Tag Archives: przewody zasilające


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. przewody zasilające

Tellurium Q Statement RCA/Speaker/Jumper/Power

Link do zapowiedzi: Tellurium Q Statement

Opinia 1

Kiedy tuż przed zeszłorocznym Audio Video Show – w czwartkowy wieczór, gdy większość wystawców z obłędem w oczach biegała po hotelowych korytarzach próbując, zazwyczaj bezskutecznie, zlokalizować swoich współpracowników, bądź własny sprzęt, ucięliśmy sobie niezobowiązującą pogawędkę z Geoffem Merriganem, przybyły z UK gość ni stąd ni zowąd, z wręcz konspiracyjną miną z przewieszonej przez ramię torby wyciągnął próbki przewodów mających mieć swoją oficjalną premierę dopiero za jakiś czas. Oczywiście z zainteresowaniem pomacaliśmy prototypowe kabelki i korzystając z okazji od razu spróbowaliśmy ustalić cóż to takiego, tym bardziej, iż mając na co dzień kontakt z Silver Diamondami wiedzieliśmy, że akurat na audiofilskiej metalurgii Geoff zna się jak mało kto. Odpowiedź jaką usłyszeliśmy była tyleż lakoniczna, co intrygująca, gdyż były to „sample” najnowszej, dopiero powoływanej do życia, serii Statement mającej dość poważnie zredefiniować pojęcie kablowej referencji. Dla osób postronnych taka deklaracja mogłaby zabrzmieć nieco buńczucznie, ale tak jak wspomniałem dosłownie przed chwilą, nasze dotychczasowe doświadczenia z przewodami Tellurium Q dawały ku temu naszemu rozmówcy pełne prawo. Zanim jednak cytując klasyka, słowo ciałem się stało, i tytułowe przewody dotarły do naszej redakcji sporo wody musiało w Wiśle upłynąć. Jednak niespecjalnie się tym faktem przejmowaliśmy, gdyż doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, iż akurat w przypadku Telluriumów pośpiech (oczywisty, czy wręcz wymuszony, gdy dowolna nowość trafia do sprzedaży a za tobą ustawia się długa kolejka zniecierpliwionych chętnych) jest najgorszym z możliwych doradców a odsłuch niewygrzanych drutów czyni więcej szkód aniżeli pożytku. Dlatego też wespół z Bartkiem z Szymański Audio – dystrybutorem marki, jednogłośnie uznaliśmy, iż jeśli ktoś chce wykonać za nas niewdzięczny obowiązek wygrzania recenzenckiego zestawu okablowania, to będziemy mu szalenie wdzięczni. Pech jednak chciał, że ze względu na bliżej nieokreślone okoliczności przyrody w połowie września dotarł do nas … fabrycznie nowy set Tellurium Q Statement w składzie interkonekt RCA, przewód głośnikowy i zasilający, a po dłuższej chwili również firmowe zworki. Suma summarum ze Statementami mieliśmy okazję przez ostatnie trzy miesiące oswoić się na tyle, że nie dość, że spokojnie możemy pominąć kwestię początkowej ekscytacji to i ilość konfiguracji w jakich przyszło im występować wyklucza jakąkolwiek przypadkowość. Krótko mówiąc zdążyliśmy poznać je na tyle dobrze, by ze spokojnym sumieniem móc się z Państwem podzielić własnymi obserwacjami, co też niniejszym czynimy.

Jak sami Państwo widzicie Statementy, pomimo całej swoje topowości, prezentują się nad wyraz normalnie – z wrodzoną, skromną elegancją. Nie da się też ukryć, że wzornicze analogie i podobieństwa do Silver Diamondów są nad wyraz oczywiste. Nadal mamy do czynienia z ponadczasową czernią i solidną, acz nieprzesadzoną pod względem biżuteryjności konfekcją, choć warto nadmienić, iż w przypadku przewodu zasilającego, do głosu doszła również burgundowa dominanta przebijająca spod opalizującego, czarnego peszelka. Skoro poruszyłem kwestię sieciówki, to z pewnym zdziwieniem odnotowałem fakt, iż użyto w niej podstawowych, rodowanych Furutechów z serii 11, co przy jakby nie patrzeć flagowcu wygląda cokolwiek dziwnie. Niby to i tak lepiej niż jakieś wynalazki w stylu SonarQuestów, bądź FirstTechów, ale przy przewodzie za 22 kPLN spodziewałbym się raczej 50-ek NCF, lub topowych Oyaide. W przypadku łączówki i głośnikowca takich uwag już nie miałem, gdyż srebrzone wtyki prezentowały się całkiem zacnie i nie wywoływały poczucia niedosytu. Jeśli zaś chodzi o ich aparycję, to jest ona bliźniaczo podobna do Silver Diamondów, z tą tylko różnicą, że interkonekt ma nieco większą średnicę a w głośnikowcu przebija czerwień wewnętrznej izolacji a przy tym oba wydają się nieco sztywniejsze od swojego starszego, oczko niżej usytuowanego w firmowej hierarchii rodzeństwa. Oczywiście, podobnie jak w pozostałych seriach, zadbano o możliwie skuteczną likwidację zniekształceń fazowych, co jest jednoznaczne z redukcją ich pojemności. Przewody sygnałowe są kierunkowe, o czym informują stosowne piktogramy na termokurczliwych koszulkach je zdobiących.

