Tag Archives: NuPrime AMG HPA


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. NuPrime AMG HPA

NuPrime AMG HPA & Erzetich Charybdis

Opinia 1

Przygodę ze słoweńską manufakturą … nie, tym razem nie będzie o dopiero co obcmokanej przez Jacka Kuzmie, lecz o zdecydowanie młodszej i operującej w innym segmencie asortymentowym Erzetich Audio zaczęliśmy nieco ponad trzy lata temu od … trzech audiofilskich, wydanych na złocie albumów. Czyżby zatem sprawca całego zamieszania – Blaz Erzetich w tzw. międzyczasie popełnił kolejny dedykowany złotouchym krążek? Oczywiście, gdyż światło dzienne ujrzał „L’odyssée des ombres” o zaskakująco zgodnej z portfolio marki playliście, lecz tym razem, dzięki uprzejmości białostockiego Rafko mogliśmy pochylić się nawet nie nad mainstreamem, co zwieńczeniem słoweńskiego tym razem już „sprzętowego” portfolio, czyli topowymi słuchawkami Charybdis na których test, w towarzystwie wzmacniacza NuPrime AMG HPA, serdecznie zapraszamy.

Wbrew zwyczajowemu układowi i zarazem tradycji, zanim skupię się na walorach wizualnych i sonicznych pozwolę sobie skreślić kilka słów o ergonomii tytułowych słuchawek, bowiem pół żartem, pół serio w przypadku Charybdis-ów można, z lekkim przymrużeniem oka uznać, że rzeczywiście mamy do czynienia z „nagłownymi kolumnami”, czyli niejako na odwrót jak podczas odsłuchów Avantgarde Acoustic Trio Luxury Edition 26, kiedy momentami mieliśmy wrażenie obcowania ze „stacjonarnymi słuchawkami”. Skąd ten dość karkołomny wniosek? Jak z pewnością zdążyliście się Państwo domyślić z ich zauważalnej i zarazem nad wyraz absorbującej – wynoszącej imponujące 740 g (bez przewodu sygnałowego) wagi. Jeśli powyższa wartość nie robi na Was wrażenia, to pozwolę sobie w tym miejscu na małą, uświadamiającą dygresję. I tak, bazując li tylko na naszym bajkopisarskim dorobku i biorąc pod lupę pełnowymiarowe, skierowane ku najbardziej wymagającym odbiorcom słuchawki z powodzeniem możemy, wzorem bokserskich kategorii wagowych, podzielić je na wagi:
– Muszą (poniżej 300g) jak Audio-Technica ATH-ADX5000 (270 g),  czy  Audio-Technica ATH-A2000Z (294 g)
– Lekką (300 – 400 g): ULTRASONE Edition 15 Veritas (314 g), HiFiMAN HE-R10D (337 g), Denon AH-D9200 (375 g),  Denon AH-D7200 (385 g), Fostex TH900mk2 (390 g), OPPO PM-1 (395 g), Audio-Technica ATH-AWAS (395 g), OBRAVO HAMT-3 MKII (398 g)
– Półciężką (400 – 500g): HiFiMAN Arya Stealth Magnets (404 g), Audeze LCD-5 (420 g), HiFiMAN Susvara (450 g), HiFiMAN HE1000 (480 g), Focal Utopia (490 g), HiFiMAN HE-R10P (495 g)
– Super ciężką (> 500g): Audeze LCD-3 (600g), Final Sonorus X ( 640g), Audeze LCD-XC (650 g)
Mówiąc wprost i pozostając jeszcze przez chwilę w metaforyce sportów kontaktowych nasze dzisiejsze gościnie w starciu z dotychczas najcięższymi Audeze LCD-XC prezentują się podobnie jak Hafthor Julius Bjornsson przy Eddiem Hallu. Dlatego też, tym razem już całkiem poważnie, decydując się na nie warto zadbać o odpowiednie siedzisko z na tyle wysokim oparciem, by odciążyć kark i szyję, które podczas odsłuchów najbardziej będą odczuwały ów „słodki ciężar”. Całe szczęście mięsiste pady są szalenie wygodne i delikatnie okalają nawet duże małżowiny, więc, co z resztą organoleptycznie zweryfikowałem, również i okularnicy nie muszą obawiać się nazbyt dużego docisku, czy też rozgotowanych kalafiorów po kilkugodzinnej nasiadówce.
