Opinia 1
Dzięki jakiś czas temu przeprowadzonemu przez nas testowi wiemy, iż tytułowy byt jest udanie wdrożoną w życie propozycją zaoferowania nieco tańszej linii produktów przez celującego w segment High End kolumnowego gracza. Chodzi oczywiście o duńską markę Raidho Acoustics, która realizując założenia działalności dotyczącej ekstremum jakości dźwięku swoich konstrukcji, powołała do życia bardziej przyjazną cenowo dla zwykłego Kowalskiego markę Scansonic HD. Byt, który podczas przeprowadzanego niegdyś przez nas testu kolumn MB5B pokazał, że nie tylko bardzo przyjemne brzmienie za rozsądne pieniądze, ale ku uciesze naszych drugich połówek zwracających uwagę na wygląd mających zająć zaszczytne miejsce w salonach domostw produktów także idący z duchem nowoczesności design nie są mu obce. I dobrze, bowiem gdy pierwsze nasze starcie było z konstrukcjami niezbyt pokaźnymi rozmiarowo, a co za tym idzie łatwo przyswajalnymi wizualnie, dziś będziemy zajmować się naprawdę czymś nieco bardziej absorbującym. A będą nim dostarczone przez nowego opiekuna marki na naszym rynku – stołeczny HiFi System kolumny podłogowe Scansonic HD MB8M. Wysokie, smukłe, nowocześnie wyglądające i uzbrojone po zęby w przetworniki, co sprawia, że stawiając je w swoim domostwie powinniśmy liczyć na szereg ciekawych dla oczu i uszu doznań.
Nawet na tle moich kolumn widać, że nasze bohaterki to spore konstrukcje. Osiągają prawie 1.5m wysokości, co przy około 40 centymetrach szerokości frontu chcąc nie chcąc zmusza potencjalnego zainteresowanego do weryfikacji swoich warunków lokalowych w kontekście ich ugoszczenia. A zapewniam, warto się nad nimi zastanowić, gdyż w swej budowie wykorzystują sporo technicznych rozwiązań poprawiających dźwięk. Pierwszym istotnym działaniem jest kształt obudowy, czyli minimalizujące fale stojące wewnątrz skrzynki, płynnie zbiegające się w tylnej części jej łukowate boczne ścianki. Kolejnym jest zastosowanie pokaźnej liczby przetworników, co po pierwsze wespół z umiejętnym strojeniem zwrotnic ustaliło ich pracę w układzie 3-drożnym, a po drugie serią 3 portów bass-refleks o niewielkiej średnicy dało szansę na energetyczny i odpowiednio kontrolowany dolny zakres. Jeśli chodzi o dostępną kolorystykę wykończenia, co prawda na sesję testową dotarła wersja kolumn w uwielbianej przez wielu z nas czerni, ale bez problemu możecie zamówić je z naturalną okleiną orzechową. Tak atrakcyjnie prezentujące się Dunki w celach odpowiedniej stabilizacji posadowiono na przykręcanych do podstawy poprzecznych aluminiowych belkach z regulowanymi stopami oraz w tylnej części czegoś na kształt pleców, w ich dolnej części wyposażono w pojedyncze terminale przyłączeniowe. Jeśli chodzi o garść technikaliów, będące bohaterkami spotkania smukłe panny są w stanie pokryć pasmo przenoszenia od 34 Hz do 20 kHz, a ich impedancję producent ustalił na poziomie 4 Ohm przy 88dB skuteczności . Jak widać, kolumny nie są jakoś specjalnie wymagające dla elektroniki, co pokazuje ich ważną dla wielu nabywców uniwersalność.
Gdy po krótkiej rozgrzewce podszedłem do krytycznych odsłuchów, natychmiast przekonałem się, że duże kolumny to same pozytywy. Jakie? Najważniejszym jest zarezerwowana dla tego rozmiaru swoboda prezentacji. O ile tylko spełni się założenia zastosowania odpowiedniego strojenia tego typu konstrukcji, drugim jest nawet w przypadku tak pokaźnych konstrukcji powodujące znikanie ich z pomieszczenia, głębokie i szerokie wizualizowanie słuchanej muzyki. Mam tak na co dzień i byłem rad, że w nieco mniejszym stopniu, ale te przecież nadal pokaźnych gabarytów paczki bez problemu pokazały wymienione przeze mnie, sprawiające dużą przyjemność obcowania z ulubionym materiałem walory soniczne i to bez względu na rockowy, elektroniczny lub jazzowy rodowód. To bez dwóch zdań jest bardzo ważne, gdyż pozwala nam zwrócić na takie kolumny uwagę nawet w momencie oscylowania z metrażem posiadanego lokalu na pograniczu ich akceptacji. Naturalnie trzeba wówczas zadbać o zapewnienie dobrej sekcji wzmacniającej, ale jeśli kolumny grają zbyt „zwaliście”, co by się nie robiło, nie ma szans na dobry wynik. Na szczęście opisywane MB8B pokazały się z bardzo dobrej, mieszczącej się w opisywanych przed momentem ramach strony, gdyż potrafiły utrzymać dolny zakres w oczekiwanych ryzach, a za sprawą połączenia rozmiaru i dobrego połączenia zastosowanych przetworników ze strojeniem zwrotnicy dobrze odzwierciedlały bezpieczną esencjonalność, rozmach i intencje odtwarzanej muzyki.