Przechodząc do części poświęconej brzmieniu mam dla Państwa dość niejednoznaczną informację, a czy odbierzecie ją jako pozytywną, czy też nie, zależeć będzie wyłącznie od Was i Waszych systemów. Chodzi mianowicie o to, że okablowanie Tellurium Q Statement jest jednym z najbardziej high-endowych z jakim przyszło mi mieć w dotychczasowej „karierze” do czynienia. Oznacza to między innymi to, że jeśli za punkt wyjścia uznamy pojęcie „high fidelity”, czyli wysoką wierność, to Statementy w owym dążeniu do prawdy są po wielokroć bardziej bezkompromisowe, a czasem wręcz bezwzględne. W dodatku, aby pokazać co tak naprawdę potrafią należy je stosować w komplecie, dlatego też z publikacją testu czekaliśmy aż do Jacka dotrą stosowne zworki, by móc powiedzieć, że nie przegapiliśmy żadnego elementu tej misternej układanki. Piszę o tym na samym wstępie, gdyż dopiero „rodzinnie” Telluriumy oferują przekaz … kompletny i skończony – zgodny z założeniami ich twórcy. Co prawda solo też wypadają świetnie, ale z perspektywy czasu uważam, że akurat w ich przypadku największy potencjał drzemie w ich „wspólnocie”. O ile bowiem interkonekt stawia na bezkompromisową rozdzielczość i laserową wręcz precyzję ogniskowania źródeł pozornych, to już głośnikowy uzupełnia go potęgą świetnie kontrolowanego, najniższego basu a całość w ramach firmowej homogeniczności zamyka przewód zasilający. Wróćmy jednak do przewodów niejako bezpośrednio pracujących z sygnałami audio. Łączówka RCA, pomimo swojego analitycznego podejścia do tematu wcale nie jest bezduszna, czy też osuszona, lecz po prostu niczego nie koloryzuje i nie podbarwia. Nie czaruje zatem i nie próbuje zachwycić od pierwszych dźwięków, lecz jedynie przekazuje nam prawdę nie tylko o nagraniach, ale i o systemie w jaki została wpięta, więc o ile z pierwszą z prawd niewiele jesteśmy w stanie zrobić, to już druga zależy wyłącznie od naszych umiejętności i poniekąd … zasobności portfela. I właśnie w tym momencie objawia się wspomniany high-endowy charakter, czyli bezkompromisowość w dążeniu do jasno określonego celu. Skoro zatem sam przewód ową bezkompromisowość wyznaje, to i tego samego oczekuje od urządzeń pomiędzy które zostaje wpięty, a jeśli decydując się na nie, na jakieś kompromisy brzmieniowe poszliście, to możecie być Państwo pewni, że topowa łączówka Tellurium Q nie omieszka Wam o tym przypomnieć. W ramach weryfikacji gorąco polecam uważny odsłuch albumu „Same Girl” Youn Sun Nah, na którym to ww. wokalistka nad wyraz płynnie przechodzi od zmysłowego szeptu do niemalże zwierzęcego ryku a dynamikę i natychmiastowość owej metamorfozy Statementy oddają z pełnym, niczym nieograniczonym realizmem.
Podobne podejście do tematu reprezentują przewody głośnikowe, z tą tylko różnicą, że zamiast pewne niuanse wypunktowywać, one część swoich umiejętności zachowują dla siebie – reglamentując je i ze stoickim spokojem czekając na lepsze czasy. Stąd też można natrafić na obecne w obiegu dość sprzeczne o nich opinie twierdzące, że są dość „szczupłe na basie”, bądź też mówiące o „niezwykłej obfitości” najniższych składowych. Tymczasem prawda, jak to zwykle bywa, leży mniej więcej po środku, co znaczy mniej więcej tyle, że Statementy grają dokładnie tak, jak amplifikacja i kolumny nimi spięte na to pozwalają. Nie oznacza to bynajmniej, że poniżej Dynaudio Evidence Master, bądź Gauderów Berlina RC9 nie ma co po brytyjskie topowe przewody sięgać, bo jak najbardziej warto, lecz warunkiem koniecznym do uwolnienia drzemiącego w nich potencjału jest bezdyskusyjna pełnopasmowość, który to warunek spełniały np. ostatnio przez nas recenzowane Triangle Magellan Quatuor i odpowiednio wydajny a zarazem wyrafinowany wzmacniacz. Dopiero wtedy usłyszycie Państwo całe bogactwo niuansów drzemiących w najniższych oktawach i to bez nawet najmniejszego podbijania przełomu średnicy z wyższym basem, czy też samego wyższego basu, co z reguły owocuje czymś co można nazwać „pseudo spektakularnością”, czyli sprawianiem, że dane konstrukcje pozornie udają większe i bardziej dynamiczne aniżeli są w rzeczywistości. Statementy na takie zagrywki sobie nie pozwalają i nie zniżając się do tego poziomu, dają słuchaczom nad wyraz jasno do zrozumienia, że jak chcą doświadczyć najniższego basu, to niech lepiej nie kombinują, tylko poszukają kolumn owe częstotliwości reprodukujących. Co istotne, próżno doszukiwać się w nich maniery czajenia się, wyczekiwania na moment, gdy będą mogły wreszcie w pełni zaprezentować swoją niszczycielską siłę. O nie, gdy na materiale muzycznym niskiego basu nie ma (vide „Vivaldi: Nisi Dominus, Stabat Mater”), to i Telluriumy nawet nie będą próbowały go sygnalizować. Wystarczy jednak nieopatrznie włączyć „Khmer” Nilsa Pettera Molværa, lub „BBNG2” formacji BadBadNotGood, by zamiast grzecznie zastukać do bram niebios zasadzić z kopniaka we wrota samego Belzebuba.
Jeśli zaś chodzi o przewód zasilający, to … może Państwa w tym momencie zaskoczę, ale nie jest on tak rozdzielczo – holograficzny, jak Furutech NanoFlux-NCF i nie generuje aż tak nieprzeniknionego tła, jak dopiero co przez nas testowane AudioQuesty Hurricane High-Current, lecz nie sposób odmówić mu wyrafinowania i prawdomówności występującego wespół z nim rodzeństwa. Jego obecność rozpatrywać bowiem należy, przynajmniej moim zdaniem, w ramach dopełnienia, postawienia symbolicznej kropki nad „i”, jeśli po wpięciu głośnikowców i interkonektów chcielibyśmy pójść jeszcze krok, dwa dalej w kierunku przez nie wyznaczanym.

