Tag Archives: SOtM sNH-10G


  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. SOtM sNH-10G

Silent Angel Forester F1

Z racji podeszłego wieku, nawału obowiązków, jesiennego przesilenia a tak naprawdę sklerozy, bardzo przepraszam, lecz nie pomnę, czy to pod naszym, czy też pod kogoś innego wpisem w jednej z grup tematycznych na popularnym serwisie społecznościowym jakiś czas temu rozgorzała zaskakująco burzliwa dyskusja. Oczywiście powyższe zjawisko samo w sobie nie wydaje się być czymś nowym, bądź zaskakującym, gdyż od lat Internet jest polem nieraz ekstremalnie zaciekłych dysput, lecz już „iskra”, która ową eskalację wywołała. Otóż był nią temat zasilania a dokładnie coraz większa „popularność” zewnętrznych zasilaczy wtyczkowych. Dziwne? Niekoniecznie, bowiem patrząc jedynie na leżący w kręgu naszego zainteresowania segment rynku, bez trudu można zauważyć gwałtowny wzrost asortymentu w takowe akcesoria wyposażonego. Wszelakiej maści DAC-i, przedwzmacniacze gramofonowe, czy o zgrozo nawet same gramofony, owe impulsowe ustrojstwa zaczynają mieć niemalże na stałe wpisane w swoje DNA. Podłożem takowego stanu rzeczy jest, jak łatwo się domyślić, prosty rachunek ekonomiczny, z którego jasno wynika, że zamiast samemu inwestować czas i środki w porządne zasilanie szybciej i przede wszystkim taniej jest skupić się na części nazwijmy ogólnie sygnałowej, kwestię dostarczania życiodajnej energii cedując na azjatyckich dostawców OEM-owych wtyczkowych impulsówek. Działać będzie? Będzie, więc w czym problem? Dla przeciętnego konsumenta w niczym, jednak dla audiofilów fakt działania nie jest celem samym w sobie, lecz zaledwie punktem wyjścia do osiągnięcia upragnionej nirwany. Dlatego też co bardziej doświadczone i wiedzące w czym rzecz jednostki dołączane do nabywanych urządzeń zasilacze traktują na równi z obecnymi w zestawach podłymi łączówkami, zwanymi potocznie „sznurówkami” i adekwatnymi im klasą przewodami zasilającymi. Odnotowują li tylko fakt ich obecności i nawet nie wyciągają z kartonu, bądź czynią to jedynie w celu weryfikacji działania samego urządzenia, gdyż do niczego innego się nie nadają.
Przesada? Bynajmniej. Proszę tylko przypomnieć sobie recenzowane na naszych łamach switche SOtM sNH-10G + sCLK-EX i Telegärtner M12 SWITCH GOLD, które choć wtyczkowe impulsówki w standardzie posiadały, to sami dystrybutorzy do testów dostarczyli je z dedykowanymi, zdecydowanie bardziej poważnymi jednostkami zasilającymi – odpowiednio SOtM SPS-500 i JCAT OPTIMO 3 DUO. Oczywiście opcjonalnych, alternatywnych dostawców takowych rozwiązań jest bez liku, wystarczy wspomnieć rodzimego Tomanka, bądź wielce poważanego w branży izraelskiego TeddyPardo i jeśli tylko ktoś woli szukać optymalnego zestawu na własną rękę nic nie stoi na przeszkodzie. Zdaję sobie jednak sprawę, iż część z Państwa decydując się na zakup oczekuje rozwiązań kompletnych – skończonych, sprawdzonych i nazwijmy to ogólnie „z jednej stajni”. Dlatego też nie dziwi fakt, iż coraz większa rzesza producentów rozszerza swoje katalogi o właśnie takie, dedykowane zasilacze. Do tego grona dołączył również gracz, który na rynek audiofilskich switchy nie tylko wdarł się przebojem, co z racji know-how i zaplecza, jakim dysponuje, niejako z marszu stał się dostawcą trzewi dla części audiofilsko zorientowanych producentów, którzy akurat na tym polu, zamiast samemu wyważać już otwarte drzwi, woleli zaufać fachowcom. Mowa o tajwańskiej Thunder Data Co. Ltd. i jej marce Silent Angel, której oryginalny produkt mieliśmy okazję przetestować pod postacią switcha Bonn N8 a w wersji oficjalnie zrebrandowanej pojawił się u nas jako NuPrime Omnia SW-8. Przechodząc jednak do meritum, i kończąc ten zupełnie nieplanowo nader rozbudowany wstęp pozwolę sobie zaprosić Państwa na spotkanie z zasilaczem liniowym Silent Angel Forester F1.