Jako przedstawiciela mocnego uderzenia wspomnę występ Rammsteina „Reise Reise”. To jak wiadomo solidna dawka decybeli. Jednak jeśli znacie tę płytę, wiecie, iż jest bardzo wymagająca od kolumn, gdyż ilość basu w połączeniu z jego energią wielu zespołom głośnikowym sprawia sporo problemów. Mówię oczywiście o braku kontroli często spowodowanym mającym się podobać potencjalnemu nabywcy podbiciem przełomu basu i dolnej średnicy. Gdy słuchamy przysłowiowego plumkania, wszystko jest w najlepszym porządku. Sprawy jednak komplikują się, gdy w odtwarzaczu wyląduje coś z drive-m jak choćby wspomniany Rammstein. Dudni na maksa i przekaz zlewa się w jedną nudną papkę, a przecież to materiał kipiący życiem. I to życie dzięki testowanym kolumnom zostało dobrze oddane. Kiedy miało trząść podłogą pokoju, stawałem na skraju arytmii serca. Innym razem zaś dzięki wyrazistości i rozmachowi projekcji muzyki frontmen formacji w pozytywnym znaczeniu słowa masakrował moje uszy wyrazistą i pełna ekspresji wokalizą. Jednym słowem, testowo skonfigurowana kompilacja sprzętowa stanęła na wysokości postawionego przez naszego zachodniego sąsiada zadania. Dostałem ogień, jakiego oczekiwałem.
Co istotne dla tego modelu kolumn, dzięki rozmiarom fajnie interpretowały także muzykę stawiającą na kontemplację. Weźmy na tapet ostatnią płytę duetu Leszka Możdżera i Adama Bałdycha „Passacaglia” . To krążek pełen popisów operujących głębokimi uczuciami, a które potraktowane nazbyt ofensywną prezentacją nie wespną się na wyżyny wpływu na danego osobnika. Dlatego nie bez powodu od samego początku tak chwalę duńskie kolumny za umiejętność i znikania z pomieszczenia i utrzymania lekkości wizualizowania muzyki, gdyż dzięki temu także z muzą z drugiej strony barykady spod znaku agresji wybrzmiewania także wyszły ze starcia z tak zwana tarczą. Było lotnie, ale także odpowiedniemu bilansowi esencjonalności muzykalnie, czyli idealnie aby wprowadzić mnie w stan zadumy. I tak się finalnie stało.
Komu poleciłbym tytułowe kolumny? Powiem tak. Po pierwsze są duże, ale dzięki dobremu operowaniu ilością basu i nasyceniem średnicy przy wsparciu dźwięcznymi wysokimi tonami, potrafią umiejętnie dozować niezbędne dla dowolnego rodzaju muzyki emocje. Na tyle, że radzą sobie tak z mocnym energetycznie, jak i pełnym witalności materiałem. Po drugie jak wynika z analizy ich technikaliów, nie są jakoś dramatycznie wymagające prądowo. To zaś sprawia, że jeśli dysponujecie solidną sekcją wzmacniającą, możecie pokusić się nawet o wstawienie ich do z pozoru zbyt małego pokój. Jeśli nie będzie wprowadzał zbyt trudnych do okiełznania modów i elektronika to udźwignie, będziecie mogli cieszyć się swoją ulubioną muzyką w prezentacji iście koncertowej. Jednak nie w rozumieniu bliżej nieokreślonej ilości bolesnych decybeli, tylko w pełni kontrolowanego rozmachu wypełniania posiadanego pomieszczenia. Oszalałem? Bynajmniej, gdyż obcuję z czymś takim na co dzień, czego Wam również życzę, a nasze bohaterki mają spore szanse to zapewnić.
Jacek Pazio
Opinia 2
Jak już kilkukrotnie wspominaliśmy, nic tak dobrze nie robi na przypomnienie o istnieniu marki jak zmiana … dystrybucji. Wystarczy bowiem lekka roszada na lokalnej mapie opiekunów a dziwnym zbiegiem okoliczności nowy reprezentant, z oczywistych i wiadomych powodów zaczyna wykazywać „parcie na szkło” wszem i wobec, Urbi et Orbi obwieszczając „radosną nowinę”. Tak też było i tym razem ze stołecznym Hi-Fi Systemem, który po wzięciu pod swoje skrzydła zrzeszonych pod sztandarem kopenhaskiego Dantax A/S marek Raidho Acoustics i Scansonic HD (o dwóch pozostałych, czyli przebywającym w stanie głębokiej anabiozy – kryptobiozy Gamucie i Harmony, przynajmniej na razie nic mi nie wiadomo) rozpoczął stosowne działania promocyjne w ramach których do naszego OPOS-a trafiła parka wielce intrygujących a zarazem nieoczywistych, przynajmniej przez pryzmat stereotypowego postrzegania duńskich specjałów, kolumn Scansonic HD MB8B, na których test serdecznie zapraszamy.
