fajnie dopalał esencjonalnością, zaś kreowanie bardzo lotnych, często długo zawieszonych w przestrzeni między kolumnami nut dobrze definiował i w domenie ostrości rysunku i w kwestii lokalizacji na wirtualnej scenie. Jak to się miało do wspominanych na początku braci z obydwu stron cennika? Otóż Super3 oferował minimalnie mniejszą rozdzielczość projekcji, co na tle tytułowej konstrukcji kreowało muzykę jakby lekkimi plamami – spokojnie, specjalnie przerysowuję uzyskany efekt dla lepszego zrozumienia różnic, natomiast Super10 wszystkie aspekty brzmienia wyciągał na często będące poza zasięgiem konkurencji wyżyny jakości. Po prostu pokazywał świat muzyki z pietyzmem tak w kwestii krawędzi dźwięku, jego energii, szybkości narastania oraz wygaszania i naturalnie swobody wypełniania pomieszczenia odsłuchowego. Zatem jak wynika z powyższego porównania, 6-ka to jakby zdroworozsądkowe uzupełnienie jakościowej oferty Farada, które pozwala rozszerzyć grono potencjalnych nabywców o osoby ze średnio wypchanym portfelem.

Gdzie plasowałbym opisywany zasilacz? Oczywiście można zaaplikować go dosłownie wszędzie, a jedynymi kryteriami za lub przeciw może być zasobność portfela lub chęć dojścia do obecnej mety w danym wycinku swojego zestawu audio. A czy widzę jakiekolwiek przeciwwskazania dla 6-ki? Tak naprawdę z marszu nic nie przychodzi mi do głowy. Jednak gdybym miał poszukać problemu na siłę, jedyny jaki w naprawdę skrajnych warunkach mógłby mieć miejsce, to zastosowanie Super 6 w rozdmuchanym wagowo, czyli zbyt mocno osadzonym w esencjonalności i ciemno grającym zestawie. Dodatkowa energia połączona ze szczyptą masy może wypaść różnie. Nie mówię, że źle. Jednak jeśli coś jest dramatycznie źle skonfigurowane, nawet najlepsze konstrukcje nic nie pomogą. Tylko wówczas należy mieć świadomość, iż będzie to pokazanie palcem, gdzie popełniliśmy błąd. Ale jak wspominałem, to naprawdę prawie niemożliwy przypadek, co udowadnia dobry wynik z moją, już samą w sobie gęstą zbieraniną. Zbieraniną, w której Super10 z racji najwyższego zaawansowania technicznego i dzięki temu wyczynowym parametrom pracy był znakomity, a Super6 na tym tle nadal bardzo dobry. A to chyba dobrze świadczy o wiedzy Holendrów na temat konstruowania zasługujących na w pełni zasłużone superlatywy urządzeń zasilających nasze zabawki.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kabel USB: ZenSati Silenzio
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, Synergistic Research Orange
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints Ultra Mini
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: Audiosource
Producent: Farad power supplies
Ceny
Farad Super6: 1689 € (Netto) + przewód Level 2 copper Classic: 80€ / 0,5m; 120€ / 1m; Przewód L2-C: 160€ / 0,5m; 250€ / 1m

Dane techniczne:
Napięcie wyjściowe: 5V (dostępne 5, 9, 12, 15, 19, 24V, pozostałe na zamówienie)
Gniazdo wyjściowe: GX16-4
Max. prąd wyjściowy: 6A
Pojemność: 8,3F (5V)
Max. pobór mocy: 75W (5V)
Wymiary (S x G x W): 215 x 290 x 52 mm
Waga: 3 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Audiosource

Farad Super3

Link do zapowiedzi: Farad Super3

Skoro przy okazji testu starszego brata, czyli Super10, w ramach wprowadzenia pokrótce wyjaśniłem kwestie związane z zasadnością zastępowania wszelakiej maści jednostek impulsowych ich liniowymi odpowiednikami wydawać by się mogło, że to co było do powiedzenia/napisania powiedziane/napisane zostało. I byłoby w tym sporo prawdy, o ile tylko uznalibyśmy, że ograniczenie się li tylko do zewnętrznych, zazwyczaj wtyczkowych, zasilaczy wyczerpuje temat. Jeśli jednak na owe zagadnienie popatrzymy z szerszej perspektywy jasnym stanie się, że macki „impulsowego zła” sięgają o wiele dalej i głębiej – do trzewi naszych drogocennych zabawek. I gdy wydawać by się mogło, że nic z tym fantem zrobić się nie da na scenę wkraczają producenci dedykowanych zastosowaniom audio zasilaczy z gotowymi „zestawami naprawczymi”, czyli KIT-ami umożliwiającymi co prawda inwazyjną, jednak możliwie nieskomplikowaną aplikację ww. modułów. I choć na rynku nie brakuje wytwórców tego typu akcesoriów, jak daleko nie szukając rodzime Muzgaudio, PD Creative i Tomanek, holendersko/bułgarski SBooster, izraelski Teddy Pardo, czy chiński LHY Audio, to po iście piorunującym wrażeniu jakie wywarł na nas ww. fenomenalny Farad Super10, kując żelazo puki gorące postanowiłem wziąć na warsztat nieco bardziej przystępną cenowo propozycję Holendrów, czyli Super3-kę, lecz tym razem nie tylko w 5V wersji dedykowanej switchowi Silent Angel Bonn N8, lecz również nieco mocniejszej – 12V i zarazem wymagającej oczywistej wiwisekcji „pacjenta” – przewidzianej jako upgrade Lumïna U2 Mini. Jeśli zatem ciekawi Państwa cóż takiego wniosła tytułowa parka do mojego systemu, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na ciąg dalszy.

Nie da się ukryć, czego z resztą nawet nie próbowaliśmy podczas unboxingu, że w kwestii aparycji Super 3 znacznie ustępuje swemu starszemu rodzeństwu. Co prawda jego front to nadal solidny płat szczotkowanego aluminium z centralnie umieszczoną niewielka diodą, to już korpus zamiast równie masywnych płyt i groźnie nastroszonych radiatorów zastąpił gięty blaszany profil. Z kolei już pojedynczy radiator wylądował na plecach, gdzie oprócz niego wygospodarowano jeszcze miejsce dla wyjściowego gniazda zasilającego GX16-4 i przycisku resetu po lewej i głównego gniazda zasilającego IEC po prawej. Całość posadowiono na niezbyt wysokich gumowych nóżkach.
Jeśli zaś chodzi o firmowe okablowanie, to skoro dla Super3-ki nie przewidziano zarezerwowanych dla Super10 modeli z poziomu trzeciego (Level 3) zdecydowaliśmy się na usytuowane oczko niżej Level 2 wykonane z wiązek po 34 cynowane miedziane żyły o średnicy 28 AWG. Odziano je w czarno granatowe koszuli i zakonfekcjonowano złoconymi wtykami GX16-4 i Oyaide/Molex.
Wnętrze oczywiście jest nieco uboższe niż w 10-ce, lecz nadal budzi zaufanie. Oczy cieszą ręcznie nawijany transformator toroidalny o wysokiej indukcyjności i cewka eliminująca ewentualnie brzęczenie oraz generowaniu pól EM (elektromagnetycznych). Bateria kondensatorów może pochwalić się pojemnością 48 000 µF a superkondensator na wyjściu, w zależności od napięcia to 3,3F (5V) lub 1,7F (12V).
I jeszcze tylko zanim przejdę do części poświęconej brzmieniu a dokładnie wpływowi na nie dzisiejszych gości, pozwolę sobie uspokoić wszystkich tych, dla których ostatni kontakt z lutownicą skończył się długo utrzymującym się zapachem pieczonego kurczaka i kilkudniową niechęcią do operowania przynajmniej jedną z kończyn górnych, że tym razem powinni poradzić sobie lepiej. Aby bowiem „uleczyć” Lumïna wystarczy raptem odkręcić kilka śrubek mocujących obudowę w celu jej zsunięcia, następnie 6-8 podobnych modułu zasilania, wypiąć wtyk zasilania Molex z płyty głównej, odkręcić kolejne dwie śrubki mocujące gniazdo zasilania IEC i wreszcie dokonać finalnego przecięcia pępowiny, czyli de facto czerwonego przewodu łączącego gniazdo IEC z włącznikiem głównym. A potem już wszystko powinno pójść jak z płatka, bo należy przesmyknąć przez pozostawiony przez IEC-a otwór nowy przewód, wpiąć go w płytę główną, przykręcić zaślepkę, obudowę i voilà. Robota skończona.

