Tag Archives: Gold Note


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

Gold Note PH-10 & PSU-10

Link do zapowiedzi: Gold Note PH-10 & PSU-10

Opinia 1

W audiofilskim kręgu, do grona oczywistych beneficjentów dodatkowego zasilania zaliczyć można w pierwszej kolejności akolitów dość konserwatywnego w swym podejściu i do niedawna, ze względu na preferowane typy gniazd przyłączeniowych, wręcz nieco hermetycznego Naima (dleko nie szukając ND5 XS + XPS DR). Jednak patrząc na powyższe zagadnienie nieco szerzej i mając świadomość istnienia niekoniecznie mainstreamowych, goszczących na pierwszych stronach branżowych periodyków, marek dość szybko powinniśmy natrafić na równie oczywiste przypadki. Weźmy na ten przykład ASR-a, goszczące na naszych łamach topowe przedwzmacniacze gramofonowe Phasemation EA-100 z dedykowanym pojedynczym i zdublowanym zasilaczem PS-1000, czy nawet Octave V 110 SE z Super Black box-em. Dodając nad wyraz szeroki wachlarz opcjonalnych zasilaczy liniowych oferowanych jako wielce sensowna alternatywa dla wtyczkowych impulsówek okazuje się, iż świadomość istotności możliwie wydajnego i „czystego” zasilania cały czas rośnie i coraz rzadziej można natrafić na jednostki uparcie twierdzące, że dodatkowych kilka (dziesiąt) tysięcy μF i solidne trafo nijakiej poprawy nie wnoszą. Z resztą musu przecież nie ma a po dodatkowe zaplecze energetyczne w większości przypadków sięgają Ci, którzy ową poprawę słyszą a co najważniejsze uważają ją za wartą ponoszonych wydatków. I właśnie w tym momencie dochodzimy do clue dzisiejszych rozważań, czyli zasadności dodatkowych inwestycji w sytuacji, gdy dane urządzenie nawet bez wspomagania gra na wielce satysfakcjonującym poziomie. Weźmy na ten przykład bądź co bądź bezdyskusyjnie świetny przedwzmacniacz gramofonowy Gold Note PH-10, który wydawać by się mogło, że i serwowany sauté jest bezkonkurencyjnym spełnieniem marzeń większości melomanów i miłośników czarnej płyty. Skoro jednak już w trakcie naszego ostatniego spotkania z włoskim phonostagem dochodziły nas słuchy, że Maurizio Aterini znając, drzemiący w swoim produkcie potencjał pragnie go z pomocą opcjonalnego, dedykowanego, zewnętrznego zasilacza uwolnić, to cierpliwie czekaliśmy na jego oficjalną premierę. Kiedy jednak owa premiera nastąpiła wpadliśmy z Jackiem na przyprawiający ekipę krajowego dystrybutora – częstochowskiej Delty Audio, szatański pomysł, że skoro Włosi chwalą się dość niebanalną kolorystyką, to warto byłoby co nieco z niej pokazać i jasno daliśmy do zrozumienia, że skoro czarną wersję już mieliśmy a srebrna wydaje się zbyt asekuracyjna, to warto byłoby się pochylić nad złotym, lub czerwonym malowaniem. Tym oto sposobem możemy Państwu z niekłamaną dumą zaprezentować pyszniący się kolorem szlachetnego kruszcu włoski duet Gold Note PH-10 & PSU-10.

O aparycji jednostki głównej, czyli PH-10 nie będę zbytnio się rozwodził, gdyż od lipca 2017 r, gdy testowaliśmy tytułowe phono, nic a nic nie uległo w nim zmianie. Pomijając oczywiste różnice kolorystyczne. Ot szalenie intuicyjna, za sprawą 2,8″ kolorowego wyświetlacza TFT i pokrętło – guzika SKC (Single Knob Control), obsługa, układające się w jodełkę nacięcia wentylacyjne korpusu i prawdziwe bogactwo interfejsów (dwie pary niezależnych wejść RCA, oraz wyjścia RCA i XLR) sprawiają, że zarówno inauguracyjna konfiguracja, jak i codzienne użytkowanie staje się czystą przyjemnością. Nadal mamy dostęp do 3 krzywych korekcji (RIAA, Decca-London, American-Columbia z rozszerzoną opcją dla każdego wyboru) z czego z pewnością ucieszą się posiadacze starych, pochodzących sprzed unifikacji tłoczeń, oraz możliwość regulacji wzmocnienia w zakresie od – 3dB do + 6dB, co zapewnia mniejsze różnice w głośności w stosunku do współczesnych – cyfrowych źródeł.
Front dedykowanego przedwzmacniaczowi zasilacza PSU-10 z oczywistych względów prezentuje się nieco skromniej. Brak wyświetlacza jednak nie dziwi, gdyż informacje o ilości zniekształceń, bądź chwilowym napięciu w sieci podczas odsłuchu spokojnie można uznać nie tylko za niezbyt przydatne co wręcz odwracające uwagę od samego odsłuchu. Mamy zatem tylko umieszczony w lewym górnym rogu złoty medalion z dmącym w róg buccina rzymskim legionistą i nazwy firmy wraz z symbolem modelu w prawym. Ściana tylna może za to pochwalić się gniazdem zasilającym IEC, włącznikiem głównym i wielopinowym, zakręcanym terminalem PSU Out. To właśnie z niego, stosownym przewodem dostarczana jest życiodajna energia do jednostki sygnałowej.
Zasilacz oparto m.in. na systemie dwóch dławików „Dual Chokes Design”, oraz aż czterech transformatorach, z których trzy dostarczają prąd do odbiornika a czwarty, odseparowany, obsługuje filtr indukcyjny i ww. dwa dławiki.