Prawdę powiedziawszy eksplorując portfolio Scansonic HD dość szybko można się (zde)zorientować, iż po pierwsze standardowa logika gradacji tak poszczególnych serii, jak i modeli im przypisanych traktowana jest przez Duńczyków zaskakująco niefrasobliwie, więc może zarzuty o kanibalizację były by pewną przesadą, to już uznanie istnienia bytów równoległych i stosowania logiki parakonsystentnej wydają się zaskakująco trafną oceną sytuacji. Chodzi bowiem o to, iż nawet skupiając się na dwóch najwyższych seriach, czyli MB i Q można nieco się pogubić, który model, pomijając oznaczenia, jest usytuowany wyżej a który niżej w rodzinnej, mającej odzwierciedlenie w cenniku, hierarchii. O co chodzi? A chociażby o to, że topowe modele obu serii, czyli Q10 i MB8 B wyceniono na tyle samo i jakby tego było mało okazuje się, że nie są one wcale największe/najwyższe i wyposażone w największą liczbę przetworników, gdyż pod tym względem deklasuje je rezydujący oczko niżej, a przy tym zauważalnie tańszy model MB6 B. Słowem wygląda na to, że mając ochotę na powstające w Pandrup kolumny wypada kierować się intuicją, rozsądkiem i przede wszystkim słuchem, zaszeregowanie do konkretnej linii produktowej i pozycję w firmowym rankingu traktując czysto informacyjnie – z gatunku tzw. wiedzy nieprzydatnej. Jakby tego było mało, choć zarówno wspomniane we wstępniaku Raidho Acoustics, jak i siostrzane Scansonic HD kojarzone są głównie z charakterystycznie strzelistych a zarazem niezwykle smukłych projektów, co poniekąd potwierdziły goszczące u nas reprezentantki obu marek (S-2.0 i MB5 B), to MB8B wydają się być wyjątkiem ową regułę potwierdzającą. Nie da się bowiem ukryć iż proporcje ich korpusów są zaskakująco klasyczne a i same średnice / wolumen użytych przetworników nie odbiegają od ogólnie przyjętych standardów. Mamy bowiem do czynienia z pokaźnych gabarytów (420 x 1440 x 480 mm), trójdorożnymi, pięciogłośnikowymi konstrukcjami podłogowymi o zbiegających się ku tyłowi ściankach bocznych i zapewniających stabilność poprzecznych aluminiowych wspornikach z regulowanymi stopami. Jeśli chodzi o zestaw przetworników, to średnicę i górę pasma obsługuje para 5,25″ mid-wooferów z włókna węglowego pomiędzy którymi (układ D’Apolito) umieszczono wysokotonową wstęgę. Z kolei dół pasma powierzono duetowi 8” basowców z włókna węglowego. Z kolei na ścianie tylnej znajdziemy pojedyncze terminale głośnikowe oraz potrójne ujście kanałów bas-refleks. Zgodnie z zapewnieniami producenta 8-ki mogą pochwalić się 88dB skutecznością przy impedancji znamionowej na poziomie 4 Ω, więc do ich napędzenia lepiej sięgać po wzmacniacze dysponujące przynajmniej 100W na kanał.
Przechodząc do części poświęconej brzmieniu naszych gościń pierwsze z co nasuwa mi się na myśl, to nomen, omen duńskie słowo „Hygge” oznaczające (za Wikipedią) „komfort, wygodę, przytulność, używane jako określenie osiągnięcia wewnętrznej równowagi, bezpieczeństwa i szczęścia, …”. Bo tak właśnie Scansonic HD MB8B grają – z niezwykłym spokojem, swobodą i koherencją. Bez najmniejszych oznak nerwowości, wymuszenia i silenia się na wyczynowość. Góra jest szalenie komunikatywna, lecz jednocześnie jedwabiście gładka i dyskretnie przyprószona tak złotem, jak i „cukrem pudrem” – wyrafinowanie słodka. Jej zszycie z równie gładką i świetnie wysyconą średnicą jest perfekcyjne, przejście między jakże różnymi konstrukcyjnie drajwerami jest zupełnie niezauważalne, gdyż para średniotonowców w niczym tak pod względem szybkości, jak i rozdzielczości nie ustępuje wstędze, więc nie ma się wrażenia, że w pewnym momencie następuje jakieś dziwne zwolnienie i regres holografii. Do tego dochodzi bas o budzącym respekt wolumenie i energii, choć bez tendencji do zawłaszczania nieprzynależnych jemu podzakresów.