No dobrze, dość tego krążenia wokół najistotniejszej kwestii, czyli brzmienia i od razu pragnę uprzedzić wszystkich tych, którzy po cichu liczyli na to, że za mniej uda im się uzyskać więcej lub chociaż tyle samo co z topową konstrukcją, że raczej na cud nad urną nie mają co liczyć. Zacznijmy jednak od początku, czyli w celach porównawczych i możliwie wiernego odwzorowania warunków z poprzedniego spotkania z holenderskim flagowym zasilaczem na pierwszy ogień weźmy wersję 5V Super3 i podepnijmy pod Silent Angel Bonn N8. Efekt? Mówiąc wprost spodziewany, więc przesiadka z Super10-ki była oczywista i tyleż słyszalna, co bolesna. Niemniej jednak biorąc pod uwagę różnice w cenie nie była czymś zaskakującym. Mniej imponujące dynamika i rozdzielczość jasno dawały do zrozumienia, że właśnie mało racjonalne przewymiarowanie zasilania jest kluczem do sukcesu. Warto jednak wrócić na ziemię i zestawić małego Farada z chodzącym w podobnej do niego lidze zawodnikiem, czyli moim dyżurnym Silent Angelem Forester F1. I tu już sytuacja zrobiła się zgoła odmienna, gdyż przy równoległym porównaniu azjatycki zasilacz chciał, nie chciał, ale musiał uznać przewagę niderlandzkiego konkurenta. Po pierwsze Farad zaoferował zdecydowanie niższy poziom szumów a raczej praktycznie całkowity ich brak. Po drugie i będące zarazem pochodną pierwszego poprawie uległa rozdzielczość i precyzja kreślenia źródeł pozornych. A po trzecie Super3 miał zauważalnie więcej do powiedzenia w kwestii dynamiki tak w skali mikro, jak i makro. W rezultacie nawet tak „syntetyczny” wsad jak „there is nothing to be afraid of” Winterburn nie brzmiał jak klubowy koszmarek nastawiony jedynie na sponiewieranie pląsającej ciżby, lecz zaoferował zaskakujące bogactwo i różnorodność najprzeróżniejszych tętnień i tąpnięć zawieszonych w tak trójwymiarowym mikrokosmosie, że na samej eksploracji poszczególnych planów spokojnie można spędzić kilka długich wieczorów. Ponadto, pomimo wspomnianego wzrostu rozdzielczości szorstki wokal Noory Moor na „Forget What I Said” miał w sobie zdecydowanie więcej zmysłowości a nie li tylko obniżającej przyjemność odbioru matowości. Generalnie partie wokalne z Faradem w torze zyskiwały nie tylko na wspomnianej zmysłowości, co głównie na komunikatywności i to nie na drodze ich przybliżania do słuchacza a lepszej separacji od otaczającego je akompaniamentu. Chociaż to też nie do końca o to chodzi, gdyż zazwyczaj takie odseparowanie owocuje efektem „taniej sklejki”, czyli siłowej próby wyrwania solisty z podporządkowanego mu ekosystemu a następnie równie nieudolne działania naprawcze polegające na jego wklejeniu w stare miejsce. W rezultacie mamy niby zgodność poszczególnych składowych, lecz de facto cały czas w oczy/uszy rzuca się oczywiste rozwarstwienie będące zaprzeczeniem oczekiwanej koherencji. A z Super3 wszystko do wszystkiego pasuje i dzięki uelastycznieniu tkanki muzycznej nic a nic się nie rwie.
W drugiej turze odsłuchów pod nóż poszedł Lumïn U2 Mini a fabryczne zasilanie w jego trzewiach zastąpił zewnętrzny 12V Farad Super3. I? I prawdę powiedziawszy cieszyłem się, że przynajmniej do tej pory nie miałem okazji posłuchać ww. plikograja z Super10, gdyż nic a nic nie mogło w tym momencie zepsuć mi humoru wynikającego z faktu rozbebeszenia go, znaczy się Lumïna. Niby z fabrycznym, wewnętrznym zasilaczem i jedynie z wymienionym na Furutecha bezpiecznikiem grał naprawdę zacnie, lecz z Super3 owa „fajność” uległa spotęgowaniu i intensyfikacji. O ile jednak przy natywnej saturacji i wysyceniu U2 Mini Farad praktycznie nic nie majstrował, to już pod względem rozdzielczości, holografii i dynamiki przypiął niepozornemu transportowi nie tyle wrotki, co odrzutowy plecak. Co ciekawe efekt Wow! nie przyszedł od razu, lecz musiałem uzbroić się w cierpliwość i podobnie jak w przypadku starszego rodzeństwa dać mu się przez pierwsze … 300h wygrzać. Niby już prosto z pudełka dał Lumïnowi solidny zastrzyk adrenaliny, niemniej jednak, z perspektywy czasu śmiem twierdzić, iż była to jedynie przystawka przed daniem głównym, które jak wyborna szynka Jamón serrano gran reserva musi „dojrzeć”, gdyż nie ma w sobie nic a nic ze sztucznych polepszaczy. I tak też było w tym przypadku, bowiem zamiast krótkotrwałej ekscytacji pierwszym efektem z biegiem dni mój entuzjazm nie słabł i nie zastępowało go znużenie, lecz właśnie dzień po dniu odkrywałem raz większe, raz mniejsze, niemniej jednak uparcie podążające w kierunku „otwierania” i „wyswabadzania” dźwięku ze złotej klatki dowody. Klatki przyjemnej, eufonicznej, acz nieco limitującej witalność przekazu muzykalności. I wcale nie chodzi o to, że słodycz i gładkość zostały zastąpione przez ostrość, chłód i surowość a o fakt otwarcia tak pod względem przestrzennym, jak i dynamicznym przy jednoczesnym zachowaniu „firmowej” równowagi tonalnej, czyli bez znamion jej obniżenia, bądź tez ucieczki w górę. Radosny blues spod znaku „A Force of Nature” Sari Schorr zyskał na motoryce, spontaniczności i przestrzenności, szczególnie jeśli chodzi o ilość powietrza nad i za instrumentami a bas uległ zauważalnej konkretyzacji – stał się bardziej zwarty i różnorodny zachowując jednocześnie odpowiednią mięsistość, czyli uniknął irytującego osuszenia.
Z kolei na psychodelicznie niepokojącym „She Reaches Out To She Reaches Out To She” Chelsea Wolfe „blisko zdjęty” wokal artystki bezpardonowo wdziera się w nasze zmysły, szorstkie gitarowe riffy drażnią synapsy a gęsta elektroniczna kołdra niemalże odcina dopływ tlenu. Niby noise’owo klaustrofobiczny klimat powinien zniechęcać, bądź co najwyżej nudzić, lecz z „podrasowanym” Lumïnem wciągał bardziej aniżeli chodzenie po bagnach. Potężny ładunek emocjonalny iście wybuchowej mieszanki dark folku, doom metalu, industrialu i gotyku z jednej strony porażał swym mrokiem, lecz z drugiej w tym mroku widać/słychać było każdy detal i szczegół. I to nie na zasadzie noktowizyjnej monochromatyczności a raczej iście sowich zdolności, choć akurat te urocze ptaki są z natury dalekowidzami. Niemniej jednak chodzi o fakt zdolności ogarniania zmysłami pozbawionego zaszumienia i pasożytniczych artefaktów bogactwa dźwięków w skali do tej pory – z firmowym zasilaniem, całkowicie nieosiągalnej.