A wracając, jak to zwykł mawiać klasyk do „ad remu” i jak to udało nam się zasygnalizować podczas sesji unboxingowej tytułowe słuchawki dostarczane są do użytkownika końcowego w eleganckiej srebrnej, suto wyściełanej gąbką metalowej walizce a wraz z nimi szczęśliwy nabywca otrzymuje odłączany przewód sygnałowy, dodatkowy zestaw welurowych (alcantara?) padów i przejściówkę z 4-pinowego XLR-a na 6,3mm Jacka. Wprawne oko zauważy również miękki, atłasowy woreczek i … regulowany pas naramienny , który można przypiąć do transportowej walizki, co z pewnością ułatwi ich transport (chociażby w trakcie oszukiwać optymalnego wzmocnienia).
Nie da się ukryć, iż już od progu uwagę zwracają potężne, wykonane na obrabiarkach CNC aluminiowe muszle z charakterystyczną krzyżową perforacją przywodzącą na myśl logotyp Rammsteina, oraz zdolny utrzymać je w ryzach carbonowy pałąk. Usatysfakcjonowani powinni być również eco- i vege- zorientowani odbiorcy, bowiem zgodnie z zapewnieniami producenta zamiast materiałów „odzwierzęcych” sięgnięto po równie miękką, acz sztuczną skórę do wykonania padów a pas nagłowny pokryto materiałem przypominającym konsystencją gumę/sztuczną skórę. Od strony technicznej wiadomo jedynie, iż mamy do czynienia z konstrukcjami otwartymi (co widać), wokółusznymi (co wypada zweryfikować na własnym czerepie) i planarnymi o impedancji 43 Ω. Ani słowa o obsługiwanym paśmie, skuteczności, czy nawet średnicy użytych drajwerów. Bo i po co, skoro produkt ma się bronić dźwiękiem a nie sążnistą metryką, która de facto, jak to papier ma w zwyczaju, przyjmie wszystko, lecz dźwięku nijakiego nie wyda.
Z kolei NuPrime AMG HPA to niejako nasz stary, dobry znajomy wykorzystywany m.in. w trakcie odsłuchów HiFiMAN-ów Arya Stealth Magnets, więc zainteresowanych pozwolę sobie odesłać do naszego archiwum a tym, którym wystarczą jedynie podstawowe informacje zdradzę, iż ww. jednostka oprócz oczywistej funkcji wzmacniacza słuchawkowego zdolnego wysterować słuchawki o impedancji 8Ω jest pełnokrwistym liniowym preampem o impedancji wejściowej 1 MΩ. W dodatku na wejściu pracują (w klasie A) nisko szumne tranzystory JFET a w pełni zbalansowany układ wzmocnienia zawiera niezależne obwody dla wejść, głośności, wzmocnienia i wyjścia. Warto również wspomnieć, iż regulacja głośności jest realizowana na dwóch układach MUSES72320. Od strony użytkowej na froncie znajdziemy oprócz trzech wyjść słuchawkowych (4-pinowe XLR i zbalansowane 4.4mm, oraz klasyczny 6,3mm duży Jack) biało niebieski wyświetlacz, oraz dwa srebrzyste hebelki odpowiedzialne za wybór wzmocnienia oraz odcięcie wyjść liniowych. Za włączenie/uśpienie urządzenia, regulację głośności i wybór źródła odpowiada okupujące prawą flankę wielofunkcyjne pokrętło. Z kolei na plecach napotkamy po parze wyjść RCA/XLR oraz imponujący zestaw wejść w składzie para XLR i trzy pary RCA, które uzupełnia zintegrowane z włącznikiem głównym gniazdo zasilające. Jak łatwo się domyślić aplikacja przewodu zasilającego wyposażonego w solidny wtyk praktycznie uniemożliwi obsługę ww. włącznika, co ma swoje dobre strony, gdyż urządzenie pozostawać będzie w czasie bezczynności w stand-by.

