1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. High End Vienna 2026 cz.2

High End Vienna 2026 cz.2

Nie będę owijał w bawełnę, miał być dramat. Miało być ciasno, słabo logistycznie i ogólnie beznadziejnie. Co mam na myśli? Oczywiście pojawiające się przed tegoroczną wystawą High End 2026 tym razem w Wiedniu, bazujące na wyrywkowych ocenach nieco mniejszych jako uzupełnienie monachijskiej imprezy przedsięwzięć z wcześniejszych lat, kuluarowe opinie potencjalnych zainteresowanych odwiedzeniem tego wydarzenia. Tymczasem było diametralnie inaczej. Było fajnie, bo bez ciasnoty, a co za tym idzie duchoty oraz ze znacznie lepszym zapleczem sanitarnym – kto bywał w Monachium, wie, że pod koniec każdego dnia z toalety korzystało się już tylko w sytuacji krytycznej. No może catering ze swą skromnością oferty w nowej lokalizacji nieco niedomagał, ale tylko on, reszta była spoko. I nie jest to moja opinia, gdyż z uwagi na rozmach kompleksu dziennie z przysłowiowego buta w poszukiwaniu fajnych prezentacji robiłem ponad 7 kilometrów, tylko wersja wydarzeń według wielu reprezentujących nas w tym roku rodaków. Owszem, sporo pomieszczeń miało rozmiary przysłowiowej budki dla chomika, ale nie brakowało także pokazów w kwestii lokalowego i sprzętowego rozmachu rodem z Hollywood. Jednym słowem było wszystko. I minimalizm i szaleństwo, z czego wiedząc, iż Marcin zwiedzając kompleks z aparatem w dłoni zaliczy nawet przysłowiowe katakumby, ja skupiłem się jedynie na pokojach pozwalających znaleźć z daną prezentacją nić porozumienia. Czasem pozytywnego w wydźwięku, a czasem co najwyżej strawnego, ale zawsze jakiegoś, czego zaistnienia w moim odczuciu nie dawały warunki lokalowe na poziomie 10 m². Co zatem odwiedziłem i jak to odebrałem? To oczywiście znajdziecie w poniższej, jak to zwykle czynię, na luzie napisanej relacji.

1. CONSTELLATION, WILSON AUDIO, dCS
Z marką Constellation jakiś czas temu mieliśmy już okazję testowo skrzyżować szpady. Nie powiem, to fajne granie. Jednak wówczas było to starcie w znanym mi środowisku sprzętowym i lokalowym co, jeśli coś prezentuje dobry poziom jakości, na tle warunków wystawowych jest pewnego rodzaju ułatwieniem. Dlatego odwiedzając ten pokój pierwsze co mnie interesowało, to sposób radzenia sobie w momencie odwiedzin końcówki stereo Constellation na często skleconym z przypadkowych komponentów pokazie. Oczywiście jak widać na zdjęciach, zaproponowana elektronika i kolumny przysłowiowej sroce spod ogona nie wypadły, jednak nie zawsze drogo znaczy dobrze, bo któryś z komponentów może zwyczajnie nie wpasować się w dany zestaw. Na szczęście niczego takiego w tym wydaniu nie zanotowałem. Było solidnie z kwestii dolnego zakresu, ale bez buły, esencjonalnie w środku pasma i fajnie barwowo. Zapewne to efekt połączenia w dobrym rozumieniu słowa detaliczności dCS-a, gładkości elektroniki i sznytu papieru kolumn. Czy tak było naprawdę, nie wiem. Wiem za to, że system jak na zastane warunki spokojnie się obronił.

2. JBL, MARK LEVINSON
To była prezentacja nowego modelu amerykańskich kolumn. Gdy przekraczałem próg pomieszczenia w ciemno wiedziałem jedno, nie będzie żadnych półśrodków. Chodzi oczywiście o zarezerwowany dla tego, jak pewnie znakomicie wiecie standardowego połączenia kolumn spod znaku JBL i elektroniki Marka Levinsona sznyt grania. Zawsze bezwarunkowa jazda bez trzymanki, czyli natychmiastowy atak, szaleńcze zmiany tempa, kontrola dźwięku oraz bezpośredniość prezentacji w górnych rejestrach. Tak też było i tym razem z tą tylko różnicą od moich wcześniejszych kontaktów z tytułowym duetem, że jeszcze bardziej wyczynowo w domenie krawędziowania dźwięku. Niby w służbie uzyskania efektu koncertu, ale to już była zabawa dla dużych, czyli wielbiących taki sposób na muzykę chłopców. Na chwilę obecną osobiście nie jest to moja bajka, bo wszystko odbywa się kosztem płynności, ale po pierwsze umiem z takich pokazów wyciągnąć ciekawe wnioski, a po drugie bardzo często zauważyć ewidentne plusy. A jednym z plusów tego wydarzenia było zapewnienie mi pobudki po nieprzespanej nocy, męczącym locie i przedwystawowej logistyce do gmachu imprezy. Tak więc pokaz zaliczam do udanych i zapewniam, nic a nic w tym przypadku nie udaję.

