1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Audio Video Show 2023 cz.4

Audio Video Show 2023 cz.4

No dobrze. Jak zapewne wielu z Was doskonale wie, od pierwszej odsłony wystawy Audio Video Show – niegdyś AUDIO Show – minęło już 27 lat, zatem przyszedł czas na huczne ogłoszenie jej okrągłego dwudziestopięciolecia bytu na tym padole ziemskim. Tak, tak 25-lecia, bowiem dwa stracone lata niczym Hydra lernejska brutalnie wyrwał nam z życia zaskakująco kreatywny w kwestii mutacji, wielogłowy Covid-19. A jeśli tak, to z automatu nasuwa się pytanie, czy owa rocznicowa edycja pokazała się z jakiejś szczególnej strony? Czy zanotowała progres, stagnację, a może podobnie do problemów gospodarki złowieszczy regres? Na szczęście opisywaną dzisiaj, nieco wyczerpującą psychicznie – wielu wystawców grało zbyt głośno, niestety również fizycznie – noszenie kilkukilogramowego aparatu po trzech rozbudowanych powierzchniowo miejscach prezentacji nie jest przysłowiową bułką z masłem, na szczęście zawsze niecierpliwie oczekiwaną trzydniówkę rozpocząłem od oficjalnej konferencji prasowej i wiem, że kolejny raz była okazją do pobicia rekordu od samej ilości wystawców począwszy, przez liczbę prezentowanych brandów, na udostępnionej puli pomieszczeń wraz z tak zwanymi open-space’ami skończywszy. Jak wypada to w liczbach, tego nawet nie próbowałem zapamiętać, jednak fakt jest faktem, impreza z roku na rok się rozkręca. Na tyle prężnie, że jestem w stanie wygłosić tezę, iż prawdopodobnie jedynym hamulcem w dogonieniu największych w Europie, majowych monachijskich targów przez rodzime show jest brak miejsca na wydawałoby się posiadającym nieograniczoną przestrzeń wystawienniczą PGE Narodowym. Niestety większość pomieszczeń jest wykupiona i temat rozbija się o brak zgody na wynajęcie swoich własności przez włodarzy lokali. Jednak bez względu na wszystko, cieszmy się z tego co mamy i co opisywany dzisiaj wystawowy miting o tematyce audio jest w stanie nam zaoferować. A zapewniam, jest bardzo dużo, co w kilkudziesięciu krótkich i luźnych refleksjach jak co roku postaram się Wam przekazać. Niestety z prozaicznych powodów typu: wieczny tłum, szaleństwo wolumenu prezentowanego systemu, czy niespecjalnie poruszająca mnie jakość oferowanego dźwięku – zaznaczam, że ostatni bodziec zwalam na brak szczęścia na posłuchanie odpowiedniego materiału muzycznego – nie będzie to pełny przekrój mających swój udział w imprezie podmiotów. Ale spokojnie, te co się znalazły, potrafiły pokazać to coś, co było warte pochylenia się nad nimi w mojej relacji. Czasem był to wynik czystego przypadku, jak sugestywne zaproszenie przez wystawcę, innym razem pozytywnie odebrana chęć potwierdzenia wcześniejszych doświadczeń z testów we własnych okowach, a czasem dobiegające z korytarza fajne, bez znaczenia, że obarczone ewidentnym sznytem brzmienia podanie materiału muzycznego, ale zawsze pojawienie się czegoś w poniższym słowotoku było feedbackiem zrobionego na mnie pozytywnego wrażenia. To jak, gotowi? Jeśli tak, zatem zaczynamy.

Premium Sound
Ten pokój w moich planach jawił się jako stuprocentowy pewniak. A powodem tego stanu rzeczy było posłuchanie w innych niż własne warunkach lokalowych dumnie stojącej na bogato wyposażonym w elektronikę rack-u (Lumin, Esoteric, Audia Flight), najnowszej konstrukcji spod znaku Benny Audio. Podmiotu, którego byt na tym trudnym rynku nie był zainicjowany li tylko pozwalającym ciąć koszty produkcji posiadaniem własnego parku maszynowego, czy przekonaniem, że po wielu latach bycia audiofilem oraz niczym Chuck Noris po dwukrotnym przeczytaniu całego internetu od dechy do dechy jest się znakomitym konstruktorem, tylko z racji zajmowania się na co dzień zagadnieniami technicznymi poza możliwością policzenia na stole kreślarskim zakładanych wartości, sprawdzenie wyniku w starciu z kompletem drobiazgowych pomiarów każdego prototypu, co dla wielu tego typu osobników z dużą dozą pewności jest całkowicie obce. Skąd znam proces powstawania tego komponentu? Naturalnie z jednego z wielu organizowanych przez konstruktora w tym roku wykładów podpartych nie tylko liczbami, ale również istotnymi wykresami i lokowaniem ich w tabeli w odniesieniu do światowej konkurencji. Co powstaje w tak drobiazgowy sposób? Naturalnie chodzi o będący swoistą nowością na rynku gramofon Odyssey, który na tę wystawę po zakończeniu procesu testowego trafił bezpośrednio ode minie. Procesu bardzo owocnego w pozytywne wnioski, co za kilka dni będę miał przyjemność opublikować. Jak zatem w odniesieniu spotkania w domu odebrałem występ z wystawy? To oczywiście zasługa przygotowanej przez Premium Sound kompletnej konfiguracji sprzętowej od wspomnianych wcześniej komponentów na stoliku, po dumnie prezentujące się Litewskie kolumny AudioSolutions, ale wszystko brzmiało w bardzo zbliżony do osobistego podejścia sposób. A chodzi o spójność przekazu, od mocnego, bogatego w pakiet informacji dolnego zakresu, przez gęstą, daleką od efektu zlania w jedna pakę średnicę, po nienachalne, jednak pełne witalności wysokie tony. Muzyka wybrzmiewała dostojnie, umiejętnie stroniła od wyczynowości, dzięki czemu nie tylko nie męczyła, ale wręcz zachęcała do pozostania w tym pokoju jak najdłużej. Oj posiedziałem w nim, posiedziałem.

