Opinia 1
Po walce z wibracjami metodą dociążania za pomocą audiofilskiej „cegły” o pobudzającej wyobraźnię nazwie Eliminator i klasycznej izolacji od podłoża z użyciem masywnych stópek Silent Feet Basic przyszła pora na sztandarowy produkt niemieckiego THIXARa, czyli platformę antywibracyjną Silence Plus Platform w rozmiarze L i karbonowym wykończeniu CF. Od razu zaznaczę, że przeskok na pełno rozmiarowe akcesorium pociąga automatycznie za sobą znacząco większe obciążenie finansowe, ale warto mieć świadomość, że tym razem wkraczamy na zdecydowanie wyższy poziom tak jakościowy, jak i miejmy nadzieję brzmieniowy i to, co do tej pory pokazały wielce urocze, ale jednak li tylko audiofilskie bibeloty ma szanse ewoluować do zupełnie innej ligi. A czy tak się stanie macie Państwo okazję się przekonać zerkając na poniższe akapity.
Jak przystało na produkt ewidentnie ekskluzywny i skierowany nie tylko do wymagającego, co bardzo często irytująco zmanierowanego klienta, Dirk Rüdell – założyciel i właściciel marki wprowadzając na rynek obecną wersję Silence Plus Platform postawił nie tylko na solidność, lecz i na elegancję w jej ultra nowoczesnej odmianie. Chodzi oczywiście o karbonowe wykończenie płyty nośnej, które bezpardonowo „łapie za oko” a niejako przy okazji podnosi walory estetyczne ustawionej na niej elektroniki Oczywiście na tym pułapie cenowym nie zabrakło możliwości customizacji umożliwiającej pokrycie całości karbonem, lub jeśli tylko ktoś preferuje bardziej rustykalne klimaty, naturalnym fornirem i wykończenie go na wysoki połysk.
Od strony konstrukcyjnej wiadomo zaskakująco niewiele i w głównej mierze opierać się można jedynie na czysto organoleptycznych doznaniach i nad wyraz lakonicznych informacjach samego producenta. Jak widać na załączonych zdjęciach tytułowa platforma składa się z dwóch płyt przedzielonych niewielką dylatacją, w głębi której ukryto bliżej nieokreśloną wkładkę/matę żelową całkowicie izolującą płytę roboczą od podstawy. Sam, umownie nazwijmy go „blat roboczy” tłumiony jest na trzy różne sposoby i konia z rzędem temu, który mógłby je w tym momencie ze stuprocentową pewnością wymienić.
Z niuansów akomodacyjno – użytkowych warto jeszcze nadmienić, iż od spodu znajdują się nagwintowane otwory, w które jeśli tylko mamy taką ochotę możemy zaimplementować dedykowane, dostępne jako odrębna propozycja, regulowane kolce M6.
Jak to zwykle w naturze bywa jeśli jakiś element w istniejącym ekosystemie wywołuje zmiany to rozpatrujemy je w kategoriach dość oczywistych, czyli ubytku, bądź wzrostu konkretnej wartości, parametru itp. Tak jest szybciej, prościej a przede wszystkim zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami. Są jednak sytuacje, gdy ewidentnie jest lepiej a zarazem słychać, iż stan ten wynika nie tyle z poprawiania stanu zastanego ww. metodami a jedynie w zaprzestaniu, używając lapidarnej nomenklatury, „majstrowania” przy dźwięku. A skoro przy dźwięku jesteśmy i w dodatku poruszamy się w obszarze akcesoriów antywibracyjnych to zgrubnie ich działanie możemy podzielić na takie, które nieco dociążają i przeciwny obóz ów dźwięk odchudzający. Jednak, jak już w nieco zawoalowany, niemalże podprogowy sposób starałem się zasygnalizować THIXAR Silence Plus Platform owym zaszufladkowaniom się wymyka stawiając na powrót do źródeł i dążenie do tego, by ustawiona na niej elektronika zagrała na 100% swoich możliwości. Utopia? Niekoniecznie. To raczej niezwykle ambitny cel i punkt wyjścia zarazem, który niemiecki producent uparcie promuje skupiając się na pomiarach a następnie eliminacji wszelakiej maści drgań nie tylko mogących mieć, ale rzeczywiście mających realny wpływ na dostarczającą nam nausznych doznań elektronikę. Dla podkreślenia wagi powtórzę jeszcze raz i możliwie prosto – THIXAR nie modeluje dźwięku jako takiego, lecz stara się możliwie skutecznie odizolować reprodukującą go elektronikę od fizycznych interferencji i anomalii przyjmujących postać drgań a odmieniany przez wszystkie przypadki dźwięk, ze szczególnym uwzględnieniem jego jakości jest jedynie pochodną tychże zabiegów.
Przechodząc od bezpiecznego teoretyzowania do popartej płytowymi, dającymi się z łatwością zweryfikować (m.in. dzięki linkom do TIDALa) przykładami praktyki spieszę jedynie nadmienić, iż tak jak do tej pory punktem odniesienia nie był broń Boże dywan, bądź przypadkowy stolik, lecz dedykowany do zastosowań audio, pieruńsko ciężki modułowy stolik Rogoz Audio 4SM3 na którym THIXARy lądowały. Dodatkowo, dzięki uprzejmości łódzkiego dystrybutora marki – firmy CORE trends, do dyspozycji mieliśmy dwie takie same platformy, dzięki czemu mogłem je równocześnie sprawdzać tak pod źródłami, jak i amplifikacją.
Na pierwszy ogień poszedł pozornie łatwy i niezobowiązujący materiał, który tak naprawdę potrafi stać się iście zabójczą strawą serwowaną w ramach audiofilskiej „ostatniej wieczerzy”. Mowa o „Same Girl” Youn Sun Nah, gdzie filigranowa wokalistka w tzw. okamgnieniu potrafi przejść od dziewczęcego, wyemancypowanego świergotu do dzikiego pisku i krzyku (np. na „Enter Sandman”). Dodając do tego nader oszczędne i „blisko zdjęte” instrumentarium, okazuje się, że jesteśmy w stanie wychwycić każdą manipulację. Tymczasem THIXAR eliminując szkodliwe artefakty wynikające z degradujących brzmienie drgań reprodukującej materiał muzyczny elektroniki sprawił, iż całość stała się bardziej namacalna – obecna. Poprawie uległa tak trójwymiarowość przekazu, jak i stabilność umiejscowionych na scenie źródeł pozornych. Z jednej strony można było mówić o pewnym skonkretyzowaniu się wirtualnie kreowanych instrumentów i wokalistki, co można było powiązać ze zwiększeniem ich postrzeganej masy, lecz z drugiej jednoczesnemu oczyszczeniu uległy najwyższe składowe a tym samym klarowności i blasku nabrały pozbawione granulacji sybilanty. Dziwne? Niekoniecznie, gdyż pozorne obniżenie środka ciężkości było pochodną lepszej czytelności najniższych składowych a skoro słychać czegoś więcej, bądź nawet słychać coś, czego wcześniej słychać nie było nam dane, choć cały czas tam było, to i nasza uwaga w danym paśmie jest wzmożona. Podobne zjawisko zachodzi z górą pasma, lecz jego zwrot jest odwrotny – brak wspomnianej granulacji sprawia, iż automatycznie nie absorbujemy naszych zmysłów obroną przed spodziewanymi atakami bolesnych syków i trzasków.
Swobodę i brak najmniejszych oznak nerwowości jakie zapewniają niemieckie platformy docenić szczególnie mocno można jednak dopiero na nieco bardziej rozbudowanych formach muzycznych. To właśnie dopiero tam do głosu dochodzi prawidłowa (odzyskana?) rozdzielczość, dzięki której wgląd w dalsze plany świetnie zarysowanej i zrekonstruowanej sceny muzycznej jest tyleż całkowicie naturalny, co uroczo łatwy a ogniskowanie uwagi działa równie sprawnie jak zdrowe i błyskawicznie akomodujące się do zmieniających się warunków ludzkie oko. Sięgnijmy zatem po fenomenalny i zagrany na całkowitym luzie album „Charlie Watts Meets The Danish Radio Big Band (Live At Danish Radio Concert Hall, Copenhagen / 2010)”. Toż to prawdziwy majstersztyk, gdzie niby mamy do czynienia z muzyka lekką, łatwą i przyjemna, lecz zagraną i co najważniejsze nagraną na bardzo wysokim poziomie. W dodatku instrumentarium jest na tyle zróżnicowane, że do woli można wyławiać nieodkryte do tej pory niuanse i audiofilskie smaczki w stylu partii gdzieś ukrytych na dalszych planach perkusjonaliów, czy porównywać barwy dęciaków. Po prostu jest ewidentnie lepiej, bo czyściej, lecz czystością naturalną – natywną i organiczną a nie antyseptyczną sterylnością z wszechobecnym fetorem prosektoryjnych chemikaliów. Różnica może w teorii i na papierze niewielka, ale przynajmniej dla mnie zasadnicza, bo nie wiem jak Państwo, ale osobiście uparcie odnajduję przyjemność w słuchaniu muzyki a nie oderwanych od siebie dźwięków a THIXAR Silence Plus Platform właśnie materializować się muzyce pozwala.
