Tag Archives: ClearAudio


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

ClearAudio Smart Matrix Silent

Nie sądzę, aby ktokolwiek próbował oponować przeciwko twierdzeniu, że jeśli nie połowa, to przynajmniej znacząca liczba parających się muzyką nawet nie tyle melomanów, co zwykłych pochłaniaczy zapisów nutowych może pochwalić się lepszym lub gorszym gramofonem. To jest fakt, z którym nie próbują dyskutować najwięksi antygramofonowi ortodoksi. Powód? Dźwięk dobrze skalibrowanego drapaka przez wielu producentów nadal jest celem do naśladowania podczas projektowania odtwarzającej muzykę elektroniki, co wręcz samoczynnie nakręca rynek analogowy. I wszystko byłoby ok., gdyby nie drobny mankament. Płyty winylowe są podatne na wszelkiego rodzaju zabrudzenia, co niestety bez wykonywanego raz na jakiś czas procesu czyszczenia pogarsza odczyt zapisanych na nich informacji. Tak tak, w zamian za fantastyczny sound podczas obcowania z czarną płytą jesteśmy zmuszeni do pewnego rodzaju celebry. Jednak myliłby się ten, kto twierdziłby, że mówię jedynie o oczyszczeniu płyty przed opuszczeniem ramienia z powierzchniowo zalegającego na niej kurzu przy pomocy antystatycznego pędzelka lub szczoteczki. Do czego piję? Niestety do okresowego mycia specjalnym płynem w stosownych urządzeniach. Jakich? Choćby w prezentowanej dzisiaj myjce płyt winylowych, znanego z racji wieloletnich osiągnięć na całym świecie niemieckiego ClearAudio Smart Matrix Silent, którą do sprawdzenia w boju dostarczyła Sieć Salonów Top HiFi & Video Design.

Przybliżając pakiet technikaliów ważnym z punktu widzenia solidności konstrukcji jest wykonanie znacznej większości podzespołów typu prostopadłościenny korpus, pokryty miękką wykładziną talerz, ramię ssąco-tłoczące i chroniący label przez zamoczeniem miękkim materiałem docisk, ze świetnie prezentującego się wizualnie aluminium. Obudowa, z racji umieszczenia na górnej płaszczyźnie nie tylko podtrzymującego płytę podczas mycia wspomnianego talerza, ale również zlokalizowanego w lewym rogu, wyposażonego w regulację pracy dla trzech rodzajów czarnych placków, wielofunkcyjnego ramienia, a na prawej przyfrontowej flance trzech guzików – zmiana kierunku obrotu, dozowanie płynu myjącego i uruchamianie odsysarki i z prawej tylnej strony otworu zbiornika czynnika myjącego, w kwestii zajmowanej połaci na półce jest nieco większa do samej płyty. Jednak nie przejmujcie się, bowiem nie jest to wielokrotność powierzchni czarnego placka, tylko na ile to możliwe w miarę kompaktowe rozwiązanie wspomnianych lokalizacji. Front w celu nadania sznytu elegancji, ale bez nadmiernego blichtru, ozdobiono jedynie informującym o nazwie marki i symbolu urządzenia logotypem. Zaś tył spełniając założenia obsługi podzespołów elektrycznych i procesu oczyszczania jest ostoją zintegrowanego z bezpiecznikiem i głównym włącznikiem gniazda zasilania, dwóch niewielkich otworów wentylacyjnych do wyrzutu powietrza z odsysarki i nisko umieszczonego gumowego wężyka dla spuszczania pozostałości płynu po procesie mycia. Całość konstrukcji posadowiono na stabilnych stopach i w pakiecie startowym doposażono w butelkę firmowego koncentratu myjącego.

Jak używamy tego winylowego, śmiało można powiedzieć, niezbędnika analogowego melomana? Zapewniam, iż całość dzięki automatyzacji jest może nie dziecinnie, ale naprawdę dość prosta. Najpierw zalecaną przez producenta myjki już gotową, lub we własnym zakresie rozcieńczoną na bazie koncentratu ClearAudio Pure Groove firmową miksturą, napełniamy usytuowany w prawym tylnym rogu zbiornik. Lekko unosząc ustawiamy ramię czyszcząco ssące na lewo poza obrys płyty. Kładziemy zdobyty po latach poszukiwań na aukcjach internetowych winylowy krążek na talerzu. Po dociśnięciu go i lekkim przykręceniu clampem tak przygotowanej kanapki – miękko wyściełany talerz, płyta, szczelny docisk, ustawiamy ramię nad płytą i powoli je opuszczamy. I tutaj w teorii kończy się nasza ingerencja, gdyż proces kąpieli rusza samoczynnie. Co to oznacza? Silnik zaczyna obracać płytę i prawie w tej samej chwili rozpoczyna się dozowanie odpowiedniej ilości płynu. Tak namoczonemu, cały czas wolno wirującemu plackowi pozwalamy wykonać kilka obrotów w jedną i dla lepszej penetracji brudnych rowków przez szczotkę za pomocą stosownego przycisku w prawym narożniku w drugą stronę. Wieńcząc dzieło przywracania drugiej młodości płycie po kilku zmianach kierunku obracania się talerza włączamy odsysarkę. Na jak długo? Aż powierzchnia przestanie wykazywać oznaki wilgoci. Naturalnie wspomniane czynności powtarzamy dla drugiej strony płyty. To wszystko? Owszem. Jednak należy zaznaczyć, że gdy jakimś dziwnym trafem automat nałoży na płytę zbyt małą ilość mikstury czyszczącej – zapewniam, że po kilku próbach wychwycicie, o czym piszę, urządzenie ma odpowiedni, pracujący niezależnie od automatu guzik dozujący, którym zaobserwowane braki jesteśmy w stanie skorygować. Wystarczy go wcisnąć i trzymać do wyrównania filmu cieczy myjącej. Nic więcej. Przyznacie, że proste? A, jeszcze jedno. Cała zabawa w mycie nie ma większego sensu, jeśli tak odnowione winyle włożycie w stare, często tylko papierowe koperty. Co zatem zrobić? Po prostu zamówić dobrej jakości nowe, wyściełane folią antystatyczne koperty, które zapewnią naszym zbiorom nie tylko czyste, ale również izolujące płyty od ładunków elektrycznych warunki długoletniego leżakowania.

