Tag Archives: ethernet switch


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

NuPrime Omnia SW-8

O ile tzw. rebranding, czy też repacking mają bezsprzecznie pejoratywny wydźwięk, to uczciwie trzeba stwierdzić, iż historia zna również zdecydowanie mniej „kreatywne” w stosunku do nabywcy działania producentów. W końcu nie wszyscy ograniczają się do przepakowywania trzewi budżetowego „dawcy” w bardziej markowe wdzianko i winszowania sobie niemoralnych, patrząc na wkład własny, kwot, jak daleko nie szukając Goldmund (odtwarzacz Eidos 18 zaskakująco przypominający Pioneera DV-300), MBL (odtwarzacz CDP2, czyli tak naprawdę Marantz CD6000 OSE), Micromega (streamer WM-10 bazujący na apple’owskim Airport Express) YBA (odtwarzacz Initial CD korzystający pełnymi garściami z potencjału Harman Kardon HD750/HD755), czy Moon, któremu „przydarzyło” się przepakowanie Denona AVR-2808 i oferowanie jako CP-8 za „nieco zbyt optymistycznie skalkulowaną” kwotę.
Weźmy na ten przykład Brystona BDP-π, gdzie Kanadyjczycy bez dorabiania zbędnej ideologii otwarcie przyznają, iż bazują na modułach Raspberry Pi® i HifiBerry® a płaci się za obudowę, złożenie wszystkiego za przeproszeniem „do kupy” i support. Krótko mówiąc wiemy co siedzi w środku i to my, świadomie decydujemy, czy wchodzimy w taki układ i godzimy się na takie warunki gry, czy też nie. Podobnym podejściem do tematu wykazał się nasz dzisiejszy gość, który, przynajmniej do tej pory bazował na własnych, autorskich rozwiązaniach. Trudno jednak nie przyznać racji wytwórcy, który w obszarach, w których czuje się pewnie i ma ugruntowaną pozycję robi swoje, jednak tam, gdzie dopiero prowadzi rekonesans, bądź też stawia pierwsze kroki, zamiast wyważać już otwarte drzwi korzysta z know-how specjalistów, którzy poniekąd zjedli na tym zęby. O kim mowa? O reprezentowanej w Polsce przez białostockie Rafko marce NuPrime i niedawno wprowadzonym do jej nader bogatego portfolio 8-portowego switcha 100/1000 Base-T Omnia SW-8 będącego nieco zmodyfikowaną wersją goszczącego już jakiś czas temu na naszych łamach i od tamtej pory w moim systemie,produkowanego przez Thunder Data Co. Ltd. modelu Silent Angela Bonn N8.

Na czym ww. modyfikacje polegają widać już od progu, czyli przy wypakowywaniu. Mowa oczywiście o zdecydowanie solidniejszej a zarazem zauważalnie bardziej designerskiej (mniej „technicznej”?) obudowie. Zamiast giętych, nomen omen całkiem solidnych, blach Bonna N8 mamy do czynienia z iście monolitycznym aluminiowym korpusem o eleganckim, satynowym połysku. Kolejnym, już mniej oczywistym, znaczy się zauważalnym gołym okiem, modem jest upgrade sekcji zasilającej. Wróćmy jednak do aparycji, która bynajmniej nie skłania do wstydliwego ukrywania urządzenia gdzieś w głębi szafki. Na ścianie przedniej wskazujące na stan połączenia poszczególnych portów, zasilanie i ewentualne błędy komunikacji mikro diody ukryto w adekwatnych ich rozmiarom otworach, dzięki czemu nawet podczas wieczorno-nocnych odsłuchów, o ile tylko nie usiądziemy dokładnie na wprost Omni, nie będziemy narażeni na efekt mini kolorofonu. Płytę górną zdobi centralnie umieszczony firmowy logotyp a na ścianie tylnej znajdziemy osiem portów Ethernet i gniazdo dedykowane zewnętrznemu zasilaczowi. Całość usadowiono na czterech niewielkich gumowych nóżkach stanowiących zarazem maskowanie śrub, którymi przykręcono płytę dolną switcha do jego korpusu.
O samych trzewiach, z oczywistych względów, zbytnio rozpisywać się nie będę a wszystkich zainteresowanych odsyłam do testu „dawcy” kluczowych organów, vide płyty głównej. Z czysto kronikarskiego obowiązku wspomnę jedynie o sercu tytułowego switcha, czyli ultra precyzyjnym zegarze TCXO o dokładności 0.1 ppm wspomaganym dwoma dedykowanymi izolatorami szumów dla głównego zasilania i parą dla głównego zegara, oraz specjalną folią Silent Angel Noise Absorber (SANA). Zewnętrzny, wtyczkowy zasilacz wydaje się, iż pozostał bez jakichkolwiek zmian, aczkolwiek zarówno jego, jak i samego switcha ze względu na nader utrudniony dostęp do wnętrza nie rozbebeszałem.

Jeśli zastanawiacie się Państwo, czy warto wyasygnować dodatkowe 450 PLN-ów i zamiast protoplasty pokusić się o zakup bohatera niniejszej epistoły to … nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do dalszej lektury a przechodząc od razu do meritum i rozwiewając ewentualne wątpliwości wszystkim niecierpliwym pragnę obwieścić, iż zestawiając w bratobójczym pojedynku 1:1 Silent Angela Bonn N8 i NuPrime Omnia SW-8 ten drugi zagra … lepiej. Mam nadzieję, że wszyscy odbiorcy oczekujący prostych i jednoznacznych odpowiedzi są powyższym werdyktem usatysfakcjonowani. Dziękuję, to by było na tyle, do zobaczenia i usłyszenia.

A teraz wersja „dla chętnych”, czyli niemających problemów ze zrozumieniem i interpretacją na własne potrzeby moich, nieco bardziej kwiecistych i metaforycznych dywagacji. W dodatku wersja nie dość, że niejednoznaczna, co naszpikowana „ale” niczym bożonarodzeniowy makowiec bakaliami. Chodzi bowiem o to, że NuPrime od Silent Angela, oba sauté, „zagra” lepiej co wydaje się oczywiste, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Omnię charakteryzuje zdecydowanie solidniejsza i mniej podatna na wibracje obudowa. Zaowocuje to lepszą stabilnością sceny, precyzją ogniskowania źródeł pozornych i pewniejszą kreską jaką będą one kreślone. Jednak dysponując wspomnianą, stanowiącą różnicę cen ww. konstrukcji, kwotą i inwestując ją w stosowne akcesoria antywibracyjne, jak daleko nie szukając Silent Angel S28 i/lub jakiś docisk, osiągniemy taki sam, jeśli nawet nie lepszy rezultat. Czyli mamy pierwsze „ale”. Podobnie sprawy będą się miały z okablowaniem (w budżecie zmieści się np. Atlas Equator Streaming, bądź Wireworld Chroma 8), gdzie przesunięcie części funduszy odwdzięczy się zauważalną poprawą walorów sonicznych. I jest drugie „ale”. Z kolei wszystkie powyższe działania o ile efekt brzmieniowy niezaprzeczalnie poprawią, to nijak na walory natury estetycznej nie wpłyną, no chyba, że ktoś za 450 PLN-ów będzie w stanie sobie w garażu, bądź u zaprzyjaźnionego ślusarza stosowną, czyli równie cieszącą oko i solidną, co w Omni skorupę z bloku aluminium „wystrugać”.
Zakładając jednak, czysto hipotetycznie, że dylemat dotyczy wyboru pomiędzy gigabitowymi odsłonami „cywilnych” konkurentów w stylu Netgeara 8p GS108GE, czy TP-Linka 8p TL-SG108E a naszym dzisiejszym bohaterem, to śmiało można uznać, iż takowego generalnie nie ma, bo to tak jakby uparcie stawiać w wyścigach F1 na zeszłoroczny model Williamsa z Kubicą za kierownicą, zamiast na Mercedesa z Hamiltonem. Niby można, pytanie tylko po co. Nu Prime charakteryzuje się bowiem bez porównania lepszą rozdzielczością, dynamiką i wyrafinowaniem, czyli de facto jest lepszy pod każdym względem.
Aby to usłyszeć wcale nie trzeba posiłkować się jakimiś ultra dynamicznymi, zapuszczającymi się w ekstrema ludzkiej i sprzętowej tolerancji dokonaniami. W zupełności wystarczy możliwie dobrze nagrane i zagrane naturalne instrumentarium w stylu „Charlie Watts Meets The Danish Radio Big Band (Live At Danish Radio Concert Hall, Copenhagen / 2010)”. Proszę tylko zwrócić uwagę ileż „planktonu” słychać w pozornie leniwym „Paint It Black”, jak fenomenalnie różnorodne tło dla gitarowych solówek stanowią radiowi symfonicy a przy tym jak realistycznie oddany został dystans dzielący nobliwego perkusistę Stonesów od gitarzysty – Pera Gade’a, z którym prowadzi niezwykły muzyczny dialog. Zaskakującym jest tez fakt, jak świetnie „zgrywa” się całość, choć sam koncert poprzedzony został zaledwie czterema dniami prób.
Z kolei na „The Dead Don’t Dream” Verneri’ego Pohjola trąbka leadera jest może nie tyle gładsza, bo wyraźnie słychać pracę ustnika, co pozbawiona irytującej granulacji. Również kontrabas Anttiego Lötjönena zyskuje na definicji i z impresjonistycznej plamy ewoluuje do w pełni realistycznej bryły z wyraźnie zdefiniowanym gryfem, pudłem i strunami. Jeśli dodamy do tego iście wirtuozerską, odpowiedzialną za klimat albumu obsługę perkusjonaliów (Mika Kallio) nietrudno dojść do wniosku, że jeden odsłuch ww. wydawnictwa, to zdecydowanie zbyt mało, by do końca poznać drzemiący w nim potencjał.

Czy da się jeszcze lepiej? Oczywiście że tak, co nad wyraz boleśnie uświadomiły nam testy Telegärtnera M12 SWITCH GOLD. Jednak „złotą referencję” wspominam jeszcze z jednego powodu. Otóż wraz z nią otrzymaliśmy wtenczas również dedykowany zasilacz JCAT OPTIMO 3 DUO, który zrobił na nas na tyle duże wrażenie, że gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja czym prędzej pozyskaliśmy na testy stosowny odpowiednik „dogadujący” się zarówno z Bonnem N8, jak i bazującymi na nim „klonami”. Mowa oczywiście o sygnowanym przez Silent Angela zasilaczu Forester F1, który dał Omni takiego „kopa”, że sam Chuck Norris by się nie powstydził. Dynamika, tak w skali mikro, jak i makro osiągnęła zupełnie inny poziom energetyczny, jednak nie poprzez sztuczne podbicie skrajów, czy też zwiększenie tempa a finalnie nerwowość i bezrefleksyjny pęd, lecz na poziomie nazwijmy to „momentu obrotowego”. Dźwięki zbierały się szybciej, bardziej „zerojedynkowo”, czyli pojawiały się i znikały natychmiast – bez „stanów nieustalonych”, zbędnych podchodów i pozostawiania smug za sobą. Kipiący energią progresywnie art-rockowy album „Civilisation” Southern Empire odwdzięczył się jeszcze bardziej angażującym brzmieniem i lepszą selektywnością nawet najbardziej zagmatwanych aranżacji.
Zamiast jednak iść po przysłowiowej bandzie i niemalże podwajać wartość infrastruktury sieciowej można równie dobrze, niejako na początek, zainwestować niespełna 270 PLN w stopki Silent Angel S28 i tym samym nieco dosaturować średnicę switcha dodatkowo, bardziej dokładnie zaczerniając tło. Warto bowiem pamiętać, że zakup SW-8 nie jest finałem a jedynie wstępem do dalszej zabawy na zdecydowanie wyższym, aniżeli do tej pory poziomie.