Prog-metalowy, polifoniczny i gdzieniegdzie wspomagany przez TLV Orchestrę „Souls” Scardust pokazał, że Scansonici nie boją się ani skomplikowanych i gęstych aranży, ani nie mają najmniejszych problemów ze stworzeniem nie tyle monolitycznej ściany dźwięku, co prawdziwie epickiego i wieloplanowego show i to przy iście koncertowych poziomach głośności. Skoki dynamiki wgniatały w fotel, gradacja planów nie budziła najmniejszych zastrzeżeń a dynamika rozgrywających się na scenie wydarzeń potrafiła w kulminacyjnych momentach przyprawić o istny zawrót głowy. Jednak prowadzona przez 8-ki narracja wprowadzała do prezentacji pierwiastek spajającej całość logiki i harmonii. Dodając do tego wspomnianą wcześniej gładkość, zarówno prog-rockowo/metalowy, jak i nawet cięższy („For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects) repertuar nie tylko nie ranił udręczonych prozą codziennego życia zmysłów, lecz wręcz je koił pozwalając w pozornej kakofonii odnaleźć melodykę i … wytchnienie. Jak to możliwe? Zupełnie normalnie, po prostu duńskie kolumny nie próbują nikomu niczego udowadniać, więc raczej skupiają się na czysto hedonistycznych aspektach muzykalności i emocjonalności prezentacji a nie analitycznego dzielenia włosa na czworo i rozbijania każdego dźwięku na atomy. Nie oznacza to bynajmniej totalnego uśredniania i braku różnicowania odtwarzanych realizacji, bądź na tyle silnej własnej sygnatury, że natywny charakter nagrań spychany jest na dalszy plan, lecz taką perspektywę, gdzie przy zachowaniu właściwej energetyczności, w tym, gdy zachodzi taka potrzeba również ofensywności, czy wręcz zwierzęcej dzikości (wyrykiwany po maorysku, dokładnie w Reo Māori, thrashowy „Te Rā” Alien Weaponry) akcentowane są zgodne z naszymi oczekiwaniami dźwięki i akordy, które pozwalają na rozładowanie stresu i negatywnych emocji. Bo tak na dobrą sprawę właśnie na emocjach Scansonici bazują. Nie pozwalając na obojętność wciągają słuchaczy w wir wydarzeń na tyle skutecznie, że kiedy wybrzmi z nich ostatnia nuta łapiemy się na tym, że jesteśmy równie zdyszani co właśnie kończący występ frontman. A latka lecą i takie skakanie po scenie mając 50+ na karku może powodować lekką zadyszkę. Dlatego też warto również mieć świadomość, że i z bardziej lirycznymi klimatami, jak daleko nie szukając „Memory” Palomy Dineli Chesky duńskim kolumnom również jest po drodze, gdyż mogą wtedy zaprezentować pełnię swych możliwości natury holograficzno – przestrzennej nie tylko natychmiastowo dematerializując się w pokoju odsłuchowym, lecz również budując niezwykle nastrojowy klimat, gdzie delikatne przyciemnienie prezentacji nie wyklucza jej niezwykle realistycznej trójwymiarowości i namacalności źródeł pozornych, co przy świetnym oddaniu aury pogłosowej i „oddechu” w górze pasma sprawia, że intensywność doznań bliska jest czynnemu, znaczy się fizycznemu, bo śmiem twierdzić, ze nawet do okazjonalnego potrząsania marakasami średnio się nadaję, uczestnictwu w nagraniu.
W ramach podsumowania pozwolę sobie jedynie powtórzyć, iż Scansonic HD MB8B są kolumnami niezwykle atrakcyjnymi i eleganckimi a zarazem szalenie uniwersalnymi pod względem brzmieniowym. Dlatego też jeśli rozglądacie się Państwo za podłogówkami, które czarować będą zarówno podczas nastrojowych sesji jazzowych, jak i ukazywać piękniejsze oblicze najcięższych odmian metalu, to o ile tylko dysponujecie odpowiednim metrażem i wydajnym wzmocnieniem, to rzut ucha na tytułowe duńskie konstrukcje wydaje się wielce wskazany.
Marcin Olszewski
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80
Dystrybucja: Hi-Fi System
Producent: Scansonic HD
Cena: 55 900 PLN (czarny satyna), 64 500 PLN (orzech)
Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, podłogowa, wentylowana
Pasmo przenoszenia (-6dB): 34 Hz-20 kHz
Impedancja: 4 Ω
Czułość: 88 dB
zastosowane przetworniki:
– wysokotonowy: wstęgowy
– średniotonowy: 2 x 5,25″
– basowy: 2 x 8″
Zalecana moc wzmacniacza: min. 100 W
Częstotliwość podziału zwrotnicy: 400 Hz – 2800 Hz
Wymiary (S x W x G): 420 x 1440 x 480 mm
Waga: 45 kg / szt.
Nieco ponad trzy lata temu gościliśmy smukłe MB5 B, jednak jak to w życiu bywa apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się i przysłuchać nieco większemu modelowi Scansonic HD MB8B.
cdn. …
Warszawa,27 września 2022 roku – Z dużą przyjemnością informujemy, że wraz z dystrybuowanymi markami Raidho i Scansonic oraz współpracującymi firmami naszych dealerów zorganizowaliśmy ciekawą atrakcję dla audiofili zainteresowanych zespołami głośnikowymi obu marek.
Raidho i Scansonic HD Roadshow 2022 to czterodniowe wydarzenie prowadzone w czterech polskich miastach: Krakowie, Katowicach, Bielsku Białej i Poznaniu. W profesjonalnych salonach naszych partnerów handlowych będzie można posłuchać reprezentatywnych modeli kolumn głośnikowych Raidho z topowej serii: TD1.2, TD2.2 i TD3.8 oraz trzech modeli Scansonica HD: L14, M40 i MB5B, które w przekrojowy sposób będą miały szansę przybliżyć audiofilom rozwiązania akustyczne obu marek.
Gościem specjalnym, obecnym podczas wszystkich prezentacji, będzie p. Lars Møller, reprezentujący obie duńskie marki od maja 2021 roku. Obserwatorzy rynku hi-fi mogą kojarzyć naszego gościa z jego, ponad 15-letniego zaangażowania we współpracę z marką Dali, gdzie piastował funkcję menadżera eksportu. Jego obecność podczas polskich prezentacji Raidho i Scansonic HD będzie idealną okazją do spotkań i pozyskania interesujących audiofili informacji.