Skoro niniejszy test miał być z założenia swoistą weryfikacją, czy wydatek ponad 4 kPLN na dodatkowy zasilacz jest zasadny od strony logiki, ekonomii a przede wszystkim przyrostu finalnej jakości dźwięku uznałem, że warto odsłuchy rozpocząć od materiału na jakim podczas ostatniego spotkania raczyłem występującego solo PH-10. Dlatego też najpierw ponownie przesłuchałem bez PSU-10 całą poprzednią tracklistę począwszy od hardrockowego „Extreme II – Pornograffitti” Extreme po referencyjny „Moonlight Serenade” Raya Browna i Laurindo Almeidy a następnie powyższy repertuar po raz kolejny przepuściłem przez już kompletny, tytułowy duet. I …, i powiem szczerze, że efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. O ile bowiem sam phonostage nadal wydawał się bezkonkurencyjny w swojej cenie i posiadanie go w swoim systemie uznałbym za prawdziwy łut szczęścia, to po jego „uturbieniu” z użyciem PSU-10 przez pierwszych kilka dni usilnie starałem się po pierwsze zbytnio nie ekscytować, po drugie logicznie sobie wytłumaczyć, jakim cudem nawet na pułapie 10 kPLN, na jakim włoski duet zaczął egzystować nie sposób znaleźć dla niego godnego sparring partnera, a po trzecie, że warto byłoby wytknąć mu jakieś wady. Kwestii ekscytacji nie ma co się zbytnio roztrząsać, bo sprawa wydaję się być jasna – nowe urządzenia w torze zawsze nieco podnoszą ciśnienie i nawet mimochodem, podświadomie zaczynamy uważniej im się przysłuchiwać, przez co wyłuskujemy z nawet pozornie znanych na pamięć utworów nowe smaczki i niuanse. Dlatego tak istotny w procesie testowym jest aspekt czasu a dokładnie braku jego presji. Im dłużej bowiem czegoś słuchamy, tym mniejszą ekscytację z nim związaną czujemy a tym samym, przynajmniej teoretycznie, powinniśmy dostrzegać nie tyko jego zalety, lecz i ewentualne (oczywiste?) wady.
Zanim jednak do nich przejdziemy chronologia nakazuje zająć się kwestią drugą, czyli konkurencją, z którą w szranki nasi bohaterowie mogliby stawać. I tutaj pojawia się solidna nutka konsternacji, gdyż pod względem dynamiki, szerokości i rozmachu generowanej sceny muzycznej, jak i niezaprzeczalnego wyrafinowania Gold Note’y operują na orbicie takich krążowników jak Audia Flight FL Phono, czy … McIntosh MP1100. Tzn. starając się możliwie najdokładniej oddać walory brzmieniowe obiektu dzisiejszej wiwisekcji najbezpieczniej byłoby powiedzieć, iż z obu konkurencyjnych konstrukcji czerpie to co najlepsze i tka z nich swoją własną, misterną sygnaturę. Mamy zatem świetną rozdzielczość, oraz „odwagę” skrajów pasma znaną z Audii, a wysycenie średnicy, urzekającą homogeniczność i iście hollywoodzką spektakularność z McIntosha. W efekcie zachwycająco wypada zarówno nieco szkliste „Vägen” Tingvall Trio (tutaj wielkie brawa należą się za czarną otchłań za muzykami), jak i gęste, prog-rockowe (wg. samego Mariusza Dudy melancholijnie rockowe) „Wasteland” Riverside , czy nawet wirtuozersko zagmatwane w swym metalowym bogactwie „Distance Over Time” Dream Theater. Każdy instrument ma swoje ściśle określone na przestronnej scenie miejsce, nikt nikomu nie wchodzi na głowę a widz, znaczy się słuchacz, może rozkoszować się wrażeniem jakby muzycy grali tylko dla niego. Jednak w tym momencie warto podkreślić, że ów efekt dotyczy sytuacji, gdy zajmujemy miejsca gdzieś mniej więcej po środku widowni zarezerwowanego wyłącznie na nasze potrzeby teatru, bądź sali koncertowej a o przeniesieniu reprodukowanego dzieła do naszej audiofilskiej samotni nie ma mowy. Jest za to oddech, przestrzeń i wielce realistyczne odwzorowanie tak gabarytów poszczególnych instrumentów, jak i odległości dzielących poszczególnych muzyków od siebie. Gold Note’y bowiem czego jak czego, ale reskalowania prezentowanych źródeł pozornych unikają jak diabeł wody święconej.
A teraz, niejako na deser, kwestia trzecia, czyli ewentualne mankamenty. Niestety muszę się przyznać, iż niniejszy akapit powstał praktycznie z musu, by zamiast subiektywnej, lecz możliwie głęboko osadzonej w faktach recenzji, nie wyszła ociekająca lukrem laurka. Dlatego też jedyne, co mógłbym zarzucić duetowi Gold Note’a to pewne może nie tyle uśrednienie, czy też osłabienie różnicowania nagrań, co ewidentne wyciąganie za uszy słabszych realizacji. Oznacza to ni mniej ni więcej, że świetnie nagrane i zrealizowane płyty wprawiają w istny niemy zachwyt, za to te, których od zawsze słuchaliśmy głównie z sentymentu i przez wzgląd wyłącznie na warstwę muzyczną nagle dostają od losu, a tak po prawdzie od Włochów, drugie życie i brakujące elementy misternej układanki noszącej znamiona wyrafinowania. Tak, tak – wyrafinowania, gdyż o ile PH-10 solo traktował je dość pobłażliwie skupiając się na uwypukleniu ich melodyki i poprawieniu w ten sposób „strawności” o tyle pojawienie się PSU-10 można w pewnym sensie porównać do efektu jaki oferowały w latach 80-ych i 90-ych bufory lampowe aplikowane za szeleszczącymi i cykającymi odtwarzaczami CD. Mamy więc do czynienia z oczywistym odstępstwem od ortodoksyjnej transparentności a więc teoretycznie wadą, tylko wadą będącą zarazem przekłamaniem sprawiającym, że gorsze staje się nieco lepsze i przyjemniejsze w odbiorze. Ot jeden z audiofilskich dylematów, czy lepiej słuchać gorszego, lecz prawdziwszego – zgodnego ze stanem faktycznym dźwięku, czy też mając świadomość „małego oszustwa” cieszyć się każdą dobiegającą naszych uszu nutą. Ocenę takiego stanu rzeczy pozostawiam w Państwa gestii.

Reasumując powyższy, nieco przydługi wywód i wracając do sformułowanego we wstępie pytania, czy warto inwestować w dodatkowe zasilanie, śmiem twierdzić że w przypadku Gold Note PH-10 takowy krok, czyli zakup PSU-10 jest w 100% uzasadniony. Warto bowiem mieć świadomość, iż choć summa summarum przekroczymy magiczny próg 10 000 PLN, to jednocześnie pod względem jakości dźwięku wzbijemy się na pułap usytuowany co najmniej na dwukrotności ww. kwoty. Owa operacja wydaje się też wyjątkowo kusząca dla wszystkich obecnych posiadaczy PH-10 , dla których upgrade – nabycie samego zasilacza będzie nieco mniejszym obciążeniem.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201; Dr.Feickert Volare + SME M2 + DV KARAT 17DX
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3

Opinia 2

Szczerze powiedziawszy, bardzo zdziwiłbym się, gdyby ktoś z Was – tutaj mam na myśli stałych czytelników naszej testowej przygody spod znaku SoundRebels – choćby minimalnie nie kojarzył opisywanego w dzisiejszym odcinku analogowego konglomeratu. Dlaczego z premedytacją pozwalam na częściową znajomość tematu? Otóż sprawa jest banalnie prosta. Mianowicie dzisiejsze opiniotwórcze podejście jest perfidnie zaplanowanym potwierdzeniem, lub zaprzeczeniem – wynik pozostawmy na koniec zabawy – pozytywnego wpływu dodatkowego firmowego zasilania na znakomicie sprawujące się podstawowo skonfigurowane, czyli bazujące na wewnętrznym zasilaczu urządzenie audio. Jak wieść gminna niesie, to zazwyczaj co najmniej nie szkodzi, a często pomaga. Ale nie oszukujmy się, jeśli jedynie nie szkodzi, to po co wydawać dodatkową kasę w momencie braku pozytywnego wpływu? Po co ten cały wywód? Otóż po wstępnych rozmowach z dystrybutorem testowanego niegdyś włoskiego phonostage’a marki Gold Note PH-10 na temat podniesienia przezeń poprzeczki jakości dźwięku po zasileniu go dedykowanym zasilaczem PSU-10, mając w pamięci bardzo dobry wynik dziesiątki już w wersji saute jednogłośnie postanowiliśmy sprawdzić, czy euforia opiekuna marki na naszym rynku jest li tylko pobożnym życzeniem, czy ma potwierdzenie w realnym teście. Dlatego też, jeśli chcecie dowiedzieć się, czy i jakie zmiany wprowadza dodatkowa dawka energii w znanym z dobrych występów urządzeniu obrabiającym bardzo delikatny sygnał z wkładki gramofonowej, zapraszam do lektury poniższego testu.

Akapit przybliżający naszych bohaterów z tytułu pewnego rodzaju powtórki z rozrywki nie będzie zbyt długi. Obydwa produkty, czyli phpnostage PH-10 i zasilacz PSU-10 wykorzystują identyczne, w tym rozdaniu testowym mieniące się pięknym złotem szczotkowanego aluminium, stosunkowo niewielkie skrzynki. Na ich dachach, znajdziemy przechodzące na ścianki boczne ukośne nacięcia dla wentylacji układów wewnętrznych, a pomiędzy nimi okalane okręgiem logo marki. Jedynymi różnicami pomiędzy obydwoma partnerami testowymi (PH-10, PSU-10) są ich fronty i plecy, które wyposażono w akcesoria związane z pełnioną funkcją. Zasilacz z przodu oferuje jedynie nadrukowaną nazwę, małe logo marki i niebieską diodę sygnalizującą pracę urządzenia. A jego tył gniazdo zasilające, włącznik główny i wielopinowy terminal dla kabla łączącego PSU z phonostagem. Jeśli chodzi o głównego rozgrywającego, ten na awersie oprócz trzech identycznych stygmatów jak na wspomnianym zasilaczu jest w stanie pochwalić się dodatkowo kolorowym, wielofunkcyjnym wyświetlaczem i sporą gałką wywołująco-zatwierdzającą odpowiednie komendy na wspomnianym ekranie. Natomiast temat rewersu ogarniają wejścia dla dwóch wkładek gramofonowych, wyjścia analogowe RCA i XLR, gniazdo zasilania, włącznik główny i okrągłe wejście dla dodatkowego źródła zasilania. Wieńcząc ten akapit nie mogę zapomnieć o dla wielu miłośników starych wydań płyt winylowych ważnej informacji, jaką jest możliwość wyboru korekcji słuchanej płyty w zależności do sposobu jej zapisu, czyli Decca London, America/ Columbia i RIAA. Jak widać, mamy do czynienia z maleństwem, ale za to uzbrojonym po przysłowiowe zęby.