Horn
Co mogę powiedzieć na temat tej prezentacji? Otóż, to jest ewidentny przykład, jak skonstruować produkt mogący pochwalić się może nie wybitnym, ale w wartościach cena/jakość z pewnością znakomitym dźwiękiem. Do czego piję? Już zdradzam. Gdy na samym początku wystawy Marcin poinformował mnie, że zaraz po niej jest szansa na ugoszczenie widniejących na zdjęciach, notabene będących nowością, co ciekawe na tle testowanych na naszych łamach flagowcach Kore z racji o połowę niższej ceny mających trafić pod tak zwane strzechy kolumn Dali Epikore 11, bazując na znakomitym występie poprzedników byłem bardzo podekscytowany. Emocje wzrosły jeszcze bardziej, gdy ów fakt potwierdził mijany w piątek w podziemnym parkingu PGE Narodowego szef działu handlowego. Niestety, a może patrząc na to od strony jakości brzmienia stety, temat szybkiego testu umarł już drugiego dnia. Powód? Z pozoru banalny, gdyż najzwyczajniej w świecie tak jak stały, zostały sprzedane, ale jakże dobrze pokazujący, że do niedawna uważana za producenta kolumn z tak zwanego segmentu Hi-Fi marka potrafi radzić sobie na poziomie High Endu – kolumny kosztują 200 tys para. Co moim zdaniem zauroczyło szczęśliwego nabywcę? Powodów jest kilka. Pierwszym jest niebanalny, ale przy okazji nienachalny wygląd. Drugim jakość wykończenia. Zaś trzecim brzmienie. Duże, a przy tym swobodne, bez poczucia wysilenia, pełne energii w dole, nasycone w środku i otwarte na górze. A co najistotniejsze, w estetyce poszukiwania muzyki w muzyce, a nie rozdrabniania na czworo, dlatego nie zdziwił mnie fakt tak szybkiej decyzji zakupowej przez zauroczonego już na wystawie, a co dopiero we własnych czterech kątach nabywcę.

SoundClub
Jak widać na obrazkach, w tym roku tytułowy dystrybutor zaprezentował nowo wprowadzone do oferty kolumny Goebel. Kolumny bardzo dobrze znane mi z wystaw w Monachium. To zawsze jest bezkompromisowe brzmienie. Na tyle wyraziste, że trzeba uważać, aby swoją energią nie rozniosły pomieszczenia. Jednak żeby nie było, nie piszę tego w celu deprecjonowania produktu, tylko uświadomienia, iż mamy do czynienia z czymś wyjątkowym. O co w tym graniu chodzi, mieliście próbkę podczas tej wystawy. Moc, energia, bezpośrednie uderzenie, wyrazisty rysunek, a wszystko pod znakomitą kontrolą i z godną pozazdroszczenia szybkością narastania sygnału. Jednym słowem, w dobrym tego słowa znaczeniu kolumny dynamit. Co ciekawe na tyle w pełni do ujarzmienia, że podczas warszawskiego występu mimo moim zdaniem zbędnego użycia dodatkowych modułów basowych, wszystko było w pełni kontrolowane – czytaj: bez buły. Być może dla kogoś z Was to był zbyt wyrazisty pokaz, ale uspokajam, taki miał być. Pełen zaskoczeń i nieprzewidywalnych pokładów ekspresji. Do lubianego tak zwanego plumkania SoundClub ma inne kolumny. Tutaj chodziło o planowy opad szczeny i taki moim zdaniem znający się na dobrym dźwięku osobnicy tak jak ja zaliczyli. Naturalnie niebagatelne znaczenie w pokazie miał zestaw plikowy hiszpańskiego WADAX-a i wzmocnienie amerykańskiego Bouldera, ale wiedząc z poprzednich wystaw co potrafi przywołana elektronika, zamierzenie w opisie skupiłem się jedynie na nowości w ofercie warszawiaków.

Audiofast
Jak pewnie się domyślacie, głównym aktorem tego pokazu była nowa integra Gryphona, czyli zaanonsowany w maju Diablo 333. W Warszawie grał z trzema różnymi źródłami – streamer, CD-ek i gramofon, z których na szczęście w mojej obecności wykorzystywany był ten ostatni. Dzięki temu na ile to na podobnych event-ach jest możliwe, mogłem porównać występ z prezentacją z firmowymi kolumnami Gryphona EOS-2 w podobnym rozmiarze w Monachium. Efekt? Moim zdaniem najnowszy Diabeł pokazał się z podobnej, bardzo dobrej strony, z tą tylko różnicą, że u nas słychać było ewidentny sznyt grania współpracujących z nim Wilson Audio – posmak celulozy, a przez to będące pokłosiem tego rodzaju membran przetworników unikanie nadmiernej ekspresji, gdy tymczasem z firmowymi zespołami głośnikowymi w pierwszym podejściu do tego wzmacniacza, właśnie dzięki braku ograniczeń temperujących zaskakujące pokłady wyrazistości – nie mówię tutaj oczywiście o zniekształceniach, tylko swobodzie pokazywania witalności prezentacji – dla mnie muzykę cechował większy temperament. Lubię odpowiednio podaną nieobliczalność, dlatego gdy to, co zastałem w pokoju Audiofastu było dla mnie równie dobrym, ale jednak nieco zachowawczym potwierdzeniem możliwości 333-ki, w konglomeracie z kolumnami stajni Diablo ewidentnym podstemplowaniem dawniej przyznawanej tylko najlepszym wyrobom pieczątki z jakością „Q”. Ale zaznaczam, wtedy i teraz było ok, tylko z uwagi na inny rodzaj kolumn w innej estetyce.