3. T+A
O tej marce można mówić prawie wszytko. Że jest nazbyt zachowawcza w dawkowaniu słuchaczowi płynności, czy że zbytnio dozuje barwność prezentacji, przez co czasem określana jest jako brzmiąca nazbyt technicznie, ale jednego nie można jej odmówić. To bezwarunkowy kawał znakomitej niemieckiej inżynierii tak w rozumieniu rozwiązań technicznych elektronicznych trzewi, jak i samego designu urządzeń. A, że w swym brzmieniem stawia na dobrze rozumiany detal i ekspresję, raczej powinno się traktować jako świadomy wybór zaplecza technicznego, a nie problem jako taki. Po prostu oferta soniczna marki T+A taka jest i albo wchodzisz w jej posiadanie z efektem banana na twarzy, albo jak podobne tego typu brandy świadomie ją omijasz, tyle i aż tyle. Jak zagrało w Wiedniu? Bez kombinowania, czyli z fajnym detalem i otwarciem, co przy dobrej wadze średnicy i kontroli dolnych rejestrów oferowało słuchaczowi pełne spektrum zawartych w danym utworze emocji. A, że nie jak młode ziemniaki polanych przysłowiową „omastą”, to już problem melomanów lubiących tak zwany „muł i wodorosty”. Niestety nie z T+A takie numery.

4. RAIDHO, EMM LABS
Pewnie nie wiecie, bo niewielu z Was miało u siebie większą paletę kolumn tytułowej marki, ale Raidho Acoustics chcąc zaoferować docelowemu klientowi odpowiedni pakiet pomruków niskich częstotliwości bez względu na rozmiar skrzynek ma fajny patent. Oczywiście chodzi o umiejętne strojenie tego zakresu portami BR, co sprawia, że mimo obcowania z mniejszymi kolumnami, bas nadal jest pełnoprawnym beneficjentem całości przekazu muzycznego. Naturalnie Duńczycy robią to z przysłowiową głową, ale nawet na tym pokazie usłyszałem wspomniany zabieg techniczny. Naturalnie był to feedback przełączenia z widniejących na zdjęciach podstawkowych maluchów na średniej wielkości, stojące na skrajach wystawki małe podłogówki. Mimo wyraźnego zwiększenia gabarytów konstrukcji ilość dolnego zakresu była taka sama. Owszem, lepszej jakości, bo w tym momencie zadziałała fizyka, ale na podobnym poziomie uderzenia energią. Co zatem stało się po przesiadce na największe stojące w środku stawki? Niestety tego momentu nie doczekałem, ale z testowej autopsji wiem, że efekt byłby podobny, czyli masa dźwięku podobna, tylko ze znacznie większym pakietem kultury, a przez to swobody projekcji. Zapewne spory udział w tym ciekawym pokazie miał współpracujący z kolumnami set kanadyjskiej marki EMM Labs, ale niestety z prozaicznego braku osobistych doświadczeń z nią tylko gdybam. Niemniej opisana prezentacja była dla mnie z jednej strony bardzo pouczająca, a z drugiej potwierdzająca usłyszaną niegdyś estetykę strojenia dolnego zakresu.

5. HORNS, ALBEDO
To oczywiście polski przyczółek tej wystawy. Marka kolumnowa hORNS jako stały punkt programu i gospodarz w jednym oraz tym razem bydgoska manufaktura Albedo trudniąca się produkcją okablowania na bazie własnym sumptem obrabianego srebra. Z uwagi na chęć nabrania doświadczenia w nowych warunkach lokalowych postawiony system był bardzo minimalistyczny – w szczególności głośniki, ale i tak chwała rodakom za to, że od lat dzielnie i z rozmowy wiem, że z sukcesami walczą na światowym rynku. Brawo. Jak zagrało? Pomieszczenie niestety mniejsze od monachijskiego, ale wiedza wystawców sprawiła, że kolokwialnie mówiąc dźwięk „się zmieścił” i oferował przyjemny w odbiorze, z lekkim sznytem tuby spektakl.

