1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Systemy
  8. >
  9. Daniel Hertz Maria 350 & Anton

Daniel Hertz Maria 350 & Anton

Opinia 1

Jak doskonale się Państwo orientujecie w kultywowaniu naszego hobby kierujemy się głównie emocjami i wrodzoną ciekawością i emocjami, chwilą a tym samym niekoniecznie zdrowym rozsądkiem, więc jeśli tylko coś nas zaintryguje, to bez zbędnych przymiarek i kalkulacji, na „pełnym spontanie” wskakujemy w samochód/pociąg/samolot, by na własne oczy i uszy przekonać się o potencjale, bądź jego braku, sprawcy całego zamieszania. I tak też było tym razem, gdy po wymianie kurtuazyjnej korespondencji nie tylko otrzymaliśmy zaproszenie do siedziby MIXMANN AUDIO SYSTEMS – rodzimego przedstawiciela w pewnych kręgach kultowej marki Daniel Hertz, co wraz z owym anonsem dotarły do nas nie mniej intrygujące didaskalia wskazujące na niezwykle mało sprzyjające warunki akustyczne w jakich zapowiadany jako system marzeń zestaw miał być prezentowany. Łącząc powyższe fakty można byłoby dojść do wniosku, iż wspomniani polscy reprezentanci ww. marki wykazują, jeśli nie samobójcze, to przynajmniej wskazujące na zamiłowanie do zabaw S&M / face slapingu ciągoty, więc skoro sami się proszą, to czemu nie skorzystać z okazji i przejechać się po nich jak walec z piosenki Młynarskiego. Tym oto sposobem w samo południe wylądowaliśmy w minioną sobotę w podwarszawskim Grodzisku a to, co zastaliśmy na miejscu opisujemy i unaoczniamy w formie poniższego materiału słowno – zdjęciowego.

