Tag Archives: High End 2019


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. High End 2019

Munich High End 2019 cz.2

Cóż. Po utracie przez Marcina podczas obróbki blisko tysiąca fotografii kolejnych kilku procent drogocennego dla każdego osobnika homo sapiens wzroku przyszedł czas na zwieńczenie dzieła w formie zwyczajowego spuentowania wystawy High End 2019 w Monachium przez moją skromną osobę. To naturalnie nie jest podyktowane jakąkolwiek wewnętrzną rywalizacją, tylko wynik zapalenia się mojemu współpartnerowi czerwonej lampki, iż coś jest do zrobienia i natychmiastowe przystąpienie do działania, zaś u mnie jest potrzebą nabrania dystansu do zebranych podczas kilku dni chodzenia po setkach pokoi wrażeń sonicznych. Dlaczego potrzebuję delikatnego ochłonięcia? W tym roku było kilka powodów. Pierwszym było opracowanie strategii całego przekazu. Kolejnym analiza o czym tak naprawdę chcielibyście poczytać. A po trzecie potrzeba wyciszenia frustracji skazywania słuchaczy na widzimisię wystawców – o jakości fonii nie wspominając, jakim jest ogólny trend prezentacji systemów za setki tysięcy € przy użyciu zebranych na dyskach, czerpiąc doświadczenia z własnego podwórka jeszcze ułomnych jakościowo w stosunku do cd i winylu, plików, a przez to pozbawienie potencjalnych klientów możliwości posłuchania choćby symbolicznego skrawa dawniej przynoszonej ze sobą w postaci srebrnych krążków własnej płytoteki. Ja na razie tego nie kupuję, ale trend jest trendem i niestety trzeba jakoś do tego przywyknąć. A, że u mnie proces wyciszenia emocji trochę trwa, dlatego też skreślone przeze mnie radosne teksty zazwyczaj pojawiają się z kilkudniowym opóźnieniem.

1. BRINKMANN, VANDERSTEEN, HRS
Tego wystawcę pierwszy raz odwiedziliśmy w dzień, a tak naprawdę wieczór poprzedzający oficjalne otwarcie wystawy, co pozwoliło nam potwierdzić zdobyte na rodzimym podwórku doświadczenia co do ogromu zakresu przed-pokazowych prac. Na szczęście w chwili naszej wizyty odbywało się ostateczne strojenie systemu i po krótkim czasie mieliśmy komfortowe warunki do zebrania kilku ciekawych obserwacji. Jakich? Nie wiem, czy znacie zastane w tym pokoju kolumny Vandersteen i elektronikę Brinkmann Audio. Jeśli jednak nie, z przyjemnością informuję, iż za sprawą bezdyskusyjnie uważanego przeze mnie jako znakomitego źródła w postaci gramofonu ze stajni Brinkmann-a, wyposażone w moduły basowe wspomniane zespoły głośnikowe zaprosiły nas na dobrze wykreowany w domenie przestrzeni, witalności i co ważne przy dobrej kontroli zawsze sprawiających problemy niskich tonów wydarzenia muzyczne. To było przyjemne, niestety stosunkowo rzadko w odniesieniu do ogromu ekspozycji powtórzone na całej wystawie doświadczenie. Jednakże co wydaje się być w tej sytuacji najważniejsze, biorąc pod uwagę podobny odbiór prezentacji marki produkującej komponenty audio w Warszawie występem w Monachium uzyskałem potwierdzenie, że marka raz – robi bardzo dobre konstrukcje, a dwa – wie jak je zaprezentować.

2. GOEBEL, ENGSTROM, KRONOS
Jak Wam się podobają te napędzane fantastycznie prezentującymi się dwoma lampowymi monoblokami gigantyczne czarne biszkopty? A zaznaczam, iż to tylko przygrywka do uzupełniającej, posadowionej z boku, równie ciekawej elektroniki. Nie macie zdania? Zatem z racji unikania rozmowy o gustach w tym roku potwierdziłem usłyszane podczas poprzedniej wystawy proporcje soniczne. To za sprawą sporej wielkości wstęgi była otwartość w górze pasma, jednak z posmakiem dobrej lampy na środku i energią na basie przygoda. Ale dla mnie najważniejszą wartością tego mitingu było starcie winylu z napędu Kronosa z formatem DSD. Wnioski? Przyznam szczerze, że zwyczajowej masakry nie było, ale jeśli miałbym wybierać, biorąc pod uwagę moje dążenie do wyciskania z dźwięku maksimum jakości nawet przez moment nie pomyślałbym o przesiadce na źródło plikowe. Niby było ok., ale natychmiast utraciłem organiczność i aurę wokół instrumentów, co przekładało się również na sposób zawieszenia słuchanego wydarzenia muzycznego w eterze międzykolumnowym. Dodatkowym smaczkiem opisanego odsłuchu był występ rodzimego kondycjonera prądu GigaWatt.

3. MARTEN, CH PRECISION
Cóż. Kolumnowej marki Marten chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jest na naszym rynku od kilku lat i za każdym razem pokazuje, jak z sukcesem radzić sobie w warunkach wystawowych. A przecież to dopiero bardzo pozytywnie brzmiąca zapowiedź potencjalnego zderzenia się z nią w kontrolowanych warunkach domowych. Jak wypadła na tegorocznej odsłonie MOC 2019? Jak widać, kolumny napędzała elektronika CH PRECISION. To zaś nawet w momencie karmienia systemu sygnałem z nowości analogowej w postaci gramofonu fantastycznie odbieranego przez klientów producenta dotychczas jedynie ramion SAT, pokazywało, że duńskie kolumny potrafią mocno błysnąć w górnych rejestrach, ale również oddać posmak fajnej średnicy, jak również wykazać się możliwością wytworzenia dobrej jakości pomruków sejsmicznych. Jednym słowem, gdy masz ochotę, jedziesz bez trzymanki, a gdy zapragniesz odpocząć, delikatnie zmniejszając poziom głośności co prawda nadal z pełnym pakietem informacji, ale bez problemu jesteś w stanie odpłynąć w inny wymiar.

4. KHARMA
Przyznam szczerze, że przed odwiedzeniem tego wystawcy byłem bardzo ciekawy, czym będzie mnie w stanie w tym roku zaskoczyć. Oprawa lokalu rodem z przerysowanego ze smakiem Bizancjum, idąca podobnym tropem elektronika i kolumny, plus żywiołowy dźwięk od lat z jednej strony mocno mnie inspirowały do przemyśleń, a z drugiej po kilkunastu minutach powodowały stany lekowe od nadmiaru wrażeń wizualno – sonicznych. Czy coś się zmieniło? Owszem. Może nie w diametralnie, gdyż pomysł na byt tego brandu od lat jest mocno sprecyzowany, ale ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu oprócz nadania większego bogactwa teraz połyskującej ze złotymi gwiazdkowymi wstawkami zamiast niegdyś ciemnobrązowej skóry podłodze, zestaw przynajmniej podczas mojej wizyty epatował większą ogładą. Czyli przekładając z pełnej elokwencji wypowiedzi na nasze najnormalniej w świecie przestał pokrzykiwać. To zaś sprawiło, że wpadłem tam na kilka ciekawych pokazów.