Ferrum Audio, Metrum Lab
Ostrzegam, niech nie zmyli was wyposażenie tego pomieszczenia, bowiem nie chodziło w nim o chwalenie się dostojnym Gryphonem Antileonem, tylko pokazanie świetnie wyglądających, co istotne, w obecnych czasach zapotrzebowania na desktopowe konstrukcje, niewielkich gabrytowo urządzeń od zasilaczy, przez źródła po przetworniki. Oczywiście w tym przypadku mówię o rodzimej marce Ferrum Audio. Jednak naturalnym jest, że bez odpowiednich kolumn sama nie byłaby w stanie wygenerować dźwięku dlatego tworząc wystawowy i soniczny konglomerat do pełnowartościowego dźwiękowo teamu dołączył ze swoimi wielogłośnikowymi konstrukcjami specjalista od między innymi działań, w zakresie modnej w tych czasach kriogenizacji urządzeń i akcesoriów audio Metrum Lab. Dla mnie to był zestaw pełen kontrastów. Małe pudełeczka kreujące sygnał, wielki piec wzmacniający ich mrówczą pracę, a na końcu również pokaźne aparycyjnie kolumny. Efekt? Byłem kilka razy, dlatego udało mi się zaliczyć prezentacje z dwoma rodzajami zasilaczy – jedną od Ferrum Audio, a drugą od Metrum Lab. Dwie nieco się różniące w kwestii nasycenia i plastyki, ale obydwie nacechowane pewnego rodzaju lekkością dobiegającej do mnie muzyki. Osobiście pewnie bym ją nieco kolokwialnie mówiąc „podtuczył”, ale z obserwacji co chwila zapełniających pokój gości wynikało, iż wielu z nich brzmienie tak skonfigurowanego zestawu się podobało. A, że to wolny kraj i każdy może pokazać swój punkt widzenia, dlatego szanując opinie innych z mojej strony nie jest to ocena tytułowych wyborów w sensie stricte, tylko opis zapamiętanych doznań.

Horn
Zapewniam, to co w tym pokoju zaprezentował Horn zawsze jest w dobrym tego zwrotu znaczeniu jazdą bez trzymanki. Dwa znakomicie uzupełniające się światy. Mocny, esencjonalny, będący wzorem dla całej branży piewca tak zwanego PRAT-u, czyli brytyjski specjalista od elektroniki Naim Audio oraz pełne ekspresji, wymagające wiedzy z czym je ożenić, za co fantastycznie potem się odwdzięczają francuskie kolumny Focal Audio. A jeśli zawsze, chyba nikogo nie zdziwi fakt mojego kolejnego zafascynowania przygotowanym pokazem. Ze znacznie mniej zaawansowanego technicznie zestawu, aniżeli niegdyś przybyłego do mnie po wystawie flagowego Naima Statement i drugich od góry w cenniku Focal Stella Utopia, ale pokazującego te same, bardzo ważne do identyfikacji szkoły grania tego tandemu aspekty. Jakie? To oczywiście jest połączenie przywołanych przed momentem cech każdego producenta, czyli nieposkromiona energia, wyraziście rysowane źródła pozorne, bezpardonowy atak i rozmach kreowania wirtualnej sceny. Żadnego pitu pitu, tylko ogień w najczystszej postaci. Ktoś raczy kręcić nosem? Oczywiście może, ale to będzie oznaczać, że takie granie nie jest jego bajką, a nie jakikolwiek problem zestawu. Zabawy w mizianie muzyką należy szukać gdzie indziej, gdyż zestaw Focala z Naimem raczej nie jest typem miękiszona. To konkretny, stawiający na dobrze rozumianą wyczynowość soniczny tandem. Na tyle fajnie delikatnie dający się podkręcić w swoim kierunku brzmieniowym, że gdybym w czasie testu wspomnianego Statementa ze Stellami bawił się w zestawy audio na obecnym poziomie, pewnie ów set nie wyjechałby ode mnie z domu. Tak tak, to świetne, rozpoznawalne od pierwszego momentu, jak zaznaczałem na początku, wymagające konfiguracyjnej wiedzy – mowa o okablowaniu i wszelkiej maści akcesoriach – brzmienie. Na koniec zakulisowa ciekawostka. Czy ktoś z Was będąc pierwszego i potem drugiego lub trzeciego dnia zauważył lekkie przearanżowanie brzmienia systemu? Tak? Nie? Zapewniam, że grał inaczej, gdyż w sekcji streamowania muzyki zastosowano inny kabel zasilający. Nie zauważyliście? Nawet wiem dlaczego. Po prostu ta konfiguracja nie pozwala oderwać się od sedna muzyki, żeby próbować analizować, poszczególne aspekty. Po prostu ją na swój sposób materializuje.