Delikatnie przypominając sposób prezentacji muzyki przez pozbawiony wsparcia phonostage z przyjemnością oznajmiam, iż zabawa z tytułowym PH-10 jawi się jako obcowanie z soczystym, ale pełnym dobrego konturu każdej nuty dźwiękiem. Nie ma miejsca na jakiekolwiek spowolnienie, czy szkodliwą nadwagę przekazu, tylko jesteśmy karmieni solidną dawką energii przy fajnym oddechu i znakomitym, bo bardzo czytelnym lokowaniu muzyków na wirtualnej scenie. Co zatem wnosi PSU? Przyznam szczerze, że bazując na dotychczasowych doświadczeniach dopuszczałem lekką poprawę wyżej wymienionych aspektów, ale nie spodziewałam się tak drastycznie pozytywnego odebrania ich nowego wcielenia. Wszystko, dosłownie wszystko zostało zjawiskowo zaakcentowane. Czy to krawędzie wirtualnych bytów, fantastycznie czarne tło, czytelność sceny w wektorach szerokości i głębokości, czy bardzo ważna szybkość narastania dźwięku, po zastosowaniu firmowego zasilania nabrało jeszcze bardziej, w dobrym tego słowa znaczeniu, wyczynowego wymiaru. Przesadzam? Otóż nie, bowiem po usłyszeniu pierwszych symptomów podniesienia poprzeczki, aby uniknąć błędnej diagnozy, na talerzu gramofonu lądowały tylko bardzo wymagające wspomnianych aspektów sonicznych płyty typu hard rock – AC/DC, lekka elektronika – Depeche Mode i wycyzelowany realizacyjnie jazz spod znaku ECM. Każdy nurt czerpał z nowego testowego mariażu co najlepsze. Zazwyczaj niezbyt dobrze nagrany rock za sprawą wpisanych w kod DNA Gold Note’a oczyszczania tła i dbania o czytelność krawędzi dźwięków tym razem wręcz idealnie pokazywał pracę bardzo wyrazistych gitarzystów tej formacji. Oczywiście szedł również w sukurs perkusiście i wokaliście odszumiając wykrzyczane przez frontmana frazy gardłowe. W podobnym, to znaczy pozytywnym, tonie wypadała każda elektronika. Ale ta pokazywała inne środki wyrazu włoskich konstrukcji. Jakie? Proszę bardzo. Jak nigdy wcześniej mój pokój trząsł się przy każdym sejsmicznym pomruku i jak rzadko kiedy ciął powietrze feerią syntetycznych przesterów i różnego rodzaju świstów. A co z przecież raczej stawiającym na odbieraną przez niektórych melomanów jako nudę jazzem? Jak to co. Przecież to jest muzyka ciszy, której największym atutem jest wykreowanie nieskazitelnego, zbliżonego do efektu wizyty w komorze bezechowej skupienia słuchacza, a to jest jedną z fantastycznych umiejętności tytułowych dziesiątek. System buduje odpowiednie napięcie, by w odpowiednim momencie realizując zamierzenia artystów nagle przeciąć owy stan bezwładności piekielną iskrą blach bębniarza. Ale nie jakąś wynaturzoną wersją przerysowanych wybrzmień kilku talerzy, tylko bogatą w miliony iskierek realizacją zapisanych na pięciolinii nut. Przyznam szczerze, że tę umiejętność bez naciągania faktów jestem w stanie nazwać od zawsze poszukiwanym przeze mnie, niestety zazwyczaj na zdecydowanie wyższej półce cenowej zjawiskiem, a tutaj zderzam się z tym na poziomie cenowym dla zwykłego Kowalskiego. Cuda panie, cuda. I tym pozytywnym akcentem pozwolę sobie zakończyć ten tekst. Jednak zapewniam, iż nie chodzi mi w tym momencie o fakt braku kolejnych przykładów muzycznych, tylko w przypadku kolejnych pozytywnych opinii mógłbym zostać posądzony o drukowanie meczu, czego najzwyczajniej w świecie zestaw Gold Note PH-10, PSU-10 nie potrzebuje. Nie wierzycie? Wypożyczcie, posłuchajcie i dajcie znać, czy naciągałem fakty.

Sądząc po wypisanych powyżej zaletach wspomaganego dodatkowym zasilaczem phonostage’a mamy do czynienia z rasowym fighterem. Jest wyrazisty, ale nie przekracza zdrowego rozsądku, co w zdecydowanej większości zestawów audio ma duże szanse zakończyć się eliminacją dotychczasowego phono z wydawałoby się skończonej układanki. Czy tak się stanie naturalnie zależeć będzie od Waszych oczekiwań. Ale ze swojej strony mogę powiedzieć jedno: jeśli szukacie wyraźniej kreski źródeł pozornych, fajnej masy dźwięku, a przy tym dobrego ataku, tytułowy zestaw Gold Note ma szansę być lekiem na doskwierające Wam z racji konfiguracyjnych błędów zło.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement, CHORD Signature XL
IC RCA: Hijri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Delta Audio / Gold Note
Ceny
GoldNote PH-10: 6 119 PLN
GoldNote PSU-10: 4 180 PLN

Dane techniczne
GoldNote PH-10
Korekcja wzmacniacza: 3 wybrane krzywe [RIAA – Decca-London – American-Columbia] z rozszerzoną opcją dla każdego wyboru
Filtr subsoniczny: 10Hz / 36dB na oktawę
Pasmo przenoszenia: 15Hz – 100kHz +/- 0.3dB
THD (całkowite zniekształcenie harmoniczne): <0,002%
Stosunek sygnału do szumu: -102dB
Zakres dynamiki: 122dB
Impedancja wyjściowa: 50Ω
Charakterystyka fazowa: liniowa
Wejścia analogowe: 2 niezależne pary RCA
Czułość wejściowa: 0,1 mV MC do 7,0 mV MM
Impedancja wejściowa: 9 opcji wyboru [10Ω, 22Ω, 47Ω, 100Ω, 220Ω, 470Ω, 1000Ω, 22KΩ, 47KΩ]
Wzmocnienie: 65dB MC – 45dB MM z 4 opcjami [-3dB 0dB + 3dB + 6dB]
Poziom wyjściowy (stały): 2V RCA, 4V XLR
Zużycie energii: 30 W
Wymiary (S x W x G): 220 x 80 x 260 mm
Waga: 4 kg

Gold Note PSU-10
4 niezależne tory zasilania
4 niskoszumowe regulatory napięcia
+12V zasilanie, +5V zasilanie sterowania
+/- 14V zasilanie filtra
Odchylenie napięcia: 0,05 %/V
Regulacja obciążenia dla wszystkich torów: 0,05 %Vu
Liniowa redukcja szumu: >80dB
Całkowita redukcja szumu: >80dB
Czas uzyskania pełnej mocy: < 2,5 μs
Moc nominalna: 25W
Moc w szczycie: 50W
Pobór mocy w trybie standby: <1W
Wymiary (S x W x G): 220 x 80 x 260 mm
Waga: 5kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

System Gold Note
artykuł opublikowany / article published in Polish

Jak widać na załączonych fotografiach nie tylko przy projektowaniu topowych Dynaudio ekipy R&D biorą pod uwagę wytrzymałość audiofilskich pleców.  Otóż również w słonecznej Italii zespół stojący za zjawiskowymi kolumnami XS-85 zdecydował się na ich modułową konstrukcję. Żeby jednak nie było zbyt lekko, wraz z kolumnami częstochowska Delta Audio dostarczyła również dzieloną amplifikację pod postacią dwóch końcówek mocy PA-1175 i przedwzmacniacza P-1000.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

Gold Note PH-10 & PSU-10
artykuł opublikowany / article published in Polish

Z jednej strony to swoista powtórka z rozrywki a z drugiej bardzo ciekawe doświadczenie co daje dodatkowy zasilacz w przedwzmacniaczu gramofonowym. Krótko mówiąc do recenzowanego już na naszych łamach phonostage’a Gold Note PH-10 dołączył dedykowany zasilacz PSU-10 a żeby było ciekawiej tytułowa parka pojawiła się w naszej redakcji tym razem w wykwintnej, szampańsko-złotej wersji kolorystycznej.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

Gold Note PH-10 English ver.