5. FRANC AUDIO ACCESORIES, ENGSTROM, CAD
Nadając mojej relacji nutkę humoru, zawczasu kierując Wasze zmysły wzroku na pisownię (końcówka „tz” jest znakiem rozpoznawczym Marcina na forach internetowych), w pełni świadomie parafrazując serię kawałów ten akapit mogę zatytułować: „Przychodzi Frantz do Franca”. O co chodzi? Otóż całą naszą wyprawę w przeddzień otwarcia monachijskiego święta zainicjowało zaproszenie naszego producenta akcesoriów antywibracyjnych Franc Audio Accessories z okazji dziesiątej rocznicy działalności. To patrząc z perspektywy wielu od dawna zapomnianych marek audio szmat okraszonych sukcesami czasu, dlatego też nie było innej alternatywy, jak zaliczyć jego jubileuszową imprezę od podszewki, czyli prawie od zgromadzonych na podłodze pudeł. Dokładnego procesu dojścia do konsensusu pomieszczenia z elektroniką z racji standardowych problemów nie będę w tym momencie wykładał, ale muszę powiedzieć, ze działający jako jedna całość wielonarodowy zespół dwoił się i troił, aby w dniu zarezerwowanym dla branży, na ile to możliwe, dźwięk był najwyższej próby. I przyznaję, w dniu kolejnym, to z czym zostawiliśmy naszego bohatera w środę w wydaniu czwartkowym, choć generowane z widniejącego w nazwie jednej z firm tego pokoju komputera było diametralnie lepsze. Na tyle lepsze, że w momencie odczuwania przemęczenia skutkami redaktorskiej czterodniówki i dysponując wiedzą, iż nie grają zbyt głośno plus sporo mojej muzyki, wpadałem tam na złapanie oddechu. Ale ów jubileusz dziesięciolecia w branży nie był domeną jedynie naszego rodaka, gdyż identycznym stażem mógł się pochwalić również jego współwystawca Engstrom. Zbieg okoliczności? Nic z tych rzeczy. Panowie od kilku lat razem współpracują i na dowód tej pozytywnie wypadającej działalności postanowili uczcić okrągłą datę swoich zmagań wspólnie, czego dowodem jest kilkuzdjęciowa relacja z o dziwo otwartej dla wielu znajomych z branży imprezy przy dobrym piwku. Kończąc te kilka zdań o wyprawie do mekki akcesoriów audio chciałbym życzyć jubilatom co najmniej kolejnego, jeśli nie wielu dziesięcioleci w zaspokajaniu potrzeb ludzi kochających muzykę.

6. THRAX
W tym roku Bułgarski THTAX mimo dysponowania swoimi kolumnami postawił na współpracę z nowym, meksykańskim właścicielem marki produkującej głośniki Alnico. Nie wiem, jak widzicie prezentowane zespoły głośnikowe w swoich okowach, jednak bez względu na to po dłuższym odsłuchu mogę powiedzieć, iż pierwsze zderzenie z zaimplementowana wewnątrz średniaka tubką daje wrażenie grania z manierą megafonu. Jednak po akomodacji okazuje się, że taka prezentacja oprócz trącania wintage’owym brzmieniem dzięki wykorzystaniu celulozy do produkcji membran bardzo ciekawie wypada w oddaniu instrumentów drewnianych. Ale zaznaczam, potencjalny nabywca musi wiedzieć, czego chce. W innym przypadku raczej owe konstrukcje skrzywdzi, aniżeli znajdzie coś dla siebie. Tyle o samym brzmieniu, gdyż oprócz współpracy ze wspomnianymi kolumnami bułgarski brand chwalił się nowością w postaci gramofonowego step-up’a Trajan MC1, którego jedną z dwóch sztuk na świecie zabraliśmy do siebie na testy.

7. EINSTEIN
U Einsteina typowo. Ale nie w domenie nudy, tylko pod względem oferty dla pomieszczeń o różnej kubaturze. Jak co rok miałem do dyspozycji dwa systemy. Jeden oparty o małe monitory, z ich niezaprzeczalnymi cechami znikania z nawet najmniejszego pokoiku, a drugi o większy zestaw z uzupełniającym dolne pasmo modułem basowym, czyli ofertą grania pełnopasmowego w już sporych, spokojnie znacznie większych od wystawowego pomieszczeniach. Jakieś nowości? Prezentują je zdjęcia rozczłonkowanego na części pierwsze gramofonu i stacjonującego jako ostateczny produkt na półkach phonostage’a.

8. POLSKI POKÓJ
Znacie? Pewnie, że tak. Jednak tym razem Horns oprócz pana Sikory ze swoim drapakiem zaprosił również do współpracy bydgoskiego producenta okablowania ze srebra – Albedo i stacjonującego w Bielsku Białej specjalistę od lampowych wzmacniaczy małej mocy Encore7. Co dla potencjalnych poszukiwaczy nowych kolumn wydaje się być istotnym, to fakt wprowadzenia do oferty guru od konstrukcji tubowych tak zwanych zespołów klasycznych. Zaciekawieni? Jeśli tak, dane adresowe dostępne są pod testem topowych tub z rogiem obfitości w jednej z głównych ról na naszej stronie.

9. RAIDHO ACOUSTICS, CHORD ELECTRONICS
Prezentacja z gramofonu z udziałem twórczości Nicka Cave’a przykuła mnie do tego pokoju na dobrych kilkanaście minut. Zero poddudnień, swoboda i oddech zdawały się zdawać kłam narzekaniom innych wystawców na problemy z akustyką pomieszczeń wystawowych.

10. WILSON BENESCH, CH PRECISION
Na przestrzeni kilku ostatnich lat to był pierwszy raz, odnotowania wyraźnej walki tych co by nie mówić bardzo gładko i mięsisto grających kolumn z przeciwnościami losu. Co to za wilcze doły? W moim odczuciu elektronika CH PRECISION. Naturalnie nie było totalnej klapy, ale wcześniejsze prezentacje tak na naszych, jak i innych wystawach zazwyczaj pokazywały znacznie większe pokłady muzykalności generowanego przez te kolumny dźwięku. Dlatego taki, a nie inny wynik w tym roku zrzucam na kark konfiguracji.

11. MSB, MAGICO
W tym roku zaliczyliśmy swoisty wysyp kolumn Magico M6. W tej odsłonie napędzał jest pełny set znanego z szybkości producenta MSB. Efekt? Ano taki, jakim podąża elektronika. Zwarcie i szybkość narastania dźwięku przy lekkim zmniejszeniu zawartości muzyki w muzyce. Ale co kto lubi. Źle nie było.

12. LIVING VOICE
W tym przypadku mogę powiedzieć tylko jedno. Ten set jest wręcz stworzony do muzyki symfonicznej i operowej. Niestety reszta zapisów nutowych(włącznie z jazzem) w moim odczuciu jest przez niego, że tak filatelistycznym slangiem powiem, lekko kancerowana.

13. VITUS AUDIO
U Ole Vitusa po staremu. Dobre, pełne wysycenia i energii granie przy użyciu nowości w ofercie – wzmacniacza SIA-030. Co prawda tym razem przy użyciu amerykańskich kolumn Rockport Technologies i przy wsparciu naszego czołowego akustyka z pomorza Acoustic Manufacture, ale efekt końcowy ten sam. Wszystko na miejscu i w odpowiednim wydaniu. Na specjalne zauważenie zasługuje fakt sporego zainteresowania odwiedzających zjawiskowo wyglądającymi panelami akustycznymi. Jednak hasło: ‚Polak potrafi” nie jest li tylko pustym sloganem.

14. AUDIONET, DYNAUDIO
Znam popularne Dynki od podszewki. Miałem również doświadczenia z może nieco niżej stojącymi, ale jednak ciekawie wypadającymi komponentami Audioneta. Dlatego też biorąc wszelkie zapisane gdzieś w pamięci dane na temat każdej z tych marek efekt mocno krawędziowego, jednak bez szkodliwego przerysowania przekazu grania bez specjalnego zastanawiania się przypisuję marce z Niemiec. Jeśli kochacie pełną kontrole na kolumnami, powinniście spróbować takiej konfiguracji. Jest moc, atak, ale również odpowiednie wysycenie.

15. SOULUTION, MAGICO
Kolejna próba z przysłowiowym amerykańskim snem, czyli kolumnami Magico M6. Tym razem specjalistą od formowania dla nich sygnału audio był szwajcarski team Soulution. Dlatego też nie daję głowy, że mi uwierzycie, ale na tle wszystkich prezentacji z udziałem wspomnianych zespołów głośnikowych to był najlepszy pokaz oddania energii i co może wydać się niemożliwym gładkości.. Cuda panie, cuda.

16. FINK TEAM
Te w stosunku do wielkości pomieszczenia swoiste dwudrożne maluchy zdawały się kpić z zafundowanej im kubatury. Podobnie do występów w Warszawie pokazały się z dobrej strony, nie żałując słuchaczom zaskakującego timingu przy równie zjawiskowym pakiecie energii. A przypominam, to są konstrukcje dwudrożne, a mimo to wyszły z boju z tarczą.