Nautilus
Jak wskazuje seria zdjęć, również tym razem w jednym z kilku pokoi krakowskiego Nautilusa po raz kolejny wystąpiła wyznaczająca standardy najlepszego grania konstrukcja estońskiego Estelona. Co prawda nie był to pozwalający dopasować wysokość sekcji średnio-wysokotonowej do zajmowanego miejsca odsłuchowego – ruchoma główka – tak zwany flagowiec w postaci Estelon Extreme Mk II Bronze Royale, tylko zajmujący pierwsze miejsce w podstawowym cenniku, obecnie limitowany z okazji rocznicy seryjny model Estelonami Forza. Jednak co jest znamienne, w obydwu przypadkach niekłamanym sukcesem dystrybutora było udane napędzenie kolumn elektroniką od japońskiego specjalisty Accuphase. Nieco nowszymi konstrukcjami, jednak równie dobrze, jeśli nie lepiej radzącymi sobie z przecież wymagającymi znakomitego nie tylko jakościowo, ale również bardzo wydajnego mocowo sygnału kolumnami Estelona. Jakie to ma znaczenie? Proszę spojrzeć na wykorzystane przetworniki. To przecież oczekujące dobrego prowadzenia przez zestaw audio niemieckie Accutony. I jeśli im to zapewnimy, tak jak w przypadku tegorocznego występu kolumn Forza jesteśmy skazani na sukces. Sukces oparty o swobodę wypełniania dobrym brzmieniem nawet tak dużych, jak wystawowa sala konferencyjna pomieszczeń. Bez popadania w nadpobudliwość, z dobrym wyważeniem ilości i esencji basu oraz gorącą średnicą. Nic, tylko usiąść i delektować się nawet najbardziej emocjonalną muzyką. A przecież rozprawiamy o sekcji środka i góry pasma akustycznego obsługiwanej przez twardy diament i ceramikę, co pokazuje, że chcąc uzyskać interesujący dla uczestników pokazu dźwięk, dobrze jest wiedzieć co z czym połączyć i naturalnie posiadać to w swojej palecie urządzeń. A jak widać na wystawowym przykładzie, panowie z Krakowa bez problemu tym dysponują.

Grobel Audio
Tak jak co roku i tym razem wspomniany wystawca Grobel Audio połączył siły z producentem kolumn i lampowej elektroniki Destination Audio. Błąd? Nic z tych rzeczy. On po prostu wie, co robi, gdyż dostarczane przez współwystawcę kolumny to zwyczajowo są konstrukcje tubowe, z którymi tak lampowe produkty francuskiego Jadis-a, jak i dedykowane od Destination Audio współbrzmią nader dobrze. Zawsze z pełnym oddechem, z jednej strony nienachalnymi, ale z drugiej idealnie zawieszonymi w eterze źródłami pozornymi, a wszystko okraszone mocnym dolnym pasmem, tryskającą feerią informacji średnicą oraz perlistymi wysokimi tonami. Mało tego. Aby podkręcić zjawiskowość swoich występów, prawie zawsze w roli źródła występują gramofon i studyjny magnetofon szpulowy. Jak wiadomo, choć bardzo wielu z wystawców zaklinałoby rzeczywistość, obecnie nie ma lepszych źródeł od wspomnianych formatów analogowych, co wespół z dobrze współbrzmiącymi, to chyba widać gołym okiem, że wzorowanymi na tych z epoki komponentami Jadis-a (wzmocnienie) i Destination Audio (także wzmocnienie oraz wysokoskuteczne kolumny) nie tylko pozwala, ale wręcz jest gwarantem świetnego brzmienia. A, że takie podejście do obcowania z muzyką to moja bajka, nikogo chyba nie dziwi moje coroczne wspominanie o tym pomieszczeniu. Owszem, po latach z racji zwyczajowych achów i ochów dla kogoś może lekko wiać nudą, ale nie oszukujmy się, nie będę na siłę udowadniał, że jestem koniem i lubię pliki grane na kolumnach aktywnych i to często po wifi, żeby było prościej, gdy pod ręką mam ostoję analogowej dynamiki i plastyki w jednym. Nie ma szans. A to oznacza, że za rok prawdopodobnie po raz kolejny jesteście skazani na przynajmniej kilka zdań o tym wystawcy.