Najwyższy czas na podsumowanie i choć wspomniany przed chwilą Charlie Watts przekornie gra „You Can’t Always Get What You Want” to w tym razem śmiem twierdzić, iż THIXAR Silence Plus Platform daje dokładnie to, czego nieustająco chcę i pragnę. Nie odchudza, nie zamula, lecz przyobleka muzykę w mięsistą, tętniącą życiem tkankę i materializuje ją w naszych przysłowiowych czterech (u Jacka ośmiu) kątach. Czy do pełni szczęścia trzeba czegoś jeszcze?
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD 10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5
– Przedwzmacniacz liniowy: Gato Audio PRD-3S
– Wzmacniacze mocy: Gato Audio PWR-222
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Opinia 2
Doskonale zdając sobie sprawę, iż jesteśmy prawie na półmetku sezonu ogórkowego a jednocześnie dysponując niespożytymi siłami witalnymi postanowiliśmy nie zwalniać zwyczajowego tempa i nieco zagospodarować Wasz wolny. Nie chcąc jednak, żeby czytanie naszych audiofilskich zalatywało monotonią znaleźliśmy pewne rozwiązanie. Otóż w celach wybitnie relaksacyjnych w dzisiejszym odcinku nie będziemy zajmować się urządzeniem generującym dźwięk per se, tylko produktem pozwalającym uzyskać jego najlepszą jakość. O co chodzi? O dla wielu łowców audio-voodoo banał, a dla dbającego o każdy szczegół swojego systemu melomana bardzo ważny element, jakim jest platforma antywibracyjna. Temat jest bardzo szeroki, gdyż co konstruktor, to inne założenia i dobór współpracujących ze sobą w celu wygaszania szkodliwych drgań komponentów. Dlatego też unikając przepychanek które rozwiązanie jest najlepsze, postanowiliśmy wziąć na warsztat platformę Silence Plus niemieckiej marki THIXAR, której opieki dystrybucyjnej podjął się stacjonujący w Łodzi CORE trends.
Tytułowa platforma antywibracyjna to nic innego, jak połączone ze sobą elastyczną masą dwie płaszczyzny nośne. W dolną, jeśli nie chcemy, aby cała powierzchnia przylegała do półki naszego stolika lub szafki, mamy możliwość wkręcenia separujących całość od podłoża kolców. Górna zaś jest typową, stabilizującą sprzęt audio podstawą, która w tym przypadku w fantastycznie prezentujący się wizualnie sposób została powleczona warstwą karbonu. Niestety, z racji pewnych tajemnic firmy bliższych informacji o samej masie separującej nie jestem w stanie przybliżyć, ale z doświadczenia organoleptycznego mogę jedynie zdradzić, iż nie jest jakoś szczególnie miękka. Skąd to wiem? Jak pokazują fotografie, stawiałem na produkcie Thixara stosunkowo ciężkie, ważące około 20 kilogramów japońskie napędy (Accuphase, Reimyo) i nie zauważyłem większych zmian wartości prześwitu pomiędzy obydwiema płaszczyznami. Puentując opis prezencji naszych bohaterek (do testu otrzymaliśmy dwie sztuki) dodam jedynie, iż oprócz bajecznego w odbiorze wizualnym karbonu górnego blatu bez dodatkowych designerskich ekstrawagancji jedynym co może jeszcze przykuć naszą uwagę, jest umieszczone w prawym rogu podstawy logo marki. Powiem szczerze, bez względu na fakt jak to odbierzecie, taki niuans bardzo mi się podoba i wcale nie dlatego, że jest jakiś szczególnie piękny, tylko swoim minimalizmem idealnie wpisuje się w powiedzenie: „Małe, a cieszy”.
Z uwagi, iż dzisiejsze starcie obracać się będzie wokół bardzo chimerycznie reagującego na docelowe miejsce aplikacji akcesorium, jakim są wszelkiego rodzaju produkty antywibracyjne, nie będę zbyt długo lał wody. Dlaczego użyłem słowa chimerycznie? Otóż nie da się w stu procentach przewidzieć, w jakim kierunku po zastosowaniu pod docelowym komponentem audio pójdą zmiany dźwięku. Owszem, pewien zgrubny azymut da się określić, jednak osobista, wieloletnia zabawa w audiofila dawno dała mi do zrozumienia, iż co wielbiciel dobrej jakości muzyki, to całkowicie inne postrzeganie tego samego zagadnienia i co gorsza często diametralnie inne oczekiwania. To zaś prowadzi do jednego wniosku. Próbować przekazać swoje obserwacje jest jak najbardziej wskazane, ale już forsować swoją nieomylność, a w szczególności w doborze wszelkich poprawiaczy dźwięku prosi się o zesłanie takiego redaktora przez mających swoje doświadczenia czytelników na internetową banicję. Dlatego też skreślę kilka zdań, co to takiego wydarzyło się u mnie i bardzo skrótowo poprę to występem jednej płyty. Koś może powiedzieć, że to niewiele. Jednak według mnie w tym przypadku całkowicie wystarczająco, gdyż rozmawiamy o zmianach wprowadzanych przez co prawda bardzo ważne, ale jednak biżuteryjne dodatki, a nie typowych urządzeniach i trudno rozwodzić się na temat dwóch sklejonych elastyczną masą deskach na równi z przykładowo topowym odtwarzaczem płyt kompaktowych japońskiego Accuphase’a. Niemniej jednak, jak na spowiedzi postaram się skreślić kilka ciekawych z punktu widzenia potencjalnych zainteresowanych informacji. Na koniec akapitu wprowadzającego uściślę, iż swoje obserwacje oprę o użycie niemieckich platform pod napędami CD i przetwornikami cyfrowo-analogowymi dwóch znanych szerokiej rzeszy melomanom japońskich brandów: Accuphase i Reimyo.
Głównym, wnoszonym przez aplikację karbonowej platformy Thixara w system audio artefaktem jest odczuwalne zwiększenie plastyki dźwięku . Ale nie odbieramy tego jako pospolitej „buły” lub niekontrolowanego rozlania się po podłodze spowolnionego dźwięku, tylko delikatny zastrzyk majestatyczności. Owszem, całość nabiera masy i koloru, ale to ma swoje bardzo ciekawie z punktu widzenia budowania wirtualnej sceny muzycznej konsekwencje. Jakie? Pierwszym dającym się wychwycić pozytywem jest spowodowane delikatnym przygaszeniem światła na scenie ewidentne jej pogłębienie. Kolejnym dobrem jest nabranie krągłości generowanych przez system instrumentów, a to przekłada się na jakby wyraźniejszą materializację ich w wektorach ogniskujących wrażenie 3D. Gdy najważniejsze sprawy mamy już za sobą, w swej dokładności relacji nie mogę jeszcze nie wspomnieć o nabraniu intymności i plastyczności tak prezentowanej muzyki, a to sprawia, że każda wykorzystująca, szczególnie kobiecą, wokalistykę muzyka aż kipi od erotyki podkręconych kolorem fraz gardłowych. I gdy spróbujemy zebrać wszystkie punkty w jedną całość, okażę się, że produkt zza naszej zachodniej granicy nieodwracalnie kieruję naszą układankę w stronę muzykalności. Ale nie obawiajcie się, to nie oznacza niczego złego, gdyż ten sznyt grania nie zaszkodził nawet mojemu, na co dzień naładowanemu magią koloru i wysycenia systemowi. A co to ma dorzeczy? Bardzo wiele, gdyż jeśli ja nie miałem najmniejszych problemów z odbiorem takiego przekazu, to jak zmulony musi być zestaw, aby to dobro zaczęło mu szkodzić. Naturalnie znajdą się systemy, które serdecznie podziękują za podobny sznyt grania, ale będzie to pomijalny margines, a nie niewyobrażalna rozmiarowo rzesza. Gdy zastanawiałem się, który z artystów ma zostać głównym rozdającym tego testu, nie bez przyczyny została nim Diana Krall ze swoim materiałem „All For You”. Z jakiego powodu? Proszę bardzo. Mamy panią o pięknym głosie, nadający monumentalności muzyce fortepian, kontrabas i kilka innych generatorów dźwięku. Mało tego, materiał jest dość dobrze zrealizowany, a rzekłbym nawet, że lekko za mocno podkręcony, co zdradzają mocny bas i spora dawka sybilantów. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, gdyż mimo tego nasze ubrane w fantastycznie prezentujące się łatki karbonu platformy potrafiły wyjść z tego obronną ręką, a rzekłbym nawet, że wprowadziły swoją, ciekawie wypadającą korektę soniczną. O co chodzi? Głos artystki został lekko wygładzony, a to natychmiast ukulturalniło przenikliwe syczące spółgłoski i dało poczucie lepszej materializacji Pani Krall w moim pokoju. Kolejne pozytywne zaskoczenie przyniósł fortepian. Z natury jest solidnym dawcą mocnych niskich dźwięków, a mimo aplikacji dodatkowego nasycenia nie zlał się w nieczytelną masę, tylko wybrał co najlepsze ze średnicy i tym sposobem wprowadził pewną spójność dźwiękową z wokalistką. Ale żeby nie było, że potraktowanie systemu dodatkową dawka masy nie ma swoich reperkusji, pewne może nie degradujące, ale zauważalne artefakty zgłosił kontrabas. Mianowicie zaczął grać więcej pudłem niż strunami. Na szczęście nie zatracił ważnych dla czytelności tego instrumentu informacji o początku dźwięku, tylko lekko go osłabił. Niestety, w przyrodzie nie ma nic za darmo, jednak biorąc wszelkie za i przeciw opisywanych platform antywibracyjnych po dogłębnej analizie jestem zdania, że wnoszą do dźwięku zdecydowanie więcej dobrego niż złego. Jednak idąc za wspominaną gdzieś na początku tekstu myślą przypominam, nie wszystko co wydarzyło się u mnie, w stu procentach pojawi się w innych warunkach sprzętowych, co automatycznie przerzuca pałeczkę na Waszą stronę.