Jak sami Państwo widzicie High End to nie rurki z kremem i jeśli do tej pory sądziliście, że na pewnym pułapie cenowym prawdopodobieństwo kolokwialnie mówiąc „wtopy” jest nad wyraz znikome, bądź z pomocą kabli będziecie w stanie wywindować Wasz system na niespodziewanie wysoką półkę, to muszę Was zmartwić. Tzn. szczerze Wam kibicuję, ale w ramach wielce orzeźwiającego eksperymentu polecam odsłuch tytułowego okablowania Tellurium Q Statement. Z jego pomocą bowiem powinniście usłyszeć zdecydowanie więcej, jeśli nawet początkowo wydawać Wam się będzie, że słyszycie mniej. Usłyszycie bowiem jak gra Wasz system – ze wszystkimi jego zaletami i wadami, bez upiększeń, bez ściemniania, bez zaklinania rzeczywistości a co z tym faktem zrobicie, to już zupełnie inna para kaloszy. Jedno jest pewne – z pomocą Statementów przyszłe upgrade’y powinny być czystą przyjemnością, gdyż bez cienia wątpliwości będziecie w stanie ocenić, czy dana zmiana przybliża Was do upragnionego absolutu, czy też jedynie stara się sprowadzić na manowce.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Lumin U1 Mini
– Przedwzmacniacz/DAC/Streamer: Auralic Vega G1
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; AudioQuest Hurricane High-Current
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Mam nieodparte wrażenie, że zdecydowana większość z Was znakomicie pamięta zakończony bardzo dobrymi wynikami test topowego okablowania angielskiej marki Tellurium Q czyli modeli Silver Diamond. Był to brzemienny w skutkach opiniotwórczy epizod, gdyż po jego zakończeniu zapadła decyzja uzbrojenia systemu odniesienia w owe druty w zakresie kabli sygnałowych i kolumnowych. I gdy wydawało się, że będące wówczas szczytem portfolio konstrukcje, za sprawą swojego świetnego brzmienia nie tylko u mnie, ale również u innych melomanów są nie do pobicia, nagle w brutalny sposób zostały zdetronizowana. Przez co? Otóż po kilku latach badań nad różnymi splotami i izolatorami producent – Pan Geoff Merrigan wypracował na tyle fantastycznie brzmiącą, oczywiście według niego, nową linię produktową, że bez najmniejszych obaw o dobry odbiór rynku postanowił ustanowić ją jako nowy flagowiec swojej oferty. O czym mowa? Otóż dzięki stacjonującemu w Łodzi dystrybutorowi Szymański Audio do naszej redakcji dotarł komplet okablowania TQ Statement, w skład którego wchodziły: jeden sygnałowy RCA, głośnikowy, komplet zworek kolumnowych i jedna sieciówka. Zainteresowani, co wydarzyło się po zmianie warty na szczytach władzy? Jeśli tak, w takim razie z przyjemnością zapraszam do lektury poniższego tekstu.

Najnowsze dziecko angielskiego producenta w kontakcie organoleptycznym jest trochę podobne do modelu Silver Diamond. Kabel kolumnowy, idąc drogą poprzednika, przypomina coś na kształt szerokiej taśmy. Ale w obydwu przypadkach to tylko złudzenie, gdyż mamy do czynienia z dwoma żyłami, które dla utrzymania zawsze stałej ich odległości od siebie połączono szerokim separatorem. Niestety wspomniane podobieństwa na tym się kończą, gdyż nowe kable są zdecydowanie sztywniejsze i dla łatwiejszego odróżnienia z czym mamy do czynienia ubrane w mieniącą się kompilacją kolorów czerni i bugrunda, opalizującą plecionkę. Przybliżając aparycję reszty przewodów (sieć, sygnał) nie będę zbyt wylewny, gdyż również są zdecydowanie sztywniejsze od wersji SD, a ich umaszczenie w przypadku sieciowego powiela nową barwę głośnikówek czerni z burgundem i proponuje kruczą czerń dla łączówki. Jeśli chodzi o zastosowaną biżuterię, czyli wtyki RCA, widły i banany, producent wykorzystuje własne projekty, a jedyne zapożyczone od konkurencji elementy dostarczonego do testu zestawu to pochodzące do japońskiego Furutech’a wtyki kabli sieciowych. Jak to jest w zwyczaju, każdy produkt Tellurium Q trafia do klienta w zgrabnym, wyściełanym czarnym pergaminem pudełku, które w pakiecie startowym zawsze wyposażone jest w przygotowaną przez producenta płytę ułatwiającą wygrzanie zakupionego drutu i stosowny certyfikat jego oryginalności.