6. IDEON, BRODMANN
Ten duet miał kilka odsłon. Odwiedziłem dwie – mniej i bardziej rozbudowaną technicznie. Oczywiście każda brzmiała na zajmowanym przez siebie poziomie cenowym, które nawet w takich trudnych warunkach wypadały bardzo dobrze, ale obie miały jedną cechę wspólną. Otóż dźwięk był klarowny, przyjemny w odbiorze i wydawał się drwić ze stwarzających wielu wystawcom problemów związanych z akustyką zajmowanego lokalu. I mówię tutaj tak o komplecie Ideona z małymi, jak i dużymi kolumnami Brodmann-a. Jak to zrobili, to ich słodka tajemnica. Być może oprócz dobrej kontroli kolumn przez elektronikę, ale myślę, że sporą. rolę miała także sama budowa zespołów głośnikowych – w jednym wypadku pojedyncza, zaś w drugim dwumodułowa konstrukcja. W moim odczuciu to był udany pokaz.

7. GAUDER AKUSTIK, ACCUSTIC ARTS
Po wejściu do tej mekki niemieckiej myśli technicznej zaliczyłem pełne, wręcz stuprocentowe zaskoczenie. Tym razem w porównaniu do zeszłorocznego występu w Monachium całkowicie in plus. Powód? Otóż w zeszłym roku najnowsza wersja kolumn Gauder Akustik tym razem nazwana Berlina Black Edition RC-15 brzmiała bardzo słabo. Jakoś bez kontroli dolnego pasma i ogólnie z przewalonym poziomem soczystości, jednym słowem okraszony bułą dramat. Na szczęście mocodawca marki po konsultacji z potencjalnym nabywcą dokonał istotnych zmian konstrukcyjnych, z których oprócz przestrojenia zwrotnicy, najważniejszą jest zamknięcie głośników basowych nie tak jak u mnie w modułach typu BR, tylko na bazie obudów OZ. W efekcie takiego rozwiązania nagle muzyka nabrała odpowiednich proporcji. Dolny zakres znakomicie trzymał tempo, oferował stosowny impet energii oraz nieskończoną feerię informacji. Środek na bazie zestawu przetworników z diamentu i porcelany był dobrze nasycony i pełen detali. Zaś góra także generowana przez diament będąc bardzo żywą i gładką zarazem okazała się być idealnym partnerem doświetlającym każdy rodzaj słuchanej muzyki. Zmiana była na tyle spektakularna i trafiająca w moje postrzeganie prezentacji muzyki, że gdy w zeszłym roku oficjalnie w relacji na ten model narzekałem, to dzisiaj zderzając RC-15 z moim punktem odniesienia (RC-11) w pełni świadom wizerunkowych konsekwencji wyboru oświadczam – dla wielu może to być ewidentny przykład kumoterstwa, iż jednoznacznie był to dla mnie dźwięk wystawy. A dlatego, że dostałem w pełni kontrolowaną energię, szybkość, pełen pakiet informacji, rozmach i przekładającą się na bezpośredniość oraz namacalność podania muzyki czystość prezentacji. Choć każdą kolumnę wystawca zasilił aż trzema monoblokami marki Accustic Arts o elektronice z braku doświadczeń nie wspominam, ale chyba nikt nie podda wątpliwości, że była na równi z kolumnami zwycięzcą tego wydarzenia.

8. MARTEN, JORMA
Szwedzki Marten i jego kablarski odłam Jorma oczywiście posiłkowali się innym wytwórcami sprzętu, ale jak sugerują widniejące na ścianie z paneli z lamelami loga, w głównej mierze był to ich maraton. Maraton, którego punktem nadrzędnym była prezentacja nowej linii kolumn z przyjaźniejszych dla potencjalnego nabywcy pułapów cenowych. Na tle wyższych modeli konstrukcja jak widać prosta w bryle, czyli na bazie przyjemnie dla oka ofornirowanego prostopadłościanu. Jednak, aby uzyskać odpowiedniej jakości dolne pasmo stosunkowo duża, bo przy średniej wysokości dość szeroka i głęboka. To niestety w wielu przypadkach może rodzić problemy z akceptacją designu przez wymagające nienagannej estetyki prezentacji nasze drugie połówki, ale nikt nie powiedział, że w naszym hobby będzie łatwo. Dlatego moim zdaniem na prezentowane w tym roku kolumny mogą pozwolić sobie jedynie dwa rodzaje audiofreaków. Pierwszymi są podobni do mnie, czyli dysponujący oddzielnym pomieszczeniem, zaś drugimi samce alfa z odpowiednią siłą perswazji w rodzinnych konsultacjach na temat zajmującego centralne miejsce w salonie sprzętu audio. Jeśli w skrócie miałbym odnieść się do jakości wizualizowania świata muzyki w tym pokoju, powiedziałbym, że system oferował przyjemne dla ucha, równe w całym pasmie, dobrze skorelowane w kwestiach basu środka i góry granie. Żadnych zbędnych fajerwerków, co zapewniam, nie tylko podczas wystaw, ale szczególnie podczas codziennego użytkowania jest bardzo tak zwanym dużym „plusem dodatnim”.

