1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Rockport Technologies Atria II

Rockport Technologies Atria II

Link do zapowiedzi: Rockport Technologies Atria II

Opinia 1

Być może kogoś z Was to dziwi, ale to nasze pierwsze spotkanie z tą mainstreamową amerykańską marką. Marką od wielu lat na naszym rynku nie tylko dobrze znaną, ale także znakomicie sobie radzącą w postaci stałego goszczenia w wielu systemach moich znajomych. Jaki był powód dotychczasowej absencji tego brandu w naszych progach? Powiem szczerze, że nawet najstarsi górale tego nie wiedzą, dlatego nie ma sensu dochodzić. Myślę, że o niebo ważniejszym tematem dla Was jest, co pokazał dostarczony do zaopiniowania model. Jaki konkretnie i spod jakiego znaku towarowego? Otóż dzięki działaniom logistycznym warszawskiego dystrybutora Hi-Fi Club na dobry początek na kilkanaście dni zawitały do nas zbierające wiele pochwał pośród nabywców amerykańskie panny Rockport Technologies Atria II.

Widniejące na zdjęciach zespoły głośnikowe mimo bycia modelem startowym w ofercie konstrukcje są średniej wielkości. Ale niech nie zmyli nikogo fakt zajmowanego miejsca w portfolio, gdyż owe konstrukcje za sprawą realizacji zadań walki z wewnętrznymi falami stojącymi i dyfrakcjami fal wokół przetworników oraz mechanicznym zgraniem fazowym współpracujących ze sobą przetworników mogą pochwalić się nie tylko bardzo ciekawą wizualnie, ale także zaawansowaną technicznie bryłą. Oczywiście to efekt zaoblenia bocznych ścianek, posadowienia modułów nośnych dla przetworników na separujących je od podłoża, wyposażonych w regulowane kolce podstawach, zastosowania wielu skośnych w stosunku do siebie płaszczyzn na froncie oraz pochylenie konstrukcji do tyłu. Ale wspomniane zabiegi nie są jedynymi walczącymi o jak najlepszy wynik soniczny. Otóż bardzo ważną rolą w tym aspekcie ma sama konstrukcja obudowy. To potrójnie laminowana i mocno tłumiona skrzynka, której grubość frontu osiąga aż 10 cm grubości, a boczne ścianki dobijają do 6.3 cm. Jak widać, mocodawcy projektu nawet w ramach modelu startowego podeszli do tematu bardzo poważnie. Jeśli chodzi o zastosowane przetworniki w tytułowych Artiach II, mamy do czynienia z pojedynczym basowcem 9” i średniakiem 6” z kompozytu na bazie włókna węglowego oraz pracującą w lekkim falowodzie 1” kopułką berylową. A jak z osiągami? Według producenta przy wsparciu portu bass-reflex kolumny są w stanie pokryć pasmo w zakresie 28 Hz – 30 kHz, zapewnić skuteczność na poziomie 87.5 dB przy obciążeniu 4 Ohm. Tak prezentujące się, wykończone w bajecznym, bo fortepianowym lakierowaniu amerykańskie panny ważą bagatela 68 kg sztuka.

