Tag Archives: Quality Audio


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

Link do zapowiedzi: Omega Audio Concepts DNA Power AC

Opinia 1

Jak już przy poprzednim teście wysokiej rangi łączówki wspominaliśmy w planach sprawcy dzisiejszego zamieszania przewodów oferowanych „luzem” w ofercie miało nie być wcale. Ot ojcowie założyciele wymyślili sobie taki model biznesowy, by oferować kompletne, ortodoksyjnie monoteistyczne – zamknięte na ingerencję z zewnątrz systemy. Czyli klient określając konkretne parametry graniczne otrzymywał dosłownie wszystko – od przewodu wychodzącego ze ściennego gniazda po kolumny sygnowane jednym logotypem. Utopia? Bynajmniej, raczej świadomość ważkości nawet najmniejszych zmiennych, czyli unikanie sytuacji wprowadzania do kompletnego systemu przypadkowych elementów spoza firmowego ekosystemu. Jak jednak życie pokazało nawet najbardziej ambitne plany trzeba akomodować do dynamicznie zmieniających się okoliczności przyrody, więc koniec końców również i Omega Audio Concepts przebudowała swój katalog tak, by oprócz rozwiązań „pod klucz” potencjalny nabywca mógł swój audiofilski ołtarzyk budować sukcesywnie, krok po kroku swoją przygodę z włoską myślą techniczną rozpoczynając czy to od elektroniki, kolumn, czy też okablowania. I właśnie po raz kolejny, dzięki uprzejmości chełmżyńskiego Quality Audio na owym okablowaniu przyszło nam się skupić. Jednak w tej odsłonie przyjrzymy się i przysłuchamy reprezentantowi drugiej od dołu linii DNA w postaci przewodu zasilającego Omega Audio Concepts DNA Power AC.

Jak na powyższych zdjęciach doskonale widać dostarczony na testy egzemplarz pod jednym względem niezaprzeczalnie różni się od tego, co można zobaczyć na stronie samego producenta. Chodzi oczywiście o umaszczenie, bowiem ekipa z Colle Umberto w swych mediach uparcie promuje gorącą czerwień a tymczasem nasz rodzynek przyodziany został w dystyngowaną, opalizującą czerń. Całe szczęście ekspresowa wymiana korespondencji z dystrybutorem rozwiała wszelkie wątpliwości i rzuciła nieco światła na powód owej rozbieżności. Okazało się bowiem, iż co prawda czerwień jest sugerowanym standardem, jednak producent dopuszcza pewne odstępstwa od firmowych dogmatów i nie widzi najmniejszego problemu z dostarczaniem swych przewodów w oplotach o innej kolorystyce, jak powyższa czerń, czy np. błękit. Niezmienne pozostają za to pozostałe składowe, czyli solidne, złocone wtyki, ozdobna aluminiowa mufa informująca o modelu, wytwórcy, pochodzeniu i oczywiście budowa anatomiczna. Jak jednak historia pokazuje również i Włosi nie są zbyt skorzy do dzielenia się tajemnicami R&D, więc jedynie dość lakonicznie informują o obecności pod opalizującą koszulką PET otulonych czterema ekranami i izolacją z poliolefinu pięciu miedzianych przewodów solid core o średnicy 1,5mm każdy. I właśnie z racji swej budowy włoska sieciówka charakteryzuje się zauważalną sprężystością i sztywnością, jednak od razu zaznaczę, iż w porównaniu z Micro Extra Signal ergonomia i podatność na zginanie jest o wiele bardziej przyjazna zaszafkowym ekwilibrystykom.

Skoro z aplikacją nie było żadnych problemów a i okres akomodacyjny, choć dystrybutor był tak miły i główne wygrzewanie wziął na swoje barki, minął najwyższa pora by sprawdzić i ocenić cóż takiego Omega Audio Concepts DNA Power AC oferuje pod względem wpływu na brzmienie podłączanych do niego urządzeń. A wbrew temu co twierdzą zaimpregnowani na empiryczne doświadczenia sceptycy ów wpływ jest tyleż zauważalny, co zarazem łatwo definiowalny. DNA stawia bowiem na kipiącą energią zwartość konsystencji w niektórych momentach idącą w cross-fitową żylastość. Nie oznacza to bynajmniej jakiegoś drastycznego odchudzenia dźwięku, czy wręcz wprowadzenia do niego pierwiastka podskórnej nerwowości, lecz raczej zebranie się całości w sobie i eliminację ewentualnego poluzowania i niesubordynacji najniższych składowych. Chociażby na „New Moon Daughter” Cassandry Wilson basu jest sporo i zazwyczaj jego definicja opiera się na pewnej pluszowości, umowności i niedopowiedzeniu definiowania bryły kontrabasu a prowadzona w nieco zwolnionym tempie narracja tylko ową umowność intensyfikuje. Tymczasem po pojawieniu się w systemie Omegi owa pluszowa krągłość nabiera konturów a gąbczasta tkanka ulega wyraźnej konkretyzacji. Całe szczęście odbywa się to bez uszczerbku dla melodyki i koherencji prezentacji, więc możemy w tym przypadku mówić jedynie o pozytywach, jak daleko nie szukając pojawienie się motoryki i drajwu, który wcześniej był jedynie sygnalizowany. Równie wyraźnie to słychać na zdecydowanie lżejszym i bardziej „wartkim” albumie „Rhytms Of The Heart” Reginy Carter, gdzie dopiero co wspomniana Cassandra, za sprawą coveru „Papa Was a Rollin’ Stone” również ma swoje nawet nie pięć a blisko siedem i pół minuty w świetle scenicznych reflektorów i wykorzystuje je wybornie. Warto również wspomnieć, iż lekkie utwardzenie przekazu nie sprawia, że skrzypce Reginy zaczynają intensywniej kąsać, czy wręcz popadać w szklistość. O nie, co prawda nie brakuje im zadziorności i natywnej chropawości, ale one tak właśnie brzmią i jakiekolwiek ich osładzanie i lukrowanie jest odstępstwem od stanu faktycznego, więc optykę narzucaną przez DNA Power śmiało możemy uznać za trzymającą się faktów obiektywność.
Jeśli jednak ktoś się obawia, iż owa konkretyzacja i „żylastość” przy mniej finezyjnym repertuarze na dłuższą metę może męczyć wprowadzając znamiona wyczynowości, to spieszę owe grono uspokoić, iż nic takiego, o ile tylko reszta systemu takowych cech nie przejawia, nie ma miejsca. Ba, nawet na obfitującym w iście szaleńcze tempa i zarazem niezwykle odległym od audiofilskich wzorców „The Funeral Album” Sentenced nijakich anomalii nie odnotowałem, a że gitarowym riffom nie sposób było odmówić ognistej kąśliwości a chropawy wokal Ville Laihiala nijak nie przypominał jedwabistości znanych z partii Michaela Bublé, to już oczywista oczywistość. Było szorstko, ciężko i szybko, ale zarazem bez ponadnormatywnej ofensywności i epatowania jazgotliwością. Powyższe obserwacje potwierdził ostatni album ww. jegomościa udzielającego się tym razem pod szyldem Saattajat na albumie „Ei meillä ole kuin loisemme”, gdzie jest jeszcze ciężej, brudniej, bardziej garażowo a z racji partii wokalnych wyrykiwanych po fińsku całość ma niepowtarzalny klimat. Czuć za to bezpośredniość i drzemiący w materiale źródłowym potencjał dynamiczny, więc zasadnym jest stosowne zwiększenie głośności i poczucie na własnych trzewiach co tak naprawdę potrafi nasz system, bo co jak co, ale Omega DNA na pewno nie będzie jego najsłabszym ogniwem.

Omega Audio Concepts DNA Power AC to niezaprzeczalnie przewód o własnym, jasno określonym charakterze, więc nie powinno być najmniejszych problemów z określeniem, czy wpisuje się w nasz system i prywatne gusta, czy też szukać musimy dalej. Jeśli jednak dzień rozpoczynacie od espresso doppio, lubicie „sportowy styl jazdy” a w muzyce wykluczacie nudę, to coś czuję w kościach, że powinniście polubić się z naszym dzisiejszym gościem.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Jeśli czytaliście moją relację z naszego pierwszego starcia z sygnałową konstrukcją tytułowego brandu, zapewne wiecie, jeśli jednak nie, niezorientowanym czytelnikom spieszę wyjaśnić, iż marka Omega Audio Concepts nie wyskoczyła nagle na nasz rynek z przysłowiowego kapelusza. Mianowicie jest to od wielu lat bardzo dobrze znany na zachodzie Europy producent szerokiego spektrum konstrukcji z naszego podwórka. I może się zdziwicie, ale pisząc o bogatej palecie asortymentu mam na myśli dosłownie i w przenośni wszytko. Od będących dzisiaj tematem drugiego spotkania kabli, przez elektronikę, po kolumny, co sprawia, że bazując li tylko na jej pomysłach śmiało można skompletować pełen świetnie dopasowany do siebie brzmieniowo, bo pochodzący spod jednej ręki zestaw audio. A co w ich działalności jest najciekawsze, właśnie taki, czyli oparty na proponowaniu klientom kompletnego pomysłu na muzykę hołduje na co dzień. Tak tak, panowie ze słonecznej Italii, bo stamtąd pochodzi opisywany producent, w podstawowym nurcie działalności zajmują się zaspokajaniem potrzeb klienta w pełnym zakresie, a podobne do dzisiejszego wydarzenia oddania jedynie drobnego wycinka w dystrybucję są swoistym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Na szczęście podobny wyjątek zdarzył się na naszym rynku, dlatego z przyjemnością informuję, iż dzięki logistycznym działaniom stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio dzisiaj przyjrzymy się kolejnemu produktowi z zakresu okablowania systemów, którym w czasach obecnego szaleństwa będzie bardzo rozsądnie wyceniony przewód zasilający Omega Audio Components DNA Power AC.

Do kwestii budowy rzeczonego kabla mogę odnieść się jedynie interpretując zamieszczoną na stronie internetowej producenta tabelkę. Z niej zaś wynika, że podstawowym materiałem przewodników Solid Core jest wysokiej czystości miedź. Tak jak w każdym przewodzie serii DNA, tak też w prądowym znajdziemy aż 5 przebiegów sygnału, które całościowo osiągają przekrój o grubości 1.6 mm2. Jeśli chodzi o ekranowanie, stosując firmową specyfikację, aby odpowiednio zabezpieczyć sygnał przed zakłóceniami producent potroił ten zabieg, natomiast w kwestii izolacji posłużył się kombinacją na bazie powłoki Poliolefinu i powłoki PET. Finalnie nasz bohater został ubrany w estetycznie prezentującą się, czarną, opalizującą plecionkę i zaterminowany estetycznymi wtykami. W drogę do klienta podobnie do opisywanego niedawno kabla sygnałowego XLR, DNA Power AC pakowany jest w wyściełane białym materiałem, wyposażone w certyfikat oryginalności, krwistoczerwone kartonowe pudełko.