Niby jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów, ale chyba nikomu obeznanemu w temacie nie muszę wyjaśniać, iż warunki w jakich prezentowany był system Daniel Hertz, w skład którego wchodził dysponujący sekcją DAC-a (autorski procesor Daniel Hertz Mighty Cat) D-klasowy, oparty o moduły Hypex NCORE NC502NP wzmacniacz Maria 350 oraz łapiące za oko 15” coaxialnym drajwerem, acz niemalże dosunięte do samej ściany, dość absorbujące gabarytowo podłogowe kolumny Anton, grał w warunkach najdelikatniej rzecz ujmując urągających audiofilskim prawidłom. Z czysto kronikarskiego obowiązku nadmienię tylko, iż za źródło służył … Mac Mini, z którego wychodzący po USB sygnał uzdatniał duet Ideon Audio Σigma Wave USB audio isolator i re-clocker eos Time a całość spięta była okablowaniem zgodnie z zapewnieniem Gospodarzy w pełni rekomendowanym przez samego Marka Levinsona, acz przywodzącym na myśl przysłowiowe przewody od lampki. Pozbawiony jakiejkolwiek adaptacji akustycznej, połączony z aneksem kuchennym salon, jedna (prawa) ściana w 90% zajęta przez okna balkonowe i samotny narożnik reprezentujący rodzinę mebli tapicerowanych jasno dawały do zrozumienia, kto tu rządzi. Zapowiada się ciekawie? A to przecież dopiero preludium, gdyż niejako na dzień dobry usłyszeliśmy mrożącą krew w żyłach propozycję zapoznania się z możliwościami tytułowego seta bazując na repertuarze dostępnym na … Youtube. I to uruchamianym nie z natywnej aplikacji a z poziomu internetowej przeglądarki. Wbrew pozorom efekt okazał zaskakująco nie tylko akceptowalny, co niczym z reklamy Glenmorangie z Harrisonem Fordem … miły i przyjemny. Herezja i konfabulacja? Cóż, patrząc na zdjęcia sami z pewnością tak właśnie byśmy myśleli, jednak realia temu wyraźnie przeczyły. Na niewielkich składach i akustycznych realizacjach pierwszy plan okazał się niezwykle namacalny, aura pogłosowa nader realistyczna i choć na zasugerowanym przeze mnie „Helvegen” w wykonaniu Einara Selvika, Eivør & The Danish National Symphonic Orchestra pojawił się lekki bałagan w dalszych planach, to jak na niemalże „dworcową” akustykę pomieszczenia i konstrukcję samych kolumn (o ich kontrowersyjnym ustawieniu nawet nie wspominając) śmiało można było uznać za sukces.
Przesiadka na zdecydowanie mniej dyskusyjne źródło kontentu w postaci streamingu z Tidala i Qobuza pokazało, iż tytułowy system nie tylko jest w stanie różnicować jakość samych nagrań, co również samo ich pochodzenie. Pliki grane „z chmury” cechowało przyjemne kreowanie sceny za linią głośników i wyraźna gradacja planów, przy czym poluzowanie najniższych składowych podkreślało spektakularne możliwości dynamiczne samych kolumn, z którymi firmowa amplifikacja radziła sobie w stopniu satysfakcjonującym, acz niekoniecznie stawiającym na zamordystyczną kontrolę. Jeśli jednak ktoś stawia na wolumen i masę a nie timing i audiofilskie zróżnicowanie, to raczej nie powinien w tym przypadku kręcić nosem. I bynajmniej nie chodzi o to, że się czepiam, gdyż przygotowany przez Gospodarzy repertuar brzmiał jak to mawiał w ww. promocyjnych filmikach Harrison Ford „nice”, jednak sięgnięcie po nieco bardziej problematyczne pozycje z mojej dyżurnej playlisty, czyli „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects i „Hold Me Down” Murkury sprawiło, że grały nie tylko kolumny, lecz również a może przede wszystkim samo pomieszczenie dość wyraźnie zaburzając czytelność reprodukowanego materiału. Warto jednak mieć na uwadze, iż ww. repertuar nie należy do mainstreamu, więc i prawdopodobieństwo, by ktoś próbował się nim na tytułowym systemie i w podobnie spartańskich warunkach akustycznych delektować śmiało możemy uznać za znikome. Chociaż może sprawę pozwolę sobie ująć z nieco innej perspektywy. Otóż doskonale zdaję sobie sprawę, iż obaj z Jackiem możemy uważać się za niezwykłych szczęśliwców, gdyż nasze Małżowinki nie tylko tolerują, co wręcz kibicują naszemu hobby a tym samym pozwalają nam na zaskakująco wiele pozornie kontrowersyjnych pod względem logiki, finansów i wystroju wnętrz działania. Tymczasem większość skażonych audiophilią nervosą osobników w swej walce z materią jest skazana na ciągłe i nader bolesne kompromisy i ustępstwa, więc zastane w Grodzisku warunki wcale tak dalece nie odbiegają od tego, czym dysponuje znacząca część potencjalnych nabywców. A zestaw Daniela Hertza właśnie w takich niezbyt sprzyjających okolicznościach przyrody grał i grał … przyjemnie. Może nie w rozumieniu stricte audiofilskim, gdzie akcent stawiany jest na rozdzielczość i bezkompromisową holografię, lecz raczej z niezobowiązującą swobodą, imponującym rozmachem i przyjemnie masującym trzewia fundamentem basowym, które zarówno przy słuchaniu muzyki, jak i seansach filmowych pozwalają po prostu cieszyć się pozbawionym nerwowości, za to stawiającym na czysto hedonistyczną przyjemność dźwiękiem.
No i niejako na deser zostawiliśmy granie ze zgromadzonych na dysku Maca Mini, gdyż właśnie z tego „źródła” udało się osiągnąć najbliższą audiofilskim wzorcom prezentację – z najlepszą z dotychczasowych odsłon rozdzielczością i różnicowaniem poszczególnych realizacji. Warto przy tym wspomnieć, iż również różnicowanie jakości/gęstości materiału źródłowego było bardziej oczywiste i z łatwością zauważalne, co dobrze świadczy o sekcji przetwornika Marii.