17. GAUDER AKUSTIK
Jak znakomicie widać na załączonych fotografiach, Dr. Roland Gauder podczas tegorocznej prezentacji kolumn z nowej serii Darc również skorzystał z pomocy wspomnianego kilka akapitów wcześniej polskiego brandu Acoustic Manufacture. To zaś w połączeniu z lampową amplifikacją Westend dało pokaz dobrego oddania realiów w domenie lokalizacji kreślących wydarzenia muzyczne poszczególnych źródeł pozornych. Niestety bez dobrej adaptacji akustycznej pomieszczenia możemy o tym jedynie pomarzyć. Natomiast po okiełznaniu warunków lokalowych nawet uważane za dość ofensywnie grające kolumny potrafią pokazać, że są w stanie spełnić oczekiwania nawet tak mocno przykładających wagę do soczystego dźwięku melomanów jak ja. Co prawda najnowsza linia kolumn Gauder Akustik sama w sobie ma bardziej przyjazną sygnaturę brzmienia od starszych konstrukcji, ale porównując rok do roku z poprzednim występem, tegoroczny jest znacznie lepszy.

18. MBL
Opisując tytułową konfigurację zawsze zmagam się z problemem powtarzalności wniosków. Z jednej strony w całej sytuacji ważnym jest aspekt przywoływania pozytywnych odczuć, ale fakt jest faktem, że panowie z tej stajni od lat nie spuszczają z tonu i bez problemu biorąc pod uwagę najbardziej subiektywne oceny pozycjonują się w pierwszej dziesiątce dźwięku wystawy.

19. KAVERO, KONDO
Powiem tak. Od zawsze mniejsze rozmiarowo kolumny Kavero z elektroniką Kondo przyprawiały mnie o pozytywne ciarki na plecach. Niestety ostatnio wykorzystane złoto-czarne flagowce dla mnie nieco podcięły skrzydła dotychczas wybitnej konfiguracji. Jaka jest tego przyczyna, nie mnie rozstrzygać. Ale po tym co usłyszałem podczas tej wizyty, delikatnie sugeruje, aby brać delikatną poprawkę na znaną chyba wszystkim tezę, iż większy rozmiar zawsze ma pozytywnie wybrzmiewające znaczenie. Brzmienie starało się wywrzeć większe wrażanie, aniżeli zachodziła potrzeba słuchanego materiału muzycznego. Wszystko było duże i lekko przerysowane z generowanymi dwoma wstęgami górnymi częstotliwościami włącznie. Dla mnie jak na japońska szkołę brzmienia zbyt ofensywny przekaz.

20. CESSARO
Nie. Znajdujące się pomiędzy wielkimi lejkami kolumn tubowych Cessaro, połyskujące czernią skrzynie nie są przygotowanymi do pianistycznego duetu fortepianami. To flagowe moduły basowe, bez których te monstrualne kolumny nie są w stanie wygenerować odpowiednio masywnego, a przy tym szybkiego zakresu basowego. Owszem, zawsze można użyć jakiś mniejszych „burczybasów”, ale będąc konsekwentnym, kupując flagowe tuby z oczekiwaniem na zjawiskowego grania nie sposób zadowolić się czymś innym niż bass horny. A gdy spełnimy tak wysoko postawione założenia, mamy do dyspozycji kilka stanów propagacji dźwięku. Od cichego, w żadnym aspekcie nienachalnego, jednak z pełnym pakietem informacji plumkania, przez zbliżone do realiów kameralnych koncertów zaproszenie do jazzowego klubu, po życzeniowe niszczenie słuchu przeniesionym jeden do jeden ze stadionu piłkarskiego rockowym koncertem. Czegóż chcieć więcej?

21. WILSON AUDIO
To minimalistyczne zestawienie wizualnie nie oddaje energii z jaką było w stanie wygenerować nawet najbardziej zbuntowaną muzykę. Szybkość elektroniki Spectrala w połączeniu z amerykańskim, czyli mocno rozbuchanym w kwestii rozmachu basu sposobem budowania realiów muzycznych wręcz idealnie się uzupełniały. A to okazało się być wodą na młyn konsekwentnego unikania przerysowania poszczególnych podzakresów. Owszem, było żywo, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

22. DAN D’AGOSTINO
Tego przedstawiciela tortu zwanego rynkiem zaawansowanego audio miałem przyjemność posłuchać jedynie podczas niezobowiązującego plumkania w tle. Jednak postanowiłem o tym wspomnieć z dwóch powodów. Jednym jest szacunek dla szanowanego przez całą audiofilską gawiedź konstruktora Dana D’Agostino. Zaś drugim prawie stuprocentowa pewność, że z jednym z jego wyrobów zmierzę się u siebie w teście porównawczym z moimi Japończykami.

23. TAD
Widniejących na fotkach kolumn słuchaliśmy już w specjalnie zarezerwowanym dla naszych potrzeb salonie audio w Katowicach. Dlatego też przekraczając próg tej sali trochę wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Tymczasem biorąc pod uwagę monachijskie i katowickie warunki lokalowe w kwestii rozmiarów i zasilającej je elektroniki (pierwszy odsłuch w zdecydowanej części opierał się o starszej generacji elektronikę tego brandu), tego wieczora mocno nie doszacowałem wyniku. Ku mojemu może nie zdziwieniu, ale lekkiemu zaskoczeniu było lepiej. Swobodniej i bardziej namacalnie. A przecież warunki w porównaniu do polskiej prezentacji teoretycznie gorsze. Cuda? Nie. Po prostu często, choć nie zawsze, ale jednak rozmiar, w tym przypadku pomieszczenia, ma znaczenie.

24. OCTAVE
To jest bardzo dobry przykład na potwierdzenie tezy, że ogień należy zwalczać ogniem. Dlaczego? Przecież to proste. Uważane przez wielu melomanów za bliskie tranzystorowemu graniu uradzenia lampowe Octave teoretycznie nie powinny mieć szans na jakikolwiek konsensus soniczny. Tak brzmi głoszona przez wielu przeciwników wspomnianych marek teoria. Jednaj jak wspomniałem, w tym przypadku ogólnie panujące mądrości nie miały najmniejszego zastosowania. Posiedziałem z tym zestawem kilkanaście minut i mogę powiedzieć, że może średnica nie kapała, ale również nie była anorektyczna, a za to otrzymałem dobry drive w dole pasma i dotknięte specyfiką lampy berylowe wysokie tony. Powiem szczerze, mimo cykającej bomby, było całkiem ok.

25. NORDOST
U Nordosta gościłem tylko raz. Na szczęście podczas pokazu nowego akcesorium z pogranicza audio voodoo. Chodzi mianowicie podstawione pod kilka urządzeń zbudowane w płaskich krążkach generatory fal, które słyszalnie wpływały na wydobywany przez prezentowany system dźwięk. W kwestii samego dźwięku, nie będę się wypowiadał, gdyż skupiałem się jedynie na działaniu magicznych pudełek. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ani razu nie zanotowałem często niesłusznie zarzucanych marce Nordost wyostrzeń brzmienia wykorzystującego jego komponenty systemu.

26. FOCAL, NAIM
Ten europejski tandem audio od zawsze zaprasza nas na zamknięte pokazy. W tym roku nie było wdrożeń jakiś przełomowych pomysłów technologicznych, a jedynie prezentacja oferty i założeń obydwu podmiotów na najbliższą przyszłość. Niemniej jednak nie obyło się od szumnej zapowiedzi z naoczną prezentacją wyników powiększenia oferty wykończenia kolumn Focal w rozmaitych okleinach, a także prezentacji jubileuszowej wersji słuchawek serii Utopia w stosownych dla tego rodzaju biżuterii kuferkach.

27. CLASSE, FINK TEAM
Podczas tej wystawy kanadyjska marka Classe świętowała powrót z chwilowego niebytu zwanego nieoczekiwanym zaprzestaniem działalności. Naturalnie ów fakt został nagłośniony na specjalnej konferencji. Jednak osobiście nie udało mi się na niej pojawić. Ale żeby wiedzieć, co w trawie piszczy wybrałem się do tego wystawcy jako niezrzeszony głoś ludu. Efekt? Owszem, elektronika wypadła ciekawie tak wizualnie, jak i brzmieniowo. Jednak w mojej opinii lekkim problemem okazały się być zbyt duże, bo mocno pobudzające rezonanse pomieszczenia kolumny. Jednak bez względu na to, brawa dla kontynuatorów tradycji marki Classe za ponowne powołanie jej do życia.