Jak wypadł włoski, tym razem czarny prądowy ogier? W ogólnej estetyce bardzo podobnie do wyższej serii sygnałowego XLR, czyli z dbałością werwę oraz czytelność kreowanej wirtualnej sceny. Naturalnie z nieco mniejszym zaangażowaniem w pokazywanie najdrobniejszych detali, ale patrząc na różnicę w cenie, a tym samym wykorzystanie mniej zaawansowanej technologii i jakości materiałów całkowicie zrozumiałe. Ale zapewniam, chodzi o niuanse, które w najwyższych modelach każdego producenta są oczkiem w głowie, a które nadmiernie eksponowane w niższych seriach mogłyby wypaść niekorzystnie. A przecież wszyscy wiemy, iż w całej naszej zabawie chodzi o przyjemność ze słuchania muzyki ze stosownym, a nie nadmiernym dla danej półki pakietem informacji. Ca zatem po tym wprowadzeniu mogę powiedzieć o tytułowym kablu? Przyznam, że pokazał się z bardzo ciekawej strony. A dlatego, że oprócz zapewnienia muzyce świetnej wagi i co za tym idzie, gdy trzeba energii, dzięki dobremu zwarciu dźwięku, czyli de facto jego kontroli, przez cały czas muzyka tętniła fajnym życiem. Życiem, które oferowało świetny drive, mocny atak i wyraziste krawędzie źródeł pozornych. A co w tym było najistotniejsze, przekaz brzmiał spójnie. W estetyce nasycenia oraz dobrego akcentowania wyrazistości skrajów pasma, co nie tylko przeciwdziałało popadania projekcji w monotonię, ale owocowało odpowiednim wizualizowaniem różnego rodzaju muzyki. Nie tylko miłej, łatwej i przyjemnej, ale także bardzo agresywnej.
Z puli tej łatwiejszej, a tak naprawdę spokojniejszej wziąłem na tapet Torda Gustavsena Trio „The Other Side”. Jednak zapewniam, ów spokój jest bardzo zdradliwy i raczej wspomniany przez mnie przekornie, bowiem jeśli system zabrzmi zbyt zachowawczo, muzyka będzie zdradzać stan jak po sporej dawce Pavulonu. Tymczasem jazzowe tria muszą zabrzmieć odpowiednio wyraziście w kwestii czytelności nie tylko krawędzi rysującej dany spektakl, ale także stosownego wykonturowania serwowanej energii, a wszystko powinno zostać okraszone nienachalną dawką otwartości górnych rejestrów. I wiecie co, dzięki oferowanej przez testowany kabel drapieżności, wspomniana formacja wypadła w sposób całkowicie spełniający warunki ciekawego odbioru. Dostałem fajny drive, dobrze określoną w domenie zwarcia masę i otwartość, a to przełożyło się na widowiskową projekcję materiału od wielu lat lubianego przeze mnie artysty. Ani przez moment nie odczułem sytuacji jakichkolwiek braków w dozowaniu istotnych niuansów, co dla mnie jest podstawowym kryterium pozytywnej oceny brzmienia ocenianego materiał – brawo.
Podejmując wyzwanie testowe z solidną dawką braku elegancji spod znaku grupy Slayer „Seasons In The Abyss” miałem jeden cel. Była nim weryfikacja, czy dobrze wpływająca na prezentację jazzu dawka dobrze zaznaczonej w kwestii rysunku energii nie zrobi przysłowiowego „kuku” samej w sobie dość kanciastej w brzmieniu muzyce rockowej. Otóż w tym przypadku także materiał wyszedł ze starcia z przysłowiową tarczą. Zapewne to efekt braku pogoni tytułowego kabla za wyciskaniem z prezentacji ostatnich soków, czyli poszukiwania nieposkromionej wyrazistości. Owszem, muzyka błysnęła w moim pokoju mocnym akcentem bezczelności, ale zapewniam, słuchani artyści takim obrotem sprawy byliby z pewnością ukontentowani, gdyż mimo wszystko – czyli nawet w najbardziej wściekłych pasażach – przekaz nie przekraczał cienkiej linii dobrego smaku. A muszę przyznać, że jak zawsze słuchałem tego krążka bardzo głośno i nic nie bolało, a to niekwestionowany sukces.

Komu poleciłbym nasz punkt zainteresowania w tym podejściu testowym? Jak można się domyślić, z jednym wyjątkiem wszystkim. A wszystkim dlatego, że jego podstawową zaletą jest podkręcanie emocji w muzyce działaniami w postaci zastrzyku kontrolowanej oraz dobrze określonej w domenie czytelności energii. Tego zazwyczaj nigdy nie jest za wiele. O co zatem chodzi z tym wyjątkiem? Otóż fraza „zazwyczaj” nie oznacza nigdy, dlatego polecając Wam tytułową sieciówkę wziąłem poprawkę na systemy już na starcie nazbyt wyraziste, żeby nie powiedzieć cierpiące na syndrom ADHD. Połączenie ich z Omegą oczywiście nie musi oznaczać porażki, ale podejmując się próby takiej konfiguracji, z tyłu głowy trzeba mieć jej estetykę brzmienia. Dość uniwersalną, ale jednak pełną ekspresji. Zatem jeśli szukacie zwiększenia dawki emocji lub wsparcia swojego systemu zwartym impulsem, przybyły do nas Włoch jest bardzo dobrym kandydatem na ratujący Wam przysłowiowy „tyłek” długotrwały ożenek.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Omega Audio Concepts
Cena: 5 000 PLN / 2m

Dane techniczne
Konstrukcja: solid core
Liczba przewodników: 5
Materiał przewodników: miedź
Średnica przewodników: 1,6 mm
Liczba ekranów: 4
Izolacja: Poliolefin
Osłona zewnętrzna: Poliolefin + plecionka PET

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

Opinia 1

Skoro praktycznie każda, nawet najbardziej niewinna wzmianka o okablowaniu audio wywołuje istny Armagedon w mediach społecznościowych nie pozostaje nam nic innego, jak może nie tyle podążać zgodnie z narzuconą przez decybelujących dyskutantów retoryką, co dostosować narrację do spodziewanej kolejnej eskalacji. Z pomocą przychodzi nam jedno z trzech, obok Koranu i atlasu grzybów, najbardziej śmiercionośnych wydawnictw, czyli … Biblia, gdzie w „Apokalipsie św. Jana” pada sławetne „Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec.” Wszystko wskazuje bowiem na to, iż sprawca dzisiejszego zamieszania, de facto nawet poprzez własną nazwę, wykazuje dość jasne inklinacje do bycia wyborem finalnym, końcowym i ostatecznym. Panie i Panowie oto sygnowany przez włoską manufakturę Omega Audio Concepts interkonekt XLR Micro Extra Signal.

Patrząc na aparycję tytułowej łączówki trudno nie odnieść wrażenia, iż jej twórcom, poza firmową kolorystyką (polecam zerknąć do naszych relacji z monachijskich High Endów i hifideluxe’ów) niekoniecznie przyświecała chęć dopasowania do typowo stereotypowego postrzegania „włoskiej roboty” w ujęciu wyrafinowania formy i szlachetności wykończenia. Mówiąc wprost Micro Extra Signal XLR zdecydowanie bliżej naszym rodzimym Bautom aniżeli chociażby andaluzyjskim, a więc Hiszpańskim, wysokim modelom Fono Acustica. Na usprawiedliwienie dzisiejszego wytwórcy wypada jednak dodać, iż najwidoczniej na Półwyspie Apenińskim przynajmniej jeśli chodzi o aparycję połączeń audio niespecjalnie przywiązuje się wagę, gdyż daleko nie szukając ani goszczące u nas Ricable, ani HiDiamondy również niczym szczególnym za oko nie łapały. Wracając jednak do meritum a zarazem do analogii z polskimi „dyszlami” oprócz umaszczenia i „finezji” wykończenia cechy wspólne obejmują również ergonomię, gdyż podatność na zginanie i skręcanie włoskich interkonektów jest nazwijmy to dyplomatycznie „dość umowna”. Warto mieć ów szczegół na uwadze, bowiem Omegi nie tylko wymagają bardzo dużego promienia skrętu, lecz również dopasowania orientacji gniazd (pamiętajmy, że rozmawiamy o XLR-ach) spinanych ze sobą urządzeń, gdyż ich (znaczy się Omeg) obrót np. o 90° jest praktycznie niewykonalny a o 180° obrocie względem osi możemy po prostu zapomnieć. Powyższa niedogodność jest oczywiście pochodną budowy anatomicznej, gdyż tytułowe interkonekty wykonano z pięciu przewodników solid core ze srebrzonej miedzi, które oprócz poliolefinowej izolacji chroni aż sześć ekranów, co z pewnością nie służy wiotkości całej konstrukcji. Do konfekcji użyto może mało biżuteryjnych, lecz za to niewątpliwie solidnych wtyków Neutrik XX Series, które zabezpieczono zwykłymi termokurczliwymi koszulkami pozbawionymi jakichkolwiek oznaczeń. Stosowną informację o modelu, producencie i kierunkowości znajdziemy dopiero na umieszczonej na przewodzie aluminiowej mufie.

