Opinia 1
Chyba nikt nie podniesie larum, gdy wygłoszę tezę, iż będąca tematem spotkania Francuska marka jest ze wszech miar ikoniczna. Owszem, przez lata mogąca pochwalić się pewnego rodzaju skądinąd bardzo rozpoznawalnym sznytem brzmieniowym, ale to przecież jedna z najbardziej podstawowych składowych ogólnoświatowej rozpoznawalności. Rozpoznawalności opartej dodatkowo na takich cechach, jak wieloletnie utrzymanie się na rynku oraz dzięki zapewnieniu wysokiej jakości oferowanego brzmienia zakorzenienie się w świadomości klientów jako brand tak zwanego pierwszego wyboru. I nie mówcie, że tak nie jest, bowiem dosłownie w każdej kuluarowej rozmowie, gdy szuka się zbieżnej z tym podmiotem estetyki prezentacji, zawsze pada jego nazwa. Mowa naturalnie o francuskim producencie kolumn Triangle, z oferty którego za sprawą białostockiego Rafko dzisiaj spojrzymy na bardzo przyjazny cenowo model Solstice 8.
Tytułowe zespoły głośnikowe to niewielkie podłogówki. Jednak to nie oznacza potraktowania ich po macoszemu, gdyż jak przystało na ten brand w kwestii aparycji są wzorem do naśladowania. A powodem takiej oceny jest ich wzorowe wykończenie ładną sztuczną okleiną wspierane zastosowaniem nie tylko odpowiednio dobrze ze sobą współpracujących elektrycznie, ale także estetycznie wyglądających przetworników. Ale w tym konkretnym przypadku to nie koniec godnych do naśladowania ciekawostek. Mam na myśli fajne rozwiązanie portu strojenia dolnego zakresu, który w formie poprzecznego otworu w dolnej części skrzynki dmucha w ukierunkowującą wylot tłoczonego powietrza ku przodowi metalową podstawę kolumny. Dzięki temu za jednym zamachem konstruktorzy upiekli dwie pieczenie, gdyż po pierwsze takie rozwiązanie daje w miarę stabilne zachowanie się tego zakresu bez względu na ustawienie kolumn w danym pomieszczeniu, a po drugie bryła nie jest „oszpecona” zawsze burzącą wizualny spokój konstrukcji mniejszą lub większą, a czasem nawet powieloną w kwestii ilości dziurą. Jeśli chodzi o garść najistotniejszych technikaliów, model Solstice 8 wykorzystując 4 przetworniki może pochwalić się pracą w formie trójdrożności, pokryciem pasma w zakresie 38 Hz – 22 kHz oraz skutecznością pracy na poziomie 91 dB przy obciążeniu 8 Ohmów. Jeśśli chodzi o rozmiary, mamy do czynienia z konstrukcjami nieco ponad metra wysokości i wagą trochę ponad 30 kg sztuka. Jak wynika z powyższego opisu, są to kolumny stroniące od wyczynowości, co daje podstawy do wnioskowania, iż cała para konstruktorów została przekuta w ich brzmienie, co oczywiście postaram się Wam przybliżyć w kolejnych akapitach.
Pamiętacie, jak we wstępniaku pisałem o wieloletniej rozpoznawalności tej marki przez pryzmat estetyki podania muzyki? Oczywiście miałem na myśli wyrazistość prezentacji poprzez akcentowanie swobody kreowania górnych rejestrów i doświetlenie wyższej średnicy, a przez to pewnego rodzaju żywiołowość wizualizowania muzycznego świata. Otóż od jakiegoś czasu marka nieco zmienia kurs i stara się nieco ocieplić przekaz, czego byłem „nausznym” świadkiem podczas kilku ostatnich sesji testowych konstrukcji spod tego znaku. Jednak co by o tym nie mówić, dotychczas były to zmiany raczej kosmetyczne. Tymczasem dzisiaj opiniowane konstrukcje w tej kwestii poszły znacząco dalej, gdyż Solstice 8 na tle wcześniejszych obserwacji są nad wyraz krągłe i unikające zbędnego epatowania wysokimi tonami. Są po prostu orędownikami dobrego osadzenia w masie, a dzięki planowanemu tonowaniu ekspresji wysokich tonów soczyste i przez to bardzo płynne w odbiorze. Jaki jest powód takiego pomysłu na dźwięk? Naturalnie na 100% nie wiem, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa myślę, iż jest to chęć zaproponowania użytkownikom kolumn potrafiących poradzić sobie z elektroniką bardzo mocno stawiającą na usilne doświetlanie słuchanego materiału. Obecnie panuje moda na pokazywanie dosłownie i w przenośni wszystkiego, co zostało zapisane w nim zawarte bez względu na jakość, co w wielu przypadkach jest męczące lub wręcz nachalne. Dlatego też myślę, wróć, twierdzę, iż