Opinia 1
Sposobów na walkę z wibracjami degradującymi dźwięk naszych urządzeń mamy praktycznie tyle co ich wytwórców. Jedni „lecą w kulki” bądź parają się elastomerami, inni łączą sprężyny z silnymi magnesami a kolejni stawiają na wygaszanie drgań ponadnormatywną masą. Generalnie na tym polu panuje wolna amerykanka i jedynie od fantazji oraz zasobności portfela nabywcy zależy na jakim pułapie kończy się dopieszczanie posiadanego systemu. Jak jednak od dawien dawna wiadomo skuteczność konkretnego rozwiązania to jedno, lecz finalnie nie bez znaczenia okazuje się również aspekt użytkowo – wizualny, gdyż bądźmy szczerzy – nie wszyscy są miłośnikami granitowych katafalków, industrialnych instalacji, bądź dychotomicznie reagujących na najlżejszy dotyk stopek. I właśnie w tę niszę wpisuje się Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA, czyli rodzima platforma do „zadań specjalnych”, której niestraszne nie tylko niemalże ćwierćtonowe obciążenia, co przede wszystkim krytyczny wzrok Strażniczek naszych domowych ognisk, gdyż mówiąc wprost przez swą aparycję może stać się ozdobą niejednego salonu i systemu. Nie wierzycie Państwo? Cóż, jeśli sesja uboxingowa Was nie przekonała, to najwyższa pora na nieco bardziej sterylne ujęcia.
W przeciwieństwie do recenzowanego na naszych łamach jakiś czas temu podstawowego modelu Classic 40 tytułowa platforma CLASSIC 100 ULTRA nie jest monolitem, lecz wykonanym ze 140 warstwowej sklejki z fornirów o grubości 0,5mm każdy korpusem w którym niejako zatopiono polimerową platformę nośną i całość uzbrojono w firmowe, oczywiście grafitowe stopki, pod którymi można i jeśli nie chce się porysować podłoża wręcz należy zaaplikować stosowne podkładki. Standardowy rozmiar platformy to 495 x 465 x 100 mm, który zapewnia powierzchnię nośną 480 x 450 mm oraz nośność do 220 kg, co powinno zadowolić również posiadaczy potężnych końcówek mocy. Jak unaoczniają powyższe zdjęcia topowa wersja 100-ki prezentuje się wręcz obłędnie, gdyż satynowa czerń korpusu jedynie intensyfikuje miedzianą rudość płyty nośnej z naniesionym wzorem mozaiki złożonej z firmowych logotypów (molekuły grafitu). A właśnie, nie sposób nie wspomnieć o znacząco większym, metalizowanym firmowym oznaczeniu platformy umieszczonym w prawym narożniku. Znaczy się w dwóch narożnikach, więc niezależnie, czy ustawimy ja węższym, czy też szerszym bokiem jej pochodzenia raczej się nie wyprzemy.
Przechodząc do części poświęconej wpływowi Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA na posadowione na niej urządzenia w trakcie testów ze zdziwieniem odkryłem, iż jej sygnatura zmienia się wraz ze wzrostem masy lądującej na niej elektroniki. Dlatego też warto nieco z nią (platformą, nie masą) poeksperymentować i niezobowiązująco dać jej pograć w kilku miejscach systemu. A jak było u mnie? Cóż, począwszy od podkreślania aspektu plastyczności i muzykalności w przypadku „chodzącego” w wadze muszej i dodatkowo pozbawionego wewnętrznego zasilacza ok. 2 kg Lumïna U2 Mini po zdecydowane akcentowanie rozdzielczości i precyzji kreślenia źródeł pozornych 26 kg odtwarzacza Vitus Audio SCD-025 Mk.II, czy 40kg integry Vitus Audio RI-101 MkII. I to nie przy ustawianiu wszystkiego na podłodze, lecz na dyżurnym – sztywnym stoliku Solid Tech Radius Duo 3. Zacznijmy jednak od początku, czyli od dość nieoczywistego dopieszczenia transportu plików akcesorium droższym od niego samego, co z jednej strony przeczy nieco zdrowemu rozsądkowi i logice, lecz po pierwsze kto bogatemu zabroni, a po drugie ów przypadek pokazuje jakiż potencjał drzemie w tym niepozornym maluchu i ileż dobrego można z niego właśnie na drodze dopieszczania wycisnąć. A „Ultra 100-ka” wyciska z wrodzonym wdziękiem i elegancją pokazując, że da się zagrać pliki w sposób jeszcze bardziej organiczny i naturalny, jednocześnie nie tracąc nic a nic z ich natywnej rozdzielczości. Przykładowo, zazwyczaj dość jazgotliwy „Prophecy” Edge of Paradise nabrał przyjemnej ogłady, sybilanty przestały irytować swym szeleszczeniem a jednocześnie wgląd w nagranie i jego motoryka pozostały nienaruszone, więc nie ma tu mowy o tzw. efekcie „koca”. Można dzięki temu słuchać nie tylko głośniej, co przede wszystkim dłużej bez zmęczenia kąsającymi nasze synapsy dźwiękami.