Jak zdradzają załączone fotografie, zabawa z tytułowym konglomeratem kablowym miała kilka odsłon. Mianowicie chodzi o opiniowanie z różnymi zespołami głośnikowymi, w skład których wchodzą jubileuszowe monitory Dynaudio i pełno-pasmowe Triangle Magellan Quatuor. Jednak żeby delikatnie podgrzać atmosferę dodam, iż kilka płyt udało mi się posłuchać podczas końcowej fazy testu flagowych Dynaudio Master Evidence . Czy ostatnia pozycja coś zmienia? Naturalnie, gdyż dzięki tym, przesłuchanym w towarzystwie duńskiego absolutu krążkom, już na wstępie jestem wręcz zmuszony postawić tezę, że aby usłyszeć, co naprawdę ma do powiedzenia konstruktor Statementów, trzeba dysponować bardzo dobrym zestawem audio od źródła przez wzmocnienie, aż po kolumny. Dlaczego? Otóż obecny top oferty TQ bardzo ingeruje w parafrazując klasyka „ilość dźwięku w dźwięku”. I nie chodzi mi w tym momencie o wytwarzanie bliżej nieokreślonej ściany muzycznej, tylko pierwsze co po wpięciu kompletu kabli daje się odczuć, to zdecydowanie większa energia przekazu, bogatszy pakiet danych i uczucie wyższego poziomu głośności. Dlatego też, jeśli nie zaoferujecie Anglikom rozdzielczego seta, końcowy efekt wspomnianych składowych okaże się męczącą pulpą, a nie pełnym napięcia oczekiwaniem na każdą następną nutę. Tylko od razu zaznaczam, rozdzielczość to nie to samo co rozjaśnienie. To ma być bezkres informacji na każdym pułapie pasma akustycznego, co wyśmienicie prezentowały z pozoru bardzo różniące się od siebie nie tylko gabarytami, ale również sposobem podziału pasma akustycznego przywołane zespoły głośnikowe. Gdybym miał w miarę punktowo pokazać, gdzie tytułowy zestaw wnosi najwięcej, powiedziałbym, że fantastycznie energetyzuje zakres basu i wysyca jego przełom ze środkiem nie zapominając przy tym o zapewnieniu świeżości, a przez to fantastycznej dźwięczności górnego zakresu. Tak jak napisałem, dostajemy dodatkowy zastrzyk energii w pełnym pasmie z mieniącymi się milionem informacji wysokimi tonami. Dlatego też każda włożona do transportu płyta wzbogacona wspomnianymi akcentami sonicznymi była słuchana od deski do deski bez jakichkolwiek przerw. Czy to plumkający jazz spod znaku naszego niestety już świętej pamięci mistrza Tomasza Stańki „Lontano” , gdzie na tle bezkresnej ciszy zarejestrowani na płycie artyści wzmocnieni ofertą większej energii i długości wybrzmiewania swoich instrumentów nieco inaczej niż dotychczas, ale zaskakująco zjawiskowo snuli swoje opowieści. Czy pełen szaleństwa folk-metal zespołu Percival Schuttenbach z urozmaiconym damsko-męską wokalizą pełnym nienawiści mocnym w moim odczuciu ciekawym, ale jednak łomotem bezkompromisowo masakrował moje biedne szare komórki. Czy na koniec wygenerowane przez maszyny (czytaj syntezatory) najniższe i najwyższe sztuczne dźwięki zespołu Acid z płyty „Liminal”. Wszystko pokazane było z nieco innej, w tej wersji sprawiającej wrażenie bardziej witalnej, strony. Ale co wydaje się być ciekawe, mimo uczucia większego oddechu dobiegającej do moich organów słuchu muzyki, przekaz wydawał się być nieco ciemniejszy. Wiem, że teoretycznie jedno przeczy drugiemu, ale tak to odbierałem. Soczyście, ale rozdzielczo. Lekko, ale ciemnawo. Nie wiem, jak udało się połączyć tak przeciwstawne sobie światy, ale bez mrugnięcia okiem chylę czoła konstruktorowi. Jakieś choćby minimalne minusy? Nie wiem, czy można nazwać to minusem, ale raz i tylko raz miałem dziwne uczucie delikatnego uprzywilejowania wyższego basu i jego przełomu ze średnicą nad jego najniższymi składowymi. Taki efekt zanotowałem wówczas, gdy na końcu układanki audio znalazły się topowe Dynki Master Evidence. Dlaczego? Chcąc to wyjaśnić musicie wiedzieć, że tak nisko schodzących konstrukcji nie miałem u siebie nigdy. No może przesadzam, bo sądząc po informacjach producentów jednak miałem, ale żadne tak dobrze jak wspomniane Dunki nie wpisały się w mój zestaw i pewnie dlatego dopiero z nimi tak łatwo było mi wyłapać wszelkie najdrobniejsze niuanse opiniowanych kabli nawet w ocierającym się o subsoniczne konotacje zakresie basowym. Ale zaznaczam, to nie jest wytknięcie problemu jako takiego. Dlaczego? Sporo czasu analizowałem zaistniałą sytuację i myślę, iż taki efekt mógł być pokłosiem zastrzyku energii w zakresie wyższego basu, a ten zwiększając krągłość swoich górnych partii spowodował uczucie mniejszej wyrazistości jego najniższego podzakresu. Ale fakt jest faktem, w tym aspekcie przy użyciu bezkompromisowych zespołów głośnikowych zostałem zmuszony do próby oceny co jest lepsze a co może nie gorsze, ale już nie idealne. Jednak przypominam, podobny występek zaliczyłem tylko raz i doda, iż w momencie położenia głowy na pieńku zastanawiałbym się, czy w ogóle określić to jako jakikolwiek problem, czy naturalną kolej rzeczy po całościowym wysyceniu przekazu. Nie wiem, czy zauważyliście, ale w powyższym monologu ani razu nie wspominałem o takich aspektach brzmienia jak rozmach wirtualnej sceny muzycznej, czy jej prezentację w trójwymiarze. Dlaczego? Litości. O takich sprawach można rozprawiać o drutach z poziomu budżetowego, a nie na poziomie High Endu, jednak aby dopełnić formalności dodam, iż dzięki znakomitej rozdzielczości i muzykalności wspomaganego tytułowym zestawem kabli przekazu, realia sceniczne nie tylko w kwestii wymiarów, ale również umiejętności wciągania w wir wydarzeń były na zarezerwowanym dla najlepszych konstrukcji poziomie.