Jak nietrudno się domyślić Forester F1 jest zasilaczem dedykowanym ww. switchowi Silent Angel, jego „klonom” oraz Raspberry Pi 4 Model B i wygląda jak … zasilacz. Warto jednak zaznaczyć, że całkiem niebrzydki zasilacz. Masywny front z grubego płata szczotkowanego aluminium o profilu spłaszczonego trapezu zdobi centralnie umieszczony firmowy logotyp, pod którym w niewielkich nawierceniach ukryto cztery diody informujące o statusie i ewentualnym przegrzaniu urządzenia. Po lewej stronie owego minimalistycznego interfejsu precyzyjnie wycięto nazwę modelu a po prawej jego symbol. Korpus wykonano z grubej stalowej blachy i ponacinano na bokach zapewniając tym samym odpowiednią wentylację trzewiom. Ścianę tylną podzielono na część wejściową – ze zintegrowanym z bezpiecznikiem i włącznikiem głównym gniazdem IEC i wyjściową ze zdublowanymi gniazdami DC i USB-A oferującymi 5V@2A. I tutaj od razu uwaga natury użytkowej. Otóż z racji w pełni symetrycznej topologii zaleca się aby pod Forestera, w przypadku podłączania dwóch urządzeń zadbać o to, by charakteryzowały się one takimi samymi, bądź zbliżonymi parametrami – stanowiły dla zasilacza takie samo, bądź możliwie podobne obciążenie. F1 wyposażono w cztery nóżki wykonane z twardej gumy zapobiegającej przesuwaniu się po płaskich powierzchniach, choć biorąc pod uwagę jego wynoszącą 1,3kg masę śmiało można uznać, iż zdecydowanie w niższej wadze chodzące switche miały by z tym poważny problem. Wraz ze switchem otrzymujemy dwa 60 cm przewody DC  o końcówkach 5.5mmx2.1mm i standardowy „komputerowy” przewód zasilający, który spokojnie można zostawić w pudełku.
Sercem Forestera jest zamknięty w dedykowanej kapsule transformator toroidalny posadowiony na grubej warstwie materiału tłumiącego. Jak już zdążyłem nadmienić układ elektroniczny jest w pełni symetryczny a z autorskich rozwiązań warto wymienić równolegle pracujące z filtrem zakłóceń elektromagnetycznych EMI, kontrolujące parametry napięcia wyjściowego MOSFET-y.