Link do zapowiedzi (en): Gold Note PH-10

Opinion 1

Frankly speaking I was not really counting on receiving for testing the phonostage PH-10 from the Italian company Gold Note, which was announced on the beginning of November last year. Although we exchanged some emails with Maurizio Aterini – the founder and owner of the brand, but when we tried to fixed a date we just heard – please wait till Munich. However the wait turned out to be worth the while, as during the High End Show we could finally speak face-to-face, and this approach brought us the desired result, as you can see on the pictures. It turned out, that in the meantime, after the distribution in Poland was stopped for some time, Gold Note returned to our market with new portfolio but also with a new distributor – the Częstochowa based Delta-Audio. So if you are curious, what the team in Tuscany has created for you during the time of absence, please read on.

The PH-10, coming from the sunny Tuscany, or being more precise from the area of Florence – the small city of Montespertoli, looks nothing like the usual Italian, slightly rustic external design. Although we have here aluminum, yet there is not a trace of exotic wood or natural leather. Instead there is a chassis made from one, thick rectangular brushed aluminum profile, available in one of the four colors: standard black and silver, as well as red and gold. Well, you should not define a device by just looking at it, but is a fact, that in this case the looks might have a positive influence on what your wife or girlfriend will think about purchasing it and allowing you to leave the audio salon with the phonostage carried in your hands. It is similar with the front of the Gold Note, where instead of a smooth fascia with just one LED or a multitude of knobs and buttons, with which the competition tempts/deters (delete unnecessary) the customer, we have a very well thought through combination of modern approach and ergonomics. I would even say more. Looking at the front of the PH-10, when it is powered off, we could mistake it for a streamer similar to the Bryston BDP-π. But this is just the looks, and although the golden logo of the company contrasts with the 2.8” color display, instead of the covers of files stored somewhere on our NAS we will see one of the correction curves chosen by the knob placed to the right, or other parameters chosen to match our cartridge. Yes, this means the end of having to pull the phonostage from the cabinet to reach the back of it, or God forgive, having to dismantle the unit, to reach a set of tiny dip-switches to set the desired parameters, when you change the cartridge. Thanks to the SKC technology (Single Knob Control) we make all adjustments just turning and pressing the single knob. Does this solution remind you of something? Of course it does, or at least it should. The predecessor of such solutions was the Danish Thule Audio. It is enough to select the parameter you want to change, push the knob, select the value and push the knob again to confirm the change. It does not get simpler as that. And if someone does not like the lighting of the display – it can be turned off.
The chassis is milled on the edges with classic holes, which allow the innards to work in thermal comfort. The only backdraft is that those holes have sharp edges, so you have to be careful when moving the unit around. On the top plate there is a big circular logo, displaying a roman legionary blowing a buccina horn.
But the true debauch is on the back, where besides two pairs of golden RCA inputs (with dedicated grounding terminals for each of them), allowing to connect two cartridges to the unit at the same time, we find doubled outputs in the RCA and XLR format. But this is not all. The tested phonostage has a modular structure, so we have also multi-pin sockets for an external PSU as well as a proprietary GN port. Talking about modularity – we have a few optional items to choose from: an external power supply, a module increasing the available amount of correction curves, an A-class tube output stage and an amplification section “improver”. It is worth mentioning, that full control over the functionality of the unit is maintained by a microprocessor, and all settings are written on a micro SD card placed next to it, on a very crowded PCB. Monitoring, diagnostics and firmware upgrades can be done using a USB port also placed on the back of the unit.

All right. As even a child can manage the setup and daily usage of the 10, the question rises, how does all this translate into the sound of the tested phonostage. After allowing it to accommodate to the system, a few discs played in the background and … no mercy, so we start to have critical listening. From the first notes of “Extreme II – Pornograffitti” Extreme you could hear, the Italian phono does not hold back. Surprisingly powerful and energetic sound after the sounds of a thunderstorm opening the album and the lyrical synthesizer prelude press you deeper in your listening chair. Additionally, the juicy and monumental riffs strengthened with energetic drums do not have a trace of lethargic bulkiness, because their contours, as well as the precision of placing on the stage, show clearly, that the price of the PH-10 does not correspond with the class of the device itself. Here you can find nothing from the sound of devices costing between 5 and 6 thousand Zlotys, where we can say, that they start sounding good, but we always know, that there was always an exchange of something for something else, and the quality of sound will depend on how the elements were treated, which was more compromised that another. Yet looking at the Gold Note not only through the perspective of its price, but also when it would be doubled, I would claim, that there were no such compromises. Setting aside the hard-rock clatter, the 10 finds its way in the more lyrical climates. The minimalist, ballad “More Than Words” sounded almost audiophile-like – the guitar and vocals were reproduced with great resolution, also the reverberation present in the recording got this treatment. I will not hide, that you can go further than that, much further, but if we do not have the money expected by the sellers for, for example, the recently tested McIntosh MP1100 or our Theriaa, the please believe me, you should better step down, and tackle something much more down to earth. True magic started happening with “You Want It Darker” Leonard Cohen, where the voice of the late Canadian singer was very suggestively, albeit with restraint, saturated and “emotionalized” what made it a tad stronger and more palpable – also served closer to us. And I will emphasize – it was just by a tad, there is nothing like any rough pushing out the first plane to the front, placing the vocalist on the lap of the listener, but only the distance to the performer was shortened, and a more intimate atmosphere was created. But when you read what I write and expect, that the music was presented nicely but dull, where detail stand down for the so called “musicality”, or mudding, then you can be completely disappointed. Instead of a mud pool the palpability of the sound, the here and now, were based on an unwavering balance between selectiveness – resolution and juiciness – saturation. So we have the low, deep and close voice of Cohen, but at the same time the PH-10 makes sure, that the listener is aware of the age and vocal abilities of the late singer. Sibilants are clear, hard and present, and they do not become rounded. The structure of the vocals is rough, painfully truthful, bare, and we know that it is not always beautiful. At this moment I think it is worth mentioning, that the lighting of the midrange-treble turn, as well as treble itself, was perfect. In this iteration the treble provides an incredible insight into the recording as well as provide the multitude of information written on the vinyl disc without falling into irritating offensiveness.
On the reference album “Moonlight Serenade” Ray Brown and Laurindo Almeida, the differentiation of the sizes of the guitar and contrabass was not only obvious, but so clear, that you could see immediately, that the volume of the sounds generated by both instruments is also conform with nature. Now we came to the next, and I must say very surprising on this price level, characteristic of the Gold Note – the truthfulness of reproducing the scale of the sounds, as well as the real size of the recorded instruments. There is no scaling up or down of the whole, so only the rest of our audio set will be responsible for keeping this the same way, or if we modify this behavior. A symphonic orchestra is a big reproduction apparatus, so it would be hard to fit it in our room, so with such repertoire we just become the spectator of an event, sitting on our listening couch, which was surprisingly placed in one of the lodges of the theatre. But the most important aspect is, that the changes of the viewing point happen completely naturally, every new disc means a new environment, and nobody should be surprised, that the Italian preamplifier takes us for a new, magical journey. Can we blame it for this? I do not know about you, but I am absolutely addicted to such voyages, and I do not want to cure those, and the Gold Note only made me even more addicted.

Starting to summarize, I tried very much to constrain my emotions. We tested a fairly inexpensive, and that even for Polish reality, not “western reality” – preamplifier and not a top – exotic state of the art, occupying the top of the rankings like the Audio Tekne TEA-9501B or Tenor Phono 1. Yet it turned out that buying it is not only a good deal, but pure dumping, which was made to annihilate the competition, which does not expect anything. So if you are looking for a phonostage costing around 10000 zlotys, please listen to the Gold Note PH-10 first, and it may turn out, that the surplus money you can spend on a better cartridge. I fear to think, what this Tuscany can deliver after the power supply is upgraded.

