1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Scansonic HD Q10

Scansonic HD Q10

Opinia 1

Gdy spojrzymy na serię fotografii, od pierwszego kontaktu wzrokowego widać, iż ta marka to typowy przedstawiciel tak zwanego nurtu Hi-Tech. A to zazwyczaj oznacza nowoczesny trend gwarantujący wysoką jakość wykonania, zaawansowanie techniczne użytych komponentów, często kojarzoną z tego typu produktami pewnego rodzaju smukłość konstrukcji, a także bardzo często – z czego notabene po trosze nasz bohater się lekko wymyka o czym za chwilę – dobrze rozumianą żywiołowość prezentacji. Kojarzycie już z czym mamy do czynienia? Tak tak, to mający już swoje dwukrotne pięć minut na naszym portalu z modelami MB5B oraz MB8B rasowy Scansonic HD. Co tym razem z portfolio tego producenta nas odwiedziło? Otóż za sprawą działań logistycznych warszawskiego Hi-Fi Systemu w moich skromnych progach pojawił się już pokaźny gabarytowo model Q10. Jak widać, jest co postawić w pokoju i przed czym zasiąść do słuchania ulubionej muzyki, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak opisać, co tak naprawdę czeka nas po jego aplikacji z posiadany tor audio.

Jak wspominałem, nasze bohaterki są wzorowym przedstawicielem nurtu Hi-Tech, dlatego w pierwszej kolejności są bardzo smukłe, w drugiej w tym przypadku stosunkowo wysokie, zaś w trzeciej wykorzystują nowoczesne węglowe przetworniki. Ale to nie wszystkie ciekawe aspekty tej konstrukcji. Otóż jako efekt walki ze szkodliwymi falami stojącymi wewnątrz obudowy jedynymi równoległymi i z tego względu płaskimi płaszczyznami są w niej podstawa i górna połać kolumny. Reszta w postaci zbiegających się ku bardzo wąskiemu tyłowi boków, frontu i rewersu są łukowate lub lekko zaoblone. To natomiast sprawia, że bryła jest nie tylko nowoczesna, ale także bardzo przyjazna dla oka. Jeśli chodzi o ich wyposażenie, w przypadku zastosowanych przetworników, mamy do czynienia z zagłębioną w lekkim falowodzie wstęgową wysokotonówką, jednym węglowym średniakiem i dwoma także na bazie węgla basowcami, w temacie strojenia dolnego zakresu pięć portów bas-refleks, w kwestii stabilizacji jednak narażonych na łatwe przewrócenie konstrukcji dwoma aluminiowymi poprzeczkami z regulowanymi stopami, zaś w zagadnieniu podłączenia do zastanego systemu pojedynczym zestawem zacisków. Tak prezentujący się zestaw smukłych panien obsługuje zwrotnica zapewniająca 3-drożność konstrukcji, która przy obciążeniu 4 Ohmów i skuteczności 88 dB pozwala im pokryć pasmo w zakresie 41 Hz – 20 kHz. Jeśli chodzi o podstawowe informacje w rozumieniu gabarytów, ich szerokość to 240 mm, wysokość 1395 mm, głębokość 500 mm, a waga jednej sztuki osiąga wartość 37.5 kg.