Mając dotychczas jedynie czysto przypadkowe, stricte wystawowe kontakty z dokonaniami ekipy z Colle Umberto i to głównie, pomijając ostatnie Audio Video Show (listwa zasilająca+ okablowanie), w ujęciu „globalnym” – w postaci kompletnych firmowych systemów do naszego dzisiejszego podchodziłem bez jakichkolwiek oczekiwań. No może jedynie z tymi dotyczącymi rekompensaty za czas i trud poświęcony na jego aplikację. A tak już zupełnie na serio, to autentycznie miał u mnie „carte blanche”. Dlatego też, choć rodzimy dystrybutor (chełmżyńskie Quality Audio) był na tyle miły, że przed dostawą zdążył go wygrzać, już w trakcie standardowych, niezobowiązujących rzutów uchem w trakcie kilkudniowej rozgrzewki dochodziłem do wniosków, że … jest potencjał. A gdy okres ochronny minął potwierdzenie wcześniejszych „migawek” okazało się czystą formalnością, bowiem karmazynowe Omegi zaoferowały wielce udany mariaż angażującej rozdzielczości z kojącą skołatane nerwy muzykalnością ujęty w ramy zapobiegającej przysypianiu na kanapie motoryki. Adekwatnie do swej postury operowały dźwiękiem dużym i obszernym stawiając w pierwszej kolejności na wolumen i energię a dopiero w drugiej na niuans i detal, przez co niejako w naturalny sposób intensyfikują wszelakiej maści rockowy repertuar. Przykładowo „Alienation” Three Days Grace zabrzmiało niemalże jak na sterydach – z niszczycielską potęgą, potężnym basowym fundamentem i przyjemnie gęstą konsystencją. Włoskie przewody nadały całości przyjemnej analogowości i gładkości, przez co cały album wypadł przyjemniej i bardziej melodyjnie. Ponadto partie wokalne zostały sugestywnie podkreślone i delikatnie wysunięte przed szereg dając tym samym więcej miejsca dalszoplanowym wydarzeniom. A właśnie, gradację planów określiłbym mianem satysfakcjonującej, acz nienachalnej, niezabiegającej o atencję, przez co gustując w gęstszych i bardziej zagmatwanych aranżacjach („Psychotic Symphony” Sons Of Apollo) decydując się na Omegi warto pomyśleć o odpowiednio rozdzielczej reszcie toru, gdyż one same z siebie dążyć do wyekstrahowania poszczególnych muzyków z tła niekoniecznie ambicję będą miały. Co innego rytm i drajw, które nawet przy szczątkowej sekcji rytmicznej zawsze będą wodą na młyn Micro Extra Signal.
Niemniej jednak zarówno w starszym, jak i mniej dynamicznym repertuarze jak np. „No Regrets – The Best Of Scott Walker and The Walker Brothers 1965–1976” włoskie łączówki potrafią pokazać się od najlepszej strony sugestywnie dosaturowując średnicę, dyskretnie ozłacając górne rejestry i co śmiem twierdzić najbardziej pożądane, eliminując „telefoniczność” orkiestracji (jakby podczas masteringu ktoś dograł je dzwoniąc z budki telefonicznej)umiejętnie redukując anachroniczność materiału źródłowego. Co prawda jest to zauważalne odejście od ortodoksyjnej transparentności, lecz skoro efekt finalny śmiało możemy rozpatrywać w kategoriach poprawy i uatrakcyjnienia prezentacji to trudno uznać ową manierę za wadę.
W końcu jeśli dzięki włoskiej łączówce słuchać i to z przyjemnością możemy nagrań, które do tej pory trzymaliśmy wyłącznie z sentymentu a na naszych playlistach, z racji realizacyjnych ułomności gościły nader sporadycznie to tylko wypada się cieszyć a nie szukać dziury w całym.

Jak mam nadzieję z powyższych, czysto subiektywnych obserwacji wynika Omega Audio Concepts Micro Extra Signal ma swój własny i zarazem jasno określony charakter brzmieniowy oraz trudną do pominięcia ergonomię. Dlatego też zasadnym wydaje się w pełni świadome podjęcie decyzji o jego wypróbowaniu we własnym systemie i tzw. rozpoznanie bojem, gdyż po pierwsze nie wszędzie da się go zaaplikować a po drugie doskonale zdaję sobie sprawę z istnienia osobników dla których to, że za sprawą ww. łączówki ich system i posiadane nagrania zabrzmią atrakcyjniej wcale nie będzie po ich myśli.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Wierzcie lub nie, ale dzisiejsze spotkanie spokojnie możemy zaliczyć do swego rodzaju dokonania rzeczy niemożliwej. Chodzi mianowicie o to, że tytułowa marka z Italii, którą notabene kilkukrotnie odwiedzaliśmy na wystawie w Monachium, swój projekt biznesowy opiera na oferowaniu klientowi w pełni kompletnego systemu audio od źródła, przez wzmocnienie, okablowanie, po kolumny głośnikowe. Niestety jest na tyle konsekwentna w swym działaniu, że kilkukrotnie odrzuciła propozycję rodzimego dystrybutora roztoczenia opieki jedynie nad częścią jej portfolio. I gdy temat powoli umierał, na szczęście znany tylko wspomnianym stronom splot wydarzeń sprawił, że po kilku podejściach do wiążących rozmów udało się wypracować na razie skromny, ale jednak ciekawy od strony oferty plan działań. Działań, których pierwszym efektem jest dzisiejszy test kabla sygnałowego. Jak przystało na Włochów wyrazistego od strony wizualnej, co tylko podkręca chęć dogłębnego poznania jego możliwości sonicznych. Co jest tematem tej epistoły? Otóż dzięki staraniom stacjonującego w Chełmży Quality Audio na przetarcie szlaków dla kolejnych zderzeń testowych w nasze progi trafił włoski przewód sygnałowy Omega Audio Concepts z serii Micro Extra Signal XLR.

Jeśli chodzi o garść informacji na temat okazałego wizualnie Włocha, najważniejszą jest fakt, że w roli przewodników mamy do czynienia ze srebrzoną miedzią. Jednak nie jako łatwo układającą się linką, tylko nieco sprawiającą problem podczas procesu aplikacji w ciasnych przestrzeniach, składającą się z 5 przewodów konstrukcją typu Solid Core. Niestety we wspomnianym układaniu kabla nie pomaga też solidność jego wykonania, bowiem przekrój całkowity użytych przewodników osiąga poziom 1.5 mm². A to nie wszystko, gdyż w ten sam sposób, czyli z wielką pieczołowitością potraktowano ekranowanie, gdzie przebieg sygnału zasiania zabezpieczono ośmioma warstwami, a zasilania wespół z sygnałem dodatkowymi sześcioma. W roli izolatorów zaś wykorzystano wariację Polyolefinu i powłoki PET. Jak wynika z opisu, po takim potraktowaniu kabel musiał osiągnąć sporą średnicę i przez to stawia opór przed wyginaniem, ale jest pociecha, gdyż gdy przed podłączeniem odpowiednio go uformujemy, da się go zastosować. Zamykając temat XLR-a Omega dodam jeszcze, iż w drogę do klienta nasz bohater pakowany jest w także w wyzywające kolorystycznie, elegancko wyściełane białym materiałem, opatrzone certyfikatem pudełko w krwistej czerwieni.

Jak odebrałem zastosowanie Micro Extra Signal pomiędzy przedwzmacniaczem, a końcówką mocy? Na co dzień używam bezpiecznego, bo równego w brzmieniu, dla wielu nazbyt zachowawczego w kwestii serwowania dużej dawki nasycenia, a dla mnie właśnie z tego powodu idealnie wpisującego się w potrzeby systemu kabla Hijiri Milion Kiwami. Kabla, który od wielu lat broni się u mnie nie tylko bez najmniejszego problemu, ale także idealnie pokazuje, w jakim kierunku podąża dźwięk, gdy go czymś zastąpię. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie jest mistrzostwo świata w rozumieniu bezwarunkowym, tylko w danej zbieraninie elektroniki. Co zatem pokazała roszada? Otóż testowany kabelek zafundował mojemu systemowi spory zastrzyk energii i otwartości. Muzyka dostała body i stała się jakby bardziej czytelna, gdyż wspomnianą dodatkową masę cechowała znakomita ostrość rysunku wirtualnej sceny. I właśnie owa ostrość spowodowała, że oprócz podkręcenia drive’u muzyki i co za tym idzie jej świetnie odbieraną nieobliczalność przekaz zyskał na transparentności. Owszem, był mocniejszy w uderzeniu skomasowaną, dobrze zdefiniowaną energią, bardziej wyrazisty w kwestii drapieżności oddania ataku muzyki i bardziej wyrazisty w budowaniu realiów najwyższych rejestrów, ale mimo mojego codziennego, nieco innego podejścia do tych aspektów muzyka w żadnym przypadku mnie nie męczyła. Jak Włochom się to udało, nie mam pojęcia. Ważne jednak, że gdy zazwyczaj od solidnego podkręcania emocji w każdym zakresie słuchanej muzyki z automatu stronię, to, co zaoferował produkt Omega Audio Concepts nie przekraczało estetyki przyjaznego przyswajania, a wręcz otwierało mi czasem oczy, że można aż tak ekspansywnie – w stosunku do moich codziennych oczekiwań, ale nadal z wielkimi umiejętnościami zaangażowania słuchacza w najdrobniejsze niuanse danego materiału. I to każdego materiału, gdyż działania opiniowanego kabla nie skupiały się na pojedynczym aspekcie dźwięku. Chodzi oczywiście o mocniejsze akcentowanie jego pełnego spektrum od masy, przez ostrość kreowania bytów w przestrzeni i oczywiście jako wynik wspomnianych działań jakby mocniejszy blask unikającego zbędnego zmiękczania górnego zakresu. Gdybym miał przełożyć to z polskiego na nasze, powiedziałbym, że muzyka oferowała solidną, w pełni kontrolowaną podstawę basową, gęstą, ale w wizualizacji wykorzystującą rysik, a nie flamaster średnicę, a wszystko bez zapędów do nadinterpretacji doświetlały dźwięczne, raczej twarde i przez to mocne, aniżeli nudnie zmiękczone wysokie tony. A jeszcze krócej? Dostałem zdroworozsądkowo zdefiniowaną jazdę bez trzymanki. Ale żeby nie było, u mnie w najmniejszym stopniu nie szkodzącą w słuchaniu ulubionej muzyki, a dla wielu z Was mogącą okazać się pewnego rodzaju ratunkiem w sensie korekty wcześniej podjętych nietrafionych wyborów. A jeśli tak, mam nadzieję, że bez problemu przyjmiecie do wiadomości, iż oferta soniczna opiniowanej konstrukcji byłą przyjazna nie tylko dla muzy rodem z piekła, ale także mlekiem miodem płynącej. Tej ostatniej w z nieco większym akcentowaniem skrajów pasma, ale nadal dobrze sprawdzającym się nawet podczas długich sesji odsłuchowych.

Komu polecałbym tytułowy kabel sygnałowy? Sprawa jest jasna. Jeśli szukasz w pełni kontrolowanego zastrzyku pełnych życia, ale dalekich od dręczenia słuchacza nadinterpretacją emocji podczas obcowania z ulubioną muzyką, jesteś idealnym kandydatem do prób w swoim systemie. Ale to nie jedyna grupa docelowa, gdyż jak wspomniałem, Micro Extra Signal XLR będzie fajnym partnerem także dla systemów nieco ociężałych lub cierpiących na tak zwaną anoreksję. Tchnie w nie szczyptę zwartej oraz dźwięcznej energii, co sprawi, że muzyka zabrzmi z taka radością, jak nigdy wcześniej. Mam nadzieję, że sprawę wyłożyłem jasno. Moim zdaniem prościej się już nie da.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Omega Audio Concepts
Cena: 21 100 PLN / 1m

Dane techniczne
Konstrukcja: solid core
Liczba przewodników: 5
Materiał przewodników: posrebrzana miedź
Liczba ekranów: 6
Izolacja: Poliolefin
Osłona zewnętrzna: Poliolefin + plecionka PET

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

artykuł opublikowany / article published in Polish

Jak widać Włosi z Omega Audio Concepts nie ograniczają się li tylko do łapiącej za oko czerwieni, gdyż np. DNA Power AC występuje również w eleganckim, czarnym umaszczeniu.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

artykuł opublikowany / article published in Polish

2026 rozpoczynamy w zgodnej z karnawałową estetyką, karmazynowej tonacji. A to wszystko za sprawą włoskich interkonektów Omega Audio Concepts Micro Extra Signal.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

Link do zapowiedzi: Extraudio XLR Three

Opinia 1

Mając za sobą dwa spotkania z podstawową linią przewodów niderlandzkiej manufaktury Extraudio (USB i głośnikowymi) mogliśmy dalej eksplorować poziom One, bądź zgodnie z chronologią wziąć na tapet reprezentantów oczko wyższego Two. Traf jednak chciał, a dokładnie chełmżyński dystrybutor Quality Audio był na tyle uprzejmy, że chcąc tak naocznie, jak i nausznie zaprezentować metalurgiczne umiejętności ekipy z Leidschendam, raczył był dostarczyć do naszej redakcji topowe 3-ki. I o ile głośnikowce z owej królewskiej linii jeszcze moment na swoje przysłowiowe pięć minut sławy muszą poczekać, to w ramach dzisiejszego spotkania pochylimy się nad wielce eleganckimi łączówkami Extraudio XLR Three.