Kalendarium prezentacji:
3 października – Kraków – Studio 999,
4 października – Katowice – MegaHz,
5 października – Bielsko Biała – Hi-Fi Studio,
7 października – Poznań – Audio Plaza,
Wstęp na wszystkie wydarzenia jest wolny. Zachęcamy zainteresowanych do bezpośredniego kontaktu z naszymi partnerami będącymi gospodarzami Raidho i Scansonic HD Roadhow 2022
Opinia 1
Co prawda nie jest to standardem, ale pewnie wielu z Was zdążyło spotkać się z sytuacją, w której jeden podmiot utrzymuje dwie równoległe linie produktowe. Chodzi o propozycję czegoś bliższego kieszeniom tak zwanego zwykłego Kowalskiego i jako flagowy znak rozpoznawczy odrębny segment ekstremalnego podejścia do tematu jakości odtwarzania muzyki. O kim mowa? Nie będę robił jakiejś rozbudowanej wyliczanki, tylko bazując na testach z naszego portalu wspomnę choćby kanadyjski EEM Labs z jego przetwornikiem cyfrowo/analogowym DV2 , który jako ukłon dla mniej zamożnych melomanów powołał do życia projekt Meitner Audio z podobnym produktem D/A MA-3. Oczywiście takie podejście do tematu nie jest zbyt częste, jednak ostatnimi czasy na tyle powtarzalne, że w dzisiejszym odcinku postanowiliśmy przyjrzeć się podobnej sytuacji, z tą tylko różnicą, że z segmentu kolumn. Czyli? Pewnie wielu z Was zaskoczę, ale mam na myśli tańszą linię zespołów głośnikowych gracza pierwszej ligi duńskiego Raidho Acoustics, handlowo skrywającego się pod nazwaną Scansonic HD, z której portfolio dzięki staraniom warszawskiego dystrybutora Horn w nasze progi trafił model MB5 B.
Przybliżając aparycję naszych bohaterek pierwsze co rzuca się w oczy, to ich oczekiwana obecnie przez wielu melomanów smukłość. Smukłość, która z jednej strony jest pewnego rodzaju ograniczeniem technicznym dla uzyskania odpowiedniej jakości niezniekształconego wolumenu dźwięku – chodzi o rozmiar przetworników, ale za to z drugiej pozwala wstawić je do praktycznie każdego, nawet niezbyt dużego pomieszczenia. Jednak nie od dzisiaj wiadomo, że tak jak w przypadku modelu MB5 B dobry konstruktor z łatwością potrafi poradzić sobie z pewnymi ograniczeniami. Oczywiście mowa o zwielokrotnieniu ilości głośników, a przez to znaczące zwiększenie ich sumarycznej powierzchni membran, co pozwala na uzyskanie założonego rozmachu dźwięku. W efekcie takiego podejścia do sprawy w przypadku naszych bohaterek na lekko łukowatym froncie znajdziemy aż pięć przetworników. Patrząc od góry – jeden średniotonowy, jeden wstęgowy wysokotonowy i trzy niskotonowe. Jak widać bateria godna zaufania. Jednak aby miała szansę na spełnienie oczekiwań swobodnego podania muzyki w kwestii niskich rejestrów, w sukurs przychodzi jej zlokalizowany na wieńczącym łukowane boki obudowy kolumny, dość wąskim, również obłym awersie, zrealizowany przy pomocy trzech małych otworów port bass-refleks. Oczywiście jak niezbędny byt na wspomnianym „umownym” tylnym panelu producent zaaplikował dodatkowo niezbędne do aplikacji je w tor pojedyncze zaciski przewodów głośnikowych oraz plakietkę z pochodzeniem, nazwą modelu i numerem seryjnym. Tak prezentujące się Dunki posadowiono na wyposażonych w regulowane kolce, przykręcanych od spodu, znacznie poprawiających stabilność konstrukcji srebrnych łapach. Zaś estetycznym zwieńczeniem całości projektu MB5 B jest zastosowanie kilku wstawek – górna połać i dolna część frontu kolumny – z modnego włókna węglowego.
Czym i jak w sensie pozytywów lub negatywów, zaskoczyły mnie rzeczone kolumny? Nie dbając o to czy mi wierzycie, czy nie, powiem jedno, są zaskakująco bezpieczne. Oczywiście bezpieczne w aplikacji. Co mam na myśli? Po prostu mają wyczuwalny sznyt gładkiego, pełnego energii i plastycznego grania, jednak bez zapędów w zbytnie zaciemnienie przekazu. To naturalnie sprawia, że nie są orędowniczkami pogoni za wyczynowością w domenie bezkompromisowości ataku i szybkości zmian tempa, tylko raczej poszukiwania muzyki w muzyce, jednakże robią to bardzo umiejętnie. Co to oznacza? Chodzi o to, że cały czas czarują nas dosłownie każdą nutą, a przy tym nie zapominają, że gdy wymaga tego materiał, raz ma być agresywna i natychmiast zgasnąć, zaś innym razem pełna emocji trwając przy tym w umowną nieskończoność. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe, dlatego konkurencja zazwyczaj stawia albo na szybkość, albo co prawda sprawiającą wiele przyjemności, ale jednak pewnego rodzaju ociężałość. W przypadku duńskiego zestawu jest to pewnego rodzaju połączenie wody z ogniem. Z lekkim naciskiem na barwę i wagę dźwięku, ale w granicach rozsądku. Co istotne, to fakt łatwości zdroworozsądkowego okiełznania tego stanu rzeczy przy pomocy stosownych zabiegów konfiguracyjnych. W sobie tylko znany sposób dają się w łatwy sposób nakłonić do interesującej nas ostatecznej estetyki grania. Naturalnie nie na diametralnie odmienną, ale jednak wyczuwalnie inną, w efekcie bliższą naszej duszy melomana. Dlatego też podczas testu dokonując kilkukrotnych roszad kablowych nie udało mi się złapać naszych bohaterek na ewidentnym potknięciu. Owszem, mimo wspomnianych działań być może innym punkcie widzenia na dany temat, ale raczej obieranym jako inna opowieść, a nie wyjście z pojedynku na tarczy. O co chodzi z tym spojrzeniem? Spokojnie, o nic specjalnego. Jednak z uwagi na jedyny, być może dla niewielkiej grupy miłośników muzyki sporny aspekt soniczny, opis zderzenia kolumn z muzyką zacznę od niego.