No dobrze, dość teorii, czas na zajęcia praktyczne, czyli możliwie stabilne umoszczenie się w fotelu z na tyle wysokim oparciem, by „przejęło” choć część obciążenia z karku, który podczas kilkugodzinnych sesji odsłuchowych będzie miał co dźwigać. I proszę potraktować powyższe działania / sugestie zupełnie poważnie, gdyż bynajmniej nie należę do wiotkich jak trzcina sączących owsiane latte przedstawicieli pokolenia „płatków śniegu”, którzy od samego widoku czegokolwiek cięższego od MacBooka Air dostają skoliozy a raczej z racji swej ogropodobnej postury zazwyczaj wszystko jest dla mnie za małe i nazbyt delikatne. Tymczasem w przypadku Charybdis-ów śmiem twierdzić, że i crossfitowa zaprawa by nie zaszkodziła.
Niemniej jednak, gdy tylko tytułowy „hełmofon” wylądował na mym czerepie a z wyciętych z bloków aluminium muszli dobiegły pierwsze dźwięki „Fear Inoculum” TOOL jasnym się stało, że nieprędko z ww. fotela się podniosę. To nie był jednak przysłowiowy strzał i uderzenie o podłogę (stolik kawowy) opadającej szczęki, lecz pewne, w dodatku całkowicie naturalne przewartościowanie moich wyobrażeń i przyzwyczajeń związanych z odsłuchami. W dodatku całkowicie zrywającymi z konotacjami związanymi z systemami stacjonarnymi, bądź słuchawkowymi, bowiem topowe Erzetich-y grają nie jak cokolwiek z jednego bądź drugiego obozu sprzętowego, lecz grają muzykę. Ba, grają też wszystko pozamuzyczne i niezależnie od tego, czy chodziło o odgłosy burzy na „10,000 Days (Wings Pt 2)” czy też ptaszy skrzek na „Mockingbeat”, gdyż oba „efekty specjalne” wypadły nie tyle realistycznie, co po prostu jak „na żywo”. A skoro jak na żywo, to jak na miły Bóg oceniać równowagę tonalną, lokalizację źródeł pozornych, czy też gradację planów? Przecież w tym momencie owa ocena nie zależeć będzie od reprodukującego materiał źródłowy medium / ustrojstwa – w tym wypadku słuchawek, lecz zdolności percepcyjnych odbiorcy / użytkownika. To przecież tak jakby patrząc na ten sam dajmy na to toskański, bądź alpejski krajobraz każdy z nas widział / zwracał uwagę na coś innego. I niby wszyscy patrzymy na to samo, jednak każdy widzi „swoje”. I tak właśnie działają Charybdis-y. Oferują pełnię informacji, ot tak – same z siebie i bez jakiegokolwiek wysiłku i ciśnienia na wyczynowość a już sposób i intensywność interpretacji, czy wręcz chęci poznania, zagłębienia się w złożoności kompozycji pozostawiają czy to zdolnościom, czy też dobrym chęciom ich „nosicieli”. Urzekająca jest jednak ich rozbrajająca naturalność i liniowość / prostolinijność. One niczego nie podkręcają, nie dopalają i nie intensyfikują, są więc zaprzeczeniem stereotypowych wyobrażeń o High-Endzie, który powinien, przynajmniej zgodnie z owymi zupełnie oderwanymi od rzeczywistości oczekiwaniami za przeproszeniem ściągać majtki przez głowę. Pół żartem pół serio można byłoby uznać, że są słuchawkowym odpowiednikiem Carlosa Santany, który zapytany w trakcie jednego z wywiadów ile dziennie musi ćwiczyć, żeby grać tak jak gra z rozbrajającą szczerością odpowiedział, że zupełnie nie rozumie o co redaktorowi chodzi, bo On niczego nie musi i gra tylko wtedy kiedy chce. No i od razu pojawiły się argumenty, że przecież ten i ów bynajmniej nie jakiś drugoligowy szarpidrut przez ileś godzin dzień w dzień szlifuje warsztat katując coraz bardziej karkołomne riffy. Na co Carlos tylko się uśmiechnął i stwierdził, że najwidoczniej owi inni muszą a on nic na to nie poradzi. I Charybdis-y też się właśnie tak pobłażliwie uśmiechają zabierając nas w magiczną podróż po Abbey Road w towarzystwie rozwrzeszczanej ferajny z Architects („For Those That Wish To Exist At Abbey Road”), odkrywając wraz z Davidem Gilmourem tajemnice antycznego amfiteatru w Pompejach („Live At Pompeii”), czy też kontemplując z Michelem Godardem pełne ciszy i spokoju sakralne wnętrza Opactwa Noirlac („Monteverdi – A Trace of Grace”). Nie jest zatem tak, że za każdym razem dostajemy stadionowy rozmach, czy studyjną ciszę, lecz w zależności od nagrania dokładnie to, co na nim się znalazło i gdzie zostało „popełnione”. Tylko tyle i aż tyle. Nie da się jednak ukryć, że choć namacalność – poczucie obecności artystów w naszym otoczeniu oferowane przez tytułowe słuchawki potrafi przyprawić o gęsią skórkę, to próżno doszukiwać się tu maniery wypychania przed szereg, bądź wręcz pakowania ich na nasze kolana, o wnętrzu czaszki nawet nie wspominając. Po prostu na ów immersyjny realizm składa się bezlik pozornie błahych niuansów, jak m.in. adekwatna aura pogłosowa, odwzorowanie ruchu scenicznego, czy nawet siły emisji artystów, które suma summarum sprawiają, że z pasywnych obserwatorów przeistaczamy się w czynnych uczestników a mechaniczna reprodukcja ewoluuje do iście „jamowej” sesji zgrywanej na 100-kę. Bez majstrowania przy konsolecie i bez usilnego poprawiania rzeczywistości. Dlatego wybaczcie Państwo, że tym razem nie będę rozwodził się nad perlistością góry pasma, soczystością średnicy, czy pulsującym i zróżnicowanym basem zdolnym kruszyć nie tylko rodowe skorupy, co i plomby w ósemkach, gdyż po prostu bym konfabulował zrzucając na karb słuchawek działania i efekt „wizji” realizatorów poszczególnych nagrań a tego bym nie chciał. Dlatego też jeśli tylko będziecie mieli okazję załóżcie Erzetich Charybdis na głoowę i na własne uszy przekonajcie się jak naprawdę brzmią Wasze ulubione utwory i co tak naprawdę potrafią hołubieni wykonawcy.