Jak brzmią Q10-ki? Już we wstępniaku wspominałem, iż nie powielają typowych standardów brzmienia kolumn z puli Hi-Tech, czyli nie stawiają na bezkompromisową szybkość narastania sygnału, często kosztem wagi i odpowiedniej kolorystyki kreowanego przez siebie dźwięku. Otóż będące punktem dzisiejszego zainteresowania konstrukcje w głównej mierze skupiają się na docieraniu do sedna muzykalności prezentacji. To zaś gwarantuje mocne osadzenie w masie, odpowiednie nasycenie środka pasma i unikanie nadmiernej ekspresji w jego górnych partiach. Czy to oznacza utratę witalności i radości słuchanej muzyki? Naturalnie nie. Owszem, dla typowych poszukiwaczy doznań w rodzaju zarzucania słuchacza efektami kojarzonymi z syndromem ADHD, czyli szybko i wyraziście ponad wszystko, tytułowe Scansonici mogą wydać się nieco wolniejsze. Jednak nie będzie to żaden problem, tylko efekt wyborów sekcji inżynierskiej podczas ich projektowania, gdyż naturalnym feedbackiem zwiększania masy i lekkiego uplastyczniania brzmienia najwyższych rejestrów jest pojawienie się w przekazie większej nutki spokoju, co przecież jest swoistym antonimem szaleństwa. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nadal jest wyraziste granie, jednakże z mocniejszym naciskiem na soczystość, a przez to większą namacalność rozgrywanych w naszych domostwach popisów scenicznych. Dzięki temu dostajemy bardziej dosadny w ilość kontrolowanej energii bas, kolorowy środek i dźwięczne, jednak bez prób samodzielnego brylowania w eterze wysokie tony, jednym słowem muzykę przez duże „M”, co notabene uwielbia znakomita większość z nas.
Dzięki takiemu postawieniu sprawy świetnie wypadł choćby krążek naszych jazzowych tuzów w postaci duetu Adama Bałdycha wespół z Leszkiem Możdżerem na płycie „Passacaglia”. To tak naprawdę dość trudny materiał, gdyż w przypadku choćby delikatnego przekroczenia przez system odpowiedniego poziomu nasycenia i ukulturalnienia dźwięku oba wykorzystywane w materiale instrumenty najzwyczajniej w świecie w swej ekspresji zgasną. Skrzypce mają być nośne i dźwięczne, a fortepian dostojny i lotny, co przy optowaniu systemu raczej za płynnością nie jest tak łatwe do wykreowania. Na szczęście kolumny dzięki pracy w układzie trójdrożnym, mimo jak wspominałem grania bardziej barwą i soczystością, aniżeli rozmachem, bez problemu zadbały o rozdzielczość każdego zakresu, co pokazało raz intymność, a raz werwę zawartą w każdym z zarejestrowanych utworów. Dzięki temu dostałem wszelkie odmiany zawartego w tej muzie piękna.
A co wydarzyło się na drugim biegunie wyrazistości sonicznej? Tutaj nie będę oryginalny i kolejny raz podeprę się uwielbianym AC/DC z materiałem pod nazwą „Power Up”. O dziwo mimo nieco większego pakietu wagi i nasycenia dźwięku panowie nadal emanowali odpowiedną dawką elektryczności. Naturalnie teraz z nutą mocniejszego udziału energii gitar i mocniejszej w tej samej domenie wokalizy, ale mimo delikatnego utemperowania agresji ataku i wyrazistości przekazu cały czas bez problemu bawiłem się ma maxa, a czasem nawet bardziej. Co mam na myśli? Oczywiście fakt możliwości mocniejszego podkręcenia gałki wzmocnienia jako efekt uboczny nadania przekazowi większej nutki kultury. Po takim działaniu przekaz zyskał na intensywności wpływania na moje emocje, a zawarte w muzyce przekaz bez problemu dotarł w głębsze pokłady zawsze wściekłej wewnątrz mnie duszy.

Gdzie widziałbym testowane kolumny spod znaku Scansonic HD Q10? Naturalnie wszędzie tam, gdzie potencjalny nabywca nie wymaga od dźwięku co prawda czasem lubianej, ale w wartościach bezwzględnych męczącej większość populacji melomanów nachalności projekcji słuchanej muzyki. W tym aspekcie nasze bohaterki są bezwzględne i pokażą muzykę z jej bardziej ludzkiej strony. Czy swoją ofertą zadowolą każdego? Naturalnie z przyczyn różnego wpływu każdego ze współpracujących z nimi komponentu w danym torze audio nie ma na to szans. Jednak, jeśli nie szukacie ekstremów w prezentacji, tylko możliwości łatwego zatopienia się w ulubionym materiale muzycznym, będące tematem tej epistoły konstrukcje to bardzo dobry trop do prób na własnych warunkach. Kolejny raz dodam, że trop muzykalny.

Jacek Pazio

Opinia 2

O tym, że „skojarzenia to przekleństwo” wspominaliśmy nie raz i to głównie w formie przestrogi przed zbyt bezrefleksyjnym przypinaniem łatek bazując li tylko na pozorach i właśnie skojarzeniach. Jak się jednak okazało zgodnie z klasycznym „niech pierwszy rzuci kamieniem …” (wiadoma scena ukamienowania z „Żywota Briana” jest do nieodzobaczenia) okazało się, że i sam dałem się takowym mechanizmom zwieść. Na swoją obronę mam jedynie to, że winę za ów stan ponosi poniekąd wytwórca dzisiejszego obiektu naszego zainteresowania, bowiem rekomenduje swoje kolumny jasko „szczególnie dobrze nadające się do dużych pomieszczeń, lub kina domowego”. O ile bowiem pierwszą część rekomendacji bez popijania jestem w stanie strawić, bo w końcu mamy do czynienia z pokaźnymi podłogówkami, więc nikt przy zdrowych zmysłach do 20-metrowego nano-apartamentu raczej nie powinien próbować ich wstawiać, o tyle będąca niemalże audiofilskim oksymoronem „kinodomowa rekomendacja” na poziomie blisko 65 kPLN wydaje się przysłowiowym strzałem nie tyle w stopę, co przynajmniej w kolano. To tak jakby w salonie BMW doradca klienta o 530 konnym M4 Competition w ramach zachęty potencjalnym nabywcom niezobowiązująco wspomniał, że jest to propozycja idealna dla pardon my French „bezkarkiego dresa” wrzucającego swoje drogowe ekscesy na Tik-Toka. O czym mowa? O kolejnym przejawie duńskiej myśli technicznej, czyli podłogowych kolumnach Scansonic HD Q10, którymi raczył był uszczęśliwić nas stołeczny Hi-Fi System perfidnie nic a nic o powyższych rekomendacjach nie wspominając. Skoro jednak nasze dotychczasowe kontakty w ww. marką nijakich problemów nie rodziły, to i tym razem pomimo początkowego „zdziwienia” wskazaną grupą odbiorców postanowiliśmy wziąć je na redakcyjny tapet.

Pomijając wstępniakowe dywagacje o zalecanej konfiguracji patrząc na tytułowe gościnie śmiało można uznać, że jeśli dla kogoś opisywana przez nas wcześniej propozycja w postaci majestatycznych MB8B wydawała się nazbyt przytłaczająca gabarytowo, to w firmowym portfolio Duńczyków znajdą wielce intrygującą i wyraźnie lżejszą optycznie alternatywę. 10-ki są bowiem nie tylko wyraźnie smuklejsze od swoich poprzedniczek, co właśnie dzięki „wrzecionowatej” bryle o wiele bardziej „zwiewne”. Ich zwężające się ku dołowi, górze i tyłowi korpusy z powodzeniem znikają nawet w dalekich od „halowych” metrażach a czarne umaszczenie dostarczonej na testy parki dodatkowo je „wyszczupla”. Patrząc od góry pozbawione, nawet w formie płatnej opcji, maskownic fronty mieszczą schowane w niewielkim falowodzie firmowe wstęgowy wysokotonowiec z zabezpieczoną metalową siateczką kaptonową membraną. Pod nim znajdziemy 5,25″ (15 cm) przetwornik średniotonowy a następnie duet 8″ (20cm) basowców, których membrany wykonano z włókna węglowego. Na będącej w zaniku ścianie tylnej tuż przy podstawie umieszczono w pionie klasyczne, pojedyncze terminale głośnikowe a nieco poniżej połowy wysokości imponującą baterię pięciu (!!) ujść kanałów bas-refleks o średnicy 4cm i długości 15cm każdy. Dla poprawy stabilności blisko 140 cm kolumn, które u swej podstawy mają zaledwie 19 cm wyposażono w wykonane z aluminium poprzeczki zakończone antywibracyjnymi stopami.
Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z układem trójdrożnym o skuteczności 88 dB, 4 Ω impedancji oraz częstotliwościach podziału ustawionych na 400 Hz i 2800 Hz. Czyli na upartego można próbować napędzić je lampą, ale raczej, zgodnie z zaleceniami producenta o mocy przynajmniej 50W.