lekiem na to zło mają być właśnie dzisiejsze bohaterki. Fajnie stonowane, ale nie popadające w nudę, tylko umiejętnie stawiające na soczysty, lekko ciemnawy, za to bardzo muzykalny i oferujący przy tym odpowiednią swobodę przekaz. A gdy do tego dodamy filigranowość pozwalającą na przysłowiowe znikanie kolumn z pomieszczenia odsłuchowego, mamy idealną receptę na w pierwszej kolejności ujarzmienie elektroniki, a w drugiej wykreowanie przyjemnego i po zamknięciu oczu niezaburzonego w odbiorze świata muzyki. I nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał, że dzięki estetyce brzmienia kolumn świata fajnie zaprezentowanego bez względu na poziom głośności, jaki lubimy sobie zadać podczas eksplorowania posiadanych zasobów płytowych. Tych z mocnym energetycznym i ekspresyjnym wykopem spod znaku rockowych popisów, ale też tych z nutą melancholii w kodzie źródłowym w repertuarze barokowym lub jazzowym. A taka uniwersalność jest możliwa dlatego, że przy wszystkich opisanych zabiegach upłynniania dźwięku inżynierowie nie przekroczyli cienkiej linii zbytniego uspokojenia prezentacji. Owszem, jest soczysta i raczej unikająca doświetlania, jednak nadal pokazująca fajny timing i lekkość wizualizowania ulubionych płyt. A to przecież podstawowe cechy pozwalające słuchaczowi na wejście w dany materiał bez jakichkolwiek ograniczeń. A przypominam jeszcze, że rozprawiamy o naprawdę niedrogich kolumnach, co tylko udowadnia moją tezę, iż Triangle to marka ikoniczna, bo potrafiąca zaoferować coś ciekawego na każdym pułapie cenowym, a nie tylko na szczycie cennika.
Gdzie sytuowałbym nasze bohaterki? Po pierwsze naturalnym środowiskiem jest set oparty na bardzo ekspresyjnej elektronice. Solstice 8 utemperują drzemiącą w niej, zazwyczaj zbędna nadpobudliwość, dzięki czemu uzyskamy idealnie zbalansowany w kwestii masy, barwy i otwartości przekaz muzyczny. Ale nie widzę również najmniejszego problemu w łączeniu tytułowych kolumn z zestawami neutralnymi, a nawet rozsądnie osadzonymi w masie. W pierwszym przypadku lekko pokolorują świat muzyki, a w drugim nawet jeśli dodadzą coś od siebie, nie powinny popsuć ogólnego odbioru, tylko nieco przesunąć go w czasem oczekiwaną, bo bardziej emocjonalną od strony magii na bazie esencjonalności stronę. Abstrahując jednak od wszystkiego, opisane francuskie kolumny naprawdę warte są swojej ceny i jeśli jesteście na rozstaju dróg w temacie zespołów głośnikowych, powinniście się z nimi osobiście zapoznać.
Jacek Pazio
Opinia 2
Zgodnie z maksymą Panta rhei oznaczającą ciągłą zmianę otaczającego nas świata a tym samym iluzoryczność stałości, zmienia się wszystko – począwszy od upływającego czasu, poprzez oczekiwania rynku, na gustach indywidualnych odbiorców skończywszy. Dlatego też pewne, dotyczące m.in. „firmowych sygnatur” tezy śmiało możemy uznać za mniej, bądź bardziej zdezaktualizowane i odłożyć do lamusa. M.in. te o „zadziorności i charakterności” Triangli, które jeszcze „raptem” 30-20 lat temu można było albo bezgranicznie kochać, albo szczerze nienawidzić gdyż jakiekolwiek przejawy obojętności raczej w grę nie wchodziły. Tymczasem od pewnego czasu Francuzi z nieco nieokrzesanych buntowników coraz bardziej się cywilizowali a tym samym coraz odważniej wchodzili w tzw. mainstream. I właśnie z takim przypadkiem, dzięki uprzejmości białostockiego Rafko w ramach dzisiejszego spotkania przyjdzie nam się zmierzyć, gdyż zgodnie z deklaracją producenta stanowiąca punkt wyjścia seria Solstice jest następcą chyba najlepiej znanej we francuskim portfolio linii Esprit a tym samym ma łączyć ponadprzeciętne walory brzmieniowe z łaskawymi dla domowych budżetów cenami. W dodatku tytułowe 8-ki są bezpośrednimi następcami „kultowych” (przynajmniej w pewnych kręgach) Antali EZ i niejako przystawką przed jubileuszowymi 40th Anniversary. Jeśli zastanawiacie się Państwo cóż tym razem ekipa z Villeneuve-Saint-Germain wymyśliła nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na spotkanie z urodziwymi, acz zaskakująco budżetowymi kolumnami podłogowymi Triangle Solstice 8.