Galeria Audio
Przyznam szczerze, ze gdy doszły mnie przedwystawowe wieści o pokazaniu kolumn Kharma przez wrocławską Galerię Audio, byłem ciekawy, czy wyjdzie z tego starcia na, czy z tarczą. Nie raz przekonałem się – choćby ostatni występ u naszych zachodnich sąsiadów, jak łatwo jest zmarnować ich potencjał. To są bardzo wyraziste, a przez to jeśli się wie, jak zaspokoić ich potrzeby, pozwalające osiągnąć bardzo wysokiej jakości dźwięk zestawy. Szybkie, dosadne w pokazaniu ostrości rysunku, ale przy tym tryskające swobodą rysowania radosnego świata muzyki. Ale jest jeden warunek, musimy zapewnić im odpowiednią do danego modelu elektronikę. Niestety, jak w wiosennym pokazie w Monachium czasem nie do końca to się udaje – choć tam nie był to team Kharmy, tylko ich produkt użyty przez kogoś innego, co tylko potwierdza niezbędność wiedzy co i jak – i przekaz był nieco natarczywy. Na szczęście większość występów – nawet poza obsługą samego producenta – jest godna zastosowanej technologii i podzespołów. A pierwszym przykładem z brzegu jest choćby występ na naszym podwórku. Powiem więcej. W takiej odsłonie nie widziałem tych zespołów głośnikowych nawet na zachodzie. Zaskakująco mocna, ale bez przekroczenia dobrego smaku esencja średnicy, konkretny, dobrze kontrolowany bas i perlista, generowana przez diamentowy przetwornik góra, pokazały, że Kharma to nie tylko szybkość narastania sygnału oraz wyczynowość w oddaniu rozmachu wirtualnej sceny, jak mają w zwyczaju czynić wysokie modele z jej portfolio, ale również odpowiednia waga i plastyka, a dzięki temu dla wielu z nas bardziej akceptowalna strona tryskającego namacalnością przekazu. A wszystko to przy pomocy równie wyrafinowanego zestawu niekwestionowanych światowych tuzów audio w postaci wzmocnienia Goldmunda, lampowego przetwornika Aries Cerat oraz okablowania Tara Labs Wrocławianom udało się osiągnąć w maleńkiej salce hotelowej z mimo związanych z nią problemów natury akustycznej. Gdybym miał określić ten występ luźnym tekstem, powiedziałbym: „Grać trzeba umieć”, co Galeria Audio w tym roku znakomicie udowodniła.

RCM
W tym przypadku jedno jest pewne, gramofon, gramofon i jeszcze raz gramofon. No może czasem taśma ze szpuli i na odczep się sporadycznie CD. Jak to mówią, plików niet. To błąd? Nie sadzę, co udowadniały wieczne tłumy w przecież stosunkowo wielkim jak na wystawę pomieszczeniu konferencyjnym. Powód takiego obrotu sprawy? Wydaje się to banalne, ale to kwestia będącej pozytywnym określeniem przyklejonej łatki niekwestionowanego nawet przez konkurencję – chyba, ze złośliwe – analogowego specjalisty RCM-u. A jeśli tak, nie dziwne jest, że każdy, nawet zatwardziały piewca plików z Tidala (o zgrozo, bo przecież nie wiemy, czego tak naprawdę słuchamy) chce przekonać się, czy gra nie tylko jest warta świeczki, ale jak w tym wydawałoby się archaicznym formacie wyglądają sprawy związane z progresem jakościowym odtwarzania materiału. A jeśli takowe mają miejsce, co z tego wynika. Czy zawiedli się w tym roku? Moim zdaniem nie, gdyż na wystawie swoją premierę miała zawieszona na flagowym werku z ramieniem słoweńskiego Kuzmy XL DC, zajmująca 3 miejsce od góry w cenniku optyczna wkładka z diamentowym wspornikiem MASTER 3 wespół z firmowym phonostage-m za bagatela 100 tysięcy złotych japońskiego DS Audio. Elektronika to oczywiście posadowiony na znakomitych słowackich podstawach NEO High End, prezentujący najnowszą odsłonę monobloków SM-103 MkII duński Vitus Audio, zaś kolumny ciekawy model z obudową na bazie aluminium znanego mi z domowych zasobów niemieckiego producenta Gauder Akustik. To dla wielu z nas jest czyste cenowe szaleństwo, ale jeśli się przyczynia do bardziej dokładnego odczytu zawartych w rowkach płyty informacji, a dzięki temu wydobywania z muzyki większego pakietu emocji, to tylko się cieszyć. Przynajmniej ja zachowuję właśnie taki stan emocjonalny. Jak to zagrało? Jak to u Rogera Adamka, czyli mocno, energetycznie, kiedy trzeba szybko i wyraziście, innym razem lirycznie, ale zawsze z pełnym pakietem analogowej plastyki. Co więcej. Puszczany materiał w przeciwieństwie do wielu wystawców był bardzo zróżnicowany – nie tylko spokojne plumkanie, zwarta w energii i uderzeniu elektronika, czy bezpieczne dla prezentacji samplery, gdyż opiewał na muzykę poważną, rockową, elektroniczną, a nawet popową i to bez znaczenia na jakość realizacji. Ważnym był fakt zapewnienia słuchaczom odpowiedniego pakietu emocji. A te z uwagi na liczbę potencjalnych uczestników są nie do określenia, co na odpowiedzialnym wystawcy wymusza przygotowanie szerokiego spektrum muzyki. Ważne było tylko jedno, jej dawcą był format analogowy.
Ale to nie wszystkie atrakcje tego punktu wystawowego, gdyż co prawda kilkukrotnie w ciągu trzech dni, w okowach sali RCM-u miały miejsce mitingi związane z muzyką i produkcją płyt winylowych oraz ze światem taśm analogowych. A w rolach głównych był nie byle kto, tylko prezenter radiowy RMF Classic Wojtek Padjas, dyrektor działu klasyki jazzu Universal Music Polska Piotr Rzeczycki, przedstawiciele najmłodszej polskiej tłoczni płyt i kaset Digi Pres Marcin Radecki i Adam Gałek, oraz w niedzielę magnetofonowy guru Ken Kessler. Osobiście zaliczyłem dwie sesje, z których udokumentowałem tę o produkcji ostatnio nie tylko czarnych, ale również wielokolorowych placków. Jak widać na zdjęciach z kilkoma istotnymi atrybutami produkcyjnymi w rękach prelegentów. Czy warto było zaliczyć te sesje? A jakże. Dla mnie nawet ta o produkcji płyt była dawcą kilku związanych a tym procesem ciekawostek. Wiadomo, że na co dzień interesuje nas tylko finał tych działań, jednak dobrze jest wiedzieć, jaką drogę przebywa z pozoru banalna płyta winylowa. Jeśli jakimś dziwnym trafem nie byliście na żądnym ze wspomnianych wykładów, na przyszłość zachęcam do zaliczenia tego typu dobrodziejstwa. Osobiście nie przepadam za takimi nasiadówkami, ale jak są związane z naszym hobby, nie ma lepszej kopalni wiedzy na co tak naprawdę poświęcamy swój wolny czas.