Zbliżając się ku końcowi tej prezentacji analogowej pralki nasuwają się dwa pytania: „Kto powinien zaopatrzyć się w tego typu konstrukcję?” i „Jaki jest cel zagracania pokoju takim sporych gabarytów meblem?”. W odpowiedzi na pierwszy cudzysłów widzę co najmniej dwie grupy. Pierwsza to wszyscy posiadacze rozbudowanej kolekcji płyt. Zaś drugą są osobnicy wiążący z gramofonem wieloletnią przyszłość, gdyż zapewniam, płytoteka szybko się rozrasta. Po co to wszystko? I tutaj dochodzimy do sedna. Zapewniam niedowiarków, że nawet nowe płyty, z racji mocnego zabrudzenia procesem produkcyjnym potrzebują kąpieli tuż po pierwszym wyjęciu z wewnętrznej koszulki. Niby podczas oględzin gołym okiem krążek wygląda ok., ale niestety w rowku siedzi spora ilość drobnego pyłu, który po części potrafi się wbić w rowek i po części osadzić się na igle podczas pierwszego słuchania, pogarszając proces odczytu mechanicznie zapisanych danych. Mało tego. Płyta często dodatkowo jest tak naładowana elektrostatycznie, że już podczas wyjmowania z okładki stają nam włosy na rękach, a co dopiero mówić o skutkach przenoszenia tych artefaktów przez wkładkę do karmiącego nasz system sygnału analogowego. To samo dotyczy starych winyli, z tą tylko różnicą, że brud jest efektem wieloletniego bytu na tym ziemskim łez padole – oprócz sal operacyjnych i tego typu przybytków nie ma stref wolnych od wszechobecnego w naszym życiu kurzu, co sprawia, że bez porządnej kąpieli nie ma realnych szans na dogłębne pozbycie się go. A gdy po bożemu tuż przed odsłuchem umyjemy zmęczoną życiem ukochaną płytę, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki świat staje się znacznie piękniejszy. Co się dzieje? Po pierwsze – nawet jeśli nie zanika całkiem, to znacznie się zmniejsza – to zależy już od stanu i jakości tłoczenia czarnego placka – spowodowany brudem w rowkach szum przesuwu igły. A po drugie – dzięki antystatyczności płynu myjącego całkowicie eliminujemy potencjalne powstawanie ładunków podczas przecież zwyczajnego drapania diamentu po plastiku. Myślicie, że to są drobiazgi? Bynajmniej, to podstawa dobrego dźwięku, co przekłada się na zmniejszenie zniekształceń sygnału, znacznie poprawiając proces naszego obcowania z muzyką. Czy myjemy przed każdorazowym położeniem na talerz? Naturalnie nie. Owszem, spotkałem się z ortodoksyjnymi słuchaczami, którzy uprawiają tego typu ekwilibrystykę, ale zapewniam, nie ma to specjalnego sensu. Wystarczy zrobić to raz na kilka lat. No chyba, że słuchamy danej pozycji dość często, wówczas nie zaszkodzi ją co kilka mitingów przepłukać.

I jeszcze jedno. Samo mycie z racji szumu wysysarki jest trochę uciążliwą i z uwagi na oczekiwanie na zakończenie procesu nieco nudną czynnością, dlatego też podpierając się swoim wieloletnim użytkowaniem tego typu konstrukcji sugeruję rozłożyć to na raty. To znaczy? Zwyczajnie. Gdy kupuję sobie kilka fajnych krążków, nie siadam do natychmiastowego przywracania im młodości, tylko stawiam w regale w wyznaczonym miejscu i płuczę tuż przed pierwszym użyciem. Czyszczenie jednej sztuki zajmuje 3 minuty, potem 45 min przyjemnego słuchania i znowu powtórka. Zapewniam Was, tak rozłożona „zabawa” nie dość, że rozchodzi się po kościach, to jeszcze nie przeciąża myjki zbytnim nagrzewaniem się podczas wielokrotnego osuszania kilkunastu krążków z rzędu. To zaś sprawi, że tytułowa Clear Audio Smart Matrix Silent będzie służyć Wam przez długie lata.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design
Cena: 6 699 PLN
Dane techniczne
Max. Pobór mocy: 300 W
Wymiary (S x W x G): 345 x 345 x 235 mm
Waga: 10.6 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

Clearaudio Smart Matrix Silent

Szybkie, skuteczne, a przy tym ciche czyszczenie płyt gramofonowych za pomocą płynu i wielofunkcyjnego ramienia, które można z łatwością dopasować do wielkości każdej płyty gramofonowej – to najważniejsze zalety najnowszej myjki Clearaudio Smart Matrix Silent.

Wprowadzając do sprzedaży nową myjkę Smart Matrix Silent projektanci z Clearaudio odpowiedzieli na potrzeby i oczekiwania wymagających miłośników płyt gramofonowych. Najnowsza konstrukcja tego renomowanego niemieckiego producenta łączy łatwość użytkowania z licznymi praktycznymi funkcjami, pozwalając zachować winylowe krążki w perfekcyjnym stanie.

Jak wskazuje nazwa urządzenia, jedną z jego najważniejszych zalet jest cicha praca, zarówno podczas mycia, jak i osuszania płyt. To wyjątkowa cecha, ponieważ myjka Smart Matrix Silent wykorzystuje silnik próżniowy o mocy aż 500 W. Zastosowane wielofunkcyjne ramię czyszcząco-odsysające można w szybki i prosty sposób dopasować do rozmiaru płyty, w tym również szelakowej, ułożonej na talerzu. Dopasowanie ramienia do wielkości płyty umożliwia specjalny suwak znajdujący się z boku ramienia – użytkownik ma do wyboru opcje LP, LH i S. Samo ramię można w prosty sposób zdemontować bez użycia narzędzi.

Myjka Clearaudio wyposażona jest w zbiornik na płyn do czyszczenia. Aplikacja cieczy odbywa się automatycznie, a samo nanoszenie cieczy aktywowane jest po naciśnięciu odpowiedniego przycisku. Użytkownik może określić czas trwania i intensywność samego procesu czyszczenia. Clearaudio Smart Matrix Silent pozwala na dwukierunkowy obrót/czyszczenie płyt, a wysokiej jakości przyciski dla wszystkich elementów sterujących zapewniają intuicyjną obsługę. Łatwość użytkowania zwiększa brak przycisku zasilania – urządzenie włącza się automatycznie po ustawieniu ramienia czyszczącego w odpowiedniej pozycji. Zastosowane w Smart Matrix Silent komponenty – silnik, pompa, zbiornik płynu czyszczącego i pojemnik na zużytą ciecz – są takie same jak w modelu Double Matrix Professional Sonic.

Wraz z urządzeniem użytkownik otrzymuje adapter do singli oraz specjalny zacisk, który utrzymuje płytę na miejscu i chroni przed zamoczeniem etykiety naklejane na płytach. Dodatkowo w zestawie znajduje się także płyn czyszczący Pure Groove o pojemności 500 ml oraz lejek.

Myjka talerzowa Smart Matrix Silent oferowana jest w dwóch wersjach kolorystycznych: czarnej i srebrnej. Nominalna cena detaliczna najnowszej konstrukcji Clearaudio wynosi 6699 zł. Do urządzenia można dokupić opcjonalną pokrywę przeciwpyłową kosztującą 630 zł. Myjka jest już dostępna w salonach Top Hi-Fi & Video Design.