Jak zdążyliśmy już zasygnalizować w ramach sesji unboxingowej i potwierdzić powyższą galerią o ile przy elektronice zespół Extraudio nie tylko lubi, lecz i umie zaszaleć z kolorami (vide pomarańczowe XP5 & XP-A1500) o tyle w okablowaniu kurczowo trzyma się stricte wieczorowego dress code’u, czyli dystyngowanej czerni i równie eleganckich dodatków. W przypadku XLR Three oznacza to kruczoczarną, mięsistą plecioną koszulkę zewnętrzną, ozdobne trumnopodobne mufy z oznaczeniem modelu i kierunkowości oraz wzorowane na CF-601M-N1(R) / CF-602F-N1(R) Furutecha masywne wtyki z rodowanej miedzi tellurowej z charakterystycznymi carbonowymi banderolami. Co do przekroju, geometrii samych przewodników, czy ich izolacji oraz ekranowania nie wiadomo absolutnie nic. Jedyne o czym łaskaw był wspomnieć szanowny wytwórca, to zastosowanie w ich produkcji kriogeniki i to by było na tyle. Pozostaje nam zatem tylko test na tzw. macanta i organoleptyczne stwierdzenie, iż łączówki pomimo solidnej średnicy są zaskakująco wiotkie i nie wykazują nawet najmniejszych tendencji do sprężynowania, więc ich aplikacja w zasprzętowej przestrzeni jest czystą przyjemnością. Ponadto po kilkutygodniowych testach z niekłamaną satysfakcją pragnę poinformować, iż pomimo wspominanej mięsistości wierzchniej otuliny 3-ki nie wykazują apetytu na „łapanie” i gromadzenia na sobie kurzu, czego można byłoby, kierując się li tylko aparycją, spodziewać.

Przechodząc do części poświęconej walorom brzmieniowym dzisiejszego gościa i z racji kompletnej niewiedzy co do jego anatomii, a więc de facto nie posiadając żadnego punktu zaczepienia mogącego stanowić choćby delikatną wskazówkę a zarazem nie mając danych dotyczących jego przebiegu po prostu bez jakichkolwiek, nawet podświadomych oczekiwań, wpiąłem go w swój system i przez pierwszych kilka dni traktowałem czysto użytkowo. Znaczy się wzorem frakcji antykablarskiej, stwierdzając li tylko fakt jego działania i na tym poprzestając. Jednak po ochronnym okresie akomodacji żarty się skończyły i jego obecność, a dokładnie jego wpływ na efekt finalny – brzmienie mojej układanki, wreszcie mogła zostać zweryfikowana i oceniona. Całe szczęście z tym nie było najmniejszego problemu, gdyż Three ani myślał udawać, że go nie ma, a jego natywna sygnatura może nie tyle epatowała z każdego docierającego mych uszu dźwięku, lecz była równie wyczuwalna, jak miód z imbirem w gorącej herbacie. Mówiąc wprost pojawienie się topowego niderlandzkiego interkonektu zauważalnie przyciemniło i zagęściło przekaz w stosunku do tego, do czego zdążył przyzwyczaić mnie stanowiący punkt odniesienia WK Audio TheRed a jednocześnie pokazało skalę i rozmach zdecydowanie przekraczające możliwości niżej rangi rodzeństwa. Co ciekawe powyższe zmiany nie wpłynęły degradująco na ogólną rozdzielczość przekazu, więc zarówno na rockowym „Going to Hell” The Pretty Reckless, jak i okołojazzowym „W Hołdzie Mistrzowi” Stanisława Soyki wszystko zostało na swoim miejscu i niczego nie brakowało a jedynie zmieniła się perspektywa i narracja. W dodatku wszędzie tam, gdzie dotychczas rockowy pazur potęgowały wszelakiej maści szorstkości, wizgi i zgrzyty, przy Extraudio cały czas pozostawały one obecne, niemniej jednak ich egzystencja nie tyle absorbowała i od czasu do czasu wbijała szpilkę w ucho, co jedynie intensyfikowała i dociążała brzmienie stanowiąc jeden z wielu składowych misternej układanki.
Zmiana repertuaru na klasyczny i to zarówno ten kameralny – „’Diavolo’: Giuseppe Tartini – 6 Violin Sonatas” La Serenissima / Adrian Chandler, jak i pełno-gabarytowy – symfoniczny („Symphony No. 8 in E Flat Major „Symphony of a Thousand”” Los Angeles Philharmonic / Gustavo Dudamel ) odkryła kolejne oblicze niderlandzkiej łączówki, czyli idącą w parze z wysokiej próby rozdzielczością ponadprzeciętną … koherencję, w rezultacie czego choć nadrzędną rolę odgrywała całość – kompletny obraz kompozycji, bez trudu można było w owej całości dostrzec i jeśli taka była nasza chęć wyłuskać partię poszczególnego instrumentu z jego dokładną lokalizacją na scenie. A właśnie, wspomniane na wstępie lekkie przyciemnienie prezentacji nie tylko nie ukryło w cieniu dalszych planów, lecz jedynie szczelniej i skuteczniej zaczerniło ziejącą za nimi „aksamitną otchłań mroku” nadając całości iście hollywoodzkiej spektakularności. Chociaż … skoro o Hollywood mowa, to niejako na koniec nie mogłem odmówić sobie ponad godziny z takowym mrokiem, więc na playliście wylądował „The Dark Knight Rises” Hansa Zimmera i … to było to. Tytułowy interkonekt świetnie oddał klimat i nastrój soundtracku umiejętnie budując napięcie, potęgując podskórny niepokój i kiedy trzeba trzęsąc posadami mojego lokum. Warto w tym momencie wspomnieć, iż Extraudio najniższe składowe prezentuje z satysfakcjonującą precyzją i zróżnicowaniem, lecz reprezentuje raczej plastyczną i nieco krągłą stronę mocy, więc raczej nie należy oczekiwać po nim zbytniej chrupkości, czy wręcz analitycznego chłodu. Kontury kreślone są więc nieco grubszą kreską, więc jeśli wzmacniacz i/lub kolumny mają podobne inklinacje to o ile nie jesteście Państwo psychofanami drum’n’bass-owego undergroundu, to przed zakupem lepiej taką konfigurację przetestować na żywym organizmie, czyli w zaciszu własnych czterech ścian.

Jak mam cichą nadzieję z powyższego tekstu jasno wynika, iż Extraudio XLR Three to przewód wprost wymarzony dla wszystkich tych, który w dążeniu do prawdy o krok, bądź nawet dwa popadli w zbytnią analityczność i prosektoryjny chłód. Nie oznacza to jednak wykluczenia aplikacji naszego gościa w zrównoważonych tonalnie systemach. Bowiem również i w nich czarować może dojrzałością barw i iście stoickim spokojem. Dlatego też jeśli zamiast sztucznej ekscytacji i niczym nieuzasadnionych fajerwerków szukacie Państwo wyrafinowania i iście wieczorowej elegancji to Extraudio z pewnością spełni Wasze oczekiwania.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Jak zapewne wielu z Was wie, znany z ciekawie brzmiącej elektroniki niderlandzki producent Extraudio jakiś czas temu rozszerzył swoją działalność o segment okablowania audio. Na chwilę obecną nie jest to jakaś bardzo długa lista, jednak nie czekając bezczynnie na rozwój wypadków dotychczas mieliśmy już okazję przetestować dwie propozycje. Pierwszą była cyfrowa łączówka USB One, zaś drugą kabel kolumnowy Speker One. Oczywiście o wynikach z naszych spotkań z nimi możecie przeczytać w stosownych opisach w pierwszej wolnej chwili, natomiast dziś potencjalnych zainteresowanych zapraszam na kolejny test z tego zakresu działalności firmy. Co tym razem trafiło na tapet? Otóż w trzecim recenzenckim podejściu do okablowania pochodzącego z landu w sporej części położonego poniżej poziomu morza zajmiemy się przesyłem sygnału analogowego, a będzie nim dostarczony przez stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio interkonekt Extraudio Three XLR.

Gdy podjąłem próbę zdobycia kompletu informacji o naszym bohaterze, jak zwykle odbiłem się od zwyczajowego ostatnimi czasy skrywania najbardziej wrażliwych danych. Oczywiście chodzi o popularność kopiowania wszystkiego co się da sprzedać przy minimalnym wkładzie własnej pracy i braku jakiegokolwiek doświadczenia, co ochronę swoich dóbr podnosi do rangi priorytetów pozwalających przetrwać w opanowanej wolną amerykanką biznesowej dżungli. Jednak, aby zasiać w potencjalnych kupujących nutkę pożądania producent celowo nie zataił wszystkiego. Co zatem wiemy? Niby niewiele, ale z drugiej strony jednak coś. Choćby to, że do budowy żył sygnałowych w tej serii okablowania użył kriogenizacji. Kolejną informacją jest sygnalizacja, iż dalszym procesie produkcyjnym zastosował elementy antymagnetyczne. A swoje zdradzanie wrażliwych danych zakończył notką wykorzystania w złączach miedzi tellurowej,  rodu i pochodnych węgla. Tyle wiemy. Mało, czy dużo, tak naprawdę nie ma znaczenia, gdyż najważniejszym jest efekt, jaki przyniesie zastosowanie rzeczonego XLR-a w docelowym systemie, co w kolejnym akapicie postaram się Wam przybliżyć.