Nautilus
Być może to dla wielu z Was może to być nudne, ale ten znany chyba wszystkim Krakus kolejny raz zadbał o znakomitą prezentację od lat dystrybuowanego przez siebie austriackiego Ayona. To jest na tyle ważny dla niego brand, że zawsze zaprasza do nas właściciela i głównego konstruktora marki w osobie Gerharda Hirta. Przecież nie ma lepszego źródła wiedzy dla potencjalnych nabywców, niż projektant danego produktu. Powiem więcej. Nikt tak jak on podczas przedwystawowej konfiguracji i doboru materiału muzycznego nie jest w stanie zadbać o pokazanie pełnej palety zalet szerokiej oferty od źródeł, przez wzmocnienie, po kolumny. Tylko jedna uwaga. Gdy specjalnie na ten pokaz Gerhard przywiózł najnowszą odsłonę flagowego przedwzmacniacza liniowego i monofonicznych końcówek mocy z linii Conquistador oraz odtwarzacza plików S-10 Mk II, to w tym roku podczas pokazu posłużył się bajecznie nie tylko wyglądającymi – stolarka, dobór forniru i jakość wykończenia prima sort, ale także tworzącymi znakomity, bo swobodny, pełen refleksji pejzaż muzyczny kolumnami swojego przyjaciela spod znaku Lumen White. Nie przesadzę, gdy powiem, że już samo wejście do tego pomieszczenia i organoleptyczne zapoznanie się z zaproponowanym zestawem wielu gości przyprawiało o w pełni zasłużony zachwyt. A to dopiero przygrywka, gdyż to co wydarzało się na każdym, co półgodzinnym, w celach zapewnienia spokoju zamkniętym pokazie przy dobrym winie tylko potwierdzało sugerowane aparycją systemu przypuszczenia co do jego wyrafinowania. Czas mija niczym z bicza trzasnął. Na szczęście mieliśmy 3 dni, dlatego kto chciał, z pewnością odwiedził Gerharda z jego zabawkami z fajną muzyką w roli głównej jeszcze raz.

Audio Atelier
Znacie ten system? To od źródła, przez wzmocnienie, po kolumny będąca w dystrybucji wrocławskiego Audio Atelier włoska robota spod znaku Grandinote. Jeśli śledzicie nasze perypetie recenzenckie, dwa produkty powinniście zobaczyć w naszych testowych opowieściach. Ja osobiście miałem przyjemność posłuchania pełnego setu już czwarty raz. I wiecie co? To pewnego rodzaju pozytywna rzadkość, aby tak duże kolumny (Mach 8) potrafiły zmieścić się soniczne w wydawałoby się zbyt maleńkich dla nich pokoikach – mam na myśli opisywaną teraz rodzimą i majową niemiecką wystawę, a przy tym zdawać się drwić z problemów z nadmiaru zazwyczaj dającego się wielu wystawco we znaki basu. Kolumny podczas minionego pokazu łoiły aż miło od cichych, po wysokie poziomy głośności, mimo to przez cały czas ich znakiem szczególnym był tak lubiany przeze mnie brak wysilenia prezentacji. Lekka, zwiewna, ale przy tym z dobrym poziomem wagi dźwięku. Owszem, na tle mojego codziennego punktu odniesienia najniższe składowe w większych pomieszczeniach mogłoby być nieco solidniejsze, ale to z dużą dozą prawdopodobieństwa jest to ogarnięcia w finalnym strojeniu potencjalnego zestawu. Czy to znaczy, że w dużych kubaturach go po prostu nie ma? Nic z tych rzezy. Chodzi o to, że osobiście lubię mocne kopnięcie, dlatego poszedłem w dwumetrowe potwory o wadze ćwierć tony każdy. Z tego też powodu chcąc być w pełni kontent podczas słuchania muzyki w posiadanych 100 m³ i użytkowaniu Mach 8, pokusiłbym się o jego wzmocnienie. Jednak zaznaczam, to ja, a jak wiadomo, co osobnik homo sapiens, to odmienne wymagania i ów temat dla kogoś innego może okazać pomijalny. Jednak pomijalnym z pewnością nie jest fakt kolejnego świetnego pokazu podczas omawianej imprezy, że duże potrafi więcej i to w wydawałoby się nie pozostawiających szans na powodzenie warunkach lokalowych. Mówię Wam, coś w tym włoskim konglomeracie jest. I to nie jest żaden przypadek, gdyż takie wrażenie odnoszę już czwarty raz.