Jak już podczas wcześniejszych spotkań ze Scansonicami nadmieniałem, choć Duńczycy nader odważnie eksperymentują zarówno z formą, jak i nomenklaturą swoich kolumn, to praktycznie niezależnie od serii (może poza budżetowymi L-kami) konsekwentnie trzymają się wypracowanego, firmowego brzmieniowego wzorca. I taką też szkołę reprezentują Q10-ki nader udanie łącząc obszerność i swobodę prezentacji z koherencja przekazu i nienachalnym wyrafinowaniem. Mamy zatem do czynienia z dźwiękiem nie tylko mówiąc lapidarnie „dużym”, ale i przy zachowaniu świetnej rozdzielczości kojącym. Jednak pierwszą cechą 10-ek, która niejako na starcie ustawia ich postrzeganie jest pokłosie usytuowania przetworników wysokotonowych na wysokości 130 cm i średniotonowców na 115 cm, przez co, przynajmniej na początku, trzeba przyzwyczaić się do wyraźnie … podniesionej sceny. Nie jest to jednak jakaś kuriozalna aberracja a jedynie efekt porównywalny do zajmowania miejsc w pierwszych rzędach widowni, przez co zarówno „aparaty paszczowe”, jak i dzierżone w dłoniach instrumentarium pojawiających się na scenie artystów znajdować się będzie ponad linią naszych uszu. Jak łatwo się domyślić taki sposób narracji jest niczym woda na młyn wszelakich nagrań koncertowych i operowych. Dlatego odsłuch czy to „Il Trovatore” Verdiego , czy „Symphonica” George’a Michaela na Scansonicach niebezpiecznie zbliża się do poziomu realizmu godnego, jeśli nie osobistego uczestnictwa w ww. rejestracji, to przynajmniej seansu w IMAX-ie. Dostajemy bowiem iście „kinowy” rozmach, swobodę i co charakterystyczne niezwykle intensywną prezentację wymiaru wysokości. Jak łatwo się domyślić oczywistymi beneficjentami są również nagrania dokonane w przestrzeniach sakralnych i charakteryzujących się wysokimi sklepieniami, jak daleko nie szukając „In My Solitude: Live at Grace Cathedral” Branforda Marsalisa.
Całe szczęście również i normalnym realizacjom ze Scansonicami, bądź w zależności od punktu widzenia, Scansonicom z takowym repertuarem po drodze, gdyż duńskie podłogówki z wyraźną radością lubią robić użytek z posiadanego potencjału dynamicznego, więc bujający latynoskimi rytmami „Dios Bendiga” Cypress Hill niejako z automatu powodował zwiększenie poziomu głośności do poziomów pozwalających dokładnie poznać nasze gusta okolicznym mieszkańcom. Co ciekawe nawet przy operujących tuż przy granicy komfortu dawkach decybeli ani razu nie udało mi się przyłapać Q10-ek zarówno na kompresji, jak i przede wszystkim ofensywności góry pasma. Wręcz przeciwnie, najwyższe składowe cały czas pozostawały gładkie, lekko dosłodzone i niezwykle wyrafinowane, kojące. Nie oznacza to bynajmniej braku rozdzielczości, gdyż ta była wyborna (vide Marsalis), lecz brak jakichkolwiek oznak szklistości czy ziarnistości sprawiał, że dostarczając pełen pakiet informacji nie raniły naszych zszarpanych codziennymi zmaganiami nerwów.
Na sam koniec, z kronikarskiego obowiązku, wspomnę jedynie o cesze niejako oczywistej dla Scansoniców, czyli zdolności całkowitego znikania ze sceny wzorem klasycznych monitorów, więc jeśli ktoś chciałby zostać sam na sam z Carlą Bruni i jej gitarą na „Quelqu’un m’a dit”, to tytułowe kolumny nie będą stały mu na drodze, dyskretnie usuwając się w cień i dokonując wielce skutecznej dematerializacji.

W ramach podsumowania pozwolę sobie określić Scansonici HD Q10 mianem niezwykle elegancko i przyjemnie grających kolumn, które nie wykazując ambicji operowania w ekstremach tak dynamiki, jak i wyrazistości, przedkładają nad nie komfort odsłuchu i swobodę prezentacji. Ponadto z racji swoich gabarytów a przede wszystkim wysokości na jakiej zamontowano w nich wysokotonówki warto zapewnić nie tyle im, co sobie odpowiedni dystans do miejsca odsłuchowego, żeby nie musieć przy każdym odsłuchu zbytnio zadzierać głowy.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Hi-Fi System
Producent: Scansonic HD
Cena: 64 500 PLN (Black); 73 100 PLN (Walnut)

Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, podłogowa, wentylowana
Pasmo przenoszenia (-6 dB): 41 Hz – 20 kHz
Impedancja: 4 Ω
Skuteczność: 88 dB
Częstotliwości podziału zwrotnicy: 400 Hz, 2800 Hz
Zastosowane przetworniki:
– wysokotonowy: wstęgowy
– średniotonowy: 5,25″
– basowy: 2 x 8″
Zalecana moc wzmacniacza: min. 50 W
Wymiary (S x W x G): 240 x 1395 x 500 mm
Waga: 37,50 kg

Pobierz jako PDF