Co mogę powiedzieć o efekcie wpięcia XLR Three w mój system? Po pierwsze wzrosła waga dźwięku, a w szczególności nasycenie średnicy. A po drugie w efekcie poprzedniego działania poprzez zbliżenie pierwszego planu o pół kroku w moją stronę zyskało poczucie większej namacalności kreowanych źródeł pozornych. Jednym słowem muzyka nabrała zaskakująco pozytywnie wypadających rumieńców, gdyż choć minimalnie zwolniła w kwestii ataku dźwiękiem i jego ostrości, ale udanie unikając stanu jak po zażyciu Pavulonu, czyli nie serwując mi będącego efektem przesłodzenia prezentacji efektu nudy nadal epatowała dobrym timingiem, a przy okazji z fajnym feedbackiem bliższego obcowania z artystami przesiadłem się o dwa rzędy bliżej do wirtualnej sceny. A jeśli tak, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w takim przypadku twórczość stawiająca na łechtanie duszy romantycznego melomana czerpała z dobrodziejstw pełnymi garściami, zaś ta buntownicza nie tracąc nadmiernie animuszu dostawała często bardzo potrzebnego jej do wyrównania niedoborów wagi średnicy energetycznego kopa.
Chcąc potwierdzić przypuszczenia odnośnie odbioru sposobu na muzykę według Extraudio pierwszej grupy moich pobratymców w napędzie CD wylądował materiał fortepianowy Sokołowa „The Salzburg Recital”. A wylądował po to, aby przekonać się, czy dodatkowa szczypta body serwowana przez naszego bohatera nie zabija dźwięczności i odpowiedniej dostojności jednak bardzo trudnego do poprawnego oddania instrumentu. I muszę powiedzieć, że oprócz przesiadki nieco bliżej sceny i tym samym odczuwanie większej energii niskich, ale nadal dobrze kontrolowanych akordów i odrobinę mniej ekspansywnego wybrzmiewania tych najwyższych, bez problemu została zachowana nie tylko ekspresja raz szybkich, a innym razem wolnych, odgrywanych przez solistę pasaży, ale także wciągająca mnie z łatwością w wir wydarzeń nuta swobody wypełniania przezeń mojego pomieszczenia. Bałem się efektu ulania „klawiszowca” w jedną nazbyt zwartą bryłę, a tymczasem dostałem spektakl z wieloma ciekawymi akcentami natury energii i płynności wybrzmiewania.
Na przeciwnym biegunie postawiłem moje alter ego z młodości w postaci formacji AC/DC i jej kultowy album „Highway To Hell”. Jeśli system nadmiernym spowolnieniem zawartego w tej muzie szaleństwa zraniłby moją duszę, nie wiem, co by się wydarzyło. Na szczęście nic takiego się nie miało miejsca. Oczywiście pewne skutki typu pogrubienie instrumentów i ogólny wzrost ilości energii grania pełnym składem zauważalne były od pierwszego akordu, ale jak przypuszczałem, był to zastrzyk dobrodziejstw z tych ciekawie odbieranych. Lekko upłynniający, za to odbierany jako fajne podkręcenie soczystości przekazu, dlatego także w tym przypadku bez problemu mogę powiedzieć, że Niderlandczyk wyszedł ze starcia z tarczą. W innych kolorach, aniżeli mam na co dzień, ale ważne, że nie poległ, co często w przypadku nasycania prezentacji się zdarza.

Komu zaleciłbym soniczną kurację tytułową łączówką? Oczywiście wszystkim rozkochanym w muzykalnym sposobie podawania słuchanego materiału. Zapewni świetną soczystość, a przez to namacalność, ale przy tym raczej będzie unikał zabijania kreatywności w powoływaniu pojedynczych dźwięków przez czy to klasycznych, jazzowych, czy choćby rockowych artystów. Na swój sposób ich lekko podretuszuje, jednak nie wywróci przysłowiowego stolika do góry nogami. A komu by, go odradził? Naturalnie piewcom rysowania wydarzeń muzycznych przysłowiowym skalpelem. To nie jego domena i szkoda prądu, aby potem potencjalną porażkę konfiguracyjną zwalać na niego. Zatem jak widać na moich przykładach audio-freaków, wybór jest jasny i zależeć będzie od Waszego umiejscowienia się w jednym z obozów. Prościej polecić się nie da.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 21 700 PLN

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

Link do zapowiedzi: Extraudio DAC1 MKII DUAL R2R

Opinia 1

Po stricte high-endowym DAC2 z portfolio niderlandzkiego Extraudio przez nasze systemy przewinęła się zarówno budżetowa łączówka USB i głośnikowce z linii One, jak i adresowany do zdecydowanie bardziej zaawansowanych melomanów duet pre/power XP5 MKII & XP-A1500 MKII udowadniające, że ekipa z Leidschendam potrafi odnaleźć się praktycznie na dowolnym pułapie cenowym. Dlatego też mając już na koncie doświadczenia z górnopółkowym przetwornikiem i zarazem kontynuując eksplorację nieco bardziej przyjaznych domowemu budżetowi propozycji dzięki uprzejmości chełmżyńskiego Quality Audio przygarnęliśmy pod redakcyjny dach podstawowy model DAC-a, czyli Extraudio DAC1 MKII DUAL R2R, na którego test serdecznie zapraszamy.

Pomimo deklarowanej przez producenta i poniekąd znajdującej odzwierciedlenie w cenniku „budżetowości” Extraudio DAC1 MKII prezentuje się wręcz wybornie. Masywny płat frontu wykonano bowiem z aluminium lotniczego, starannie wypolerowano i polakierowano na „fortepianową” czerń. Lewą flankę we władanie otrzymał obrotowy selektor wejść w formie chromowanej gałki a przez całą szerokość płyty czołowej biegnie równiutki rządek siedmiu mini diod informujących o aktywnym wejściu uzupełniony o siedmiodiodowy, acz już dwupiętrowy suplement komunikujący wybrany filtr (nastaw dokonujemy niewielkim przyciskiem) i częstotliwość dekodowanego sygnału. Jak widać zgodnie z wyznawanymi przez Holendrów dogmatami, również i tym razem komunikację ze światem zewnętrznym powierzono niewielkim diodom w pełni świadomie rezygnując z jakichkolwiek wyświetlaczy, które wprowadzają do układów wewnętrznych degradujące brzmienie zakłócenia i inne elektro-śmieci. I tu pozwolę sobie na małą dygresję natury użytkowej, bowiem o ile do jaskrawości ww. sygnalizatorów jeszcze można się przyzwyczaić o tyle z pardon my French z oczojebnością aureoli okalającej biszkoptowy włącznik główny podczas wieczorno-nocnych odsłuchów ewidentnie było mi nie po drodze, gdyż ustawiony vis a vis mojego siedziska DAC bezlitośnie wwiercał się w me zmysły niebiesko-białym strumieniem fotonów. Finalnie podczas jego (DAC-a, nie strumienia) użytkowania ów irytujący element zasłaniałem stawiając przed nim odzianą w fikuśny płaszczyk figurkę Lego Lorda Vadera.
Kontrowersji nie budzą za to plecy 1-ki, gdzie do dyspozycji otrzymujemy po parze wyjść analogowych w formacie RCA i XLR, zestaw interfejsów obowiązkowych cyfrowych w postaci wejścia optycznego, koaksjalnego, BNC, AES/EBU i USB, które uzupełnia dodatkowy moduł z anteną Bluetooth 5.0 Aptx HD i I²S (RJ-45 / HDMI LVDS), przy czym, dzięki stosownemu pokrętłu konfigurację poszczególnych pinów da się dopasować do wymagań nadajnika. Wyliczankę zamyka trójbolcowe gniazdo zasilające IEC.
Jeśli zaś chodzi o trzewia, to w przeciwieństwie do bazującej na ogólnodostępnych kościach przetworników konkurencji Extraudio w swoim najtańszym przetworniku pozostało wierne znanym z wyższych modeli rozwiązaniom i zdecydowało się na wykorzystującą własne oprogramowanie w układzie sterującym FPGA poczwórną drabinką rezystorową o rozdzielczości 28-32 bitów. Całość korygowana jest przez kolejny układ FPGA odpowiedzialny za konwersję i korektę ww. liniowości czterech modułów DAC. Osobna kość ARM FPGA odpowiada za częstotliwości próbkowania oraz wybór wejść i kondycjonowanie sygnałów cyfrowych. Warto również wspomnieć, iż w drabince R-2R Extraudio wykorzystuje ponad 600 rezystorów foliowych Vishay o tolerancji 0. 01%, które są ręcznie lutowane wysokiej jakości cyną. Po starszym rodzeństwie 1-ka odziedziczyła nie tylko czterowarstwowe płytki drukowane, czy odseparowanie układów analogowych od cyfrowych, lecz również modułową budowę przez co z łatwością będzie można ją w przyszłości upgrade’ować.
W sekcji zasilania znajdziemy dwa opatentowane niskoszumne transformatory klasy medycznej które z 45 000 µF bankiem kondensatorów dostarczają życiodajną energię do czterech oddzielnych linii zasilających – osobnych dla sekcji cyfrowych oraz analogowych w układzie dual-mono. A kolei stopień wyjściowy jest w pełni dyskretny i pracuje w klasie A.