Jeśli po lekturze powyższych wynurzeń nadal nie są Państwo pewni, czy cała ta, przynajmniej połowicznie inwazyjna, zabawa miała jakiś większy sens spieszę z solennym zapewnieniem, że w 100% tak. Oczywiście najlepiej byłoby zaszaleć i inwestując ponad 7 k€ zarówno switch, jak i transport plików dopieścić Super10-kami, lecz w obecnych realiach już inwestycja ułamka ww. kwoty na duet Faradów Super3 okazuje się grą nie tylko wartą świeczki, co nader znaczącym upgradem toru cyfrowego pozwalającym na dłuższy czas zapomnieć o jakichkolwiek roszadach w tym obszarze. Jak się bowiem okazuje stosunkowo niewielki wydatek na odpowiednio zaawansowane zasilanie nie tylko zapewnia korzystającej z jej możliwości elektronice energetyczny dobrostan, co w nader znaczącym stopniu poprawia jej walory soniczne. A przecież o to w naszej zabawie chodzi.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Dystrybucja: Audiosource
Producent: Farad power supplies
Ceny
Farad Super3: 559€
przewód Level 1: 69€ / 0,5m; 89€ / 1m
przewód Level 2 copper: 149€ / 0,5m; 189€ / 1m
przewód Level 2 silver: 229€ / 0,5m; 319€ / 1m
przewód Level 2 copper 80cm, GX16-4 to Molex connector: 209€
przewód Level 2 silver 80cm, GX16-4 to Molex connector: 339€
bezpiecznik Quantum Science Audio Blue: 59€
bezpiecznik Quantum Science Audio Violet: 589€
bezpiecznik Synergistic Research Purple: 181€

Dane techniczne:
Wymiary (S x G x W): 130 x 200 x 40 mm
Waga: 1,6 kg
Napięcie wyjściowe: 5V, 12V
Pojemność: 3,3F (5V); 1,7F (12V)
Max. pobór mocy: 20W (5V); 42W (12V)

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Audiosource

Farad Super10 English ver.

Link do zapowiedzi (en): Farad Super10

Opinion 1

We know for a fact, that nature abhors a vacuum. With age we also do gain experience and knowledge about the basic aspects of the market, for example about the mechanisms of creating demand for something. But while the first statement is probably affirmed by everybody, I have the gut feeling, that not all are convinced to the second one. This why I will allow myself to reach for a quite obvious and, unfortunately, very common example. Smartphones. Do you know what they are? Small, getting more and more expensive, eating away your spare time and deteriorating your eyesight, but being something that when you do not have it in your hand, you will get anxiety and lose grip on reality. But I wanted to turn your attention to something else, something even more important, and something that is not found in many boxes of new phones, joining the earbuds in this trend, the phone charger. But what is the problem here? Well, without this accessory, the lifespan of a modern smartphone does not surpass a day or maybe two, in best case, and the sight of people swarming around all kinds of charging points or power outlets in airports and malls is a very common sight. So common, that we stopped noticing it some time ago. In short, looking at the scale of sales of smartphones, you do not need a doctorate in economics to understand, where demand for quick and efficient chargers came from. Am I exaggerating and what does this have to do with audio? I am not, and commonalities with the market we are interested in are quite obvious, and I am not talking about inductive charging appearing in some products (like the Yamaha MusicCast 200). The analogy must be searched for on a different level, but the mechanism of being powered by scale and volume of sales is exactly the same. What am I talking about? About the all present wall wart switching power supplies, sometimes also placed inside all kinds of DACs, streamers, phonostages, turntables, switches, etc., the majority of our low-voltage (5-24V) powered elements of our systems. I assume that I do not need to explain to anyone the issues those cheap power supplies bring with them, offering very little and limiting the capabilities of the devices they power, not even mentioning the noise sent to all the neighboring devices plugged into the same power line. So everybody, or at least those who know what they are doing, replace those rubbish PSUs with units dedicated to audio, low noise line power supplies, usually available as upgrades in the catalogs of the companies selling the electronics, or purchased as third-party products. To not look unfounded, we mentioned the assets of such approach during testing of the Telegärtner M12 Switch Gold, with which we received the Polish Jcat Optimo 3 Duo, both Foresters (Silent Angel Forester F1, Forester F2) or the SOtM sNH-10G + sCLK-EX, which we received together with the SOtM SPS-500. And when it would seem, that the top tier of acceptance (or common sense) is the Jcat Optimo 3 Duo priced at 1750 Euro (yes, yes, we know there is a version of the Ultimo for 3500 Euro and the monstrous Keces Audio P28 passing the 13 000 PLN threshold, but we did not host them yet, so we will not talk about them now), we were surprised to get correspondence from a Dutch manufacture Farad power supplies, located in a small town of Rhenen, if maybe we would be interested to test their top power supply Farad Super10. As you can easily imagine, you are reading this text now, we were interested. We just agreed on the specs that would allow to test it in our systems and voila – below you will read some of our thoughts below. I will just mention, that together with the PSU we got the Level 3 cables, in copper and silver version, instead of the standard Level 2.

In the beginning let me explain, that although I was tempted to go all out and make a complete revolution, taking apart my Lumin U2 Mini and applying the Super10 in it’s back, but I came to my senses, and refrained from doing so. Because let us be frank – every time we mechanically interfere with a device, aside from just adding feet or changing the fuse, it usually means we lose any kind of warranty on it, not even mentioning the value loss when trying to sell it. Additionally, most refined audiophiles detest DIY, so such a test would be only of value for users of the mentioned transport, while only a negligible amount of them would be interested in making a similar interference in their own unit. This is why we decided to use a somewhat safe approach, and completely reversible at that, ordering a variant that could power our switches, the Silent Angel Bonn N8. But to make things more interesting, my switch is powered by the Forester F1, while Jacek’s is using the supplied wall-wart one, so you will have two different reference points.

 

Already during the unboxing, we noticed that Farad really had an uncompromising approach to its flagship product, and the Super 10 can hardly be seen as just an accessory; it has the size and weight of some compact power amplifiers in the likes of Teddy Pardo TeddyAmp ST60 or Chord Electronics Étude. It is hard to be surprised by that, because the chassis is made from thick aluminum plates, anodized black, and the side panels are replaced with menacing looking combs of radiator fins. This is amended by almost half a centimeter thick front and back panels, so at least at first glance, especially from the front, the tested devices mimics a power amplifier (like a miniature Abyssound ASX-2000 ). This impression is strengthened by a minimalistic front with a nicely incorporated letter “F” into its fitting halves, and a centrally placed LED indicator. Besides the mentioned radiators, the temperature inside is controlled by ventilation holes, extending almost through the whole top plane, and the only decorative element is the milled logo and model name, close to the fascia. The uncompromising approach can also be seen on the back plate, where not only the top power socket from Furutech was mounted, the FI-09 NCF IEC C13/C14 with a built-in fuse holder, but the used fuse is the Synergistic Research Purple 6.3A 5x20mm (!!!), and at additional cost you can have Quantum Science Audio fuses (Violet – 408 €, Red – 1068 €, Red-Black – 2168 €). But the show is stolen by the monstrous, especially considering the output voltage, four-pin, bolted GX25-4 DC socket. To the left of it, we can find a reset button, which allows to restart the controlling microprocessor, required when switching between different receivers, running the procedure adjusting the output parameters to match the attached device. Next to it there is a switch controlling the trigger mode selector and a 3.5mm socket for that interface. To the right there is also a switch controlling grounding (Flow/Earth) and a dedicated clamp for the ground wire and the mentioned earlier power socket IEC C13.
When looking at the inside of the device, then … you will find only the best. Half of the chassis is occupied by hand-wound, toroidal transformer, enclosed in a dedicated pan, double isolated. It is accompanied by a coil eliminating any kinds of hum and EM fields. Then we have a battery of capacitors with a total capacity of … 72 000 µF and an additional bank of supercapacitors (EDLC) with a capacity of 16.7F (!!!). On the output we have a low-noise regulator with current compensation and a low-pass filter (HF) with foil capacitors with very low ESR. The whole is controlled with a microprocessor, protecting from short circuit, overcurrent, surge and managing thermals. And what is the final effect of all that? Well, full resistance to all kinds of distortion present in the powerlines and thus the ability to plug it directly into the wall, without any filters or conditioners in-between.
Interestingly, the manufacturer quotes in the operating manual, that the optimal time for burn-in of the Super10 is about 500h and acknowledges the influence on the sound by power cables, encouraging to search for synergies and reminds to make sure, the polarity is correct.