Dla postronnego, niezorientowanego obserwatora, bądź przedstawiciela uzurpujących sobie zasadność egzystencji w audiofilskich szeregach kablo-, prądo- i co tam jeszcze sceptyków, czyli muzycznie zorientowanych płaskoziemców, niniejszy test mógłby uchodzić za klasyczne „odgrzewanie kotleta”. Tymczasem, jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach i NuPrime Omnia SW-8, choć bazuje na platformie znanej z Silent Angela Bonn N8, ze względu na swoją zdecydowanie solidniejszą obudowę gra po prostu lepiej od swojego protoplasty. O aspektach natury estetycznej nawet nie wspominam, bo każdy ma własne priorytety i upodobania, więc sam decyduje co jest dla niego kluczowe i przy okazji ile warte. Dla mnie osobiście jest to propozycja warta głębszego zastanowienia i o ile tylko budżet na to pozwala stanowi nad wyraz atrakcyjną alternatywę dla swojego „dawcy organów” i tym samym głównego konkurenta.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Rafko
Cena: 2 195 PLN

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2;Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Kondycjoner: Keces BP-5000 + Shunyata Research Alpha v2 NR
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

Telegärtner M12 Switch Gold & Jcat Optimo 3 Duo English ver.

Opinion 1

It would seem, that in the age of common wideband internet access, worldwide streaming services (wake up Qobuz) playing from files is easy as pie and does not pose any issues. But in reality, the more we dig in the topic, and the more we know about it, the more variables come into play. However this is hardly surprising, as we already know, that once ignored jitter can have a deteriorating influence, “analog” vibration or “dirty” power can have a deteriorating influence. This is the reason, that after some eye-opening, or ear-opening if you wish, experiences with the Melco S100, SOtM sNH-10G + sCLK-EX & SPS-500 switches, or with the true “giant killer” Silent Angel Bonn N8, we decided to go for it, and test the most expensive, and at the same time best combination switch + power supply, the Telegärtner M12 Switch Gold and the power supply JCAT OPTIMO 3 DUO, provided to us by the distributor in Poland, the company JPLAY from Wroclaw.

All signs on heaven and earth show, that the guys from Telegärtner Japan Limited not only know, but also are able to perfectly apply the rule, that you can only make first impression once. Taking into account the fierce competition in this market area, such approach has a lot of impact. The M12 is offered in a seemingly modest, black cardboard box, but the inside is far from modest – the innards are covered with a golden, shiny fabric, while the device itself is made from cast aluminum and weighs 1.5 kg. Thankfully only the top cover was made in this bombastic design, as the rest is painted black. There is also a surprise, as instead of the expected standard sockets accepting RJ45 plugs, industry standard, shielded and bolted M12 (IEC 61076-2-109 Ed.1.0) were utilized. This makes it impossible to use any other cables than those included in the set. However I need to confess, that the proprietary Telegärtner cables are not run of the mill patch cords for a few cents a mile, but solid, “high-end” cables, with Telegärtner M12X-coded plugs on one end, which are compatible with the device, and gold plated Telegärtner MFP8 RJ45 on the other.
Together with the switch we received also the line power supply unit OPTIMO 3 DUO, which replaces the standard, low-noise switching PSU. The device is built around a 100 VA magnetically and electrically shielded toroidal transformer, covered with epoxy resin, and has two 5V/3A outputs. On demand (and with 4 weeks delivery time) you can order also 9V and 12V outputs to be fitted, you can also have each of the galvanically separated outputs deliver a different voltage, so you can power two devices with different PSU requirements at the same time, using the Optimo. The PSU noise floor measures below the measurement level (<2 μV), what should not come as a surprise, as in the rectifier bridges Shottky diodes and LT3045 voltage stabilizers were used. Six capacitors from the “Fine Gold” line of the Japanese manufacturer Nichicon, 3 300 μF each, also cannot be missed. Together with the PSU the manufacturer supplies two PC-OCC power cables, 120 cm length each, with double shielding and 54 conductors per wire, with a diameter of 0.12 mm each. Teflon is used as dielectric. The plug on the receiver end is dedicated for the device, that needs to be powered, while on the PSU end SpeakON plugs from Neutrik were utilized. The external design is also solid, quite some DAC or phonostage could be envious. The front is made from a thick slab of black anodized aluminum, and the rest of the chassis from thick sheets of non-magnetic steel. The power socket is also not the last, as it comes from Furutech, has rhodium plated connectors and an integrated fuse.

Regarding connections – almost everything remained the same as with our previous tests of such equipment. Almost, as the switch was plugged into the router with a dozen meters long cable (the router is outside of the listening room) not directly, due to the different sockets, but using a NET Isolator as a link and then a JCAT Reference LAN Cable GOLD. However to minimize the chances of bias, the same interlink was used for the Silent Angel Bonn N8, which became our kind of reference point, which also worked with Audiomica Laboratory Anort Consequence and Artoc Ultra Reference cables. The rest remained same – we connected the Lumin U1 mini as transport, and the files were provided either by the WD My Book Live 2TB or I-O Data Soundgenic HDL-RAS2T.
Now it is time to move to the main aspect of the test, does the substantial investment of around 6 500 Euro bring anything with it, or does it just drain our bank account. So a small confession first. When I was discussing the logistics with Marcin Ostapowicz, the owner of JPLAY, I hoped that if an improvement is to be expected after plugging this device into my system, it will maybe be noticeable, but will be symbolic, or cosmetic, at best, compared to the changes introduced by the Silent Angel. Maybe a different esthetics and a step sideways. And I am not talking about progress compared to the “bare” patch cord from the router, as this seems obvious enough. And my hopes went out the door, because moving to the Telegärtner M12 Switch Gold you can easily see as a jump into a more realistic world of music. And it was not like moving from SD to Full HD, but more in the likes of jumping from VHS to 4K or even 8K. The created stage became deeper, and I say deeper, not pushed back. Its beginning was at the same place as before, but the multiple layers of the 24k Gold Japanese Remaster of the “Gladiator” https://tidal.com/browse/album/4683997 (ripped using the Melco D100) did not end with the second or third row of musicians, but seemingly reached easily beyond our perception, as well as beyond the capabilities of our system. Music had more resolution and was richer in all kinds of nuances, while at the same time without that certain blur, which would mask such details. Without an artificial boost of contrast and sharpness, we got a phenomenal insight into the recording, but also an impression of a certain amplification of perception – better palpability and the mentioned realism.
As an example, on the jazz-rock “Blow by Blow”  by Jeff Beck, some information about the definition of the instruments appeared, which should have been obvious all the time, but weren’t. This was especially clear with the guest performing on the disc, like Stevie Wonder behind the Clavinet on “Thelonius”. Why am I mentioning this? Well, I like to catch some “tastes” and on this disc, the appearance of the competitor to the Hammond organ produced by the German company Horner, was not so obvious. In short – a Clavinet is an electrified clavichord, a keyed string instrument, where the vibration of the strings is transmitted to transducers, and the harder the keys were pressed, the louder and more vibrating sound was emitted. And I am talking about this vibration and the unique “black”, motoric, funky timbre. The Telegärtner was able to reproduce that with full intensity and an almost analog palpability, while the Silent Angel only hinted at that, while without any switch, it was not present at all.
I made similar observations during listening to an album, which is a very frequent guest on my playlists, the “Sound of Mirrors” by Dhafer Youssef, which is able to enchant, in a musical and emotional way, even played from a smartphone paired with the Denon Bluetooth New Envaya speaker. Yet the full richness of the nuances present in that recording, we can only admire on much higher class, refined configurations. A truly transcendent mood, piercing, high pitched vocalizes of the front man, supported by the sound of the oud and truly magical table and percussions played by Zakir Hussain invite to this oriental puzzle. With the Telegärtner we get everything served on a silver plate, but without a trace of glaring with their richness and without any cheap tricks designed to call our attention. Of course this attention draw comes, you cannot go along such perfection without noticing it, but it happens in a totally natural way, and is not induced by, for example, a hyper resolution of a sampler, which violates our senses.
It is enough to reach for the cult “We Get Requests” from The Oscar Peterson Trio, where seemingly the dense dusk is making the climate of the piece, but it also masks all the microdetails quite well. Yet the M12 acted like a night vision, but with keeping full palette of timbres, extracting a surprising amount of information from that dusk, not only about the leader’s piano, but also about the virtuoso bass player Ray Brown and Ed Thigpen, mastering drums and percussion. And it is not about brightening of that darkness, or upping the tonal balance. Not at all. We just get better palpability and definition of the sounds, what results in improvement of the resolution.
So much about the assets, but are there any shortcomings? Well, here is one big thing, as the presence of the Telegärtner unit in the system makes the misery of the signal provided by various music streaming services. Comparing 1:1 the same album played from a NAS to the Hi-Fi/Master from Tidal, the second option should be regarded as last resort, a tool only to learn about some music, but not as a valid sound source when listening. So we could say, that when purchasing the M12 we also need to loosen up a few hundred Euro to broaden our home library.

So in a short summary I can only say, that the switch Telegärtner M12 Switch Gold with the dedicated Optimo 3 Duo power supply and appropriate accessories is a reference for what you can get from your home Ethernet network. Of course you have to bear in mind, that to achieve full happiness, you also need a server of similar capabilities, or using the Melco terminology, the music library and transport/streamer; still having those accessories you can say, that you finalized the cabling and signal distribution path in your file system.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Network player: Lumin U1 Mini
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp; Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl; Musical Fidelity M6 Vinyl, RCM Audio Sensor 2 Mk II
– Power amplifier: Bryston 4B³
– Loudspeakers: Dynaudio Contour 30 + Brass Spike Receptacle Acoustic Revive SPU-8 + Base Audio Quartz platforms
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Speaker cables: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Power cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall power socket: Furutech FT-SWS(R)
– Anti-vibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Ethernet cables: Neyton CAT7+, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence
– Table: Rogoz Audio 4SM
– Acoustic panels: Vicoustic Flat Panels VMT

Opinion 2

Regardless of our personal approach to listening to music from files, the case is clear – besides the turntable and the CD player, this is a fully fledged sound source. But you would be mistaken thinking, that purchasing any file player will finalize everything. Let us not deceive ourselves, we deal here with a system, much more complicated, than the previously mentioned sound sources. What do I mean here? I will not repeat the known axioms, about the completely different sound output of an audio system depending on the components and cables used, as this is a kind of basic abc for an advance music lover. I am now talking more about an item intriguing streamed music eulogists, the switches designed to remove deteriorating interference between the devices interconnected with the Ethernet network at your home. Anyone surprised, or thinking I am trying to trick him or her? If yes, then that means, that you are not keeping up with changes in the way you listen to streamed music. So if you are interested in that way of providing sound to your ears, then the following test is for you. What are we testing? A switch, branded by Telegärtner Japan Limited, called M12 Switch Gold, with a dedicated power supply, JCAT Optimo 3 Duo, received in our listening room from the Wroclaw based company JPLAY.