Zanim zacznę rozwodzić się nad walorami sonicznymi naszego gościa od razu na wstępie pozwolę sobie skomplementować go za zdecydowanie mniej wybredną pod względem okablowania sekcję cyfrową aniżeli miało to miejsce w przypadku jego szlachetniej urodzonego poprzednika, czyli DAC2. O ile bowiem 2-ka potrafiła „nie widzieć” niektórych, zazwyczaj dłuższych aniżeli 1m łączówek USB, o tyle będącej przedmiotem niniejszej recenzji 1-ce podczas blisko dwutygodniowej bytności w moich skromnych progach ani razu nie zdarzyło się strzelić podobnego „focha”, więc przynajmniej pod tym względem odpadło mi dostosowywanie systemu pod jej wymagania i artystyczny „rider”.
W dodatku jej brzmienie śmiało można było określić jako nie tylko zaskakująco śmiało korespondujące z tym znanym z odsłuchów starszego rodzeństwa, co na swój sposób jeszcze bardziej „rześkie”. Na „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” sopran Roberty Mameli brzmiał z niezwykłą swobodą, mocą i krystaliczną czystością, przy czym choć niderlandzki DAC sugestywnie akcentował najwyższe składowe i grał nieco „wyżej” aniżeli mój dyżurny Vitus , to nawet w najbardziej karkołomnych partiach nie wykazywał maniery do utwardzania, czy też szklistości prezentacji. Po prostu nie wysycał tak wyższej średnicy jak duński punkt odniesienia, przez co nieco inaczej rozkładał akcenty. Mając jednak na uwadze sygnaturę tak firmowego okablowania, jak i przede wszystkim sygnowanej tym samym logotypem elektroniki śmiem twierdzić, iż nie był to przypadek, lecz celowe i w pełni świadome działanie mające na celu idealne trafienie w punkt równowagi pełnej firmowej układanki. Wystarczy mieć zatem ów fakt na uwadze i po prostu dobrać pasujące do naszych preferencji okablowanie. W moim systemie świetnie sprawdziły się w tej roli zarówno dyżurne Vermöuth Audio Reference XLR, jak i cierpliwie czekające na swoje przysłowiowe pięć minut Extraudio XLR Three, które dyskretnie dosaturowując przekaz nic a nic nie ujęły z rozdzielczości i blasku góry. Swoje trzy grosze potrafił również dorzucić rodzaj aktywnej filtracji, więc wystarczyło tylko przeklikać dostępne opcje i wybrać najlepiej pasującą do naszych preferencji. Wspominam o tych nieco „kosmetycznych” zabiegach nie bez przyczyny, bowiem zmiana repertuaru na daleki od barokowej słodyczy i finezji „Death Above Life”  Orbit Culture unauszniła, że DAC1 MKII nie tylko posiada całkiem ostre pazurki, lecz potrafi zrobić z nich użytek i jeśli tylko zmultiplikujemy jego manierę aplikując w torze inne urządzenia i komponenty o podobnie odważnej górze dźwięki dobiegające naszych uszu mogą okazać się nazbyt ekspresyjne i na dłuższą metę po prostu męczące. Niemniej jednak w zdroworozsądkowo skonfigurowanym torze Extraudio ma szansę nie tylko zapewnić nam fenomenalną rozdzielczość i holograficzną trójwymiarowość prezentacji, lecz również zagwarantować jej krystaliczną czystość i jedwabistą gładkość. Oczywiście, gdy tylko wymaga tego materiał źródłowy na światło dzienne wyciągane są garażowa szorstkość, czy mroczny i lepki bród. Wystarczy bowiem sięgnąć po doomowo-stonerowy „Wizard Bloody Wizard” Electric Wizard, by po wspominanej jedwabistości nie pozostało nawet wspomnienie a jej miejsce zajęła rdzawa chropawość. I o dziwo nawet na takim, pozornie siermiężnym, garażowym materiale DAC1 zachwyca realizmem prezentacji, gdzie prawda wcale nie odstręcza a jedynie pokazuje muzykę taką jaka ona jest w swej naturalnej i nieupiększonej postaci. I nawet to, że na ww. wydawnictwie bas nie zapuszcza się do samych wrót Hadesu nie jest pokłosiem obecności tytułowego przetwornika w torze a oddaniem stanu faktycznego, czyli braku takowych częstotliwości w samym mixie. Jedynka bowiem nie czuje się w obowiązku kreowania dźwięków, które na jej wejście nie trafią, więc jeśli ich w materiale źródłowym nie będzie, to i z kolumn ich nie usłyszymy. Jeśli jednak ktoś z ekipy łaskaw był takowe zagrać / wygenerować, jak daleko nie szukając na „Reborn” Infected Mushroom, to możemy mieć pewność, że z całą mocą i pakietem stosownych informacji zostaną one przez tytułowy przetwornik do wzmacniacza przesłane.
W ramach podsumowania pozwolę sobie jedynie stwierdzić, że Extraudio DAC1 MKII DUAL R2R nie tylko nie przynosi wstydu swojemu starszemu rodzeństwu, co nader dobitnie pokazuje jak dynamiczny postęp w domenie cyfrowej dokonuje się na naszych oczach i uszach. Okazuje się bowiem, że choć mamy w tym przypadku do czynienia zaledwie z początkiem niderlandzkiego katalogu, to tak pod względem rozdzielczości, jak i otwartości i komunikatywności przekazu „budżetowa” 1-ka śmiało może zostać określona mianem stricte high-endowego przetwornika stanowiącego świetną partię dla gustujących w „analogowych krągłościach” transportów w stylu 432 EVO, Sforzato czy rodzimego XACT S1. Dlatego też poszukując zdolnego podołać dynamice rozwoju cyfrowego audio przetwornika warto wypożyczyć naszego dzisiejszego gościa co najmniej na weekend i samemu, na własne uszy przekonać się co DAC1 potrafi wycisnąć z ciągów zer i jedynek.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Choć nie jest to standardem, to niektórzy producenci po osiągnięciu sukcesu w postaci dotarcia ze swoją ofertą do stosunkowo zamożnego klienta, nie zachłystują się sukcesem postanawiają pojawić się ze swoim dziełem pod przysłowiowymi strzechami. Naturalnie mam na myśli podjęcie próby takiego przeprojektowania urządzenia, aby zachowując cechy flagowej konstrukcji w swojej klasie cenowej zabrzmieć na bardzo dobrym poziomie. Jak wspominałem, w tej materii bywa różnie, bo często po jednostkowym spektakularnym sukcesie niepotrzebnie i do tego ryzykownie podejmowane są z różnym skutkiem kończące się wyścigi zbrojeń cenowych z konkurencją. Na szczęście tytułowy podmiot z Niderlandów nie poszedł drogą wojny cenowej, bowiem zdaje sobie sprawę, iż fajnie zarabia się na zamożnych klientach, ale przyszłość firmy zależy od stabilności finansowej. Stabilności i spokoju o przysłowiowe „jutro”, czego bezwarunkowym filarem jest dostępność produktów dla szerokiej rzeszy odbiorców. I z realizacją takiego biznesplanu marki Extraudio mamy dziś do czynienia. Ta bowiem po udanym debiucie przetwornika cyfrowo-analogowego DAC 2 w tym roku zaproponowała jego znacznie bardziej przyjazną cenowo wersję, czyli będący tematem naszego spotkania, dostarczony przez stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio Extraudio DAC 2 MkII R2R. Jak wypadnie, czy gra była warta świeczki, postaram się opisać poniżej.

Rzeczony przetwornik w temacie wyglądu i opakowania układów elektrycznych w stosunku do starszego brata jest bardzo podobny. Naturalnie nie jest to podobieństwo bliźniacze, ale ogólna wielkość i kształt są takie same. Różnica zaś tkwi w wykorzystaniu skromniej prezentujących się półproduktów do wykonania frontu i blach na resztę obudowy oraz samego ich wykończenia. Dodatkowo te dwie konstrukcje różnią się w wyposażeniu tylnego panelu – droższa wersja miała obecnie pominięty zestaw wyjść analogowych z wysokim poziomem sygnału, natomiast tańsza oprócz braku wspomnianych gniazd ma mniej ekstrawagancką designersko gałkę selektora wejść. Reszta, czyli zestaw wejść cyfrowych – Optical, AES/EBU, SPDIF, BNC oraz USB, a także wyjść analogowych – RCA i XLR na rewersie jest taki sam. Naturalnie oprócz nich na tylnym panelu obydwu przetworników znajdziemy jeszcze kilka terminali natury regulacyjnej i sygnałowej oraz prądowej, ale ta kwestia w obydwu produktach jest identyczna. Jeśli chodzi o obsługiwane formaty dziś przedstawianego modelu, możemy pracować z sygnałem SPDIF do 24 / 192, USB/I2S do 24 / 384 / 768, DSD-DXD do DoP, oraz DSD 64 / DSD 128 / DSD 256 / DSD 512. A gdy podczas użytkowania zdecydujemy się na jakiś z nich, mamy do dyspozycji dodatkowo 4 stany filtra cyfrowego modulującego finalne brzmienie DAC-a sygnalizowane odpowiednimi kolorami diody – czerwony, pomarańczowy, zielony, wyłączony. Jak widać, jest na bogato tak w obsłudze sygnałów oraz możliwości ostatecznego strojenia pracy naszego bohatera, co pokazuje jego dobrze rokującą uniwersalność.

Czy lekkie „odchudzenie” zaawansowania technicznego naszego bohatera w stosunku do stojącego wyżej w hierarchii przetwornika nie spowodowało dramatycznego osłabienia jakości jego brzmienia? Otóż w moim odczuciu niewiele, a jeśli już coś wychwyciłem typu deczko mniejsza kultura projekcji, co jest naturalnym pokłosiem tego typu działań, to w minimalnym stopniu i z zauważalnym uwzględnieniem położenia nacisku na nieco inne, dla wielu być może bardzo istotne aspekty przekazu. Mianowicie chodzi o temperaturę prezentacji muzyki. Wcześniej oferowała więcej body, co powodowało większe skupienie na pokazaniu esencjonalności jej wizualizacji, ale z automatu niegroźnie, jednak spowalniającą reakcję systemu na szybkość narastania sygnału. Natomiast najnowsze wcielenie przetwornika teraz oznaczonego DAC1 MkII R2R co prawda w brzmieniu jest mniej dociążone, za to przy dobrym zachowaniu wagi dźwięku zyskało na lekkości i otwartości malowania w naszym pokoju artystycznego świata. Gdybym miał to określić w łatwy do zrozumienia sposób, powiedziałbym, że muzyka nabrała oddechu i dzięki wyczuwalnemu doświetleniu wyższej średnicy fajnej lotności. Owszem, nie była już tak homogeniczna, jak u poprzednika, ale jak wspomniałem, nadal emanowała stosowną do oczekiwań słuchanego materiału masą, a co za tym idzie, zapewniała wszelkim źródłom pozornym na wirtualnej scenie wymagany poziom energii do wyartykułowania ich ekspresji. Co w takim postawieniu sprawy okazało się być dodatkowym plusem, to fakt poprawienia ostrości rysunku wszelkich scenicznych bytów. Nie powiem, lubię system, który dba o takie aspekty, a że podobne, co bardzo ważne, nieprzerysowane usłyszałem podczas tego testu, tendencyjnie zaznaczam je podczas opisywania najważniejszych sonicznych cech naszego bohatera. Reasumując powyższą listę zmian spowodowanych mającym na celu zaproponowanie klientom coś fajnego w przystępnej cenie, przeprojektowaniem droższej wersji przetwornika w jego tańszego odpowiednika śmiało powiedzieć, iż z jednej strony nawet w najmniejszym stopniu nie są to zmiany bolesne, ale za to z drugiej proponujące nam nieco inne spojrzenie na ulubioną muzykę.
Spojrzenie na tyle kosmetyczne i nieinwazyjne, ale za to fajnie pokazujące to, czego akurat słuchamy, że nawet tak trudny materiał, jak ścieżka dźwiękowa opery „Traviatta” Verdiego wydana przez Deccę z udziałem Luciano Pavarottiego z 1991 roku czasem zabrzmiała z większą werwą od droższej wersji przetwornika. A dlatego, że system lepiej reagował na dość często pojawiające się w partyturze uderzenie słuchacza czy to pełnym składem orkiestrowym, a innym razem wspieranym dodatkowo wielogłosowym chórem. Mocne nasycenie owszem, pięknie brzmi, jednak, gdy mamy pokazać skoki energii z dobrą krawędzią rozpoczynającej jej atak, zalety DAC 1 były wręcz idealnym partnerem do pokazania tej kwestii. Ale zapewniam, mimo mniejszego zaangażowania przetwornika z zapewnienie mocnej soczystości brzmienia bardzo istotnej dla tego rodzaju twórczości wokalizy, Luciano Nadal brzmiał jak prawdziwy Luciano, a nie jak w ciężkim stadium anoreksji odznaczającym się brakiem poweru w śpiewanych przez niego wersetach. Sam byłem tym faktem zaskoczony, ale w ten sposób, czyli z dobrym odbiorem ogólnego podejścia do tematu wizualizowania tej opery odebrałem wersję wykreowaną przez naszego bohatera.
A co wydarzyło się w muzyce znacznie mocniejszej choćby spod znaku formacji Antimatter z jej krążkiem „Black Market Enlightrnment”? Pewnie nie będę zbyt oryginalny, gdy odpowiem, że sytuacja była podobna. Oczywiście czuć było inne podejście do wagi instrumentów i głosu artysty, jednak nadal w tej materii wszystko mieściło się w granicach dobrego poziomu, a za to te rockowe przedsięwzięcie dostało fajnego kopa. I w rozumieniu szybkości zmian tempa i ogólnym rozmachu prezentacji, co znakomicie słychać było od pierwszego, chyba najbardziej spektakularnego, dlatego łatwego do popsucia przez system ciekawego odbioru całej płyty „The Thrid Arm”. Był ogień w rozumieniu ekspresji brzmienia instrumentów oraz wielkości i swobody wypełniania mojego pokoju wielką ścianą dźwięku, co tak jak powinno, już na starcie zachęcało do zgłębienia tego krążka od dechy do dechy. I gdyby miał być szczerym, nie wiem, czy po tym, jak przetwornik zaprezentował się w tym nagraniu, kilku z Was nawet dysponując większą gotówką i lubując się w takim materiale, szukając tego typu urządzeń zamiast na starszego, z założenia brzmiącego bardziej wyrafinowanie, nie postawi na tego niepozornego, bo naprawdę bezpiecznie wycenionego, ale z wielkim duchem Holendra. To naprawdę diabeł w owczej skórze, który potrafi zaskoczyć, jednak tylko w pozytywnym znaczeniu.