Korpusy Solstice 8 pokrywa drewnopodobna, acz uczciwie trzeba przyznać, że nader udanie imitująca naturalną okleina. W przypadku dostarczonej na testy parki był to Teak a do wyboru jest r…ównież biała brzoza i nieśmiertelna biel oraz black ash. Jedyne zastrzeżenia, w dodatku czysto subiektywne, pozwolę sobie mieć do maskownic, które w bliżej nieokreślonym brązie najdelikatniej mówiąc nie zachwycają a biorąc pod uwagę, iż materiał nie został na nich wystarczająco mocno naciągnięty, zauważalnie faluje. W związku z powyższym nie chcąc psuć efektu finalnego pozwoliłem sobie pominąć ich obecność na zdjęciach. Nie powiem, żebym miał z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia, bo jeszcze nie spotkałem się z przypadkiem, żeby maskownica poprawiała brzmienie kolumn, tym bardziej, że zestaw wykorzystanych przez Triangle w Solstice 8 prezentuje się nad wyraz atrakcyjnie i nie ma sensu ukrywać go przed światem. Górę pasma obsługuje nowo opracowany 25 mm aluminiowo-magnezowy głośnik tubowy TZ2540 MG, za średnicę odpowiada 160 mm celulozowy mid-woofer o białej membranie i stożkowym korektorze fazy a bas przypadł w udziale parze 160 mm papierowych wooferów. Kosze wszystkich przetworników osłonięto silikonowymi pierścieniami o gęstym, promienistym wzorze, którym towarzyszą dekoracyjne, już aluminiowe szampańskie ringi. Podobną fakturę ma szyld na jakim na ścianie tylnej zamontowano świetnej jakości masywne, podwójne terminale głośnikowe. Kolumny wyposażono w ciężkie, żeliwne cokoły, które nie tylko odchylają wykonane z MDF-u korpusy o 2°, co pozwalają na mechaniczne wyrównanie centrów akustycznych przetworników i optymalizuje spójność czasową docierających do słuchacza dźwięków. Ponadto owe cokoły pełnią jeszcze jedną rolę. Otóż kierują i rozpraszają powietrze opuszczające zamontowany w podstawie „laminarny port szczelinowy” (system Hidden Air Flow), czyli autorską wariację nt. klasycznego bas-refleksu.
Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z konstrukcją trójdrożną, której skuteczność ustalono na 91 dB, co przy 8 Ω daje całkiem spore szanse na udany ożenek z nawet niezbyt mocnymi wzmacniaczami lampowymi.
A jak z brzmieniem? Powiem szczerze, że biorąc pod uwagę budżetowość tytułowego modelu zachodziłem w głowę ile w ich sygnaturze jest z otwierających katalog Borea a ile z liczącego kilka dekad dziedzictwa. Odpowiedź na powyższe dylematy jest dość oczywista i otrzymujemy ją niemalże od pierwszych taktów dobiegających z nich dźwięków. Czemu niemalże? Cóż, kolumny mają to do siebie, że „niegrane” wracają praktycznie do ustawień fabrycznych, więc czy to po podróży, czy też dłuższym bezrobociu wypada dać im kilkanaście-kilkadziesiąt godzin na akomodację i rozruch. Tak też było z naszymi gościniami, które mając zupełnie nieznany „przebieg” przed krytycznymi odsłuchami dostały solidny wycisk grając dzień i noc „budapesztańskie melodie” serwowane przez BDPST ROCK Rádió. Po takiej rozgrzewce okazało się, że nie dość, że 8-ki nijakich krzyków i wrzasków się nie boją, co ciężki rock jest ewidentnie po ich myśli, więc bez najmniejszych problemów radzą sobie zarówno z epickimi spiętrzeniami dźwięków, jak i z daleką od przysłowiowej krainy łagodności ekspresją serwowanego materiału. O ile jednak w starszych pokoleniach Triangli heavy-metal zazwyczaj brzmiał jak piłowanie kostki brukowej i granitowych krawężników, tzn. kolumny jeńców brać nie miały w zwyczaju wwiercając się w nerwowe synapsy bezpardonowa górą i podrażniając skórę szorstkością „papierowej średnicy”, o tyle Solstice 8 stawiają przede wszystkim na komunikatywność i o zgrozo „organiczną koherencję” przekazu. Ba, w pierwszej chwili można wręcz ulec wrażeniu, że nawet na „Legacy” Five Fingers Death Punch tytułowe Triangle grają „ciemno” i „kremowo”. To jednak tylko złudzenie, w dodatku wywołane m.in. wspomnieniami i pamięcią o pra-przodkach, bowiem liniowość charakterystyki aktualnej generacji francuskich kolumn na tyle odbiega od „V”-ki protoplastów, że „dysonans poznawczy” wymaga chwili na zresetowanie. Kiedy jednak wyzbędziemy się stereotypowych oczekiwań okaże się, że 8-ki grają po prostu uniwersalnie i co tu dużo mówić świetnie. Pierwsze skrzypce gra w nich średnica i to jej przewodnictwo uznaje zarówno pełna blasku, acz pozbawiona nawet najsłabszych oznak agresji góra, jak i stawiający na timing, lecz zarazem kuszący przyjemną miękkością bas. To brzmienie nastawione na komfort odbioru, lecz dalekie od asekuracyjnej zachowawczości, czy też nudnej poprawności, bo Triangle nadal stawiają na rozmach i ekspresję, lecz w ich ucywilizowanej postaci, gdzie górne rejestry łapią za ucho ekspresją a jednocześnie nawet nie zbliżają się do granicy komfortu. Złota góra i komfort w Trianglach? A jakże, wystarczy tylko sięgnąć po „IV” Brass Against, by na własne uszy przekonać się, że nie taki diabeł straszny jak go malują a tym samym trzy kwadranse z dęciakami we francuskim wydaniu wcale nie muszą kojarzyć się z sesją muzykoterapii w kurorcie Guantánamo.