OK, enough of the introduction. It is now time to roll-up your sleeves, prepare a pot of aromatic Wako Cha Benifuki (espresso must wait until Sunday), sit down on the couch, load your playlist and start listening. And let me put it this way. I thought I knew what the Silent Angel Bonn N8 can do, because already with the standard switching PSU “it did well” to streaming, it spread its wings with the F1 and seeming reached the limit of its capabilities with the F2. And I was 100% right, as … I thought I knew. Because that what was provided by the Farad reached far beyond my expectations. Yes, yes, I am aware of the strange mesalliance of connecting a 2000 PLN switch to a 16 000 PLN plus power supply (with the level 3 cable), but … there is reason for this madness. And the reason would be, that with such kind of disproportionate setup, we will not be able to squeeze more out of the switch. That is it. But what was the result? First of all, an overwhelming growth of dynamics, resolution, holographic three-dimensionality and palpability of the sound. You could easily assume that the appearance of the Super10 in the system was maybe not like a supernova, because its influence was not so short, but rather like removing a dam in the flow of a river, which was limiting the flow of energy and information. And please do not worry, that the result of this uncorking will be a suicidal race to a concrete wall, no, we will have just further progress of those aspects, when compared to what the Forester F2 offered. And let me underline this – while going from F1 to F2 was noticeable, but far from any drama, the sparring of the F1 with the Farad was very short and ended with the Dutchman giving a knock-out. And I am writing this with true pain, but there was really not much to pick-up from the F1, and the perspective of going back from the Super 10 after testing was as exciting as waiting at the dentist for another session of root canal treatment. Please do not misunderstand me – I have absolutely no reservations to the Silent Angel power supply, but moving to the tested device gave such a boost to the file part of my system, that any regress, and that is how going back should be described, I perceived as an assault on my audiophile priorities. But let me go back to the main topic. With the Farad connected, both the “Nord” and the fresh off the press “Vandar” from the Norwegian band Gate stopped resembling a meeting of rural housewives’ circle, where the dancing is accompanied by sounds generated on broken folk instruments, but started to catch your ears with the native beauty of Scandinavian folk, flirting with strictly hard-rock, or even gothic, esthetic. It was spacious (the stage was extended in all directions, no doubt about that), with momentum and, most importantly, the more precise focus of virtual sources, made possible by the increased resolution, allowed to dive better into the material, bite in deeper. The sound offered fully palpable textures of natural instruments, shocking expression of the vocals of Gunhild Sundli and oneiric clouds of samples. While we touched Scandinavian climates, then I would also propose moving to Oslo and an hourly meeting with “Eight Ways” by Madder Mortem, where the stoner-melancholic vocal of Agnete M. Kirkevaag does not shy away from truly screaming inserts, boldly supported by a schizophrenic combination of lyrical plucking with an explosive composition of thrash and black metal. As you can imagine, this is not an easy piece of music, and also not very nice to showing off the refinement of audiophile systems, but if we are able to digest it, it will show us the truth about music and the reproducing system. However to reach this moment of truth, everything must come well together, because if this synergy is not present, the whole comes over as either too earthily and offensive, or has the consistency of overcooked pasta, where you cannot see any details. And with the Farad the differentiation did not leave any doubt of how the structures are made, and how the pieces were put together, giving the listener full insight into the recording, while simultaneously keeping the overarching coherence intact.
Now as a kind of dessert, and in clear opposition to the above mentioned screamers, yet still not leaving Scandinavia (this time it is Copenhagen) I reached out for a true minimal, “LULO the Restless” by Rued Langgaard reimagined – for those not in the picture – this is a transcript for viola and contrabass of the highlights of late romantic creations of Rued Langgaard. So we have two instruments with a timbre, which is very difficult to perceive, especially in the long run, as it does resemble sawing of damp timber, and a repertoire which is quite far away from mainstream. So you really need to overcome yourself to reach for something like that, but also concentrate on the music, to be able to find some kind of logic in those sounds, so distant for most listeners, not even talking about beauty and melodics. In short this is the ideal disc to thin the crowd during audiophile meetings. Surprisingly the Farad manage also this neck breaking challenge, moving from the level of mechanical reproduction to the realism of a live performance, materializing the duo in front of us, just behind the speaker line. This is why the larger brethren of the violin could sound with appropriate dynamic, keeping their true volume and size, managing their assigned sound spectrum brilliantly. In a flash everything became obvious, accurate and palpable – without any artificiality, overbrightness, sharpening or completely unnecessary gigantomania.
Oh, I completely missed a detail related to the Super 10 we received, the DC level 3 cabling. After the initial back and forth with both versions, I conducted all listening using the copper version, which provided better saturation and juiciness of the sound. The silver one did accent the contours a bit more and was able to shine more light on the top end with heavier rock, what taking into account the aggression present in that subrange, turned out to be too strong in my system. But it is worth to check both versions in your system, because only after this sparring you can make the informed choice, or decide to keep both and change them out depending on the repertoire listened to. This is why with the quite dark recorded, and almost Rubenesque definition of virtual sources in “New Moon Daughter” by Cassandra Wilson you will be able to use silver, while when listening to the brutal and offensive “Tangaroa” by Alien Weaponry use copper to enjoy the euphonic saturation it brings.

Now I will write something, for what I will probably get bashed by the distributor of Silent Angel, but what can I do, when the truth, or let us replace that with “in my humble opinion”, and to my ears, corrupted with howling of tattooed musicians, the Silent Angel Bonn N8 with the Farad Super10 PSU sounded better, in all aspects, than the top of the line, and very good, NX. And if this is not a sufficient recommendation for you, then please allow me to share another, very politically incorrect, idea. After experiencing what the Farad Super 10 was able to do with the switch, I am considering more and more seriously the option I mentioned in the beginning, which I initially rejected due to many unknowns, to do the vivisection of my Lumin U2 mini, which will probably result in it becoming sentenced for life in my system, but on the other hand, I will provide it with an energetic comfort zone, which should translate into improving its sound. But only time will tell what will happen, but to all of you, who are not tempted to do such radical interference, I would recommend to plug it into devices like Silent Angel Munich M1T, or think about a 12V version (Rhein Z1, some models of Clearaudio turntables, etc), or 24V (McIntosh MT10 will be thankful) – those are very universal and the upgrade to your devices will be completely not invasive. But to not be all pro and to not make the whole text be too sweet, it is worth mentioning that compared to the named and unnamed competition (like the Keces Audio P28) the Farad Super 10 has only a single output, what will generate a steep cost increase in some systems, where you would like to eliminate all external switching PSUs.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Integrated amplifier: Vitus Audio RI-101 MkII
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference
– Speaker cables: Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; Esprit Audio Alpha
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + Silent Angel S28 + Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Ethernet cables: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Table: Solid Tech Radius Duo 3
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

For most of us it is not a secret that good power supply is the basis for everything. But theoretical knowledge of the academic kind is one thing, and taking care of it for real by the electronics manufacturers is something completely different. Of course each device must be fed with electric energy to work at all, but often the final calculation of costs, or the approach taken by the engineers, often results in a setup where the toroidal transformer is barely meeting the requirements, or a switching PSU was used, which seeds noise, or even worse, a wall-wart type plug PSU was employed, which is the worst of them all. Fortunately there are companies that specialize in external power supplies, so such practices are currently easily reversed. Either with some small changes inside the device, or using an external unit – even if something was not treated well in terms of supplying power initially, all is not lost. But where am I going to with all this writing? This is the introduction to the Dutch brand Farad, which supplied us with an external PSU the Farad Super10.

The tested Super 10 is of medium size, but compared to other products of this kind, the chassis is really quite big. And to remove any potentially generated heat – I have not noticed this to be an issue, but it is good the manufacturer has foreseen any potential borderline situation – there are solid radiators mounted on both sides. The main element of the construction is a big toroidal transformer, taking over more than half of the insides. It was wound by the company itself, is double isolated and has a choke to minimize distortion. The rest of the chassis is filled with a PCB containing an active current compensation circuitry. An interesting touch is the use of a foil capacitor instead of the electrolytic one in the output section. And as it turns out, for the company quality seems to truly be key, as they used a Furutech FI-09 NCF socket and Synergistic Research Purple fuse. The device was accompanied by very solidly made, and thus not cheap, quality DC cables from level 3 series, one based around copper, the other around silver conductors.