Zawsze, gdy aplikuję podobne produkty pod swoje zabawki, boję się, czy nie otrzymam za dużo cukru w cukrze. Wyniki są różne i tylko najlepsi potrafią wyjść z takiego sparingu z tarczą. A jak na tym tle wypada niemiecka oferta? Powiem szczerze, że zaskakująco dobrze, gdyż podjęła rękawicę w bardzo trudnej sytuacji walki z mocno barwnym i soczystym systemem. Owszem, nie było to stuprocentowe zwycięstwo, ale jak wynika z opisu, większość składowych dźwięku zdawała się czerpać z tego mariażu same pozytywy. Nie wiem, na jakim etapie w kompletowaniu prywatnego zestawu audio jesteście, ale jeśli dotychczas nie mieliście okazji spróbować podobnych akcesoriów, THIXAR Silence Plus Platformw wartościach sonicznych wypada na tyle ciekawie, że osobisty sparing wydaje się być minimum, jakie powinniście zaliczyć. I nie ważne jest, czy uważacie swój system trafiony w punkt, gdyż jak to w audiofila kim życiu audiofila bywa, zawsze da się lepiej.
Jacek Pazio
Dystrybucja: CORE trends
Ceny:
powłoka karbonowa tylko na górnej platformie: 11 218 PLN
naturalny fornir na wysoki połysk: 12 684 PLLN
powłoka karbonowa na całości: 14 195 PLN
Dane techniczne:
Wymiary (S x G x W): 500 x 440 x 48 mm
Waga: 10,6 kg
System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Harmonix SLC, Harmonix Exquisite EXQ
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF, Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Opinion 1
After the emotions awaken by the review of the Eliminator we decided to revisit from time to time the topic of fighting vibration. We do not have any obsession about that, or any phobia, we are just too long in the audio business to ignore this topic. In addition, it turns out, that many times, using hardly noticeable accessories, we are able not only to significantly improve the sound of our systems, but also to give some field away to our wives, in terms of listening room arrangement. Because we, together with Jacek, are perfectly aware, how fortunate we are, and how tolerant and patient our “More Beautiful Halves” are, observing the emanations of our hobby, including specialist furniture. Unfortunately some of the population infected with ‘audiophilia nervosa’ must endure more or less painful compromise, resulting in placing owned systems on tables, cabinets and places not really suitable for this task. And let us be frank – regardless of the stage of the voyage to the audio-nirvana we are currently on, there is always something we can improve, better or fine-tune in our system’s sound. To not spend too much money on this kind of “cosmetics”, we should look for … the mentioned accessories. As you know for yourselves, it does not matter how you approach the topic, time will come, when you need to face the topic of anti-vibration gear personally. To make such encounters resemble less a blind date, or searching for a needle in a haystack, and not to lose money on something, we are presenting another proposal from this area, the anti-vibration feet Thixar Silent Feet Basic.
The Thixar Silent Feet Basic are quite heavy and perfectly crafted round feet, supplied in sets of four pieces in elegant, wooden boxes filled with soft foam and the company logo on the outside. Looking at them with the naked eye, you can see, that they are composed of two cylindric parts mounted together, where one, with a rubber ring on the bottom works as the base, while the second (top) one fits inside like a piston. The top part of the piston has threaded mounting holes, allowing to screw the feet in place of the original ones, or, if you do not want to make too many changes to the protected gear, to mount them below the original feet, however I would recommend against the second approach. As you can see on the pictures, for testing we received two from the three available color versions – the TSFB finished in satin matte and polished. The only version missing was black matte, but this can be ordered from the German company. While the color version does not influence the sound, there is something what does, namely when ordering one or more sets of the TFSB, you need to watch out for the weight they will be carrying. We have two options available – “-20” abd “20+”. The first one is designed to handle weights up to 20kg per foot, while the second handles loads between 20 and 60 kilograms, so we can even support devices up to 250 kg in total.
Regarding the construction of the feet it is hard to say anything meaningful, besides the things the manufacturer himself posted on his pages, and there is not a lot of information found there. The only thing we can learn from the very laconic company materials, is the information, that the construction is multi-layered, and the proportions between the individual materials are chosen not only based on the frequencies they are destined to ‘extinguish’, but also to match the load they will work with. But when we dig deeper into the information available in the internet, we can find out a bit more. In some places (amongst others on a sub-page on the company servers, not accessible from the main page, yet still active) we can see the project in a different form. Instead of elegant, metal cylinders, we see the TSF (without the ‘Basic’ addon), which look similar to … blue fried eggs, served on wooden cups with similar shape, with only one difference – instead of white-yellow proteins we have blue-light blue gel slices, asymmetrically placed in the wooden cups. According to what was written, the asymmetrical shapes should eliminate standing waves, while the structure of the gel strips would be limiting vibration. I do not have the slightest idea how this looks now, and as I did not want to make any destructive vivisection, I can only assume, that something was taken over from the early ideas and now it is packed in different materials used for the outer casing. We can take for confirmation of my assumptions, that the feet supplied by Core Trends – the distributor of the brand, had a kind of elasticity, which would lead to think, that between the coaxially placed cylinders a kind of elastomer or other gel damping material was placed.
Although the technical aspects are a tad misty and kept by the manufacturer as a secret, the influence of the Thixar Silent Feet Basic on the sound of the devices placed on them was absolutely and clearly audible and obvious. Even taking into account, that for the needs of almost every review, the changes observed during the listening sessions of described devices and accessories are enlarged and exaggerated by us, obviously, yet this time, you would need to have a serious hearing defect to not hear their influence on the sound. Also having two sets of feet, we could not only verify, how the TSFB fate placed under the sound source, and then under the amplifier, but we could use both at the same time. And immediately I would like to alleviate any concerns, if such full “thixarization” would not cause to much “sugar in sugar”. Nothing like, as the way the German feet work, is not to improve the ideal or the master, but to eliminate external influence and distortion by taking away the element that causes it, in this case, vibration. In short, we could say, we deal here with an effect known already from the Eliminator, but more intensified. While with the “brick” the first impression regarding the volume of the sound generated by our system, especially in the area of lowest notes, we could think, that together with the improvement of control a certain cumulation comes, a condensation of the volume due to the increase of its density, now the volume stayed untouched. Both the size of the stage, as well as the sizes of the virtual sources do not change at all, all the modification, please read as improvement, went into their clarity and stability. A certain kind of vibration – blinking was eliminated, or further eliminated if we already use the brick, using the Thixar feet. Using a certain semantic hyperbole, we could compare that to an increase of refreshing frequency in a CRT screen, what makes things clearer and even long-time usage does not fatigue the eyes … pardon, ears. As the effect of this we see most improvement in the area of resolution – besides the mentioned improvement of the stability of contours and readability of the tissue filling it, the second and third plane events become more palpable, but not by moving them forward and flattening of the stage, but much better insight into the recording and a free, completely unrestricted exploration of the further planes. Let us take for example the album “Afro Bossa” Duke Ellington, where, amongst others, in the pieces “Absinthe” and “Sempre Amore” the climate is made by the percussion, and although it does not come to the first plane, the clearer we can see it, the completer seems the presented picture. Delicate fingering of the bongos, rustling of other instruments, all is clearly visible, but not intrusively, with enough taste, ideally fitting into the whole and being part of the whole. Simply perfect.
But to feel the positive influence of the Thixar, we do not need to limit ourselves to noble jazz or audiophile samplers, as with the heaviest repertoire, to which the “13” from Black Sabbath can easily be included, where the noble, monumental and squeezing us in the chair intro of “God is Dead?” sounds even more brutal and apocalyptical. With the TSFB in the system the whole disc sounds, as if Rick Rubin signed a pact with the Master of Hell, as the voice of Ozzy enchants with incredible and long not heard power and vitality; Tony Iommi paddles his guitar as if he was 20 years old again and creates a beautifully hellish spectacle together with Geezer Butler on the bass. A spectacle, where even a man from outside, meaning Brad Wilk on drums, ideally fitted in the climate. Here, theoretically, should be no place to work out the sounds, enjoy the nuances and audiophile tastes, but if you can implement the tested feet in your systems, please play the “Zeitgeist”, and then, when your delight slightly diminishes, you can take a breath, phone the distributor and finalize the purchase asking for the bill.