To chyba jasne, że w momencie stawiania opiniowanych zespołów głośnikowych na barwę i zjawiskowe czarowanie słuchacza materiałem muzycznym najbardziej newralgicznym repertuarem było ostre granie. Czy to w kwestii rocka, czy elektroniki, czy nawet free jazzu – choć ten ostatni z uwagi na ważną dla tego nurtu esencjonalność instrumentów w najmniejszym stopniu, z pewnością ktoś mógłby ponarzekać na zbytnią dostojność przekazu. Chodzi o unikanie przez zespoły głośnikowe nadmiernej agresji, a przez to pewnego rodzaju ukulturalnienie wydarzeń scenicznych. To oczywiście było fajne, jednak wielbiciele takich grup jak AC/DC, Black Sabbath lub Led Zeppelin z pewnością szukaliby mocnego kopnięcia muzyką i niszczenia narządów słuchu jej bezpośredniością i dosadnością, czego w oczekiwanej przez piewców tego typu twórczości ekspresji czarne panny nie chciały oddać. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem w zamian zapewniły świetne nasycenie całości, a dzięki temu energię ważnych dla tych zespołów gitar, moc wokalnego szaleństwa oraz pełną dzikości walkę bębniarza. Jak widać, zderzyłem się z czymś za coś, co w tym przypadku nie było jakąś uciążliwą bolączką, tylko pokazaniem tego samego świata w innym zwierciadle. Nadal mocnym w doznania, jednak nie szkodliwie, a raczej pieszczotliwie działającym na nasze zmysły. Czy dla każdego będzie to akceptowalne podanie tego rodzaju zapisów nutowych, niestety będzie zależeć od konkretnego osobnika homo sapiens. Jednak nie zdziwię się, gdy okaże się to garstką całości populacji.
A co z resztą projektów muzycznych? Jak pisałem, spornym może być tylko materiał stawiający na wyczynowość. Reszta była ewidentną wodą na młyn clou naszego spotkania. Wszelkiego rodzaju mainstreamowy jazz, najbardziej odjechane projekty około-jazzowe, muzyka barokowa i klasyka czerpały z niesionego przez Scansonic-i dobra pełnymi garściami. Barwa i esencjonalność, a dzięki temu zjawiskowa namacalność wspierane dobrym rozbudowaniem wirtualnej sceny powodowały, że na przekór zamierzeniom każda użyta podczas testu płyta słuchana była od deski do deski. To oczywiście znacznie wydłużało proces opiniowania tytułowych kolumn, jednak bazując na przeżytych emocjach nie żałuję ani jednej straconej minuty przy tak zjawiskowo podanej muzyce. Pełnej nienachalnych, tylko idealnie licujących z zamierzeniami artystów, często bardzo eterycznych emocji, na co przecież w duchu liczymy dosłownie podczas każdorazowego konfigurowania swojego zestawu, co niepozorne Dunki pokazały z dziecinną łatwością. Bez napinania muskułów, tylko w oparciu od odpowiedni dobór konsensusu pomiędzy wagą, nasyceniem, energią i plastyką muzyki.
Mam nadzieję, że z powyższego tekstu jasno wynika, iż w przypadku kolumn Scansonic HD mamy do czynienia z prezentacją muzyki przez duże „M”. Oczywiście zawsze bardziej z dbałością o dobry bilans jej nasycenia i energii, niż szukania poklasku pogonią za szybkością narastania sygnału i otwartością ponad wszystko. Czy to problem? Nic z tych rzeczy. To zwyczajnie inny punkt widzenia, a nie wada. Wadą byłby nadmierna egzaltacja zagęszczaniem prezentacji, wprost przekładająca się na efekt jej ospałości na kształt efektów ubocznych po spożyciu Pavulonu. Na szczęście na bazie wiedzy zdobytej przy projektowaniu produktów z segmentu ekstremalnego High Endu – Raidho Acoustics, mimo ewidentnego stawiania na muzykalność kolumn duńscy inżynierowie nie przekroczyli linii dobrego smaku.