Marcin Olszewski

System used in this test:
– CD/DAC: Ayon CD-35
– Digital player: Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD 10
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Phonostage: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Integrated amplifier: Electrocompaniet ECI5; Boulder 865
– Pre-amplifier: Gato Audio PRD-3S
– Power monoblocks: Gato Audio PWR-222
– Loudspeakers: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cables: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Speaker Cables: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Power Cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall Socket: Furutech FT-SWS(R)
– Antivibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Ethernet cables: Neyton CAT7+
– Table: Rogoz Audio 4SM3
– Accessories: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinion 2

Today I will have a closer look at a brand, which has a certain recognition on our market, yet was escaping us, so that we could not have the chance of reviewing any of its products. Well, we managed to hear some of the units in some configurations during visits at shows and audiophile homes, but were never able to have a true test conducted. So I am happy to announce, that the moment came, that the Italian brand Gold Note has taken our testing gauntlet. Interesting? I must say, it was interesting for me. But this is not the end of good news, as the product we received for testing was the MM and MC phonostage, named PH-10. So there is not much more for me, than to thank the Częstochowa based distributor of the brand, Delta-Audio, for supplying the device for our tests, as well as invite you for an interesting meeting with the mentioned Italian.

The tested representative of the amplification of the signals of a phono cartridge, is not very big, but you cannot say, that the constructors were trying to get everything into a box as small as possible, to save costs. We just get a medium sized product, with interesting external design. How does it look like, and what does it offer? A short description cannot forgo the information, that brushed aluminum was used for the whole chassis. Besides the fascia, which is a thick, aluminum slab, the rest of the enclosure is a close massive profile, and the material used for it, as well as the design of it, allow the product to gain nobleness worth the Italian nation. Looking at the front, we can see a very readable display, which informs us about the settings used for a given cartridge: the used correction curve, gain or resistance. When we look to the sides of the display, then on the right there is a multi-functional knob allowing us to select all the desired settings, while to the left, a golden logo of the company. Moving to the back, we see on both sides oblique ventilation holes milled in the cover and a much bigger logo engraved on the top. The back plate houses two separate inputs for two cartridges, two grounding terminals, line outputs in the XLR and RCA standards, a multipin socket for the accessory, external power supply, a servicing socket (USB) and an IEC power socket. You must agree, that despite not being too much blown out, the collection of sockets is quite extensive, and I say from my experience, that having two separate cartridge inputs can be very desired.

So how does the tested Italian fare sonically? Probably many of you will be surprised, as Italian brands have accustomed us to putting timbre above everything else, and yet the 10 sounds with ease and loaded with information. But not in the destructive, hyperactive way. It is just that the virtual sources are drawn with a quite sharp line and the treble is zesty. But I note, that this is very refined, there is no feeling of being overwhelmed with superfluous information, music is just presented in a very vital way. Important is, that all this openness does not influence the middle of the sound spectrum. Due to the upper registers it is appropriately lighted, but at the same time it is well saturated. And when we collect all those items together, we could think, the tested amplifier has no flaws. Is this true or not? Honestly? On this price level, I would say it has not. But why am I setting my thesis related to the price? Unfortunately price defines the amount of refinement of the individual components, which in this case result in the music not having as much magic as from more expensive units. But I would also like to remind you, that I am able to define this, as I am using a much more expensive product on a daily basis. But I am not mentioning this, because I want to brag with my system, but to allow the potential buyer of the PH-10 to know, that always there is something that was exchanged for something else, and that in case of the tested preamplifier you will get good sound, but still not being the top achievement from world manufacturers. Ok. So we know the Italian sounds well. But how does this translate into concrete albums? Let me tell you. To start I will propose the newest disc from Diana Krall “Turn Up The Quiet” signed by Verve. Effect? The very pleasant voice of the vocalist introduces so many positive artefacts, that the effect of extra lighting we got from the device, was rather a way of introducing extra joy from listening to music, and not superfluous claptrap. Looking at the aspect of creating the virtual musical stage, we must give to the Italian, that he does it very well, as the spectacle happening before me used up the whole width and a solid depth of the space between the loudspeakers. And if I would have to cavil to something, then I would only say, that the amount and forcibility of sibilants revealed the approach to music by this phonostage from Italy. No, it was not at all a negative aspect, but mentioning all pros and cons, it had to be mentioned. Another disc from my experience with the tested construction was ancient music in the adaptation of Jacob Obrecht from Harmonia Mundi. This issue, similar to Ms. Krall, was a spectacle, emphasizing on joy, with full reproduction of the information about the size of the church housing the artists. But, while in case of the jazz artist this was very convincing, in this repertoire, you could hear, that you could have some extra dose of intimacy added to the singing of the church notes. But also here, measuring the strengths against the purposes, I am not attacking the tested device, but only describing its behavior against expectations confirmed by my experience. Concluding this very interesting sonic sparring, I would like to write a few words about the device fed with free jazz. In this aspect I chose Ken Vandenmark and his compilation of concerts performed in the Krakow club Alchemia called “The Vandenmark 5 – Four Sides To The Story”. How did I perceive that? Without pulling facts it was very good. Speed, energy, strong placement in bass and good air in the club stage showed this recording in a way I always expect from it. Of course, I could have some more magic, given by a small club room, but when I recalled the amount of money asked for the tested preamplifier, all grumbling just faded away, and allowed me to transpose into the event recorded. In one word – it was surprisingly engaging, and I wish this to happen to all people interested in buying the tested device.

I must confess, that unpacking the phonostge and looking at the LCD display, I had not too many positive impressions. That was of course a premature and unauthorized judgment, but I feel a bit justified based on the current trends of implementation of technological novelties in all kinds of gear. Fortunately the constructors of the Gold Note know what they are doing, and despite the slightly extravagant, for such an old technology like the analog, application of a mini TV, were not carried away with the current, spectacularly bloated musical sessions. They designed the innards in such a way, that with a minimal dose of nonchalance in creating the sharpness of sound, keep its tonal balanced. Yes, yes, tonal balance, as all my complaints never saw it as a problem, but only underlined it as a kind of sound aspect, and that is a completely different story. You know not from today, that every device, regardless of its position in the catalog, has its recipe for music, and only its refinement positions it in the hierarchy of requested price. And when we look at the price tag of the Gold Note PH-10, it will turn out, that we have a phono preamplifier, which fares very well in the analog field. And if this is not enough, I remind you of the capability of handling two cartridges at the same time, what is something not to be overestimated for people, who want to use a mono setup at home.

Jacek Pazio

Dystributor: Delta-Audio
Producer: Gold Note
Price: 5 550 PLN

Technical details:
Subsonic filter: 10Hz/36dB octave
Frequency response: 2 Hz – 200 kHz @ +/- 0.3dB
THD (Total Harmonic Distortion): <0,002% MAX
Signal to noise ratio: -102dB
Input sensitivity: 0.1mV MC; 7.0mV MM
Input impedance: 9 selectable options 10Ω, 22Ω, 47Ω, 100Ω, 220Ω, 470Ω, 1000Ω, 22KΩ, 47KΩ
Gain: 65dB MC – 45dB MM with 4 different selectable GAIN levels [-3dB, 0dB, +3dB, +6dB]
Dynamic response: 122dB
Output impedance: 500Ω
Power consumption: 30 W
Dimensions (W x H x D): 220mm x 80mm x 260 mm
Weight: 4 kg
Finishes: Black, Silver, Gold, Red

System used in this test:
– CD: Reimyo CDT – 777 + Reimyo DAP – 999 EX Limited
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Reimyo KAP – 777
– Loudspeakers: TRENNER & FRIEDL “ISIS”
– Speaker Cables: Tellurium Q Silver Diamond, Harmonix SLC, Harmonix Exquisite EXQ
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF, Hijiri Nagomi
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix Beauty Tone Milion Maestro, Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”; antivibration platform by SOLID TECH; Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V; Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
Analog stage:
– Turntable:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

Gold Note PH-10

Link do zapowiedzi: Gold Note PH-10

Opinia 1

Prawdę powiedziawszy niespecjalnie liczyłem na to, że zaanonsowany na początku listopada zeszłego roku topowy przedwzmacniacz gramofonowy PH-10 włoskiej manufaktury Gold Note zawita w końcu do nas na testy. Niby wymiana korespondencji z Maurizio Aterinim – założycielem i właścicielem ww. marki dawała jakiś cień szansy, ale każdorazowo, gdy tylko próbowaliśmy przejść do konkretów słyszeliśmy enigmatyczne „poczekajcie do Monachium”. Okazało się jednak, że warto było uzbroić się w cierpliwość, gdyż bezpośrednie rozmowy podczas High Endu przyniosły wielce ciekawe i jak widać na załączonych zdjęciach całkiem namacalne rezultaty. Okazało się bowiem, że w tzw. międzyczasie, po chwilowym zawieszeniu oficjalnej polskiej dystrybucji, Gold Note powrócił na nasz rynek nie tylko z odświeżonym portfolio, lecz i pod nowymi skrzydłami – tym razem pod opieką częstochowskiej Delty-Audio. Jeśli zatem jesteście Państwo ciekawi nad czym, w pocie czoła, przez ostatnich kilka miesięcy pracował toskański zespół inżynierów nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do dalszej lektury.