Przesiadka na duński duet nieco zmieniła sytuację, albowiem aplikacja „Ultra 100-ki” pod znacząco cięższymi zawodnikami pokazała, że zamiast iść wydeptanymi wcześniej ścieżkami krainy łagodności można „otworzyć dźwięk” i zwiększyć jego wolumen energetyzując i zbierając w sobie jego najniższe składowe. Syntetyczny bas w „King” Lilith Czar (album „Created From Filth And Dust”) z platformą Graphite Audio nabrał tak mocy, jak i zróżnicowania a całość prezentacji zyskała na oddechu i przestrzenności. Nie było to jednak analityczne utwardzenie konturów, lecz jak już zdążyłem wspomnieć operowanie w domenie rozdzielczości poprzez eliminację pasożytniczych artefaktów zaburzających odbiór całości. Jak łatwo się domyślić owo otwarcie zaowocowało poprawą namacalności poszczególnych źródeł pozornych i to nie poprzez ich przybliżenie a właśnie precyzję zawieszenia w przestrzeni z zachowaniem właściwego dystansu od słuchacza. Nieoczywiste? Bynajmniej. Po prostu brak rozedrgania przełożył się na wewnętrzny spokój i stabilność pozycjonowania. Oczywistym beneficjentem takiego uporządkowania stały się wszelakiej maści wielkie aparaty wykonawcze i iście epicki repertuar, jak daleko nie szukając „Epic Orchestra – New Sound of Classical” w wykonaniu NDR Radiophilharmonie, gdzie swoboda artykulacji i brak limitacji pod względem dynamiki tak w jej odmianie mikro, jak i makro sprawiały, że raz sięgnąwszy po tego typu pozycję niejako z automatu dopisuje się do playlisty kolejne i z planowanego godzinnego odsłuchu robi się kilkugodzinny maraton a i tak na końcu pozostaje niedosyt, że z kolejną sesja trzeba będzie poczekać do dnia następnego, bądź dłużej.
I tak, w ramach podsumowania nie pozostaje mi nic innego jak tylko potwierdzić, że rodzima platforma antywibracyjna Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA intensyfikuje doznania związane z odbiorem muzyki reprodukowanej przez urządzenia na niej ustawiane. Warto jednak mieć na uwadze, iż obszar i intensywność zmian zależeć będzie przede wszystkim od wagi elektroniki na niej ustawianej, wiec stosowne testy w docelowych systemach są w jej przypadku tyleż mile widziane, co wręcz obligatoryjne.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Wszyscy na poważnie podchodzący do wyciskania z posiadanego systemu ostatnich soków wiemy, że odpowiednia stabilizacja elektroniki jest jednym z kluczowych tematów do rozwiązania. I tutaj pojawia się związany z wyborem konkretnej konstrukcji problem. Czy postawić nasze zabawki na czymś maksymalnie prostym i zazwyczaj stosunkowo niedrogim, ale w niepełnym stopniu realizującym powierzone zadania, czy pójść po tak zwanej bandzie i wybrać konstrukcję bardziej skomplikowaną, za to działającą w każdym założonym przez nas aspekcie. Jak widać na przykładzie dwóch pierwszych z brzegu pytań z niby prostej decyzji nagle robi się temat rzeka. Na szczęście dla Was rzeka, w której staramy się w miarę sprawnie poruszać. I właśnie realizując to zadanie w dzisiejszym spotkaniu wykonamy trzecie podejście testowe do produktu spod znaku Graphite Audio. Podejście, którego bohaterem po niegdysiejszych ocenach wszelakiej maści kolców i podstawek oraz „budżetowej” platformy Classic 40, tym razem będzie dostarczony przez producenta flagowy model platformy Graphite Audio Classic 100 Ultra.
Jaka jest budowa tytułowej platformy? Zapewniam, że wbrew pozorom mimo pojawienia się w opisie sformułowania „sklejka” konstrukcja może pochwalić się sporym skomplikowaniem technicznym. Chodzi o fakt wykorzystania sklejki najwyższej jakości, w której do wykonania jej odpowiedniej grubości w tym modelu wykorzystano aż 140 płatów naturalnego forniru o grubości 0.5 mm. To oczywiście informacja jedynie zdawkowa, ale mająca pokazać, determinację producenta do zaproponowania nam czegoś wyjątkowego. O tym jak wyjątkowego niech świadczy rozbicie tytułowego produktu na czynniki pierwsze. Pierwszym są autorskie polimerowe stopy stabilizujące konstrukcję osadzone w podobnym materiale w samej platformie. Kolejnym i oczywiście równie ważnym jest 70 mm grubości płyta nośna wykonana ze wspomnianych 140 warstw naturalnego forniru. którą na życzenie klienta w standardzie lakieruje się w kolorystyce RAL. Ostatni zaś czynniki bezkompromisowego podejścia do tematu to opcja wykończenia górnej połaci platformy zmieniającą finalny efekt tłumienia płytą polimerową z mozaikowym wzorem z wariacją nt. logo marki. Przyznacie, że produkt nosi znamiona nietuzinkowości. Jednak bez względu na wszystko najważniejszym dla nas jest, jak Classic 100 Ultra wpływa na posadowione na niej urządzenie, o czym skreślę kilka zdań w kolejnym akapicie.
Jak odebrałem aplikację źródła cyfrowego na rzeczonej platformie? Otóż ku mojemu zaskoczeniu efekt podążał całkowicie inną drogą, aniżeli w dwóch poprzednich przypadkach. Gdy wcześniej dźwięk ulegał ewidentnemu w dobrym znaczeniu tego słowa uspokojeniu, model Ultra owszem, również cechował fajny mir, jednak w pakiecie wyraźnie przyjemnie dla końcowego odbioru muzyki akcentował pewne składowe jej propagacji. Jak przystało na takie produkty, standardowo eliminował szkodliwe wibracje, co przekładało się na oczyszczenie prezentacji z jakby mgiełki w eterze, jednakże przy okazji muzyka w kwestii wagi jakby zebrała się w sobie. Jednak nie w sensie bolesnego odchudzenia, tylko poprawienia konturu, a przez to ataku i jako feedback ogólnego timingu. A to nie koniec ciekawych działań, bowiem oprócz przywołanych aspektów ze sfery kontroli dźwięku pozytywne działania platformy słychać było w lepszym oddaniu przestrzeni prezentacji i ogólnym zwiększeniu dźwięczności instrumentów. Gdybym miał określić to jednym, no może dwoma słowami, powiedziałbym, że muzyka jakby nabrała większej witalności i radości. Dlatego na wstępie napisałem o efekcie zaskoczenia. Najczęściej tego typu korygowanie brzmienia elektroniki kończą się popadaniem w zbytnie odchudzenie, czego w tym przypadku nawet na najmniejszym stopniu nie zanotowałem. Zanotowałem zaś efekt przyjemnego w odbiorze zachęcenia mnie do przesłuchania sporej kolekcji posiadanych płyt. Wszystkich nie będę dziś przywoływał, tylko na potrzeby pokazania wyniku sonicznego aplikacji dCS-a na Graphite Audio Classic 100 Ultra przywołam dwie pozycje z testu 40-ki.