A teraz najważniejsze, czyli wybitnie subiektywna ocena wpływu, bądź też jego braku, tytułowego zasilacza na walory brzmieniowe zarówno mojego dyżurnego Bonna N8, jak i dopiero co zrecenzowanej Omni SW-8. Od razu na wstępie muszę zmartwić wszystkich tych, dla których tak naprawdę mało co ma znaczenie i wychodzą z założenia, iż jeśli producent dołączył cokolwiek do swojego urządzenia, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że owe coś jest wystarczające. Otóż nie, nie jest i Forester nader bezpardonowo z owymi mitami się rozprawia. Pomijając jednak fakt poprawy, jaką oferują już „gołe” (z zasilaczem wtyczkowym) Bonn N8/ Omnia SW-8 progres jaki następuje przy użyciu Forestera jest tyleż bezdyskusyjny, co globalny. Nie dotyczy on bowiem zmian natury kosmetycznej, bądź jedynie jakiegoś elementu, składowej brzmienia, lecz jest niemalże jak dzień do nocy, zmieniając dosłownie wszystko. Tzn. może źle się wyraziłem, gdyż zmiana z reguły kojarzy się z czymś nad wyraz radykalnym – czymś w stylu zmiany kierunku jazdy o 180 stopni, czy właśnie dnia w noc. Tymczasem F1 bazując na potencjale drzemiącym w N8/SW-8 po prostu go uwalnia eliminując wąskie gardło. To tak jakbyśmy z koszuli kroju slim-fit i kołnierzyku 43/44 przebrali się w pozwalająca na swobodę ruchów jej „klasyczną” wersję z kołnierzykiem 45. Różnica pozornie niewielka, za to komfort bez porównania większy. Przenosząc powyższe, odzieżowe metafory na audiofilski grunt stwierdzę, iż Forester poprawia dynamikę, rozdzielczość i soczystość barw, czyli generalnie wszystko.
Na początek proponuję coś, co jak na mnie jest dość nietypowym repertuarem – album, na którym pierwsze skrzypce gra akordeon – „Valse(s)” Richarda Galliano. Wiem, że są tacy, którzy z tego typu instrumentarium są w stanie spędzić długie godziny, jednakże osobiście, z obawy przed migreną, staram się nie przekraczać kwadransa, góra dwóch. Tymczasem z wpiętym w tor azjatyckim zasilaczem akordeon Galliano nabrał ciała i wcześniejsze, dość irytujące dźwięki zaczęły układać się w wielce spójną i o dziwo akceptowalną całość. Przełom góry i średnicy został bowiem dociążony i może nie tyle dosaturowany, co raczej jego kolorystyka artykulacji zyskała na głębi i iście organicznej naturalności. To zjawisko całkowicie tożsame z sytuacją, gdy rozmawiając bezpośrednio – twarzą w twarz z osobą posiadającą wadę wymowy niemalże natychmiast przechodzimy nad tym faktem do porządku dziennego i przyjmujemy taką formę wypowiedzi z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jednak, gdy ten sam „głos” słyszymy na nagraniu niemalże już na dzień dobry zaczynamy kręcić nosem na zbytnie podkreślenie sybilantów, bądź inne anomalie natury logopedyczno-foniatrycznej. Tak więc F1 zdecydowanie idzie w kierunku uczestnictwa „na żywo”, aniżeli li tylko biernego odsłuchu.
Podobne obserwacje poczyniłem podczas sesji z burzowo rozpoczynającym się prog-rockowym albumem „Le Grand Voyage” francuskiej formacji Klone, gdzie podkreślenie sybilantów warstwy wokalnej początkowo może nieco odstręczać. Forester owe „piki” zaskakująco skutecznie tonizuje nie ingerując przy tym ani w dynamikę, ani efekty przestrzenne, ani tym bardziej zadziorność gęstych, gitarowych riffów okraszonych nader często odzywającymi się blachami. Krótko mówiąc brzmi to tak, jakby ekipa z Poitiers dostała lepsze studio i realizatora a udzielający się wokalnie Yann Ligner dodatkowo lepszy mikrofon – klasy NU-47 Nordic Audio Labs. Wystarczy tylko krótki rzut ucha, by odkryć ileż niuansów kryje się w potężnych, iście monumentalnych partiach perkusji (Florent Marcadet) w dość oczywisty sposób odwołujących się do progresywnych groove metalowych korzeni kapeli, czy równie ciężkich i pioruńsko szybkich szarpnięć basu (Jean Etienne Maillard). One nie wzięły się znikąd, one tam cały czas były, tylko nie tak permanentnie obecne na wyciągnięcie ręki.
Bajki z mchu i paproci? Cóż, najwidoczniej nie wszyscy z Państwa pamiętają materiał z naszej wizyty w podwarszawskim Wiktorów Studio podczas której testowaliśmy wpływ przewodu zasilającego Furutech NanoFlux-NCF na „brzmienie” podpiętego pod niego mikrofonu. To dokładnie taki sam przypadek, tylko sprzed mikrofonu przenosimy się przed własne kolumny. Tylko tyle i aż tyle.