The Thixar Silent Feet Basic not only are quite affordable, look very nicely (especially in matte finishes) and in the 20+ version can handle true monsters, but their influence is only positive. Compared to lots of their competition available on the market, they do not model or boost the sound, but only bring us a step closer to what was recorded in the source material. It can be, that in times where sweet artificiality is king, where silicon breasts, collagen and other Botoxes are normal, this approach may seem a bit dated, but you know what, I personally like it much better to be with a beautiful woman, with natural beauty, than with a woman, who is the walking advertisement for a beauty surgeon. This is also the reason, that when I would like to recommend accessories, which will combat the source of trouble, and not mask the problems, I would point your attention to the Silent Feet Basic from Thixar.
P.S. If the topic discussed in the text above was interesting for you, please stay tuned to our page, as we will be publishing shortly our observations from using the Silence Plus Platform, also coming from Thixar.
Marcin Olszewski
System used in this test:
– CD/DAC: Accuphase DP-410; Ayon CD-35
– Digital player: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY
– Digital source selector: Audio Authority 1177
– Turntable: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Phonostage: Abyssound ASV-1000
– Integrated amplifier: Electrocompaniet ECI5; Audio Analogue Maestro Anniversary; Constellation Audio Inspiration INTEGRATED 1.0
– Loudspeakers: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– Digital IC: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– USB cable: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Speaker Cables: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Power Cables: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Acoustic Zen Twister
– Power distribution board: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Wall Socket: Furutech FT-SWS(R)
– Antivibration platform: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform; Thixar Silence Plus
– Ethernet cables: Neyton CAT7+
– Table: Rogoz Audio 4SM3
– Accessories: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Opinion 2
From my personal experience, gained during many visits at befriended audiophiles, I am inclined to tell, that the need to separate audio systems from external vibration is very important for them. Yes, each of the mentioned hosts fight vibration based on his abilities, either financial, or negotiative, when they need to negotiate everything with their wives, but for sure, there are at least two different ways of fighting vibration from the surrounding world. Of course, when we dig deeper into the topic, we can find a vast amount of tricks solving the problem, but I think, that the two main ways are decoupling and adding mass to the devices. So I would like to invite you to read a few paragraphs about products from the German brand Thixar, which, caring for our good perception of music, prepared a few products and placed them in their catalog. Due to the fact, that our western neighbors recently proposed us a “brick”, Thixar Eliminator , a polished steel device to increase the mass of the device used on, this time we received an isolating product, in the form of anti-vibration feet called “Thixar Silent Feet Basic”. On a final note, the tested devices were supplied by the Lodz based Core Trends.
The tested anti-vibration set is quite simple visually, as it consists of two cylinders, connected in an elastic way. However trying to learn more about the construction form the point of view of the used components shows, that things are not as easy as they might seem. There are a few issues to be solved. One of them is the choice of appropriate thickness of the top and bottom plates, working with the table and the device placed on it. The second is the material used for the construction. The third, and probably the biggest one, is the efficiency of the isolation, what means appropriate usage of elastic elements. Simple? Simple. But I assure you, the devil is in the details. When you will look at the pictures attached to this text, it will turn out, that the manufacturer proposes three different finishes, to match the desires of the clients (our audio gear is our shrine), so the feet are available in grey matte, polished steel and black matte (we did not receive the last version). So you can choose whatever suits you best. The last sign of a certain exclusivity is – please remember, that we tend to resolve the issue of vibration once we reach the sonic abilities of our system we desire, and the accessories are treated like jewelry – the wooden box, which holds the set of the feet.
So what do the tested devices to the sound? At the beginning I will note, that my observations are directed towards people, who are trying to master fighting vibration, and not for the die-hard opponents – unfortunately due to the fact, that they do not try to test this for themselves, there is still a lot of them around. After application in the audio system the Thixar feet interestingly make the sound heavier. But not by strangling it, but due to making the world more colorful. Why am I saying so? This comes from only symbolic touching of the treble, and them not being degraded, what sometimes carries the name of musicality. In this case, with a balanced additional dose of saturation in the midrange and bass, the upper registers combine the sound into one, coherent sonic idea, limiting themselves to bringing some quietness there. Things happening on the virtual sound stage are still vital, but with a slightly sweetened aesthetics. This is always perceived as something pleasant, and even with me, where I do not need such additional artefacts (as I have them in the original package), such presentation was very interesting, and from experience I know, that many systems just wait for something like that. And please do not say it is not like that, as negating such way of presenting the world, you really need to be focused on speed in sound, on the borderline of analytical sounding. The Silent Feet Basic are the last element in the puzzle, so I will not be not pointing out with my finger, how they fare with individual recordings, but I will just notice, that regardless of the genre played, they introduced something interesting into the virtual event playing out in my listening room. What does this magical “something” mean? One time it helped anorectic music gain on timbre. Another time a theoretically balanced world was shown in the beloved colors of the Polish golden autumn. But one thing I can say for sure, in my, already very dense system, I have never felt any mudding of the sound. This was a very balanced move of the saturation of the sound one notch up and nothing else. So only a test in person can tell you, if you should use the Thixar feet or not. There is no other way.
As it usually happens, the topic of vibration and their elimination should slightly quiet, but not mud the sound generated by our system. This was the way the manufacturer from Germany was following. And after this test, I must say, that in the vast amount of devices on the market, which do not really help, but in fact murder the sound, the products from Germany stand out, their designers made a good job. They did turn up the button of color, mass and sweetness, but in a very noble way, what was clearly shown by our reference system, which is very sensitive to any superfluous actions.
Jacek Pazio
Distributor: CORE trends
Prices:
Silent Feet Basic P (Polished stainless steel): 2 015 PLN
Silent Feet Basic M (tainless steel mat): 1 603 PLN
Silent Feet Basic M Bl (black mat): 1 832 PLN
Dimensions:
Diameter: 50 mm
Height: 24 mm
Model/Max. load (set of 4): -20 (0-20 kg), 20+ (2-60 kg)
System used in this test:
– CD: ReimyoCDT – 777 + ReimyoDAP – 999 EX Limited
– Preamplifier: Robert Koda Takumi K-15
– Power amplifier: Reimyo KAP – 777
– Loudspeakers: TRENNER & FRIEDL “ISIS”
– Speaker Cables: TRELLURIUM Q Silver Diamond
– IC XLR: TELLURIUM Q Silver Diamond
– Digital IC: Harmonix HS 102
– Power cables: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF
– Table: SOLID BASE VI
– Accessories: Harmonix Beauty Tone Milion Maestro, Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”; antivibration platform by SOLID TECH; Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V; Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– Power distribution board: POWER BASE HIGH END
Analog stage:
– Turntable:
Drive: SME 30/2
Arm: SME V
Cartridge: MIYAJIMA MADAKE
Phonostage: RCM THERIAA
Opinia 1
Po emocjach jakie wzbudziła recenzja Eliminatora uznaliśmy, że do tematu walki ze szkodliwymi, pasożytniczymi wibracjami warto co jakiś wracać. Nie chodzi bynajmniej o to, że mamy na tym punkcie jakąś niezdrową obsesję, czy też inną fobię, lecz wystarczająco długo zajmujemy się tematyką audio, żeby powyższe zagadnienia ignorować. Ponadto okazuje się, że coraz częściej z pomocą czasem nawet niemal niezauważalnych akcesoriów jesteśmy w stanie nie tylko znacząco poprawić brzmienie naszych systemów, co i pójść na pewne ustępstwa na rzecz płci pięknej dotyczące aranżacji naszej wspólnej przestrzeni życiowej. Doskonale bowiem zdajemy sobie z Jackiem sprawę jakimi szczęściarzami jesteśmy i jak tolerancyjne, wyrozumiałe są nasze „Piękniejsze Połowy” ze stoickim spokojem obserwujące przejawy naszego hobby z obecnością specjalistycznych mebli włącznie. Niestety część zakażonej audiophilią nervosą populacji musi godzić się na mniej, bądź bardziej bolesne kompromisy skutkujące ustawianiem posiadanych systemów na stolikach, komodach i szafkach niekoniecznie do tego celu przeznaczonych. Z resztą bądźmy szczerzy – niezależnie od tego na którym etapie naszej podróży do audio-nirwany się znajdujemy zawsze można co nieco w brzmieniu naszego systemu poprawić, dopieścić i wymuskać. Żeby jednak przy okazji nie wydawać na tego typu „kosmetykę” fortuny warto rozejrzeć się za … wspomnianymi akcesoriami. Jak sami Państwo widzą jakby do tematu nie podchodzić prędzej czy później i tak i tak z tematyką wszelakiej maści antywibracyjnych ustrojstw trzeba stanąć oko w oko. Aby jednak takie spotkania nie przypominały randki w ciemno, bądź szukania przysłowiowej igły w stogu siana i mówiąc wprost przy okazji nie wtopić przedstawiamy kolejną propozycję z ww. obszaru, czyli stopy antywibracyjne THIXAR Silent Feet Basic.