9. ELECTROCOMPANIET, TAD
W moim odczuciu to był znakomicie dobrany pod względem brzmienia tandem. Oczywiście chodzi o będącego gospodarzem tej prezentacji Electrocompnieta z jego najnowszymi i jak dotąd najmocniejszymi w kwestii oddawanej mocy monoblokami oraz wykorzystane do pokazu, znakomite w swym działaniu kolumny japońskiego TAD-a. Zestaw skonfigurowany z pomysłem, gdyż mocarne 800-ki w pełni panując nad zjawiskowo brzmiącymi monitorami całkowicie wyeliminowały sprawiający dramatyczne problemy wpływ niedużego pomieszczenia. Żadnego dudnienia, tylko swoboda, detal i gładkość podparte dobrą wagą dźwięku i w pełni kontrolowanymi, zapewniającymi stosowną motorykę przekazu impulsami energii. Takie granie na luzie, ale w pełnym zakresie ekspresji w trudnym wystawowym pokoju. Bez dwóch zdań wystawcy należą się brawa.

10. VITUS AUDIO, ZENSATI, LIROGON, EVEREST
Być może wielu z Was jeśli nawet siedzi głęboko tym hobby, bazując na liście wystawców nie wie, iż był to polsko-duński pokój. Powiem więcej, polski w większym stopniu, gdyż przy całym szacunku dla Skandynawów, których wszyscy znakomicie znamy i wiemy, co swoimi wyrobami reprezentują, w tym pokazie zostali jedynie poproszeni o udostępnienie swoich konstrukcji. Naturalnie, aby ich do siebie przekonać, potrzebne były przedwystawowe rozmowy bilateralne, podczas których po próbnych odsłuchach czterech muszkieterów postanowiło zewrzeć dźwiękowe szyki w podboju światowego rynku audio. Oczywiście dwójka z Danii od lat zaistnienie na nim ma już z tak zwanej głowy, ale widząc w nowych graczach duży potencjał nie przegapili okazji, aby kolejny raz pokazać uniwersalność brzmieniową oferowanych produktów. Jak wypadł ów system? Szczerze powiedziawszy wszystko oprócz kolumn gościłem u siebie – nawet rodzimy, mający swój oficjalny debiut streamer Everest tylko w tymczasowej obudowie – i wiedziałem, na co te zabawki stać. Problemem, a raczej jedyną niewiadomą były dla mnie oczywiście tylko polskie zespoły głośnikowe. Dlatego wchodząc do pokoju i zderzając się z kolokwialnie mówiąc różnie wypadającymi na wystawach, a mnie ogólnie osobiście nie do końca przekonującymi swoimi walorami brzmieniowymi kolumnami Lirogon, spodziewałem się … wszystkiego. Tymczasem było bardzo ciekawie i to mając bardzo pod górę. Pokoik wystawowy został wycięty z długiego wagonu bodajże kilkunastu metrów o szerokości 4 m – mój prywatny ma 4.8 m, co mogło koncertowo położyć pokaz. Jednak nie z tym teamem takie numery, bowiem zaproponowana konfiguracja soczystego i energetycznego Vitusa, z podobnie wpływającym na system, topowym okablowaniem #X od ZenSati, wspierane dobrze radzącym sobie w dolnym pasmie i oferującym zjawiskowy oddech prezentacji streamerem Everest zapewniły kolumnom Lirogon na tyle znakomity jakościowo sygnał, że nawet ja, osobnik mocno zdystansowany do wszelkich elektrostatów i magnetostatów pokazując skruchę za niesłuszne przypuszczenia musiałem posypać głowę popiłem. Całość zabrzmiała interesująco. Z mocnym dołem, jak to potrafią robić tak zwane „parawany” bardzo dobrą transparentnością i rozmachem, ale bez najmniejszych oznak natarczywości. Dla mnie jedno z bardziej wartościowych pomieszczeń wiedeńskiej imprezy.