A wracając na chwilę do średnicy, to wokale tak Sophii Uristy, jak i Agnes Obel („The Meaning of Flowers”) pomimo przyjemnego, lekko słodkiego wysycenia nie zostały pozbawione zadziorności i natywnej „chrypki”, przez co uniknęły zbytniej cukierkowatości i spolerowania. Z równą atencją zostały potraktowani panowie, więc ani Tom Waits („Bad As Me”) ani Leonard Cohen („You Want It Darker”) nie podążali w stronę jedwabistości Michaela Bublé’a charakteryzując się odpowiednim tembrem, właściwą granulacją „chrypki” i podskórnym mrokiem. Skoro jednak wspomniałem o Cohenie, to na swoim ostatnim albumie legendarny bard przemycił genialne wręcz partie basu, które na Trianglach nie tyle kradły cały show, co stawały się jednym z jego kluczowych składowych ewoluując z czysto rytmicznej roli do kluczowego szkieletu kompozycji. Znanym jedynie sobie sposobem Solstice 8 trzymając najniższe składowe w ryzach z niezwykłą gracją i pietyzmem oddawały ich (składowych) fakturę, konsystencję i sprężystość, co na tym pułapie cenowym nie zdarza się zbyt często, żeby nie napisać „nigdy”. A to było przecież niewinne plumkanie, więc proszę sobie wyobrazić a jeszcze lepiej na własne uszy się przekonać z jakim entuzjazmem a zarazem zdroworozsądkowym umiarem brzmią na Trianglach iście infradźwiękowe doom-jazzowe eksperymenty na „BADBADNOTGOOD – BBNG2”.
W ramach podsumowania nie pozostaje mi nic innego jak tylko stwierdzić, iż Triangle Solstice 8 są niezbitym dowodem na to, że czasem warto wyjść z własnej strefy komfortu i zerknąć, rzucić uchem, na segment wydawać by się mogło dawno „przerobiony” i z oczywistych, w tym finansowych względów ustępujący aktualnemu obszarowi zainteresowań. Okazuje się bowiem, że francuskie „budżetówki” nie dość, że wizualnie nie mają się czego wstydzić, to przede wszystkim ich odsłuch nie nosi znamion samoumartwienia i nie oznacza daleko posuniętego kompromisu. Jeśli zatem rozglądacie się Państwo za kolumnami po prostu dobrze i atrakcyjnie grającymi przy jednoczesnej optymalizacji posiadanego budżetu, to śmiem twierdzić, że bardzo sensowną opcją wydaje się zakup tytułowych 8-ek a zaoszczędzone środki z powodzeniem można przesunąć na wyższej klasy wzmocnienie, bo jak dane nam było na własne uszy się przekonać takie towarzystwo bardzo dobrze Trianglom służy.
Marcin Olszewski
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Rafko
Producent: Triangle
Cena: 9 395 PLN
Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, podłogowa, wentylowana
Zastosowane przetworniki:
– Głośnik wysokotonowy: 25 mm kopułka aluminiowo-magnezowa TZ2540MG
– Głośnik średniotonowy: 165 mm membrana z włókien celulozowych
– Głośnik niskotonowy: 2 x 165 mm
Impedancja: 8 Ω
Skuteczność: 91 dB
Moc ciągła (RMS): 130W
Pasmo przenoszenia: 38 Hz – 22 kHz (+/-3dB)
Wymiary (W x S x G): 1075 x 308 x 394 mm
Waga: 30.4 kg /szt.
Dostępne wersje wykończenia: Biały, Black Ash, Biała brzoza, Teak