Was connecting a 12 thousand PLN power supply to a 2 thousand PLN switch worth the hustle? Frankly speaking, initial information about such a mesalliance did make me genuinely wonder at first. But having the experience to never say never, especially when things are about something as important as supplying power to our devices, I waited patiently to hear what is going to happen. Will anything change? And if yes, will it be purely symbolic, or very evident?
So what was the result of using the tested product? It was somehow expected, because I know what it means, to have good quality power supplied to a device, but I was not prepared for it to be so surprisingly positive. Suddenly, the most basic Silent Angel Bonn N8, which was already doing a lot for file playback even with the wall-wart plug, showed itself from a completely different side. It not only cleaned the projection of the virtual stage from sonic rubbish, showed the edges of the virtual sources much clearer, but also injected a package of essentiality into the music, and that not in symbolic terms, but really adequate to the genre played. This translated into not only sonority, but also into the length of suspension and vibration of each note in the ether. This is something that I am always lacking when playing from files, yet here things got much better, like touched with a magic wand. But to understand what I am trying to tell you, I do not want saturation in the form of mindless thickening of the sound, but a kind of essentiality, which gives it the required amount of energy to increase its pulse, and which, in contrast to the first way of increasing weight, does not result in averaging of the sound. And those were the changes I got when using the tested power supply Farad Super 10. So I probably do not need to convince anyone, that the result of such situation was the improvement of palpability of the played music, and the momentum of how the stage was created. I expected something going in that direction, because such changes were already introduced when I started using the switch, but even in the most optimistic expectations I did not fathom that appropriately prepared power can improve the performance by so much. A performance which was decent to start with.

Reaching the finale of this confrontation, I need to answer the question for you, if this is worth your while? Truly? Absolutely yes, because the improvement was not like a small step of a Geisha, but a leap in the kid of giant leaps for mankind, like the first step on the moon done by Neil Armstrong. I am of course exaggerating a little, to alleviate the tension of the expectations, but without a doubt, that what the Farad was able to do, was brilliant. Finally I will also add, that the test was done in two incarnations, as the silver cable did somewhat sharpen the sound, but in both cases it was a clear improvement of the reproduced music. This is why without any stretching of the facts, I would recommend any music lover using files or streaming to check out the tested power supply. Especially as Farad is making power supplies for a wide range of different devices, what makes their offering very universal. It is really worth trying it out.

Jacek Pazio

System used in this test:
Source:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Master clock: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
– Preamplifier: Gryphon Audio Pandora
– Power amplifier: Gryphon Audio Apex Stereo
– Loudspeakers: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– Speaker cables: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
Digital IC: Hijiri HDG-X Milion
Ethernet cable: NxLT LAN FLAME
Power cables: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
– Table: BASE AUDIO 2
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
– Drive: Clearaudio Concept
– Cartridge: Essence MC
– Phonostage: Sensor 2 mk II
– Eccentricity Detection Stabilizer: DS Audio ES-001
– Tape recorder Studer A80

Distributor: Audiosource
Manufacturer: Farad power supplies
Prices:
Farad Super10: 2889 € (Level 2 copper cable (connectors GX25-4; Oyaide 5.5/2.1) included) + free courier shipping worldwide
Level 3 copper cable (connectors GX25-4; 5.5/2.1): 810 € / 80 cm
Level 3 silver cable (connectors GX25-4; 5.5/2.1): 1010 € / 80 cm

Specifications:
Dimensions (W x D x H): 260 x 320 x 70 mm
Weight: 7,6 kg
Output voltage: 5V
Capacitance: 16.7F
Max power consumption: 150W

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Audiosource

Farad Super10

Link do zapowiedzi: Farad Super10

Opinia 1

O tym, że przyroda nie znosi próżni wiemy od najmłodszych lat. Tak samo jak, oczywiście z biegiem dni i nabieraniem doświadczenia i poszerzamy wiedzę o podstawowych zasadach rządzących rynkiem, w tym m.in. o mechanizmach kreowania popytu. Jeśli jednak co do pierwszego założenia zakładam pełną zgodność, to coś czuję w kościach, że nie wszyscy są przekonani co do słuszności drugiego. Dlatego też pozwolę sobie sięgnąć po dość oczywisty i niestety coraz bardziej powszechny przykład. Smartfony. Kojarzycie Państwo co zacz? Małe, coraz droższe, pożerające czas, powodujące wady postawy, wypadki drogowe, degradację wzroku cholerstwo a zarazem coś, bez czego większość nas czuje się nie tylko jak bez ręki, co wręcz popada w stany lękowe i traci orientację w otaczającej rzeczywistości. Ja jednak nie o tym, gdyż akurat w nich, smartfonach znaczy się, najistotniejsze są ładowarki a dokładnie zataczający coraz szersze kręgi trend nieumieszczania ich w pudełkach wraz ze, pardon moi za archaizm, „słuchawkami”. No i w czym problem? A w tym, że bez ww. akcesorium żywotność współczesnych smartfonów nie przekracza doby, góra dwóch a widok oblepiających niczym rój dzikich pszczół wszelakiej maści punkty z gniazdkami elektrycznymi na lotniskach i centrach handlowych, jadących na rezerwie nieszczęśliwców już od dawna stał się na tyle powszechny, że nikt nie zwraca nań uwagi. Reasumując, wystarczy uświadomić sobie skalę sprzedaży smartfonów, by bez doktoratu z ekonomii zorientować się jaki powstał popyt na możliwie szybkie i wydajne ładowarki. Przesadzam i co do licha ma to wspólnego z audio? Bynajmniej, a co do części wspólnej z budzącym nasze zainteresowanie rynku zaskakująco sporo i wcale nie chodzi o to, że funkcje ładowania indukcyjnego już pojawiają się w „samograjach” największych graczy (vide Yamaha MusicCast 200). Analogii szukać należy bowiem na nieco innym poziomie, ale mechanizm napędzany poprzez skalę / wolumeny sprzedaży urządzeń jest jak najbardziej ten sam. O czym mowa? O wszechobecnych impulsowych zasilaczach zewnętrznych/wtyczkowych a czasem również tych zaimplementowanych wewnątrz wszelakiej maści DAC-ów, streamerów, phonostage’y, gramofonów, switchy, etc., czyli nieprzebranego ogromu „niskoprądowych” (5-24V) składowych naszych systemów. Zakładam, że nie muszę w tym momencie nikogo uświadamiać, iż tego typu jednostki zasilające niczego dobrego nie oferują, nie dość, że znacząco limitując możliwości „napędzanych” przez siebie urządzeń, to jeszcze siejąc wokół i robiąc „kuku” pracującym na tej samej linii „sąsiadom”. Dlatego też kto żyw, a tak po prawdzie ci co swój rozum i słuch mają zastępują ww. „badziewie” dedykowanymi zastosowaniom audio niskoszumnymi jednostkami liniowymi, czy to dostępnymi jako upgrade w katalogach macierzystych wytwórców posiadanej elektroniki, czy też sięgając po rozwiązania firm trzecich. Żeby jednak nie być posądzonymi o gołosłowność o niewątpliwych zaletach takich przesiadek wspominaliśmy m.in. z okazji testów Telegärtnera M12 Switch Gold, wraz z którym otrzymaliśmy rodzimy Jcat Optimo 3 Duo, obu Foresterów (Silent Angel Forester F1, Forester F2), czy też SOtM sNH-10G + sCLK-EX, który dotarł do nas wraz z SOtM SPS-500. I gdy wydawało się, że górną granicę akceptacji/rozsądku (niepotrzebne skreślić) zamyka wyceniony na drobne 1750 € Jcat Optimo 3 Duo (tak, tak, doskonale zdajemy sobie sprawę z istnienia wersji Ultimo za 3 500€, oraz przekraczającego pułap 13kPLN monstrualnego Keces Audio P28, jednak skoro nie mieliśmy okazji ich u siebie gościć na razie nie będziemy się nimi zajmować), z tzw. nienacka otrzymaliśmy wielce intrygującą korespondencję z holenderskiej, zlokalizowanej w niewielkim Rhenen manufaktury Farad power supplies, czy przypadkiem nie mielibyśmy ochoty rzucić okiem i uchem na ich topowy … zasilacz liniowy Super10. Jak łatwo się domyślić, skoro czytacie Państwo te słowa, to ochotę jak najbardziej mieliśmy. Do ustalenia została tylko specyfikacja umożliwiająca przetestowanie urządzenia w obu naszych systemach i voilà – oto kilka naszych refleksji, do lektury których serdecznie zapraszamy. Dodam tylko, iż wraz zasilaczem zamiast standardowego przewodu Level 2 producent był tak miły i dołożył oczko wyższe – Level 3, w dodatku w dwóch wersjach – copper i silver.