Gdy padła propozycja zmierzenia się z najnowszą odsłoną topowych kabli marki Tellurium Q, czyli serią Statement, po już dwuletnim okresie użytkowania Silver Diamondów w głębi ducha zastanawiałem się, co nowe druty wprowadzą do już przecież bardzo satysfakcjonującego mnie dźwięku. I gdy na początku odsłuchów obawiałem się delikatnego przegrzania przekazu, po elektrycznym ustabilizowaniu się testowej konfiguracji zasłyszane mówiąc kolokwialnie dopalenie fonii okazało się być bardzo przyjemne w odbiorze. Oczywiście w tym przypadku fraza „przyjemne w odbiorze” nie jest oceną typu „kable mają potencjał”, tylko niesie za sobą takie artefakty jak: rzadko spotykana muzykalność, energia i co najważniejsze znakomity oddech generowanych zapisów nutowych. Czy okablowanie Statement jest uniwersalne? Dla zdecydowanej większości populacji audiofilów tak. Jednak jak wspominałem, pełnię jego możliwości pokaże jedynie oferujący dobrą rozdzielczość zestaw docelowy. Ale proszę o spokój. Jeśli nawet z jakiś powodów nie wszystkie wypisane przeze mnie zalety uda się Wam z nich wycisnąć, z pewnością angielskie węże w żadnym wypadku nikomu nie zaszkodzą, gdyż przy całym dobrodziejstwie umuzykalniania wydarzeń na scenie robią to bardzo wyrafinowanie. Nie ma siłowego pompowania wszystkiego co się da pod płaszczykiem szukania większej eufonii, tylko stosując punktowe piki energii otrzymujemy owszem zjawiskowo nasycony, ale również pełen werwy dźwięk. A to to w tej zabawie chyba chodzi.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Szymański Audio
Ceny:
Statement RCA: 19 999 PLN / 1 m (stereo)
Statement speaker cable: 7 999 PLN / m (mono)
Statement jumper: 4 999 PLN (30 cm)
Statement Power cable: 21 999 PLN / 1,5 m

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. przewody zasilające

Crystal Cable The Ultimate Dream Power

Link do zapowiedzi: Crystal Cable The Ultimate Dream

Opinia 1

Zgodnie z deklaracjami poczynionymi podczas relacji z polskiej premiery przewodów zasilających Siltech Triple Crown & Crystal Cable Ultimate Dream mamy niewątpliwą przyjemność poinformować Państwa, że po dłuższej chwili oczekiwania „słowo ciałem się stało” i pierwsza transza holenderskiej audio-biżuterii zagościła w naszych skromnych progach. Zamiast jednak prowadzić bratobójczy pojedynek i próbować skonfrontować ze sobą oba ww. brzydko mówiąc „druty” postanowiliśmy nieco ostudzić emocje i doskonale zdając sobie sprawę, że nic tak nie podnosi ciśnienia jak właśnie high-endowe przewody zasilające uznaliśmy, że tego typu ekstrema należy dozować z rozwagą i iście aptekarską dokładnością. Dlatego też kierując się troską o serca naszych Drogich Czytelników i zasadami savoir-vivre pierwszeństwo przypadło marce znajdującej się pod opieką Gabi Rijnveld, czyli Crystal Cable i topowym przewodom zasilającym The Ultimate Dream Power, których cztery sztuki dotarły do nas dzięki uprzejmości krakowsko – warszawskiego Nautilusa.

Bynajmniej żadną tajemnicą nie jest, że zarówno za wyrobami Crystal Cable, jak i Siltecha stoi nie kto inny jak Edvin Rijnveld a oba byty prowadzone są równolegle w ramach typowo rodzinnego przedsięwzięcia. Dlatego też, choć produkcja odbywa się w tej samej fabryce w Elst i przestrzeń biurowa w imponującym World Trade Centre w Arnhem jest wspólna, używając marketingowego żargonu ich „target” nieco się różni i nikt nikomu w drogę nie wchodzi a jeśli tylko Klient ostatecznie zdecyduje się na Crystala zamiast Siltecha, bądź na odwrót, to nikt z tego powodu nie będzie rozpaczał, gdyż i tak, i tak wszystko zostanie w rodzinie.
W przeciwieństwie do Triple Crowna, nad którym powinniśmy poznęcać się już za dosłownie chwilę, zasilający Ultimate Dream sprawia zdecydowanie mniej przytłaczające wrażenie. Można wręcz uznać, że ma w sobie coś niezaprzeczalnie jubilerskiego i … kobiecego. Mówiąc prosto z mostu jest po prostu ładny i to urodą nienachalną a jednocześnie jasno dającą do zrozumienia o swojej bezdyskusyjnej ekskluzywności. Podkreśla to już samo opakowanie, które zamiast konwencjonalnego, kartonowego pudełka przybrało formę porytej intrygującym „włosiem” walizeczki. Sam przewód jest dość skomplikowaną a przy tym wiotką plecionką o srebrno-złotym zabarwieniu z umieszczoną od strony odbiornika ozdobną złoto-chromowaną mufą i został zaterminowany modyfikowanymi japońskimi, topowymi wtykami Oyaide z serii F1. Jeśli zaś chodzi o jego budowę wewnętrzną, to w tym wypadku mamy do czynienia z wiązką siedmiu, podwójnie ekranowanych drutów solid-core. Sześć z nich to monokrystaliczne srebro a siódmy – centralnie umieszczony,, jest srebrno-złoty i pełni rolę przewodu masy. Również ich ekranowanie wykonano ze złoconego, monokrystalicznego srebra i z monokrystalicznej, srebrzonej miedzi a jakby było tego mało izolację stanowi podwójna warstwa Kaptonu wraz z PEEK (PolyEtherEtherKetone).