Dla niezorientowanego w temacie, znaczy się nieosłuchanego, „książkowego” wszystko-sceptyka, płaskoziemców tym razem zostawię w spokoju, Silent Angel Forester F1 wydawać się może całkowicie zbytecznym, wręcz bezsensownym dodatkiem i wydatkiem. Tymczasem dla wszystkich tych, którzy mozolnie budują swoje systemy marzeń, małymi krokami zbliżając się do upragnionej nirwany, decyzje podejmując na drodze własnych – empirycznych doświadczeń a nie zdjęć z Internetu, jego obecność w torze pozwoli z sukcesem zakończyć (przed*)ostatni etap konfiguracji audiofilskiej infrastruktury sieciowej. Czemu użyłem w nawiasie „przed” z „*”? Cóż, nie chcę psuć niespodzianki i zdradzać przyszłych planów recenzenckich, jednak proszę zbyt daleko nie odchodzić od komputerów, gdyż już niedługo podzielę się z Państwem przepisem, jak z powyższych komponentów wycisnąć jeszcze więcej muzycznej ambrozji. Nie wierzycie? Zatem uzbrójcie się w nieco cierpliwości i do zobaczenia wkrótce … cdn.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Kondycjoner: Keces BP-5000 + Shunyata Research Alpha v2 NR
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel Bonn N8; NuPrime Omnia SW-8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Dystrybucja: Audio Atelier
Cena: 1 890 PLN

Dane techniczne
Napięcie wyjściowe: 2 x 5V@2A
Złącza wyjściowe: 2 x 5V@2A DC, 2 x USB A
Wskaźniki LED: 2 x Status, 2 x zabezpieczenie termiczne
Załączone przewody: 2 x 60cm DC (5.5mmx2.1mm) / DC (5.5mmx2.1mm)
Przewód zasilający: 1.2 m IEC
Zasilanie: 230V lub 115V 50/60Hz (selektor w płycie dolnej)
Wymiary (S x G x W): 155 x 115 x 58 mm
Waga: 1.3kg

  1. Soundrebels.com
  2. >
  3. SOtM sNH-10G

SOtM sNH-10G + sCLK-EX & SPS-500

O ile po teście switcha Silent Angel Bonn N8 pojawiły się głosy, dziwnym trafem pochodzące od osób niemających nawet okazjonalnej styczności z obiektem dyskusji, iż modyfikacje wprowadzone przez ekipę Thunder Data są nazwijmy to delikatnie niewystarczające i niesatysfakcjonujące pod względem ewentualnej poprawy parametrów pracy głównych obwodów (zastosowanie li tylko niewielkiej płytki z pojedynczym zegarem TCXO), o brzmieniu nawet nie wspominając, postanowiłem niejako na własną rękę zgłębić wskazaną przez krytycznych interlokutorów domenę. Jednak nie gdybając i wnioskując co najwyżej na podstawie dostępnych w Internecie zdjęć, a wyłącznie empirycznych doznań, czyli biorąc na redakcyjny tapet kolejny, tym razem zdecydowanie bardziej zaawansowany switch. Z pomocą przyszedł poznański Koris, który pomimo coronavirusowej pandemii i globalnego lockoutu niemalże z dnia na dzień dostarczył nam nie tylko wielce zaawansowany „przełącznik sieciowy”, lecz również dołożył do niego dedykowany, solidny zasilacz. Cóż zatem znalazło się w ekspresowo przesłanym zestawie? Switch SOtM sNH-10G + sCLK-EX i zasilacz SPS-500, co w sumie dało „pakiet naprawczy” mojej domowej sieci Ethernet za bagatela 10 kPLN. A jeśli dodamy do tego zapewnione przez Audio Center Poland (Wireworld Chroma 8 i Starlight 8), Audiomica Laboratory (Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence) i Voice (3 sztuki Cardas Audio Clear Network) okablowanie Ethernet to pół żartem, pół serio można uznać, iż przysłowiowe zera i jedynki powinny czuć się u mnie dopieszczone niczym podczas wizyty w którymś z zamorskich kurortów spa. To wszystko jednak na razie tylko teoria, gdyż sensowność powyższych zabiegów wykaże, bądź nie, dopiero część praktyczna, na którą serdecznie zapraszam.