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

ClearAudio Concept
artykuł opublikowany / article published in Polish

Do tej pory uważaliśmy,  iż parafrazując klasyka „wszystko co dzieje się w Erlangen, zostaje w Erlangen” a tymczasem okazało się, że … niekoniecznie.  O co chodzi? O to, co zmajstrował Jacek podczas obchodów 40-lecia ClearAudio.  Krótko mówiąc, skoro  na prowadzonych wtenczas warsztatach własnoręcznie złożył gramofon ClearAudio Concept, to lada moment przyjdzie Mu zmierzyć się z jego recenzją. Tak, tak – dokładnie ten sam egzemplarz właśnie dotarł do naszej redakcji.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

40-lecie Clearaudio

Gdyby komuś z naszych wiernych czytelników wydawałoby się, że środek lata z racji tak zwanego sezonu ogórkowego nie jest w stanie wygenerować ciekawego wydarzenia w interesującym nas dziale wyrafinowanego audio, z niekłamaną przyjemnością spieszę go wyprowadzić z błędu. O co chodzi? Już wyjaśniam. Otóż owszem, zdecydowana większość ważnych imprez typu wprowadzanie nowości, czy kolejnej odsłony istniejącego już produktu, ze wspomnianych przed momentem przyczyn stara się mieć swoje pięć minut w bardziej sprzyjającym w uzyskaniu odpowiedniego rozgłosu okresie. Jednak gdy w grę wchodzi rocznica działalności, temat nabiera całkowicie innego wymiaru. I nie ma znaczenia, jaka cyferka jest wyznacznikiem danego jubileuszu, liczy się fakt pokazania światu, kiedy nastąpiła inicjacja danego pomysłu biznesowego. Oczywiście im więcej wiosen na koncie ma dane przedsięwzięcie, tym wydźwięk jest większy, ale nie zmienia to faktu, że najważniejszym jest możliwie huczne ogłoszenie ciągłości swojego bytu. Po co ten cały wywód? Powiem tak. Jeśli w choć minimalnym stopniu kochacie muzykę płynącą z gramofonu, powinniście wiedzieć do czego piję. Jeśli jednak jakimś zbiegiem okoliczności delikatnie się zarumieniliście, przypominam, iż w tych dniach, czyli środku wakacji jeden z czołowych producentów przeżywających w systemach audio prawdziwy renesans drapaków płyt winylowych, stacjonujący w niewielkim, ale za to malowniczym mieście Erlangen niemieckie Clearaudio obchodzi okrągłą – czterdziestą rocznicę działalności. To zaś było dla mnie fantastycznym zaczynem do poznania jubilata z nieco innej, pokazującej całe przedsięwzięcie od podszewki strony, co w poniższym tekście postaram się dość zwarcie w domenie tekstowej, ale za to rozbudowanie w kwestii fotograficznej zaprezentować.

Punktem zapalnym przedsięwzięcia zatytułowanego Clearaudio był obecny senior brandu Peter Suchy, który w 1978 roku swą aplikację do działu wyrafinowanego audio, z dużym odzewem klienteli, zaznaczył wprowadzeniem na rynek głośników Delta i Sigma. Jak można wyczytać z materiałów firmowych, ów sukces nie był sprawą jednostkową, tylko okazał się być zastrzykiem dawki adrenaliny w dążeniu do rozszerzenia oferty z wysublimowaną dbałością o doskonałość wszelkich produktów. To zaś po dziesięciu latach dynamicznego rozwoju, czyli w 1988 roku zaowocowało uzyskaniem patentu na własne ramiona tangencjalne, by po kolejnej dekadzie tj. w 1998 zdobyć patent na nową generację wkładek MC i po kolejnej dziesiątce długich latek (2008 rok) rozpocząć przebieg uzyskiwania patentu na ceramiczne łożysko magnetyczne. Naturalnie przywołane daty uzyskiwania ochrony swojej myśli technicznej nie są jedynymi ważnymi momentami w działalności firmy. Do wspomnianej puli ciekawych osiągnięć spokojnie można dorzucić wprowadzenie na rynek pierwszego gramofonu “The Reference” (1993 r.) i maszyny do mycia płyt winylowych “Matrix” (2002 r.). Lata mijały, Peter Suchy wcielał nowe pomysły w życie, w międzyczasie został seniorem rodu i nim zdążył się zorientować, okazało się, że nastał rok 2018 i jego biznesowemu dziecku stuknęła okrągła czterdziestka. Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że z pieczołowitością prowadzoną firmę oddał w obce ręce i spoczął na laurach. Obecnie tę określoną przez audiofilski świat mianem bezapelacyjnego przedstawiciela High Endu schedę przejęli potomkowie rodu Robert, Veronika i Patrick Suchy. Naturalną koleją rzeczy w celu dołożenia wszelkiej staranności w dalszej działalności firmy każde z nich zajmuje się innym jej sektorem, co według mnie dało fantastyczne skutki choćby w postaci będącego szczytem oferty marki gramofonu Statement. Myślicie, że naciągam fakty na potrzeby dzisiejszego tekstu? Niestety nie. W swej analogowej drodze do sonicznego absolutu doszedłem dość wysoko i naprawdę niewiele rzeczy jest w stanie mnie do siebie przekonać. Jednak po opisywanej wizycie do Erlangen na ewentualną, od razu zaznaczam bardzo krótką listę przeskoku z posiadanego przecież, bardzo uznanego w świecie drapaka, o oczko wyżej po bliższym zapoznaniu się z możliwościami oddania świata dźwięków trochę z obawą przed co chwila spełniającymi się w moim życiu marzeniami śmiało wpisuję wspomniany hołd dla muzyki w postaci modelu Statement.

Jak widać na załączonych fotografiach, goszczące nas miasto Erlangen zadbało, aby pogoda nie pokrzyżowała planów jubileuszowego eventu rozsławiającej jego byt na mapie świata. Dlatego też widniejący na rozpoczynających relację zdjęciach przedstawiciele rodu Suchy, począwszy od założyciela marki Pana Petera, przez będącego przysłowiowym wodzirejem tej trzydniówki Roberta po zapraszających wszystkich do miłego spędzenia czasu Veronikę i Patricka, nie zanudzali nas godzinnymi przemówieniami, tylko w zwięzłych zdaniach przechodzili do mającego wydźwięk radości z jubileuszu sedna sprawy. Jak było? Przyznam szczerze, podobnych imprez zaliczyłem już kilkanaście, ale takiego luzu gospodarzy w kontaktach nie tylko z gośćmi, ale również z pracownikami jak dotychczas nie spotkałem. To była w pełnej krasie pozbawiona nadęcia („co to nie my”) zabawa przez duże „Z”. Żadnych sennych wykładów, czy wielogodzinnych seminariów, co jest niestety bardzo częstą praktyką podobnych imprez. 40-lecie marki Clearaudio było jednym wielkim, w dobrym tego słowa znaczeniu, festynem, który, trzeba to jasno powiedzieć, według mnie w głównej mierze był pozytywnym efektem działań jednego z następców Petera w osobie niestrudzonego szaleńczym upałem Roberta. Nie wiem, jak on to zrobił, ale dbał o każdy punkt mocno napiętego programu zabaw przez całe trzy dni bez oznak większej zadyszki. Jednym słowem człowiek ze stali. I co w tym wszystkim jest najlepsze, zawsze się uśmiechał i tryskał humorem. Teoretycznie niemożliwe, a jednak byłem tego świadkiem.