Jakie zatem nasuwają się wnioski z powyższych dywagacji? Przede wszystkim to, że nawet w niezbyt sprzyjających warunkach nie ma co załamywać rąk i zamiast odpuszczać temat decydując się na soundbar bądź zestaw słuchawkowy można spróbować pomysłu na dźwięk z portfolio Daniela Hertza. Czy będzie Wam z nim po drodze przekonacie się sami, jednak tak jak ze wszystkim co gra, również i w tym przypadku trzeba przekonać się samemu – na własne uszy. A ponadto śmiało można założyć, że jeśli to, co usłyszycie Państwo w Grodzisku przypadnie Wam do gustu, to w Waszych czterech ścianach zapewne nie zagra gorzej. Pomijając bowiem „dworcową” akustykę pomieszczenia dystrybutora zakładam, iż potencjalni zainteresowani zamiast „cywilnego” Maca Mini finalnie zdecydują się na nieco wyższych lotów źródło a i wbrew zapewnieniom Marka Levinsona choćby odrobinę lepszym okablowaniem (przynajmniej sygnałowym) warto się zainteresować. Ale to już raczej wyjdzie w praniu.
I już zupełnie na sam koniec serdecznie dziękujemy za zaproszenie i gościnę ekipie MIXMANN AUDIO SYSTEMS szczerze podziwiając ich odwagę by skonfrontować reprezentowane przez siebie podejście oraz własne wyobrażenie referencji z naszym niezaprzeczalnie bezkompromisowym i krytycznym spojrzeniem na owe zagadnienie.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Gdy w minioną sobotę większość z Was wspólnie z rodziną lub znajomymi była pochłonięta grillowaniem razem z Marcinem w celach poznawczych udaliśmy się do podwarszawskiego Grodziska Mazowieckiego, bowiem właśnie tam stacjonuje przedstawiciel przyjaznej dla pełnego spektrum domowników konfiguracji sprzętowej. Jednak nie byle jakiej, tylko systemu będącego owocem pracy znanego wszystkim Marka Levinsona realizującego swe pasje pod szyldem marki Daniel Hertz. Jednak w odróżnieniu do dotychczasowych owoców jego pracy ze świata High Endu, tym razem oferując sprzęt audio postawił na pewnego rodzaju minimalizm w postaci wyposażonego w sekcję DAC-a wzmacniacza zintegrowanego Daniel Hertz Maria 350, opartych o przetwornik szerokopasmowy kolumn Anton oraz dedykowanego przez konstruktora, spełniającego założenia idealnej współpracy z systemem w zakresie parametrów okablowania. Intrygujące? Spokojnie, jeszcze nie odpowiadajcie, gdyż to nie koniec istotnych informacji dotyczących tego mitingu. Mianowicie chodzi o jego clou, czym w tym przypadku była próba udowodnienia przez polskiego przedstawiciela marki, iż najnowszy pomysł Levinsona jest lekiem na praktycznie wszelkie problemy zwyczajnej rodziny. Jakie to problemy? Aby nie rozwadniać tekstu, wymienię tylko trzy najważniejsze. Pierwszym jest eliminacja notorycznej walki melomanów z żonami buntującymi się przed zbytnim zagracaniem będącego centrum życia rodziny salonu gościnnego, co ma zapewnić ograniczenie rozbudowania elektroniki. Drugim zapewnienie dobrej jakości dźwięku bez zazwyczaj także nie do przyjęcia przez nasze drugiej połówki ingerencji w akustykę. Zaś trzecim łatwa konsolidacja zestawu audio z pełnym spektrum domowych multimediów z oglądaniem telewizji sonicznie wspieranej przez jego system włącznie. I dopiero teraz tak naprawdę powinienem zapytać, czy jesteście zaintrygowani. Jednak spokojnie, też nie odpowiadajcie, to pytanie retoryczne, bo jestem pewny, że tak. Zatem jeśli mam rację, zapraszam na kilka poniżej opisanych spostrzeżeń z tego spotkania.

Jak widać na zdjęciach, system, a tak naprawdę wzmacniacz czerpiący sygnał Mac-a Mini i kolumny, gospodarz spotkania wstawił do typowego pokoju, któremu z racji pełnienia funkcji rodzinnego salonu obce było audiofilskie szaleństwo w postaci zagracania go panelami akustycznymi. Po prostu widzimy zwyczajną komodę, nieduże urządzenie na górnej półce, stojące po jej bokach kolumny, a w centrum tylnej ściany telewizor. Teoretycznie dla hardcore’owych audiofilów po stokroć temat nie do przyjęcia. Jednak jak ustalaliśmy podczas umawiania spotkania i co potem potwierdzał organizator sobotniej zabawy, to calowy zabieg, gdyż multimedialny komplet dedykowany jest zwykłym ludziom, a nie szurniętym – choćby takim jak ja – poszukiwaczom Świętego Grala w audio. Ma być nienarzucający się wizualnie – oczywiście oprócz kolumn, bowiem te muszą zapewnić dobrą jakość dźwięku, uruchamiany bez procedur rodem z Przylądka Canaveral podczas startu kosmicznego wahadłowca i grać od przysłowiowego kopa, czyli bez zwyczajowej dla audiofilów dłuższej lub krótszej rozgrzewki. I muszę powiedzieć, że co prawda, gdy weszliśmy do pokoju, muzyka niezobowiązująco już plumkała, ale temat minimalizmu całości odebrałem w opisany przed momentem sposób. Nawet kolumny choć duże, stojąc po bokach sprej komody niespecjalnie mnie absorbowały. Nie mówię, że nie intrygowały technicznie, bo bym skłamał, gdyż były ciekawe z racji zastosowania przetworników szerokopasmowych, ale to już efekt zboczenia spowodowanego moim hobby, a nie braku spójności w unikaniu nadmiernego rozbudowania słuchanej konfiguracji. Jak to zagrało?