Gdzie widziałbym naszego bohatera? Tak naprawdę wszędzie. A swoje typowanie opieram nie tylko na usłyszanych zaletach większego drive’u przy zachowaniu dobrej wagi dźwięku usłyszanych podczas swojej sesji testowej, ale także świetnym występie w systemie opartym o lampowe wzmocnienie Triode Japan z kolumnami Peak Consult na w zeszłym tygodniu odbywającej się wystawie AVS w Warszawie. Jeśli z jakiś powodów nie zgłębiliście mojego 17-stronicowego słowotoku z tego wydarzenia, wspomnę tylko, iż mimo wredności akustycznej okupowanego przez dystrybutora Extraudio malutkiego, z automatu podbijającego basowe mody pokoju, z przecieków wiem, że to właśnie ten przetwornik w dużej mierze pozwolił na znakomity występ całego zestawu. Dlatego tak naprawdę nie widzę dla niego przeciwwskazań. A to chyba jasne, że jeśli szukacie takiej zabawki, Dac 1 MkII R2R powinien znaleźć się na Waszej liście do weryfikacji. Moim zdaniem jest warty każdej spędzonej z nim minuty naszego wolnego czasu przy muzyce.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 38 500 PLN

Dane techniczne
Zastosowany przetwornik: 32Bit – Opatentowana przez Extraudio topologia R-2R DAC
Pasmo przenoszenia: +/-0,1dB 5Hz do 180Khz
Stosunek S/N przy 20kHz: >132dB
Zniekształcenia THD @ -1dB: <0,004%
Precyzja rezystora: 28bit 0,01%
Jitter RMS: 0.3pS
Wejścia: Coax, BNC, AES/EBU, Optyczne (24 bit / 192 kHz); USB 2.0 , I²S RJ-45 / HDMI LVDS (PCM, DXD 24 bit/768 kHz; DSD512)
Łączność: Bluetooth 5.0 Aptx HD
Wyjścia: Para RCA, para XLR
Napięcie wyjściowe: 2,3V (RCA); 4,6V (XLR)
Impedancja wyjściowa: 50Ω(RCA); 3Ω(XLR)
Filtry: 4 filtry cyfrowe, czerwony, pomarańczowy, zielony, wyłączony
Pobór mocy: < 0,5 W (stand-by)
Wymiary (S x W x G): 44 x 12 x 40 cm
Waga: 10 kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

Link do zapowiedzi: Extraudio Speaker One

Opinia 1

Choć niderlandzkie Extraudio większości odbiorców zapewne kojarzy się przede wszystkim z elektroniką, to jak m.in. dowiódł nasz zeszłoroczny test łączówki USB One również i w przewodach audio radzi sobie całkiem nieźle. Ba, zerkając do jej portfolio ze zdziwieniem można odkryć, iż pomimo odważnej deklaracji, iż „Najlepszym możliwym kablem byłby brak kabla” okablowanie nie jest li tylko niewinną fanaberią, bądź wymuszonym przez rynkowe oczekiwania dodatkiem, lecz stanowi nad wyraz bogatą ofertę logicznie podzielonych na trzy serie przewodów tak analogowych, zasilających, jak i cyfrowych. W związku z powyższym, oraz dzięki operatywności chełmżyńskiego Quality Audio postanowiliśmy nieco przybliżyć temat biorąc na redakcyjny tapet możliwie miarodajną próbkę metalurgicznych dokonań ekipy z Leidschendam, z której to na pierwszy ogień poszły otwierające katalog przewody głośnikowe Extraudio Speaker One.

Jak już sesja unboxingowa unaoczniła a powyższa galeria tylko to potwierdza One-y niespecjalnie czują potrzebę usilnego zwracania na siebie uwagi. Do końcowego odbiorcy docierają bowiem w eleganckim, acz niejako będącym przeciwieństwem pstrokatej krzykliwości zbiorczym czarnym kartonie a i one same mają postać kruczoczarnych, mało absorbujących swą średnicą przebiegów zakończonych utrzymanymi w tej samej tonacji splitterami i solidnymi rozporowymi bananami. Wspomniane rozgałęziacze przyozdobiono firmowymi logotypami, nazwą modelu i oznaczeniem kierunkowości. Z kolei od spodu umieszczono potwierdzające autentyczność hologramy. Słowem, zero kontrowersji.
Zgodnie z dostępnymi na stronie producenta informacjami „Jedynka” zbudowana jest z sześciu (po trzy na „+” i „-”) miedzianych, poddanych obróbce kriogenicznej (stopniowemu schładzaniu od temperatury pokojowej do temperatury ciekłego azotu (-195°C)) żył o przekroju 14 mm², widoczne na jego przebiegu splittery pełnią rolę elementów antymagnetycznych a do konfekcji użyto rodowanych wtyków o carbonowych korpusach. Jak wygląda ich przekrój i na czym polega geometria matrix niestety nie wiadomo, więc jedyne co można stwierdzić organoleptycznie, to fakt praktycznie całkowitego braku sprężystości. Zauważalna jest również dość pokaźna masy przewodów, przez co raz ułożone za systemem raczej nie powinny wykazywać tendencji do prężenia i samoistnej zmiany swego położenia. Wykonana z czarnej syntetycznej przędzy zewnętrzna koszulka ochronna jest miła w dotyku i z tego co udało mi się zauważyć podczas kilkunastodniowych testów pomimo swojej mięsistości nie wykazuje jakiś szczególnych tendencji do łapania kurzu.

Zabierając się za krytyczne, oczywiście poprzedzone stosowną akomodacyjną rozgrzewką, odsłuchy Speaker One z niekłamanym zadowoleniem odnotowałem słyszalne od pierwszych taktów „Third Degree” Flying Colors podobieństwo do cyfrowej „Jedynki”. W zakładam, że z właściwą całej linii atencją holenderskie głośnikowce nadały nieco anorektycznej realizacji jakże pożądanej gęstości, czy wręcz majestatyczności, dzięki czemu jak zwykle imponujący swymi rozmiarami zestaw perkusyjny Mike’a Portnoy’a mógł wyjść poza zakres częstotliwości właściwy werblom a Steve Morse wreszcie dostał zgodę na szarpanie grubszych strun. W rezultacie tych działań całość zabrzmiała z imponującą potęgą a jednocześnie nic a nic nie straciła ze swojej natywnej progresywnej złożoności i wieloplanowości. Nie było to zatem jedynie obniżenie równowagi tonalnej, bądź dosaturowanie przekazu a zdecydowanie bardziej kompleksowy pakiet działań naprawczych delikatnie ozłacających górny zakres, przez co śmiało można było mówić o jego otwartości i braku zawoalowania. Mówiąc wprost pojawienie się Speaker One w moim systemie, choć ociepliło, dociążyło i delikatnie przyciemniło sposób prezentacji do jakiego jestem przyzwyczajony nie nosiło znamion nakrycia systemu przysłowiowym kocem, bądź oblepienia go słodkim lukrem. Nie wpłynęło też usypiająco na motorykę i karkołomność prog-rockowych połamańców, co patrząc na wcześniejsze poaplikacyjne uwagi wcale nie było takie oczywiste.
Co ciekawe zmieniając repertuar na nieco cięższy „I Beat Loneliness” Bush, któremu wszystko można zarzucić tylko nie zbytnią eteryczność i lekkość również nie czułem potrzeby jakiejkolwiek krytyki, czy podejmowania polegających na leczeniu dżumy cholerą działań mających na celu przywrócenia wcześniejszego status quo. Szczególnie wyraźnie słychać to było na partiach wokalnych, gdzie Gavin Rossdale operował w zdecydowanie niższych rejestrach aniżeli Casey McPherson z Flying Colors a tym samym nijakiego wsparcia w tej materii nie potrzebował. Powyższe wydawnictwo pojawiło się tutaj nieprzypadkowo, gdyż obserwując dość wyraźnie dociążającą przekaz sygnaturę tytułowych Extraudio chciałem empirycznie zweryfikować, czy przypadkiem na muzyce, która sama z siebie reprezentuje podobne cechy nagle nie okaże się, że graniczne stężenie cukru w cukrze zostanie przekroczone. I … I choć Speaker One rzeczywiście co nieco od siebie do już obecnej gęstości i ciężaru dodały, to całe szczęście zatrzymały się o krok, bądź nawet dwa przed cienką czerwoną linią rozgraniczającą organiczną mięsistość i sugestywność basowych pomruków od typowej buły i monotonnego poddudniania niezależnie od tego, czy takowe częstotliwości znalazły się w materiale źródłowym, czy nie. Proszę zwrócić tylko uwagę, że nawet w momencie, gdy jednocześnie odzywa się zazwyczaj brudny i czarny niczym …. mniejsza z tym jaki włos bas Coreya Britza oraz perkusja Nika Hughesa nic się nie zlewa a tym samym mamy pełen wgląd w strukturę nagrania.
Również „Miniaturom” Karoliny Omańskiej nie brakowało powietrza i swobody prezentacji, więc choć temperatura barwowa została lekko podkręcona, to śmiem twierdzić, że taki „lampowy” sznyt nie tytko ww. albumowi nie zaszkodził, co dodał mu swoistego uroku. Blachy kusiły złotymi refleksami, gitara łkała niemalże po Gilmourowsku a i fortepianowi nie sposób było odmówić świetnie korespondującego z jego powagą blasku.