Audio Anatomy
Jak widać, pokoik spod znaku krakowskiego Audio Anatomy został uzbrojony w bardzo zróżnicowaną elektronikę. Jednak bez względu na ich wszystkie potencjalne zalety, moim skromnym zdaniem prym w tej prezentacji wiodły kolumny German Physiks. Inne niż wszystkie – no może z małymi wyjątkami, za to ze względu na specyficzną budowę w kwestii prezentacji wirtualnej sceny dla sporej rzeszy konkurentów nawet nie tylko, że nie do dogonienia, ale pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że nawet nie do podrobienia. Co w nich takiego szczególnego? To widać na fotkach. Mamy do czynienia z kolumnami dookólnymi, czyli generującymi wydarzenia sceniczne wokół swojej osi, a to oznacza, że gdzie byśmy nie usiedli, zawsze będziemy mieli przed sobą świetnie zaprezentowaną scenę z idealnym osadzeniem każdego źródła pozornego z uwzględnieniem ich odległości od siebie. To na początku wydaje się być nieco dziwnym uczuciem, jednak gdy złapiemy bakcyla, świat obcowania ze swoją płytoteką już nigdy nie będzie taki sam. Ja znam ten sposób od lat i po trosze wiedziałem, czego się spodziewać. Jednak jak się potem okazało, nawet tak osłuchane kolumny w tej konfiguracji potrafiły mnie pozytywnie zaskoczyć. Chodzi mianowicie o znakomite oddanie energii i szybkości poruszającego fundamentem hotelu basu, czego wcześniej aż w takim wydaniu nie miałem okazji zakosztować. To było zjawisko. Natychmiastowo, mocno, krótko a przy tym zaskakująco esencjonalnie. A gdy do tego dodam ciekawy balans pomiędzy środkowym, a górnym zakresem, chyba niż dziwicie się, gdy podniosę tezę, iż mimo specyficznego, ale jakże uniwersalnego sposobu prezentacji materiału muzycznego to co wydarzyło się w tym pokoju, poruszyło nie tylko mnie, ale wielu innych odwiedzających. Być może wielu z Was musiałoby do tego dorosnąć, gdyż kolumny nie idą nurtem mainstreamu, ale zapewniam, jeśli macie niewielkie pomieszczenia i do tego z problemami akustycznymi, warto się nad nimi pochylić.

Muzg Audio, Next Level Tech
Choć powinniście, gdyż to są rodzimi producenci, z uwagi na bardzo duży rozwój polskiej branży audio istnieje szansa, że nie wiecie, czym zajmują się tytułowe marki. Pierwszą jest producent przetworników cyfrowo-analogowych Muzg Audio, zaś drugi Next Level Tech zajmuje się bardzo szanowanym w wielkim świecie audiofilów okablowaniem audio. Niby odległe światy od strony technicznej, jednak z naturalnych przyczyn zajmowania się niezbędnymi do wydania dźwięku przez zestaw audio elementami całej układanki, na tyle się uzupełniające sonicznie, że w tym roku panowie postanowili wystawić się pod wspólną banderą. Banderą, której chwytliwym, gdyż przylgnęło do mnie od pierwszego przeczytania banera, mottem na jednym z banerów była fraza: „Ogień i woda”. Nie powiem, świetna. Ba, jak widać na moim przykładzie już po pierwszym przeczytaniu natychmiast samoczynnie zapisująca się w podświadomości. Ale czy oddająca możliwości zestawu wystawowego? Przecież AVS to ewidentny tor przeszkód i nawet najlepsi rzucają biały ręcznik. Spokojnie. Moim zdaniem panowie wyszli z tarczą. Jak zapamiętałem moją wizytę? Od strony towarzyskiej znakomicie. W większości osobników wystawcy okazali się być równie niezrównoważonymi emocjonalnie jak ja, dzięki czemu atmosfera odsłuchowa była wyborna. A jak w temacie dźwięku? O dziwo prezentacja skutecznie się broniła. I to mimo mocnego podbicia basu przez chyba jedno z najmniejszych pomieszczeń wystawy, w walce z czym nie pomagały również polskie, świetnie wykonane, do tego broniące się od strony dobrego nasycenia środka pasma i pokazania błysku wysokich tonów kolumny wielkości mandoliny. Ale co ciekawe, bas przeszkadzał, wróć, to zbyt krzywdzące określenie, stawiał czynny opór tylko w momencie słuchania materiału z jego mocnym udziałem – wielkie kotły lub elektroniczne pomruki. W innych wypadkach było bardzo dobrze. Na tyle, że wystawcy nie wahali się puszczać muzyki na zamówienie, co pod przysięgą oznajmiam, w tym roku było wielką rzadkością. Panowie szacun za odwagę i pokazanie, że już w tak tragicznych warunkach byliście w stanie pokazać dobre strony swoich konstrukcji.

Ciarry
W tym przypadku podobnie do kolumn German Physiks – choć konstrukcyjnie diametralnie inaczej – warszawski producent Ciarry poszedł nieco pod prąd zwyczajowych standardów budowy tego typu produktów. Czyli? Oczywiście mimo łudząco przypominającego typowe kolumny kształtu prostopadłościanu są to konstrukcje odgrodowe. To oznacza, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju ładnie ubranej w maskownice deski, na której umieszczono zestaw przetworników. Jaki jest sens budowania tego rodzaju zespołów głośnikowych? To naturalnie pokazała sama wystawa. Odporność na trudne warunki lokalowe – rozmiar i problemy z nadmiernym podbiciem niskich składowych – oraz swoboda i szybkość prezentacji. Tego nie da się osiągnąć przez tak zwane burczybasy, a nawet konstrukcje zamknięte. Jednak jest jeden warunek. Jeśli kochacie sztuczne podbicie basu i średnicy, to niestety nie będzie Wasza bajka. Ale z drugiej strony mam nadzieję, że wiecie, iż owe lubiane podbicie jest ewidentnym zafałszowaniem dobiegającej do nas muzyki. Jak widać, jak to w życiu bywa, nie da się zrobić, aby w momencie zmanierowania swoich przyzwyczajeń wilk był syty i owca cała. Na coś trzeba się zdecydować. Jaki zatem jest przypuszczalny feedback decyzji nabycia kolumn Ciarry? Tak jak pisałem na początku. Oprócz spraw związanych z rozmiarem pomieszczenia i jego modów, naturalna lekkość podania materiału, bezproblemowa realizacja zamierzonych przez muzyków zmian tempa grania zestawu, oraz akurat w przypadku opisywanej warszawskiej konstrukcji fajny posmak niedoścignionej w pokazaniu prawdziwego brzmienia instrumentów drewnianych celulozy, z której zostały wykonane membrany głośników. To jest często poszukiwana prezentacji w praktycznie wszystkich rodzajach konstrukcji, dlatego na bazie wiedzy o tym zjawisku producent w swoim projekcie przewidział tego rodzaju głośniki.