Kilkutygodniowy kontakt z Erzetich Charybdis uświadomił mi m.in. skąd wzięła się taka „chemia” między nami. Otóż któregoś popołudnia, gdy mając już wszystkiego po kokardę, chcąc zostać sam na sam z własnymi myślami zakładałem je na czerep i nagle Bingo! Przecież to, co i jak robi Blaz Erzetich niemalże idealnie pokrywa się z pomysłami jednego z moich ulubionych zegarkowych micro-brandów – amerykańskim Aragonem. A tytułowy hełmofon wydaje się idealnym towarzystwem do największego w mojej kolekcji 55 mm i ważącego bagatela ponad 240g z silikonowymi „portkami” i blisko 400g z bransoletą „prodiża” – Gauge 3G 8040.N. To ten sam designerski, jakże uroczy i bliski memu sercu brutalizm w rozmiarze XXL, obok którego pomimo najszczerszych chęci nie potrafię przejść obojętnie. Chociaż, biorąc pod uwagę ukojenie jakie słoweńskie nauszniki przynoszą śmiało można je uznać za audiofilską alternatywę … koca obciążeniowego ;-) Krótko i już nieco bardziej serio mówiąc, jeśli kiedykolwiek miałbym konfigurować ultra high-endowy system słuchawkowy, to o ile co do wzmocnienia nie mam jeszcze żadnych sprecyzowanych typów, to już nie widzę większego sensu szukania czegoś lepszego od Charybdis-ów, które wcale nie są najdroższymi słuchawkami jakie nie tylko miałem u siebie na testach, o dostępnym na rynku asortymencie nawet nie wspominając, lecz jeśli chodzi o jakość brzmienia, to … przewrotnie stwierdzę, że na pewno można drożej i lżej a czy lepiej … Cóż, niech każdy zainteresowany rzuci na nie uchem i samodzielnie wyciągnie stosowne wnioski. Ja takowy proces tentegowania w głowie mam za sobą a wnioskami się właśnie z Państwem podzieliłem.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable
– IC RCA: ZenSati Angel
– IC XLR: ZenSati Angel
– IC USB: ZenSati Angel
– Kable zasilające: ZenSati Angel
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + ZenSati Angel
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Next Level Tech NxLT Lan Flame; ZenSati Angel
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3