Co sądzę o najmniejszych Rockportach? Dla mnie była to czysta karta, zatem oczekiwania opierałem jedynie na zdawkowych kontaktach podczas odsłuchów u znajomych lub wystawach. A te za każdym razem pokazywały, że tak jak lubię, było to szybkie, a przy tym dobrze osadzone w masie, czyli barwne granie. Tajemnicą pozostawał tylko fakt swobody i rozmachu prezentacji. Z jakiej strony zatem pokazały się Jankeski? Dla mnie najważniejszą kwestią byłą szybkość narastania sygnału, co zapewne było pokłosiem sztywnej obudowy i znanych z tego typu przekazu kompozytowych przetworników. Jednak co w tym było bardzo ważne, zapewnienie szybkości nie odbyło się kosztem wagi dźwięku, gdyż przekaz nie tylko dobrze artykułował oferujące solidny poziom energii dolne rejestry, ale także nie szczędził nasycenia w środku pasma akustycznego. Jednak jak wiadomo samą szybkością i masą nie da się osiągnąć wysokiej jakości prezentacji. Oczywiście w sukurs temu tematowi szły wysokie tony. Rejestry, które w przypadku Atrii II opierały się na przetwornikach berylowych. Z jednej strony bardzo żywych, co dla mnie jest podstawą ciekawego podania muzyki, niestety z drugiej w przypadku braku doświadczenia ich zastosowania mogących sprawiać problemy natury nadinterpretacji, a nawet nachalności. Niestety beryl jest z tego wielu producentom bardzo dobrze znany i tylko znający się na rzeczy konstruktorzy wiedzą, jak go okiełznać. Na szczęście sekcja inżynierska Rockport Technologies kolokwialnie mówiąc wie, z czym się to je i w przypadku testowanego modelu kolumn górne rejestry były radosne, ale dalekie od powodowania nieprzyjemnych artefaktów w stylu podkreślania sybliantów, czy wręcz sypania piachu podczas wybrzmiewania akcesorium jazzowego perkusisty, jednym słowem trafiały w przysłowiowy punkt efektownego wysublimowania. Reasumując powyższy opis powiem tak, wpięcie w tor tytułowych Amerykanek poskutkowało zaproszeniem mnie w pełen energii, barwny, dobrze trzymający drive każdego rodzaju muzyki, swobody i świeży spektakl muzyczny. A co w tym było najważniejsze, spektakl na tyle uniwersalny, że pełnymi garściami czerpały z niego gatunki tak spod znaku rockowych buntowników, jak i jazzowych romantyków.
Jeśli chodzi o pierwszych, w roli weryfikatorów możliwości opisywanych kolumn wystąpili panowie z ostatnio często wykorzystywanej przeze mnie, bo bardzo lubianej formacji Metallica z ich najnowszym albumem „72 Seasons”. To na tle starszych produkcji bardzo żywe i szybkie prowadzenie rytmu. Na tyle, że jeśli system nie nadąża z utrzymaniem odpowiedniej artykulacji seryjnych uderzeń stopy, z bardzo rytmicznego i z tego powodu zamierzenie agresywnego rocka robi się monotonna papka. W tym przypadku tego nie było. Była za to w dobrym znaczeniu jazda bez trzymanki i w rozumieniu gwałtowności zmian tempa i szaleństwa odnośnie szybkości grania pełnego składu kapeli i ogólnej drapieżności podania tej płyty.
W przypadku z natury bardziej stonowanego jazzu zaś wspominana za każdym razem ogólna szybkość i pewnego rodzaju lekkość formowania nawet najbardziej skomplikowanego przekazu także była wielkim atutem. Naturalnie dlatego, że zapewniała stosowna dawkę luzu w dźwięcznym i czasem bezkresnym zawieszeniu w powietrzu pojedynczej nuty, na czym przecież opiera się znakomita większość kontemplacyjnego jazzu. A gdy do tego dodamy przywoływaną również odpowiednią wagę dźwięku, wypisz wymaluj mamy idealne warunki do spełnienia nawet najbardziej wyczynowych potrzeb w kreowaniu eterycznego świata muzyki.

Czy kolumny Rockport Atriia II są panaceum na wszelkie potrzeby całej populacji melomanów? Powiem szczerze, że z małym marginesem osobników kochających ekstrema przesycenia przekazu lub szaleńczej gonitwy za wyczynowością w transparentności w starciu na swoich zasadach nie widzę przeciwskazań dla nikogo. To fajne, bo jak wspominałem szybkie oraz dobrze nasycone granie i tylko brak wiedzy jak powinien brzmieć dobrze skonfigurowany zestaw tudzież wyimaginowane, czyli niezrozumiałe dla normalnego melomana potrzeby potencjalnego nabywcy mnogą sprawić, że komuś z Atriami będzie nie po drodze. Dla mnie do świetny produkt. Jak odbierzecie go Wy niestety nie zależy to już ode mnie, bowiem teraz piłeczka jest po Waszej stronie.