Gdy dla części gości zabawa trwała w najlepsze, poszczególne grupy zostały zaproszone do odwiedzenia fabryki z pełnym wglądem co, gdzie i jak.
1. I tak rozpoczynając od pierwszej fotki odwiedziliśmy dział montażu ramion gramofonowych. Nie ma specjalnego podziału na konkretne linie. Produkty wykonuje się na konkretne zamówienia, co widzimy na przykładzie kilku rodzajów ramion gramofonowych na kilku stołach w różnych fazach produkcji.
2. Kolejne kroki zaprowadziły nas do niedużego magazynu, sekcji montażu zamówionych modeli gramofonów, gdzie między innymi znalazły się podzespoły tak drażniącego moje analogowe ego modelu Statement. Co ciekawe, jednymi z niewielu wykonywanych u kooperantów komponentów są właśnie widniejące w tej sali plinty. Jakie są tego przyczyny? Do końca nie wiem, ale być może, aby zrobić to na poziomie ideału, włodarze marki bez rozbudowywania fabryki woleli pozostawić to znającym się na rzeczy fachowcom, czego efektem jest widniejąca na zdjęciach dbałość o każdy szczegół wykończenia czy to w połysku, czy w macie wykonanej w danej stylistyce powierzchni.
3. Śledząc slajdy z pewnością zauważyliście wywołujące uśmiech na twarzy pudelka po pizzy. Tym razem nie są to jednak pozostałości po firmowych posiłkach regeneracyjnych, tylko z humorem zapakowane talerze do gramofonów.
4. Kolejnym działem jaki udało nam się obejrzeć, była sekcja mało kojarzących się z precyzyjnym gramofonem maszyn typu wiertarki lub tokarki. Jeśli ktoś jest zaskoczony, ze swojego doświadczenia zapewniam, iż to jest chleb powszedni każdego mechanicznego produktu.
5. Pewnie się uśmiechniecie, dlatego też zrobiłem kilka fotek, ale nawet do produkcji gramofonów, a w tym przypadku do montażu myjek do płyt winylowych wykorzystywany jest pospolity młotek. Może nie w rozmiarze XXL, ale bez względu na rozmiar raczej kojarzymy go z dewastacją niż precyzyjną pracą, a tu taki pozytywny „zonk”.
6. Po niszczycielskim młotku przyszedł czas na coś bardziej wyrafinowanego i wycieczka dotarła do precyzyjnych maszyn typu CNC.
7. Tuż za działem obróbki precyzyjnej trafiliśmy na salę składania do wysyłki kompletnych myjek płyt.
8. Gdy dostatecznie nasyciliśmy się zapachem chłodziwa z obrabiarek, pracownik firmy wpisując się w nasze oczekiwania zaprosił nas do działu produkcji wkładek gramofonowych, gdzie na jednym ze stołów mogliśmy zobaczyć proces pomiaru i wydruku dostarczanych z każdą wkładką parametrów jej pracy. Jeśli dobrze się przyjrzycie, bez problemu powinniście zobaczyć prezentowaną na dłoni bursztynową drobinkę, która jest niczym innym jak cewką igły wkładki gramofonowej i obok spakowane w plastikowy pojemnik magnesy zbierające sygnał z poruszającej się w ich polu, znajdującej się na końcu wspornika wspomnianej cewki.. Niestety jak to w życiu bywa, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą i ze smutkiem muszę potwierdzić Wasze spostrzeżenia na temat będących cmentarzyskiem wielu wkładek dwóch niebieskich kuwet. Smutny widok, nie sądzicie?

Jak wynikało z planu na piątek, oprócz zwiedzania fabryki kolejnym ważnym wydarzeniem dnia miał być wyścig na wytyczonym wokół budynku torze kartingowym. Choć z powodu praktycznie braku możliwości wyprzedzenia jednego bolidu przez drugi nie za bardzo orientowałem się jakie są zasady oceniania, zabawa była przednia. Naturalnie dla potrzeb podniesienia poziomu śmiechu podczas wielogodzinnych zmagań na torze, każdy z wyścigów miał swoją nazwę i z założenia delikatnie kreował mające się odbyć podczas każdego startu wydarzenia. Oczywiście to były jedynie pobożne życzenia organizatorów i niestety nie do końca przełożyły się na poczynania kierowców, gdyż ci po zajęciu miejsca w usytuowanym kilka centymetrów nad ziemią fotelu zazwyczaj parli do mety jak szaleni. Ale co tam, koniec końców chodziło zabawę, czego było pod dostatkiem. Wieńcząc ten akapit z przyjemnością donoszę, iż mieliśmy w tym wydarzeniu trzech przedstawicieli i co ważne, dwóch z nich zajęło drugie miejsca w swoich biegach.

Zobrazowany w tej serii zdjęć pokój jest prywatnym azylem muzycznym Pana Petera. Codziennie przychodzi do pracy, ale nie w celach wtrącania się w biznesowe poczynania swoich potomków – ci radzą sobie przecież znakomicie – tylko z sentymentu i raczej dla posłuchania muzyki. Patrząc na stojący tam zestaw w korelacji z tym co mam u siebie, a konkretnie mówiąc chodzi kolumny z głośnikami papierowymi , sądzę, że w kwestii ostatecznej estetyki dźwięku nadajemy na tych samych falach. Szkoda, że nie miałem okazji spróbować sonicznej szkoły założyciela marki Clearaudio. Może następnym razem?

Co prawda fotograficzna prezentacja tych bardzo ważnych dla audiofila urządzeń wygląda bardzo skromnie, ale wynika to z uwagi na używanie ich jedynie w celach realizacji nowych wydań płytowych. Spieszę jednak donieść, iż prezentowany set gramofonu szpulowego i wycinarki płyt winylowych mimo wyglądającego na wiekowy nadal jest pełnoprawną podczas nagrywania, masteringu i produkcji płyt składową sprzętowej układanki.