Na początek wyrazisty w wygłaszaniu swojej wizji świata muzyki Rammstein z materiałem „Reise, Reise”. Wcześniej działania skutkowały jedynie wygładzeniem dźwięku w efekcie dającym lepszy wgląd w nagranie bez efektu przerysowania. Natomiast tym razem oprócz wcześniejszej eliminacji zniekształceń spowodowanych niestabilnością podłoża odbiór całości dodatkowo zyskał blask i zaliczył przysłowiowego, niezbędnego w tego typu muzie kopa. Po prostu pojawił się tożsamy z muzyką Rammsteina brzmieniowy ogień.
Drugim krążkiem z poprzedniego testu był jazz z repertuaru znakomitego trio Bobo Stensona „Cantando”. W tym przypadku efekt odczucia tchnięcia w muzykę dodatkowego pakietu witalności był ewidentny. Jednak w sobie tylko znany sposób kolejny raz odbierany jako duży pozytyw. To oczywiście pokłosie lepszej kontroli pracy kontrabasu i ogólnego wzmocnienia efektu rozmachu prezentacji, co dla tego rodzaju twórczości jest tak zwaną wodą na młyn. Nie wiem, jak to się stało, ale także tym razem podstawa zrobiła swoje bez żadnych skutków ubocznych.
Czy opisane przed momentem akcesorium spod znaku stabilizacji urządzeń elektronicznych może być propozycją dla każdego? Osobiście widzę dwie opcje związane z ofertą Graphite Audio. Pierwsza wymaga odpowiedzi na pytanie, czy swoje zabawki stawiacie na podłodze lub rachitycznych meblościankach? Jeśli tak, próba we własnym systemie powinna być wręcz obowiązkiem, gdyż z dużą dozą prawdopodobieństwa dopiero wówczas dowiecie się, co potrafią Wasze zabawki. Natomiast drugą opcję zweryfikuje odpowiedź na pytanie o poziom ciężkości brzmienia posiadanego zestawu? Jeśli przekaz jest soczysty, a nawet neutralny platforma Classic 100 Ultra również powinna znakomicie się sprawdzić. Jeśli natomiast brylujecie na krawędzi nadpobudliwości i zbytniej lekkości, wypróbujcie tańsze wersje oferty Graphite’a. Oprócz oczyszczenia dźwięku ze zniekształceń, dodadzą mu fajnego body. Ale żeby nie było, taki wybór będzie li tylko efektem Waszych błędów konfiguracyjnych, a nie problemem tytułowej podstawy antywibracyjnej.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80
Producent/dystrybutor: Graphite Audio
Cena: 27 000 PLN (paleta RAL)
Wymiary (ze stopami) S x G x W: 495 x 465 x 100 mm (+/- 3 mm)
Powierzchnia nośna: 480 x 450 mm
Stopy: 4 – regulowane (+/- 4 mm) + podkładki
Waga: 15 kg
Max. obciążenie: 220 kg
Chyba każdy z nas na własnej skórze zdążył przekonać się, iż stabilizacja nawet najprostszego konfiguracyjnie systemu audio jest bardzo istotną składową zabawy w dążeniu do obcowania z muzyką w okowach swojego domostwa. I gdy wydawałoby się, że posiadając takową wiedzę mamy z przysłowiowej górki, niestety w realnym zderzeniu z ogarnięciem tego tematu nie jest tak różowo. Problem w tym, że producenci zdając sobie sprawę z różnorodności finalnego wyniku sonicznego tego samego komponentu w zależności od stabilizowanej elektroniki, proponują wiele rozwiązań technicznych. Raz wykorzystują twarde lub miękkie konstrukcje monolityczne, innym razem sztywne, tudzież pływające kanapkowe, a wszystko w celu spełnienia potrzeb konkretnej układanki. Jakich potrzeb? To elementarz. Jedna po eliminacji wibracji reaguje zebraniem się dźwięku w sobie, inna nadaje mu większego body, a jeszcze inna oddechu. Wiem, bo osobiście nie raz się o tym przekonałem, a potem w podobnych do dzisiejszej epistołach kreśliłem kilka wskazówek, aby w na ile to możliwe łatwy sposób pomóc Wam w rozwiązaniu zastanego problemu. Co tym razem wpadło w nasze ręce? Markę oczywiście znacie z naszych łamów, a jest nią niedawno odwiedzany w trybie wakacyjnych podróży po przybytkach audio Franc Audio Accessories, który tym razem podrzucił do zaopiniowania niebagatelną rozmiarowo platformę antywibracyjną, w wersji testowej dedykowaną końcówkom mocy Wood Block Fat Platform.