Let us not fool ourselves, the tested switch does not have any special visual effects. Even more – looking at it without any emotion we see something very similar to a power strip, we use to provide electricity to our system. It is of course smaller, but once you see the similarity, you tend to not forget it. In a way it is also fitting – the M12 is a splitter of sorts. It divides the Ethernet network, and not the power, but still. Thus it does not really matter how it looks – you just put it behind the rack and forget about. But how does it look? Like I already mentioned. This is a simple rectangular chassis, with six ports on top and one power socket. Interestingly, the signal sockets are not the usually seen, consumer market flimsy ones, but very solid, bolted military grade terminals. Also the chassis itself has two “ears”, which can be used to fasten it to a wall or similar plane. What is the purpose of such things? When you try to use the nicely looking, but very delicate, switches coming from the competition, then after a few tries of placing it and juggling around with cabling, you will realize, what the manufacturer had in mind. This device does not have to be good looking, but it has to provide the user the highest possible quality of connection between the cable and the unit, as it will transfer the precious audio signal, and it also should not move, when a few cables are connected to it. If you do not believe me, then unfortunately, the only thing that allows you to realize the truth of what I am talking about is if you try it for yourself. So I will just add, that with the device we get also two LAN cables fitting the Telegärtner M12 ports. If you need more, there is no going around the distributor to get any additional ones.

Like I mentioned in the introduction, the tested “signal cleaner” arrived with a dedicated power supply. Not a wall-wart type switching piece of … trying to get away with the name, but a professionally designed line PSU designed by the Polish brand JCAT. The reason for this? This is something I could write a complete text around, so let us skip it for now, and I will just say, that such an approach by the distributor does make sense. So how does this power supply look like? Please look at the pictures for that. Due to the uncompromised approach to power supply issues, the Optimo 3 is much larger than the switch itself. Its chassis is a nicely looking aluminum box. The front is made from a thick slab of aluminum, milled oblique at the edges. On 2/3 height it has a thin groove with a power LED and company logo below. As the device uses a solid transformer inside, the top and side covers have a few venting holes cut. On the back there are two power outputs and an IEC power socket.

So what does the implementation of the tested component do? You can find detailed information about how to implement it in the internet, so I will not waste time on that and move to the description of what I heard with the Telegärtner M12 in my system, and that with full pleasure. So what did I hear when the Telegärtner was added to my, updated through the years, system, enriched with a file player? Frankly speaking I thought, that there could be some changes to the sound, but not to such extent. This was like getting a hammer blow to the head. The music gained energy, swing and resolution. But this happened not by shortening and thinning of the sounds, what improves contouring of the virtual sources, no, it was done by flawlessly cleaning the sound background from any digital noise. This resulted in bringing the music out from the distortion abyss, what translated into a serious improvement of the propagation of its energy, extension of the reverberation of the most delicate aliquots and brilliant readability. Impossible? Well – absolutely possible. This case was much more spectacular than a similar test with a cheaper switch, what absolutely confirms, that here, like in High End electronics, the same quality aspects are at work. Any disc examples? One, but a good one will suffice. Let us take the very best jazz recorded by EST, which does not leave any quality desires unfilled from the start, the “Viaticum”. In the tested approach it showed itself in an even more emotional, as it was without any digital background noise, way. And I am not only talking about cleaning the air around the artists, but also the improvement of timing of the phrases reaching my ears. And the improvement of the suspension of the whole event in the ether. You need to listen to that, as before I put the switch in my system, everything seemingly was drawn fully, but afterwards, some information appeared in the music, which was not clearly read before, as they were distorted during playback. I think that I witnessed a clear improvement of the sound to background noise distance, something only a select group of manufacturers can achieve in their audio components, and what was now presented by the tested unit and its manufacturer – Telegärtner. Similar improvements of the sound happened with each material played. It did not matter if I listened to female or male voices, old, and not very well recorded rock, or electronics employing artificial sounds, the symptoms of bringing music to life were every time the same. But what was equally important, never, really never, even with the best recordings, the sound did not get over-excited. It was just the removal of a kind of veil, obscuring and averaging every sound tale, something, that when you own a resolving system – and I think I managed to get such a system – cannot result, and did not result in any overdraw of the presentation and thus any fatigue in the listener. Do you think you get such things only in an advertising brochure? Not at all, you just need to plug into your system the set tested today, the Telegärtner M12 Switch Gold with the dedicated power supply JCAT Optimo 3 Duo and the world of music from files will be completely different than before.

Finalizing this review I would like to turn your attention to one small fact. It is known, that currently listening to music from files is not my karma. But listening to what this Japanese signal cleaner can do in Marcin’s system, there was no option, I had to put a similar setup at home. I could not lose an opportunity with another positive step towards equaling the sound from files and silver discs. Does this mean, that after this experience I will enter the world of hard discs? It may sound like turning the question around, but I will not answer it, as in my opinion, the main aspect lies elsewhere: “Is the tested accessory for everyone?” And here, with one warning, of course based on the test conducted, I can only recommend everyone to try it out on their own system. And what did I mean with the warning? Well, based on my own experience – it is as follows: “Be warned, once you test it out, there is a big chance it will not go back to the distributor”. Except for that, I have nothing else to add.

Jacek Pazio

System used in this test:
– CD transport” CEC TL 0 3.0
– Network player/NAS: I-O Data Soudgenic HDL-RAS2T
– DAC: dCS Vivaldi DAC 2.0
– Reference clock: Mutec REF 10
– Reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– Loudspeakers: Dynaudio Consequence
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond
– IC RCA: Hijri „Million”, Vermouth Audio Reference
– IC XLR: Tellurium Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi; Vermouth Audio Reference Power Cord
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI, antivibration platform by SOLID TECH, Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V, Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
– Acoustic treatments by Artnovion
Analog stage:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA
Step-up: Thrax Trajan

Distributor: JPLAY
Prices
M12 SWITCH GOLD: 4 185 €
OPTIMO 3 DUO: 1 500 €
NET Isolator: 190 €
JCAT Reference LAN Cable GOLD: 600 €

Technical details
M12 SWITCH GOLD
Interface: 5 x M12
Input voltage: DC 10 V — 60 V
Power consumption: 6 W max
Dimentions (W x L x H): 70 x 200 x 50 mm
Weight: 1,5 kg

OPTIMO 3 DUO
Output voltage: specified in a purchase note – 5V, 9V, 12V / 3A
Dimentions (W x H x D): 195 x 85 x 395 mm

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

Telegärtner M12 SWITCH GOLD & JCAT OPTIMO 3 DUO

Opinia 1

Wydawać by się mogło, ze w dobie powszechnego dostępu do szerokopasmowego internetu, ogólnoświatowych serwisów streamingowych (halo Qobuz, pobudka) granie z plików to przysłowiowa kaszka z masłem i żadna filozofia. Problem jednak w tym, że jak w każdej dziedzinie im bardziej zgłębimy temat i im więcej o danym obszarze wiemy, tym więcej zmiennych okazuje się jednak mieć znaczenie. Z resztą trudno się dziwić skoro operując w cyfrowej domenie audio nie od dziś wiadomo ile złego potrafi wyrządzić ignorowany swojego czasu jitter, w pełni „analogowe” wibracje, bądź czystość dostarczanego prądu. Dlatego też po wielce ubogacających a przy tym otwierających oczy i uszy niedowiarkom doświadczeniach ze switchami Melco S100, SOtM sNH-10G + sCLK-EX & SPS-500, czy prawdziwym „giant killerem” Silent Angel Bonn N8 postanowiliśmy, dzięki uprzejmości dystrybutora – wrocławskiego JPLAY-a, pojechać po przysłowiowej bandzie i wziąć na redakcyjny tapet bodajże najdroższy a zarazem najlepszy zestaw switch+zasilanie, czyli Telegärtner M12 SWITCH GOLD i polecany z resztą nie tylko do niego zasilacz JCAT OPTIMO 3 DUO.

Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, iż ekipa Telegärtner Japan Limited nie tylko doskonale zna, lecz również do perfekcji opanowała zasadę mówiącą, iż pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, co biorąc pod uwagę panującą na rynku, iście morderczą konkurencję ma niebagatelne znaczenie. M12-ka oferowana jest bowiem w pozornie skromnym, czarnym tekturowym pudelku, lecz już jego wnętrze wyściełano „na bogato” – złotą, połyskliwą materią a korpus samego urządzenia, wykonano z 1,5 kg aluminiowego odlewu. Całe szczęście jedynie płytę górną utrzymano w owej nieco barokowej stylistyce, gdyż resztę obudowy pokrywa zdecydowanie skromniejsza czerń. I tutaj pojawia się pewna niespodzianka, gdyż zamiast spodziewanych – standardowych, dedykowanych wtykom RJ45 gniazd wykorzystano przemysłowe, ekranowane i zakręcane M12 (IEC 61076-2-109 Ed.1.0), w związku z powyższym nici z zabawy innymi, aniżeli dołączone do kompletu firmowymi przewodami. Uczciwie trzeba jednak przyznać, iż firmowe okablowanie Telegärtner-a to nie jest jakaś dostępna za kilka PLN-ów za metr skrętka, lecz nad wyraz solidne „high-endowe” LAN-y z kompatybilnymi ze switchem wtykami Telegärtner M12 X-coded, a z drugiej pozłacanymi firmowymi Telegärtnerami MFP8 typu RJ45.
Wraz ze switchem dotarł do nas również zastępujący, znajdującą się na standardowym wyposażeniu niskoszumową impulsówkę adekwatny klasą japońskiemu urządzeniu liniowy zasilacz OPTIMO 3 DUO. Oparty na 100VA, ekranowanym tak pod względem magnetycznym, jak i elektrycznym toroidalnym, zalanym żywicą epoksydową trafie oferuje w swej podstawowej odmianie dwa wyjścia 5V/3A, jednakże na zamówienie (czas oczekiwania wynosi w takim wypadku cztery tygodnie) dostępne są również napięcia 9 i 12V, przy czym można sobie zażyczyć, by każde z galwanicznie odseparowanych wyjść oferowało inne parametry, dzięki czemu możemy z pomocą Optimo zasilać dwa dość znacznie różniące się pod względem zapotrzebowania energetycznego urządzenia. Szum zasilacza leży poniżej zakresu pomiarowego < 2 μV, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę, że w mostkach prostowniczych pracują diody Shottky’ego i stabilizatory napięcia LT3045. Nie zabrakło również sześciu kondensatorów „Fine Gold” japońskiego Nichicona o pojemności 3300 μF każdy. Wraz z zasilaczem producent dostarcza dwa 120 cm, wysokiej klasy podwójnie ekranowane przewody z miedzi PC-OCC zbudowane z 54 drutów na żyłę, o średnicy ø 0,12 mm każdy, w dielektryku teflonowym. Konfekcja od strony odbiornika jest oczywiście dobierana pod konkretne urządzenie, natomiast od strony źródła są to speakON-y firmy Neutrik. Jeśli zaś chodzi o samą aparycję, to solidności i jakości wykonania JCAT-owi mógłby pozazdrościć niejeden phonostage, bądź DAC. Front wykonano bowiem z grubego płata anodowanego na czarno aluminium, natomiast resztę obudowy z grubych blach z niemagnetycznej stali. Jakby tego było mało nie zapomniano również o takich drobiazgach jak gniazdo zasilające, które w tym wypadku pochodzi z katalogu Furutecha, posiada rodowane styki i zintegrowano je z komorą bezpiecznika, również pochodzącego od ww. wytwórcy.