Gwoli wyjaśnienia na wstępie dodam, iż choć korciło mnie, żeby pojechać po przysłowiowej bandzie i od razu zrobić prawdziwą rewolucję rozbebeszając swojego dyżurnego Lumïna U2 Mini aplikując mu w zadek Super10-kę, to potem przyszło opamiętanie, czy jak kto woli odezwały się resztki zdrowego rozsądku. No bo bądźmy szczerzy – każdorazowa, dokonywana własnym sumptem, mechaniczna ingerencja w urządzenie, pomijając wymianę nóżek, czy bezpiecznika, zazwyczaj oznacza utratę gwarancji o dramatycznym spadku wartości przy odsprzedaży nawet nie wspominając. Dodając do tego niemalże atawistyczną niechęć do tzw. DIY większości wyrafinowanych audiofilów tego typu test byłby nie dość, że ubogacający gównie dla posiadaczy ww. transportu, to jeszcze z owej puli prawdopodobnie jedynie kilka (kilkanaście?) promili gotowych by było dokonać stosownej wiwisekcji używanego plikograja. Dlatego też postawiliśmy na nieco asekuracyjny i całkowicie bezinwazyjny wariant, czyli test wersji dedykowanej egzystującym w obu naszych systemach switchom Silent Angel Bonn N8. Żeby jednak nie było za nudno u mnie na co dzień 8-kę zasila pierwszy model „Leśniczego”, czyli F1-ka a u Jacka pracuje ze standardową, wtyczkową jednostką, więc dodatkowo będą dwa punkty odniesienia.

Już podczas unboxingu na własnej skórze doświadczyliśmy, że Farad do swojego flagowca podszedł mocno bezkompromisowo a samą Super10-ke trudno rozpatrywać li tylko w „akcesoryjnych” kategoriach, bowiem swą posturą i wagą nawiązuje zaskakującą równą walkę, bądź nawet ją wygrywa z kompaktowymi rozwiązaniami w stylu stereofonicznych końcówek mocy Teddy Pardo TeddyAmp ST60, czy Chord Electronics Étude. Trudno się temu dziwić, skoro jej korpus wykonano z grubych płatów anodowanego na czarno stopu aluminium a ściany boczne zastąpiono grzebieniami groźnie nastroszonych radiatorów. Do tego dochodzą blisko półcentymetrowej grubości płyty frontu i pleców, więc przynajmniej na pierwszy rzut oka (szczególnie en face) nasz dzisiejszy gość nader udanie „udaje” końcówkę mocy (miniaturkę Abyssounda ASX-2000?). Owo wrażenie pogłębia minimalistyczny front z pomysłowym wkomponowaniem zarysu litery „F” w zazębiające się jego połówki i centralnie umieszczona niewielka dioda informująca o stanie pracy urządzenia. Oprócz wspomnianych radiatorów o dobrostan pracujących w trzewiach komponentów dbają również ciągnące się niemalże przez cała długość płyty górnej otwory wentylacyjne a za praktycznie jedyny element dekoracyjny można uznać wyfrezowane w pobliżu przedniej krawędzi nazwa producenta i oznaczenie modelu.
Brak kompromisów widać również na ścianie tylnej, gdzie nie dość, że zamontowano topowe gniazdo zasilające Furutech FI-09 NCF IEC C13/C14 z fabrycznie założonym bezpiecznikiem … 6.3A 5×20 mm Synergistic Research Purple (!!!), to za stosowną opłatą można od razu zdecydować się na wyższej klasy wyrób Quantum Science Audio (Violet – 408€; Red – 1068€; Red-Black – 2168€ ). Nie da się jednak ukryć, że cały show kradnie monstrualne, szczególnie z perspektywy napięć roboczych, czteropinowe, zakręcane gniazdo wyjściowe GX25-4. Na lewo od niego znajdziemy przycisk resetu pozwalający na zresetowanie zawiadującego urządzeniem mikroprocesora konieczny przy przepinaniu się pomiędzy różnymi odbiornikami a tym samym uruchomienie procedury startowej dopasowującej parametry wyjściowe. Następnie umieszczono hebelkowy selektor trybu pracy triggera i 3,5mm gniazdo ww. interfejsu. Z kolei po prawej zlokalizowano bliźniaczy przełącznik uziemienia (Flow/Earth) i dedykowany zacisk, oraz wspomniane już, zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo zasilające IEC C13.
Jeśli zaś chodzi o same trzewia, to … klękajcie narody. Nie dość bowiem, że ponad połowę objętości zajmuje szczelnie zamknięty w dedykowanym „rondlu” podwójnie ekranowany potężny, ręcznie nawijany transformator toroidalny o wysokiej indukcyjności, to towarzyszy mu budząca zaufanie cewka eliminująca ewentualnie brzęczenie i generowaniu pól EM (elektromagnetycznych). Do tego dochodzi bateria kondensatorów o łącznej pojemności … 72 000 µF i dodatkowy bank superkondensatorów (EDLC) o pojemności 16.7F (!!!) a na wyjściu niskoszumny regulator z kompensacją prądową i filtrem dolnoprzepustowym (HF) z kondensatorami foliowymi o bardzo niskim ESR. Nad całością czuwa sterowane mikroporocesorowo zabezpieczenie przed zwarciem, przeciążeniem, udarem dodatkowo kontrolujące stabilność termiczną urządzenia. Efekt? Całkowita odporność na wszelakiej maści zakłócenia obecne w sieci elektrycznej a tym samym możliwość wpinania go bezpośrednio – bez filtracji i kondycjonowania w ścianę.
Co ciekawe producent w instrukcji czarno na białym przyznaje nie dość, że optymalny czas wygrzewania Super10 wynosi około 500h, to dodatkowo za oczywiste uznaje wpływ na brzmienie elektroniki przewodów zasilających, więc zachęca do poszukiwania synergicznych mariaży i przypomina o weryfikacji poprawności polaryzacji.