A jak tytułowa biżuteria gra? Bo przecież wbrew pozorom i zdaniu wszystkich tych co nie słyszeli, kontaktu z tym, bądź nawet nie tyle podobnej, co jakiejkolwiek klasy przewodem nigdy nie mieli, ale głoszą prawdy objawione, choć tak po prawdzie wyssane z palucha i to niekoniecznie pierwszej czystości, kable zasilające wpływ na brzmienie urządzeń z ich pomocą zasilanych wpływ mają i basta. Jeśli zatem dobrnęliście Państwo do tego momentu, to znaczy, że zamiast usilnie próbować sobie wmawiać, że coś nie gra, skoro gra, wolicie ufać własnym zmysłom i sami decydować o tym co w waszym torze audio się znajdzie a co nie. I wiecie co? Nie wiem, czy zepsuję komuś niespodziankę, czy nie, ale bez zbędnego stopniowania napięcia śmiem twierdzić, że … Crystal Cable Ultimate Dream znaleźć się powinien. Powodów jest kilka. Po pierwsze pomimo mało imponujących gabarytów, czy też podatności na zginanie porównywalnej do pręta zbrojeniowego, przewód ten swoją żywiołowością, chęcią do grania i dynamiką może wprawić w konsternację niejednego „boa dusiciela” grubości węża strażackiego. W dodatku nie jest to granie bezkształtną, obezwładniającą i niemożliwą do opanowania masą, lecz w pełni kontrolowanym i świetnie zróżnicowanym wolumenem zwartym niczym żelbetowy blok poruszający się z zegarmistrzowską precyzją. Każde uderzenie ma swój atak, właściwą siłę i dokładność sterowanego z serca Pentagonu bojowego drona. Nie dość, że potrafi pojawić się znikąd, to po przeprowadzonym ataku równie błyskawicznie zniknąć. Aby tego doświadczyć najlepiej sięgnąć po coś równie ekstremalnego jak debiutancki krążek supergupy Dead Cross o zaskakującym tytule „Dead Cross” . Obłąkańcze ataki perkusji, za którą zasiadł sam Dave Lombardo i wyrykiwane, niemalże agonalne partie wokalne Mike’a Pattona wraz ze ścianą gitarowych riffów mozolnie tkaną przez basistę Justina Pearsona i gitarzystę Michaela Craina na mniej rozdzielczych przewodach sprawiały dość monotonne wrażenie i po blisko dwudziestu ośmiu minutach, bo tyle właśnie ww. album trwa, można było czuć pewne znużenie. Tymczasem obecność w torze Crystali (jak już zdążyłem zasygnalizować we wstępniaku podczas testów dysponowaliśmy czterema sztukami) sprawiła, iż całość nie dość, że nabrała niesamowitej szybkości i motoryki, to ukazała wielowarstwowość samych kompozycji i to, co do tej pory wydawało się li tylko monolitycznym, piekielnie brzmiącym łomotem okazało się misternie tkanym hardcore -punkowym i heavy metalowym majstersztykiem. Z jednej strony dźwięk był gęsty i świetnie osadzony na basowym fundamencie a z drugiej trudno było uznać go za przyciemniony, czy zaokrąglony. Jedynie najwyższe składowe, oczyszczone z granulacji mogły wydawać się nieco złagodzone, lecz każdorazowo, po nieco bardziej wnikliwej analizie okazywało się, że to nie zaokrąglenie, bądź ich wycofanie, lecz właśnie oczyszczenie z pasożytniczych artefaktów sprawiało, iż brzmiały one zdecydowanie finezyjniej aniżeli z innym okablowaniem.
Mając jednak na uwadze ciężkostrawność powyższego repertuaru jednostkom dysponującym zdecydowanie delikatniejszym podniebieniem muzycznym sugeruję zaprząc do roli materiału testowego fenomenalny duet Raya Browna z Laurindo Almeidą, czyli wydawnictwo „Moonlight Serenade” i jeśli tylko macie Państwo taką możliwość, to najlepiej na winylu. A czemu właśnie na LP a nie CD, bądź plikach spytacie. Otóż biorąc pod uwagę fakt, iż nagrania dokonano w 1981r. w technologii Direct to Disc, czyli na setkę, z praktycznie z zerową reżyserią dźwięku – efekt finalny zawdzięczamy jedynie odpowiedniemu doborowi i ustawieniu mikrofonów.
Crystale nie tylko nie zaburzają, bądź osłabiają słyszalnej między muzykami więzi i tożsamego dla ich wirtuozerii feelingu, lecz to zjawisko intensyfiują. W dodatku precyzyjnie kreśląc krawędzie instrumentów nie zawieszają ich i nie separują w czarnej otchłani, lecz zachowując atłasowe tło pozwalają wzajemnie się przenikać, wchodzić we wzajemne interakcje. Pozostając w tym samym klimacie i tym samym instrumentarium nie odmówiłem sobie również przyjemności przesłuchania „In New York” Rona Cartera i Joela Xaviera, gdzie kontrabas stanowi już jedynie akompaniament dla gitary, ale nadal czaruje i barwą i swym natywnym wolumenem, więc jeśli tylko szukamy ukojenia od codziennego zgiełku w typowo analogowej i niespiesznej estetyce, to jest to pozycja wręcz dla nas wymarzona.
Mając do czynienia z przewodami, które umownie rzecz ujmując wyszły spod kobiecej ręki nie omieszkałem zweryfikować ich wpływu na sposób reprodukcji wokali należących do płci pięknej i szczerze przyznam było to świetne zwieńczenie mojej przygody z Ulimate Dreamami. Bardzo delikatne dopalenie emocjonalne i dosaturowanie głosów Natalie Cole, Niny Simone, czy nawet Mizuho Lin (udzielającej się w brazylijskiej formacji Semblant m.in. na albumie „Lunar Manifesto”) sprawiły, że panie zrobiły pół, bądź nawet cały krok do przodu i zaczęły śpiewać bardziej dla nas.

