Tag Archives: Grandinite


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Grandinite

Hifideluxe 2018 cz.1

Uczciwie przyznam, że czekając na busa mającego dowieźć mnie na hifideluxe i rozmawiając z innymi mającymi podobny cel audio-zapaleńcami doszliśmy do dość niepokojących wniosków, iż wybieramy się tam nie mając absolutnie żadnych oczekiwań. Po prostu częścią z nas kierowała zwykła ludzka ciekawość, a pozostali uznali, że tradycji musi stać się za dość, więc decyzję o chwilowym opuszczeniu MOCa podjęli głównie z przyzwyczajenia. Ot taka dłuższa przerwa od wystawowego harmidru i okazja na spotkanie z markami, którym bądź to nie udało się załapać na High End, bądź mając swoją ściśle określoną klientelę cenią sobie spokój i kameralne położenie hotelu Marriott.

W ramach swoistego wprowadzenia w temat i zarazem przypomnienia odwiedzającym złote czasy Hi-Fi pierwsza ekspozycja witała przybyłych już od progu, czyli u zwieńczenia schodów prowadzących do największych konferencyjno-balowych sal.

I tutaj kolejne, nomen omen bardzo miłe zaskoczenie, gdyż pierwszy pokój jaki odwiedziliśmy zajmowali nasi południowi sąsiedzi ze Słowacji prezentując nie tylko obecne u nas na testach stoliki Neo, lecz przede wszystkim zjawiskowo i wręcz lubieżnie seksowne kolumny Stark Audio Jane inspirowane przeuroczą i oczywiście obecną na wystawie małżonką producenta. Abstrahując od wiece atrakcyjnych walorów wizualnych (oczywiście kolumn, a nie muzy artysty) kolumny w tzw. okamgnieniu zauroczyły nas witalnością, rozdzielczością, dynamiką i muzykalnością, co biorąc pod uwagę ich niewielkie gabaryty i jeszcze akceptowalną (20 000€) cenę należy uznać za wielce godne pochwały. Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę, że dla większości populacji homo sapiens próg 50 kPLN (o 80 kPLN nawet nie wspominając) wydaje się nieprzekraczalny, ale słowackie piękności miały w sobie coś, co nie pozwalało oderwać od nich ani oczu ani uszu. W dodatku bardzo miłe pogawędki z reprezentantami widocznych na zdjęciach marek sprawiały, że powoli zaczęliśmy tracić z Jackiem ochotę na dalsze przemierzanie hotelowych korytarzy. No bo niby po co, skoro w Starku gra świetnie, kwa smakuje wybornie a ze Słowakami rozmawia się jak ze swoimi jedynie od czasu do czasu przechodząc na angielski.

Całe szczęście poczucie obowiązku wzięło górę nad czystko hedonistycznym podejściem do życia i po niemalże godzinie radosnej paplaniny przeplatanej repertuarową żonglerką ruszyliśmy nasze ospałe cielska do sąsiedniej gali, gdzie co prawda niespodzianki nijakiej nie było, ale sam poziom prezentacji i jakość prezentowanego dźwięku od lat utrzymuje się na tym samym, bardzo wysokim poziomie. Mowa oczywiście o systemie FM Acoustics i niezmordowanym Panu Manuel Huberze, który z zadziwiającym, nieposkromionym entuzjazmem opowiadał o każdym, lądującym na talerzu jednego z dwóch używanych podczas naszej bytności gramofonów krążku. Co prawda pierwsze nagranie na jakie się załapaliśmy było niemalże bootlegową koncertówką Joe Cockera i trudno było rozpływać się w tym przypadku nad jej walorami natury audiofilskiej, lecz już każda kolejna, nieco pieczołowiciej zarejestrowana produkcja jedynie potwierdzała potencjał złocistego, szwajcarskiego seta.

Z królestwa winylu i ociekającego złotem dostojeństwa za jak dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenosimy się do mainstreamu XXI w, czyli konstrukcji aktywnych, na wskroś nowoczesnych i do pełni szczęścia potrzebujących jedynie źródła. Wyposażony w udogodnienia typu DSP i zgrabny kontroler system Kii THREE BXT oferował piekielnie szybki, dynamiczny a zarazem nieprzerysowany spektakl w niemalże całkowicie pozbawionej jakichkolwiek adaptacji akustycznych sali.