Już nawet niezobowiązujący rzut okiem na to pomieszczenie daje jasny przekaz, że w co jak w co, ale w system odsłuchowy swoich wyrobów przedstawiany producent grosza nie żałował. Stojące na zewnętrznych rubieżach amerykańskie kolumny Wilson Audio MAX i angielskie B&W 802 pozwalały pokazać możliwości tego samego urządzenia w dwóch nieco odmiennych specyfikach grania. W dniu naszych odwiedzin grały akurat MAX-y i powiem szczerze, że mimo osobistego obrania nieco innej drogi specyfiki dźwięku całego zestawienia, ta prezentacja bez najmniejszych problemów potwierdziła pokładane w topowym gramofonie oczekiwania. Owszem, z racji sesji wyjazdowej i wielu zmiennych nie był to odsłuch wiążący, ale jeśli coś aspiruje do miana elity High Endu, nawet w teoretycznie nie do końca idealnych warunkach, powinno pokazać, że wie, o co w tej zabawie chodzi. I zestaw oparty o gramofon Statement bez problemu mówiąc kolokwialnie owinął mnie wokół swojego palca.
Ale ale, ten pokój nie był li tylko cieszącym oczy uwielbieniem dla topowych konstrukcji niemieckiej marki. To tak prawdę mówiąc był salon wzorcowy, czego potwierdzeniem była wystawa produkowanych przez naszych zachodnich sąsiadów innych gramofonów i oferowanych w swoim portfolio urządzeń.

Ostatnim akcentem naszpikowanego ciekawostkami piątku były dwa występy muzyczne. Pierwszym okazał się być prezentacją wykonywanej przez ubrany w regionalne stroje zespół pochodzącej z tamtych regionów bawarskiej twórczości. Nuda? Bynajmniej. Repertuar był tak znakomicie dobrany, że oprócz natychmiastowego zaciekawienia swoją muzyką licznie przybyłych gości, sam stosownymi sekcjami solowymi danej sekcji (klarnety, trąbki, puzony, czy bębny) pokazał, jak znakomity warsztat posiada.
I gdy myśleliśmy, że przyszedł czas na pożegnanie piątku, na przygotowaną na opisywany event niezbyt dużą scenę wkroczył złożony z mających już swoje lata, ale przez to wiedzących jak przygarnąć serca słuchaczy zespół “Back in Time”. Jak wypadli? Powiem szczerze. Nie tylko repertuar jaki zaśpiewali i zagrali (znane przeboje rockowe i rock-popowe), ale również sposób interpretacji nie pozwalały na nic innego jak bezwiedne długie oklaski po każdym z kawałków. Sam byłem zdziwiony, że tak chętnie biłem brawo, a w tym aspekcie z reguły nie jestem zbyt wylewny.

Punktem centralnym podobnie przepięknej w kwestii pogody do piątku soboty było grupowe składanie gramofonów. Szczerze powiedziawszy do samego rozpoczęcia tego zadania nikt z nas do końca nie wierzył, że jest to możliwe. Tymczasem znajdująca się na liście wydarzeń zapowiedź stała się faktem i nadszedł czas zmierzenia się z podstawami budowy poczciwych gramiaków. Smaczku dodawał fakt, że obserwujący nas przedstawiciele producenta mieli być jedynie zdawkowo pomagającymi doradcami, a całą wiedzę na temat odpowiedniej kolejności montażu każdego elementu mieliśmy czerpać z pokazującej to dokładnie wycieczki po linii produkcyjnej. Jak wypadł ten budowniczy miting? Nie wiem z jakiego powodu, ale jednym z owoców było delikatne podniesienie poziomu adrenaliny u uczestników. Na szczęście był jedynie motywujący, a nie przeszkadzający w całej zabawie aspekt. Tym bardziej, że prawie każdy kto potrzebował pomocy, bez problemu ją otrzymywał i co ważne nie tylko od obsługi, ale również od bardziej zorientowanych w temacie sąsiadów. Suma summarum wszyscy lepiej lub gorzej, ale sklecili po jednym egzemplarzu, co wprawiło nas w znakomity nastrój, czego zwieńczeniem była kończąca całą trzydniową jubileuszową zabawę grupowa fotka.

Jak wynika z powyższej relacji, przez większość jubileuszu 40-lecia istnienia marki Clearaudio byliśmy zabawiani. Czy to źle? Czy goszczący nas organizatorzy zmarnowali pieniądze? Naturalnie, że nie, gdyż w takich przedsięwzięciach o to właśnie chodzi. Jednak cały myk polega na tym, aby bez zbędnego psychicznego obciążenia przemycić dawkę ważnych do umysłów uczestników, co za sprawą połączenia zabawy z okraszonym wieloma nurtującymi nas pytaniami zwiedzaniem linii produkcyjnej gospodarze zrealizowali znakomicie. Z doświadczenie wiem, że to jest trudne, gdyż dotychczas w podobny do tytułowej marki sposób potrafili zrobić jedynie nieliczni.
Puentując to bardzo ważne dla tytułowego brandu wydarzenie chciałbym pogratulować Panu Peterowi Suchy i jego spadkobiercom tak długiego, a przy tym owocnego w wiele przełomowych konstrukcji w domenie analogu, bytu na rynku audio, a ich pracownikom podziękować za bardzo miłą atmosferę podczas całego weekendu. Naturalnie w swych podziękowaniach nie mogę pominąć organizującego nasz wyjazd do Erlangen dystrybutora Audio Klan. Cieszę się, że miałem okazję pojawić się na tak ważnym dla świata High Endu imprezie, za co w ramach rekompensaty życzę polskiemu przedstawicielowi marki Clearaudio wielu sukcesów w propagowaniu jej spuścizny. I nie odbierajcie tego jako dziękczynne drukowanie meczu, tylko nauszne potwierdzenie możliwości dźwiękowych usłyszanych podczas wizyty w głównym salonie stacjonujących tam gramofonów.

Jacek Pazio

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

ClearAudio Innovation Basic

Link do zapowiedzi: ClearAudio Innovation Basic

Opinia 1

Po hotelowo – stadionowym maratonie i związanym z dopiero co zakończonym Audio Video Show reportażowym szaleństwie wreszcie możemy złapać chwilę oddechu i powrócić do zdecydowanie bardziej miarodajnych, oraz wnikliwych odsłuchów. Nie chcąc jednak do końca przyrosnąć do ulubionych kanap i foteli, w ramach nowego – poświątecznego (AVS i monachijski High end to audiofilskie odpowiedniki Bożego Narodzenia i Wielkanocy) rozdania postanowiliśmy wziąć na warsztat coś, co z jednej strony zmusi nas do podnoszenia od czasu do czasu czterech liter i jednocześnie będzie swoistym debiutem kolejnej znanej, acz do tej pory omijającej nasze skromne progi, marki. O czym mowa? Jak z pewnością zdążyli się Państwo domyślić pierwsze kryterium w dzisiejszych czasach spełniają wyłącznie gramofony i rzeczywiście w niniejszej recenzji swoją uwagę skupimy właśnie na przedstawicielu tej cieszącej się nieustającą popularnością rodziny a jeśli zaś chodzi o pulę nieobecnych do tej pory na naszych łamach brandów, to pomimo naszych usilnych starań ich lista jest na tyle długa, że prawdopodobieństwo oddania celnego strzału leży wyłącznie w zasięgu Robina z Sherwood. Dlatego też nie przedłużając wstępniaka pragniemy Państwa zaprosić na spotkanie z wielce urodziwym gramofonem ClearAudio Innovation Basic, który dzięki uprzejmości (nowego) dystrybutora marki – stołecznego Audio Klanu, dotarł do nas w firmowej konfiguracji, czyli z uzbrojonym we wkładkę ClearAudio Essence MC ramieniem ClearAudio Magnify.