Crystal Cable Ultimate Dream Power to jedne z droższych przewodów dostępnych na naszym rynku i choć niby nie wypada, czy wręcz nie należy oceniać „książki po okładce”, to już na pierwszy rzut oka widać, że należą one do elitarnego grona produktów, których posiadaniem mogą szczycić się jedynie najzamożniejsi audiofile. Jednak wysmakowane wzornictwo, szlachetne materiały i typowo jubilerskie oblicze metalurgii nie są sztuką dla sztuki a jedynie sposobem, drogą prowadzącymi do określonego i precyzyjnie zdefiniowanego celu. Celu, którym jest jak najwierniejsza reprodukcja naszej ulubionej muzyki i sprawienie, by wreszcie zabrzmiała ona tak, jakby grana była tylko i wyłącznie dla nas.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5
– Przedwzmacniacz liniowy: Air Tight ATC-2
– Wzmacniacze mocy: Air Tight ATM-2
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Z pozycji zwykłego Kowalskiego, jak również zgodzie z ogólnie obowiązującymi prawami fizyki, dzisiejsze spotkanie ocierać się będzie o zapędy stricte szamańskie. Dlatego też już na stracie informuję, iż wszyscy negujący wpływ różniących się od siebie konstrukcyjnie kabli w systemie audio na jego końcowy efekt soniczny (bez zagłębiania się w temat przenoszonych przez nie sygnałów) proszeni są o znalezienie sobie innego, z ich punktu widzenia znacznie ciekawszego, zajęcia. Powód? Banał, gdyż tym razem na portalową tapetę trafił właśnie set okablowania. Mało tego. Nie chodzi nawet o czasem uważane przez niedowiarków za mogące coś wnieść do dźwięku głośnikowe czy interkonekty. W tym odcinku zderzymy z czystą herezją, czyli z drutami sieciowymi. A żeby tego było mało, będzie to sparing z jednymi z droższych konstrukcji na światowym rynku. I nie chodzi mi w tym momencie o wyjadaczy typu: Siltech, MIT, czy Transparent, tylko markę co prawda z tym pierwszym bardzo spokrewnioną, bo prowadzoną przez żonę wspomnianego holenderskiego producenta, która po osobistej konfrontacji nie wiedzieć czemu, jakimś dziwnym trafem pośród osłuchanych audiofilów mimo ewidentnych zalet dźwiękowych nie jest zaliczana do pierwszej ligi tego typu akcesoriów. Zatem jeśli ta informacja nie spowodowała u Was nieodwracalnie negatywnych skutków w psychice, zapraszam na krótką opowieść o tym, jak cztery pięknie się prezentujące holenderskie kable sieciowe, ukrywające się pod handlowym kryptonimem Crystal Power Cable The Ultimate Dream zmieniły oblicze stacjonującego u mnie japońskiego systemu. Gdy zaproszenie zostało przyjęte, na koniec wstępniaka dodam jeszcze, iż wizytę owego kompletu prądowego do celów testowych zawdzięczamy warszawsko-krakowskiemu dystrybutorowi Nautilus.

Aparycja rzeczonych drutów sieciowych nie pozostawia złudzeń. Walory estetyczne natychmiast sugerują, że rola kobiety w tym projekcie biznesowym nie kończy się jedynie na zarządzaniu, ale w kontrakcie znalazł się również podpunkt związany z dbałością o design. Dlaczego? Ja wiem, wygląd kabli jest nieistotny, gdyż zawsze leżą gdzieś na podłodze za szafką. Tymczasem Pani Gabi Rijnveld będąc właścicielem marki dopilnowała, aby bez względu na często nikłe szanse ich wyeksponowania przez potencjalnego klienta choćby podczas implementacji w tor audio zawsze cieszyły jego oko. A jak wyglądają? Ewidentnie widać to na fotografiach. W ogólnym postrzeganiu przoduje jasna, a przez to napawająca optymizmem kolorystyka. Sam element nośny, czyli niezbyt gruby, skręcony z kilku żył srebrny przewodnik ubrano w eksponującą połysk przewodnika przezroczystą koszulkę. Mało tego, tuż przed wtykiem żeńskim, czyli przed wejściem do odbierającego dawkę energii urządzenia zamontowano wykończony matowym złotem owalny pojemnik, w którym skryto będący tajemnicą firmy układ filtrujący. I gdy do tego dodamy zaprojektowane dla CC, wizualnie podobnie do reszty komponentów, mieniące się srebrem wtyki, mamy coś, co nawet jeśli nie wpłynie na dźwięk (lojalnie ostrzegam, z wydawaniem ostatecznych wyroków zalecam poczekać do końca tekstu), z pewnością poprawi nam samopoczucie. Puentując tę część opisu dodam tylko, iż ostatnim namaszczeniem damską ręką tego produktu są wyściełane wewnątrz aksamitem, a na zewnątrz wykończone mieniącą się odcieniami brązu i ciemnego złota panterką transportowe kuferki. Ale to nie koniec ważnych dla klienta informacji. Niestety, w komplecie otrzymujemy coś, co jest wymogiem ostatnich, nasączonych chęcią nieuczciwego zysku czasów, czyli certyfikat autentyczności towaru w postaci karty magnetycznej. To może wydać się śmieszne, ale w dobie, gdy podrabianie praktycznie wszystkiego jest na porządku dziennym, dobrze byłoby mieć pewność, że zakup komponentu za równowartość średniej klasy samochodu nie jest rosyjską ruletką, tylko zabezpieczoną przed przypadkowością transakcją.