Jacek Pazio
Opinia 2
Choć tematy dotyczące zagadnień globalizacji i koncentracji marek wokół wielkich kapitałów, czy też podziałów w obrębie danej grupy właścicielskiej na byty mniej bądź bardziej ekskluzywne przewijają się na naszych łamach na tyle często, że coraz trudniej być na bieżąco kto jest w danej chwili z kim w drużynie, a kto na samej górze pociąga za sznurki. Dlatego też zamiast śledzić wzajemne relacje towarzysko – finansowe zdecydowanie rozsądniej jest skupiać się na konkretnych produktach i ich walorach wizualno – brzmieniowych, kwestie biznesowe zostawiając rynkowym analitykom i specom od PR-u misternie tkającym opowieści uwiarygadniające np. sensowność i zasadność przejmowania globalnych koncernów od zarania dziejów parających się Hi-Fi i High-Endem przez graczy skupionych do tej pory np. na branży farmaceutycznej, czy operacjach stricte finansowych. Czemu o tym wspominam? Oczywiście nie bez przyczyny, gdyż śmiem twierdzić, iż nawet jednostkom całkiem obeznanym ze znajdującym się w sferze naszych zainteresowań obszarem nazwa Dantax A/S niewiele powie. A biorąc pod uwagę fakt, iż jest to duńskie konsorcjum działające od bagatela 1969r. jego anonimowość wydawać może się cokolwiek dziwna. Wystarczy jednak zerknąć nieco głębiej za korporacyjną fasadę, by okazało się, iż pod jego skrzydłami spotkamy starych i zarazem świetnie rozpoznawalnych znajomych, vide marki, których raczej nikomu specjalnie przedstawiać nie trzeba, czyli Gamut, Raidho i będącą sprawcą dzisiejszego zamieszania firmę-córkę tej ostatniej – Scansonic HD. W dodatku mając świadomość, iż właśnie Scansonic HD, bazując na stricte high-endowych rozwiązaniach swojego „rodziciela”, dedykowany jest odbiorcom chcącym na swoje hobby przeznaczyć nieco mniej środków aniżeli miałoby to miejsce w przypadku Raidho. Niemniej jednak z jego portfolio, dzięki uprzejmości Horn Distribution, zamiast rozpoczynać od niemalże budżetowych eL-ek, udało się nam pozyskać na testy drugi od góry, usytuowany tuż za flagowym MB6 B model podłogowych kolumn MB5 B.
Skoro za projektem MB5 B stoją ci sami ludzie, co za katalogiem Raidho, w tym sam Michael Børresen, od którego inicjałów topowa seria MB wzięła swoją nazwę, trudno się dziwić, że duńskim Scansonicom HD nie sposób odmówić slim-fitowej smukłości i wielce miłych oczom krągłości obudów. Bowiem zamiast konwencjonalnych, prostopadłościennych korpusów Skandynawowie konsekwentnie stawiają na mocno spłaszczony, wygięty na podobieństwo liry profil zamknięty wąskim, pokrytym carbonem, mieszczącym pięć autorskich przetworników frontem. W materiałach firmowych w roli budulca przewija się co prawda klasyczny MDF, lecz z racji poprzedzającego go dopisku, iż jest to materiał o podwyższonej gęstości śmiem twierdzić, iż mamy do czynienia z HDF-em, bądź jakąś opracowaną na własne potrzeby mieszanką pośrednią. Wracając jeszcze na front uwagę przykuwa firmowy, umieszczony w niewielkiej przypominającej swym kształtem bieżnię, bądź owalny welodrom płytkiej tubce, przetwornik wstęgowy o śladowej masie 0,03g, nad którym usadowiono 133mm nisko-średniotonowca a poniżej trzy bliźniacze pod względem średnicy i materiału membran (włókno węglowe) basowce. Będąca w zaniku ściana tylna prezentuje się nie mniej intrygująco, gdyż tuż nad ziemią umieszczono pojedyncze, ustawione pionowo terminale głośnikowe i aż trzy ujścia tuneli bas refleks. Wszystkie przetworniki pracują we wspólnej komorze, jednak układ bas refleks strojono tak, by uzyskać jak najlepszą odpowiedź impulsową. Całość posadowiono na aluminiowym cokole z szeroko rozstawionymi, uzbrojonymi w regulowane stożki, odnóżami poprawiającymi stabilność smukłej, odchylonej nieco ku tyłowi, konstrukcji.
Patrząc na smukłość i wiotkość duńskich podłogówek można byłoby pochopnie stwierdzić, że również ich brzmienie będzie ulotne i eteryczne, gdyż biorąc pod uwagę fakt czterech klasycznych przetworników o stosunkowo niewielkiej średnicy oraz niezbyt imponujący litraż samych skrzyć trudno oczekiwać jakiś spektakularnych efektów. Tymczasem, niemalże naginając prawa fizyki tytułowe Scansonici grają dźwiękiem, którego skalę inaczej aniżeli spektakularną nie sposób określić. Na „Blackwater Park” Opeth bas jest potężny, mięsisty i zapuszcza się w rejony których eksplorację, opierając się jedynie na aparycji MB5-ek, zakładać byłoby szaleństwem. Całe szczęście najniższe składowe wraz z ilością/wolumenem stawiają również na jakość, choć warto w tym momencie wyraźnie zaznaczyć, iż Scansonici do najłatwiejszych obciążeń nie należą, wiec jeśli tylko na sercu leży nam uwolnienie pełni drzemiącego w nich potencjału, to śmiało możemy zapomnieć o wzmacniaczach mających nie tylko problemy z kontrolą basu, lecz również posiadających niezbyt wysoką moc, o wydajności prądowej nawet nie wspominając. Nie oznacza to bynajmniej, że decydując się na MB5-ki