11. CESSARO
Powiem szczerze, mimo pewnych oporów przed wejściem w świat kolumn tubowych od kilku ostatnich lat marka Cessaro udowadnia, że na bazie takich zespołów głośnikowych da się zaproponować fajny świat muzyki. Owszem, z ewidentną nutą tak zwanych megafonów, ale bez często męczącej nachalności. Jest tylko jeden drobny, ups przepraszam, niestety mocno wiążący potencjalnemu zainteresowanemu ręce problem. Mam na myśli warunki lokalowe. W typowych pokojach zwykłego Kowalskiego słuchając takich kolumn mamy wrażenie wkładania głowy do wiadra, a jedyną różnicą w odbiorze muzyki jest nadawanie jej posmaku materiału z jakiego zostały wykonane lejki lub innego rodzaju falowody – metal, plastik, drewno. Wiem, nieco przesadzam, ale specjalnie, aby przekazać sens mojego pochwalenia marki Cessaro za wystawowe sukcesy. Sukcesy, które bez wynajmowanych wielkich pomieszczeń w rozmiarach 150 – 300 m² przynajmniej w zderzeniu z moim postrzeganiem obcowania z muzyką zapewne nie miałyby miejsca. Na szczęście producent wie, jak udanie zaprezentować swoje konstrukcje i od kilku lat konsekwentnie to robi. W tym roku postawił na sygnał z magnetofonów szpulowych, co nawet jeśli były to tak zwane zgrywki z płyt cd i tak dawały fajną dawkę płynności przekazu. Ale to nie jedyny rozsądny zabieg formujący jakość prezentacji. Mam na myśli zastosowanie modułów basowych typu bass-horn. Jak widać na zdjęciach, posiłkowano się także konwencjonalnymi wielkimi subwooferami, ale z tego co udało mi się usłyszeć, w minimalnym stopniu, bo nie słyszałem spowolnienia tego zakresu, co dla tub jest arcyważne. Dzięki takim wyborom wystawcy siedząc odpowiednio daleko od kolumn dostałem spójny, bo mający szansę skonsolidować się po wydobyciu się z lejków, wspierany szybkim i solidnym basem dźwięk. Na tyle ciekawy, że wracałem do tego zestawu ze dwa razy. I pewnie nie uwierzycie, ale w celach odpoczynku od trudów wystawy, gdyż mimo pokaźnego poziomu głośności to co docierało do moich uszu było wysokiej próby, co pozwalało mi skalibrować słuch przed kolejnymi wizytami.

12. SILBATONE
Mówiąc prosto z mostu, mimo zwyczajowych zachwytów dosłownie wszystkich moich znajomych ten wystawca nigdy mnie nie ujął swoją prezentacją. Ja wiem, to kultowy zestaw i nie ma bata, musi się podobać. Niestety posmak wintydżowości muzyki jakoś do mnie nie trafiał. Aż do teraz. Nie wiem, być może to efekt kolejnej tegorocznej wielkiej sali – co przecież dla Silbatone jest standardem, dlatego w to powątpiewam, a być może puszczanego w momencie odwiedzin materiału, jednak bez względu na przyczynę takiego odbioru po latach nieudanych podejść wreszcie między nami młodzieżowo mówiąc „pykło”. I co ciekawe przy smutnej, bo związanej z opuszczeniem przez nas padołu ziemskiego twórczości Mozarta, czyli Requiem. Nie wiem do końca jak to. możliwe, ale te mroczny utwór dzięki rozmachowi i nieskrępowanej w domenie szybkości prezentacji oraz solidnej dawce energii na tyle głęboko poruszył moją duszę romantyka, że aby zweryfikować przypadkowość tak dobrego odbioru tegorocznego pokazu postanowiłem poczekać na inny repertuar. I? Panowie zaraz po „pogrzebie” polecieli z kultowym kawałkiem z solówką w głównej roli z repertuaru Led Zeppelin. Efekt? Kurde identyczny w oddziaływaniu na stan emocji jaki zafundował mi Mozart. Czyli co, postarzałem się na tyle, że zaczęły imponować mi drewniane tuby? Nie wiem, ale przyznaję, że posiedziałem u nich dobrych kilkadziesiąt minut.

13. NEOhighend
Ten producent niby zajmuje się tylko stabilizacją naszych zabawek audio, jednak każdy, kto spróbował brzmienia swoich komponentów na byle komodzie i w kontrze na dedykowanym stoliku, z autopsji wie, że to dwa inne światy. Światy jednoznacznie pokazujące, że dobrego dźwięku na byle czyn nie uzyskasz. A w tym przypadku w topowej serii mamy do czynienia z ciężkimi, bo toczonymi ze stali nogami w roli punktów podparcia dla grubych, przytwierdzonych do solidnej blachy, czyli dodatkowo zwiększających masę i sztywność platform blatów roboczych. Dlaczego cały czas wspominam o ciężarze? Oczywiście z uwagi na fakt zbawiennego wpływu tego parametru każdego mebla w walce ze szkodliwymi wibracjami degradującymi brzmienie zestawu audio. W tym przypadku ten temat był jednym z najważniejszych do rozwiązania podczas prac projektowych. Jednak nie jedynym, gdyż drugim okazała się być uniwersalność zastosowania, co realizuje modułowość konstrukcji. Chodzi o to, że każda półka jest samodzielną konstrukcją nośną i prostą zmianą długości toczonych nóg regulujemy niezbędne dla posiadanego zestawu prześwity pomiędzy półkami. Proste, skuteczne i uniwersalne. Ale to nie jedyne działania marki, gdyż od niedawna panowie postanowili wprowadzić do oferty różnej maści stopki antywibracyjne. Każdy model inaczej skonstruowany, co daje nam szerokie pole do idealnej kalibracji posiadanej elektronicznej zbieraniny. A i to nie koniec ciekawostek. Prezentuje to jedna z fotografii. A jest nią propozycja pomalowania zakupionych platform na wybrany przez nabywcę kolor. Tutaj widzimy kultowego Porsche w szarym błękicie, ale paleta jest nieograniczona tak w rozumieniu marek będących zaczynem do takiej decyzji, jak i samych kolorów.