Pochodzący z malowniczej, pełnej słońca Toskanii a dokładnie z okolic Florencji – niewielkiej miejscowości Montespertoli PH-10 swoją aparycją niespecjalnie wpisuje się w stereotypową, nieco rustykalną włoską estetykę. Niby mamy do czynienia z aluminium, lecz próżno szukać tu choćby najmniejszych śladów drewna, czy naturalnej skóry. W zamian za to wykonany z jednego grubego, prostopadłościennego profilu szczotkowanego aluminiowy korpus dostępny jest w czterech kolorach, wśród których oprócz standardowej czerni i srebra pyszni się zmysłowa czerwień i królewskie złoto. Niby nie ocenia się książki po okładce, ale … fakt, iż akurat w tym przypadku szanse na to, że właśnie takim niekonwencjonalnym umaszczeniem 10-ka obłaskawi towarzyszącą nam płeć piękną a tym samym drastycznie zwiększy szanse na wyjście z salonu audio z nowym phonostagem pod pachą wydają się wartym podkreślenia aspektem. Podobnie sprawy mają się z frontem Gold Note’a, gdzie zamiast gładkiej, okraszonej pojedynczą diodą, bądź bezlikiem zagadkowych dla laika pokręteł i przełączników jakimi kusi/odstręcza (niepotrzebne skreślić) konkurencja mamy nad wyraz przemyślane połączenie nowoczesności z ergonomią użytkowania. Powiem nawet więcej. Patrząc bowiem na front wyłączonej PH-10 można by sądzić, że mamy do czynienia z jakimś streamerem, czy też innym plikograjem w stylu Brystona BDP-π. To jednak tylko pozory i choć umieszczony w lewym górnym rogu złoty medalion z logotypem wdzięcznie kontrastuje z 2,8″ kolorowym wyświetlaczem TFT, to na jego ekranie zamiast spodziewanych okładek płyt i zbioru katalogów składających się na naszą plikotekę ujrzymy jedną z wybranych z pomocą ulokowanego tuż obok wielofunkcyjnego pokrętła krzywych korekcji i odpowiadające naszym preferencjom, czyli parametrom wkładki, nastawy. Tak, tak drodzy Państwo. Koniec z każdorazowym wyciąganiem phonostage’a z półki, nurkowaniem za szafką, aby dostać się do jego „pleców”, bądź nie daj Bóg koniecznością rozkręcania przy testach, zmianach wkładki. Dzięki technologii SKC (Single Knob Control) wszystkich regulacji dokonamy wduszając i kręcąc wspomnianą, pojedynczą gałką. Coś Wam to rozwiązanie przypomina? Oczywiście, że tak, a przynajmniej powinno, bowiem prekursorem tego typu rozwiązań w branży audio było duńskie Thule Audio. Wystarczy najechać na konkretny parametr, wcisnąć gałkę, dokonać stosownej zmiany i ponownie wciskając ją zatwierdzić. Prościej się nie da a jeśli tylko komuś przeszkadza dyskretna iluminacja displaya nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby go wygasić.
Korpus jest ponacinany na swoich krawędziach w klasyczną „jodełkę” dzięki czemu skrywane w jego wnętrzu trzewia nie dość, że mają zapewniony komfort termiczny, to w dodatku nie wymagają żadnego wiatraczka wymuszającego cyrkulację powietrza. Jedyne na co warto zwrócić uwagę, to ostre krawędzie nacięć, więc nie ma co pchać w nie opuszków palców podczas przenoszenia urządzenia. Na płycie górnej nie zabrakło precyzyjnie wyfrezowanej obręczy z dużym, firmowym, utrzymanym w kolorystyce całości, logotypem przedstawiającym starożytnego rzymskiego legionistę dmącego w róg buccina.
Jednak prawdziwa rozpusta czeka na nas dopiero na ścianie tylnej, gdzie oprócz dwóch par złoconych wejść RCA (z własnymi – dedykowanymi zaciskami uziemienia) umożliwiających podpięcie dwóch różnych wkładek znajdziemy zdublowane, również złocone, wyjścia liniowe w postaci pary terminali RCA i XLR. To jednak nie wszystko, gdyż biorąc pod uwagę iż tytułowe phono pochwalić się może konstrukcją modułową nie zabrakło wielopinowych gniazd GN Port i dla zewnętrznego zasilacza (PSU). A właśnie, skoro jesteśmy przy modułowości. Jako opcja dostępne są bowiem wspomniany zewnętrzny moduł zasilający, dodatkowy moduł zwiększający ilość krzywych korekcji, pracujący w klasie A lampowy stopień wyjściowy i „poprawiacz” sekcji wzmocnienia. Warto również nadmienić, że pełną kontrolę nad poprawną pracą układów sprawuje mikroprocesor a wszelkie ustawienia zapisywane są na karcie micro SD umieszczonej tuż koło niego na zaskakująco gęsto zasiedlonej płytce drukowanej. Monitoring, diagnostykę, jak i wgrywanie nowych wersji oprogramowania dokonuje się poprzez port USB zlokalizowany na tylnej ściance przedwzmacniacza.