No dobrze, dość tego wodolejstwa. Najwyższa pora zakasać rękawy, zaparzyć sobie czajniczek aromatycznej Wakōcha Benifūki (espresso musi poczekać do niedzieli), wygodnie umościć się na kanapie, załadować playlistę i zabrać za odsłuchy. I powiem tak. Niby zdawałem sobie sprawę, co Silent Angel Bonn N8 potrafi, bo nawet z fabryczną impulsówką „robił dobrze” streamingowi, rozwinął skrzydła z F1-ką i wydawać by się mogło, że z F2-ką generalnie osiągnął apogeum swoich możliwości. I w ostatnim przypadku miałem 100% rację, gdyż … tak mi się tylko wydawało. Bowiem, to, co zaoferował Farad dalece wykraczało ponad moje najśmielsze oczekiwania. Tak, tak, doskonale zdaję sobie sprawę z wręcz kuriozalnego mezaliansu jakim jest podpinanie pod switch za 2kPLN zasilacza za ponad 16kPLN (z przewodem level3), ale … śmiem twierdzić, że w tym szaleństwie jest głębszy sens. I to taki, że ze sporą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, iż właśnie przy tak rażącej dysproporcji więcej z budżetowego rozgałęziacza zer i jedynek już wycisnąć się nie da i basta. A co jest jej efektem? Przede wszystkim onieśmielający przyrost dynamiki, rozdzielczości, holograficznej trójwymiarowości i namacalności przekazu. Śmiało można uznać, iż pojawienie się w torze Super10-ki było niczym może nie z racji swej chwilowości wybuch supernowej, co wysadzenie/usunięcie limitującej przepływ zarówno energii, jak i informacji rzecznej katarakty. Proszę się tylko nie obawiać, iż pokłosiem powyższego odkorkowania będzie przysłowiowe wciśnięcie pedału przyspieszenia w podłogę i bezrefleksyjny, samobójczy rajd w stronę betonowej ściany, lecz jedynie dalszy progres wspomnianych przed chwilą aspektów w porównaniu z tym, co do zaoferowania miał Forester F2. I tu od razu podkreślę, iż o ile przesiadka z F1 na F2 była zauważalna, to jednak daleka od jakiejkolwiek dramatyczności, o tyle sparring F1 z Faradem śmiało można było uznać za zaskakująco krótki i zakończony knockoutem dla Holendra. Z autentycznym bólem to piszę, ale z F1-ki nie było za bardzo co zbierać a perspektywa powrotu do niej po zakończonych testach Super10 wzbudzała we mnie ekscytację porównywalna do tej odczuwanej podczas oczekiwania pod gabinetem stomatologicznym na sesję leczenia kanałowego. Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć – ja nie mam nic, poza wynikającą z w pełni świadomego użytkowania słabością, do ww. zasilacza Silent Angela, jednak przesiadka na tytułową jednostkę dała takiego „kopa” plikowej odnodze mojego systemu, że jakikolwiek regres, a do takiego poziomu należy sprowadzić powrót do punktu wyjścia, odbierałem jako ewidentny zamach na moje audiofilskie priorytety. Jednak ad rem. Z Faradem w torze zarówno „Nord”, jak i pachnący jeszcze tłocznią „Vandar” pochodzącej z Trøndelag (Norwegia) formacji Gåte wreszcie przestały przywodzić na myśl zorganizowaną przez lokalne koło gospodyń wiejskich potańcówkę odbywającą się przy dźwiękach generowanych przez nadgryzione zębem czasu ludowe instrumentarium, tylko łapiąc za ucho odkrywał natywne piękno skandynawskiego folku nader zgrabnie flirtującego ze stricte hard-rockową, czy wręcz gotycką estetyką. Było przestrzennie (bezdyskusyjnie bardziej obszerna we wszystkich wymiarach scena), swobodnie i co najważniejsze wynikające z lepszej rozdzielczości bardziej precyzyjne ogniskowanie źródeł pozornych pozwalało intensywniej zanurzyć, wgryźć się w reprodukowany materiał oferując zarówno w pełni namacalne faktury naturalnego instrumentarium, porażającą ekspresję wokalu Gunnhild Sundli i oniryczne obłoki sampli. A skoro o skandynawskie klimaty zahaczyliśmy, to proponuję przeprowadzkę do Oslo i ponad godzinny miting z „Eight Ways” Madder Mortem, gdzie stonerowo-melancholijny wokal Agnete M. Kirkevaag nie stroni od iście screemowych wstawek suto podlanych schizofreniczną mieszanką lirycznych plumnkań i wybuchową kompozycją thrashu z black metalem. Jak się z pewnością Państwo domyślacie nie jest to ani łatwy, ani tym bardziej wdzięczny pod względem akcentowania wyrafinowania audiofilskich systemów, jednak jeśli tylko będziemy w stanie go strawić pokaże nam prawdę tak o muzyce, jak i systemie go odtwarzającym. Aby jednak ów moment prawdy nastąpił wszystko musi się ze sobą zgrywać, gdyż jeśli owej synergii nie ma to całość albo wypada zbyt siermiężnie i ofensywnie, albo przypomina konsystencją rozgotowane kluchy wśród których nie sposób dostrzec większości szczegółów. A z Faradem różnicowało nie pozostawiało nawet cienia wątpliwości co do faktur i złożoności poszczególnych kompozycji dając słuchaczowi pełen wgląd w ich strukturę przy jednoczesnym zachowywaniu nadrzędnej im spójności.
A niejako na deser i w oczywistej opozycji do powyższych wyjców, choć nadal nie ruszając się ze Skandynawii (tym razem Kopenhaga) sięgnąłem po prawdziwy minimal, czyli „LULO The Restless” Rued Langgaard reimagined – dla niewtajemniczonych to transkrypcja na wiolonczelę i kontrabas highlightów z późnoromantycznej twórczości Rueda Langgaarda. Mamy zatem dwa instrumenty o szalenie trudnej, szczególnie na dłuższą metę, w odbiorze barwie i fakturze przypominającej piłowanie mokrej tarcicy a i sam repertuar szalenie odległy od mainstreamowych skoczności. Trzeba się zatem nie tylko przemóc, by po coś takiego sięgnąć, ale i skupić próbując odnaleźć w tych jakże obcych większości odbiorców dźwiękach jakąś logikę, o pięknie i melodyce nawet nie wspominając. Mówiąc w skrócie idealny krążek do „wietrzenia” sal podczas audiofilskich spędów. O dziwo jednak Farad i z takim karkołomnym wyzwaniem sobie poradził nie tylko przechodząc z mechanicznej reprodukcji na poziom realizmu „wykonu” (koszmarne słowo) na żywo, co materializując duet tuż przed nami – nieco za linią kolumn. Dzięki temu starsze/większe rodzeństwo skrzypiec mogło wybrzmieć z właściwą sobie dynamiką a jednocześnie z zachowaniem odpowiednich gabarytów a tym samym realistycznymi wolumenami i „obsługiwanym” pasmem. Nagle wszystko stało się oczywiste, akuratne i na wyciągnięcie ręki – bez sztuczności, przejaskrawień, wyostrzeń, czy zupełnie niepotrzebnej gigantomanii.
A właśnie, jakoś zupełnie umknął mi szczegół związany z dostarczonym wraz z Super10 okablowaniem DC Level 3. Otóż po początkowej żonglerce obiema wersjami finalne odsłuchy prowadziłem przy użyciu wersji miedzianej, która oferowała lepsze wypełnienie i soczystość przekazu. Srebrna z kolei nieco akcentowała konturowość i potrafiła na cięższym rocku rozświetlać górę, co biorąc pod uwagę obecną tamże agresję na dłuższą metę w moim systemie stawało się nieco zbyt dosadne. Warto jednak mieć porównanie obu opcji we własnym systemie i dopiero po takim bratobójczym sparringu dokonać ostatecznego wyboru, bądź zdecydować się na oba i dopasowywać je do danego repertuaru. Dzięki temu przy np. dość ciemno zrealizowanej i niemalże „rubensowsko” definiującej źródła pozorne „New Moon Daughter” Cassandry Wilson będziecie Państwo mogli sięgać po srebro a przy brutalnej i ofensywnej „Tangaroa” Alien Weaponry pozostać wiernymi właściwemu miedzi eufonicznemu wysyceniu.