Jeśli chodzi o garść technikaliów na temat omawianego postumentu, chyba najważniejszą informacją jest wykonywanie jego rozmiarów na konkretne życzenie klienta. Wspominałem, że dedykowany jest pod sekcję wzmocnienia, a ta w zaawansowanych systemach audio – choćby w moim przypadku – końcówki Gryphon APEX – często osiąga monstrualne wymiary. Niemniej jednak aby usystematyzować ofertę i przy okazji podać wstępną cenę, podstawowymi wymiarami wraz ze stopkami stabilizującymi na podłożu są 44 x 48 x 12 cm. Konstrukcja Fat-a w kwestii wykorzystanych materiałów w głównej mierze (konkretne szczegóły z wiadomych powodów nie są mi znane) opiera się na przedzielonych materiałem tłumiącym dwóch płatach MDF-u. Mierząca 25 mm dolna część zazwyczaj jest lakierowa, oraz 75 milimetrowa górna, która oprócz przywołanego lakieru w tej samej cenie może zostać oklejona ciekawym fornirem. Co ciekawe, producent dopuszcza wykonanie jej w carbonie lub innym wymyślnym materiale. Wszystko zależy od inwencji i pokrycia ewentualnych dodatkowych kosztów. Omawiany produkt finalnie osadzony jest na czterech firmowych stopach Ceramic Disc Tablette z trzema kulkami w każdej z nich, w roli absorberów niwelujących pochodzących od podłoża, niechcianych artefaktów wibracyjnych. Jak wynika z opisu, temat wydaje się być prostym, ale nie oszukujmy się, diabeł zawsze tkwi w nadających ostateczny szlif wpływu platformy na elektronikę szczegółach. Jakim sonicznym echem odbiły się pod dwoma końcówkami mocy Gryphona Mephisto i Apex? Na kilka strof zapraszam do kolejnej części tekstu.
W poprzednim akapicie wspominałem, że tego typu konstrukcje mają różny wpływ na brzmienie stabilizowanej zbieraniny audio. Raz wyszczuplają dźwięk, innym razem go nasycają, a jeszcze innym robią to, co stało się w przypadku opisywanej platformy Wood Block Fat. Co konkretnie? Otóż w momencie rozpoczynania prób testowych nie miałem żadnych specjalnych oczekiwań. Coś fajnego się zadzieje, dobrze. Coś mniej dla mnie atrakcyjnego, drugie dobrze, gdyż wiadomym jest, że co słuchacz to inne postrzeganie tych samych zjawisk i po prostu napiszę, jak było. Jak wynika z oświadczenia, podchodziłem do tego wydarzenia bez specjalnych oczekiwań i emocji, bowiem zadowolony z uzyskanej jakości brzmienia mojego zestawu nie planowałem żadnych systemowych roszad. Tymczasem przewrotny los miał co do tego zupełnie inne zdanie. Jakie? Otóż zastosowanie tytułowej platformy pod duńskie piecyki spowodowało ciekawe przewartościowanie projekcji muzyki. Owe zmiany odebrałem jako zwiększenie oddechu oraz tchnięcie delikatnego pakietu światła w wyższą średnicę, powodując tym sposobem poczucie większej lekkości podania całości, co dla mnie jest priorytetem. Nie rozjaśnianie, przy głośnym słuchaniu kończące się bólem uszu, tylko pewnego rodzaju napowietrzenie. A to nie koniec ciekawostek, gdyż aplikacja Fat-a pozostawiając energię średnicy na znanym mi poziomie, sobie tylko znanym sposobem wniosła swoje trzy grosze również w projekcji basu. Otóż nagle zrobiło się go nieco więcej. Naturalnie nadal pod kontrolą, jednak wyczuwalnie jakby bardziej soczystego. Przyznam, że efekt okazał się być na tyle ciekawy, że warty spojrzenia nań od strony potencjalnego zostawienia sobie tytułowego bohatera na stałe. Nie, żebym cierpiał na braki w napowietrzeniu góry i wyższej średnicy oraz dopaleniu dołu, ale dobrego dźwięku nigdy za wiele. Tym bardziej, że muzyka jednoznacznie nabrała większego drive’u, co w zderzeniu z moim szerokim repertuarem od jazzu, przez free, po mocny rock jest nie do przecenienia. Zazwyczaj takie ustroje działają jedno-płaszczyznowo, czyli albo dociążają, albo nadają lekkości prezentacji, czyli swoiste coś za coś. Tymczasem produkt Franc-a ciekawie odbił się echem w dwóch aspektach. I co najistotniejsze, bezinwazyjnie. Na tyle, że nie ucierpiała na tym dźwięczność i lotność grającego ciszą jazzu, a z drugiej strony mimo, że nacechowani większym animuszem niż zazwyczaj, krzykliwi rockmeni nadal byli bardzo strawni. I nie było znaczenia, czy wykorzystywałem muzykę jako panaceum na spowodowane codziennymi problemami życiowymi palpitacje serca – czytaj, słuchałem w miarę cicho, czy jako podniesienie dawki adrenaliny w pochmurny dzień, aby emocjonalnie się obudzić – gałka głośności odkręcona do poziomu dobrze rozumianego bólu, ustabilizowane rodzimą podstawą wzmocnienie systemu zawsze dawało wolny od zniekształceń, czyli w efekcie nacechowany transparentnością i wigorem, znakomity wgląd w każde nagranie. Owszem, czasem z jego problemami realizacyjnymi – jeśli takowe występowały w materiale, ale właśnie za to, że mimo fajnych działań był to spektakl prawdy, a nie lepienie wszystkiego na jednio kopyto, należą się konstruktorowi wielkie brawa. Na tyle prawdziwe z mojej strony, że dostarczony biało-czarny postument nie opuścił już mojego sanktuarium.