14. GRAPHITE AUDIO, LABOGA
Tak tak, to kolejni rodacy. W tym przypadku podobnie do poprzedników w jednej z części wystawców – Graphite Audio – mamy do czynienia z walką z wibracjami. Do niedawna tylko bazując na płaskich platformach o różnym skomplikowaniu budowy samego blatu. Jednak w tym roku producent postanowił wejść na drogę stolików audio. Na razie mocno pracuje nad finalnym produktem, ale jak widać na zdjęciach, bardzo bliski oficjalnej wersji bliski finału prototyp jako informacja dla licznych klientów o działaniach na tym polu pojawił się na tegorocznej wystawie. Jeśli chodzi o drugi człon tego stoiska, oczywiście mówimy o znanym z naszego portalu producencie high end-owego okablowania Laboga. Okablowania oferującego nie tylko wysoki WAF, ale także jakość soniczną. Niestety wystawa była statyczna, dlatego nic o działaniu obu bohaterów podczas wizyty u nich nie mogę powiedzieć, ale znając pozytywnie wypadający temat z osobistych testów nie mogłem o nich nie wspomnieć.

15. ESD
Jak widać, mamy kolejne tubowe szaleństwo. W rozmachu prezentacji w stylu Cessaro, z tą tylko różnicą, że kilkudziesięciokrotnie droższe, gdyż cena topowego zestawu ESD idzie nie w miliony, tylko dziesiątki milionów dolarów. Do tego ekstrawagancja designu jest wręcz nie do podrobienia. Wielkie „puzony”, niewiele mniejsze baterie małych silników samolotów odrzutowych w modułach średnio-wysokotonowych, równie solidne rozmiarowo bloki aktywnego zakresu basu i kilka słupków pełnych elektroniki sprawiały, że nawet najmniej zainteresowany naszą zabawą osobnik homo sapiens nie przeszedł obok takiego szaleństwa bez choćby śladowego zainteresowania. Oczywiście do pokazania walorów takiego braku ograniczeń potrzebne były przysłowiowe hektary kubatury. A, że marka poważna, bez problemu dostała takie w Wiedniu. I muszę powiedzieć, że dobrze, że dostała. A sprawa rozbija się o miejsce odsłuchu, w którym dźwięk jest już spójny, a nie dobywa się osobno z każdej tuby, czyli podobnie do wcześniej wspominanych Cessaro. Przekonałem się o tym nausznie raz siedząc nieco z przodu, a potem z tyłu. To były dwa światy w odbiorze tego systemu, naturalnie z jednoznacznym wskazaniem na ostatni rząd. I gdy wydawałoby się, że tak zwana mucha nie siada, ta jednak usiadła. Piję do zastosowania tylko konwencjonalnych subwooferów, a nie bass-hornów. To powodowało wyczuwalny brak spójności pomiędzy szybką górą i środkiem, a stosunkowo soczystym, często nazbyt krągłym i lejącym się po podłodze basem. Nie powiem, ogólnie na samym końcu było zjawiskowo, ale gdybym miał rozpatrywać taki set na własny użytek, bez dedykowanych hornów basowych by się nie obyło. Jednak co by nie mówić, pomijając szaleństwo cenowe i związane z wielkością komponentów potencjalne problemy lokalowe występ ESD zaliczam do puli bardzo ciekawych.

16. GOEBEL, VITUS AUDIO, WADAX
Chciał nie chciał ten pokaz kolumn Goebel-a wespół ze wzmocnieniem Vitus-a i źródłem Wadax-a zderzałem z zeszłorocznym mitingiem w podobnej sprzętowo, jednak innej modelowo, ale także znakomitej konfiguracji w fabryce producenta zespołów głośnikowych. Wówczas grały flagowe klepsydry, do tego w przygotowanym akustycznie oraz znacznie większym pomieszczeniu i nie, że powaliły, ale wręcz zdmuchnęły z ringu całą zeszłoroczną wystawą w Monachium. Teraz co prawda wszystko było inne, ale na tyle podobne, że nie mogłem obejść się bez konfrontacji tamtego i obecnego pokazu. W efekcie przemyśleń jasne było, że tegoroczna kombinacja nie pogoniła kota zeszłorocznej, ale na tle całości pokazów w Wiedniu nie dała się nie zauważyć. Był rozmach, witalność, kontrola i energia, które nie dały się pokonać pomieszczeniu, tylko pokazywały, jak znając się na rzeczy można lekko nagiąć prawa fizyki. Oczywiście z pewnym marginesem tolerancji, ale na tle problemów znakomitej większości wystawców to co zaprezentowało tytułowe trio, było pewnego rodzaju zjawiskiem.