Tutaj zaliczyłem pierwsze ciekawe zaskoczenie, gdyż słuchaliśmy muzyki z Youtube’a, Tidala i lokalnych plików, co mi osobiście nie przyszło by do głowy. I gdy myślałem, że będzie ciężko coś ciekawego usłyszeć, te 3 różne źródła danych pokazały fajną cechę tego systemu, jaką było różnicowanie każdego z nich. A co najciekawsze, najgorzej wypadł Tidal. Tidal, który pozornie ma być bezstratny, ale jak wiemy, nigdy nie wiemy, co tak naprawdę dostajemy. Dwa pozostałe źródła do oferowanej jakości zaś są pewne. Youtube jest skompresowany, żeby brzmiał wszędzie dobrze i przez to bardzo odporny na wszelkiej maści niechciane zakłócenia, natomiast pliki lokalne zazwyczaj zgrywane z płyt CD / kupowane z zaufanego źródła i dlatego nie pozostawiają marginesu na domysły co do jakościowej hochsztaplerki. Oczywiście różnice pomiędzy słuchanymi platformami mimo słyszalności, były na tyle drobne, że systemowi w pokazaniu fajnego dźwięku to specjalnie nie przeszkadzało. Była energia dolnego zakresu, ogólna otwartość brzmienia i rozmach prezentacji. Nic, tylko usiąść na kanapie i delektować się przyjemnie podaną na tacy muzyką. Całość wypadała na tyle przyjemnie w odbiorze, że nawet ja będąc przedstawicielem hardcore’owego podejścia do tematu obcowania z muzyką bez problemu zatapiałem się w słuchanym materiale. Oczywiście tylko słuchanym, gdy źródłem był Tidal i pliki z dysku, natomiast w przypadku zatrudnienia Youtube’a także oglądanym. I nie byłbym szczery, gdybym nie wspomniał, iż ta wizualna funkcja niosła ze sobą dodatkową wartość emocjonalną. A przykładem na lepszy odbiór muzyki z opcją wizji jest choćby wyprawa do opery. Na sucho materiał dla 90 procent populacji melomanów jest nie do ogarnięcia. Jednak, gdy bierzemy udział w widowisku muzycznym – czy to werbalnie, czy poprzez koncertowe projekcje w telewizji, nawet te smętne operowe kawałki jawią się jako ciekawy pakiet głęboko zapadających w nasze dusze emocji. Abstrahując jednak od prezentacji tego dnia mużyki z wizją lub bez, wszystko co udało się zaliczyć, nawet dla mnie wypadało na tyle atrakcyjnie, że bez problemu mogę potwierdzić, iż gospodarz podczas wstępnych ustaleń mówił prawdę. To niezobowiązujący wizualnie, bardzo uniwersalny od strony konfiguracji z domowym centrum spędzania wolnego czasu całej rodziny oraz fajnie brzmiący w ciężkich warunkach akustycznych zestaw. Na pierwszy rzut oka tak nie wygląda, jednak w zderzeniu z muzyką się broni. Oczywiście nie na poziomie wyczynowym, czego tak naprawdę według gospodarza Daniel Herz nie poszukiwał, ale na tyle przyjemnym w odbiorze, że gdybym nie posiadał swojego prywatnego lokum do uprawiania audio-szaleństwa, jest duża szansa ewentualnego rozpatrywania aplikacji tytułowego zestawu w moim rodzinnym salonie.

I tym optymistycznym akcentem kończę opis odsłuchu najnowszego dziecka Marka Levinsona. Czas spędzony w towarzystwie gospodarza i prezentowanych przez niego produktów mainstreamowego konstruktora zabawek ze świata High Endu był czasem spędzonym w miłym i okraszonym fajnymi wrażeniami muzycznymi towarzystwie. Jeszcze raz, jednak tym razem już na piśmie dziękuję za zaproszenie, konstruktywną wymianę zdań i miłą atmosferę podczas spotkania.

Jacek Pazio

Dystrybucja: MIXMANN AUDIO SYSTEMS
Producent: Daniel Hertz
Ceny:
Maria 350: 16 000 € netto
Anton Speaker: 40 000 € netto

Dane techniczne
Maria 350
Moc: 2 x 350W / 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 30 kHz
Wejścia analogowe: 3 pary RCA
Wejścia cyfrowe: koaksjalne, USB Audio 2.0
Łączność: Bluetooth (24 bit/48 kHz), Wi-Fi
Wyjście: słuchawkowe
Wymiary (W x S x G): 110 x 430 x 330 mm

Anton Speaker
Skuteczność: 99,5 dB/1W/1m
Impedancja: 8 Ω
Moc RMS: 800W
Pasmo przenoszenia: 25 Hz – 20 kHz
Wymiary (W x S x G): 127 x 47 x 43,5 cm
Waga: 75 kg

Pobierz jako PDF