Jeśli chodzi o logikę połączeń to wszystko w porównaniu z dotychczasowymi naszymi testami podobnego asortymentu pozostało prawie bez zmian. Prawie, bowiem switch został wpięty do routera kilkunastometrowym przewodem (router znajduje się poza moim pomieszczeniem odsłuchowym) nie bezpośrednio, co zrozumiałe ze względu na inny standard gniazd, lecz z udziałem pełniącego rolę przelotki NET Isolatora a następnie przewodu JCAT Reference LAN Cable GOLD. Żeby jednak wyrównać szanse z owego niepozornego pośrednictwa podczas odsłuchów porównawczych korzystał również stanowiący swoisty punkt wyjścia, jak i odniesienia Silent Angel Bonn N8 współpracujący z rodzimym okablowaniem Audiomica Laboratory Anort Consequence i Artoc Ultra Reference . A dalej już było po staremu – do switcha został podpięty pełniący rolę transportu Lumin U1 Mini a jako źródło plików wymiennie występowały WD My Book Live 2TB i I-O Data Soundgenic HDL-RAS2T .
Najwyższy czas jednak przejść do sedna, czyli do kwestii, czy inwestycja zahaczająca o nader poważną kwotę 6 500 € niesie ze sobą jakiekolwiek zmiany poza … kuracją odchudzającą naszego konta. I w tym momencie czas na małą spowiedź. Otóż omawiając z Marcinem Ostapowiczem – właścicielem JPLAY, kwestie natury logistycznej, w cichości ducha liczyłem, że jeśli jakakolwiek poprawa po wpięciu tytułowego asortymentu nastąpi, to będzie miała ona charakter może i zauważalny, jednak na swój sposób symboliczny, bądź jak kto woli kosmetyczny w porównaniu do tego, co już poprawił Silent Angel. Ot inna estetyka i ewentualny krok w bok. O progresie w stosunku do „gołej” biegnącej prosto z routera skrętki nie wspominam, bo to wydawało się oczywiste. No i najoględniej rzecz ujmując mój z pozoru całkiem logiczny plan spalił na przysłowiowej panewce, bowiem przesiadkę na Telegärtnera M12 SWITCH GOLD śmiało można było uznać za wkroczenie w drastycznie bardziej realistyczny świat muzycznych doznań. I to nie był przeskok z poziomu sygnału SD na Full HD, lecz z VHS na 4, bądź nawet 8K. Kreowana scena stała się głębsza, podkreślam głębsza a nie bardziej oddalona. Jej początek był dokładnie tam gdzie poprzednio, jednak wieloplanowość wydanego na 24k złocie japońskiego remastera „Gladiatora” (zgranego przy pomocy Melco D100 nie kończyła się na drugim, bądź trzecim rzędzie muzyków, lecz swobodnie sięgała hen, hen poza wydawać by się mogło zarówno nasze zdolności percepcyjne, jak i możliwości samego systemu. Przekaz był bardziej rozdzielczy i bogatszy we wszelakiej maści niuanse a jednocześnie pozbawiony pewnego rozedrgania, czy nieostrości maskującej owe detale. Bez sztucznego podbijania kontrastu i wyostrzania zyskiwaliśmy fenomenalny wgląd w nagranie, ale i poczucie pewnego zintensyfikowania doznań – większą namacalność i wspomniany już realizm.
Przykładowo na jazz-rockowym „Blow By Blow” Jeffa Becka światło dzienne ujrzały wydawać by się mogły oczywiste informacje dotyczące definicji poszczególnych partii instrumentalnych ze szczególnym uwzględnieniem gościnnych występów („Thelonius”) zasiadającego za klawinetem Steviego Wondera. Czemu o tym wspominam? Cóż, lubię wyłapywać wszelakiej maści smaczki a na ww. krążku obecność tego produkowanego przez niemieckiego Hornera konkurenta organów Hammonda wcale nie jest taka oczywista. W telegraficznym skrócie Klawinet to zelektryfikowany klawikord – klawiszowy instrument strunowy, w którym drgania strun przekazywane były do przetworników a im mocniej naciskało się klawisze, tym głośniejszy i bardziej rozwibrowany dźwięk się otrzymywało. I właśnie o owe rozwibrowanie i niepowtarzalny „czarny” – pulsujący motoryką funky tembr chodzi, które Telegärtner był w stanie oddać z pełną intensywnością i iście analogową namacalnością, a z Silent Angelem były jedynie sygnalizowane, za to bez switcha praktycznie całkowicie pomijane.
Podobne obserwacje poczyniłem podczas odsłuchów nad wyraz często goszczącego na moich playlistach albumu „Sounds Of Mirrors” Dhafera Youssefa, który pod względem muzycznym i emocjonalnym potrafi zachwycić nawet ze smartfona sparowanego z głośnikiem Bluetooth Denon New Envaya, jednak pełni bogactwa obecnych tamże niuansów będziemy w stanie doświadczyć w zdecydowanie wyższej klasy, wyrafinowanych konfiguracjach. Iście transcendentalny nastrój, przeszywające, utrzymane w wysokich rejestrach wokalizy frontmana podkreślane brzmieniem lutni oud i iście magicznymi partiami tabli i perkusjonaliów obsługiwanych przez Zakira Hussaina zapraszają do eksploracji orientalnej układanki. Z Telegärtnerem z jednej strony wszystko dostajemy podane niemalże na srebrnej tacy, lecz bez nawet najmniejszych śladów epatowania ich bogactwem i tanim sztuczkom mającym na celu przykucie naszej uwagi. Oczywiście owe skupienie pojawia się samo, gdyż nie sposób przejść obok takiej perfekcji obojętnie, jednak następuje to w sposób całkowicie naturalny a nie wymuszony np. na drodze okołosamplerowej hiper rozdzielczości bezpardonowo gwałcących nasze zmysły.
Wystarczy bowiem sięgnąć po w pełni zasłużenie kultową „We Get Requests” The Oscar Peterson Trio, gdzie wydawać by się mogło, iż gęsty półmrok z jednej strony „robi klimat”, lecz jednocześnie dość skutecznie maskuje wszelakiej maści mikrodetale. Tymczasem M12-ka niejako w trybie nie tyle noktowizyjnym, gdyż z zachowaniem pełnej palety barw, jest w stanie ze wspomnianego półmroku wyekstrahować zaskakujący wolumen informacji nie tylko samego fortepianu lidera, lecz również nad wyraz wirtuozersko „szarpiącego” struny kontrabasu Raya Browna i „głaszczącego” perkusję Eda Thigpena. I wcale nie chodzi o to, że ww. czerń została rozjaśniona a równowaga tonalna podniesiona. Nic z tych rzeczy. Po prostu zyskując lepszą namacalność i definicję brył niejako z dobrodziejstwem inwentarza otrzymujemy również poprawę w aspekcie rozdzielczości.
Tyle z zalet, a co z wadami? Cóż, tutaj już tak różowo nie jest, gdyż obecność Telegärtnera w systemie w sposób absolutnie bezdyskusyjny obnażała mizerię sygnału serwowanego przez serwisy streamingowe. Porównując 1:1 ten sam album odtwarzany z dysku NAS-a i w jakości Hi-Fi/Master z TIDAL-a tę drugą opcję wypada traktować jedynie jako ostateczność i narzędzie o charakterze czysto poznawczym, tym samym wykluczając jego rolę jako pełnoprawnego źródła podczas krytycznych odsłuchów. Dlatego też pół żartem pół serio można byłoby stwierdzić iż przy zakupie M12-ki warto od razu wygospodarować kilka(set) Euro na rozbudowę domowej plikoteki.

W ramach krótkiego podsumowania nie pozostaje mi nic innego aniżeli stwierdzić, iż switch Telegärtner M12 SWITCH GOLD z dedykowanym zasilaczem OPTIMO 3 DUO i pozostałymi, wymienionymi w cenniku akcesoriami stanowi swoistą, niezagrożoną referencję tego, co z domowej infrastruktury sieciowej (czyli ethernetowej a nie zasilającej) można wycisnąć. Oczywiście warto mieć świadomość, że do pełni szczęścia przyda się jeszcze podobnej klasy serwer, bądź stosując nomenklaturę Melco biblioteka muzyczna i transport/streamer, jednak mając powyższe akcesoria na stanie tematykę okablowania i dystrybucji sygnału w naszej plikowej części systemu możemy z czystym sumieniem uznać za skończoną.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp; Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl; Musical Fidelity M6 Vinyl, RCM Audio Sensor 2 Mk II
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Bez względu na nasze osobiste podejście do tematu słuchania muzyki z plików sprawa jest jasna – to obok gramofonu i odtwarzacza CD obecnie pełnoprawne źródło dźwięku. Jednak myliłby się ten, kto sądzi, że temat załatwia wpięcie pierwszego z brzegu tak zwanego „plikograja”. Nie oszukujmy się, mamy do czynienia ze znacznie bardziej złożonym od wspomnianych poprzednich dawców sygnału audio problemem. To znaczy? Nie będę powielał znanych wszystkim aksjomatów całkowicie innego wyniku sonicznego układanki audio w zależności od danego komponentu i zastosowanego do jego aplikacji okablowania, bowiem jest to swoisty elementarz zaawansowanego melomana. Chodzi mi raczej o ostatnio bardzo mocno intrygującą piewców streamowania muzyki kwestię switchy likwidujących szkodliwe interferencje pomiędzy poszczególnymi, zazwyczaj kilkoma produktami w torze plikowym w domowej sieci Ethernetowej. Ktoś jest zaskoczony, że nabijam go w przysłowiową butelkę? Jeśli tak, to znaczy, iż nie nadąża za galopującymi zmianami w tym sposobie obcowania z muzyką, i jeśli przynależy do obozu będącego głównym beneficjentem tego wstępniaka, powinien zapoznać się z poniższym testem. Czego? Sygnowanego przez Telegärtner Japan Limited switcha M12 Switch Gold z dedykowanym zasilaniem marki JCAT Optimo 3 Duo, które w naszej redakcji zawitały dzięki stacjonującemu we Wrocławiu JPLAY’owi.