Jednak zanim skupimy się na brzmieniu warto chociaż przez chwilę przyjrzeć się naszym dzisiejszym gościom. I już na pierwszy rzut oka widać, iż SOtM sNH-10G + sCLK-EX reprezentuje zdecydowanie inna kategorię rozmiarową aniżeli poprzednio przez nas testowany Bonn N8. Tym razem bowiem trapezoidalny, rozszerzający się ku górze aluminiowy korpus wpisuje się w tzw. segment midi, stanowiąc wielce kuszącą propozycję dla posiadaczy elektroniki Auralica, bądź Lumina (w celach czysto poglądowych zamieściłem trzy zdjęcia SOtM-a na Luminie U1 Mini). Solidny aluminiowy płat frontu ozdobiony dyskretnym złotym szyldem z logotypem marki w lewym górnym rogu, dostępny jest w srebrnej i czarnej wersji kolorystycznej, natomiast reszta obudowy niezmiennie pozostaje smolistoczarna. Co ciekawe zarówno płyta górna jak front i plecy są zaskakująco ażurowe a pochyłe ściany boczne całkiem udanie imitują rolę radiatorów. Oczywiście nic nie wskazuje na to, by ukryte wewnątrz trzewia potrzebowały aż tak wydajnego chłodzenia, ale uczciwie trzeba przyznać, że projekt plastyczny producentowi wyszedł nad wyraz intrygująco. A efekt jest jeszcze lepszy, gdy z pomocą hebelkowego przełącznika umiejscowionego na ścianie tylnej zadbamy o stosowną iluminację, czyli o uaktywnienie dwukolorowych diod informujących o statusie i połączeniu poszczególnych portów. Na zakrystii oprócz ww. przełącznika znajdziemy gniazdo zasilacza (w standardzie jest zwykły wtyczkowy, jednak ze zrozumiałych względów przez lwią część testów korzystałem z dobrodziejstw SPS-500) osiem portów Ethernet RJ-45 i dwa SFP, co wyraźnie wskazuje na bezpośrednią konkurencję dla podobnie wycenionego Melco S100. I tu od razu ważna uwaga. Otóż sNH-10G, podobnie do właśnie wspomnianego Japończyka, nie jest przepakowanym w fikuśną obudowę „cywilnym” switchem, a raczej jego trzewiami z dodanym modułem zegara i filtrami, lecz własną – autorską platformą opracowaną z myślą o zastosowaniach audio. Własna baza, czyli możliwość wykorzystania w pełni powierzchni płytki drukowanej sprawiła, że poszczególne komponenty nie muszą być ściśnięte w jednym miejscu, lecz spokojnie da się je odsunąć od siebie na tyle, by uniknąć ewentualnych interferencji. Wszystkie gniazda zostały od siebie odseparowane, szczególny nacisk położono na aktywne układy redukcji szumu i zakłóceń mogących wpłynąć na pracę m.in. zegara. Również poszczególne komponenty dobierano pod względem ich właściwości niskoszumowych, jak i zapewnienia producent ich wzajemnej synergii. A właśnie, skoro o synergii mowa. Wydawać by się mogło, że obecność portów SFP, podobnie jak w topowych modelach streamerów, powinna wskazywać na wyższość połączeń optycznych. Tymczasem konstruktorzy SOtM do powyższego zagadnienia podchodzą zdroworozsądkowo uważając, iż poczciwa transmisja z udziałem portów RJ-45, oczywiście z użyciem odpowiedniej klasy okablowania, nadal może zapewnić wyższą jakość dźwięku.
Jak sama nomenklatura dostarczonego na testy egzemplarza wskazuje został on wyposażony w dodatkowy moduł zegara sCLK-EX, przy czym ów moduł swymi gabarytami znacznie przekracza to, co nader często możemy znaleźć w bądź co bądź porządnych DACach – własny, ultra precyzyjny zegar oferujący cztery osobne wyjścia, szeroki wybór tak częstotliwości pracy, jak i napięć z jakimi może pracować a nawet (jako opcja) możliwość podpięcia zewnętrznego master-clocka. Wszystkich zainteresowanych bardziej szczegółowymi technikaliami odsyłam do nad wyraz szczegółowe instrukcji obsługi, gdzie wszystko, włączenie z samodzielnym montażem zostało wyczerpująco wyjaśnione.