THIXAR Silent Feet Basic to dość ciężkie i perfekcyjnie wykonane okrągłe nóżki dostarczane w kompletach po cztery sztuki w eleganckich, wyściełanych miękka gąbką drewnianych puzdereczkach ozdobionych firmowym logotypem. Dokonując ich analizy organoleptycznej gołym okiem można dostrzec iż składają się dwóch współosiowo zespolonych walców, z których jeden, z przyklejonym na spodzie oringiem stanowi podstawę, a drugi – górny, wchodzi w niego niczym tłok w cylinder. W płaszczyźnie roboczej owych tłoków wykonano nagwintowane otwory umożliwiające wkręcenie Thixarów w miejsce standardowo zamontowanych w naszych urządzeniach nóżek, bądź w wersji mniej inwazyjnej dokręcenie ich bezpośrednio do tych fabrycznych, co jednakże pozwolę sobie odradzić. Jak widać na powyższych zdjęciach do testów otrzymaliśmy dwie, z dostępnych trzech, wersji kolorystycznych, czyli TSFB-y wykończone na satynowy mat i polerowane a do kompletu zabrakło jeszcze czarnego matu, który w ofercie niemieckiego producenta też jest osiągalny. O ile jednak szata wzornicza na brzmienie wpływu nie ma, to podczas podejmowania decyzji związanej z nabyciem jednego, bądź nawet kilku kompletów TSFB-sów warto zwrócić uwagę z jakimi obciążeniami będą finalnie pracowały. Jest to o tyle istotne, że do wyboru mamy dwie opcje – „-20” i „ 20+”, z czego pierwsza oferuje udźwig do 20 kg na stopę a druga od 20 do 60 kg, co oznacza że nawet z niemalże ćwierćtonowymi monstrami powinny dać sobie radę.
Jeśli chodzi o budowę wewnętrzną trudno cokolwiek konkretnego powiedzieć, oprócz tego czym dzieli się sam producent a jest tego naprawdę niewiele. Jedyne bowiem, co można z lakonicznych materiałów wyłowić, to to, że konstrukcja jest wielowarstwowa a proporcje pomiędzy poszczególnymi materiały dobierane są nie tylko z uwzględnieniem częstotliwości jakie mają „wygaszać”, ale i obciążeń z jakimi przyjdzie im pracować. Jeśli jednak poświęcimy dosłownie chwilkę na małe internetowe śledztwo kilku rzeczy można się domyślić. Otóż jeszcze gdzieniegdzie (m.in. nawet na niedostępnej z menu głównego, lecz nadal aktywnej podstronie producenta) można natrafić na projekt o diametralnie innej postaci. Zamiast eleganckich, metalowych walców wygląd TSF-sów (bez dopisku Basic) budził nieodparte skojarzenia z … błękitnymi „sadzonymi jajkami” (GMO? ;-)) serwowanymi na drewnianych, adekwatnych kształtem spodeczkach, z tym tylko zastrzeżeniem, że zamiast biało-żółtego wsadu białkowego stosowano błękitno-niebieskie żelowe plastry asymetrycznie wklejone w drewniane łupiny. Zgodnie z ówczesnymi zapewnieniami właśnie takie nieregularne kształty miały zapewniać eliminację fal stojących a sama struktura żelowych plasterków tłumić wibracje. Jak to wygląda obecnie nie mam niestety bladego pojęcia a nie czując chęci dokonywania destruktywnego procesu wiwisekcji mogłem jedynie domniemywać, że coś z wcześniejszych pomysłów się ostało a zmianie uległ jedynie projekt plastyczny i użyte do budowy korpusów materiały. Za potwierdzenie powyższych domniemywań można uznać fakt, iż dostarczone przez CORE Trends – dystrybutora marki, stopki charakteryzowały się pewną sprężystością, co wskazywało, że pomiędzy współosiowo zespolonymi walcami znalazło się miejsce na jakiś elastomer, bądź inny żelowy czynnik tłumiący.
O ile jednak zagadnienia natury technicznej spowija mgła tajemniczości o tyle aspekt wpływu THIXAR Silent Feet Basic na brzmienie urządzeń na nich ustawianych był całkowicie i bezdyskusyjnie słyszalny oraz oczywisty. Nawet biorąc poprawkę na fakt, iż na potrzeby praktycznie każdej recenzji obserwowane podczas odsłuchów opisywanych urządzeń i akcesoriów zmiany są w oczywisty sposób przez nas wyolbrzymiane i przejaskrawiane, to w tym wypadku trzeba byłoby mieć poważny ubytek słuchu, żeby Thixarów w torze nie zauważyć. Korzystając ponadto z faktu, iż otrzymaliśmy dwa komplety stópek mogliśmy nie tylko zweryfikować jak TSFB-sy sprawdzają się pod źródłami a następnie pod amplifikacją, lecz również stosować kompletną kurację aplikując je w obu miejscach jednocześnie. Od razu rozwieję ewentualne obawy dotyczące tego, czy przypadkiem takie pełne „othixarowanie” nie objawi się zbyt dużym stężeniem „cukru w cukrze”. Nic z tych rzeczy, gdyż zasadą działania niemieckich stopek jest nie poprawianie ideału/wzorca a usuwanie jego zaburzeń i zniekształceń poprzez możliwie skuteczną eliminację czynników je wywołujących, czyli w tym przypadku drgań. W telegraficznym skrócie można powiedzieć, że mamy do czynienia z efektem znanym już z Eliminatora, lecz w dość wyraźny sposób zintensyfikowanym. O ile bowiem w przypadku „Cegły” pierwsze wrażenie dotyczące wolumenu generowanego przez nasz system dźwięku ze szczególnym uwzględnieniem jego najniższych składowych mogło sprowadzać, się do stwierdzenia, że wraz z poprawą kontroli idzie pewna kumulacja, kondensacja objętości poprzez wzrost jej gęstości, to tym razem wolumen pozostaje nietknięty. Zarówno rozmiary sceny, jak i gabaryty źródeł pozornych nie ulegają bowiem zmianom a modyfikacji, czytaj poprawie, ulega jedynie ich wyrazistość i stabilność. Wyeliminowaniu, dalszemu jeśli równolegle używamy cegły a dramatycznemu, jeśli dopiero zaczynamy przygodę z ofertą Thixara, poddawane zostaje pewne rozedrganie – migotanie rozgrywającej się przed naszymi uszami prezentacji. Posługując się semantyczną hiperbolą można byłoby odwołać się do zwiększenia częstotliwości odświeżania w ekranach, dzięki czemu całość jest bardziej klarowna i nawet wielogodzinne sesje nie męczą oczu … znaczy się uszu. W efekcie największą poprawę zauważymy w domenie rozdzielczości – oprócz wspominanej stabilności konturów i wyrazistości faktury wypełniającej jej tkanki bardziej namacalne stają się wydarzenia drugo i trzecioplanowe, lecz nie poprzez ich ordynarne wypchnięcie i spłycenie sceny, lecz poprzez zdecydowanie łatwiejszy wgląd w głąb samego nagrania i swobodną, niczym nieograniczoną eksplorację dalszych planów. Weźmy na ten przykład album „Afro Bossa” Duke’a Ellingtona, gdzie m.in. w utworach „Absinthe” i „Sempre Amore” brzydko mówiąc perkusjonalia „robią klimat” i choć wcale nie wyrywają się na pierwszy plan im wyraźniej jesteśmy w stanie je dostrzec, tym obraz wydaje się pełniejszy. Delikatna praca palców na bongosach, szelest przeszkadzajek to wszystko widać jak na dłoni, lecz nienachalnie a ze smakiem, idealnie wkomponowane w całość i ową całość współtworzące. Po prostu wybornie.
Jednak aby poczuć zbawienny wpływ Thixarów wcale nie trzeba ograniczać się do wymuskanego jazzu, czy audiofilskich samplerów, gdyż nawet w cięższym repertuarze, do którego spokojnie możemy zaliczyć „13”-kę Black Sabbath gdzie dostojne, monumentalne i wgniatające w fotel intro „God Is Dead?” brzmi jeszcze brutalniej i bardziej apokaliptycznie. Z resztą na z TSFB w torze cały powyższy krążek brzmi jakby Rick Rubin podczas jego realizacji podpisał pakt z samym Panem Piekieł, bo głos Ozzyego zachwyca niesamowitą i dawno niesłyszaną siłą i świeżością, Tonny Iommi szyje na swym wiośle jakby znów miał dwadzieścia parę lat i wespół z grzmiącym na basie Geezerem Butlerem tworzą przecudnej urody piekielny spektakl. Spektakl, w którym nawet człowiek z zewnątrz, czyli Brad Wilk na perkusji idealnie wpasował się w klimat. Tutaj, czysto teoretycznie nie powinno być miejsca na cyzelowanie dźwięków, delektowanie się niuansami i zachwyt nad iście audiofilskim planktonem, lecz jeśli tylko uda się Państwu zaimplementować tytułowe stopki w waszych systemach włączcie sobie „Zeitgeist” a potem, kiedy zachwyt nieco zelżeje możecie złapać oddech, zadzwonić do dystrybutora, poprosić o finalizację transakcji i wystawienie faktury.
THIXAR Silent Feet Basic nie dość, że nie kosztują majątku, wyglądają nienachalnie ( szczególnie w macie) i w wersji 20+ podołają nawet prawdziwym monstrom, to w dodatku działają w sposób jednoznacznie pozytywny. Jednak w przeciwieństwie do lwiej części dostępnej na rynku konkurencji one nie modelują, nie podkręcają dźwięku a jedynie sprawiają, że to co słyszymy zbliża nas do tego, co zostało w materiale źródłowym zapisane. Bardzo możliwe, że w czasach, gdy króluje cukierkowa sztuczność, silikony, kolageny i inne botoksy takie podejście może wydawać się nieco anachroniczne, ale nie wiem jak Państwo, lecz osobiście wolę na co dzień obcować z piękną kobietą o urodzie „au naturel” aniżeli z chodzącą reklamą chirurgii kosmetycznej. Z tego samego powodu mając komuś polecić akcesoria, które po prostu leczyć będą przyczyny, źródła problemów a nie maskować objawy w pierwszej kolejności skierowałbym Waszą uwagę właśnie na Silent Feet Basic Thixara.