Nie oszukujmy się, tytułowy switch w temacie aparycji nie grzeszy jakimiś specjalnymi efektami wizualnymi. Powiem więcej, opisując go pozbawionym emocji tekstem mamy do czynienia z czymś na kształt typowej listwy zasilającej w energię elektryczną nasze systemy audio. Naturalnie o nieco mniejszych gabarytach, ale wręcz identyczności obydwu przywołanych produktów nie da się nie zauważyć. Zresztą nie ma co na siłę ich od siebie odcinać, gdyż M12-ka tak prawdę mówiąc jest swoistym rozgałęziaczem. Sygnałowym, ale jednak, co sprawia, że w momencie planowanego schowania go za szafką nie ma większego znaczenia, jak wygląda. A jak wygląda? Już wspominałem. To prosta aluminiowa obudowa o kształcie podłużnego prostopadłościanu, na dachu którego zaimplementowano 6 portów i w ramach odbioru niezbędnej do pracy urządzenia dawki energii elektrycznej, jedno gniazdo zasilania. Co ciekawe, oferowane wejścia dla sygnału i zasilania nie są wykorzystywanymi w naszej działce – mam na myśli rynek konsumencki – niestety mało odpornymi mechanicznie, a przez to delikatnymi gniazdkami, tylko solidnymi w sferze stabilności kontaktu i wytrzymałości zmęczeniowej zakręcanymi terminalami militarnymi. Mało tego, sam switch po obydwu stronach obudowy został uzbrojony w dwoje uszu umożliwiające stabilizację go w jednym miejscu poprzez przykręcenie do ściany lub innej, dającej pewność mocowania płaszczyzny. Jaki cel mają powyższe zabiegi? Spróbujcie pobawić się tego typu być może ładnymi wizualnie, ale za to delikatnymi switchami konkurencji, a po serii często uciążliwych prób pewnego ustawienia podłączonego kilkoma kablami, zazwyczaj małego, naturalnie w konsekwencji lekkiego urządzenia na półce, zrozumiecie zamysł tytułowego producenta. To urządzenie nie musi wyglądać, za to musi zapewnić użytkownikowi pewność połączenia wtyku z delikatnym sygnałem audio i najlepiej nie poddawać się naporowi kilku podłączonych do niego kabli. Bredzę? Niestety nic tak jak własne doświadczenie Wam tego nie udowodni, dlatego wiarę w wygłoszoną opinią producenta pozostawiam do osobistej weryfikacji na żywym organizmie. Wieńcząc dzieło przekazywania informacji na temat głównego bohatera testu dodam jedynie, iż w komplecie startowym znajdziemy dwa kable LAN w wykorzystywanej przez Telegärtnera specyfikacji M12. To zaś powoduje, że w momencie większych potrzeb w stosowną liczbę dodatkowych drutów należy zaopatrzyć się już własnym sumptem u dystrybutora.

Jak wspomniałem we wstępniaku, tytułowy „czyściciel sygnału” dotarł do testu z dedykowanym zasilaczem. Nie jakąś wtyczkową próbą zamydlenia użytkownikowi oczu byle impulsówką, tylko w pełni profesjonalnie zaprojektowaną przez z polską markę JCAT konstrukcją liniową. Powód? To jest temat na osobną rozprawkę, na co nie mamy teraz czasu, dlatego uwierzcie mi na słowo, iż takie podejście dystrybutora ma bardzo duży sens. Jak ów dawca energii się prezentuje? To obrazuje seria fotografii. Z uwagi na bezkompromisowe podejście do tematu Optimo 3 Duo jest znacznie większy od samego switcha. Jego bryła to przyjemnie dla oka wyglądająca, podłużna, aluminiowa skrzynka. Font z grubego płata wspomnianego glinu w celach designerskich na wszystkich krawędziach skośnie sfrezowano, na 2/3 wysokości przecięto Ww poprzek cienikim rowkiem, a tuż pod nim uzbrojono w diodę sygnalizującą działanie urządzenia i logo marki. Z uwagi na zastosowanie solidnego transformatora boki i górną płaszczyznę JCAT-a nacięto kilkoma seriami podłużnych otworów. Zaś na plecach z zamysłem zwiększenia uniwersalności zaaplikowano dwa wyjścia prądowe dla potencjalnych odbiorników i gniazdo zasilania IEC.

Jak aplikacja tytułowego komponentu dokładnie działa i co powoduje? Szczerze powiedziawszy informacje na pierwszą część pytania od strony technicznej bez najmniejszego problemu znajdziecie w internecie, dlatego też nie tylko z zamierzoną premedytacją, ale również z niekłamaną przyjemnością oddam się przelaniu zdobytej podczas użytkowania wiedzy na klawiaturę jedynie na temat wpływu switcha Telegärtner M12 Switch Gold na moją, na czas testu wzbogaconą o zestaw plikowy, przez lata kompletowaną układankę. Co takiego usłyszałem? Powiem szczerze, że owszem, dopuszczałem zaistnienie pewnych zmian w dźwięku, jednak nie aż w takim stopniu. To było jak przysłowiowe walnięcie obuchem siekiery w głowę. Muzyka nagle nabrała energii, swobody i rozdzielczości. Jednak nie odbyło się to na zasadzie powodującego poprawę konturowania źródeł pozornych, skracania i odchudzania dźwięków, tylko zjawiskowego oczyszczenia tła każdej sonicznej fali z cyfrowego brudu. To natychmiast poskutkowało wydobyciem muzyki z czeluści zniekształceń, co w obiorze powodowało znaczną poprawę propagacji jej energii, wydłużenie wybrzmiewania zawartych w niej nawet najcichszych alikwot i zjawiskową czytelność. Niemożliwe? Otóż jak najbardziej. I co ciekawe, ten przypadek bez dwóch zdań był bardziej spektakularny od podobnej przygody ze znacznie tańszym switchem, co bez dwóch zdań udowadnia, że tak jak w elektronice z segmentu High End, również w aspirujących do tego pułapu wyrafinowania urządzeniach ethernetowych działają podobne mechanizmy jakościowe. Jakieś przykłady płytowe? Cóż, wystarczy jeden, ale dobry. Weźmy na tapet znakomicie nagrany jazz spod znaku EST, który już na starcie nie pozostawiając pola do narzekań na jakość prezentacji w kompilacji zatytułowanej „Viaticum”, w testowym podejściu pokazał się w jeszcze bardziej emocjonalnej, bo pozbawionej szumów cyfrowego tła, scenerii mojego pomieszczenia. I nie chodzi tylko o oczyszczenie atmosfery wokół artystów, ale również o poprawę timingu dobiegających do moich uszu fraz nutowych, a także o sposób zawieszenia całości wydarzenia w eterze. Tego trzeba posłuchać, bo gdy przed wpięciem switcha w system pozornie wszystko rysowało mi się w pełnej krasie, po jego aplikacji w muzyce pojawiło się kilka wcześniej słabo odczytywanych, a przez to zniekształconych podczas odtwarzania, teraz znakomicie wyartykułowanych energetycznie i witalnie informacji. Wydaje mi się, iż byłem świadkiem znacznego zwiększenia odstępu poziomu muzyki od szumu tła, co w sferze konstrukcji stricte generujących dźwięk potrafią jedynie nieliczni producenci, a co potwierdzając swoje roszczenia do światowej zauważalności znakomicie naśladował zaczyn dzisiejszego spotkania – niemiecki Telegärtner. Podobnie sprawy jakości fonii miały się z każdym materiałem. Bez znaczenia było, czy słuchałem damskiej lub męskiej wokalizy, starego, a przez to niezbyt dobrze zrealizowanego rocka, czy posługującej się sztucznymi dźwiękami elektroniki, objawy pobudzania do życia za każdym razem były identyczne. Jednakże co bardzo istotne, nigdy, ale to nigdy, nawet w najlepszych realizacjach, dźwięk nie epatował nadpobudliwością. To było jedynie pozbawienie każdej słuchanej opowieści muzycznej pewnego rodzaju uśredniającego przekaz nalotu, co jeśli system jest rozdzielczy – a za taki uważam to, co przez lata poskładałem – nie miało prawa i nie powodowało u mnie odczucia przerysowania prezentacji ze zmęczeniem mnie jej zbyt dużą bezpośredniością włącznie. Myślicie, że takie cuda tylko w reklamowej „Erze”? Nic z tych rzeczy, gdyż wystarczy wpiąć opisywany dzisiaj zestaw Telegärtner M12 Switch Gold z dedykowanym zasilaniem JCAT Optimo 3 Duo w swój tor, a świat muzyki z plików zaprezentuje się Wam jak nigdy dotychczas.

Wieńcząc ten test chciałbym zwrócić Waszą uwagę na jeden drobny fakt. Wiadomym jest, że na chwilę obecną zaawansowane słuchanie muzyki z plików nie jest moją karmą. Jednak usłyszawszy w Marcina systemie, co potrafi japoński czyściciel sygnału ethernetowego, nie było innej opcji jak postawienie podobnego seta u mnie. Nie mogłem stracić okazji zderzenia się z kolejnym pozytywnym krokiem w stronę wyrównywania jakości muzyki ze srebrnych krążków z tą z plików. Czy po tym doświadczeniu wejdę w świat dźwięku z twardego dysku? Może zabrzmi to jak wywracanie kota ogonem, ale na to pytanie nie odpowiem, gdyż w mojej ocenie jego zasadnicze meritum brzmi raczej: „Czy tytułowe akcesorium sieciowe jest dla każdego?” I tutaj z jednym ostrzeżeniem, oczywiście na bazie przeprowadzonego testu nie mogę zrobić nic innego, jak zachęcić każdego, powtarzam każdego potencjalnego zainteresowanego to prób na własnym podwórku. Co mam na myśli wtrącając łyżkę dziegciu do przecież będącego pewnego rodzaju laurką testu? Otóż podpisane doświadczeniami na własnej skórze ostrzenie brzmi: „Uważajcie, bo po nawet niezobowiązującej próbie niemiecki switch może nie wrócić już do dystrybutora”. Poza tym, nie mam nic więcej do dodania.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– odtwarzacz plików: I-O Data Soudgenic HDL-RAS2T
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Dynaudio Consequence
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: JPLAY
Ceny
M12 SWITCH GOLD: 4 185 €
OPTIMO 3 DUO: 1 500 €
NET Isolator: 190 €
JCAT Reference LAN Cable GOLD: 600 €

Dane techniczne
M12 SWITCH GOLD
Gniazda: 5 x M12
Zasilanie: DC 10 V — 60 V
Pobór mocy: 6 W max
Wymiary (S x D x W): 70 x 200 x 50 mm
Waga: 1,5 kg