Gdy wpinałem tytułowy zestaw okablowania sieciowego w swój tor, byłem bardzo ciekawy, co takiego może się wydarzyć. Przecież to, co obecnie posiadam, jest pewnego rodzaju serią świadomych, kilkuletnich wyborów i przynajmniej teoretycznie rzecz biorąc każdy nowy komponent, a tym bardziej ich pakiet powinien wywrócić moją układankę do góry nogami. I wiecie co? Tak się nie stało. Co więcej, sprawa prezentacji dźwięku, a co za tym idzie wirtualnej sceny za sprawą użycia przedstawicieli jednego modelu okablowania dla całego systemu przybrała bardzo pozytywną, bo wprowadzającą dodatkową spójność grania cechę. Cechę, która z jednej strony dzięki będącej znakiem rozpoznawczym tej serii okablowania dawce gładkości dla wszystkich elementów toru audio w wymiarze symboliki nieco temperowała pracę najwyższych rejestrów, ale za to z drugiej w rozgrywające się przede mną wydarzenia muzyczne tchnęła tak bardzo poszukiwany przez kochających muzykę melomanów spokój. To może wydawać się niedorzeczne, teoretycznie zmniejszamy ilość lumenów na scenie, a mimo to w bardzo naładowanym gęstą średnicą zestawie powodujemy wyraźną poprawę jego brzmienia. Niemożliwe? Niestety możliwe, gdyż dzięki zarezerwowanej dla najlepszych rozdzielczości nadal wszystko jest bardzo czytelnie podane. Jeśli tego nie czujecie, sądzę, że jeszcze wszystko przed Wami, gdyż muzyka nie powinna nas napadać efektem „łał”, tylko sprawiać, iż swoją pozorną bezinteresownością bytu międzykolumnowego mimo woli przykuwać naszą uwagę. Wiem, postradałem zmysły, ale dawno mam za sobą systemy reprodukujące rozedrgane w eterze instrumenty. Obecnie stawiam na wyraźny atak, unikający nadmiernej ekscytacji ton i jego swobodne wybrzmienie do samego końca, bez jakichkolwiek fajerwerków wokół wygenerowanej nuty. Ale nie o tym dzisiaj rozprawiamy, dlatego wracamy do tytułowego okablowania. Idźmy dalej. Wspomniana przed momentem praca w sferze prezentacji wysokich tonów nie jest jedynym pozytywnym zabiegiem testowanych drutów, gdyż w sukurs tak postawionej sprawie idzie lekko rozświetlona wyższa średnica, która natychmiast zwiększa uczucie wyraźniejszego i głębszego budowania bardzo obszernej sceny 3D. Aby założeniom ponadprzeciętności przecież nie tanich kabli stało się zadość, całości wykończenia fenomenalnego pomysłu na dźwięk pomaga delikatnie wzmocniony wyższy bas. Ktoś zapyta: „To w systemie z podobnymi artefaktami wpisanymi w kod DNA szczypta wyższego basu jest w stanie jeszcze pomóc? Przecież ten zakres w nadmiarze zazwyczaj jest idealnym zamulaczem”. I tutaj w teorii macie rację, ale w odniesieniu do oferty Crystal Cable się mylicie. Całą obawę o nadmiar dobroci przełomu basu i środka niweluje przecież otwarcie wyższych partii tego drugiego. To sprawia zaś, że mimo tak chwalonego przeze mnie spokoju generowanej muzyki, ta oferuje bardzo przyjemny w odbiorze drive w postaci odczucia większej niż dotychczas energii materializujących się fal dźwiękowych i co ważne bez jakiegokolwiek spowolnienia. Sam miałem problem z zaakceptowaniem tego zjawiska, ale kilkukrotne próby przełączeniowe z różnorodnym materiałem muzycznym za każdym razem jedynie potwierdzały tę nadającą pożądany sznyt dźwięku mojego systemu cechę. Zatem gdy karty zostały rozdane, próba opisania w jednym zdaniu najważniejszych zalet testowanych The Ultimate Dream brzmiałaby następująco: To są zaskakująco gładko grające, a zarazem bardzo energetyczne kable, które w bardzo wyrafinowanych systemach bez jakichkolwiek strat są w stanie wprowadzić daleki od uczucia nudy spokój słuchanej muzyki. Zatem, jak wytłumaczę sprawę nieco większej iskry z posiadanym przeze mnie okablowaniem? Jest lepiej od propozycji testowej? Z pewnością w wartościach bezwzględnych nie, ale to jest mój świadomy wybór, gdyż na chwilę obecną preferuję trochę bardziej błyszczące blachy, co jednak nie przeszkadza mi przyznać wyższości jakości dźwięku produktowi pokazującemu nieco inne oblicze (Crystal Cable) niż osobiście preferuję. Przecież każdy z nas mimo dążenia do prawdy jaką jest przekaz live, przemierza całkowicie inną, sprawiającą mu przyjemność drogę.

Zdaję sobie sprawę, że oceniany dzisiaj zestaw okablowania zasilającego z racji zajmowanej pozycji w cenniku jest ofertą jedynie dla wybranych. Jednak w swej długiej drodze świadomego audiofila nie raz przekonałem się, iż wysoka cena jako taka nie gwarantuje końcowego sukcesu. Tymczasem jestem bardzo rad, że w tym przypadku żądana za produkt niezła sumka jest wprost proporcjonalna do trochę uciekającej konkurencji oferty sonicznej. Czy widziałbym taki zestaw u siebie? Z całą powagą okupionej sporym wydatkiem decyzji odpowiem, że tak, mimo nieco łagodniejszego sznytu bardzo ważnych dla mnie skrajów górnej części pasma. To są niuanse, a nie radykalne różnice, a pełna akceptacja nie byłaby równoznaczna z siłowym przyzwyczajeniem się do tak prezentowanej muzyki, tylko idąc za wyartykułowaną kilka linijek wcześniej teorią szukania piękna w muzyce przekroczeniem kolejnego stopnia wtajemniczenia. Dlatego też wszyscy, którzy są w stanie wyasygnować sugerowaną przez holenderskiego producenta kwotę, bez względu na stan samozadowolenia z tego co posiadają, powinni spróbować zmierzyć się dzisiejszymi bohaterami. Nawet jeśli coś między Wami nie zaiskrzy, gwarantuję bardzo ciekawie spędzony z muzyką w tle czas. Naprawdę warto.

Jacek Pazio

Dystrybucja: Nautilus
Cena: 11 900 € / 1,5 m

System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA