Opinia 1
Pamiętacie Państwo zamieszanie, czy wręcz święte oburzenie jakie towarzyszyło premierze pierwszego Mercedesa klasy A (W168) w 1997r? Ja doskonale. No bo jak to, zamiast klasycznej, tylnonapędowej limuzyny Niemcy wypuścili jednobryłowego miejskiego minivana z przednim napędem! Po prostu szok i niedowierzanie, i choć były nieśmiałe zapowiedzi ww. modelu – ot chociażby zaprezentowany podczas Frankfurt Motor Show w 1993 trzycylindrowy „concept” Vision A 93, to tak na dobrą sprawę nikt się tego, podobnie jak hiszpańskiej inkwizycji, nie spodziewał. A jeśli chodzi o nasze – audiofilskie podwórko, to przecież wystarczy wspomnieć o nieufności i zarzutach rozmieniania się na drobne oraz zdradzie high-endowych ideałów, gdy światło dzienne ujrzał zintegrowany Gryphon Audio Tabu. Wszystko jednak wskazuje na to, że wtedy były inne czasy i inne problemy, gdyż obecnie przesyt natłokiem informacji i zewsząd atakującymi nas sensacyjnymi nagłówkami jest taki, że co bardziej rozsądne jednostki zdążyły na tyle skutecznie się na nie zaimpregnować, że zbywają je co najwyżej wzruszeniem ramion. Dlatego też nie powinien dziwić fakt, iż choć mottem działalności Canora jest „Magia lampowego brzmienia” to będący sprawcą dzisiejszego spotkania słowacki, pochodzący z fabryki w Prešov duet z dopiero co wywołaną do tablicy lampowością ma tyle wspólnego co szyba z szybowcem. Jakby tego było mało poza eliminacją szklanych baniek redukcji uległy również gabaryty, więc zamiast pełnowymiarowych korpusów otrzymaliśmy slim-fitowe pancake’i. I co? I nic. Piekło nie zamarzło i jakoś nikt z tego powodu nie „rzuca się Rejtanem”, szat nie rozdziera i włosów z głowy nie rwie. Aby jednak zbyt długo nie trzymać Państwa w niepewności pozwolę sobie przedstawić skierowany do nieco młodszego i/lub nieco bardziej lifestyle’owo zorientowanego aniżeli „dorosłe” modele odbiorcy dostarczony przez białostockie Rafko zestaw składający się z przetwornika cyfrowo-analogowego i wzmacniacza zintegrowanego Canor Verto D4S & Virtus I4S.
Przechodząc do omówienia aparycji tytułowego duetu pragnąłbym od razu zaznaczyć, iż „naleśnikowa” metafora nie jest bynajmniej zarzutem bądź krytyką niskoprofilowości reprezentantów linii Foundation a jedynie stwierdzeniem faktu. Faktu sprawiającego, że ustawione jeden na drugim słowackie komponenty potrzebują mniej więcej tyle miejsca, co do niedawna jeden komponent Canora. W dodatku z racji braku lamp niespecjalnie się grzeją więc i umieszczenie ich w standardowej szafce RTV / komodzie można uznać za dopuszczalne, choć tu pozwolę sobie zgłosić małe „ale”. Chodzi bowiem o to, iż oprócz standardowej czerni i naturalnego srebra aluminium ich korpusy dostępne są również w niezwykle atrakcyjnym brązie, który po prostu szkoda chować przed wzrokiem. Grube, iście pancerne aluminiowe profile, czernione tafle szkła na ścianach przednich i minimalistyczny, pozbawiony jakichkolwiek, z wyjątkiem centralnego pokrętła i gniazda słuchawkowego we wzmacniaczu, przełączników design sprawiają bardzo pozytywne wrażenie. Generalnie wartość postrzegana znacząco przekracza oczekiwane przy kasie kwoty. Przechodząc do detali warto wspomnieć, iż zarówno ukryty za szkłem prostokątny wyświetlacz DAC-a, jak i „zegarkowy” – okrągły 4”, wkomponowany we front ww. gałki integry są … dotykowe i pozwalają na pełną konfigurowalność, w tym wybór kolorystyki pomiędzy białą a pomarańczowo-bursztynową. O reszcie nastaw nawet nie wspominam wszystkich zainteresowanych odsyłając do instrukcji. Jedyne, na co pozwolę sobie zwrócić uwagę, to możliwość monitorowania temperatury tranzystorów wyjściowych oraz prędkości obrotowej ultra cichego coolera odprowadzającego ciepło z obudowy, który umieszczono w podłodze integry.
Jeśli chodzi o plecy naszego duetu, to pomimo ich niskoprofilowości mamy wielce szeroki wachlarz wszelakiej maści we/wyjść. I tak D4S może pochwalić się zaskakująco rozbudowaną sekcją interfejsów cyfrowych obejmującą wejścia USB (nie wiedzieć czemu typu C, za to obsługujące PCM 24-bit / 768 kHz i natywnie DSD512), AES/EBU, koaksjalne, zdublowane optyczne oraz HDMI (niestety niewspierające eARC). Wyjścia analogowe dostępne zarówno są zarówno w wersji złoconych RCA, jak i XLR a listę zamyka przelotka triggera oraz zintegrowane z włącznikiem głównym gniazdo zasilania IEC. I tu kolejna uwaga natury ergonomicznej, gdyż o ile „komputerowe sznurówki” da się w nie zaaplikować całkowicie bezinwazyjnie, to już po podłączeniu większości „audiofilskich” wtyków z cylindrycznymi korpusami praktycznie tracimy dostęp do owego przełącznika. Wyjściem jest zatem zaopatrzenie się /wymiana wtyków na wąskie Furutechy CF-C15 NCF R i FI-C15 NC.
Z kolei I4S oferuje parę wejść XLR oraz wie pary RCA uzupełnione wejściem na wewnętrzny obsługujący zarówno wkładki MM, jak i MC przedwzmacniacz gramofonowy. Zakręcane terminale głośnikowe są dość standardowej jakości lecz odsunięte na tyle, by przy podpinaniu zakończonych widłami przewodów nie obawiać się przypadkowego zwarcia. Tak jest przynajmniej w teorii, bowiem praktyka pokazuje, że sąsiedztwo zintegrowanego z włącznikiem gniazda zasilającego (bliźniaczego do tego z DAC-a, więc powtarzającego zasłanianie włącznika przez wtyk IEC) przy terminalach lewego kanału znacząco utrudnia montaż tak zakonfekcjonowanych przewodów. Ergonomii nie poprawia też bliskość we/wyjść magistrali triggera, co lepiej wziąć sobie do serca i zdecydować się na mniej problematyczne banany/BFA. Oba urządzenia wyposażono w identyczne piloty zdalnego sterowania, więc z powodzeniem da się całość ogarnąć za pomocą jednej sztuki, drugą trzymając w folii jako backup.
Od strony technicznej, czyli zapuszczając żurawia do trzewi warto pochwalić Słowaków za niemalże bezkompromisowe podejście do tematu, przynajmniej jak na ten pułap cenowy. Przesadzam? Bynajmniej, nie dość bowiem, że w obu urządzeniach zamiast układów impulsowych sięgnięto po klasyczne toroidalne trafa (rodzime Toroidy.pl), to zarówno DAC, jak i integra mogą pochwalić się architekturą dual-mono, więc obecność XLR-ów nie jest w ich przypadku li tylko zabiegiem kosmetycznym. W D4S znajdziemy po jednej kości ESS Sabre 9038Q2M na kanał, w pełni dyskretny, symetryczny stopień analogowy a w warstwie programowej dostęp do zestawu ośmiu autorskich filtrów (Fast Rolloff, Slow Rolloff, Linear Apodizing, Minimum Phase Fast, Minimum Phase Slow, Hybrid Filter, Brickwall, Optimal Transient). W I4s uwagę zwraca oprócz solidnego toroida i baterii kondensatorów o łącznej pojemności 40 000 µF na kanał klasyczny – oparty na Mosfetach, pracujący w klasie AB, zdolny oddać po 75W przy 8 i 120W przy 4 Ω stopień wyjściowy, w którym tranzystory przymocowano do masywnych miedzianych sztab, które z kolei chłodzi ww. cooler. Nad stabilnością pracy układu czuwa znany z referencyjnych modeli Canora technologia Error Correction.
Skoro tytułowy duet dotarł do nas jako zestaw, to logicznym było, że jako zestaw też go traktowaliśmy. Od razu jednak zasygnalizuję, że również i chwilę każdemu z komponentów dałem okazję na solowe występy, o czym nie omieszkam wspomnieć dosłownie za moment. Zanim jednak do tego dojdzie pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż brzmienie obu Canorów, pomijając fakt grania solo bądź wespół/zespół, w głównej mierze zależało od ich … podłączenia. O ile bowiem po RCA oferowały nieco mniej angażujący, bądź jak kto woli bardziej relaksujący przekaz, to po XLR-ach całość nabierała więcej życia, energii i drajwu, więc biorąc pod uwagę własne preferencje właśnie w takiej konfiguracji je odsłuchiwałem.
Niemniej jednak nawet na XLR-ach nie sposób było odmówić słowackiemu duetowi wybitnej muzykalności i delikatnego ocieplenia, przez co nawet bardziej agresywny i mogący nieco onieśmielać nieobeznanych z tematem słuchaczy wypadał gęściej, intensywniej i skuteczniej angażująco. Przykładowo na obfitującym w szorstkie riffy i solidną perkusyjną młóckę „The Phantom Tomorrow” Black Veil Brides uwypukleniu został poddany aspekt melodyczny. Materiał zabrzmiał bardziej koherentnie, mniej nerwowo a jednocześnie bez spowolnienia i asekuracyjnych zaokrągleń. Z kolei „Savage Imperial Death March” kooperacji pionierów sludge/noise rocka Melvins z … legendą grindcore’u – Napalm Death oprócz natywnej szorstkości i surowości był w stanie przemycić nieco jazzowego wyrafinowania i nieoczywistych, progresywnych linii melodycznych. Oczywiście połamane tempa i brutalne wokalizy budowały właściwy twórczości obu kapel obłąkańczy i oparty na pozornej kakofonii spektakl, lecz słowacki zestaw dbał o to, by owe niekoniecznie najmilsze uszom słuchaczy dźwięki układały się w logiczną całość. Co ciekawe, niezależnie od złożoności, karkołomności i gęstości aranżacji I4S cały czas dzielnie sprawował pieczę nad najniższymi składowymi nie pozwalając im na samowolne zerwanie się z przysłowiowego łańcucha a tym samym nawet przy niemalże koncertowych poziomach głośności ich kontrola była utrzymana na wielce satysfakcjonującym, szczególnie biorąc pod uwagę deklarowaną przez producenta moc, poziomie.
Sięgając po nieco mniej ekstremalny, acz nadal daleki od spauperyzowanego mainstreamu repertuar w stylu ścieżki dźwiękowej do norweskiego serialu „Harry Hole” z łatwością można się przekonać, że Canory nie mają najmniejszych ograniczeń, jeśli chodzi tak o estetykę, jak i swobodę prezentacji. Z łatwością oddają zarówno niezwykle obszerną przestrzenność nagrań, jak i potrafią skupić się na pojedynczym instrumencie i to nim wypełnić międzygłośnikową przestrzeń. Z równą swobodą operują wieloplanowością i precyzyjnym ogniskowaniem źródeł pozornych na scenie a w przypadku wejścia gramofonowego I4S przyjemnie, acz z wyczuciem dopala i delikatnie przybliża średnicę, co szczególnie na starszych i „cieńszych” wydaniach z Rockiem i POP-em świetnie się sprawdza.
Podczas solowych występów również i D4S niespecjalnie czuł respekt przed zauważalnie droższym punktem odniesienia w postaci mojego dyżurnego Vitusa, jednak biorąc pod uwagę fakt, iż choć oba urządzenia pracowały u mnie jako USB-DAC-i to niestety za wąskie gardło pozwolę sobie uznać brak konwencjonalnego wejścia USB-B, gdyż obecne w nim USB-C praktycznie uniemożliwia bezpośrednie porównanie z lwią większością konkurencji. Warto zatem już przy zakupie słowackiego DAC-a, jeśli oczywiście nie chcemy być skazani na przysłowiowy kabelek od ładowarki telefonicznej, zadbać o stosowny przewód klasy co najmniej Melodiki Purple MDUAC / Supry z serii Blue. Chociaż patrząc na powyższą kwestię z drugiej strony w tym szaleństwie jest sporo sensu, bowiem o ile „przewodowe” drukarki a tym samym okablowanie USB A/B powoli odchodzi do lamusa o tyle jakąś ładowarkę z okablowaniem A/C ma chyba każdy z nas, więc nawet z czystej ciekawości może takowej sznurówki użyć po podłączenia z tytułowym DAC-iem, by nausznie przekonać się, ile dobrego da się wycisnąć z tabletu/laptopa.