OPTIMO 3 DUO
Napięcie wyjściowe: wybierane przy dokonywaniu zamówienia 5V, 9V, 12V / 3A
Wymiary (S x W x G): 195 x 85 x 395 mm

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

SOtM sNH-10G + sCLK-EX & SPS-500

O ile po teście switcha Silent Angel Bonn N8 pojawiły się głosy, dziwnym trafem pochodzące od osób niemających nawet okazjonalnej styczności z obiektem dyskusji, iż modyfikacje wprowadzone przez ekipę Thunder Data są nazwijmy to delikatnie niewystarczające i niesatysfakcjonujące pod względem ewentualnej poprawy parametrów pracy głównych obwodów (zastosowanie li tylko niewielkiej płytki z pojedynczym zegarem TCXO), o brzmieniu nawet nie wspominając, postanowiłem niejako na własną rękę zgłębić wskazaną przez krytycznych interlokutorów domenę. Jednak nie gdybając i wnioskując co najwyżej na podstawie dostępnych w Internecie zdjęć, a wyłącznie empirycznych doznań, czyli biorąc na redakcyjny tapet kolejny, tym razem zdecydowanie bardziej zaawansowany switch. Z pomocą przyszedł poznański Koris, który pomimo coronavirusowej pandemii i globalnego lockoutu niemalże z dnia na dzień dostarczył nam nie tylko wielce zaawansowany „przełącznik sieciowy”, lecz również dołożył do niego dedykowany, solidny zasilacz. Cóż zatem znalazło się w ekspresowo przesłanym zestawie? Switch SOtM sNH-10G + sCLK-EX i zasilacz SPS-500, co w sumie dało „pakiet naprawczy” mojej domowej sieci Ethernet za bagatela 10 kPLN. A jeśli dodamy do tego zapewnione przez Audio Center Poland (Wireworld Chroma 8 i Starlight 8), Audiomica Laboratory (Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence) i Voice (3 sztuki Cardas Audio Clear Network) okablowanie Ethernet to pół żartem, pół serio można uznać, iż przysłowiowe zera i jedynki powinny czuć się u mnie dopieszczone niczym podczas wizyty w którymś z zamorskich kurortów spa. To wszystko jednak na razie tylko teoria, gdyż sensowność powyższych zabiegów wykaże, bądź nie, dopiero część praktyczna, na którą serdecznie zapraszam.

Jednak zanim skupimy się na brzmieniu warto chociaż przez chwilę przyjrzeć się naszym dzisiejszym gościom. I już na pierwszy rzut oka widać, iż SOtM sNH-10G + sCLK-EX reprezentuje zdecydowanie inna kategorię rozmiarową aniżeli poprzednio przez nas testowany Bonn N8. Tym razem bowiem trapezoidalny, rozszerzający się ku górze aluminiowy korpus wpisuje się w tzw. segment midi, stanowiąc wielce kuszącą propozycję dla posiadaczy elektroniki Auralica, bądź Lumina (w celach czysto poglądowych zamieściłem trzy zdjęcia SOtM-a na Luminie U1 Mini). Solidny aluminiowy płat frontu ozdobiony dyskretnym złotym szyldem z logotypem marki w lewym górnym rogu, dostępny jest w srebrnej i czarnej wersji kolorystycznej, natomiast reszta obudowy niezmiennie pozostaje smolistoczarna. Co ciekawe zarówno płyta górna jak front i plecy są zaskakująco ażurowe a pochyłe ściany boczne całkiem udanie imitują rolę radiatorów. Oczywiście nic nie wskazuje na to, by ukryte wewnątrz trzewia potrzebowały aż tak wydajnego chłodzenia, ale uczciwie trzeba przyznać, że projekt plastyczny producentowi wyszedł nad wyraz intrygująco. A efekt jest jeszcze lepszy, gdy z pomocą hebelkowego przełącznika umiejscowionego na ścianie tylnej zadbamy o stosowną iluminację, czyli o uaktywnienie dwukolorowych diod informujących o statusie i połączeniu poszczególnych portów. Na zakrystii oprócz ww. przełącznika znajdziemy gniazdo zasilacza (w standardzie jest zwykły wtyczkowy, jednak ze zrozumiałych względów przez lwią część testów korzystałem z dobrodziejstw SPS-500) osiem portów Ethernet RJ-45 i dwa SFP, co wyraźnie wskazuje na bezpośrednią konkurencję dla podobnie wycenionego Melco S100. I tu od razu ważna uwaga. Otóż sNH-10G, podobnie do właśnie wspomnianego Japończyka, nie jest przepakowanym w fikuśną obudowę „cywilnym” switchem, a raczej jego trzewiami z dodanym modułem zegara i filtrami, lecz własną – autorską platformą opracowaną z myślą o zastosowaniach audio. Własna baza, czyli możliwość wykorzystania w pełni powierzchni płytki drukowanej sprawiła, że poszczególne komponenty nie muszą być ściśnięte w jednym miejscu, lecz spokojnie da się je odsunąć od siebie na tyle, by uniknąć ewentualnych interferencji. Wszystkie gniazda zostały od siebie odseparowane, szczególny nacisk położono na aktywne układy redukcji szumu i zakłóceń mogących wpłynąć na pracę m.in. zegara. Również poszczególne komponenty dobierano pod względem ich właściwości niskoszumowych, jak i zapewnienia producent ich wzajemnej synergii. A właśnie, skoro o synergii mowa. Wydawać by się mogło, że obecność portów SFP, podobnie jak w topowych modelach streamerów, powinna wskazywać na wyższość połączeń optycznych. Tymczasem konstruktorzy SOtM do powyższego zagadnienia podchodzą zdroworozsądkowo uważając, iż poczciwa transmisja z udziałem portów RJ-45, oczywiście z użyciem odpowiedniej klasy okablowania, nadal może zapewnić wyższą jakość dźwięku.
Jak sama nomenklatura dostarczonego na testy egzemplarza wskazuje został on wyposażony w dodatkowy moduł zegara sCLK-EX, przy czym ów moduł swymi gabarytami znacznie przekracza to, co nader często możemy znaleźć w bądź co bądź porządnych DACach – własny, ultra precyzyjny zegar oferujący cztery osobne wyjścia, szeroki wybór tak częstotliwości pracy, jak i napięć z jakimi może pracować a nawet (jako opcja) możliwość podpięcia zewnętrznego master-clocka. Wszystkich zainteresowanych bardziej szczegółowymi technikaliami odsyłam do nad wyraz szczegółowe instrukcji obsługi, gdzie wszystko, włączenie z samodzielnym montażem zostało wyczerpująco wyjaśnione.

Z ciekawostek natury użytkowej warto wspomnieć, iż podczas testów życiodajną energię do SPS-500 dostarczałem wydawać by się mogło wiotkim i mało absorbującym przewodem zasilającym Organic Audio Power z wtykiem od strony urządzenia uzbrojonym w pierścień Furutech CF-080 Damping Ring. Okazało się jednak, iż skandynawski przewód , pomimo obecności gumowych nóżek w „podwoziu” SOtM-a z łatwością przesuwał zasilacz zarówno po chropawej półce mojego dyżurnego stolika Rogoz Audio 4SM, jak i po ustawieniu całości na platformie Franc Audio Accessories Wood Block Slim, oraz Finite Elemente Carbofibre. Wspominam o tym, gdyż wypada ową, wynikającą z dość śladowej wagi zasilacza, cechę mieć na uwadze i bądź dobrać odpowiednie okablowanie, bądź po prostu dociążyć sam zasilacz.

No to chwila prawdy – zastępujemy Music Angela zestawem SOtM i … jest różnica, w dodatku oczywista i w pełni definiowalna. Tytułowy bohater działa bowiem nieco inaczej aniżeli jego niepozorny poprzednik. Zamiast na dynamice i rozciągnięciu pasma skupia się bowiem na jej analogowości. Z sNH-10G dźwięk staje się bowiem właśnie w stereotypowy dla miłośników czarnej płyty bardziej krągły, wysycony, organiczny. Weźmy na ten przykład fenomenalny „Mirror” kwartetu Charlesa Lloyda, na którym oprócz frontmana dącego w saksofon tenorowy i altowy możemy usłyszeć Jasona Morana przy fortepianie, kontrabas Reubena Rogersa oraz Erica Harlanda za perkusją. Powyższa zmiana estetyki nie powoduje jednak utraty powietrza, gdyż jego udział pozostaje bez zmian a jedynie sugestywną ewolucję, że się tak fotograficznie wyrażę „plastyki obrazu”. Jakbyśmy z pełnoklatkowego „body” przesiedli się na średni format. Czyli widzimy to samo a jednak odbiór całości jest nieco inny. Wraz z powyższymi obserwacjami nie sposób pominąć kwestii jakiegoś wewnętrznego spokoju, niemalże balansującego pomiędzy nonszalancją a letnim rozleniwieniem i pewnością siebie, czy wręcz kompletnego braku pośpiechu. Coś podobnego doskonale z autopsji znają użytkownicy starszych odtwarzaczy i transportów płyt C.E.C.-a. Niby timing i drajw są jak należy, utwory trwają co do sekundy tyle samo, co na innych odtwarzaczach a nie sposób nie odnotować, że pozbawione podskórnej nerwowości płyną swoim własnym tempem. W dodatku faktura dźwięków i instrumentów jest tak realistyczna, że momentalnie przestawiamy się z trybu analizy w tryb syntezy i dobiegającą z głośników zaczynamy chłonąć całym sobą. To samo mamy tutaj i wcale nie trzeba posiłkować się utrzymanymi właśnie w takich, spacerowych tempach jazzowymi standardami, lecz równie świetnie sprawdzą się bardziej skoczne synth – funkowo – rockowe pozycje w stylu „Return to Wherever” kanadyjskiej formacji TWRP (Tupper Ware Remix Party) najlepiej czującej się w klimatach będących szalenie udanym miksem twórczości Weather Report i Daft Punk. Pozornie zdehumanizowanym, syntetycznym i przetworzonym dźwiękom nagle jest bliżej homogeniczności starych Hammondów i Moogów aniżeli współczesnych, ultra precyzyjnych syntezatorom a wokale robią się „czarne” – w pozytywnym sensie tego słowa.
I jeszcze jedna ciekawostka świadcząca o wręcz obsesyjnej trosce producenta o jak najwyższą jakość dźwięku. Otóż znajdujący się na tylnej ściance przełącznik w swym górnym położeniu zapewnia pełną iluminację i aktywność switcha, w środkowym wyłącza całość a w dolnym uaktywnia urządzenie, lecz z wyłączonymi diodami. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż szczególnie przy cichych, wymagających skupienia nagraniach w stylu już wspominanego wcześniej „Mirror” Charlesa Lloyda SOtM z wyłączoną iluminacją … grał lepiej – z lepszą rozdzielczością, dając swobodniejszy wgląd w nagranie i bardziej realistycznie definiując źródła pozorne. Nie oznacza to bynajmniej, że z włączonymi diodami było źle, niemniej jednak, gdy lokalna sieć działa jak należy i w tzw. międzyczasie nic przy niej nie majstrujemy, to dla własnego spokoju sugerowałbym kilka prób z wygaszona iluminacją – mała rzecz a po prostu gra jest warta świeczki.