Czy tytułowy, zwieńczony ostatecznym zakupem produkt jest dla każdego? Cóż, najzwyczajniej w świecie nie. Czy to oznacza, że coś jednak z nim jest nie tak? Nic z tych rzeczy. Powody takiego status quo są jasne, a rozbijają się o różny wynik działania podstawy w zależności od zastanych warunków, współpracującej elektroniki i oczywiście oczekiwań potencjalnego nabywcy. Temat przerobiłem wielokrotnie – choćby z przywoływanymi wcześniej stolikami i wiem, że nie ma jednej recepty na wszystkie bolączki świata. Jednak bez względu na wszystko, w moim odczuciu działanie Franc Audio Accessories Wood Block Fat Platform jest na tyle uniwersalne, że nie widzę żadnej grupy melomanów, która przy jej użyciu mogłaby ponieść dramatyczną porażkę. Dlatego też, jeśli jesteście na etapie prac stabilizacyjnych swoich zabawek, skontaktujcie się z producentem lub współpracującym z nim sklepem, gdyż gra jak najbardziej warta jest świeczki.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Lumin U2 Mini + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END, FURUTECH e-TP80 ES NCF
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II
– docisk płyty DS Audio ES-001
Dystrybucja: SoundClub
Producent: Franc Audio Accessories
Cena: od 1250€
Dane techniczne
Wymiary standardowe: 480 x 440 x 120 mm- za dopłatą możliwość wykonania dowolnych z szeroką paletą różnorodnego wykończenia włącznie
Opinia 1
Skoro temat dedykowanych zastosowaniom audio stolików, przynajmniej na czas jakiś, mamy zamknięty i szans na mniej bądź bardziej dramatyczne przebudowy naszych systemów nie przewidujemy, nic nie stoi na przeszkodzie byśmy powrócili do eksploracji pozostałych akcesoriów antywibracyjnych. Tym oto sposobem zwróciliśmy uwagę na dość niepozorną, aczkolwiek podobno zaskakująco skuteczną, platformę dość regularnie pojawiającego się na naszych łamach szwedzkiego producenta Solid Tech o wszystko mówiącej nazwie Base of Silence, która trafiła do nas na testy dzięki uprzejmości dystrybutora marki – sopockiego Premium Sound. Jeśli zastanawiacie się Państwo cóż takiego zaoferował skandynawski sandwich na „resorach” nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do dalszej lektury.
Jak na załączonych zdjęciach widać mamy do czynienia z nader minimalistyczną konstrukcją. Ot przedzielony warstwą korka, jedno – (czarny/biały) , lub dwukolorowy, jak w przypadku dostarczonego na testy egzemplarza (oprócz wiśni dostępne są jeszcze warianty orzechowe i dębowe z białą bądź czarną podstawą) sandwich z MDF-u i korka przyozdobiony jedynie oczkiem poziomicy na platformie nośnej i firmowym logotypem w prawym narożniku frontu. Do tego dochodzą ledwo co wystające z podstawy cztery obute w korkowe podkładki stopki. Dokonując nieco bardziej wnikliwej wiwisekcji śmiało możemy uznać, iż budowa BoS (Base of Silence) jest do bólu prosta i obejmuje dwa elementy płytowe o wymiarach 495 × 435 mm z czego wykonana z fornirowanego HDF-u platforma nośna ma grubość 19mm, pod nią znajduje się 3mm warstwa korka i 30mm podstawa z MDF-u, w którą wpuszczono firmowe stopy antywibracyjne będące autorską wariacją nt. Disc of Silence HD, z których charakteryzującymi się mniejszą nośnością – bez dopisku HD, wersjami miałem do czynienia blisko dziesięć lat temu. Śmiem więc twierdzić, iż ich obsługa jest dziecinnie prosta i poradzi sobie z nią nawet osoba pozbawiona jakichkolwiek zdolności manualnych. Otóż na górnym kołnierzu zabezpieczonego od spodu korkową podkładką korpusu stopy ponawiercano po dwanaście niewielkich otworów w których aplikujemy stosowną ilość sprężyn, które z kolei mocujemy do analogicznych otworów w niewielkiej nakrętce umieszczonej w centrum ww., cylindrycznego korpusu nanizanej na śrubę ze stosowną akrylową platformą nośną. Proste? No przecież mówiłem, że takie właśnie będzie.
I jeszcze drobiazg dla niedowiarków oraz akcesoryjnych sceptyków – producent nie omieszkał w swych materiałach informacyjnych pochwalić się stosownymi wykresami z pomiarów potwierdzającymi skuteczność (i to blisko 90%) oferowanych rozwiązań.
Choć podobnie do swojego rodzeństwa Base of Silence powstają w Malmö, to patrząc na skrupulatność z jaką podawane są wytyczne dotyczące zależnych od ilości zastosowanych sprężyn rekomendowanych obciążeń można byłoby sądzić, że w składzie szwedzkiej ekipy R&D nie brakuje konsultantów ze … Szwajcarii. A jeśli takowych nie ma, to coś czuję w kościach, że któryś z odpowiedzialnych za BoS inżynierów ma mocno aptekarskie inklinacje. I tak, przy dwóch sprężynach „na nogę” zalecana waga ustawionego na platformie komponentu powinna wynosić od 8 do 30 kg, przy trzech 20-45, czterech 26 – 60, sześciu 40 – 90 i dwunastu 90 – 180 kg. Jak jednak sami Państwo widzicie powyższe, poza ostatnią parą, widełki wzajemnie się zazębiają, więc gdy i nasz drogocenny komponent łapie się na sąsiadujące rekomendacje, to dla spokojności sumienia warto przetestować obie konfiguracje i wybrać tę, która … bardziej przypadnie Wam do gustu. W ramach niezobowiązującej wskazówki jedynie wspomnę, że punktem wyjścia powinien być podzakres w którym waga naszego urządzenia przypada mniej więcej w jego połowie. Tyle teorii.