Opinia 2

Co prawda od zawsze miałem znakomite warunki do obcowania z muzyką z pełnowymiarowego systemu audio, ale był okres, w którym do maksymalizacji doznań często wykorzystywałem zestaw słuchawkowy. Wówczas był nim set złożony ze stosunkowo prostego wzmacniacza Pro Ject (wówczas był uważany za bardzo dobry produkt) i kultowych nauszników Senheiser HD 600. Niestety czas dla tego rodzaju zabawy w moje hobby okazał się być bardzo brutalnym i obecnie jedynymi zderzeniami z podobnymi konglomeratami są tak jak dzisiaj publikowane testy. Raz wypadające bliżej, a innymi razy dalej od ulubionej dla mnie estetyki prezentacji, ale zawsze sprawiające mi wiele przyjemności. I właśnie relację z ostatnio zaznanej przyjemności postaram się w niniejszym tekście przelać na klawiaturę. A bohaterami będą dostarczone przez białostockie Rafko, pochodzące ze Słowenii słuchawki Erzetich Audio Charybdis oraz wspierający je w testowym boju znany nam z wcześniejszych występów wzmacniacz NuPrime AMG HPA.

Jak widać na fotografiach, tytułowe słuchawki to sporej wielkości konstrukcje. Co więcej, na tle szerokiej gamy konkurencji za sprawą wspomnianego rozmiaru oraz użytych materiałów są stosunkowo ciężkie, bo swą wagą dobrze przekraczające poziom 700 gramów. Przyznacie, że sporo, co rzadko bawiąc się takimi konstrukcjami delikatnie odczułem po wielogodzinnej nasiadówie przy muzyce. Owszem, dla jednego to żaden problem, ale czasem dla drugiego choćby tak jak dla mnie jednak taka waga może być lekką niedogodnością. Naturalnie do zaakceptowania po stosownej akomodacji organizmu, ale nie mogłem o tym aspekcie nie wspomnieć. Ale zaznaczam, iż dużym marginesem tolerancji, bowiem lekko wyprzedzając fakty nawet jeśli na początku odczujecie pewne niedogodności, naprawdę warto z nimi dłużej poobcować, co postaram się obronić w kolejnej części testu. Jeśli chodzi o ogólną budowę, Charybdis są nie tylko ciekawe wzorniczo, ale także materiałowo. Pierwszy istotny temat to wokół-uszne muszle. Są nimi nietuzinkowo wyglądające, dzięki zastosowaniu płynnego połączenia poprzez pionowe pręty z wyposażonym w skórzane siodło nagłownym pałąkiem w kolorze czerni wijące się jak przysłowiowy wąż, a przez to idealnie układające się do owalu naszej głowy, mieniące się kolorem srebra aluminiowe sześciokąty. Bardzo ważnym elementem także z uwagi na grubość poduszki przylegającej do głowy oraz zastosowanego materiału są oczywiście bardzo grube pady. Wykonane z miękkiej eko-skóry co wespół ze wspomnianą rozmiarową „puszystością” samej poduszki na tyle komfortowo przylegające go głowy, że jedynym odczuwalnym niuansem ich użytkowania jest waga, a nie jak to często bywa zmęczenie skóry wokół naszych narządów przyswajania fonii spowodowane długim przyleganiem obcego materiału do ciała. Kreśląc kilka informacji o zastosowanej technologii przetwarzania sygnału najważniejszym jest zastosowanie przetworników planarno-magnetycznych. Kolejną realizacja pracy w technice systemu otwartego. Zaś ostatnią ich impedancja na poziomie 43 Ohm. W drogę do klienta rzeczone Erzetich Charybdis pakowane są w estetyczną, wyposażoną w wiele akcesoriów z okablowaniem na czele, aluminiową walizkę. Przyznam szczerze, że omawiany produkt od początku do końca, czyli rozpoczynając od samych słuchawek, a na związanej z ich użytkowaniem otoczce kończąc robi duże wrażenie. A czy adekwatne do oferty brzmieniowej dowiecie się z lektury kolejnego części testu.
Co do współpracującego w teście ze słuchawkami wzmacniacza celowo nie będę się rozpisywał, tylko zdając sobie sprawę z łatwości dotarcia do tych informacji przy użyciu naszej wyszukiwarki odsyłam zainteresowanych do stosownego testu. I nie dlatego, że mi się nie chce, choć zdając sobie sprawę z potencjalnego uprawiania tak zwanej powtórki z rozrywki taka myśl nasuwa się automatycznie, tylko NuPrime w tym starciu jest co prawda w odniesieniu do uzyskanego efektu brzmienia znakomicie dobranym, ale jednak dodatkiem. Zatem w celu znalezienia info o AMG HPA zainteresowanych zapraszam do wykorzystania forumowego pamiętnika.