Jacek Pazio

Opinia 2

Choć kolorowe magazyny i portale wnętrzarskie prześcigają się w propozycjach jak należy „modnie” urządzać własne eM-ki, bądź wolnostojące domostwa, to z trudną do przeoczenia a zarazem zastanawiającą konsekwencją unikają kwestii obecności systemów Hi-Fi/High-End w owych misternych aranżacjach. Ot okazjonalnie przemycą soundbar, co odważniejsi sięgną po ustawiony raczej pod kątem uzupełnienia wizualnej kompozycji aniżeli logiki i funkcjonalności budżetowy gramofon a prawdziwi hardcore’owcy zaszaleją z „tarczowymi” Beosoundami A9, bądź „celebryckimi” Beolabami 90. Ok, czasem jakaś kolumna w kadr się załapie, ale będzie to coś do bólu klasycznego – albo przysłowiowe „pudełko po butach”, albo jakiś biały „słupek” pasujący do równie antyseptycznego co on wnętrza. Pozostaje zatem praktycznie leżący ugorem obszar gromadzący przeznaczone złotouchym konstrukcje wymykające się skostniałym wzorcom, gdzie na plac boju wkraczają zaawansowani audiofile a styliści wnętrz albo wstydliwie spuszczają wzrok, albo ostentacyjnie strzelają focha. I właśnie z owej, unikanej przez branżę wnętrzarską „strefy mroku”, dzięki uprzejmości stołecznego Hi-Fi Clubu trafiły pod nasz dach nad wyraz intrygujące, otwierające portfolio podłogowych (firmową gromadkę uzupełnia centralny Taurus) propozycji amerykańskiego wytwórcy kolumny Rockport Technologies Atria II.

Pomijając czysto organoleptyczne, bezpośrednie doznania i nawet bazując jedynie na sesji unboxingowej oraz powyższej galerii nie da się ukryć, iż przy dajmy na to Tannoyach Westminster Royal, bądź Lorenzo Audio Labs LM1 mk2 Atrie wyglądają jak potomstwo Dartha Vadera i Obcego – 8 pasażera Nostromo przy Jacku Sparrowie. To na tyle współczesna linia wzornicza, że miłośnikom politurowanych „Ludwików” i ciężkiej, wręcz majestatycznej wiktoriańskiej elegancji pewnie zajmie chwilę by przejść nad nimi do porządku dziennego. Jednak wbrew pozorom Rockporty nie zabiegają o atencję swymi obłymi kształtami, gdyż ich aparycja nie jest bynajmniej pochodną „parcia na szkło” stojącego za nimi konstruktora (Andy’ego Payora) a owocem zaawansowanego modelowania 3D mającego na celu optymalizację ich parametrów akustycznych i mechanicznych. Dodajmy, nieco uprzedzając fakty, że bardzo atrakcyjnym owocem.
Ich składające się głównie z łuków, pochyłości i podcięć bryły wyposażono w całkowicie zasłaniające ściany przednie tekstylne maskownice, które całe szczęście da się zdemontować. Kryją one pod sobą zestaw trzech przetworników – patrząc od góry mamy calową, umieszczoną w niewielkim falowodzie berylową kopułkę wysokotonową, pod nią 6” kompozytowy przetwornik średniotonowy i w pobliżu masywnego cokołu 9” basowiec. Wąska ściana tylna gości jedynie pojedyncze terminale głośnikowe i pokaźnej średnicy ujście kanału bas-refleks. Całość posadowiono na wspomnianym przed chwilą cokole, który z kolei uzbrojono w masywne, toczone kolce z aluminium 6061-T6.