Jak z pewnością część z Państwa pamięta, bądź po prostu zerkając na pojawiającą się wraz z recenzjami dokumentację fotograficzną, przechodzi nad tym faktem do porządku dziennego, od ponad roku użytkuję sygnowany przez wiadomego wytwórcę stolik Radius Duo 3. Stolik, który, przynajmniej w mojej wersji jest konstrukcją sztywną. Wspominam o tym nie bez przyczyny, gdyż może on również występować w opcjonalnej, doposażonej w antywibracyjne moduły Radius Solo odsłonie, która co prawda zalotnie puszczała do mnie oko na etapie finalnej konfiguracji, jednakże właśnie z racji, wynikających z poczynań natury recenzenckiej nieustających i zarazem nieprzewidywalnych roszad, w praktyce okazałaby się niezbyt ergonomicznym rozwiązaniem. Może nie należę do osób ceniących sobie błogie lenistwo a nic nierobienie ewidentnie mnie męczy, jednakże świadomość konieczności dobierania odpowiedniej ilości sprężyn za każdym razem, gdy na miękko zawieszonej półce lądowałby nowy – poddawany wnikliwej analizie, komponent nader skutecznie skierowała mój wzrok w kierunku pozbawionej takowych nadprogramowych atrakcji solucji. Jednakże człowiek, ze szczególnym uwzględnieniem jednostek skażonych Audiophilią Nervosą do populacji których od ponad ćwierćwiecza się zaliczam, ma to do siebie, że nawet jeśli cokolwiek na początku uprościł, to w ramach dalszych działań udoskonalających ma tendencję do komplikacji. Tak też było i tym razem, gdyż skoro sam mebel był umownym – w końcu połączenia śrubowe to nie spawy, sztywnym „monolitem”, to co szkodziło wzbogacić go o platformę owej sztywności pozbawioną, która walkę z wibracjami prowadzi nie na drodze minimalizacji punktu styku z podłożem i masy a wygaszania ich zarówno poprzez kanapkową budowę, jak i przede wszystkim miękkie – sprężynowe odprzęganie od podłoża.
Ponieważ BoS pozwalała na precyzyjne dopasowanie sztywności „amortyzatorów” do wagi umieszczanego na niej urządzenia uznałem za stosowne sprawdzenie jej wpływu na praktycznie wszystko, czym dysponowałem a co zalecane przez producenta kryteria spełniało. O ile zatem Lumin U2 Mini się z wiadomych względów nie załapał, to już zarówno Ayon CD-35, Bryston 4B³, jak i moja słoweńska „zemsta hydraulika”, czyli starsza siostra Stabi S New miały okazję na niej się powylegiwać. Wnioski? Zaskakująco spójne i budujące. Okazało się bowiem, że Base of Silence ani myśli poprawiać czegokolwiek kosztem czegoś innego, tylko z niezwykłym taktem i wyczuciem jedynie poprawia w moim mniemaniu a dla kogoś innego może li tylko zmieniać pewne aspekty przekazu. Jednak najważniejsze, co wato powiedzieć o niej na wstępie, to to, że nie majstruje w równowadze tonalnej i nie wylewa dziecka z kąpielą. O co chodzi? O dość nagminne skutki uboczne powodowane przez część dostępnych na rynku akcesoriów antywibracyjnych, które z grubsza i z pewną dozą, podobno wrodzonej, złośliwości mógłbym podzielić na umuzykalniająco – mulące, które dociążają przekaz, lecz również limitują ilość powietrza i wrażenia przestrzenne, oraz analityczno – odchudzające, którym z kolei przytrafia się zbytnie osuszanie i wyostrzanie. Czyli na dobrą sprawę i tak źle i tak niedobrze. A BoS stawia na zdrowy rozsądek i takt. W związku z powyższym niemalże nie dotykając skrajów pasma skupia się na zintensyfikowaniu energii środka. Z premedytacją wspomniałem o energii, gdyż samą średnicę można z łatwością dosaturować i nawet wypchnąć przed szereg, tylko co z tego, skoro oprócz przybliżenia rozgrywających się na niej wydarzeń i nadaniu całości cukierkowych barw tak naprawdę żadnego progresu obiektywnie nie osiągniemy i zamiast kroku w górę przy sprzyjających wiatrach zrobimy najwyżej krok w bok. A platforma Solid Techa energetyzuje ów podzakres zwiększając tym samym namacalność i poprawiając tak mikro, jak i makro dynamikę. Niby na upartego mógłbym jeszcze napomknąć o naprawdę śladowym pogrubieniu kreski, jaką kreślone były najniższe składowe, gdy na tytułowej platformie rezydowała końcówka Brystona, jednakże na co dzień gra ona u mnie uzbrojona w rodzime stożki Graphite Audio IC-35, więc nawet z racji zmiany twardości czynnika odsprzęgającego takich zmian można było się spodziewać.
Niemniej jednak uczciwie musze przyznać, że „Grim” formacji Dark Sarah zabrzmiał iście zjawiskowo. Właśnie dzięki doładowaniu energetycznemu średnicy zyskał jeszcze na dynamice i komunikatywności, której z racji gęstych aranżacji nigdy dosyć. Jest to jednak album dość poprawnie nagrany, więc sygnatura BoS nosiła znamiona jedynie lekkiego muśnięcia. Jednak już po zmianie repertuaru na mający ponad trzy krzyżyki na karku „Rust In Peace” Megadeth obecność tytułowego akcesorium ewidentnie zrobiła mu dobrze niwelując zbytnią suchość i dyskretnie tonizując cykające blachy. Zamiast jednak spodziewanego przy tego typu zabiegach złagodzenia i iście rubensowskich krągłości otrzymaliśmy intensyfikację przekazu i zwiększenie thrashowego wygaru. Wokal Mustaine’a już tak nie wwiercał się w uszy swym skrzekiem, więc nic nie stało na przeszkodzie, by od pierwszej do ostatniej nuty wysłuchać ww. wydawnictwa na niemalże koncertowych poziomach głośności.