I teraz napisze coś, za co pewnie dostanę po głowie od dystrybutora Silent Angela, ale cóż poradzę, że prawda, bądź może lepiej zastąpmy ją „moim skromnym zdaniem” i na moje spaczone obłąkańczym skowytem wydzierganych szarpidrutów ucho Silent Angel Bonn N8 z zasilaczem Farad Super10 zagrał pod każdym względem lepiej od bądź co bądź flagowego a przy tym wielce udanego NX-a. A jeśli powyższe wyznanie nie jest dla Państwa wystarczającą rekomendacją, to pozwolę sobie podzielić się z Wami kolejnym, kiełkującym w mym umyśle dalece niepoprawnym politycznie pomysłem. Otóż po tym, co Farad Super10 pokazał ze switchem coraz poważniej rozważam opcję o której wspominałem na wstępie, a którą z racji wielu niewiadomych odrzuciłem, czyli dokonanie stosownej wiwisekcji posiadanego Lumina U2 Mini, czym bardzo możliwe, że skażę go na dożywocie w moim systemie, ale z drugiej zapewnię mu trudny do przecenia energetyczny dobrostan, który powinien przełożyć się na jego walory soniczne. Co jednak przyniesie przyszłość czas pokaże a wszystkim tym z Państwa, którym nie w głowie tak radykalne ingerencje polecę wpięcie go np. w streamer Silent Angel Munich M1T, lub zainteresowanie się np. 12V (Rhein Z1 , kilka modeli gramofonów Clearaudio, etc.), lub 24V (McIntosh MT10 będzie wdzięczny) – zdecydowanie bardziej uniwersalnymi wersjami i zupełnie bezinwazyjny upgrade znajdujących się na Waszym stanie urządzeń. Żeby jednak nie było samych ochów i achów a całość nie przypominała ociekającego lukrem ulepka wypada zaznaczyć, iż w porównaniu z ww. i niewymienioną (vide Keces Audio P28) konkurencją Farad Super10 dysponuje pojedynczym wyjściem, co w przypadku nieco bardziej rozbudowanych systemów może generować bolesny wzrost kosztów, o ile tylko zapragniecie Państwo wyeliminować wszystkie zewnętrzne impulsówki.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; Esprit Audio Alpha
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Dla zdecydowanej większości z nas nie jest tajemnicą, że dobre zasilanie to podstawa. Jednak co innego teoretyczna – czysto akademicka wiedza, a co innego realna dbałość o ten aspekt przez producentów elektroniki. Naturalnie każde urządzenie musi być w jakiś sposób karmione życiodajną energią elektryczną, niestety często problemem jest kalkulacja finalnych kosztów konstrukcji lub zwykłego widzi mi się inżynierów, co w najlepszym wypadku kończy się okrojoną do granic możliwości sekcją zasilania z policzonym „na styk” toroidem, lub o zgrozo zastosowaniem siejącego zniekształceniami zasilacza impulsowego, o wtyczkowych koszmarkach nawet nie wspominając. Na szczęście za sprawą firm specjalizujących się w produkcji zewnętrznych zasilaczy takie praktyki w ostatnich czasach są łatwo odwracalne. Czy to dzięki drobnym zmianom wewnątrz obudowy, czy przy pomocy zewnętrznych przystawek, najważniejsze jest to, że jeśli coś w naszym zestawie w temacie zasilania zostało potraktowane po macoszemu, nie stoimy na straconej pozycji. Jaki jest cel tego wywodu? Naturalnie chodzi o wprowadzenie w dzisiejsze spotkanie z bardzo szanowaną na świecie holenderską marką Farad, która własnym sumptem dostarczyła do naszej redakcji zewnętrzny zasilacz Farad Super10.

Tytułowa 10-ka to w wartościach bezwzględnych średniej wielkości, jednakże w odniesieniu do tego typu zewnętrznych konstrukcji prądowych naprawdę sporych rozmiarów skrzynka. Do tego w celach odprowadzania potencjalnie wydzielanego ciepła – ja nie zauważyłem szczególnego wzrostu tego parametru, ale dobrze, że producent przewiduje graniczne sytuacje – uzbrojona na bokach w solidne radiatory. Co jest istotne dla tej konstrukcji, to fakt zastosowania wielkiego, zajmującego ponad połowę wnętrza, zapewniającego odpowiednią dawkę energii, nawiniętego w firmowej technologii, dodatkowo podwójnie zaekranowanego wraz z dławikiem w obronie przed wpływem zniekształceń z otoczenia transformatora toroidalnego. Resztę objętości skrzynki zajmuje zabezpieczona aktywnym układem kompensacji prądu, bogato uzbrojona płytka PCB. Bardzo wychwalaną przez producenta ciekawostką jest zastosowanie kondensatora foliowego zamiast elektrolitycznego w sekcji wyjściowej. Zaś tak zwaną wisienką na torcie okazuje się być pokazujące, iż priorytetem jest jakość, a nie produkcyjne oszczędności, standardowe zabezpieczenie układów wewnętrznych przy użyciu bezpiecznika amerykańskiej marki Synergistic Research Purple oraz gniazda z portfolio japońskiego Furutecha FI-09 NCF. Finałem dostarczonego zestawu były dwa na pierwszy rzut oka widać, że solidnie wykonane, z tego powodu nie tanie, ale spełniające zaplanowane przez markę normy jakości kable serii Level 3 do zasilenia posiadanego przez nas swticha na bazie miedzi i srebra.

Czy podłączenie zewnętrznej sekcji zasilania za ok 12 tys. złotych do switcha za 2 tysiące było warte przysłowiowej świeczki? Powiem szczerze, wstępna informacja o takim testowym mezaliansie w pierwszym odruchu wzbudziła we mnie uczucie szczerego politowania. Jednak nauczony doświadczeniem, aby nigdy nie mówić nigdy, a tym bardziej jeśli chodzi o tak ważny dla naszej zabawy dział związany z energią elektryczną, w spokoju ducha czekałem, co się wydarzy. Czy w ogóle coś ulegnie zmianie? A jeśli tak, czy będzie to na poziomie symboliki, czy zdecydowanego uderzenia? Efekt? Co prawda nieco oczekiwany, gdyż wiem, co oznacza odpowiednie zabezpieczenie urządzenia w odpowiedniej jakości prąd, ale nie sądziłem, że aż tak zaskakująco pozytywny. Nagle posiadany na co dzień najprostszy Silent Angel Bonn 8, który zastosowany z zasilaniem wtyczkowym sam robił wiele dobrego w graniu plików, pokazał się od całkowicie innej strony. Nie tylko oczyścił z sonicznych śmieci projekcję wirtualnej sceny ze znacznie lepszym pokazaniem krawędzi każdego źródła pozornego, ale dodatkowo tchnął w muzykę nawet nie szczyptę, bo określiłbym ją jako wpływ symboliczny, tylko stosowny dla danego materiału pakiet esencjonalności. Ta zaś wprost proporcjonalnie przekładała się na nie tylko dźwięczność, ale również długość zawieszenia oraz sposób rozwibrowania każdej nuty w eterze. Tego zawsze w graniu z plików w pierwszej kolejności mi brakuje, a tutaj jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sytuacja nabrała znacznych rumieńców. Jednak żebyśmy się dobrze zrozumieli, brakuje mi nie nasycenia w estetyce bezmyślnego tuczenia dźwięku, tylko pewnego poziomu esencjonalności zapewniającej mu niezbędny poziom energii poprawiającej puls, która w przeciwieństwie do pierwszego sposobu poprawy wagi nie powoduje uśredniania przekazu. I w tym kierunku poszły zmiany po zastosowaniu tytułowego zasilacza Farad Super10. Dlatego chyba nikogo nie muszę przekonywać, iż feedback-iem takiej sytuacji była poprawa namacalności przekazu, rozmachu w domenie zabudowania wirtualnej sceny oraz swobody jej kreowania. Spodziewałem się czegoś w tym stylu, bo zmiany tym torem szły już po zastosowaniu najprostszego switcha, ale w najbardziej optymistycznych snach nie spodziewałem się, że odpowiednio przygotowany prąd jest w stanie aż tak poprawić już na starcie przyzwoitą prezentację.

Gdy dotarliśmy do finału tego spotkania, jestem winny Wam odpowiedź na zadane na początku pytanie: „Czy gra warta jest świeczki?”. Szczerze? Jak najbardziej, gdyż nie była to poprawa jakości dźwięku na poziomie przysłowiowego drobienia gejszy, tylko wielki krok dla ludzkości w stylu lądowania Neila Armstronga na Księżycu. Naturalnie rozładowując napięcie testowych oczekiwań zamierzenie przesadzam, jednak bez dwóch zdań to co zrobił Farad, było w pewien sposób zjawiskowe. Wieńcząc test dodam, że w dwóch odsłonach, bowiem kabel ze srebrem jako przewodnikiem nieco wyostrzył przekaz, ale za każdym razem była to od pierwszych chwil słyszalna poprawy jakości słuchanej muzyki. Dlatego bez jakiegokolwiek naciągania faktów polecam wypróbowanie naszego bohatera każdemu adeptowi obcowania z muzyką w formie plikowej. Tym bardziej, że marka Farad na bazie konkretnych zamówień robi zasilacze dla szerokiej palety urządzeń, czym czyni swą ofertę szalenie uniwersalną. Naprawdę warto.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i, Furutech DAS-4.1
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: Audiosource
Producent: Farad power supplies
Cena:
Farad Super10: 2889 € ( w kpl. Level 2 copper cable (wtyki GX25-4; Oyaide 5.5/2.1)) + darmowa wysyłka.
Level 3 copper cable (wtyki GX25-4; 5.5/2.1): 810 € / 80 cm
Level 3 silver cable (wtyki GX25-4; 5.5/2.1): 1010 € / 80 cm

Dane techniczne:
Wymiary (S x G x W): 260 x 320 x 70 mm
Waga: 7,6 kg
Napięcie wyjściowe: 5V
Pojemność: 16.7F
Max. pobór mocy: 150W