No dobrze. Skoro z ustawieniami i codzienną obsługą 10-ki poradzi sobie nawet dziecko pojawia się pytanie jak te wszystkie udogodnienia natury ergonomicznej przekładają się na brzmienie tytułowego phonostage’a. Kurtuazyjna akomodacja w nowym środowisku, kilka niezobowiązujących odtworzeń całkowicie przypadkowych płyt i … dość uprzejmości, czyli bierzemy się za krytyczne odsłuchy. Już od pierwszych taktów „Extreme II – Pornograffitti” Extreme słychać, że włoskie phono ani myśli brać jeńców. Zaskakująco potężne i energetyczne brzmienie po otwierających album odgłosach burzy i lirycznym syntezatorowym preludium wgniata w fotel. W dodatku soczyste i wręcz monumentalne riffy wzmocnione energetycznymi partiami perkusji nie mają w sobie nic a nic z ospałej zwalistości, bowiem tak ich kontury, jak i precyzja rozmieszczenia na scenie jasno dają do zrozumienia, że cena PH-10 ani trochę nie oddaje klasy samego urządzenia. Tutaj nie ma bowiem nic a nic z brzmienia urządzeń, których cena oscyluje w granicach 5-6 kPLN, gdzie można powiedzieć, że jest już nieźle/dobrze, ale cały czas mamy świadomość, iż zawsze coś jest za coś i trafność wyboru zależeć będzie od tego który z elementów składowych został potraktowany bardziej kompromisowo a który mniej. Tymczasem patrząc na Gold Note’a nie tylko przez pryzmat jego ceny, ale i jej dwukrotności, śmiem twierdzić, że takowych kompromisów w tym przypadku nie ma. Pomijając hard-rockowe porykiwania również w bardziej lirycznych klimatach 10-ka roztacza swój niezaprzeczalny urok. Minimalistyczny, balladowy „More Than Words” zabrzmiał wręcz „audiofilsko” – z niezwykłą rozdzielczością oddane zostały tak gra na gitarze, jak i warstwa wokalna, oraz obecna w nagraniu aura pogłosowa. Nie ukrywam, że oczywiście można w tej materii pójść dalej, o wiele dalej, lecz jeśli nie dysponujemy kwotą, jakiej oczekują sprzedawcy np. za niedawno przez nas testowanego McIntosha MP1100 czy naszą dyżurną Therię to proszę mi wierzyć na słowo i lepiej zejść na ziemię mierząc siły na zamiary. Prawdziwe czary dziać się jednak zaczęły dopiero na „You Want It Darker” Leonarda Cohena, gdzie głos nieodżałowanego kanadyjskiego barda został sugestywnie, acz z umiarem, dosaturowany i „dopalony” emocjonalnie przez co stał się odrobinę silniejszy a przez to bardziej namacalny – podany bliżej. Podkreślam – „nieco”, gdyż nie mamy w tym momencie ordynarnego wypchnięcia pierwszego planu przed szereg i wpakowania wokalisty na kolana słuchacza, lecz jedynie zmniejszenie dzielącego ich dystansu i nadanie całości bardziej kameralnej, intymnej atmosfery. Jeśli jednak liczycie Państwo w tym momencie na ładne, bądź wręcz mdłe rozmemłanie przekazu, gdzie detale ustępują pola szeroko pojętej „muzykalności”, czyli zawoalowanemu zamuleniu, to spieszę z wyjaśnieniami, że możecie się srodze zawieźć. Zamiast bowiem przysłowiowej „buły” namacalność przekazu i poczucie dziania się wszystkiego w kategoriach „tu i teraz” opierają się na niezachwianej równowadze pomiędzy selektywnością – rozdzielczością a soczystością i nasyceniem. Mamy zatem niski, głęboki i blisko podany głos Cohena, lecz jednocześnie PH-10 cały czas dba o to, by słuchacz, uczestnik spektaklu miał świadomość tak wieku, jak i zdolności wokalno – emisyjnych sędziwego wokalisty. Sybilanty są wyraźne, twarde, obecne i ani myślą popadać w zbytnie, asekuranckie zaokrąglenie. Z resztą faktura wokalu jest chropawa, szorstka, do bólu prawdziwa a prawda, szczególnie naga, jak doskonale wiemy nie zawsze jest piękna. W tym momencie warto wspomnieć o wzorcowym doświetleniu tak przełomu średnicy i góry, jak i samych najwyższych składowych, które w tym wydaniu zapewniają jedynie świetny wgląd w nagranie i dostarczają bezlik informacji zapisanych na winylowych krążkach bez jednoczesnego popadania w irytującą ofensywność.
Na referencyjnym albumie „Moonlight Serenade” Raya Browna i Laurindo Almeidy różnicowanie gabarytów gitary i kontrabasu nie dość, że oczywiste jest po prostu widoczne jak na dłoni a wolumeny generowanych przez oba instrumenty dźwięków również są w pełni zgodne z naturą. W tym sposobem dochodzimy do kolejnej, nie ukrywam, że niezwykle mile zaskakującej i niespodziewanej na tych pułapach cenowych cechy Gold Note’a – właśnie do wierności odwzorowywania tak skali dźwięków, jak i realnych rozmiarów zarejestrowanego instrumentarium. Nie ma bowiem mowy o przeskalowywaniu całości, tak w górę, jak i w dół, więc tylko od reszty toru zależeć będzie, czy stan taki utrzymamy, czy też go świadomie, bądź nie zmodyfikujemy. Orkiestra symfoniczna jest potężnym aparatem wykonawczym, więc trudno spodziewać abyśmy zdołali wcisnąć ja do własnego pokoju, dlatego też przy takim repertuarze stajemy się widzami, obserwatorami całego widowiska zajmującymi wygodne miejsce na własnej kanapie, którą to z kolei dobrzy ludzie wstawili do którejś z teatralnych/operowych lóż. Najważniejsze jest jednak to, że zmiany punktu widzenia – siedzenia odbywają się w sposób całkowicie naturalny – nowa płyta, nowe nagranie oznaczają inne otoczenie i nikogo to nie dziwi, bądź dziwić nie powinno a że włoski przedwzmacniacz za każdym razem zabiera nas w magiczną podróż to już zupełnie inna sprawa. Czy można mieć zatem do niego o to pretensję? Nie wiem jak Państwo, ale ja od takich muzycznych wojaży jestem poważnie uzależniony i co gorsza ani mi w głowie się z tej słabości leczyć a Gold Note tylko ten stan pogłębił.

Zabierając się do napisania podsumowania bardzo starałem się trzymać emocje na wodzy. W końcu na testach mieliśmy stosunkowo niedrogi i to uwzględniając nasze polskie a nie ogólnoświatowe – audiofilskie realia przedwzmacniacz a nie topowy – egzotyczny cud techniki marek uparcie okupujących olimp rankingów w stylu Audio Tekne TEA-9501B, czy Tenora Pjhono 1. Tymczasem wychodzi na to, że jego zakup to nie jest okazja, lecz najzwyklejszy dumping mający na celu anihilację niczego niespodziewającej się konkurencji, więc jeśli tylko rozglądacie się za phonostagem z okolic … 10 000 PLN, to w pierwszej kolejności posłuchajcie Gold Note PH-10 a może się okazać, że zaoszczędzone środki będziecie mogli przeznaczyć np. na upgrade wkładki. Aż strach pomyśleć, czego będzie w stanie dokonać ten niepozorny Toskańczyk po dołożeniu zewnętrznego zasilania.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD 10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Boulder 865
– Przedwzmacniacz liniowy: Gato Audio PRD-3S
– Wzmacniacze mocy: Gato Audio PWR-222
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

W dzisiejszym starciu postaram przyjrzeć się marce, która przy sporej rozpoznawalności na naszym rynku wykonywała na tyle skuteczne uniki, że mimo wiedzy o jej ciekawej ofercie produktowej jako portal nie mieliśmy szczęścia skrzyżować z nią naszych audiofilskich ścieżek. Owszem, zdawkowo gdzieś w niezobowiązujących konfiguracjach udawało nam się co nieco posłuchać, ale jak dotąd oficjalny sparing recenzencki nie miał swojego precedensu. Dlatego też miło jest mi wszystkich zainteresowanych poinformować, iż w końcu nadszedł moment, w którym włoska marka Gold Note z podniesioną głową podjęła testową rękawicę. Interesujące? Powiem szczerze, dla mnie tak. Ale to nie koniec świetnych informacji, gdyż pikanterii temu zdarzeniu, w dobrym tego słowa znaczeniu, dodaje wystawiony do oceny produkt, jakim jest oznaczony symbolem PH-10 phonostage dla wkładek MM i MC. Zatem, gdy karty zostały rozdane, nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować częstochowskiemu dystrybutorowi Delta-Audio za dostarczenie urządzenia do redakcji, a Was zaprosić na ciekawy miting po możliwościach sonicznych wspomnianego Włocha.

Tytułowy przedstawiciel działu obróbki sygnałów z wkładki gramofonowej nie jest specjalnie duży, ale nie można również powiedzieć, że konstruktorzy w dobie oszczędności na wszystkim gdzie się da upychali układy wewnętrzne do jak najmniejszego pudełka. Ot, otrzymujemy średniej wielkości, ciekawy stylistycznie produkt. Jak wygląda i co oferuje? Krótki opis wizualny nie może pominąć faktu informującego nas o użyciu drapanego aluminium do wykonania całej obudowy. Oczywiście oprócz przedniego, dość grubego panelu reszta korpusu jest zamkniętym, masywnym profilem a zaproponowany design i budulec nadają produktowi odpowiedniej dla włoskiej nacji dostojności. Patrząc na front łatwo zauważyć, iż oferuje bardzo czytelny wyświetlacz informujący nas o specyfikacji używanego w danym momencie rylca z pełnią niezbędnych dla konkretnego modelu danych typu: użyta krzywa korekcyjna, wzmocnienie, czy oporność. Rzucając okiem na obie flanki przedniej ścianki z jej prawej strony znajdziemy dodatkowo umożliwiające wybór wspomnianych wartości dla wkładki multi funkcyjne pokrętło, a na lewej mieniące się delikatnym złotem exlibrisowe logo marki. Podążając ku tyłowi mijamy równie ciekawy wizualnie, bo z wykonanymi skośnie na obydwu bokach podłużnymi otworami wentylacyjnymi i wygrawerowanym z tyłu zdecydowanie większym niż na froncie znakiem rozpoznawczym marki dach urządzenia. Docierając zaś do pleców z przyjemnością odbieramy fakt istnienia dwóch par wejść dla wkładek, dwóch zacisków masy, wyjść liniowych w standardach RCA i XLR, wielopinowego gniazda dla dodatkowego zasilacza, terminalu serwisowego i gniazda zasilającego. Przyznacie, że mimo ewidentnego unikania nadmiernego rozdmuchania konstrukcji oferta przyłączeniowa jest bardzo bogata, a ze swoich osobistych doświadczeń wiem, że obsługa dwóch wkładek bardzo pożądana.