Z ciekawostek natury użytkowej warto wspomnieć, iż podczas testów życiodajną energię do SPS-500 dostarczałem wydawać by się mogło wiotkim i mało absorbującym przewodem zasilającym Organic Audio Power z wtykiem od strony urządzenia uzbrojonym w pierścień Furutech CF-080 Damping Ring. Okazało się jednak, iż skandynawski przewód , pomimo obecności gumowych nóżek w „podwoziu” SOtM-a z łatwością przesuwał zasilacz zarówno po chropawej półce mojego dyżurnego stolika Rogoz Audio 4SM, jak i po ustawieniu całości na platformie Franc Audio Accessories Wood Block Slim, oraz Finite Elemente Carbofibre. Wspominam o tym, gdyż wypada ową, wynikającą z dość śladowej wagi zasilacza, cechę mieć na uwadze i bądź dobrać odpowiednie okablowanie, bądź po prostu dociążyć sam zasilacz.

No to chwila prawdy – zastępujemy Music Angela zestawem SOtM i … jest różnica, w dodatku oczywista i w pełni definiowalna. Tytułowy bohater działa bowiem nieco inaczej aniżeli jego niepozorny poprzednik. Zamiast na dynamice i rozciągnięciu pasma skupia się bowiem na jej analogowości. Z sNH-10G dźwięk staje się bowiem właśnie w stereotypowy dla miłośników czarnej płyty bardziej krągły, wysycony, organiczny. Weźmy na ten przykład fenomenalny „Mirror” kwartetu Charlesa Lloyda, na którym oprócz frontmana dącego w saksofon tenorowy i altowy możemy usłyszeć Jasona Morana przy fortepianie, kontrabas Reubena Rogersa oraz Erica Harlanda za perkusją. Powyższa zmiana estetyki nie powoduje jednak utraty powietrza, gdyż jego udział pozostaje bez zmian a jedynie sugestywną ewolucję, że się tak fotograficznie wyrażę „plastyki obrazu”. Jakbyśmy z pełnoklatkowego „body” przesiedli się na średni format. Czyli widzimy to samo a jednak odbiór całości jest nieco inny. Wraz z powyższymi obserwacjami nie sposób pominąć kwestii jakiegoś wewnętrznego spokoju, niemalże balansującego pomiędzy nonszalancją a letnim rozleniwieniem i pewnością siebie, czy wręcz kompletnego braku pośpiechu. Coś podobnego doskonale z autopsji znają użytkownicy starszych odtwarzaczy i transportów płyt C.E.C.-a. Niby timing i drajw są jak należy, utwory trwają co do sekundy tyle samo, co na innych odtwarzaczach a nie sposób nie odnotować, że pozbawione podskórnej nerwowości płyną swoim własnym tempem. W dodatku faktura dźwięków i instrumentów jest tak realistyczna, że momentalnie przestawiamy się z trybu analizy w tryb syntezy i dobiegającą z głośników zaczynamy chłonąć całym sobą. To samo mamy tutaj i wcale nie trzeba posiłkować się utrzymanymi właśnie w takich, spacerowych tempach jazzowymi standardami, lecz równie świetnie sprawdzą się bardziej skoczne synth – funkowo – rockowe pozycje w stylu „Return to Wherever” kanadyjskiej formacji TWRP (Tupper Ware Remix Party) najlepiej czującej się w klimatach będących szalenie udanym miksem twórczości Weather Report i Daft Punk. Pozornie zdehumanizowanym, syntetycznym i przetworzonym dźwiękom nagle jest bliżej homogeniczności starych Hammondów i Moogów aniżeli współczesnych, ultra precyzyjnych syntezatorom a wokale robią się „czarne” – w pozytywnym sensie tego słowa.
I jeszcze jedna ciekawostka świadcząca o wręcz obsesyjnej trosce producenta o jak najwyższą jakość dźwięku. Otóż znajdujący się na tylnej ściance przełącznik w swym górnym położeniu zapewnia pełną iluminację i aktywność switcha, w środkowym wyłącza całość a w dolnym uaktywnia urządzenie, lecz z wyłączonymi diodami. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż szczególnie przy cichych, wymagających skupienia nagraniach w stylu już wspominanego wcześniej „Mirror” Charlesa Lloyda SOtM z wyłączoną iluminacją … grał lepiej – z lepszą rozdzielczością, dając swobodniejszy wgląd w nagranie i bardziej realistycznie definiując źródła pozorne. Nie oznacza to bynajmniej, że z włączonymi diodami było źle, niemniej jednak, gdy lokalna sieć działa jak należy i w tzw. międzyczasie nic przy niej nie majstrujemy, to dla własnego spokoju sugerowałbym kilka prób z wygaszona iluminacją – mała rzecz a po prostu gra jest warta świeczki.