Co miałem na myśli nieco przedwcześnie chwaląc tytułowe słuchawki nawet w obliczu ich pokaźnej wagi? Otóż rzadko piszę aż tak pochwalne opinie, ale przygotowany przez białostockie Rafko tandem zabrzmiał znakomicie. Nie dobrze, nie bardzo dobrze, tylko zjawiskowo. I nie chodzi, że ze znakomitą energią dolnego zakresu, bo to potrafi wiele konstrukcji, tylko z rzadko spotykaną jego rozdzielczością i kontrolą, co w połączeniu z w tym tonie zaprezentowaną średnicą oraz otwartością górnych rejestrów, a nade wszystko czystością podania materiału, było sięgnięciem absolutu. Muzyka oprócz świetnego osadzenia w masie z dobrą szybkością narastania sygnału tak jak lubię, była pozbawiona jakiejkolwiek mgiełki, a mimo to ku mojej uciesze umiejętnie unikała przy tym często występującej, na dłuższą metę meczącej nadinterpretacji w domenie wyrazistości. Wiadomym jest, iż taka estetyka braku limitacji ekspresji jest bardzo ważna, jednak tak bezpośredni sposób kreowania wydarzeń scenicznych zawsze ociera się o przekroczenie cienkiej linii dobrego smaku, co w razie porażki skutkuje szybkim zmęczeniem. Tymczasem w tym przypadku słoweńskie konstrukcje wyszły z tego zadania z przysłowiową tarczą. Było ekstremalnie dosadnie jeśli chodzi o krawędź dźwięku, jego energię oraz blasku spektaklu muzycznego, ale w służbie namacalności odbioru, a nie robienia często kończącego się porażką krótkotrwałego „łał”.
A przekonałem się o tym na przykładzie stosunkowo trudnej do odtworzenia płyty Michela Godarda interpretującej twórczość Claudio Monteverdiego „A Trace of Grace”. Najbardziej wymagającą kwestią w odpowiednim pokazaniu tej płyty jest utrzymanie w ryzach nisko grającej, pełnej energii, z czasem znakomicie zaznaczonym atakiem palca na strunę gitary basowej. Z jednej strony muskularnej, do tego jeśli system potrafi to utrzymać wijącej się modulowanym pomrukiem tuż nad podłogą, ale nie oszukujmy się swym bytem udowadniającej niebanalną istotę jej bytu w tym materiale. I w takim duchu pokazały ją Słowenki. Masowały moje membrany uszne soczystymi falami dźwiękowymi, jednak z zaskakująco drobiazgowym pokazaniem ich rysunku od inicjacji, przez niekończące się trwanie w eterze, po wygaszanie, co dawało świetny podkład do brylowania reszty równie istotnych dla tego materiału instrumentów. A były nimi nietypowy, bo prawdopodobnie skonstruowany na potrzeby tej sesji, obsługiwany przez pomysłodawcę nagrania serpent, po dostojny, czasem pełen artefaktów sonicznych nagromadzonej w nim po długich, nierzadko szaleńczych pasażach śliny saksofon. Znam ten materiał od podszewki, ale nigdy nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Chodzi oczywiście o podciągniecie najdrobniejszych smaczków dźwiękowych, ale bez jakiegokolwiek poczucia przedobrzenia. Dla mnie było to trafienie w punkt, bo emocjonalnie wciągające przez samą muzykę i estetykę prezentacji, co nie zawsze w aż takim stopniu zadowolenia ma miejsce.
Opisany efekt był na tyle ciekawy, że kolejnym punktem programu był oczywiście szaleńczy rock. Efekt? Otóż słuchawki oferowały drobiazgowe pokazanie każdego szczegółu, co mogłoby być problemem dla słabo zrealizowanego materiału, jednak dzięki esencjonalności i zwarciu oferowanej energii pierwsza z brzegu, skądinąd ulubiona przeze mnie formacja AC/DC z płytą „Highway To Hell” w wartościach bezwzględnych zabrzmiała równie dobrze, jak przed momentem interpretacja zapisów okresu Baroku. Było ogień i szybkość, ale też soczystość gitar oraz podparta body ekspresyjna wokaliza. Nic, tylko podnieść poziom wolumenu dźwięku do wymaganych dla tego rodzaju materiału i słuchać, co naturalnie z przyjemnością uczyniłem. I to na słuchawkach, które każdy realizacyjny problem w stosunku do systemu opartego o wolnostojące kolumny wręcz wbijają nam do głowy. Cuda? Nie, najzwyczajniej w świecie dostałem do testu bardzo dobry produkt.