17. PEAK CONSULT, CH PRECISION
Tutaj duński Peak był gospodarzem, który choć podobny do wcześniejszych, podczas tej wystawy pokazywał całkowicie nowy model kolumn w ofercie. Jak widać, wykorzystał do tego elektronikę CH Precision, co z braku doświadczeń z ostatnim brandem powodowało mój całkowity brak jakichkolwiek przypuszczeń co do finalnego brzmienia. Na szczęście Peak to znany z przewidywalności co do jakości brzmienia swoich konstrukcji podmiot i mimo połączenia najnowszego dziecka z obcą mi elektroniką bez problemu potrafił pokazać swoje, skądinąd znane mi z występów w moim pokoju walory. A były nimi nasycenie przekazu, dobre osadzenie go w masie dolnych rejestrów i unikanie nadmiernego serwowania słuchaczowi odstających jakościowo, nadmiernie rozdmuchanych wysokich tonów. Po prostu było barwnie i namacalne z dobrą energią. Tyle i aż tyle.

18. WILSON BENESCH, YPSILON
Pewnie nie wiecie, ale Wilson Benesch to mistrz w pozyskiwaniu funduszy na rozwój firmy. A prostym patentem na to jest działanie na polu innowacyjności wprowadzanych na rynek projektów. Jakich? Wszystkich nie znam, ale pierwszym z brzegu jest choćby widniejące w modelu na zdjęciu, znane z wielu projektów innych kolumn, powodujące ekspozycję sekcji magnetycznej odwrócenie przetworników do góry nogami. To zrozumiale wymaga przyłożenia się do zagadnienia estetycznego wykończenia pojawiających się w zasięgu wzroku elementów podczas procesu produkcyjnego, ale jeśli odwrócenie głośnika daje mierzalne i słyszalne efekty soniczne i do tego pozwala posiłkować się dotacjami, w moim odczuciu jest całkowicie zrozumiałe. Jak odebrałem ten pokaz? Ogólnie bardzo dobrze, bo dostałem płynnie podany oraz bogaty w informacje, przez co bardzo namacalnie, a czasem nawet intymnie wizualizowany materiał muzyczny. Jednak gdybym miał na siłę poutyskiwać, przyczepiłbym się do sensu puszczania muzyki organowej na bazie monitorów wspieranymi subwooferem w trudnym akustycznie pomieszczeniu. Niby tak zwany „burczybas” był, ale pewnych impulsów nie odnotowałem. Wiem nawet dlaczego, bo wzbudziłyby się szkodliwe mody pokoju, dlatego pracował wręcz symbolicznie. Ale w takim razie po co puszczać organy. Być może jako pokaz przygotowania systemu do pełnego spektrum materiału. Niestety tego nie wiem, ale gdy z czasu spędzonego w tym pomieszczeniu odcedzę ten aspekt, reszta fajnie czarowała.

19. DESTINATION AUDIO, KASOTO, TENTOGRA
Zanim przejdę do konkretów, spieszę wspomnieć, iż niniejszym systemem rozpoczynam krótki opis z wizyty w dwóch innych lokalizacjach wystawowych, od lat pojawiających się obok będącej głównym tematem tej relacji. Pierwszym nie mogła nie być oczywiście ekipa z Polski. W jej skład wchodziła lampowa elektronika i kolumny z tubą w tle Destination Audio, producent gramofonów Trentogra oraz twórca między innymi stolików i akcesoriów antywibracyjnych Kasoto. Jak wypadł ów pokaz? Jak zapewne na bazie naszego podwórka podczas jesiennej wystawy z pewnością większość z Was się spodziewa, był spektakl. Z nutą analogowej, lampowej i tubowej nostalgii, ale ze zjawiskową swobodą, barwą i namacalnością. Bez poszukiwania wyczynowości, tylko w służbie muzykalności, dlatego przyjemnie i relaksująco. Ale relaksująco nie w rozumieniu usypiania słuchacza, tylko podprogowego wciągania go w wir muzycznych wydarzeń w estetyce najlepszych dla lampy, tuby i gramofonu niestety minionych już lat.