jesteśmy skazani na typowe tranzystorowe spawarki w stylu daleko nie szukając mojego dyżurnego, 300W Bryston 4B³, gdyż wielce satysfakcjonujące wyniki udało mi się osiągnąć z na wskroś lampowymi … 400W (przy 4 Ω) monoblokami Octave Audio Jubilee Mono SE (recenzja wkrótce) a i ze 120W, uzbrojoną w osiem KT150 integrą Ayon Triton Evo nie spodziewałbym się większych problemów. Chodzi jedynie o to, by złapać duńskie kolumny na tyle krótko przy pysku, by bas nie tylko nadążał za resztą pasma, lecz również nie próbował anektować obszarów dla niego nie przewidzianych. Wspominam o tym nie bez powodu, gdyż średnica Scansoniców jest iście zjawiskowa. Jej kremowość i koherentność przypomina konsystencję legendarnych lodów Spumoni „od Włocha”, na które swojego czasu jeździło się na Hożą (teraz już takich nie robią). I to wszystko na ww. krążku Opeth, czyli wydawnictwie, gdzie potężny i powolny niczym ognisty walec doom miesza się z bezpardonowością death-metalu a całość przesycona jest karkołomną i zagmatwaną, iście prog-rockową melodyką. Wystarczy jednak przetrwać growling Mikaela Åkerfeldta i poczekać na czysto wyśpiewywane przez niego frazy, by zrozumieć, iż trudno będzie nam znaleźć równie czarujące wysyceniem i krągłością kolumny. Potwierdził to również repertuar, gdzie do głosu dopuszczona została płeć piękna, gdyż zarówno na przesyconym elektronicznymi wstawkami „Resist” Within Temptation, jak i szeleszcząco-pościelowym „Quelqu’un m’a dit” Carli Bruni warstwa wokalna została odpowiednio sugestywnie zaakcentowana i doświetlona, lecz nie białym, mocnym – spłaszczającym „spotem”, lecz miękką i ciepłą poświatą zachodzącego słońca. Romantycznie? W pewnym sensie, gdyż o ile Sharon den Adel potrafi trącić odpowiednią strunę wrażliwości u męskiej części odbiorców, to już gościnnie pojawiający się Jacoby Shaddix i Anders Fridén przypominają, iż jest to kapela, której korzenie sięgają zdecydowanie cięższych klimatów a obecny romans z niemalże plastikowymi – mainstreamowymi melodyjkami to miejmy nadzieję przejściowy okres fascynacji dyskotekowymi pląsami, w których Sharon już jakiś czas temu próbowała swoich sił (vide „In And Out Of Love” Armin van Buuren ft. Sharon den Adel).
Niejako na deser zostawiłem prawdziwą wisienkę na duńskim torcie, czyli pasmo reprodukowane przez wstęgowy wysokotonowiec, który pod względem słodyczy i rozdzielczości bez najmniejszych problemów jest w stanie zapędzić w kozi róg niejedną tekstylną kopułkę. Góra pasma jest bowiem niezwykle komunikatywna i otwarta, jednak próżno w niej szukać ofensywności, czy wyrywania się przed szereg. Niby wszystko jest na swoim miejscu i we właściwych proporcjach, czyli nie powinno być żadnych niespodzianek jednak im dłużej się w nią wsłuchujemy, tym więcej smaczków jesteśmy w stanie wyłapać. Nawet tak niespieszny i na swój sposób niezwykle kameralny album jak „Minione” Anny Marii Jopek i Gonzalo Rubalcaby pokazał, że każdy kolejny odsłuch przynosi nowe pokłady niuansów, których wcześniej nie zauważaliśmy, bądź wręcz nie mieliśmy świadomości ich istnienia. Jeśli dodamy do tego fakt, że Scansonici od pierwszych taktów po prostu się dematerializują a tak stereofonię, jak i wręcz holograficzną trójwymiarowość mają niejako wpisane w swoje DNA jasnym staje się, że do każdego planowanego odsłuchu warto doliczyć kwadrans, albo nawet dwa w ramach buforu bezpieczeństwa zapewniającego nam komfort terminowej realizacji kolejnych, wpisanych w grafik zadań.
Choć zarówno gabaryty, jak i całkiem rozsądnie skalkulowana cena nie wskazują, że Scansonic HD MB5 B mogą stanowić nader ciekawą propozycję dla miłośników iście hollywoodzkiego rozmachu w górnopółkowym wydaniu, to praktyka, czyli nasze osobiste empiryczne doświadczenia są tego najlepszym dowodem. Okazuje się bowiem, że odpowiednio napędzone MB5-ki są w stanie z łatwością wygenerować istną ścianę dźwięku i to na tzw. koncertowych poziomach głośności nie gubiąc przy tym żadnych, nawet najmniejszych niuansów, a gdy tylko najdzie nas ochota na romantyczny wieczór są niczym kameleon zmieniają się w cyzelujące każdy detal i szmer monitorki, z których nomen omen ich firma – matka (Raidho) słynie.
Marcin Olszewski
System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition,
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II
Dystrybucja: Horn
Producent: Scansonic HD
Cena: 29 998 PLN / para
Dane techniczne
Konstrukcja: dwuipółdrożna , wentylowana potrójnym bas-refleksem, podłogowa
Pasmo przenoszenia: 29Hz-40kHz
Skuteczność: 90dB
Impedancja: 4Ω (min. 2.8 Ω @ 29Hz)
Częstotliwości podziału zwrotnicy: 250Hz, 2600Hz
Zastosowane głośniki: 1 x Wstęgowy głośnik wysokotonowy; 1 x 133mm (5,25”) głośnik nisko-średniotonowy z membraną z włókna węglowego; 3x133mm (5,25”) głośnik niskotonowy z membraną z włókna węglowego
Wymiary (S × W × G): 178×1185×319mm
Waga: 25kg/ szt.
Najnowsze komentarze