Korpusy Atrii kuszą nie tylko futurystycznymi bryłami, lecz również a raczej przede wszystkim technologicznym zaawansowaniem. Zgłębiając nieco wnikliwiej temat okazuje się, że są to potrójnie laminowane kompozytowe monolity, w których przednia ściana ma grubość aż 10 cm a z kolei boczne mogą pochwalić się zmienną grubością w krytycznych miejscach osiągającą 6,5cm. Nie jest to jednak odlew, lecz monokok – efekt pracy pięcioosiowych centrów obróbczych CNC nad kompozytową kanapką składająca się z dwóch wewnętrznych, odpornych na rozciąganie warstw żywicznych wzmacnianych włóknem szklanym oraz żywic epoksydowych, co wraz z ww. laminatami z włókna węglowego, które poddawane są odgazowaniu próżniowemu i utwardzaniu termicznym pod wysokim ciśnieniem sprawia, iż są one praktycznie „martwe” rezonansowo. Co do wykończenia, to standardowo Atrie oferowane są w uniwersalnej czerni, lecz jeśli ktoś ma ochotę na nieco ekstrawagancji, bądź czuje potrzebę zachowania zgodności kolorystycznej z jednym ze swoich ulubionych dwuśladów to również nie zostanie odprawiony z kwitkiem. Warto bowiem mieć na uwadze, iż proces lakierowania Rockportów obejmuje bagatela dwadzieścia etapów podczas których nanoszonych jest co najmniej … dziesięć warstw lakieru by finalnie, poza wspomnianą czernią i praktycznie dowolną wariacją kolorystyczną móc wybrać takie opcje jak Mercedes Hyacinth Red Metallic, Aston Martin Midnight Blue, Mercedes Designo Graphite Grey, Lamborghini Grigio, BMW Mineral Grey, Ferrari Rossa Corsa Red, Plum Crazy Purple, Red Red Wine, Mercedes Tenorite Grey, BMW Platinum Bronze Metallic, Audi Daytona Grey Pearl, Diamond Black Metallic.
Nie mniej zaawansowane technologicznie są firmowe średnio i nisko-tonowe przetworniki, których charakterystyczne kraciaste membrany wykonywane są ze wstępnie impregnowanego autorskimi żywicami epoksydowymi włókna węglowego o ultra-wysokim module sprężystości a następnie łączone z Rohacelowym rdzeniem w 130 °C pod wysokim ciśnieniem. Włókna w owej węglowej „tkaninie” charakteryzują się ułożeniem o niezwykle płaskim splocie a kąt skręcenia między poszczególnymi pasmami jest znacznie mniejszy, co przekłada się na redukcję masy własnej membrany (68 g/m²) oraz wyższy stosunek udziału włókna węglowego do żywicy. I jak już zdążyłem wspomnieć, za reprodukcję góry pasma odpowiada calowa, berylowa kopułka Scan-Speaka. Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z trójdrożnymi, 4 Ω konstrukcjami o 87.5 dB skuteczności, do których lepiej nic słabszego aniżeli 50W lepiej nie podpinać.