28. CHORD ELECTRONICS
To, że Chord oprócz rynku konsumenckiego znakomicie radzi sobie na kanwie pro audio wyposażając w swoje zabawki wiele studiów nagraniowych wiadomym jest od dawna. Jednak myliłby się ten, kto podejrzewa, iż ów brand pozwala sobie na zwyczajowe odcinanie kuponów. Nic z tych rzeczy, bowiem podobnie do zeszłego roku, również w tym, nie spoczywając na laurach na zamkniętej prezentacji pokazał swoje najnowsze dziecko. Co to takiego? Otóż mam miłą wiadomość dla miłośników gramofonu, gdyż tytułowy brand wprowadza do oferty jak na ceny innych komponentów stosunkowo niedrogi phonostage. Niestety zasłyszanych na konferencji informacji na temat jakości brzmienia tego maleństwa podczas wystawy nie udało mi się skonfrontować z rzeczywistością, ale liczę, że w niedługim czasie nasz dystrybutor o to zadba, o czym nie omieszkamy wspomnieć w stosownym teście na naszych łamach.

29. AVM
Lubię gdy system audio opiera się o produkty jednego producenta. To przynajmniej w teorii daje duże szanse na spójność kreowanego w naszych samotniach dźwięku. Jednak widząc co się obecnie dzieje, czasem mam obawy. O co chodzi? Spójrzcie na zdjęcia. AVM oferuje również gramofony. Co w tym dziwnego? Otóż nie twierdzę, ze to gra źle i co ważne nie zauważyłem problemów na wystawie. Jednakże jestem w stanie podnieść tezę, iż prezentowane zestawienie z gramofonem spod znaku bardziej znanego producenta choćby z racji wyspecjalizowania w danym dziale mogłoby okazać się lepszym. To naturalnie są moje osobiste przypuszczenia. Ale często potwierdzane w codziennym życiu. Jeśli ktoś ma takie życzenie, to czemu nie i bierze wszystko spod jednej ręki. Jeśli jednak szuka maksimum jakości, w przypadku zamawianych u podwykonawców „nowalijek” powinien co najmniej spróbować różnych kombinacji.

30. TECH DAS, VIVID AUDIO, CH PRECISION
Szczerze? Gdyby nie długo oczekiwana nowość w postaci flagowego gramofonu japońskiej marki TechDAS ów pokój wyleciałby z ramówki. Jednak za bardzo lubię muzykę z winylu, żeby o nim nie wspomnieć. Co najśmieszniejsze, tego analogowego monstrum nie udało mi się posłuchać, dlatego podam jedynie kilka suchych danych. Waga 400 kilogramów. Sam talerz 120 kg. Talerz jest kanapką z bodajże pięciu wykonanych każdy z innego materiału plastrów. Ale co istotne. Wszystkie wspomniane krążki wraz z płytą winylową spaja wytworzone za pomocą zewnętrznej pompy podciśnienie, tworząc tym sposobem jeden sześciowarstwowy monolit. Do tego proponowany jest dedykowany przez producenta stolik. Naturalnie rozmawiamy o samym werku, do którego należy jeszcze dokupić odpowiednio zaawansowane technologicznie ramię i wkładkę. A to mając na uwadze znajomość cen w tym wycinku rynku audio pozwala mi sugerować, że aby przedstawiany gramofon został pełnoprawnym źródłem dźwięku, musimy wygenerować w naszych domowych budżetach okrągłą sumkę dwa i pół miliona złotych polskich. Ktoś jest chętny? Jeśli tak, zalecam szybką reakcję, gdyż z powodu ograniczonej liczby silników do tej maszyny Air Force Zero ma powstać w ilości jedynie czterdziestu sztuk.

31. NAGRA, YG ACOUSTICS
To jeśli komuś udało się trafić, był bardzo dobry przykład, co oznacza słuchanie muzyki z magnetofonu szpulowego. Gładkość, spójność, wielobarwność, namacalność i plastyka przekazu. A wszystko przy wykorzystaniu elektroniki Nagra i maksymalnie rozbudowanej konfiguracji kolumn YG Acoustic. Co oznacza fraza „maksymalnie”? Uwidaczniają to zdjęcia. Wyższe pasma z wyższym basem włącznie generuje zestaw wewnętrzny. Tuż obok na zewnętrznej flance posadowiono moduły średniego basu, a całkiem na skraju lekko z tyłu szafy z przetwornikami subsonicznymi. A wszystko w specyfice marki, czyli w obudowach w wykonanych w całości z aluminium. Szaleństwo? Naturalnie, ze tak. Ale jakże brzemienne w pozytywne odczucia, za co jestem w stanie uzasadnić każdą żądaną za ten set kolumn cenę.

32. AVANGARDE
W tym przypadku unaocznianie stanu ducha słuchacza zależy jedynie od jego widzimisię. Gdy zapragniemy, delektujemy się ledwo słyszalnymi, jednak bez najmniejszych zakłóceń dobiegającymi do naszych uszu detalami. Zaś w momencie chęci pokazania wewnętrznego buntu obracając gałkę głośności mocno w prawo jesteśmy w stanie wywołać małe trzęsienie ziemi. Zapewniam, że nawet jeśli aż tak przeciwstawnych stanów ducha nie będziecie chcieli nikomu komunikować, w momencie zakupu topowego zestawu Avangarde będziecie jednymi z nielicznych na tej planecie, którzy bez problemu jednym ruchem ręki mogliby te dwie sytuacje wdrożyć w życie. Jazda bez trzymanki.

33. THORESS
Gdy odwiedzam prezentacje tego miłego w stosunkach międzyludzkich przedstawiciela obozu producentów, zawsze towarzyszy mi uczucie przyjemności z obcowania z muzyką. Ale nie ze względu na jej wyczynowość, tylko pewnego rodzaju magię zaaplikowanych w nietuzinkowych rozwiązaniach technicznych lamp elektronowych. Niebagatelne znaczenie w takim postrzeganiu wyrobów marki Thoress ma również trącający tradycją rodem z czasów szklanych baniek design komponentów. Niestety jak dotąd nie udało mi się zmierzyć z ta magią na własnym podwórku, jednakże mam nadzieję, że co się odwlecze, to nie uciecze.

34. AYON AUDIO
Gerhard Hirt jak co roku postarał się, aby jego dzieło nie przeszło bez zasłużonego efektami wieloletniej pracy echa. Dlatego tez miło mi jest zakomunikować wszystkim, że oprócz dobrze zestrojonego systemu wzmacniając wrażenie nietuzinkowości prezentacji zaprosił na wystawę gwiazdę Lyn Stanley, aby przybliżyła gościom kulisy nagrywania kilku swoich ostatnich płyt. Dla mnie był to bardzo przyjemny smaczek tej wizyty.

35. GRYPHON
Jaki jest Gryphon, śmiem twierdzić, że nie każdy polski meloman wie. Dlaczego? Spójrzcie na te wielogłośnikowe monstra. A w tym roku nie było znacznie większych niż widniejące na fotografiach kolumny modułów basowych. Nie wiem, kiedy podobny set zagra na naszej jesiennej wystawie AVS. Ale jeśli miałby się kiedyś pojawić, nawet w momencie płatnego odsłuchu zalecam wszystkim zawalczenie o pojawienie się na nim. Naprawdę warto. Może okazać się, że nadajecie na innych falach, ale to z pewnością jest dźwięk najwyższej próby.

I wspomnieniem o tym niezbyt dobrze znanym na naszym rynku producencie pozwolę sobie zakończyć tegoroczną relację z wystawy w Monachium. Jestem pewien, że spora ilość wytypowanych przeze mnie prezentacji u kogoś innego wywołałaby diametralnie różne reakcje. Ale to przecież jest naturalna konsekwencja innego pojmowania piękna muzyki. Ze swej strony mogę dodać, iż w żadnym przypadku opinia nie była podyktowana niechęcią do danego podmiotu, tylko jawiła się jako kwintesencja momentu wizyty w pokoju. A to jak wiadomo, bardzo mocno uzależnione jest od zatłoczenia lokalu, materiału muzycznego, jego wolumenu i niestety bardzo często zmęczenia materiału, jakim w tym przypadku jest organizm opiniodawcy. Co by jednak nie mówić, mimo tej usprawiedliwiającej moje wnioski wyliczanki mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem. Dlatego też już dzisiaj zapewniam, że jeśli los pozwoli, spotkamy się ponownie za rok.