No i się zrobiło ciekawie. Trzeci switch i trzecie, w dodatku zauważalnie inne od tego, co proponowali poprzednicy, podejście do tematu grania z lokalnej sieci. Niby tylko zwykły „przełącznik”, lub jak kto woli rozgałęziacz a jego obecność jest w pełni weryfikowalna i słyszalna w systemie. SOtM sNH-10G + sCLK-EX stawia bowiem na iście organiczną spójność i analogową mięsistość, więc jeśli tylko w Państwa systemach plikom brakuje nieco krągłości i wypełnienia, to powinniście przyjąć go z szeroko otwartymi ramionami.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– DAC: Chord DAVE
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³, Chord Electronics Étude, Chord Electronics Ultima 5, Abyssound ASX-2000
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; Cardas Clear Reflection
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform; Finite Elemente Carbofibre SD & HD
– Stopy antywibracyjne: Finite Elemente Cerabase compact, Cerapuc, Ceraball
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Wireworld Chroma 8 + Starlight 8, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence, Cardas Audio Clear Network
– Stolik: Rogoz Audio 4SM

Dystrybucja: Koris
Ceny
SOtM sNH-10G + sCLK-EX: 7 290 PLN
SOtM SPS-500: 2 390 PLN

Dane techniczne
SOtM sNH-10G + sCLK-EX
– Złącza: 8 szt. RJ-45, 2 szt. SFP 10/100/1000 Mbps
– Diody LED:
Zasilania
10 wskazujących status połączenia
10 wskazujących aktywność
– Obsługiwane standardy sieciowe
EEE 802.3 10Base-T Ethernet,
IEEE 802.3u 100Base-TX Fast Ethernet,
IEEE 802.3u 100Base-FX 100Mbps over fiber optic,
IEEE 802.3ab 1000Base-T Gigabit Ethernet,
IEEE 802.3z 1000Base-T 1 Gbps over fiber optic,
IEEE 802.3x
Napięcie wejściowe : 9Vdc (przy CLK-EX opcjonalne 6.5Vdc ~ 8.5Vdc lub 12Vdc)
Wymiary (S x W x G): 296 x 50 x 211 mm
Waga: < 2 kg

SOtM SPS-500
Moc wyjściowa DC
Napięcie: 7Vdc, 9Vdc, 12Vdc, 19Vdc do wyboru
Tolerancja napięcia: ± 10%
Ograniczenie prądu: 5A @ 7Vdc, 9Vdc, 12Vdc; 3.3A @ 19Vdc
Tolerancja prądu: ± 10%
Maksymalna moc wyjściowa:
55W przy 120VAC
50 W przy 110 VAC
45 W przy 100 VAC
Wymiary (S x W x G): 106 x 48 x 230 (mm)
Waga:< 2 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

Silent Angel Bonn N8

Link do zapowiedzi: Silent Angel Bonn N8

Zakładam, że dla większości z Państwa pojęcie „efekt motyla” nie jest obcy. Od razu doprecyzuję, iż nie chodzi o zachowane gdzieś w pamięci blade wspomnienia thrillera fantastycznonaukowego z 2004 roku, o tym właśnie tytule, lecz o nieco mniej przerażający dla ogółu synonim chaosu deterministycznego, czyli wrażliwej zależności od warunków początkowych. Przekładając to na nieco bardziej strawną formę w telegraficznym skrócie wyjaśnię, iż mowa o zjawiskach i procesach, gdzie nawet niewielkie nie tylko błędy, anomalie, lecz nawet zaokrąglenia i uśrednienia danych, parametrów początkowych skutkują diametralnie różnymi wynikami końcowymi. Co to wszystko ma wspólnego z tematyką audio? Okazuje się, że całkiem sporo, gdyż poddaje w zasadną wątpliwość postawę „akcesoryjnych agnostyków” uparcie twierdzących, że wszelakiej maści okablowanie, poprawiacze prądu, czy też akcesoria, absolutnie nie mają znaczenia, gdyż nie mają wpływu na to, co tak naprawdę dobiega naszych uszu z głośników. Krótko mówiąc najzwyklejsza logika nakazywałaby właśnie o jakość owych parametrów wejściowych jak najlepiej zadbać, by podczas dalszej obróbki ich nie powielać i nie amplifikować powstałych na wejściu nieścisłości. Dlatego też w ramach niniejszej recenzji pochylimy się nad zagadnieniem, które z racji powszechności streamingu wydawać by się mgło warte uwagi, a dziwnym zbiegiem okoliczności może nie tyle odsuwane jest w niebyt, co traktowane jako niekoniecznie z naszą działką związane. Mowa bowiem o naszej domowej … infrastrukturze sieci ethernetowej. Tak, tak chodzi właśnie o fizyczne medium transmisyjne – czyli zarówno okablowanie, jak i liniowe urządzenia komunikacyjne, vide routery, switche i serwery. Medium, które umożliwia przesyłanie sygnałów elektrycznych, podkreślę „sygnałów elektrycznych” a nie zer i jedynek, jak niczym mantrę powtarzają nasi oponenci.
O wpływie zbudowanego z myślą o zastosowaniach audio serwera mogliśmy ostatnio przekonać się podczas testu wielce udanego Melco N1A/2EX, któremu towarzyszyło niepozorne, lecz jak się okazało nie mniej istotne urządzenie, w znaczącym stopniu poprawiające finalną jakość dźwięku odtwarzanych plików, czyli … switch Melco S100. Jak się Państwo domyślają poczynione wtenczas obserwacje niebagatelnego wpływu tego, wydawać by się mogło pomijalnego w naszej audiofilskiej układance akcesorium sprawiło, iż mając już na koncie doświadczenia z okablowaniem ethernetowym (Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence, Fidata HFLC) postanowiliśmy możliwie szybko nadrobić zaległości związane z urządzeniami komunikacyjnymi i rozpocząć eksplorację segmentu audiofilsko zorientowanych switchy.
Tym oto sposobem w iście ekspresowym tempie na redakcyjny tapet trafiła dopiero co rozpoczynająca swój byt na polskim rynku nowość, czyli dostarczony przez wrocławskie Audio Atelier switch Silent Angel Bonn N8. Jeśli zastanawiacie się Państwo cóż potrafi takie niepozorne, mające wybitnie komputerową proweniencję, akcesorium zdziałać w systemie właśnie na pliki zorientowanym serdecznie zapraszam do dalszej lektury.

W ramach swoistej wizytówki wypadałoby w dosłownie kilku słowach nakreślić pochodzenie dzisiejszego gościa. Otóż marka Silent Angel należy do firmy Thunder Data założonej przez Erica Jian Huanga, który wcześniej był dyrektorem technicznym EMC China, a w jej portfolio znajdziemy obecnie właśnie switch Bonn N8, serwer muzyczny Rhein Z1, oraz moduł VitOS dedykowany platformie Raspberry Pi 4.
Na pierwszy rzut oka Bonn N8 wyglądem nie odbiega od podobnych mu, przynajmniej pod względem funkcjonalności, „cywilnych” gigabitowych konkurentów w stylu Netgeara 8p GS108GE, czy TP-Linka 8p TL-SG108E a więc ogólnodostępnych switchy z pułapu 150 PLN. Całe szczęście wypakowując „milczącego aniołka” z eleganckiego czarnego, kartonowego pudełka wyściełanego precyzyjnie dociętą szarą gąbką można poczuć zauważalną różnicę w solidności wykonania i jakości użytych materiałów. Metalowa obudowa jest bowiem nader sztywna a grubość użytych profili zapobiega nie tylko nieporządnym wibracjom, co mówiąc wprost uginaniu się ścianek podczas prób ich ściśnięcia. Co do samej aparycji to nikt nie próbuje tu wyważać już dawno temu otwartych drzwi, więc na froncie znajdziemy jedynie firmowy logotyp i dziesięć diod z których osiem zielonych wskazuje status połączenia konkretnego portu a dwie pozostałe informują o zasilaniu (zielona) i ewentualnych problemach – alarmowa czerwona. Korpus pozbawiono jakichkolwiek dekoracji, więc bez zbędnego marudzenia przechodzimy na zaplecze, gdzie do dyspozycji mamy osiem portów Ethernet (RJ-45) i gniazdo dedykowane zewnętrznemu zasilaczowi wtyczkowemu. Krótko mówiąc emocje jak na grzybobraniu. W komplecie jest jeszcze wspomniany wtyczkowy zasilacz i krótki przewód Ethernet, który z racji posiadania zdecydowanie wyższej klasy okablowania pozwoliłem sobie zostawić w spokoju.
Jednak o przewadze N8 decyduje nie aparycja a trzewia, do których azjatycki producent ewidentnie się przyłożył. W obwodzie zasilania mamy podwójną filtrację redukującą szum o 18 dB (dokładnie 17.78 dB), dodatkowo zaimplementowano autorską płytkę ultra precyzyjnego zegara TCXO o dokładności 0.1 ppm i kolejny podwójny układ izolujący wrażliwe podzespoły o 20.79 dB. W celu izolacji od zakłóceń EMI wnętrze obudowy wyklejono specjalną folią Silent Angel Noise Absorber (SANA). Tuż za portami Ethernet ulokowano pełniące rolę filtrów cewki indukcyjne (po cztery na gniazdo), za którymi znalazła się bateria 32 mikro transformatorów zapewniających separację galwaniczną każdego z portów, a nad pracą całości czuwa ukryty pod metalową płytką mikroprocesor.
I jeszcze jedno. Jak się dobrze poszpera w odmętach Internetu, to można natrafić na różne ciekawostki. Tak też było tym razem. Okazuje się bowiem, że tytułowego Music Angela można również nabyć w nieco odmiennej szacie wzorniczej. Otóż trzewia N8 występują na zasadzie umowy licencyjnej również pod banderą NuPrime jako Omnia SW-8 a różnice dotyczą dodania masywnej aluminiowej obudowy, dokładnie monolitycznej skorupy, i niskoszumowego zasilania. Oczywiście powyższy tuning nie jest za przysłowiowe dziękuje a cena wzrasta do 499 €.

A teraz najważniejsze, czyli wpływ tytułowego malucha na brzmienie cyfrowej odnogi mojego systemu, w którym na wejściu znajduje się dwuzakresowy modem operatora kablówki i internetu Connect Box spięty z moim prywatnym routerem TP-Link Archer C6, do którego z kolei mam podłączony zarówno NAS WD MyBook Live, jak i Lumina U1 Mini a całość okablowana została przewodami NEYTON Ethernet Cable CAT7+. Tytułowy switch wylądował zatem za Archerem i do niego zostały podłączone wszystkie pozostałe elementy mojej domowej architektury. Ponadto chcąc wyeliminować wpływ sygnatury dyżurnego okablowania, dzięki uprzejmości (alfabetycznie) Audio Center Poland, Audiomica Laboratory i Voice podczas testów korzystałem również wymiennie z okablowania Ethernet pod postacią modeli Wireworld Chroma 8 i Starlight 8, Audiomica Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence i 3 sztuki Cardas Audio Clear Network. Z tego też powodu testy zajęły mi wielce intensywne dwa tygodnie, podczas których początkowe emocje związane z nowym elementem toru zdążyły opaść.