Jak się jednak miało okazać BoS była wartością dodaną również i w nieco spokojniejszym repertuarze. Na rozleniwiająco – kojącym „Back To Sardinia” Djabe i Steve’a Hacketta mamy nader elegancki i niespieszny amalgamat jazzu i folku przeplatany gitarowymi, onirycznymi riffami Hacketta. Pseudo – audiofilski muzak idealny do windy eleganckiego hotelu w modnej dzielnicy? W żadnym wypadku, raczej wymarzony podkład sobotniego przedpołudnia. Jednak ze „skandynawską deską” całość zyskała na podskórnym beacie i iście uzależniającym pulsie. W dodatku uległa przyjemnemu zespoleniu – homogenizacji, dzięki czemu węgierski band nagrywający w kościele Nostra Signore di Tergu i były gitarzysta Genesis dogrywający swe partie w Budapeszcie wreszcie zabrzmieli jak jeden organizm a nie dwa równoległe byty. Pojawił się między nimi odpowiedni flow. Może to dziwne, ale taki pozorny drobiazg finalnie robi kolosalną różnicę.
W ramach zwyczajowego podsumowania nie pozostaje mi nic innego jak tylko uznać platformę antywibracyjną Solid Tech Base of Silence za wielce przydatne i pożądane akcesorium. Czy dla wszystkich? Wbrew pozorom i całej mojej do niej sympatii … nie. Nie mogę uznać jej za rekomendowaną tym jednostkom, które zamiast na muzyce i emocjach w niej drzemiących skupiają się na laboratoryjnie wyekstrahowanych antyseptycznych dźwiękach, dzieleniu włosa na czworo i prosektoryjnym chłodzie. Jeśli jednak nie macie Państwo takowych ciągot zwróćcie uwagę na BoS, bo jest to świetny dodatek, który będzie rósł wraz z Waszym systemem a dokładnie z wagą urządzeń, jakie nim uraczycie.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U2 Mini + Franc Audio Accessories Ceramic Disc TH + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Teoretycznie z tytułowym szwedzkim Solid Tech-em znamy się nie przebierając w wyrażeniach, jak łyse konie. Nie tylko od lat używam ich półki w roli stanowiska dla testowanych konstrukcji, ale ostatnio miałem przyjemność podjąć próbę oceny działania pełnoprawnego stolika audio z dwoma wersjami jednego z blatów nośnych. Chodzi o wersję z pojedynczą i podwójną z odseparowanymi od siebie dwoma blatami na bazie sprężyn, platformą nośną. Efekty takiej roszady były na tyle imponujące, że gdy nadarzyła się okazja, nie omieszkaliśmy skorzystać z oferty sopockiego dystrybutora Premium Sound i bez wahania przyjęliśmy w nasze progi samodzielną platformę nośną Solid Tech Base of Silence. Cel? Weryfikacja, czy usłyszane wcześniej korekty brzmienia stacjonującego na tego typu konstrukcji sprzętu w konglomeracie kilkupółkowego stolika są powtarzalne w wersji sauté. Zainteresowani? Jeśli tak, zapraszam na kilka zwięzłych akapitów opisujących zaistniałą podczas testu sytuację soniczną.
Jak można się spodziewać i co sugerują fotografie, temat budowy opiniowanej platformy nie jest pilnie strzeżoną przez NASA tajemnicą. To dwie odseparowane korkiem drewnopochodne płyty. Dolna z 30 mm MDF-u, zaś na nią przy pomocy 3 mm korka producent poprzez klejenie wszystkich warstw ze sobą posadowił 18 mm płytę z HDF-u. Dolna wykończona jest w satynowej czerni, natomiast górna dla kontrastu i wybranego przez docelowego klienta zabiegu estetycznego fornirowana na jeden z szerokiej palety wzorów drewna. Jednak sam zestaw półproduktów na dwie współpracujące ze sobą połacie nie jest clou konstrukcji. Tym bowiem jest sposób amortyzacji ich od podłoża. To w regulowany od strony obciążeniowej sposób realizuje zastosowany w czterech stopach zestaw sprężyn. Jak to wygląda od strony technicznej? Cały system zagłębiony jest w dolnym blacie i w podstawowej wersji pozwala na zastosowanie urządzenia do masy 90 kg. Jednak to tylko opcja, bowiem bez problemu tytułową konstrukcję można dostosować do poziomu szaleństwa na poziomie 180 kg. Nam spokojnie wystarczył standard, który w moim przypadku znakomicie sprawdził się podczas oceniania brzmienia słowackiego wzmacniacza zintegrowanego Canor AI 1.20 https://soundrebels.com/canor-ai-1-20-2/ . Testu, podczas którego idealne usadowienie urządzenia można było skontrolować opcjonalną w tytułowych półkach, montowaną w górnym blacie poziomnicą. Jak widać, Szwedzi pochylili się nad swoim dzieckiem i zadbali o najdrobniejszy szczegół operacji spod znaku stabilizacji produktów audio. A czy skórka była warta wyprawki, postaram się wyartykułować w kolejnej części tekstu.