20. KROMA, WADAX, ENGSTROM
Poznajecie? To kolumny, które wielu z Was okrzyknęło wręcz objawieniem ostatniej jesiennej wystawy w Warszawie. Wówczas było wyczynowo. Dla mnie na tyle mocno, że ocierało się o przekroczenie bezpiecznej linii płynności. Jednak było to działanie na życzenie słuchaczy, dlatego taki efekt wgniatania gości w fotel całkowicie rozumiałem. A jak teraz? Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że bardzo podobnie. Może z mniejszą ekspresją, bo pomieszczenie nieco skromniejsze od tego na PGE Narodowym, ale równie świetnie w odbiorze. Pełna paleta zaskoczeń dynamiką i impulsywnością implementacji zawartej w danym materiale energii w pozytywnym znaczeni zwrotu nie dawała chwili spokoju. Być może to propozycja nie dla wszystkich, bo znam wielu ludzi kochających pięknie i tylko pięknie podaną muzykę, co jest przeciwieństwem tej konfiguracji, ale dla mnie nawet w momencie optowania za nieco mniejszym akcentowaniem wyrazistości projekcji zaproponowany dźwięk był jedynie bardzo żywym, a nie męczącym sposobem na obcowanie z muzyką.

21. ESOTERIC, MARTEN
Esoteric to z jednej strony znana, ale jakoś na naszym rynku mająca nieco pod górkę marka. A swoje wnioski opieram na braku możliwości posłuchania czegokolwiek spod tego znaku towarowego poza … wystawami. A jeśli tak, chyba nikogo nie dziwi fakt mojego ambiwalentnego stosunku do tego brandu mimo zaskarbionej podczas rozmów z posiadaczami jej oferty wielkiej sympatii. Na szczęście obojętność nie wyklucza chęci kolejnych zderzeń z jej dokonaniami, które teraz miały swoje pięć minut w porozumieniu z duńskim i kolumnami Marten. Jak wypadło to pięć minut? Nie powiem, przyjemnie, bo w duchu dobrego wglądu w nagranie, jednak bez przekraczania dobrego smaku. Był detal, nasycenie i tąpnięcie, co sprawiło, że gdy trafi się kolejna szansa na posłuchanie Esoterica, tak jak w Wiedniu nie będę ociągał się z podniesieniem przysłowiowej rękawicy.

22. ESOTERIC, TANNOY
Kolejny, tym razem prostszy od strony rozbudowania konfiguracji set z Japończykami w tle. Tym razem jednak na bazie kultowych kolumn Tannoy. Jakieś wiążące wnioski? Jeden i dla mnie bardzo istotny. Mianowicie chodzi o fakt brzmienia systemu nie na przysłowiową modłę elektroniki, tylko w estetyce kolumn. Przyjemny posmak papieru, barwa i ogólna koherentność prezentacji pokazały, że to byli równorzędni partnerzy, a nie ciągnące linę w swoją stronę wrogo nastawieni do siebie konkurenci.

23. YG ACOUSTICS, YPSILON
Gdy zbliżaliśmy się z Marcinem do tego pokoju, trzęsienia ziemi nasuwały nam jedną myśl – ktoś chce zburzyć wieżowiec. To oczywiście było celowo przesadzone określenie, ale fakt faktem, że już kilkanaście metrów wcześniej dudniło aż miło. Naturalnie to efekt drżenia betonowej podłogi wiedeńskiego lokum i co najgorsze widząc tak wielkie kolumny nie do uniknięcia. Niemniej jednak, gdy po kliku minutach nasze ośrodki słuchu uległy lekkiej akomodacji do zastanych warunków lokalowo-dźwiękowych, oferta brzmieniowa okazała się być bardzo interesująca. Wyrazistość kolumn uzupełniała przyjazna barwowo i plastycznie elektronika co, gdy wyeliminowało się niechciane artefakty generowane przez pomieszczenie, dawało efekt fajnego, bo pełnego informacji i płynności spektaklu. Naturalnie przed zakupem system jest do posłuchania u siebie, ale już tam słychać było, że jest o co powalczyć.

Na tym kończę tę przecierającą szlaki w nowym miejscu relację z tegorocznej wystawy w Wiedniu. Miało być nieciekawie, ale jak wspominałem we wstępniaku, okazało się być zaskakująco intrygująco. A to dopiero start i trak naprawdę dla gospodarzy poligon doświadczalny pokazujący, na co zwrócić uwagę w kolejnych latach. Jeśli tylko będzie lepiej – najbardziej leżała kwestia cateringu, nie zdziwię się, gdy pojawi się ogólna opinia, że to znacznie lepsza lokalizacja od tej w Monachium. Jak będzie, pokaże czas. Dzisiaj jednak po 2 dniach marszobiegów po 7 km dziennie stwierdzam, że wyprawa warta była poświęconego czasu i energii. Do zobaczenia za rok.

Jacek Pazio

Pobierz jako PDF