Przechodząc do opisu brzmienia naszych dzisiejszych gościń lojalnie uprzedzę, że i tu od stojących za nimi a raczej w nich zaimplementowanych technologii nie da się uciec. Bowiem zgodnie z głównymi założeniami projektowymi celem prac nad tytułowym modelem było uzyskanie „wrażenia większej sceny dźwiękowej i swobody w odtwarzaniu dźwięków, niż ktokolwiek by oczekiwał po kolumnach tego rozmiaru” i powiem szczerze, nieco odkrywając rąbka tajemnicy i uprzedzając fakty, iż ów cel został osiągnięty z nawiązką. W dodatku proszę wziąć poprawkę, na fakt, iż Atriom przyszło grać w towarzystwie blisko dwumetrowych Berlin RC11, więc już z racji takiego „drugiego planu” ewidentnie miały pod przysłowiową górkę. Tymczasem już przy pierwszych taktach „Imposter” ekipy Soulsavers wspomaganej przez samego Dave’a Gahana jasnym stało się, że nikt tu nie ma zamiaru zadowalać się półśrodkami. Nie dość bowiem, że wokal „naczelnego Depesza” zabrzmiał z zaskakującą siłą, to w dodatku, pomimo całkiem cywilizowanych poziomów głośności trudno było mówić o jakimkolwiek przeskalowaniu, co początkowo skłoniło mnie do szybkiej weryfikacji, czy po unboxingowym szaleństwie przypadkiem nie wróciliśmy bezwiednie do Gauderów. Po prostu Dave stał przed nami jak z „żurnala wycięty” w całym swym 178 cm majestacie i udzielał się wokalnie w ramach gościnnych występów. Krótko mówiąc realizm najwyższych lotów z odwzorowaniem siły emisji godnym nie tyle koncertu, co naszej obecności w Shangri-La Recording Studio w kalifornijskim Malibu, w trakcie sesji nagraniowej. Co ciekawe równie porażające, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, wrażenie wywarła na mnie dynamika, która zazwyczaj w tym wybitnie balladowym repertuarze pełni co najwyżej rolę służebną – powstrzymuje powieki słuchaczy przed opadnięciem. A tymczasem z Rockportami w torze nawet w swej mikro-odmianie łapała za ucho i wprawiała kończyny w rytmiczne podrygi. Jeśli dodamy do tego wręcz onieśmielającą przestrzenność prezentacji i zdolność samych kolumn do natychmiastowego znikania w stylu najlepszych monitorów i smukłych podłogówek w typie wysokich modeli Raidho śmiało możemy uznać, że deklaracje producenta o „nieprzypadkowości” ich kształtów były jedynie na wskroś szczerym potwierdzeniem faktu a nie marketingowym przejawem myślenia życzeniowego.
I tu pozwolę sobie na małą dygresję, bowiem jeśli ktoś uparcie uważa, że rozdzielczość, bezwzględna kontrola i transparentność tego typu hi-techowych konstrukcji zabijają emocje i szeroko rozumianą muzykalność, którą są w stanie oddać tylko papier i jedwab, to powinien czym prędzej umówić się na odsłuch Atrii, by równie szybko zrozumieć w jak wielkim błędzie był. Tytułowe Rockporty w sposób absolutnie bezwzględny weryfikują takie konfabulacje i sprowadzają zbłąkane owieczki na właściwe tory. Pokazują bowiem emocje nie tylko w pełnej krasie, co i z pełnym ich spektrum energetycznym – właściwą im dynamiką i gwałtownością, która u większości konkurencji jest pozorowana, bądź jedynie sygnalizowana. I nie jest to chłodna kalkulacja i prosektoryjna wiwisekcja, lecz jedynie eliminacja z przekazu wszelkich aberracji i pasożytniczego szumu owe emocje masujących i przekłamujących sprawiająca, iż tak jak przed momentem nadmieniłem wcale nie trzeba ich wkręcać na wysokie poziomy głośności, żeby „się otworzyły”.
Nie mniej przekonująco wypadł „Black Market Enlightment” Antimatter, gdzie Rockporty nie tylko premiowały świetną realizację, co pokazywały , że nawet Rock może zabrzmieć referencyjnie i wcale nie trzeba uciekać się do ogranych do znudzenia, żeby nie napisać bólu „Hotel California” Eagles, czy „Keith Don’t Go” Nilsa Lofgrena. Potrafiły zatem zejść piekielnie nisko i to patrząc na ów aspekt z szerszej a nie li tylko ich dość kompaktowych gabarytów perspektywy. Co jednak istotne reprodukcja najniższych składowych nie oznaczała jedynie stawiania na ich ilość, lecz wraz z wolumenem i zapuszczającymi się w najgłębsze otchłanie Hadesu częstotliwościami szło w parze zróżnicowanie faktur, odmieniana przez wszystkie przypadki rozdzielczość i taka natychmiastowość, że nawet  A-Train z „The Boys” przy nich wyglądał jakby poruszał się o balkoniku. Jeśli ktoś do powyższych deklaracji podchodzi z wrodzonym sceptycyzmem, to polecę jeszcze sięgnąć po „Architects Of A New Weave” Göteborczyków z Evergrey, bądź „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects  a jasnym powinno się stać, że Atrie są w stanie poradzić sobie praktycznie z każdym, dowolnie złożonym, zawiłym i gęstym pod względem aranżacyjnym repertuarem o ile tylko komuś tak w trakcie nagrania, jak i realizacji/post-produkcji chciało się nad nim z odpowiednią troską i wiedzą pochylić. Pokażą wtedy misterną strukturę pozornej kakofonii, ukryte w dalszych planach smaczki a jednocześnie zachowają pełną koherencję kompozycji. Warto jednak tego typu ekstremalne doznania serwować sobie, przynajmniej początkowo zgodnie z zaleceniami lekarza bądź farmaceuty, gdyż zbyt długi kontakt z takim ogromem informacji dla słabszych psychicznie odbiorców może być nazbyt przytłaczający. Z drugiej jednak strony kilkutygodniowy romans z Atriami sprawił, iż przesiadka z nich na konkurencyjne rozwiązania objawiała się zazwyczaj wrażeniem dramatycznego zubożenia i uszczuplenia przekazu o wydawać by się mogło oczywiste i kluczowe dla niego składowe.
I w tym momencie dochodzimy do nieco bardziej surowego oblicza Rockportów, które, skoro tak świetnie operują rozdzielczością i bezlikiem serwowanych informacji, to warto też zdawać sobie sprawę z faktu, że tam, gdzie drwa rąbią wióry lecą, więc jeśli dostajemy pełen pakiet danych, to jest w nim również zawarta informacja o samej jakości nagrania. Czyli mówiąc wprost Rockporty zgodnie z zasadą „shit in, shit out” bynajmniej dalece od złośliwości, acz z bezwzględną skutecznością, przeprowadzają błyskawiczną selekcję posiadanej przez nas płyto/pliko-teki na pozycje akceptowalne, wysoce słuchalne i takie, po które sięgać będziemy jedynie, gdy zależeć nam będzie na ekspresowym pozbyciu się marudnych gości. I tu ciekawostka, bowiem o ile „Pavlov’s Dawgs” Tankardu, przy odrobinie dobrej woli, jeszcze dało się podciągnąć pod akceptowalność, to już pochodzący z 1988 r, choć zremasterowany w 2017 „Zombie Attack” tej samej kapeli śmiało można było po kilku minutach nausznych katuszy użyć jako podkładki pod piwo.