Jak sami Państwo widzą zgodnie ze starym powiedzeniem, że wszystko zostaje w rodzinie ClearAudio ani myśli oddawać pola konkurencji i stara się jak może, by klient decydując się na niemiecki napęd nie kombinował i nie szukał ramion, czy kartridżów firm trzecich, lecz zaufał właśnie im. Trudno się z resztą takiemu podejściu do tematu dziwić, gdyż dzięki temu wytwórca nie dość, że ma możliwie pełną kontrolę nad nader misterną i wrażliwą niemalże na plamy na słońcu układanką zwaną potocznie i przynajmniej jak na moje oko nieco zbyt ogólnie gramofonem, to już na dzień dobry eliminuje ewentualne potknięcia konfiguracyjne niedoświadczonego analogowego akolity. Nie muszę przecież nikogo uświadamiać jak łatwo jest zaprzepaścić potencjał drzemiący nawet w wybitnym napędzie aplikując do niego źle dobrane ramię, czy też zupełnie niedopasowaną do całości wkładkę. A tak, decydując się na danie dnia, lub jak kto woli spécialité de la maison odpowiedzialnością za efekt finalny możemy w znacznym stopniu obarczyć tytułowego producenta. Czemu napisałem w znacznym stopniu a nie całkowicie? Odpowiedź jest banalnie prosta i znajdziecie ją Państwo zaglądając do zwiastuna niniejszej epistoły, gdzie może nie czarno na białym, lecz w kolorze i możliwie drobiazgowo przedstawiliśmy proces transformacji poszczególnych podzespołów do stadium finalnego, czyli nadającego się do użytku, ustawionego i skalibrowanego gramofonu. Jeśli jednak myślicie, iż po tej całej zabawie w domorosłego Adama Słodowego mogliśmy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zasiąść w fotelach i z lampką słomkowo-złotego, pochodzącego z Islay destylatu o nad wyraz intensywnym aromacie rozgrzanych podkładów kolejowych i jodyny w dłoni oddać się odsłuchom, to … jesteście w błędzie. Przecież niniejsze, będące fabryczną „nówką” cudo należało jeszcze wygrzać, gdyż takie dziewicze – prosto z pudełka może i generowało przez pierwsze kilkadziesiąt godzin jakieś dźwięki, lecz muzyką tego nazwać nie sposób. Tzn. można, lecz ewidentnie w złej wierze, bądź rozpaczliwie szukając argumentów, iż nie ma sensu przesiadać się z gramiaka za jakieś 1000 -2500 PLN. Wtedy jak najbardziej tak – sukces murowany.
My jednak wyszliśmy z założenia, iż warto nawet dłuższą chwilę poczekać na zakończenie procesu akomodacyjnego i „docieranie” wkładki, by potem, już ze spokojną głową, i sumieniem, móc w miarę obiektywnie stwierdzić, czy wydatek rzędu 36 kPLN na Innovation Basic ma po prostu sens a walory estetyczne idą w parze z możliwościami sonicznymi.

No to po kolei – na pierwszy ogień idzie zatem budowa i wygląd. Od strony czysto technicznej zredukowaną do niezbędnego minimum trójramienną plintę wykonano w formie eleganckiego sandwicza składającego się z dwóch płatów satynowego aluminium i umieszczonej między nimi, zdecydowanie grubszej warstwy Panzerholz, czyli przekładając na język polski sygnowanego przez firmę Delignits specjalnego rodzaju sklejki bukowej na bazie żywic syntetycznych o najwyższej, zbliżonej do metalu, odporności i wytrzymałości mechanicznej. Całość wykończono z niebywałą starannością i dbałością o nawet najmniejsze detale, co wbrew pozorom nawet na tych pułapach cenowych nie zawsze jest standardem. Ponadto o ile w wersji startowej otrzymujemy wersję z jednym ramieniem, to nic nie stoi na przeszkodzie, by tytułowy napęd wzbogacić o drugie ramię montowane na kolejnej, niezajętej przez silnik, czyli wolnej odnodze plinty. Z ciekawostek warto również wspomnieć o ciągłej kontroli optycznej obrotów i możliwości wyboru pomiędzy talerzem wykonanym z mlecznobiałego akrylu GS-PMMA, lub wysokiej gęstości czarnego POM-u. Poziomowanie jest dziecinnie proste, ustawienia antyskatingu i siły docisku dzięki intuicyjnej i prowadzącej krok po kroku instrukcji, oraz „magicznej” walizeczce również nie nastręcza problemów, więc wystarczy tylko założyć przekazujący z wrzeciona silnika na talerz trzy prędkości gumowy pasek i wpiąć się w niezagospodarowane odnóże dość skromnym wtyczkowym zasilaczem. Przewód sygnałowy jest zamontowany na stałe.