Jak spuentuję powyższy opis? Powiem tak. Jedno jest pewne, to nie są słuchawki do zaspokajania egzaltacji ponadprzeciętną eterycznością wizualizowania muzyki w stylu marki STAX, czy Sennheiser. Jednakże z pełną świadomością oprócz reszty populacji „słuchawkowców„ polecam zapoznać się z nimi nawet wielkim wielbicielom przywołanych brandów. Naturalnie nie będzie to od zawsze hołubiona przez nich nirwana na bazie ponadprzeciętnej lotności muzyki, ale być może przez cały czas proponowana daleka od przerysowania, ale jednak spektakularna wyrazistość grania Erzetich Carybdis sprawi, że może nie od razu, ale za jakiś czas mrugną do nich okiem. Przesadzam? Nie, nie przesadzam, to naprawdę fajne słuchawki.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: Rafko / RMS
Producenci: NuPrime Audio, Erzetich Audio
Ceny
NuPrime AMG HPA: 10 395 PLN
Erzetich Charybdis: 13 999 PLN

Dane techniczne
NuPrime AMG HPA
Wejścia analogowe: para XLR, para RCA
Wyjścia analogowe: para XLR, para RCA
Wyjścia słuchawkowe: 6.3mm; 4.4mm zbalansowane Pentaconn, zbalansowane XLR
Impedancja wejściowa (XLR/RCA):1 MΩ @ 10 Hz ~ 200 kHz
Max. moc wyjściowa na wyjściach słuchawkowych
– 6.3mmJack: Max 2000mW @ 32 Ω / 150mW @ 600 Ω
– Zbalansowane: Max 3500mW @ 32 Ω / 300mW @ 600 Ω
wzmocnienie: 3,2 (High); 2,1 (Low)
Minimalna impedancja słuchawek: 8 Ω.
Dynamika: > 80 dB
Zniekształcenia THD+N: 0.05 %
Odstęp sygnał/szum: > 100 dB
Pasmo przenoszenia: 20 Hz to 200KHz (-3dB)
Współczynnik tłumienia przesłuchu: min. 80 dB @ 1 kHz
Bezpiecznik: Slow-blow, T2A, 250VAC
Wymiary (W x S x G): 55 x 235 x 300 mm
Waga: 2.5kg