Jacek Pazio

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. High End 2019

Munich High End 2019 cz.1

Parafrazując przedstawiciela grupy zawodowej mającej ostatnio najdelikatniej rzecz ujmując tragiczny PR „Jeśli w maju na Lilienthalallee zobaczysz wielki balon, to wiedz, że coś się dzieje”. A dzieje się co roku, oj dzieje, bo do ogromnych hal monachijskiego M.O.C z najodleglejszych zakątków kuli ziemskiej zjeżdżają najgorliwsi akolici reprodukcji dźwięku w najwyższej jakości. Z premedytacją napisałem, iż „zjeżdżają”, gdyż patrząc na ceny co poniektórych prezentowanych w tym roku atrakcji, zasadnym byłoby spodziewać się co najmniej pasa startowego dla prywatnych odrzutowców, bądź przynajmniej lądowiska dla helikopterów. Krótko mówiąc High-End, oczywiście jako segment rynku audio a nie sama wystawa, kompletnie odleciał już nie tyle w kosmos, co wręcz poza naszą galaktykę i patrząc na zainteresowanie tego typu ofertą nad wyraz szerokiego grona nabywców nic nie wskazuje na to, by ów szaleńczy trend miał się w najbliższym czasie skończyć. Dlatego też tym razem w większości przypadków nawet nie próbowaliśmy dociekać co i ile kosztuje a w zamian za to skupiliśmy się na czysto wizualno – towarzyskim aspekcie największej wystawy sprzętu grającego w Europie i tak na dobrą sprawę również na świecie. Dodatkowo mając na koncie już kilka maratonów po ww. powierzchni wystawienniczej nawet przez myśl nam nie przyszło podejmowanie próby bycia wszędzie a tym bardziej uwiecznienia wszystkiego na kartach pamięci. Ot zamiast ganiać po zatłoczonych salach i korytarzach przemierzaliśmy je adekwatnym do naszego (podeszłego?) wieku tempem. A właśnie – wiek. Otóż podczas niezliczonych kuluarowych rozmów i obserwując bądź co bądź dość hermetyczne środowisko recenzenckie wspólnie doszliśmy do wniosku, iż powoli zaczynamy czuć się jakbyśmy żyli w swoistym rezerwacie. Te same, coraz bardziej poorane zmarszczkami twarze, praktycznie zerowy napływ świeżej krwi i tylko miejsca spotkań się zmieniają, de facto zgodnie z ustalonym z góry kalendarzem. Maj – Monachium (High End), Listopad – Warszawa (Audio Video Show), a ewentualnie, w ramach zajęć fakultatywnych wrzesień – Berlin (IFA). Niby jest jeszcze ogrom wystaw i targów odbywających się w Azji, lecz ze względu tak na odległości, jak i nieco bardziej ograniczony zasięg tamtejszych eventów stanowią one z naszego – europejskiego punktu widzenia, swoistą ciekawostkę natury turystycznej.

No dobrze dość marudzenia, bo zdjęcia stygną. W tym roku, nauczeni doświadczeniem z lat minionych, do Monachium dotarliśmy już w środę wczesnym popołudniem, lecz zamiast wykorzystać nadspodziewanie przyjemną aurę na zwiedzanie starówki i innych atrakcji, na które nigdy nie mamy czasu prosto z lotniska pojechaliśmy … od razu do MOC-a. Decyzja ta nie była bynajmniej spowodowana jakąś naszą ułomnością wymuszającą koczowanie przed wystawienniczymi halami na dzień przed ich oficjalnym otwarciem, jakbyśmy próbowali osiągnąć poziom fanatyzmu znany jedynie miłośnikom marki z nadgryzionym jabłkiem w logotypie, dla których coś takiego nie byłoby niczym dziwnym, lecz po prostu otrzymaliśmy od zaprzyjaźnionych dystrybutorów i producentów informacje, iż ich systemy są już praktycznie gotowe i jeśli mielibyśmy ochotę rzucić na nie uchem i okiem to … serdecznie zapraszają. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, iż z takich propozycji nie sposób nie skorzystać, bo monachijska starówka, miejmy cichą nadzieję, do przyszłego roku poczeka, a szansa na praktycznie prywatny odsłuch raczej się nie powtórzy. W związku z powyższym dla nas Munich High End 2019 rozpoczął się praktycznie przed godz. 17-ą w środę 8 maja a co udało nam się uchwycić w kadrze zamieściliśmy poniżej. Niniejszym zapraszam zatem na pierwszą część relacji z tegorocznego święta wszelakiej płci, rasy i wyznania audiofilów.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do sali, w której elektronika Timo Engströma (Engström Arne) i Computer Audio Design (CAD) została ustawiona na jubileuszowych, stworzonych specjalnie z okazji 10-lecia działalności stolikach, podstawkach i platformach Franc Audio Accessories. Całość została okablowana przewodami bibacord a zwieńczeniem toru były kolumny Verity Audio Sarastro IIs. W ramach swoistej ciekawostki warto było zwrócić uwagę, iż najbardziej absorbującym gabarytowo, przynajmniej jeśli chodzi o użytą elektronikę elementem wcale nie był lampowy wzmacniacz zintegrowany Arne, lecz … spoczywający na dedykowanej platformie kondycjoner uziemienia CAD GC-R Reference. A właśnie – rodzime akcesoria Franca w wersjach jubileuszowych wyglądały wprost obłędnie. Połączenie ciemnych fornirów, połyskującego aluminium i carbonu robiły nad wyraz pozytywne wrażenie. Miłym dodatkiem okazały się podstawki pod kable, które po przetarciu szlaków przez Boostery Furutecha na stałe zagościły w audiofilskim elementarzu.

Kolejnym gotowym przed oficjalnym otwarciem wystawy pokojem był zajmowany przez elektronikę Brinkmanna i wspomagane duetem potężnych subwooferów SUB NINE kolumny Seven Mk II Vandersteena. Z nowości pokazano przeuroczy a zarazem kompaktowy, wyposażony w bezprzewodowy sterownik gramofon Taurus i równie zaskakujący niewielkimi gabarytami wzmacniacz zintegrowany Voltair. Jeśli ktoś w tym momencie się zastanawia, czy na tak wyrafinowanym poziomie obecność sub-ów jest usprawiedliwiona, to … powinien kiedyś się pofatygować do Monachium, bądź najbliższego dealera i sam, na własne uszy się przekonać. Warto jednak mieć na uwadze, iż aplikacja wsparcia basowego bynajmniej nie polega na klasycznym plug&play, lecz świadomym i w większości mozolnym dostrajaniu generatorów najniższych częstotliwości zarówno do docelowego systemu, jak i zastanych warunków lokalowych. W środę mieliśmy okazję co nieco podejrzeć z przeprowadzanych przez ekipę zajmującą ww. salę procedurę kalibracyjną i muszę uczciwie przyznać, że chcąc dopiąć wszystko na ostatni guzik panowie musieli się sporo „nachodzić” by okiełznać akustykę oferowaną rzez MOC-a.

Niby set elektroniki Soulution z kolumnami Magico (M3) pojawia się w Monachium dość regularnie, jednak nie wiedzieć czemu nie pozwala pozostawać obojętnym na swoje walory brzmieniowe. Ot kawał porządnego dźwięku ze wzorcową, lecz niepozbawioną muzykalności i barwy kontrolą. Oko przyciągały również gramofony De Baer – zarówno topowy Topas, jak i zdecydowanie bardziej kompaktowy, stojący nieco z boku Saphir.

Jednym z gotowych już w środę wystawców był również system Göbela w którym Oliver Göbel wespół z Louisem Desjardinsem (Kronos) prześcigali się w udowadnianiu zalet zarówno źródeł cyfrowych i analogowych, w czym wielce pomocny kazał się zestaw z potężnymi kolumnami Divin Noblesse i nie mniej wyczynową dzieloną amplifikacją Engström – monoblokami Eric i przedwzmacniaczem Lars. O ile jednak gramofonów Louisa mogliśmy posłuchać już wielokrotnie, o tyle przyjemności z odpowiedzialnymi za tor cyfrowy urządzeniami WADAX raczej bezpośrednio nie mieliśmy. A szkoda, gdyż miniony „długi weekend” dał nam możliwość zasmakowania w ich autorkich rozwiązaniach. Wystarczy jedynie wspomnieć o wyposażonym w majestatycznie pracujący napęd THOR 1.3. multiformatowy (CD, SACD, DVD-Audio, Blu Ray pure Audio disc) transport Atlantis, którego obsługa dostarczała równie wiele radości, co pierwsza kolejka elektryczna w dzieciństwie. Miłym akcentem była obecność rodzimego Gigawatta, dzięki którego kondycjonerom (PC-4EVO+ i PC-3SE EVO+) można było zauważyć, iż różnica pomiędzy oddalonymi od siebie zaledwie o 5 metrów gniazdkami potrafiła wynosić nawet 10V.