Kolejna prezentacja i kolejny współczesny akcent, czyli bratobójczy pojedynek dwóch ultra gęstych formatów – SACD i Blu-ray Pure Audio, z którego ten pierwszy nie tylko już po pierwszej rundzie padł na deski, co musiał być z nich ścierany przy pomocy wiadra i dobrze namoczonego mopa. System JMF Audio na oko wyglądał dokładnie tak samo jak w zeszłym roku, więc nie będę się powtarzał i jedynie dodam, iż pomimo dość przytłaczających gabarytów kolumn całość brzmiała w sposób nad wyraz naturalny i nieprzesadzony. A jeśli chodzi o różnice pomiędzy oboma formatami, to SACD nie było w stanie dorównać BR pod żadnym względem i to począwszy od rozdzielczości i trójwymiarowości generowanej sceny, poprzez ogniskowanie źródeł pozornych na słodyczy i nasyceniu skończywszy. Co ciekawe prezentacja prowadzona była na dyskach nagranych z tego samego mastera, więc o tzw. „drukowaniu meczu” nie było mowy.

Desis Audio, czyli kolejne, dość niekonwencjonalne konstrukcje open baffle spięte z legendarną amplifikacją Kondo i … nie wiem co było powodem, ale w porównaniu z tym, czego słuchałem dosłownie przed chwilą, całość wypadła płasko i bez wyrazu a przebywanie w tym pomieszczeniu dłużej niż kwadrans nie wydawało się konieczne.

Za to w Jadisie, w przeciwieństwie do zeszłorocznego potknięcia wszystko było na swoim miejscu i w dodatku dawało wyjaśnienie mojego niedosytu A.D. 2017. Wiecie Państwo o co chodzi? Oczywiście o odpowiednia dbałość o amplifikację, gdyż podwojenie zespołu wzmacniającego z dwóch do czterech końcówek sprawiło, że dwuipółdrożne kolumny Audioplan Konzert III potrzebują nieco więcej watów aniżeli się początkowo wydawało.

I kolejny dowód na to, żeby nigdy nie mówić nigdy. Otóż odkąd pamiętam Acapelle były rokrocznie wciskane do pomieszczenia mogącego służyć co najwyżej za studencką kawalerkę w centrum miasta o tyle tym razem dystrybutor postarał się o odpowiedni metraż i wreszcie można było posłuchać tych uroczych tub (Campanille 2) w adekwatnych ich klasie warunkach.

Włoska Omega, czyli pokój do którego zagląda się z podobnymi emocjami, co do naszej rodzimej Zety Zero. Niepodrabialny design, atmosfera przypominająca bardziej jakieś tajemne pogańskie obrządki i trudny do przewidzenia efekt brzmieniowy. Całe szczęście tym razem system w składzie – THE STREAM CD, DNA MONO monobloki, okablowanie z serii THE ELEMENT i kolumny BOTTICELLI nie rozczarowywały i jedynie kręcący w nozdrzach aromat łupanego tuż za plecami słuchaczy sera sprawiał, iż nie posiedzieliśmy dłużej.

A teraz wyjątek potwierdzający wystawową regułę mówiącą, że to właśnie winyl zasługuje na miano pełnokrwistego referencyjnego źródła. Traf bowiem chciał, iż to właśnie w pokoju sygnowanym przez Kroma Audio niewątpliwie zasługujący na uznanie TechDAS Air Force Three uzbrojony w ramię S.A.T-a i wkładkę Top Wing Suzaku (Red Sparrow) jak niepyszny musiał uznać wyższość dzielonej „Zerówki” C.E.C.-a.

O ile podczas minionego Audio Video Show budzące respekt kolumny Soulsonic Hologramm-X wydawały się najdelikatniej rzecz mówiąc na styk do stadionowej loży o tyle w przestronnych wnętrzach Marriotta bez najmniejszego problemu miały gdzie złapać oddech, tym bardziej, że ustawiono je w połowie długości udostępnionego przez organizatorów lokum, więc wgląd w kreowaną przez nie scenę mógł zbić z tropu niejednego starego wyjadacza.