No i się zrobiło ciekawie. Trzeci switch i trzecie, w dodatku zauważalnie inne od tego, co proponowali poprzednicy, podejście do tematu grania z lokalnej sieci. Niby tylko zwykły „przełącznik”, lub jak kto woli rozgałęziacz a jego obecność jest w pełni weryfikowalna i słyszalna w systemie. SOtM sNH-10G + sCLK-EX stawia bowiem na iście organiczną spójność i analogową mięsistość, więc jeśli tylko w Państwa systemach plikom brakuje nieco krągłości i wypełnienia, to powinniście przyjąć go z szeroko otwartymi ramionami.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– DAC: Chord DAVE
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³, Chord Electronics Étude, Chord Electronics Ultima 5, Abyssound ASX-2000
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF; Cardas Clear Reflection
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform; Finite Elemente Carbofibre SD & HD
– Stopy antywibracyjne: Finite Elemente Cerabase compact, Cerapuc, Ceraball
– Switch: Silent Angel Bonn N8
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+, Wireworld Chroma 8 + Starlight 8, Audiomica Anort Consequence + Artoc Ultra Reference + Arago Excellence, Cardas Audio Clear Network
– Stolik: Rogoz Audio 4SM

Dystrybucja: Koris
Ceny
SOtM sNH-10G + sCLK-EX: 7 290 PLN
SOtM SPS-500: 2 390 PLN

Dane techniczne
SOtM sNH-10G + sCLK-EX
– Złącza: 8 szt. RJ-45, 2 szt. SFP 10/100/1000 Mbps
– Diody LED:
Zasilania
10 wskazujących status połączenia
10 wskazujących aktywność
– Obsługiwane standardy sieciowe
EEE 802.3 10Base-T Ethernet,
IEEE 802.3u 100Base-TX Fast Ethernet,
IEEE 802.3u 100Base-FX 100Mbps over fiber optic,
IEEE 802.3ab 1000Base-T Gigabit Ethernet,
IEEE 802.3z 1000Base-T 1 Gbps over fiber optic,
IEEE 802.3x
Napięcie wejściowe : 9Vdc (przy CLK-EX opcjonalne 6.5Vdc ~ 8.5Vdc lub 12Vdc)
Wymiary (S x W x G): 296 x 50 x 211 mm
Waga: < 2 kg

SOtM SPS-500
Moc wyjściowa DC
Napięcie: 7Vdc, 9Vdc, 12Vdc, 19Vdc do wyboru
Tolerancja napięcia: ± 10%
Ograniczenie prądu: 5A @ 7Vdc, 9Vdc, 12Vdc; 3.3A @ 19Vdc
Tolerancja prądu: ± 10%
Maksymalna moc wyjściowa:
55W przy 120VAC
50 W przy 110 VAC
45 W przy 100 VAC
Wymiary (S x W x G): 106 x 48 x 230 (mm)
Waga:< 2 kg