Śmiem twierdzić, że duet Verto D4S & Virtus I4S udanie broni się nie tylko jako przedsionek, wstęp do „dorosłego” portfolio Canora, lecz również ma sporą szansę zjednać serca i nieco odchudzić portfele konsumentów do tej pory niezwracających uwagi na słowacką manufakturę. Atrakcyjny design, niezobowiązujące gabaryty i przede wszystkim świetne, pulsujące energią i uzależniające muzykalnością brzmienie sprawiają, że nie sposób przejść obok nich obojętnie
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Ze słowackim Canorem mieliśmy już wiele testowych przygód. Co bardzo znamienne dla tego podmiotu, zawsze ciekawych, bowiem okraszonych brzmieniem w dużym stopniu stawiającym na muzykalność przekazu. To jest konstrukcyjne motto jego mocodawców, dlatego gdy zapadła decyzja o przyjrzeniu się najnowszemu zestawieniu przetwornika cyfrowo-analogowego ze wzmacniaczem zintegrowanym z tej samej linii produktowej, byłem bardzo ciekawy, czy, a jeśli już, to jak daleko odeszli od swojego dawnego punktu widzenia muzyki. Nie oszukujmy się, czas mija, oczekiwania klientów nieubłaganie ewoluują, dlatego naturalną koleją rzeczy jest podążanie konstruktorów za wymaganiami rozkapryszonego rynku. Co w tym razem dostarczył nam białostocki dystrybutor Rafko? Otóż jak wspominałem, Canor idąc za oczekiwaniami rynku postawił na ciekawe rozwiązanie, w skład którego wszedł przetwornik D/A VERTO D4S oraz wzmacniacz zintegrowany Virtus I4S. Wydawałoby się, że kombinacja jest bardzo dziwna, bo nie ma dawcy sygnału, jednak, gdy spojrzymy na obecne trendy posiadania przez melomanów źródeł czy to plikowych, czy transportów CD, a nierzadko obydwu, okaże się, że to jest bardzo uniwersalne podejście do tematu, bowiem każdy decyduje co generuje zero-jedynkowe przebiegi z zapisanym w kodzie genetycznym muzyką. Jak zatem wypadł ów tandem? Naturalnie kilka strof na ten temat znajdziecie w poniższym opisie.
Wspominałem o oczekiwanych ewentualnych zmianach w stosunku do poprzedników? Już w samym wyglądzie mamy fajną korektę, gdyż nasi bohaterowie w kwestii aparycji idą obecnie panującą drogą nowoczesnego designu. Po pierwsze są przyjemnie kompaktowe, bo przy standardowej szerokości i głębokości do skrycia układów elektrycznych wykorzystują stosunkowo niskie skrzynki. Natomiast po drugie front jest jedną wielką połacią szkła, w centralnej części której zaimplementowano dedykowane dla każdej z konstrukcji, nieco inne w wyglądzie, czytelne z daleka wyświetlacze. Chodzi o to, że informator o stanie urządzenia w przypadku przetwornika jest ukryty pod szybką i może pochwalić się kształtem sporego prostokąta, natomiast we wzmacniaczu takowy został zorientowany w wielofunkcyjnej, co ciekawe obsługiwanej w sporym zakresie działania dotykowo, w głównej mierze będącej regulatorem głośności, okrągłej gałce. Przyznacie, że pomysł nie tylko fajny, ale przede wszystkim bardzo nowoczesny i na czasie. Co oferują oba urządzenia w temacie aplikacji w zastany tor audio? Otóż DAC standardowo przyjmuje pełen zestaw sygnałów cyfrowych (USB, OPTICAL, AES/EBU, SPDiF) z HDMI łączącym z telewizorem włącznie oraz oddaje analogowy w postaci XLR i RCA. Jeśli chodzi o wzmacniacz, ten w pierwszej kolejności równie typowo dla danego produktu przyjmuje sygnały w wersjach XLR i RCA – w tym wejście na wewnętrzny phonostage dla wkładek MM/MC, ale także oferuje przelotkę sygnału w standardu RCA. Naturalnie nie zapomniano również o terminalach kolumnowych. Oczywistą oczywistością jest, iż każdy z dwóch opisywanych komponentów w wyposażeniu ma zgrabnego pilota zdalnego sterowania. Na koniec zapewne bardzo ważną informacją dla wielu potencjalnych nabywców jest typ pracy wzmacniacza w klasie AB i oferowana moc na poziomie 75W przy obciążeniu 8 Ohmów. Co obsługuje przetwornik zaś znajdziecie w tabelce pod dwoma tekstami. Jest tego sporo i nie ma sensu przepisywanie długiej listy dostępnych cyfrowych standardów obsługiwanego sygnału.