Kolejny zawodnik wagi ciężkiej, czyli włoska Viva Audio bezczelnie puszczała oko ku posiadaczom przeogromnych loftów i domów przypominających hangar zdolny zmieścić DC-10.O ile jednak design nieco przytłaczał, to już brzmienie nie wydawało się aż tak kontrowersyjne, choć prowadzona z plików, zamiast bezczynie stojących nieopodal gramofonów wywoływał nasze nieukrywane zdziwienie.

Rezygnacja z przestronnych balowo-konferencyjnych sal na rzecz zupełnie cywilnych i przywodzących na myśl doskonale nam znane „klitki” z Sobieskiego („życzliwym” pragnę wyjaśnić iż chodzi o hotel przy Pl. Zawiszy a nie izolatki warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii) wymusiła zauważalną zmianę rozmiarówki prezentowanych systemów. Jako dowód niech posłuży zestaw złożony z elektroniki Eery, Grandinote i kolumn Ppfff Pandora. Uczciwie trzeba przyznać, że Francuzom fantazji nie brakuje i nazwanie własnego przedsiębiorstwa onomatopeją uwalniania bąbelków podczas spożywania wybornego Champagne przez otwór paszczowy wymaga niezłego poczucia humoru a jeśli dodamy do tego zakładam, że dość mało akceptowalną w okolicach Torunia i dość nijakiej willi na Żoliborzu, kampanię reklamową z modelkami przebranymi za zakonnice, to w Polsce na oficjalnego dystrybutora przyjdzie nam pewnie jeszcze chwilę (oby tylko do kolejnych wyborów) poczekać. Jeśli zaś chodzi o dźwięk, to 2/3 reprodukowanego pasma było jak najbardziej OK., lecz każdorazowe pojawienie się najniższych składowych powodowało zauważalne problemy ze wzbudzaniem się pokoju i oczywiście ich kontrolą.

Dość niespodziewana niespodzianka, czyli spotkanie z cyklu „nasi tu byli” – poznański Cube Audio w kooperacji z włoskimi lampowcami Tektron. To danie dla wiedzących, czego się chce miłośników oldschoolowego brzmienia i adekwatnego mu designu.

No i chyba najbardziej kuriozalne, jeśli chodzi o typowo „hydrauliczny” wygląd zespoły głośnikowe – Bayz Audio Curante. O dziwo ich brzmienie było całkowicie konwencjonalne, lecz wspomniany design wykluczał ich zakup przez 99,99% populacji homo sapiens.

Honor grupy zwolenników alternatywnego  poprawiania doskonałości ratował Rohm Semiconductors z dumą prezentując na forum publicum wpiętą w „mały” zestaw MBL-a kompletnie gołą płytkę własnego autorstwa.

Na deser zostawiłem dość ciekawe połączenie brytyjskiego mainstreamu, czyli topową elektronikę Regi z również okupujących szczyt oferty kolumn F1-10, mającej podobno … 200 lat doświadczenia manufaktury Fyne Audio. Zapominając choć na chwile o dość wybujałym ego ludzi za ww. produktem stojących same kolumny prezentowały dojrzałe i muzykalne brzmienie niepozbawione tak dynamiki, jak i rozdzielczości. Ot idealne miejsce na to by usiąść i wreszcie ochłonąć słuchając dobiegającej naszych uszu muzyki dla najzwyklejszej przyjemności.

W zeszłym roku kolejną edycję Hifideluxe widziałem dość niewyraźnie. Całe szczęście najwidoczniej koniunktura się zmieniła i branża zaczyna łapać drugi oddech. W związku z powyższym nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Państwa na kolejną porcję zdjęć i krótkich opisów nad którymi w pocie czoła pracuje Jacek, a sam zabieram się za danie główne, czyli podróżniczą epopeję z MOC-a.

Marcin Olszewski

cdn. …