Imponujący system przygotował w tym roku Marten, u którego podziwiać można było nie tylko majestatyczne kolumny Mingus Orchestra, lecz również bazujący na rozwiązaniach … Technicsa, powstały wespół z Marciem Gomezem (Swedish Analog Technologies – SAT) gramofon XD1 Record Player System. Nie dało się też przeoczyć potężnego kondycjonera Stormtank , który w wystawowych warunkach był nie tyle fanaberią, co niemalże koniecznością.

A teraz nie lada niespodzianka, czyli system Kharmy, który … wreszcie zachwycał nie tylko bogactwem i perfekcją wykonania, lecz również dźwiękiem, z którym to w latach ubiegłych wcale tak różowo nie było. Intrygujące kolumny Enigma Veyron EV-2 grały bowiem rozdzielczo, lecz zarazem karmelowo słodko i muzykalnie. Spora w tym zasługa nieprzesadzonych poziomów głośności, na jakich operowali prezenterzy, ale o ile do tej pory w autorsko i zarazem kompletnie zaaranżowanym (włącznie z podłogą !!!) pokoju Kharmy ograniczaliśmy się głównie do sesji zdjęciowych licząc w duchu, że nikt nie będzie zbyt intensywnie operował pokrętłem volume, to w tym roku uczciwie przyznam, że słuchałem ww. systemu z dużą przyjemnością i z niekłamanym niedosytem, w dodatku bez najmniejszego zmęczenia opuszczałem ww. pokój po kilku kwadransach.

Podczas tegorocznej wystawy w kilku pomieszczeniach można było zauważyć gramofony The R.E.A.L.® 101.3 marki Merrill-Williams. Sam producent deklaruje, iż proponuje najbardziej dramatyczną poprawę jak amiała miejsce w źródłach analogowych od 30 lat. Ile w tym prawdy nie mi oceniać, jednak musze przyznać, że tam, gdzie 101.3 grały źle nie było. Akurat w tym wypadku jedyny w katalogu ww. marki gramofon uzbrojono w ramiona Tri-Planar.

Dramatycznie zmieniamy klimat i z nieco mrocznych „kazamatów analogu” przenosimy się do lśniącej bieli kanadyjskiego Totema. To dość rześkie i szybkie granie, które w pewnym sensie wydaje się być odpowiednikiem europejskiego Tringle’a.

Bułgarski Thrax z jednej strony rozszerza swoje portfolio (vide step-up Trajan MC1) a z drugiej sukcesywnie udoskonala obecne od dłuższego czasu w katalogu produkty (m.in. DAC). Nie boi się też dość egzotycznych konfiguracji, do których niewątpliwie wypadałoby zaliczyć bazujące na rozwiązaniach Altec Lansing z magnesami Alnico kolumny Hellena MKII Troy Audio. W tym przypadkiem ewolucję dźwięku w przypadku tego systemu można było porównać do dobrego, „starego” wina, które „otwiera” się czasem, po dekantacji. W czwartek rano dźwięk był bowiem dość „megafonowy” i szorstki, by z każdą godziną stawać się coraz bardziej wyrafinowanym i koherentnym, by już w sobotnie przedpołudnie skłaniać do spędzenia z nim długich kwadransów.

W Zellatonie bez zmian – śnieżnobiałe okablowanie, dodatki i fortepianowa czerń, czyli sterylnie i nieco sucho.

Jedną z ciekawszych tegorocznych prezentacji przygotowali specjaliści od wszelakiej maści podstawek antywibracyjnych IsoAcoustics – w trakcie odtwarzania dowolnego utworu można było do woli przełączać się pomiędzy dwiema parami Focali – jedną ustawioną na firmowych kolcach a drugą uzbrojoną w stopy IsoAcoustics Gaia. Cóż mogę powiedzieć? W tym przypadku usłyszeć znaczy uwierzyć, ale różnice bynajmniej nie należały do kosmetycznych.

Van den Hul wespół z dość z oryginalnymi, mającymi swoją premierę na Axponie 2019 kolumnami Credo Cinema LTM pojechał po przysłowiowej bandzie. Każda „zaledwie” trójdrożna kolumna dysponowała bowiem 32 wysokotonowcami o średnicy 22mm , czternastoma 4” średniotowcami i czterema 12” wooferami. Bateria godna nagłośnienia koncertu Metallicy? Możliwe, jednak tym razem nijakiej spektakularności i wgniatającej w fotel dynamiki nie odnotowałem.

Co innego w Audiovectorze, gdzie mniej i normalniej znaczyło po prostu lepiej. Z elektronika Gryphona zarówno goszczące w naszych skromnych progach niemalże topowe R8 Arettè, jak i młodsze rodzeństwo oferowało świetna dynamikę i nieprzesadzoną rozdzielczość pozwalającą na delektowanie się muzyką przez długie kwadranse, z czego z resztą skwapliwie korzystałem, gdyż zamiast łapać oddech w zgiełku i szumie ciągów komunikacyjnych zdecydowanie sensowniejszym rozwiązaniem była półgodzinna regeneracja z aromatycznym espresso w dłoni u przemiłych Duńczyków.

W zagajanym na naszych łamach „polskim pokoju” też było na czym oko i ucho zawiesić, tym bardziej, że ekipa z roku na rok coraz lepiej się brzmieniowo „dociera”, co po prostu słychać.

Nadspodziewanie skromnie zaprezentował się Air Tight, dysponujący podobno jeszcze jednym stanowiskiem w którejś zlokalizowanych na poziomie 0 budek, do której jednak pomimo najszczerszych chęci nie udało mi się dotrzeć.

W Siltechu i Cristal Cable wchodzących w skład IAH (International Audio Holding) zmiany widać było gołym okiem. Wraz z nowym CEO – (od 1 maja stanowisko to pełni Robert Winterhoff) pojawił się dość zaskakujący produkt – Symphony – pięciodrożna i zarazem aktywna (częściowo da się to obejść) referencyjna kolumna głośnikowa. O odsłuchu, z racji obecności jedynie pojedynczej sztuki niestety nie było mowy. Mowę też odbierała spodziewana cena, która za parę skalkulowana została na poziomie … 400,000€.

Audionet wraca do gry – z nową aplikacją, sprawdzonymi pomysłami i przyjemnym połączeniem z najnowszymi Dynaudio.

Pomimo drobnych zawirowań natury personalnej Raidho nadal na powierzchni, co nie ukrywam bardzo mnie cieszy. Jest to bowiem dowód na to, że High End wcale nie musi oznaczać wszechobecnej gigantomanii.

W Vitusie premierowo – światło dzienne ujrzała zaskakująco kompaktowa, oczywiście jak na styl Hansa Olego, superintegra SIA-030, która wespół z Rockportami oferowała ciepłe, acz niezaprzeczalnie rozdzielcze brzmienie.

Nie mniej udaną konfigurację zaproponował syn Hansa Olego – Aleksander i jego Alluxity, gdzie również miała miejsce premiera – nowego, wyposażonego w moduł streamera i phono przedwzmacniacza. Niepozorne kolumienki Joseph Audio PERSPECTIVE2 Graphene też doczekały się dość istotnego tuningu, o czym z resztą świadczy nazwa – ich przetworniki wykonywane są z Grafenu.

Trzytubową nowością pocwalił się również Odeon. Nie da się ukryć, iż design jest najdelikatniej mówiąc odważny. Brzmienie też nie pozwalało na obojętność.

W Steinie było podobnie, lecz na „nieco większą” skalę. Idealna propozycja dla byłych pracowników lotnisk.

Zdecydowanie spokojniej do tematu podszedł Wilson Benesch stawiając wspomagane parą Torusów flagowe Eminence i korzystając z nad wyraz popularnej w tym roku elektroniki CH Precision. z okazji okrągłego – 30 jubileuszu nie zabrakło też stosownego „drobazgu”, czyli prototypowego systemu GMT One w skład którego weszły m.in. transport Omega Drive z zawieszeniem magnetycznym i trzy nowe ramiona – Moment, CTi-30 i Graviton.