Przechodząc do podsumowania nie pozostaje mi nic innego jak tylko po raz kolejny skomplementować unikalną wręcz zdolność Rockport Technologies Atria II operowania na najwyższych pułapach rozdzielczości przy jednoczesnym unikaniu zbytniej analityczności. Jeśli do powyższej rekomendacji dodamy ponadprzeciętną dynamikę i łatwość w kreowaniu obszernej i świetnie zagospodarowanej sceny muzycznej z realistycznymi pod względem gabarytów źródłami pozornymi, to śmiało możemy uznać, iż nawet szukając większych kolumn warto choć z czystej ciekawości rzucić okiem i uchem na Atrie II. I już na sam koniec, choć patrząc na ich cenę trudno uznać je za pardon my French „tanie” to biorąc pod uwagę fakt, jak tytułowe Rockporty grają, śmiem twierdzić, że jest to bezsprzecznie „ulgowy bilet” do świata ekstremalnego High-Endu. Bilet, na który właśnie zaczynam zapełniać świnkę skarbonkę …

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Hi-Fi Club
Producent: Rockport Technologies
Cena: 199 500 PLN

Dane techniczne
Skuteczność: 87.5 dB SPL (2.83V)
Impedancja nominalna: 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 28 Hz – 30 kHz, –3 dB
Minimalna moc wzmacniacza: 50 W
Zastosowane przetworniki:
– wysokotonowy: 1″ berylowy w falowodzie
– średniotonowy: 6″ sandwich z kompozytu z włókna węglowego
– niskotonowy: 9″ sandwich z kompozytu z włókna węglowego
Wymiary włącznie z podstawą (W x S x G): 110 x 32 x 51 cm
Waga: 68 kg / szt.

Pobierz jako PDF