Jak sonicznie spisuje się tytułowy Włoch? Prawdopodobnie wielu z Was się zdziwi, gdyż wbrew stwarzanym przez włoskie marki pozorom oscylowania w barwie ponad wszystko tytułowa 10-ka zdradza bardzo dużą ochotę do swobodnego, naładowanego informacjami grania. Jednak nie w szkodliwej odmianie nadpobudliwości, tylko dość ostrej kreski rysującej byt źródeł pozornych i świeżym wysokim tonom. Ale zaznaczam, to jest bardzo wysmakowane, zatem nie ma uczucia napadania słuchacza zbędnym pakietem informacji, tylko podanie świata muzyki w bardzo witalny sposób. Co ważne, przy całym namaszczeniu przez konstruktorów sznytem otwartości nie cierpi na tym sfera środka pasma. Owszem, za sprawą górnych rejestrów jest doświetlona, ale przy tym odpowiednio wysycona. I gdy zbierzemy w całość wszelkie wymienione aspekty, nasuwa się refleksja, jakoby opisywany przedwzmacniacz nie posiadał wad. Prawda to, czy nie? Szczerze? Na tym pułapie cenowym jestem bliski twierdzenia, że nie. A dlaczego stawiam moją tezę w świetle ceny? Niestety ta określa jakość wyrafinowania poszczególnych składowych, która w tym przypadku w stosunku do droższych konstrukcji w głównej mierze odnosi się do zbyt małej magii generowanej przez opisywane phono muzyki. Ale przypominam, takie postawienie sprawy umożliwia mi codzienne obcowanie z kilkukrotnie droższą konstrukcją, a wspominam o tej zależności nie dlatego, aby się pochwalić, tylko żeby potencjalny nabywca PH-10 wiedział, iż zawsze jest cos za coś, a w tym przypadku niższa cena, to bardzo dobry, ale nie będący szczytem możliwości światowych producentów dźwięk. Ok. Wiemy, że włoski ogier gra dobrze. A jak to przekłada się na konkretne propozycje płytowe? Proszę bardzo. Na niezobowiązujący początek zaproponuję najnowsze wydawnictwo Diany Krall „Turn Up The Quiet” sygnowane przez Verve. Efekt? Bardzo przyjemny głos wokalistki wprowadzał tyle pozytywnych artefaktów, że wspominana kilka linijek wcześniej ochota do doświetlania otaczającego nas świata była raczej czynnikiem wprowadzającym dodatkową dawkę radości ze słuchania muzyki, a nie nadmiernego efekciarstwa. Rozpatrując temat budowania wirtualnej sceny muzycznej trzeba oddać Włochowi sprawiedliwość, że zrobił to bardzo dobrze, gdyż odbywający się przede mną spektakl wykorzystywał całą szerokość i solidną głębokość przestrzeni pomiędzy kolumnami. I gdybym miał się do czegoś przyczepić, powiedziałbym, że jedynie ilość i dobitność oddania występujących w tym materiale sybilantów zdradzała sposób na muzykę według phono z Półwyspu Apenińskiego. Nie, w najmniejszym stopniu nie był to szkodliwy aspekt, ale artykułując wszelkie za i przeciw musiał wypłynąć jako byt sam w sobie. Kolejnym czarnym krążkiem mojej przygody z testowaną konstrukcją była muzyka dawna w adaptacji Jacoba Obrechta z oficyny Harmonia Mundi. To wydawnictwo podobnie do pani Krall jawiło się jako widowisko stawiające na radość z pełnym oddaniem zakresu informacji o wielkości goszczącej artystów kubatury kościelnej. Jednak, gdy w przypadku artystki około-jazzowej wypadało to bardzo przekonująco, w tym repertuarze słychać było, że pewna doza intymności podczas śpiewania kościelnych zapisów nutowych z pewnością by nie zaszkodziła. Niemniej jednak mierząc siły na zamiary również w tutaj nie atakuję bohatera, tylko opisuję jego zachowanie na tle potwierdzonych sporym doświadczeniem oczekiwań. Puentując ten jakże ciekawy w wyniki soniczne sparing chciałbym skreślić kilka strof o wyniku nakarmienia seta gramofonowego rasowym free jazzem. W tej roli wystąpił Ken Vandermark i jego kompilacja koncertów w krakowskim klubie Alchemia zatytułowana „The Vandermark 5 – Four Sides To The Story”. Jak to odebrałem? Powiem bez naciągania faktów, bardzo dobrze. Szybkość, energia, mocne osadzenie w basie i dobre napowietrzenie klubowej sceny pokazały to wydawnictwo w sposób, którego zawsze oczekuję. Naturalnie, przydałoby się trochę więcej nadawanej przez małe pomieszczenia klubu magii, ale gdy w myślach przywołałem żądaną za testowany przedwzmacniacz gramofonowy kwotę, wszelkie utyskiwanie odeszło w niebyt pozwalając mi tym sposobem przenieść się w te zarejestrowane niegdyś wydarzenia. Jednym słowem było zaskakująco angażująco, czego zaznania życzę wszystkim potencjalnym zainteresowanym kupnem testowanej konstrukcji.

Przyznam szczerze, rozpakowując rzeczonego phonostage’a i spoglądając na ciekłokrystaliczny wyświetlacz osobiste przed-odsłuchowe notowania nie wypadały najlepiej. To oczywiście był przedwczesny i trochę nieuprawniony osąd, ale na tle najnowszych trendów siłowej implementacji technologicznych nowinek gdzie się da czuję się trochę usprawiedliwiony. Na szczęście konstruktorzy Gold Note’a wiedzą co robią i mimo trochę ekstrawaganckiej, jak na stareńką technikę analogową aplikacji mini telewizorka nie dali ponieść się podmuchom współczesnych, spektakularnie napompowanych rozmachem sesji muzycznych. Tak umiejętnie zaprojektowali układy wewnętrzne, aby przy minimalnej dawce nonszalancji w kreowaniu ostrości przekazu zachować jego równowagę tonalną. Tak tak, równowagę tonalną, gdyż wszystkie moje narzekania ani razu tego aspektu nie wynosiły do skali problemu, tylko przy zwracaniu uwagi na jego byt określały go jako pewnego rodzaju sznyt grania, a to już jest inna para kaloszy. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że każde urządzenie bez względu na pozycję w cenniku ma swój przepis na muzykę i tylko jego wyrafinowanie pozycjonuje je w hierarchii żądanej za nie kwoty. I gdy spojrzymy na tą proponowaną do zapłacenia za PH-10 Gold Note’a, okaże się, że mamy do czynienia z bardzo dobrze radzącym sobie na analogowym polu przedwzmacniaczem gramofonowym. A jakby tego było mało, przypominam o obsłudze dwóch wkładek w jednym czasie, co dla zakręconych w tej materii audio maniaków w momencie korzystania z dodatkowego seta monofonicznego jest nie do przecenienia.

Jacek Pazio

Dystrybucja: Delta-Audio
Cena: 5 550 PLN

Dane techniczne:
Pasmo przenoszenia: 2 Hz – 200 kHz +/- 0.3dB @
Zniekształcenia THD : <0,002% MAX
Stosunek sygnał/ szum: -102dB
Czułość wejściowa: 0.1mV MC; 7.0mV MM
Impedancja wejściowa: 10Ω, 22Ω, 47Ω, 100Ω, 220Ω, 470Ω, 1000Ω, 22KΩ, 47KΩ
Wzmocnienie: 65dB MC – 45dB MM z 4 pziomami regulacji [-3dB, 0dB, +3dB, +6dB]
Dynamika: 122dB
Impedancja wyjściowa: 500Ω
Zużycie mocy: 30 W
Wymiary (S x W x G): 220mm x 80mm x 260 mm
Waga: 4 kg
Dostępne kolory: czarny, srebrny, czerwony, złoty

System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Harmonix SLC, Harmonix Exquisite EXQ
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF, Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Gold Note

Gold Note PH-10
artykuł opublikowany / article published in Polish
artykuł opublikowany w wersji anglojęzycznej / article published in English

Właśnie dotarł, jeszcze pachnący fabryką włoski przedwzmacniacz gramofonowy Gold Note PH-10. Zaczynamy wygrzewanie.

cdn…