Erzetich Charybdis
Konstrukcja: Planarne, nauszne, otwarte
Impedancja: 43 Ω
Przewód: 4-pin XLR + adapter 6,3 mm (2 m)
Waga: 740 g

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. NuPrime AMG HPA

NuPrime AMG HPA & Erzetich Charybdis
artykuł opublikowany / article published in Polish

W pełni zbalansowany wzmacniacz słuchawkowy i planarne słuchawki, to zestaw, któremu żadne arktyczne fronty atmosferyczne niestraszne. Dlatego też czym prędzej bierzemy się za rozgrzewkę z udziałem niskoprofilowego NuPrime AMG HPA i potężnych Erzetich Charybdis.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. NuPrime AMG HPA

NuPrime AMG HPA

NuPrime AMG HPA to najnowsza propozycja producenta z Tajwanu, która sprawia, że wydajność słuchawek przechodzi na wyższy poziom. Jest to pierwszy na świecie przedwzmacniacz stereo ze wzmacniaczem słuchawkowym o impedancji wejściowej 1MΩ.
Zgodnie z przyjętymi założeniami producenta, celem serii AMG jest dostarczenie ze źródła do reszty ogniw Twojego systemu audio jak najbardziej przejrzystego i szczegółowego sygnału. NuPrime AMG HPA charakteryzuje wysoka moc wzmacniacza słuchawkowego, w pełni zbalansowana konstrukcja oraz szerokie pasmo przenoszenia, gwarantując tym czyste i harmonijne brzmienie.
NuPrime AMG HPA został wyposażony w wyjścia słuchawkowe, dwie pary wyjść analogowych (XLR zbalansowane i RCA) oraz może być używany jako przedwzmacniacz z wejściami 1MΩ.

W celu osiągnięcia impedancji wejściowej na poziomie 1 MΩ, stopień wejściowy wykorzystuje ultra wysoką przepustowość i nisko szumowe tranzystory JFET. Obwody wzmocnienia używają modułu klasy A typu Signle-Ended bez ujemnego sprzężenia zwrotnego, uzyskując tym szeroką przepustowość pasmową oraz bogate harmoniczne drugiego rzędu.

Wzmacniacz został wyposażony w pełni zbalansowany układ wzmocnienia, który zawiera niezależne obwody dla wejść, głośności, wzmocnienia i wyjścia. Regulacja głośności jest realizowana na dwóch układach MUSES72320, osiągając w ten sposób całkowicie zbalansowaną, stustopniową skalę głośności. To najlepsza regulacja głośności, jaką może być zastosowana w tego typu produkcie i prawdopodobnie najlepsza dla każdego wzmacniacza słuchawkowego.

W zasilaczu zastosowano transformator R-Core oraz kondensatory filtrujące o pojemności 26000μF, zapewniając przy tym szybkie i stabilne zasilanie obwodów przedwzmacniacza.

Specyfikacja:
• przedwzmacniacz stereo ze wzmacniaczem słuchawkowym
• Typ: Tranzystorowy
• Klasa: A
• Stosunek sygnał/szum: > 100 dB
• Zniekształcenia THD: 0.05%
• Pasmo przenoszenia: 20 – 200.000Hz
• Impedancja wejściowa: 1.000.000 omów
• Wyjścia 2xRCA liniowe: 1
• Wejścia 2xRCA liniowe: 3
• Wyjścia 2xXLR: 1
• Wejścia 2xXLR: 1
• Złącze słuchawkowe:
6.3mm duży jack
4.4mm Pentaconn
• Wzmocnienie:
High: 3.2
Low: 2.1
• Napięcie wyjściowe: 2xRCA: 2V / 2xXLR: 4V
• Współczynnik tłumienia przesłuchu: min. 80 dB @ 1 kHz
• Zdolny do napędzania słuchawek o impedancji od 8 omów
• Zakres dynamiki: > 80 dB
• Pilot: TAK
• Wysokość: 5.5 cm
• Szerokość: 23.5 cm
• Głębokość: 30 cm
• Waga: 2.3kg

Cena: 9795 zł