Jeśli już na poziomie wyglądu zaobserwowałem zmiany, to czy konstruktorzy poszli tym tropem w odniesieniu do oferowanego brzmienia? Otóż po trosze tak. A po trosze – i dobrze, że tylko tyle – dlatego, że nadal dobre osadzenie w masie środka pasma i przez to oferowanie bardzo muzykalnego spektaklu jest oczkiem w głowie dzisiejszego zestawu, a ciekawe zmiany w moim mniemaniu dotyczą jedynie skrajów pasma. Ale spokojnie, inżynierowie ze Słowacji w kwestii zmian proporcji poszczególnych jego zakresów nie zastosowali krzywej w kształcie „U” na zasadzie płynnego podciągnięcia suwakami na korektorze basu i wysokich tonów. To raczej jest jedynie lekkie podniesienie rangi ich występów w przekazie do poziomu nieco większej, ale odpowiednio kontrolowanej energii dolnych partii pasma oraz ciekawego doświetlenia nienachalną iskrą najwyższych rejestrów. Efekt jest taki, że muzyka nadal stawia na esencjonalność, ale przy tym, gdy wymaga tego materiał, potrafi kopnąć i odpowiednio błysnąć, co sprawia, że z kolumn nigdy nie wieje przysłowiową nudą. Ale co bardzo ważne, takie postawienie sprawy nie daje efektu przerysowania prezentacji i męczącej nachalności podania muzyki. Za to według mnie fajnie zwiększa czytelność i namacalność wirtualnej sceny.
Dobrym przykładem na udaną korektę brzmienia oferty Canora była płyta „Solo” ostatnio często wałkowanego przeze mnie Wojtka Mazolewskiego. To wbrew pozorom trudna do pokazania jego zamierzeń, bowiem stawiająca i na szybkie zmiany tempa i na wyrazistość akcentowania impulsów muzyk. A żeby tego było mało, znakomicie, bo z maksymalnym ograniczeniem kompresji zrealizowana, co daje nie tylko efekt jakby głośniejszego brzmienia przy tym samym poziomie volume na gałce głośności w stosunku do innych realizacji płytowych, ale także zjawiskowego akcentowana pojedynczej, często agresywnej w ataku i energii nuty. To tak naprawdę nie jest muzyka jako taka, tylko bezlitosny tor przeszkód dla systemu. Wiem to z autopsji, gdyż słucham jej ostatnio podczas testu znakomitej większości urządzeń i nierzadko nie uzyskuję zawartej w niej ekspresji. Na szczęście zestaw południowych sąsiadów bez problemu dał sobie z nią radę. Naturalnie w wartościach bezwzględnych na miarę swoich możliwości, jednak w odniesieniu do wcześniejszych sposobów na muzykę spod tego znaku towarowego bez problemu. A wynik był pokłosiem wspominanego wzmocnienia umiejętnie kontrolowanego uderzenia dolnym zakresem i przyjaznego dla ucha, a nawet powiedziałbym, że oczekiwanego wyostrzenia krawędzi w wyższych jego partiach. Reasumując te sesję przyznam bez problemu, że zamierzenia pana Wojtka zaskakiwania mnie każdym akordem zarejestrowanego materiału zostały w stu procentach w cały czas trzymającej mnie w estetyce emocjonalnego napięcia zrealizowane.