Jak widać poniżej nie tylko Kharma dba zarówno o brzmienie, lecz również o aspekt natury czysto estetycznej swoich wyrobów. Wśród producentów przewodów trudno przeoczyć markę Skogrand.

Żarty się skończyły – monoteistyczny system MSB z Magico M3 nie brał jeńców. Pełna kontrola, niszczycielski atak i uzależniająca barwa.

Prawdę powiedziawszy po zeszłorocznym szaleństwie spodziewałem się czegoś więcej aniżeli, tego, co pokazał w tym roku Von Schweikert Audio.

Na wizytę w tym pokoju i możliwość rzucenia okiem i uchem na najnowsze dziecko Duńczyków z Gryphona szykowałem się od momentu, gdy w sieci pojawiły się pierwsze zajawki Ethosa. Niestety za każdym razem, gdy do nich zaglądałem widoczny na zdjęciach system milczał.

Na równie statyczną formę autopromocji, z resztą zgodnie z tradycją postawił również McIntosh a nieukrywaną dumą obsługę ekspozycji napawała możliwość zmiany koloru podświetlenia lamp …

Za to w Silbatone, również zgodnie z tradycją grało jak z bajki a dokładnie, jak ze starego kina. Dynamika, swoboda i rozmach na odpowiednim repertuarze wydawał się niedościgniony dla konkurencji.

Tegoroczny mariaż Nagry z YG Acoustics przypominał zarówno Dr. Jekylla, jak i Mr. Hyde’a. Ze źródeł cyfrowych było szaro, płasko i nieco bez wyrazu, za to taśma wprowadzała ww. system na szczyty wyrafinowania. Warto było tam zaglądać od czasu do czasu, aby w końcu załapać się na „szpulaka”.

Oj pięknie tym razem Cessaro Beta II zagrały. Pomimo zdecydowanie mniej kontrowersyjnego designu i zdecydowanie większej uniwersalności okazały się całkiem sensowną alternatywą dla Silbatone.

Skromnie, ale z klasą, czyli Magico M2, Soulution, MSB i analogowa wieża Kronosa. Chyba nie muszę mówić, że LP grało lepiej niż cyfra.

Borgi Fink Team zagrały całkiem nieźle, choć odniosłem wrażenie, że w Warszawie było nieco lepiej.

Pomimo sporego szumu jaki wywołały w pełni aluminiowe kolumny w tym roku Avid próbował sił z nieco mniej „kuloodpornym” designem nowej linii EVO.

Firmowana i okablowana przez Nordosta misterna układanka w skład której wszedł jubileuszowy – powstały z okazji 40-lecia gramofon VPI HW-40 z ramieniem Fatboy, elektronika Moon-a i kolumny YG sama z siebie już grała niczego sobie. Jednak Amerykanie w tym roku przeszli sami siebie i oprócz obcmokanego przez nas kondycjonowania masy z użyciem akcesoriów QKORE pokazali coś jeszcze bardziej odjechanego – QPOINT, czyli synchronizatory rezonansów. Audio Voodoo w najczystszej postaci? Nie wykluczam, ale działa jak jasna cholera i generalnie robi dobrze czemukolwiek pod czym się znajdzie. Był to jeden z niewielu pokoi do których wracałem z niekłamaną przyjemnością a za możliwość przesłuchania od początku do końca LP Niny Simone przy niemalże pustej „widowni” jestem dozgonnie wdzięczny.

Classé, po jak się okazało chwilowych trudnościach, wraca do gry i robi to z przytupem wprowadzając serię Delta – z monoblokami – MONO, stereofoniczną końcówką STEREO i przedwzmacniaczem PRE. Nomenklatura logiczna , wykonanie z tego co udało nam się zobaczyć, pomacać i posłuchać nie pozostawia niedosytu a świadomość, iż nowe zabawki zamiast w CHRLD powstają w japońskiej Shirakawa Audio Works może znacząco wpłynąć na postrzeganie marki.

Esoteric w tym roku swoje pomieszczenie odsłuchowe ukrył za częścią ekspozycyjną, więc z tego co widziałem docierli do niego jedynie najgorliwsi akolici marki.

Lansche Audio bez większego medialnego szumu wzbogaciło portfolio o wyposażony w plazmowy tweeter model 9.2.

Nieco skromniej, choć równie w dystyngowanej czerni prezentowały się z Peak Consult Phoenix z towarzyszącą im elektroniką Ypsilona. W roli źródła miło było zobaczyć i usłyszeć gramofon Döhmann Helix 1 MKII z ramieniem Schröder i wkładką My Sonic Lab Signature Platinum.

Nic a nic ze skromnością nie miał za to wspólnego system, w którym na honorowym podium spoczął topowy Atlantis Reference DAC WADAX-a a na zakończeniu równie „nieskromnych” przewodów Fono Acustica stanęły znane z początku relacji Kharmy.

Kondo, to Kondo, więc obecność obowiązkowa.

Transrotor po raz kolejny pochwalił się Metropolisem I niejako przy okazji wyciągnął ze swoich przepastnych archiwaliów zdecydowanie starsze modele, jak AC z … 1976r.

Focal i Naim w jednym stali domu … czyli kilka słów o historii, współczesności i planach na przyszłość a przy okazji nowe okleiny, jubileuszowe wspominki pod postacią odświeżonych na tenże okoliczność kolumn Spectral 40th.

Piega i Primare to dość nieoczywiste połączenie a tymczasem grało toto nad wyraz przyjemnie.

Duńczycy z Gato Audio postanowili nieco przeorganizować nie tylko własną stronę www, lecz również tematykę dystrybucji i spróbować szczęścia ze sprzedażą bezpośrednią. Co przyniesie przyszłość czas pokaże, ale trzymamy za nich kciuki, bo ich elektronika i kolumny grają po prostu świetnie.

Ekipa Octave zapowiedziała premierę amplifikacji opartej na 300B I słowa dotrzymała. Jeśli jednak ktoś liczył na coś filigranowego, to … srodze się zawiódł, gdyż nowe 300-ki swą posturą dorównują topowym monosom z serii Jubilee.

Mała powtórka z rozrywki, czyli system TAD-a, który mieliśmy przyjemność już dla Państwa opisywać po ostatnim Audio Video Show.

Dynaudio w tym roku postanowiło uwagę odwiedzających ich ekspozycję skupić na serii Confidence i trzeba przyznać, że spięte z elektroniką Moona 30-ki świetnie się w roli wabika sprawdziły.

Dan D’Agostino, czyli skromnie i tanio już było. Tutaj liczy się iście bizantyjski przepych i zegarmistrzowska precyzja. Nie ma jednak co rozpaczać, jeśli bowiem topowe monosy są poza zasięgiem, to niejako na otarcie łez w ofercie Dana pojawiła się „budżetowa” i w dodatku „usieciowiona” integra z serii Progresion.

W ramach powrotu na Ziemię zaserwowałem sobie kilka minut w towarzystwie kolumienek Dali i elektroniki NAD-a. I wiecie Państwo co? Da się z tym dźwiękiem żyć, tylko szkoda, że wystawcy „zapomnieli” o kolcach, o bas jak to się ładnie mówi nieco się „luzował”.

Śmiało mogę stwierdzić, że High End bez wizyty w „budce” Ayona nie byłby tym samym, c odo tej pory. Nie chcąc więc przerywać wieloletniej tradycji i tym razem zajrzałem do Gerharda i to dwukrotnie, by za drugim podejściem załapać się na pasjonujące opowieści samej Lyn Stanley dotyczące realizacji jej najnowszego albumu.

Do budki Lumina dotarłem w czwartkowe późne popołudnie, czyli w porze, gdy wystawowe alejki open space’a mocno się wyludniły, więc korzystając z okazji mogłem jedynie w towarzystwie obsługi spokojnie posłuchać całego systemu. Systemu, w którym oprócz wiadomej elektroniki zagościły „budżetowe TIDAL-e”, czyli kolumny Vimberg. Bez napinki, bez wyczynowości, ale ze wszystkim co w muzyce niezbędne. Idealne miejsce na dłuższą chwilę wytchnienia.