A co można powiedzieć o brzmieniu? Jeśli stwierdziłbym, że jest równie atrakcyjne, co projekt plastyczny i precyzyjne niczym jego jakość wykonania, to byłbym naprawdę blisko sedna. Bowiem po ułożeniu Innovation gra dźwiękiem łączącym w sobie nieco stereotypowo oczekiwaną (niemiecką?) precyzję i timing z kojarzoną z naturalnym drewnem muzykalnością i nasyceniem. Spokojnie można uznać iż jest to audiofilskie ucieleśnienie fenomenalnego albumu „Vienna” prowadzonych przez Fritza Reinera Chicagowskich Symfoników – esencja muzykalności i to pod wzorową kontrolą. Przechodząc do współczesnych realizacji nie sposób nie wspomnieć, iż niski, głęboki i chropawy głos nieodżałowanego Leonarda Cohena na pożegnalnym krążku „You Want It Darker” został podany blisko i mocno, czuć było w nim wewnętrzną siłę, płynącą z niej mądrość i co za tym idzie pogodzenie z losem – świadomość nieuchronnie zbliżającego się końca. Zamiast jednak się roztkliwiać Cohen ze stoickim spokojem stwierdza „c’est la vie” i w pięknym stylu zamyka kawał historii muzyki. Pomimo sugestywnie wysuniętego pierwszego planu nie odnotowałem nawet najmniejszych przejawów ekspansywności. Gradacja planów była wyborna a i przestrzeń kończyła się daleko za linią kolumn.
Na przesączonym syntetycznym beatem „Rarities” Selah Sue bas nie tylko schodził bardzo nisko, co wykazywał się całkiem satysfakcjonującą kontrolą i jedynie na szalenie wymagającym „Moonlight Serenade” Raya Browna i Laurindo Almeidy ClearAudio ustępował pola m.in. perfekcyjnym pod tym względem, odsłuchiwanym przez nas ostatnio Tech DAS-om. Górnym tonom nie brakowało otwartości i tak miłych mym uszom napowietrzenia, oraz przestrzeni. Pasującym do nich określeniem wydaje się „lśniące”, gdyż właśnie takie, o ile tylko materiał źródłowy na to pozwalał, były. Weźmy na ten przykład utrzymaną na najwyższym poziomie, nagraną w hołdzie Deep Purple składankę „Re-Machined: A Tribute To Deep Purple’s Machine Head”, gdzie np. Metallica w coverze „When A Blind Man Cries” osiągnęła prawdziwe mistrzostwo. Proszę jednak pamiętać, iż mamy do czynienia z rasowym, nieuczesanym i natywnie szorstkim hard rockiem i to zagranym „nieco ciężej” aniżeli oryginalne aranżacje. I co w związku z tym? Ano nic, albo mówiąc przewrotnie bardzo dużo, gdyż o ile przyjęło się uważać, że im wyższej klasy urządzenia posiadamy a przez to i cały nasz system mozolnie pnie się po szczeblach audiofilskiego zaawansowania, tym mniej płyt nie tylko brzmi na nim dobrze, co w ogóle sprawia swoją zawartością chociażby śladową przyjemność. Tymczasem ClearAudio właśnie na Mecie i jej podobnych szarpidrutach każdorazowo łapał wiatr w żagle serwując potężny i pełen emocji spektakl charakteryzujący się imponującym wykopem i niemalże lampowym nasyceniem średnicy. Nawet wspomniana, daleka od łagodności i zaokrąglenia góra pasma nie tylko nie irytowała a na swój sposób „robiła sound” tytułowego gramofonu, gdyż np. gitarowe riffy zyskiwały na blasku i komunikatywności jasno dając do zrozumienia, że oprócz warstwy wokalnej również i im należy się dłuższa chwila uwagi. Jeśli jednak powyższa propozycja wyda się Państwu zbyt ciężkostrawna przynajmniej z czystej ciekawości sięgnijcie proszę po … „In Session”, gdzie Albert King urządza sobie ze Stevie Ray Vaughanem przyjacielskie pogaduchy niezobowiązująco urozmaicające gitarowe dialogi obu, skądinąd doskonale znanych fanom bluesa, jegomości. Jak dla mnie powyższy krążek wydaje się kwintesencją umiejętności „robienia dobrze” i wizytówką bohatera niniejszej epistoły.

Okazuje się, że ClearAudio Innovation Basic nie dość, że obłędnie wygląda, to w firmowej specyfikacji – z dedykowanym ramieniem i wkładką oferuje również niezwykle atrakcyjną, a przy tym utrzymaną na naprawdę wysokim poziomie ekscytującą mieszankę rozdzielczości i muzykalności. Jeśli, dodamy do tego zdolną postawić na nogi umarłego dawkę dynamiki otrzymamy propozycję obok której nie sposób przejść obojętnie, tym bardziej, że podczas ponad dwutygodniowych testów we własnym systemie nie spotkałem nikogo (i to płci obojga), komu by ten trójnożny płytograj nie przypadł do gustu. Czy trzeba lepszej rekomendacji?

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35; AVM Audio OVATION MP 6.2
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Pass Labs INT-60
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Zainteresowanym tematem analogu wielbicielom dobrego dźwięku tytułowej marki ClearAudio ze zrozumiałych, spowodowanych bezproblemową rozpoznawalnością na rynku powodów nie trzeba przedstawiać. Naturalnie pierwsze skojarzenie prowadzi nas ku produktom odtwarzającym muzykę z czarnych placków, ale nie należy zapominać, iż ten brand podobnie do wyspiarskich stajni Linn i Naim oprócz działalności w dziedzinie kreowania świata już zapisanej na krążkach muzyki może pochwalić się dodatkowo prowadzeniem swojej wytwórni płytowej. Zdziwieni? Mam nadzieję, że nie, a jeśli jednak tak, to zaskoczonym nie pozostaje nic innego, jak zgłębić jej portfolio, a zapewniam, jest tego sporo i co ważne wydane we wspaniałej jakość sonicznej. Ale nie o poczynaniach w zakresie sesji nagraniowych tego producenta będziemy dzisiaj rozprawiać, gdyż naszym głównym celem jest wydanie werdyktu na temat bardzo ciekawego wizualnie, a po osobistym zapoznaniu się z możliwościami sonicznymi mogę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, że również ciekawego od strony fonii w pełni skonfigurowanego gramofonu (napęd, ramię wkładka) ClearAudio Innovation Basic. Naturalnie wieńczącą rozbiegowy akapit informacją nie może być nic innego, jak przypomnienie, iż mającym swoje pięć minut na naszym portalu producentem opiekuje się warszawski Audio Klan.

Spoglądając na sesję fotograficzną Basica nie sposób odmówić mu fantastycznej aparycji. Mało tego, śmiem nawet powiedzieć, że jest idealnym partnerem dla najbardziej wymagających designerów wnętrz naszych nowoczesnych domostw. Dlaczego? Popatrzcie tylko na wpisującą się w najnowsze trendy mody wnętrzarskiej kolorystykę, czyli wariację srebra aluminium z ciemnym drewnem chassis i mlecznym akrylem talerza, a wszystko skrojone w wyszukanym kształcie trójnogiej płaszczki. Ktoś śmie marudzić? Owszem, zawsze może, to wolny kraj, ale przed wydawaniem ostatecznych osądów zalecam osobisty kontakt organoleptyczny, gdyż wówczas wszystko nabiera całkowicie innego wymiaru, którego fotografie z racji braku pokazania trójwymiarowości bryły nie są w stanie oddać. Kontynuując temat budowy należy dodać, iż każda z łap owej płaszczki za pomocą regulowanych kolców i znajdujących się w komplecie podkładek pozwala bardzo stabilnie usadowić werk na docelowym miejscu. Ale to nie koniec zadań samych stóp gramofonu, gdyż lewa przednia jest dodatkowo siedziskiem dla oferującego trzy prędkości obrotowe silnika napędzającego talerz, a prawa tylna poprzez płaską platformę pozwala na stabilne zakotwiczenie ramienia z wkładką gramofonową. Co ciekawe, odpowiednio zabezpieczona całość konstrukcji przychodzi do klienta w jednym pudle (coś na kształt puzzli), ale ważnym jest fakt, że wszelkie niezbędne do kalibracji konstrukcji przyrządy znajdują się w komplecie startowym. Ktoś jest przerażony? Spokojnie, melomanów z przysłowiowymi dwoma lewymi rękami natychmiast informuję, że jeśli zaistnieje taka potrzeba, każdy nabywca może liczyć na pomoc zaopatrującego nas w produkt salonu sprzedaży.