Ps. Jeśli poruszony w powyższym tekście temat Państwa zainteresował proszę zbytnio nie oddalać się „od odbiorników”, gdyż już niedługo będziemy mieli przyjemność podzielić się z Wami obserwacjami zebranymi podczas użytkowania platformy Thixar Silence Plus Platform .
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Accuphase DP-410; Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Audio Analogue Maestro Anniversary; Constellation Audio Inspiration INTEGRATED 1.0
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform; Thixar Silence Plus
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Opinia 2
Z osobistego, zdobytego podczas niezliczonych wizyt u znajomych audiofilów doświadczenia jestem skłonny stwierdzić jednoznacznie, iż sprawa odseparowania naszych zestawów audio od szkodliwych wibracji otoczenia dla większości populacji miłośników dobrej jakości dźwięku jest czymś bardzo ważnym. Owszem, każdy ze wspomnianych gospodarzy przeciwdziała wibracjom na miarę swoich możliwości czy to finansowych, czy negocjacyjnych w kwestii wyglądu gdy sprzęt jest ozdobą salonu, ale jedno jest pewne, mamy co najmniej dwa sposoby okiełznania mikro trzęsień ziemi otaczającego nas świata. Oczywiście, gdy się dobrze wgryźć w temat, znajdziemy pełen wachlarz swoistych myków rozwiązujących wspomniany problem, ale wydaje mi się, że odprzęganie i dociążanie (wliczyłbym w to również zwiększanie masy urządzeń) są głównymi nurtami tej odwiecznej walki. Zatem reasumując przytoczone słowa mam przyjemność zaprosić wszystkich na kilka strof o produktach niemieckiej marki Thixar, która w trosce o nasz dobry odbiór muzyki postanowiła przygotować do swojego portfolio kilka związanych z zadanym tematem rozwiązań. Z racji tego, że nasi zachodni sąsiedzi stosunkowo niedawno zaproponowali nam ciekawie wypadający w końcowych wnioskach test zwiększającej masę urządzenia w odpowiednio wyselekcjonowanym miejscu kolokwialnie mówiąc ubranej w polerowaną stal „cegły” Thixar Eliminator , tym razem padło na ustrój izolujący sprzęt audio od stolika w postaci podstawek antywibracyjnych dumnie nazwanych „Thixar Silent Basic”. Wieńcząc wstępniak chciałbym dodać, iż owe magiczne krążki dostarczył do redakcji łódzki CORE trends.
Idąc za określeniem rozbiegówki tytułowy zestaw anty-drganiowy podchodząc do tematu konstrukcji jedynie od strony wizualnej jest banalnym, w praktyce elastycznym połączeniem dwóch różnych gabarytowo płaskich walców. Jednak próba zagłębienia się w konstrukcję z punktu widzenia użytych komponentów pokazuje, iż temat nie jest taki prosty, jak się wydaje. Mamy bowiem do rozwiązania kilka kwestii. Jedna, to odpowiedni dobór grubości poszczególnych, współpracujących z podłożem i separowanymi urządzeniami metalowych płaskich krążków powierzchni nośnych. Druga, użyty do ich wykonania materiał. Trzecia zaś, stawia nam chyba największy problem, czyli decyzję w sprawie skuteczności izolacji, za którą idzie dobór zastosowanych do jej realizacji półproduktów elastycznych . Proste? Proste. Ale zapewniam Was, diabeł tkwi w szczegółach. Gdy podczas lektury tekstu rzucicie okiem na załączone fotografie, okaże się, iż producent idąc za potrzebami wizualnymi potencjalnych klientów (przecież to są nasze ołtarzyki) proponuje trzy wykończenia rzeczonych SFB w postaci spokoju szarej matowości, chwytającego za oko błysku polerowanej stali i matowej czerni (której akurat nie otrzymaliśmy). Do wyboru, do koloru. Ostatnim znakiem pewnej ekskluzywności jest – pamiętajmy, że dziwnym trafem temat wibracji rozstrzygamy po dojściu do zadowalających nas efektów sonicznych często traktując realizujące tę sprawę dodatki jako biżuteria – będąca punktem zbiorczym tytułowych stopek wyściełana gąbką drewniana skrzyneczka.
A co takiego majstrują w temacie dźwięku tytułowe bohaterki? Na wstępie zaznaczę, że swoje obserwacje przekazuję osobnikom zgłębiającym temat wygaszania wibracji, a nie zatwardziałym przeciwnikom – niestety brak decyzji próby na własnym organizmie powoduje, że jest ich spora liczba. Po aplikacji w zestaw audio testowane podstawki Thixar’a ciekawie dociążają przekaz muzyczny. Jednak robią to w stylu pokolorowania świata, a nie jego duszenia. Dlaczego tak twierdzę? Takie przekonanie wynika z jedynie symbolicznego dotknięcia i tonizacji wysokich tonów, a nie ich degradacji potocznie zwanej muzykalnością. W tym przypadku przy wyważonej dodatkowej dawce wypełnienia na środku i w dole pasma akustycznego górne rejestry spinając dźwięk w jeden spójny pomysł soniczny ograniczając się jedynie do wprowadzenia w nim spokoju. Wydarzenia na wirtualnej scenie muzycznej nadal tryskają pakietem witalności, ale w lekko osłodzonej estetyce odbioru. To zawsze odbierane jest jako coś przyjemnego i gdy nawet u mnie, czyli teoretycznie niepotrzebującego takich dodatkowych artefaktów osobnika prezentacja wypadała nader ciekawie (mam to w pakiecie startowym), to z autopsji wiem, iż wiele zestawień wręcz na to czeka. I nie mówcie mi, że tak nie jest, bo aby negować takie postawienie sprawy prezentacji świata naprawdę trzeba być mocno sfokusowanym na szybkości graniczącej z analitycznością dźwięku. Z racji bycia Silent Feet Basic ostatnim ogniwem układanki nie będę zagłębiał się w pokazywanie palcem, jak wypadają na konkretnych propozycjach płytowych, tylko skrótowo zaznaczę, iż bez względu na rodzaj słuchanej muzyki zawsze wnosiły coś ciekawego do rozgrywanego w moim salonie wirtualnego przedstawienia. A co oznacza magiczne „coś”? To proste. Raz pomagało cierpiącym na anoreksję tworom nutowym przybrać barwowej dostojności. Innym razem teoretycznie zrównoważony świat pokazać w przecież uwielbianych przez nas barwach złotej polskiej jesieni. Ale jedno mogę powiedzieć na pewno, w mojej, już bardzo gęstej sonicznie układance ani razu nie odnotowałem uczucia zamulenia dźwięku. To było bardzo wyważone przesunięcie jego estetyki wysycenia o oczko niżej i nic poza tym. Tak więc, jedynie osobista konfrontacja jest w stanie powiedzieć, czy swoje kroki powinniście skierować właśnie w stronę tytułowych podstawek marki Thixar. Innej drogi nie ma.
Jak to zwykle bywa, temat wibracji i ich eliminacji ma za zadanie delikatnie uspokoić, a nie kolokwialnie mówiąc zamulić generowany przez nasze zestawienia dźwięk. Chcąc nie chcąc, właśnie tą drogą w założeniach produkcyjnych pragnęli pójść producenci z Niemiec. I po tym spotkaniu muszę przyznać, ze przy całym zalewie rynku przez pozornie pomagające, a w efekcie mordujące dźwięk komponenty pomysłodawcy z tytułowej stajni zrobili dobrą robotę. Owszem, podkręcają gałkę koloru, masy i słodyczy, ale na szczęście bardzo szlachetnie, co pokazała bardzo czuła na nadmiar podobnych, w efekcie często szkodliwych poczynań redakcyjna układanka.
Jacek Pazio
Dystrybucja: CORE trends
Ceny:
Silent Feet Basic P (stal polerowana): 2 015 PLN
Silent Feet Basic M (stal mat): 1 603 PLN
Silent Feet Basic M Bl (czarny mat): 1 832 PLN
Dostępne kolory: stal nierdzewna mat, stal nierdzewna polerowana, czarny matowy
Średnica: 50 mm
Wysokość: 24 mm
Wersje wg. obciążenia: -20 (0-20 kg), 20+ (2-60 kg)
System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Harmonix SLC, Harmonix Exquisite EXQ
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Furutech NanoFlux – NCF, Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Opinia 1
Tym razem zacznę dość nietypowo, bo od zagadki i zarazem suchara w jednym. Proszę się zatem skupić i dobrze zastanowić nad odpowiedzią. Co to jest – czerwone i źle robi na zęby? Wiecie Państwo? To cegła moi drodzy, cegła. Wiem, że to mało śmieszne i w dodatku dość abstrakcyjne, lecz biorąc pod uwagę obiekt dzisiejszej recenzji całkiem na czasie. Zanim jednak przejdę do clue pozwolę sobie na małe wprowadzenie. Do tej pory bowiem z wibracjami staraliśmy się walczyć od podstaw, czyli „od dołu” testując ku Waszej i własnej uciesze wszelakiej maści platformy, podstawki, nóżki, stożki i co tylko ludzkość była w stanie wymyślić. Tym razem nadarzyła się jednak okazja spojrzeć na problem z góry i do pracy – walki z wibracjami zaprzęgnąć … przysłowiową cegłę. Jednak nie taką zwykłą, czy nawet bardziej ekskluzywną – klinkierową, lecz zdecydowanie bardziej zaawansowaną „technologicznie” i przede wszystkim wizualnie no i w dodatku niemiecką, czyli Thixar Eliminator.