Wytchnienia, które niestety prysło jak bańka mydlana po wizycie w „kiosku” ESD Acoustic. Doprawdy nie wiem, co im odwiedzający takiego strasznego zrobili, ale po kwadransie z tym systemem bałem się, że pisk w uszach będę słyszał do końca wystawy. Gwałt przez uszy pełną gębą. Gombrowicz byłby kontent jak diabli.

Przesiadka do pokoju Kii podziałała jak prawdziwy balsam. Może to i bardziej lifestyle’owe aniżeli audiofilskie podejście do reprodukcji dźwięku, ale … przynajmniej odsłuch nie boli a i domownicy nie muszą się habilitować z zawiłości obsługi.

Najbardziej nowościami obrodziło chyba w Chordzie, gdyż oprócz wzmacniaczy Ultima 2 i 3 światło dzienne ujrzało wielce intrygujące, dedykowano fanom analogu maleństwo – phonostage MM/MC Huei, którego cena została wstępnie ustalona na całkiem rozsądne 999 £.

AVM postawił na minimalizm, prostotę i oczywiście własny gramofon z przepięknie podświetlonym talerzem. McIntosh ma groźnego rywala ;-)

No dobra, żarty na bok, bo jeśli chodzi o gramofony, to TechDAS wytoczył najcięższe i to dosłownie, bo 400 kg, działo, czyli flagowy i w dodatku limitowany do zaledwie kilkudziesięciu sztuk gramofon Air Force Zero.

Métronome i Kalista to pokrótce kwintesencja francuskiej estetyki dźwięku. Jest rześko, zwiewnie i nieco sterylnie, jednak również niezwykle gładko i swobodnie.

Diametralnie inną stylistykę, tak pod względem wzornictwa, jak i brzmienia można było poznać w pokoju, gdzie stały intrygujące Blumenhofery Gran Goia zasilane monoblokami KR Audio DX 100 a odłam cyfrowy reprezentowały Aqua La Formula xHD DAC wraz z transportem CD La Diva. Niby swobodą i rozdzielczością powyższy set niczym nie ustępował francuskiemu sąsiedztwu, jednak poziom wysycenia i soczystości Blumenhoferów był zdecydowanie bliższy moim prywatnym preferencjom.

W Avantgarde bez zmian – tuby wspierane korzystającymi z dobrodziejstwa DSP modułami basowymi nie wychodzą z mody.

Kef + Hegel to od lat zggrany tandem. Nie inaczej było w tym roku.

Nie inaczej sprawy się miały z Wilson Audio Sasha DAW i elektroniką Spectrala, z tą tylko różnicą, iż ww. set operował na zdecydowanie wyższych pułapach audiofilskich doznań.

Thöress swój system okablował równie undergroundowymi, co jego elektronika przewodami Luna Cables, w roli źródła wykorzystał dwa gramofony 101.3 Merrill-Williams a o adaptację akustyczną zadbał Cezary Woś z acoustic manufacture .

Ustroje acoustic manufacture można było „usłyszeć” również w systemach Gauder Akustik, gdzie Dark-i grały z lampami Westend i legendarnymi Western Electric.

Mag-Lev, czyli zaklinania rzeczywistości i praw fizyki ciąg dalszy. Tym razem pomóc w sprzedaży, bo przecież nie dźwiękowi, pomóc ma biała i czarna limitacja (142 szt.) obsypana kryształkami Swarovski’ego. Krzyżyk na drogę.

Powrotem do normalności okazała się wizyta na stanowisku KECES-a oferującego nie tylko wyśmienite zasilacze i kondycjonery, lecz również operującą na sygnałach audio elektronikę. Moje zainteresowanie wzbudził nowy przedwzmacniacz gramofonowy Ephono, który w cenie 699€ może okazać się trudny do pokonania przez zdecydowanie bardziej utytułowaną konkurencję.

Podobnie korzystną relacją jakości do ceny charakteryzują się fińskie kolumny Amphiona, które nie wiedzieć czemu cały czas nie mogą przebić się na naszym rynku.

Za to najmniejszych problemów z rozpoznawalnością nie ma elektronika Musical Fidelity. Zunifikowany design, brak udziwnień i solidne brzmienie bronią się od lat. Oby tak dalej.

O tym, czy „słychać kable” na własne uszy można było przekonać się w AudioQueście a patrząc na to, że wbicie się do ich pokoju ze względu na pełne obłożenie i zajęło mi bez mała trzy dni świadczy tylko o tym, że chętnych i niedowierzających nie brakowało.

W temacie kabli co nieco do powiedzenia miał również Furutech dopieszczający swe przewody z pomocą NCF Boosterów , również w odmianach Signal-L.

W tegorocznej relacji nie mogło również zabraknąć Estelona, które swoją elegancją i wysublimowaniem potrafią zauroczyć nawet najbardziej nieprzejednaną Panią domu oraz dekoratorów wnętrz.

A na deser, dla najwytrwalszych czytelników bonus w postaci fikuśnego turladełka, czyli kruczoczarnego Bugatti Chiron do którego wstęp był jedynie pod warunkiem pozostawienia na zewnątrz … obuwia. Doprawdy trudno sobie wyobrazić co czuli „opiekunowie” stanowiska po 10-godzinnych inhalacjach w nieco klaustrofobiczny wnętrzu tego bolidu.

Ja w tym momencie dziękuję już za uwagę i przekazuję głos Jackowi, który lada moment podzieli się z Państwem swoimi wrażeniami zarówno z hifideluxe, jak i High Endu. Do zobaczenia w przyszłym roku.

Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. High End 2019

„Polski Pokój” na High End w Monachium

Już 9 maja rozpocznie się największe święto dla miłośników sprzętu audio – międzynarodowe pokazy High End w Monachium. Ogromna przestrzeń wystawiennicza, setki marek, nowości, trendy, a przede wszystkim prawdziwy high-end. Wśród wielu globalnych firm i wielkich korporacji także mniejsze manufaktury i ręczna produkcja. Pomiędzy wielkimi budżetami, również te mniejsze, ale nie gorsze, bo tworzone z pasją. Taki właśnie będzie „Polski Pokój”, w którym zagra analogowy system złożony z gramofonu J.Sikora, wzmacniacza lampowego EGG-SHELL, tubowych kolumn głośnikowych hORNS i okablowania Albedo.

Janusz Sikora zaprezentuje gramofon Standard MaxBronze Special Edition wyposażony w dwa ramiona J.Sikora Kevlar® 12″. W skrócie KV12 to absolutna nowość – pierwsze na świecie ramię z rurką wykonaną z włókien aramidowych. Ramiona te dopiero co (1 maja) weszły do oficjalnej oferty producenta.

Firma Encore Seven, twórca marki EGG-SHELL zaprezentuje wprowadzony niedawno do oferty model lampowego wzmacniacza zintegrowanego TanQ, reprezentującego klasę A (Single Ended), który jest obecnie flagowym produktem w ofercie bielskiej firmy. Specjalnie na prezentacje w Monachium, wzmacniacz wyposażony został w kwadrę lamp KT88 czeskiej firmy KR Audio, której ręcznie produkowane lampy elektronowe uznawane są obecnie za jedne z najlepszych na świecie.

Firma hORNS, która w ostatnim czasie dynamicznie rozszerza swoje portfolio produktowe, dołoży do systemu kolumny głośnikowe Symphony. To dwudrożne tubowe kolumny podłogowe, których impedancja 8 Ohm i skuteczność na poziomie 95 dB stwarza doskonałe warunki dla współpracy ze wzmacniaczami lampowymi niewielkiej mocy. Marka hORNS znana jest z ciekawych rozwiązań projektowych i unikalnego wzornictwa i w tym duchu podążają także Symphony wykończone od frontu gładkim kolorem szarym, a po bokach fornirem polakierowanym na wysoki połysk.

Firma Albedo znana z produkcji wysokiej klasy srebrnych przewodów audio zapewni komplet okablowania. Będą to monokrystaliczne przewody głośnikowe Metamorphosis, dedykowane do wzmacniaczy lampowych klasy A przewody sygnałowe Solid i Monolith Reference oraz nowe produkty w ofercie – przewody zasilające Gravity I, Gravity II. Oprócz tego system uzupełnią podstawki antywibracyjne CERMO.

Polski Pokój na High-End w Monachium: Atrium 4.2, F231a.