W ramach podsumowania przewrotnie pozwolę sobie nie zgodzić się z deklaracją producenta, jakoby przewody Extraudio „nie zmieniają ani nie dodają niczego do brzmienia”, gdyż przynajmniej na tle stanowiących punkt odniesienia moich dyżurnych WK Audio The Ray i TheRed Speakers mkII holenderskie Speaker One dociążają, uplastyczniają i uatrakcyjniają reprodukowany materiał. Czy to źle? Absolutnie nie, jednak nie są one synonimem transparentności i znikania w systemie. Dlatego też jeśli tylko szukacie Państwo odrobiny ciepła i słodyczy, które sprawią, że wasz ulubiony, choć nie zawsze referencyjnie zrealizowany, repertuar będzie miał szansę przeistoczyć się z brzydkiego kaczątka w olśniewającego łabędzia, to próbny odsłuch Extraudio Speaker One wydaje się ze wszech miar wskazany.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Choć na naszych łamach mieliśmy już okazję zmierzyć się z różnymi produktami tej niderlandzkiej marki, to mniemam, iż większość z Was kojarzy ją raczej z ciekawą ofertą elektroniki. Jaką? Choćby testowanym przetwornikiem DAC2 lub zestawem pre-power XP5 MkII & XP-A1500 MkII, które oprócz minimalistycznej, ale za to świetnej wizualnie aparycji oferowały interesujące brzmienie. To oczywiście tylko skromny wycinek naszych spotkań, w skład których – zalecam wykorzystanie portalowej wyszukiwarki – wchodzi także okablowanie. Okablowanie, z ofertą którego oczywiście udało nam się już zderzyć za sprawą kabla cyfrowego USB One. Idąc za ciosem dzięki uprzejmości stacjonującego w Chełmży Quality Audio na dzisiejszy test udało nam się pozyskać głośnikowe Extraudio Speaker One.

Kreśląc kilka zdań o budowie rzeczonego okablowania bazując na zdawkowych informacjach ze strony producenta wygląda to tak. Pierwszą najważniejszą informacją jest użycie do wykonania przewodników miedzi tellurycznej w dwóch seriach po 3 żyły dla każdego sygnału + i – finalnie dające przekrój czynny dla 6 żył na poziomie 14 mm². Druga, także dotycząca przewodników to poddanie ich procesowi kriogenicznemu. Trzecią wykonanie przebiegu ich wewnętrznego splotu w zaznaczonym na mufach dzielących sygnały na plus i minus tuż przez wtykami ściśle określonym kierunku. Czwartą zastosowanie w budowie kabla serii antymagnetycznych komponentów. Zaś piątą zastosowanie wysokiej jakości rodowanych i carbonowych wtyków. Efektem powyższych działań, przynajmniej według producenta, ma być dobrze rozbudowany i kontrolowany zakres niskotonowy idący w parze z dobrą jakością reszty przekazywanego ze wzmacniacza do kolumn sygnału. Czy w ten sposób brzmienie tytułowego kabla odebrałem podczas testu, naturalnie jak zawsze dowiecie się z lektury kolejnego akapitu.

Rozpoczynając opis brzmienia zacznę od przyznania racji producentowi w kwestii jakości i sposobu prezentacji dolnego zakresu. Od tak zwanego strzału słychać było, iż jest to bardzo istotna składowa przekazu serwowanego słuchaczowi. Mocny, pełen dobrze kontrolowanej energii, może nie rysowany skalpelem, ale zwarty, co w moim odczuciu fajnie przekładało się na bliźniacze podanie także dobrze osadzonej w masie i przez to pełnej energii średnicy. Efekt był taki, że wpięcie testowanego zestawu okablowania spowodowało automatyczne głośniejsze podanie muzyki w stosunku do wypinanych z mojego zestawu Furutechów. Efekt godny pozazdroszczenia, bo mocniej wyczuwalny atak energią i solidnym impulsem tandemu basu ze średnicą natychmiast wzmagały poczucie większego drive’u muzyki. Jednak na tyle bezpiecznego w działaniu, że ani przez moment testu nie zanotowałem uczucia nachalności jej podania. A najciekawsze w tym było to, że stanowi typu ADHD udanie przeciwdziałały wysokie tony. O co chodzi? Po prostu unikając zbytniej ostrości – optowały raczej za ciepłem i pełną swobody prezentacji, ale jednak plastyką – nie podkręcały dodatkowo emocji wizualizowania wydarzeń scenicznych. To źle? Bynajmniej, bowiem jeśli i one szukałyby nawet dobrze rozumianego poklasku na poziomie prezentacji niższych partii zakresu częstotliwościowego, w efekcie muzyka kolokwialnie mówiąc by mnie wręcz napadała. A przecież w obcowaniu z nią chodzi o odpoczynek, a nie walkę z nadmierną ekspresją. I mówię w tym momencie nie tylko o jej spokojnych inkarnacjach, ale także o twórczości rockowej. Ostatnia owszem, teoretycznie ma za zadanie pobudzić nasze zmysły, jednak nie nachalnością i bezczelnym krzykiem, tylko w konsensusie agresji z w odpowiednim miejscu aplikowanym spokojem pokazać zawarte w niej, w zamierzeniach artystów mające poruszyć nami dosadnym, ale nie chamskim w wydźwiękiem emocje. Nie wiem jak, ale muszę szczerze przyznać, iż pomysłodawcom testowanego modelu okablowania ten zabieg świetnie się to udał. Tym bardziej, że w sukurs tak ekspresyjnej wizualizacji świata muzyki szło lekkie przybliżenie wirtualnej sceny – naturalnie z zachowaniem odpowiednich rozmiarów w domenie szerokości i głębokości, przez co to co rozgrywało się pomiędzy kolumnami, stawało się bardziej namacalne, ale nadal bez krzty przerysowane. Efekt był czymś na miarę zbliżenia się o kilka rzędów siedzeń lub metrów w sytuacji obcowania z mocnym graniem w wielkich koncertowych kubaturach do goszczącej muzyków sceny.
Przykładowe trio Joey Baro. John Taylor i Marc Johanson z niedawno wydanym materiałem zatytułowanym „Tramonto” wyraźnie pokazało wyartykułowane powyżej cechy okablowania. Po pierwsze panowie zagrali jakby siedzieli tuż przede mną, co pozwoliło na wręcz cyzelowanie każdego procesu nie tylko powoływania do życia w eterze, ale także trwania i wygaszania zapisanej w partyturze nuty. A po drugie dzięki ciekawie podanym zakresom środka i basu mogłem napawać się dostojnością grającego w dolnych rejestrach fortepianu, raz szybkością obsługi, a innym razem esencjonalnością brzmienia kontrabasu, by całość okrasić świetnie podaną, bo nisko schodzącą oraz odpowiednią akcentowaną w kwestii twardości, przez to pełną wielobarwności stopą perkusji. Uwielbiam takie płyty, a gdy do tego dostaje podobną do niderlandzkich kabli estetykę ich serwowania, wręcz rozpływam się w nich ze szczególnym uwzględnieniem nie tylko emocji związanych z osobowością melomana, ale także jego alter ego audiofila. Naprawdę opisany materiał wypadł bardzo dobrze.
Próbując pokazać efekt wpięcia Extraudio Speaker One na przykładzie mocniejszego uderzenia dźwiękiem wybrałem płytę formacji Antimatter „Black Market Enlightenment”. To muza z innej strony muzycznego świata. Może nie zabijająca zapisaną w niektórych produkcjach energią i szybkością zmian tempa, ale także wymagająca dobrej kontroli kolumn przez sekcję wzmocnienia i do tego nieźle nagrana. Na szczęście jak wspominałem na samym początku dolny i środkowy zakres były dla testowanego okablowania pewnego rodzaju oczkiem w głowie, a to pozwoliło nie tylko kopnąć mnie muzyką oferującą mocny impuls, ale także dzięki żywym, jednak raczej plastycznym wysokim tonom nie zakrzyczeć mnie nawet słuchając jej na zarezerwowanym dla takich produkcji poziomie wolumenu dźwięku. Dostałem wówczas oczekiwany rozmach – to szczególnie słychać w pierwszym kawałku – energię i szybkość z odpowiednim energetycznym wypełnieniem chadzających w dolnych partiach instrumentarium. Efekt okazał się być na tyle ciekawy i w pełni zamierzony, że podprogowo mimo już głośnego słuchania cały czas zmuszał mnie do konsekwentnego podkręcania poziomu wolumenu dźwięku bez uszczerbku dla jakości do progu bólu narządów słuchu. A, że lubię słuchać głośno, nad konsekwentnym zwiększaniem poziomu decybeli nie zastanawiałem się ani minuty, a mimo to cały czas byłem daleki od tak zwanego zmęczenia materiału – czytaj duszy drzemiącego we mnie buntownika. Jak można się domyślić, dzięki takiemu obrotowi sprawy ten występ podobnie do produkcji opartej o ogólny spokój także sprawił mi wiele radości.

Gdzie sugerowałbym aplikację naszego bohatera? Otóż może zabrzmi to dziwnie, ale z racji ciekawej propozycji sonicznej i jej pewnego rodzaju uniwersalności wspomnę jedynie o systemach mogących się z nim nie dogadać. Oczywiście mam na myśli zestawy przebasowione. Dodatkowy zastrzyk nawet najbardziej kontrolowanej energii w ich przypadku prawdopodobnie będzie niechcianym obciążeniem. Owszem, oferowany przez Extraudio Speaker One fajny kick basu i ogólny drive prezentacji to ciekawa wizja odtwarzania muzyki, jednak, jeśli potencjalny zestaw jest już w kwestii takich artefaktów na skraju pozytywnej ilości, mariaż z naszym bohaterem może skończyć się różnie. Nie z automatu źle, ale niestety różnie. Dlatego zaznaczyłem, że to jedyna grupa melomanów, która musi brać poprawkę na okraszone drobnymi problemami finalne wyniki. Jeśli jednak nie utożsamiacie się z wyżej wymienioną, sprawa jest prosta, brać i weryfikować, czy to Wasza bajka. Tym bardziej, że jeśli lubicie opisany sposób na muzykę, są duże szanse na sukces w postaci pozostawienia u siebie kabli na stałe.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 20 800 PLN / 2 x 3m; Bi-wire 25 900 PLN / 2 x 3m

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

artykuł opublikowany / article published in Polish

Czas nie stoi w miejscu, więc jeśli ktoś chce nadążyć za zmieniającymi się wymaganiami rynku musi trzymać rękę na pulsie. I tak robi Extraudio odświeżając swoje portfolio za sprawą podstawowego przetwornika DAC1 MKII DUAL R2R.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

artykuł opublikowany / article published in Polish

Kontynuując eksplorację niderlandzkich specjałów tym razem sięgnęliśmy po topowe łączówki Extraudio XLR Three.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Quality Audio

artykuł opublikowany / article published in Polish

Choć Extraudio kojarzy się przede wszystkim z elektroniką, to warto mieć świadomość, iż Niderlandczycy mają w swym portfolio zaskakująco bogatą ofertę okablowania. Dlatego też po podstawowej łączówce USB na redakcyjny tapet wzięliśmy jego głośnikowe rodzeństwo – Extraudio Speaker One.

cdn. …