W sekcji poświęconej aparycji i opisie technologicznych zawiłości bohatera dzisiejszego spotkania niespecjalnie jest się nad czym rozwodzić. Tzn., jeśli chodzi o sam wygląd Thixara to złego słowa powiedzieć nie można. Nie dość bowiem, że przychodzi w wyściełanej szarą gąbką eleganckiej drewnianej skrzyneczce z wiekiem przyozdobionym firmowym logotypem to i wizualnie prezentuje się nad wyraz elegancko, czy wręcz ekskluzywnie. Zaoblony na rogach chromowany korpus stanowi niejako pokrywę, zewnętrzny płaszcz dla autorskiej mieszaniny żelowej o dość skomplikowanym składzie, co niejako potwierdza używane przez producenta określenie „matrix”. Z jednej strony w dotyku przypomina nieco sorbotan wykorzystywany w podkładkach antywibracyjnych m.in. przez IXOSa, jednak jest zdecydowanie twardszy a i wewnątrz jego gumowatej struktury można dostrzec większe drobinki jakiegoś innego materiału. Mniejsza jednak z tym, gdyż najważniejszym jest, że dzięki swojej konsystencji świetnie przylega nawet do mocno chropowatych powierzchni a przy tym ich nie brudzi, nie tłuści i generalnie nie pozostawia po sobie żadnych śladów. Jeśli zaś chodzi o część technologiczno – teoretyczną, to swym działaniem Eliminator obejmuje zakres częstotliwości poniżej 100 Hz obniżając wibrację o około 20 dB.
Zgodnie z zaleceniami producenta i wyraźnym przekazem, że Eliminator jest trzecim i zarazem ostatnim etapem w walce z wibracjami w pierwszej kolejności należało zadbać o spełnienie dwój poprzednich warunków. Pierwszym było odizolowanie urządzenia od podłoża / podstawy na jakim stoi. Nie było to trudne, gdyż dziwnym trafem wraz z „cegłą” otrzymaliśmy dwa komplety Thixar Silent Feet Basic (test wkrótce), nóżek-podstawek antywibracyjnych. Czyli możemy w odpowiedniej kratce postawić fistaszka. Drugim etapem było zmniejszenie drgań samej podstawy, czyli mebla na jakim nasz drogocenny sprzęt stoi. Z tym też nie było problemów, gdyż zarówno mój dyżurny stolik Rogoz Audio 4SM3, jak i wykorzystywana w celach demonstracyjno – zajawkowych ciężka jak diabli komoda z litego drewna nijakich skłonności do nawet minimalnego podrygiwania nie wykazywały. Można było zatem przystąpić do głównej ceremonii wieczoru i przy wtórze fanfar umieścić Eliminatora na wyznaczonym uprzednio szczęśliwcy. W moim przypadku było to o tyle łatwe, że do wyboru miałem wzmacniacz i … wzmacniacz, gdyż niestety na używanym źródle a właściwie źródłach (Ayon CD-1sx / Ayon CD-35) niczego kłaść nie należy, no chyba, że ktoś ma ochotę na … grzanki. Ponadto bardzo szybko okazało się, iż największy wpływ Eliminatora słyszalny był w momencie, gdy spoczywał on nad potencjalnym źródłem ewentualnych wibracji, czyli nad transformatorem i tam też każdorazowo lądował.
A zatem czym obecność Eliminatora w systemie się objawia? Ano tym, że brzmienie naszego seta robi się lepsze i to w sposób jednoznaczny, czyli możliwy do zdefiniowania. To nie jest działanie na granicy percepcji i autosugestii, lecz zjawisko nie dość, że prawdziwe, to w dodatku powtarzalne. Chociaż … nie, z tą bezapelacyjnie pozytywnym wpływem jednak przesadziłem, bo znam osoby lubujące się w snującym, zmulonym i bezkształtnym basie a Thixar właśnie z takimi patologiami walczy. „Cegła” bowiem dyscyplinuje, wykonturowuje najniższe składowe, przez co początkowo może wydawać się, że basu jest nieco mniej, by po chwili jednak skonstatować, iż w rzeczywistości jest wręcz na odwrót, gdyż jest go więcej. Paradoks? Niekoniecznie, gdyż sam wolumen poprzez jego ściśnięcie traci na objętości, tracąc swą gąbczastą strukturę a zyskując na gęstości jednocześnie schodzi niżej, lub żeby było bardziej obrazowo staje się mniej rozmazany i nieokreślony w swych najniższych rejestrach. Dokładnie tak samo jak z aktywnie spędzanym w „ciepełku” urlopem. Niby po powrocie ważymy tyle samo, ale zamiast gnuśnieć za biurkiem podgryzając śmieciowe jedzenie całe dni spędzaliśmy na pływaniu, nurkowaniu, grze w siatkówkę, wędrówkach pieszych i rowerowych a nasza dieta bogata jest w cytrusy, ryby i inne zdrowe smakołyki, co przekłada się na to, że coraz bardziej irytująca „oponka” zniknęła i poszła w masę mięśniową.
Żeby poczuć różnicę wcale jednak nie trzeba sięgać po „Khmer” Nilsa Pettera Molværa, gdyż zmiany bez najmniejszych problemów usłyszymy nawet na koncertowym „Pulse” Pink Floyd. To właśnie dzięki „cegle” będziemy w stanie poczuć nomen omen puls zebranych podczas trasy koncertowej tłumów. To taki subsoniczny podkład dający nam poczucie, że nie jesteśmy samotnymi słuchaczami, lecz otaczają nas tysiące innych, równie jak my zakręconych na punkcie muzyki ludzi. W dodatku sam David Gilmour dziwnym trafem potrafi zejść nieco niżej i poczarować głębią barwy swego wokalu, co muszę przyznać wypadło jednoznacznie pozytywnie.
Poprawy nie sposób nie zauważyć również na nagraniach, gdzie to właśnie partia basu stanowi linię przewodnią i szkielet całej kompozycji, jak np. jest w przypadku albumu „Afrodeezia” Marcusa Millera. Precyzja w prezentacji gry lidera, schowane gdzieś w tle smaczki, to wszystko zyskuje na świeżości i namacalności. Jednak nie jest to sztuczne, jak to zwykłem mawiać „samplerowe” wyostrzenie a jedynie poprawienie klarowności, rozdzielczości obrazu dokonywane nie na drodze interpolacji a jedynie poprzez zdjęcie obecnej do tej pory „prawie” transparentnej warstwy zakłóceń i artefaktów. Różnica może i niewielka, ale efekt wyraźnie lepszy.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla części starającej się twardo stąpać po ziemi populacji dzisiaj opisywane akcesorium stanowi sztandarowy przykład audio voodoo i próbę naciągnięcia naiwnych audiofilów na kolejne, zupełnie niepotrzebne i nic nie dające wydatki. Zanim jednak Ci z Państwa, którzy do powyższej grupy się zaliczają, uznają nas za szarlatanów, bajkopisarzy i ewidentnych naganiaczy niczym legendarny „Mr. Tambourine Man” z piosenki Boba Dylana proponuję mały eksperyment. Posłuchajcie w skupieniu któregoś ze swoich ulubionych utworów a potem na wzmacniaczu (byleby nie lampowym), bądź innym urządzeniu połóżcie jakąś ciężką książkę … np. kucharską i posłuchajcie tego samego co poprzednio utworu jeszcze raz. Jeśli usłyszycie różnicę, to … nie ma za co dziękować i możecie mi uwierzyć, że Thixar Eliminator sprawdzi się w roli eleganckiego uszlachetniacza o niebo lepiej.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-1sx; Accuphase DP-410; Ayon CD-35
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Abyssound ASV-1000
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Constellation Audio Inspiration INTEGRATED 1.0
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Acoustic Zen Twister
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips
Opinia 2
Zabawa z produktami audio-voodo w brew pozorom ma kilka poziomów szaleństwa. Dlaczego? Dla wielu miłośników muzyki, nawet wydająca się być podstawą synergii systemu, żonglerka kablami czy to zasilającymi, czy kolumnowymi trąca już mocnymi oznakami niezrównoważenia emocjonalnego. Zatem wyobraźcie sobie, co panowie powiedzą, gdy zajmiemy się bardziej podziemnymi akcesoriami, jak wszelkiego rodzaju bezpieczniki, gniazdka sieciowe, podkładki pod kable głośnikowe, czy kolce stabilizujące kolumny. I gdy komuś wydaje się, że większego absurdu od wyartykułowanej przed momentem wyliczanki już nie ma – mówię tutaj o przemyśleniach audio-sceptyków, w dzisiejszym ocierającym się o magię odcinku przyjrzymy się czemuś, co kolokwialnie mówiąc na pierwszy rzut oka jest ciężkim pucem ładnie wykończonego żelastwa a według producenta potrafi wpłynąć na końcowy efekt soniczny naszej układanki. Niemożliwe? Bynajmniej, gdyż mam niebywałą przyjemność zaprosić Was na kilka, dosłownie kilka zdań, o mojej opowiadającej o wpływie na doznania dźwiękowe przygodzie z przybyłą za naszej zachodniej granicy (Niemcy), produkowaną przez firmę THIXAR magiczną kostką „Eliminator”. Kończąc ten intrygujący pod względem tematu akapit powitalny uchylę rąbka tajemnicy i wspomnę jeszcze, iż wspomnianą marką na polskim rynku opiekuje się łódzki CORE TRENDS.