A co z solidniejszą dawką scenicznej energii? Tym razem na tapecie wylądowała grupa Metallica z materiałem „72 Seasons”. To na tyle zróżnicowana tak pod względem solidności impulsu, jak i jego szybkości narastania płyta, że gdy system sobie nie radzi z sygnalizowaniem początku i końca tworzenia poszczególnych fraz, to to, co wydobywa się z kolumn, jest zwyczajną sieczką. Oczywiście taka sytuacja wymaga od zestawu audio stosownej akcentacji każdego z podzakresów, co jak sygnalizowałem na samym początku, było udanie wprowadzonym w życie zabiegiem pomysłodawców testowanego konglomeratu. Dzięki temu muzyka oferowała nie tylko wymagany pakiet ataków skomasowaną masą, ale także dzięki utrzymaniu czytelnej krawędzi i blasku dźwięku nie miała problemów z utrzymaniem drive’u prezentacji. Dlatego też z sobie tylko zawdzięczanym spokojem zestaw Canora radził sobie z przecież zbuntowanymi wewnętrznie muzykami jak z przysłowiowymi dziećmi.
U kogo na półce widziałbym tytułowy zestaw przetwornika D/A i wzmacniacza zintegrowanego Canor Verto D4S & Virtus I4S? Naturalnie w pierwszej kolejności u melomanów czerpiących przyjemność z obcowania z muzyką nasyconą i lekko okraszoną nutą wyrazistości skrajów pasma. Oferta Canora jest w tym zakresie znakomita. A co z resztą populacji parającej się naszym hobby? Powiem krótko, jedynymi mogącymi mieć problem z zaakceptowaniem zastanej sytuacji mogą być piewcy maksymalnej szybkości narastania sygnału i wyrazistości podania muzyki. Słowacki tandem nie pójdzie drogą tak zwanego kaleczenia uszu, dlatego osoby nastawione na agresję ponad wszystko muszą szukać zabawek dla siebie gdzie indziej. Reszta natomiast przy odrobinie wiedzy na temat konfiguracji systemów i szczypcie otwartości na zastany sposób na muzykę moim zdaniem bez problemu znajdą ze Słowakami fajną nić porozumienia. A znajdą dlatego, że to naprawdę nie tylko muzykalny, ale także oferujący dużo radości w brzmieniu zestaw.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Rafko
Producent: Canor
Ceny
Canor Verto D4S: 11 395 PLN
Canor Virtus I4S: 12 795 PLN
Dane techniczne
Canor Verto D4S
Zastosowany układ przetwornika: 2 x ESS9038Q2M (Dual-mono)
Wejścia cyfrowe: USB-C (PCM do 24-bit / 768 kHz & DoP DSD do DSD256 & natywnie DSD do DSD512); AES/EBU, Coax, 2 x optyczne, HDMI (PCM do24-bit / 192kHz)
Wyjścia analogowe: para RCA, para XLR
Impedancja wyjściowa: 100 Ω RCA; 200 Ω XLR
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz / < -0.1 dB
Zniekształcenia THD: < 0.0005 %
Napięcie wyjściowe: 2 VRMS RCA; 4 VRMS XLR
Odstęp sygnał/szum: > 112 dB (A-wt)
Przesłuch: < -127 dB
Wymiary (S x W x G): 430 x 75 x 300 mm
Waga: 8 kg
Canor Virtus I4S
Moc wyjściowa: 2 x 75 W / 8 Ω; 2 x 120 W / 4 Ω
Moc wyjścia słuchawkowego: 580 mW / 30 Ω; 190 mW / 300 Ω
Wzmocnienie: 35.5 dB
Czułość wejściowa: 380 mV
Wzmocnienie przedwzmacniacza gramofonowego: MM 40 dB / 46 dB; MC 60 dB / 66 dB
Współczynnik tłumienia (przy 1 kHz): 330 / 8 Ω; 160 / 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 20 – 20 000 Hz / < -0.2 dB
Impedancja wejściowa: 50 kΩ RCA; 100 kΩ XLR
Wejścia analogowe: para RCA (Phono); 2 pary RCA; para XLR
Wyjścia analogowe (regulowane) para RCA
Wyjście słuchawkowe: 6.3 mm jack
Zniekształcenia THD: < 0.005 % / 1 kHz, 5 W
Odstęp sygnał/szum: > 90 dB
Wymiary (S x W x G): 430 x 75 x 310 mm
Waga: 12 kg