Gdy odpalałem naszego bohatera w swoim systemie, trochę obawiałem się, że coś starające się spełnić wymagania designerów w pogoni za atrakcyjnością wizualną gdzieś po drodze zgubi najważniejszy punkt programu, czyli punkt “g” podobnych produktów zwany muzykalnością. Nie powiem, dzisiejszy bohater również mi pod względem estetycznym bardzo przypadł do gustu, ale jednak najważniejszy jest dźwięk, który w swoim zestawie analogowym pod względem jakości wyniosłem na tyle wysoko, że naprawdę bez najmniejszych obaw o spektakularną porażkę staję w szranki testowe nawet z największymi graczami. Jak zatem wypadł ten wizualny “piękniś”? Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu bardzo dobrze. Barwnie, a do tego z odpowiednim oddechem w górnych rejestrach. Owszem, nie było to szczyt możliwości tego typu źródeł, ale bez najmniejszych problemów poruszał się w domenie czarowania dźwiękiem. Proponował barwną średnicę, dobrze dociążony bas i nie wychodzącą przed szereg, ale swobodną górę pasma. Jak to wyglądało dokładnie? Proszę bardzo, oto kilka przykładów płytowych. Na początek zmagań wybrałem znaną wszystkim divę Dianę Krall z jej kompilacją
Turn Up The Quiet”. Ten krążek był wodą na młyn opiniowanej konstrukcji, co jawiło się czarującym, ale nie schodzącym z tonacją zbyt nisko głosem artystki, dobrze oddaną ilością atrybutów bębniarza, mocnym bytem fortepianu i masywnym kontrabasem. Ważnym aspektem tego spektaklu muzycznego była może bliżej niż mam na co dzień, ale nadal dość głęboko kreowana wirtualna przestrzeń. Jednak gdybym miał przyłożyć do tego obrazu wypracowaną u siebie przez lata miarkę jakości, powiedziałbym, że najbardziej oddalone od wzorca były zbyt krągłe nadmuchane skrzypce, czyli przekładając z tej kwiecistej mowy na język polski instrument zwany kontrabasem. To oczywiście nadal nie była wszechobecna buła, ale jak dla mnie jego obraz Basic malował zbyt grubą kreską. Kolejnym czarnym plackiem była twórczość Chada Wackermana “ Dreams Nightmares and Improvisations”. To jest materiał oparty zarówno o instrumenty naturalne, jak i elektroniczne sample. W tym podejściu temat przeciążenia najniższych częstotliwości raczej nie był problemem, gdyż sztuczna muza nie jest w stanie racjonalnie pokazać nam, czy jest ok, czy źle. Dlaczego? Przecież nikt nie wie, jak brzmiało to na wykorzystywanym grajku, potem jak widział to realizator, a na koniec jak nasz system powinien to oddać. Dlatego też, mimo że słychać było chadzanie muzy po grząskim, czyli miękkawym gruncie, to było to przeze mnie nader fajnie odbierane, a jestem skłonny dodać, że sprawiało sporo radochy. Na koniec starć testowych zostawiłem sobie szaleństwo w najczystszej postaci, czyli będący karmą mojej młodości zespół AC/DC z ich chwalącym się na okładce rasową armatą krążkiem „For Those About to Rock (We Salute You)”. Wnioski? Powiem tak, zapomnijcie o jakiś niedomaganiach. to była jazda bez trzymanki, a w tym wszystkim przywołane wcześniej niuanse były jedynie pomocne, a nie w jakikolwiek szkodliwe. Perkusja i gitary aż kipiały radością z takiego sznytu grania drapaka. Dlaczego? Nie żartujcie. Przecież ta muza w domenie muzykalności ma swoje za uszami, a dawka koloru i masy była czymś, co najlepszego mogło ją spotkać. Zaskoczeni? Ja nie. Zatem reasumując, tylko od konkretnego słuchacza, jego obycia w dziedzinie analogu i słuchanej muzyki zależeć będzie, czy w ogóle coś będzie mu doskwierać. A biorąc pod uwagę będące pochodną procesu testowego moje usilne szukanie dziury w całym, potencjalny nabywca nad wyartykułowanymi aspektami prawdopodobnie przejdzie do porządku dziennego ze wskazaniem na odebranie skreślonej opinii jako przejaw zrzędliwości z mojej strony.

Byłem bardzo rad, że ten stroszący piórka piękności paw, oprócz walorów wizualnych w pakiecie nie zapomniał zaproponować mi dobrej jakości dźwięku. Naturalnie w wartościach bezwzględnych zawsze da się lepiej (wliczając w to również moją układankę), ale należy cieszyć się faktem, że w tym przypadku piękno uzupełnia fantastyczny sound, który jest w stanie zauroczyć niejednego adepta sztuki czerpania przyjemności z kręcącej się płyty winylowej. Czy miałbym jakieś konfiguracyjne przeciwwskazania dla tej propozycji? Z pełną odpowiedzialnością oświadczam, że nie. Nie jest ani przegrzany, ani anorektyczny, zatem sprawa docelowego systemu jest otwarta. a te kilka drobnych potknięć podkreśla tylko sygnaturę jego grania.

Jacek Pazio

Dystrybucja: Audio Klan
Cena: 35 999 PLN

Dane techniczne:
Wkładka ClearAudio Essence MC
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 40 kHz
Napięcie wyjściowe: 0.4 mV @ 5 cm/s
Przesłuch między kanałami: > 32 dB
Niezrównoważenie kanałów:: < 0.3 dB
Śledzenie ścieżki: 80 μm
Zalecana siła nacisku: 2.0 g (± 0.2 g)
Impedancja obciążenia:: 11 Ω
Wspornik: Boron
Szlif: Micro Line
Podatność: 9 μ/mN
Cewka: miedź OFC
Obudowa: stop magnezu i aluminium z powłoką ceramiczną

Ramię: ClearAudio Magnify
Zalecana masa wkładek: 4.7 – 22 g
Wysięg wkładki (overhang): 17.31 mm
Okablowanie: clearaudio Sixtream Super Wire (1.1 m), zakończone wtykami RCA MPC
Odległość montażowa: 222 mm
Przesunięcie osi wkładki (offset angle): 25.54 °
Długość efektywna: 9.4″ ( 239.3 mm)
Długość całkowita: 345 mm
Waga: 620 g

ClearAudio Innovation Basic
Prędkość obrotowa: 33 ⅓ , 45, 78
Przeniesienie napędu: Pasek
Talerz: 40 mm akryl GS-PMMA
Niestabilność obrotów: < ± 0.08 %
Pobór mocy: 2,5 W (standby), 2,5 W (standard), 9,3 W (max)
Wymiary (S x W x G): 460 x 125 x 485 mm (bez ramienia)
Waga: 8 kg (bez ramienia i zasilacza)

System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ClearAudio

ClearAudio Innovation Basic
artykuł opublikowany / article published in Polish

Nie da się ukryć, że właśnie złożony, wyposażony w ramię Magnify i wkładkę Essence MC gramofon  ClearAudio Innovation Basic prezentuje się nad wyraz elegancko. O tym jak gra będziemy wiedzieli za dłuższa chwilę, bo fabrycznie nowy zestaw bezapelacyjnie wymaga dłuższej rozgrzewki

cdn. …