Jednak ad rem. Po pierwsze już od startu słychać, że spektrum działania Silent Angela jest zdecydowanie szersze od tego, w jakim działał switch Melco S100. Chodzi bowiem o to, iż Melco eliminował cyfrowy szum tła, pasożytnicze artefakty powodując aksamitnie czarne i nieprzeniknione tło, poprawiając tym samym odstęp sygnału od szumu a co za tym samym rozdzielczość. Z kolei Bonn N8 idzie o krok, bądź nawet dwa dalej. Nie dość bowiem, że robi to, co swój poprzednik, to jeszcze wyraźnie przesuwa skraje słyszalnego pasma. Mówiąc wprost z N8 w torze dostajemy więcej góry i dołu. I nie, tu nie chodzi o ich ordynarne wypchnięcie, lecz o ilość dostarczanych informacji, rozdzielczość, zróżnicowanie i klarowność, oraz wolumen. Pojawienie się tytułowego malucha działa jak, posługując się motoryzacyjną analogią, profesjonalny chip tuning połączony ze zdecydowanie bardziej inwazyjną poprawą właściwości jezdnych naszego turladełka. Wracając jednak na nasze podwórko i mówiąc wprost słyszymy nie dość, że więcej, co po prostu lepiej i wcale nie oznacza to, że chiński switch coś tam od siebie dodał, interpolował, zmultiplikował i dokleił, lecz jedynie zlikwidował obecne do tej pory wąskie gardło na wejściu. Te informacje cały czas tam, czyli w materiałach źródłowych, były a to, że dopiero teraz je w pełni usłyszeliśmy to już zupełnie inna bajka.
Aby tego doświadczyć wcale nie trzeba od razu sięgać po jakieś ultra dopieszczone audiofilskie zasoby, gdyż nawet na mainstreamowym hard rocku w stylu „Black Moon Pyramid” , gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności znajduje się wielce urodziwa ballada „Silent Angel” a Axel Rudi Pell udowadnia jak misternie potrafi szyć na swoim Fenderze Stratocasterze, usłyszymy to, co powinniśmy. Oczywiście przesiadka z gitarowych galopad na nieco bardziej wysublimowaną estetykę, jaką reprezentował m.in. niezwykle klimatyczny, pochodzący z lat 1962-63, album „Afro Bossa” Duke Ellington & His Orchestra (dostępny zarówno na TIDAL-u w wersji MQA Studio Master 24bit/192 kHz, jak i na HDtracks w klasycznych FLAC-ach 24bit/192kHz, oraz HIGHRESAUDIO® 24bit/96kHz) sprawiła, że do głosu doszedł swoisty analogowy plankton. Wspominam o tym nie bez przyczyny, gdyż początkowy efekt WOW! wywołany agresywną filtracją i zbyt zgrubnym czyszczeniem powoduje utratę właśnie takich pozornie nieistotnych niuansów, przez co znika konieczny dla pokreślenia autentyzmu nagrań flow między muzykami. N8 tego właściwego, naturalnego ruchu drobinek kurzu i aury otaczającej muzyków nie rusza. Wręcz je unaocznia tak operując światłem, że krawędzie źródeł pozornych zyskują na wręcz holograficznej namacalności. Z premedytacją nie napisałem w tym momencie o konturowości, czy ostrości, gdyż nie chodzi li tylko o zwykłe działanie filtra „Unsharp Mask” a zdecydowanie bardziej złożone, trójwymiarowe działanie kreowania namacalnych brył muzyków i ich instrumentów. Pomijając jak zwykle referencyjne dęciaki i bezdyskusyjne różnice w ich barwie (kremowo-czekoladowy klarnet Russella Procope’a) proszę tylko zwrócić uwagę na to, co wyczynia odpowiedzialny za perkusjonalia Sam Woodyard, czy swobodę graniczącą z wynikającej z niewątpliwej wirtuozerii nonszalancją, z jaką na fortepianie przygrywa sam Ellington.
Wróćmy jeszcze na chwilę do wspomnianego na wstępie rozciągnięcia skrajów pasma. Jeśli ów fragment cały czas nie daje Państwu spokoju proponuję posłużyć się jednym z naszych dyżurnych albumów, czyli „Khmer” Nilsa Pettera Molværa, gdzie mamy iście subsoniczne, przywodzące na myśl dokonania Billa Laswella, syntetyczne zejścia, jak i wwiercające się w korę mózgową, nieodparcie kojarzące się z elektrycznym okresem twórczości Milesa Davisa, partie trąbki, czy też gitarowe przestery. Ten pozorny, transowo-jazzowy galimatias jest naprawdę sporym wyzwaniem dla większości systemów, jednak wyzwaniem wrednym i na swój sposób złośliwym. Bowiem już na budżetowych systemach potrafi zachwycić i w owym zachwycie trzymać tak długo, aż nie usłyszymy tych zagmatwanych fraz na secie potrafiącym zagrać je lepiej. Nagle okazuje się, że ileś tam procent do tej pory nam umykało – bas zatrzymywał się w pół kroku a góra grana była na pół gwizdka, więc do czasu osiągnięcia zasłyszanego poziomu po ww. krążek/pliki sięgamy nader niechętnie, wiedząc, że jedynie ślizgamy się po jego powierzchni. I właśnie pojawienie się w systemie Silent Angela jest takim przeskokiem o szczebel, bądź dwa wyżej. Jest lepszym, bardziej szlachetnym i generalnie wyższej klasy obliczem naszego systemu, o którego istnieniu dopiero teraz mogliśmy się przekonać. Całkiem nieźle jak na tak niewielki wydatek.

Wydawać by się mogło, że z większością zjawisk fizycznych dotyczących tematyki audio jako tako się uporaliśmy. Zadbaliśmy o odpowiednio czysty prąd, odprzęgnęliśmy naszą drogocenną elektronikę od pasożytniczych wibracji, czyli nic, tylko siedzieć i delektować się najwyższej klasy dźwiękiem. Okazuje się jednak, że jest w tym sporo racji, gdyż tylko nam się tak wydawało a tak naprawdę zostawiliśmy odłogiem kwestię jakości źródła docierającego do naszego streamera popularną skrętką sygnału cyfrowego. I jeszcze raz podkreślę, że nie są to przysłowiowe zera i jedynki, lecz takie same ładunki elektryczne, jak w innych połączeniach przewodowych, czy to w interkonektach, czy kablach głośnikowych, więc na miły Bóg, czemu mielibyśmy akurat ten obszar uznawać za wyłączony z reguł do tej pory się sprawdzających. Dlatego też jeśli chcecie Państwo przekonać się na własne uszy co tak naprawdę wasze systemy w kwestii grania z plików mają do powiedzenia ze zwykłej, ludzkiej ciekawości sięgnijcie po Silent Angel Bonn N8 a zrozumiecie, że jest to bilet w jedną stronę a powrót do stanu sprzed N8-ki nie ma racji bytu.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– DAC: Chord DAVE
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³, Chord Electronics Étude, Chord Electronics Ultima 5, Abyssound ASX-2000
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; Cardas Clear Reflection
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform; Finite Elemente Carbofibre SD & HD
– Stopy antywibracyjne: Finite Elemente Cerabase compact, Cerapuc, Ceraball
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Wireworld Chroma 8 + Starlight 8, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence, Cardas Audio Clear Network
– Stolik: Rogoz Audio 4SM

Dystrybucja: Audio Atelier
Cena: 1 749 PLN

Dane techniczne:
– Złącza: 8 szt. RJ-45 10/100/1000 Mbps
– Diody LED:
Zasilanie (Zielona)
Alarm (Czerwona)
8 x Status portów (podłączenie / aktywność)
– Dokładność zegara głównego: 0.1 ppm @ 25 °C
– Absorber EMI : Silent Angel Noise Absorber (SANA)
– Izolacja szumu:
Główny obwód zasilania: 17.78 dB @ 100MHz x 2,
Obwód zegara: 20.79 dB @ 100MHz x2
– Zasilacz: 5 VDC @ 1A klasy medycznej
– Maksymalny pobór mocy: 5W
– Wymiary (S x G x W): 154.5 x 85 x 26 mm
– Waga: 1.2 kg (brutto)

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. ethernet switch

Silent Angel w Polsce

Audio Atelier wprowadza na polski rynek produkty marki Silent Angel.

Marka ta należy do firmy Thunder Data założonej przez Erica Jian Huanga, który wcześniej był dyrektorem technicznym EMC China. Produkty Silent Angel adresowane są na rynek audiofilski i służą do poprawy jakości odtwarzania plików audio.

Urządzenia Silent Angel będą dostępne w sprzedaży już w marcu 2020. W pierwszej kolejności wprowadzany jest switch Bonn N8 przeznaczony do tworzenia sieci lokalnej Ethernet pracującej z systemem audio wysokiej jakości. Zapowiedziany jest też serwer Rhein Z1.

Thunder Data podkreśla, że jakość sieci komputerowej wykorzystywanej do transmisji sygnału audio ma istotne znaczenie. Według firmowych materiałów odtwarzacz CD operujący sygnałem 44kHz/16bitów może zapewniać lepszą jakość dźwięku niż plik 96kHz/24bity odtwarzany w sieci komputerowej niskiej jakości w której występuje wysoki poziom zakłóceń.

Bonn N8 (cena 1.749 złotych) to 8-portowy switch 100/1000 Base-T Gigabit Ethernet. Posiada bardzo precyzyjny zegar o dokładności 0,1 ppm przy 25°C. Zegar wykorzystuje indywidualnie opracowany oscylator TXCO (z kompensacją temperaturową). Na dolnej ściance znajduje się firmowy absorber zakłóceń elektromagnetycznych absorbujący promieniowanie z układów cyfrowych. W głównym układzie zasilania pracują dwa izolatory szumu o współczynniku tłumienia 17dB, a oprócz tego jeszcze dwa izolatory o współczynniku tłumienia 20dB w układzie generatora zegara. Zastosowano też cewkę do eliminacji szumu współbieżnego.
Dołączany do switcha zasilacz to urządzenie klasy medycznej i jest zgodny ze specyfikacją izolacji 2xMOPP, z bardzo niskim prądem upływu poniżej 100 μA. W porównaniu z typowymi switchami Bonn N8 wyróżnia się niskim jitterem i czystym zasilaniem. Pobór mocy wynosi maksymalnie 5W. Wymiary Bonn N8 to 154.5 x 85 x 26 mm, a jego masa brutto wynosi 1,2kg.