Jeśli chodzi o sprawy działania rzeczonego „anty-wibratora”, jak to zwykle w takich ustrojstwach bywa, znając niuanse budowy efekt był z grubsza do przewidzenia. Zazwyczaj jest tak, że utwardzanie przestrzeni pomiędzy docelowym stabilnym podłożem a elementem systemu audio w zależności od reakcji elektroniki na zadaną sytuację rezonansową dźwięk się w sobie zbiera, natomiast w przypadku wszelkiego rodzaju separowania miękkiego mamy do czynienia z większym lub mniejszym zwiększeniem jego body i płynności. To wydaje się być proste, jednak jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach i wszytko zależy od zachowanych proporcji materiałowych zastosowanych półproduktów oraz użycia konkretnego rodzaju najczulszego absorbera. Jak wynika z konstrukcji tytułowej Base of Silence, w jej przypadku mamy do czynienia z sandwichem kilku rodzajów sklejonych na stałe drewnopochodnych, o różnej twardości plastrów poprzez regulowaną ilość sprężyn zawieszonych na sztywnych, dodatkowo podklejonych korkiem stopach. Co to dało w stosunku do przykładowego pojedynczego blatu z MDF-u tego producenta? Oczywiście muzyka natychmiast pokazała się z bardziej ludzkiej strony. Co prawda oddała nieco w domenie szybkości narastania sygnału, delikatnie straciła ostrość krawędzi rysujących źródła pozorne i stając się bardziej krągłą zwiększyła swoją wagę, za to przynajmniej w moim przypadku natychmiast stała się muzyką przez duże „M”. Nagle zaczęła dłużej czarująco wybrzmiewać w eterze, zrobiła się plastyczniejsza i płynniejsza, co wprost przełożyło się na jej większą esencjonalność, a przez to zwiększającą namacalność odbioru muzykalność, przy okazji poprawiła się definicja głębokości i wielowarstwowości wirtualnej sceny. Gdybym miał to określić w sposób kolokwialny, powiedziałbym, że słuchana muzyka przestała „być” kwadratowa”, na rzecz zwiększenia w niej czynnika ludzkiego. Co ciekawe, podmiot dzisiejszego spotkania przewartościowując wspomniane niuanse brzmieniowe w stronę muzykalności nie spowodował efektu przesytu tego typu artefaktów w moim, skądinąd już na starcie dobrze osadzonym w owych aspektach systemie, tylko umiejętnie podciągnął każdy z nich. Nagle stacjonująca na opisywanym postumencie A-klasowa integra Canora wreszcie pokazała, co tak naprawdę wiąże się z tego typu sposobem na wzmocnienie sygnału audio. Pojawiała się odpowiednia esencja i dzięki temu lepszy puls dobiegającej do moich uszu muzyki, przestały boleśnie szeleścić sybilanty, a wybrzmienia bez jakiegokolwiek uczucia skrócenia, a wręcz powiedziałbym z efektem wydłużenia czasu zawieszenia pomiędzy kolumnami będąc nieco słodsze nie straciły nic na lotności. Nic, tylko usiąść i słuchać. Ale żeby nie było, słuchać bez opamiętania z kilku powodów, na liście których najważniejszymi dla słuchacza są drive, energia i swoboda projekcji. Owszem, z nutką barwowej nostalgii. Jednak zapewniam Was, poziom jej aplikacji przez cały proces testowy służył dosłownie pełnemu przekrojowi słuchanej przeze mnie twórczości od jazzu spod znaku free Petera Brotzmanna lub nastrojowego Bobo Stensona, przez popisy wokalne znanych artystek typu Patricia Barber, czy Carla Bruni, po bez problemu również zyskujące szaleństwo takich tuzów jak Megadeth, czy AC/DC. Jak to możliwe? Jak zwykle wszystko zależy od dwóch czynników. Pierwszym są pewnego rodzaju potrzeby docelowego systemu, zaś drugim unikanie zbytniej ofensywności działania.Jak to się ma do naszego punktu zapalnego? To proste. To co oferował, było na tyle wyważone, że nie robiło spustoszenia w już nasyconym i barwnym zestawie, co z doświadczenia wiem, nie jest takim łatwym do osiągnięcia. Na szczęście Szwedzi nie są w tej materii nowicjuszami i wiedzą, jak kolokwialnie mówiąc „zrobić komuś dobrze”, ale przy okazji nie przedobrzyć.
Gdzie osobiście widzę przedmiot dzisiejszej epistoły? Z małymi wyjątkami praktycznie wszędzie. Co to za wyjątki? To naprawdę kwestia symboliczna, opiewająca jedynie na układanki same w sobie już z nadwagą. Solid Tech prawdopodobnie ich nie dobije, jednak aplikacja tego typu atrybutów ma na celu wyciskanie z naszych zestawów ostatnich soków, a nie stawiania ich na ładnych mebelkach. Nawet w momencie tak fajnego pomysłu na barwowy miks dwóch scalonych ze sobą blatów na delikatnych stopach. Ale żeby nie było, to wolny kraj i jeśli ktoś zapragnie również takiego wyeksponowania swoich zabawek, to czemu nie. Gorzej nie będzie, za to jest bardzo wielkie prawdopodobieństwo, że znacznie lepiej.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stoliki: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II
Dystrybucja: Premium Sound
Producent: Solid Tech
Cena: 2 450 PLN
Dane techniczne
Wymiary (S x G x W): 495 × 435 × 60-70 mm
Min. Obciążenie: 8 kg
Max. obciążenie: 90 kg (z dodatkowymi sprężynami 180 kg)
Dostępne wykończenie: czarny, biały, fornir orzechowy, fornir wiśniowy, fornir dębowy, fornir czarny dąb
Najnowsze komentarze