Część opisowa produktu z racji prostoty konstrukcji nie będzie zbyt obszerna, gdyż to co otrzymałem do testu, składa się z dwóch niezbyt skomplikowanych wizualnie części. Nośna – wewnętrzna to osiągającą wymiary 14/9 cm, stosunkowo ciężka i żelowo-gumopodobna kostka, do której za pomocą cienkiej warstwy elastycznego spoiwa przytwierdzono okalający całość chromowany płaszcz (końcowy wymiar zewnętrzny – 15/10 cm). Przyznam szczerze, że konsolidacja tych dwóch modułów sprawia, iż produkt oferuje naprawdę sporą, rozdysponowaną pomiędzy dwoma częściami sumaryczną wagę. I właśnie owe dwa płynnie połączone nie bójmy się tego nazwać pospolite, ale jakże szykownie prezentujące się ciężarki przekazując sobie nawzajem poprzez wspomnianą elastyczną masę zebraną z obudowy urządzenia energię szkodliwych rezonansów mają dokonywać wspominanych w opisie producenta cudów sonicznych. Jakich? O tym za moment, gdyż zanim zakończę tę część tekstu, muszę wspomnieć jeszcze o ostatnim szlifie wzorniczym naszej „cegiełki”, jakim jest pięknie wytrawione na dachu produktu logo producenta i transportowa, wyściełana gąbką, schludna, drewniana skrzyneczka.
Zanim rozpocznę uszlachetnianie japońskiego zestawu współpracującymi ze sobą bezwładnymi masami, trzeba zadać sobie pytanie: „Czy i gdzie to ustrojstwo może zadziałać?”. Jeśli nie ma w sobie żadnych emiterów/absorberów pola magnetycznego, jedyną słuszną koncepcją jest używanie tytułowego Eliminatora tuż przy wibrujących wewnątrz obiektach (okolice transformatorów) lub na niezbyt ciężkich urządzeniach. Oczywiście były to rozważania średnio technicznie wykształconego przedstawiciela homo sapiens, co może się mieć nijak do zaleceń konstruktora, dlatego też nie zaszkodzi, jeśli w porywie weny wypożyczycie naszego bohatera i postawicie go na czym dusza zapragnie. Być może coś usłyszycie, ja jednak z racji posiadania sporego wachlarza zdecydowanie lepszych pomysłów na spędzenie wolnego czasu przetestowałem sztabkę w punktach, które rodziły choćby szansę jakiegokolwiek wpływu na dźwięk. Takim to sposobem pierwszym miejscem jaki zaliczyło srebrne mydełko „Fa” był przetwornik cyfrowo-analogowy. Nie będę zbyt oryginalnym, gdy zdradzę, iż lista następujących po sobie produktów była ściśle związana z ich masą ustawiając w dalszej kolejności transport, przedwzmacniacz liniowy i końcówkę mocy. Efekt? Tutaj muszę dorzucić małe wprowadzenie. Chodzi mianowicie o fakt naprawdę bardzo szlifujących, a przez to w niezbyt rozdzielczych systemach ocierających się przysłowiową granicę percepcji zmian sonicznych podczas zastosowania THIXAR’a. Na szczęście, dzięki dopieszczonemu przez lata systemowi Reimyo, dysponuję w miarę dobrze naładowanym pakietem informacji przekazem, dlatego też usłyszałem nieco więcej niż w klubie KAIM artefaktów brzmieniowych. Nie, nie była to nawałnica zmian, tylko solidniejsze pokazanie tego, co udało się wyłuskać wspólnie z kolegami. A co to takiego? Kolokwialnie mówiąc przekaz stawał się nieco bardziej dociążony. Tylko nie odbierzcie tego, jako pochodnej położenia ciężaru na obudowie – to byłaby z Waszej strony nieuprawniona złośliwość, tylko chodzi mi o zwiększenie udziału zakresu niskiego środka i basu w dobiegających do mnie frazach nutowych. Co ważne, gdy w klubie zmiany w perkusji był jedynym wychwytywanym niuansem, to u mnie przekonałem się, że zyskuje na tym również niski wokal. To zaś powodowało, że muzyka w mojej samotni stawała się jakby dosadniejsza i bardziej stawiająca na pierwszy plan. Nie, żeby bardzo cierpiał na tym oddech wirtualnej sceny, ale wyraźnie odczuwałam, że wokalista – w tej roli wystąpił John Potter w kompilacji „Being Dufay” stawał się nieco bardziej uprzywilejowany. Owszem, wszelkie elektroniczne przestery i niskie pomruki tego projektu – tak tak, z tej strony Kaimowicze J. Pottera jeszcze nie znają – także na tym coś utargowały, ale chyba dlatego, że John był front menem, przez to jawił się jako główny biorca efektów użycia mieniącej się srebrem płaszczki. Co ciekawe, działo się tak mimo, że był artystą „gardłowym” opisywanej sesji, co jego kolegę Ambrose Fiedl’a obsługującego instrumentarium klawiszowe spychało do roli akompaniatora. I tak prawdę mówiąc, każda zmiana repertuaru przynosiła podobne odczucia z tą tylko przywarą, że im gorszy materiał źródłowy, tym mniej zmian było słychać. Kończąc tę pachnącą wytykaniem palcami recenzję dodam, że im dalej w las, czyli im cięższy produkt swymi walorami Thixar osaczał, jego wpływ malał i gdy już przy pre sprawa poprawy przez niego brzmienia mocno osłabła, to podczas występów na końcówce mocy powiedział pas. Puenta? Tak jak wspomniałem, ciężar urządzenia miał tutaj chyba największą rolę. Mój DAC waży ok. 6 kilogramów i gdy do stolika przydusił go ważący prawie połowę jego masy Niemiec, bez problemu Japończyk zaczął śpiewać, a gdy reszta konkurentów zbliżała się do postury Mariusza Pudzianowskiego, sprawa zaczynała się rozmywać. Owszem, podczas rozpatrywania za i przeciw działania takiego produktu należy wziąć dodatkowo pod uwagę temat dobrego wygaszania wibracji przeze samo korzystające z jego usług urządzenia. Jednak ten temat był zbyt rozległy i już w zarodku jego pojawienia się na wokandzie najzwyczajniej w świecie go zarzuciłem. Czy będą dogłębniejsze i dłuższe opisy wprowadzanych zmian? Niestety mając dla Was dużą dozę szacunku nie zabrnę aż tak daleko i na tych kilku strofach pozwolę sobie zakończyć nasza pogadankę, a to być może skusi Was do osobistego wgryzienia się w najdrobniejsze niuanse. Decyzja należy do Was.
Nie wiem, czy tym tekstem zachęciłem kogoś do zabawy z Thixar’em Eliminator, jednak to co usłyszałem, dla wielu może być ciekawą przygodą. Powiem więcej, to może być ostatnim dotknięciem systemu w kierunku jego pełnej synergii. Ale powtarzam, dotknięcie, a nie naładowanie anorektyka sterydami. Dlaczego tak to artykułuję? Nie, żebym profilaktycznie się bronił, tylko to, co napisałem, naprawdę jest kosmetyką i to przez duże „K”. Owszem dla jednych wartą zachodu, a dla innych nie. Dlatego tylko osobisty kontakt może odpowiedzieć, czy producent mówi prawdę, czy mami nas pięknymi słówkami i czy w ogóle gra jest warta świeczki. Ja jednak wiem jedno, wypożyczając Eliminatora na testy nic na tym nie tracicie.
Jacek Pazio
Dystrybucja: CORE trends
Cena: 1786 PLN
Dane techniczne:
Wymiary (SxWxG): 150x100x25 mm
Waga: 1,6 kg
System wykorzystywany w teście:
– Odtwarzacz CD: Reimyo CDT – 777 + Reimyo DAP – 999 EX Limited
– Przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– Końcówka mocy Reimyo: KAP – 777
– Kolumny: TRENNER & FRIEDL “ISIS”
– Kable głośnikowe: TRELLURIUM Q Silver Diamond
– IC XLR: TELLURIUM Q Silver Diamond
– IC cyfrowy: Harmonix HS 102
– Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, X-DC SM Milion Maestro, Hijiri Nagomi, Furutech NanoFlux – NCF
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix Beauty Tone Milion Maestro, Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints „ULTRA SS”, Stillpoints ”ULTRA MINI”
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Najnowsze komentarze