Quality Audio
Nie wiem, czy wiecie, ale mimo dość krótkiego stażu na naszym rynku Quality Audio jest bardzo prężnym dystrybutorem. A świadczy o tym chociażby wprowadzenie do świadomości polskich melomanów wiedzy o bardzo ekskluzywnej, przez to szanowanej na całym świecie, u nas dziwnym trafem niemającej dotychczas szczęścia, duńskiej marce Peak Consult. Marce, o której marzy większość zorientowanych, jak powinna brzmieć dobrze odtworzona muzyka, osobników parających się naszym hobby. Co oznacza fraza „dobrze odtworzona muzyka” według Duńczyków? Ja to wiem z recenzenckiej autopsji, a Wy mogliście dowiedzieć się tego podczas wystawy. Pokrótce chodzi o nasycone, dobrze operujące wielobarwnymi niskimi rejestrami, oferujące bogatą w informacje średnicę oraz pozbawione wychodzenia przed szereg wysokich tony granie. Ma być na ile się da muzykalnie, ale tylko tyle, aby z jednej strony nie zabić radości prezentowanej muzyki, a z drugiej napawać się maksymalną ilością zawartej w niej kolorystyki. Jak na wystawie do realizacji tego podszedł dystrybutor? Jak obrazuje sesja zdjęciowa, z pełnym zrozumieniem zastanych warunków, czyli bez zbytniego prężenia muskułów najdroższymi konstrukcjami, tylko poprzez umiejętne dobranie pozwalających osiągnąć dobrą jakość dźwięku w danym momencie kolumn. Co prawda był to podłogowy model Sonora, ale za to z jednym głośnikiem niskotonowym i pozwalającą na niskie strojenie kolumn bez większych szkód podbicia basu membraną bierną. Ale to nie koniec boju o jak najlepszy wynik dźwiękowy, gdyż znając mocne nasycenie grania Peak-ów trzeba było zapewnić im odpowiednią ilość prądu, co znakomicie zrealizował przy pomocy również posiadanych w dystrybucji od źródła, przez przedwzmacniacz liniowy, po końcówki mocy szwajcarskich produktów Extraaudio. Efekt? Taki, jaki zapamiętałem z występów u siebie. Muzyka tętniła energią, cały czas cechowała ją znakomita esencjonalność, a mimo to wredne rezonanse pomieszczenia nawet jak czasami dawały się we znaki, to były sporadyczne, albo w ogóle niezauważalne. Jak to możliwe? Nie wiem, na ile dystrybutor z Chełmży opanował technikę oszukiwania przeznaczenia, ale z pewnością w osiągnięciu usłyszanego brzmienia pomogła mu bogato eksponowana z boku paleta włoskich akcesoriów z czyniącymi cuda japońskimi bezpiecznikami włącznie. Audio-voodoo? Nie. Po prostu wiedza, co z czym połączyć, aby uzyskać zamierzony efekt.

4 HiFi
W tym przypadku mieliśmy do czynienia z kolejnym rozumnym podejściem do tematu wystawy. Owszem, elektronika z portfolio gliwickiego dystrybutora 4HiFi, na tle również będących pod ich opieką kolumn ocierała się o szaleństwo cenowe, ale wolę tak, czyli pokazanie swoich kompetencji w konfigurowaniu zestawów audio, niż bezmyślne łączenie byle czego, aby ładnie wyglądało, albo było drogie. Jaka elektronika i jakie kolumny? Wzmocnienie pochodziło od greckiego Pilium-a, zaś podstawkowe zespoły głośnikowe wraz z okablowaniem wyszły spod ręki znanego u nas, rozsądnie wyceniającego swoje produkty producenta z Bali Vermouth Audio. Takim to sposobem w rezultacie wykorzystania ceramicznych przetworników w kolumnach, podania odpowiedniego sygnału ze źródła YBA i wzmocnienia sygnału przez monstrualny gabarytowo, oferujący pełen energii i esencji przekaz zestaw wzmocnienia muzyka od strony pokazania zakresu basu cały czas trzymana była w ryzach, średnica bez przyduchy oferowała fajny wgląd w nagranie, a zakres góry tryskał żywymi alikwotami. Czy to był potencjalny lek na wszystkie problemy często niewiedzącej czego chce, audiofilskiej gawiedzi, tego nie jestem w stanie w stu procentach określić. Ale jedno jest pewne, wszelki puszczany podczas mojej wizyty materiał był wolny od zwyczajowych wystawowych bolączek, czyli był żywy i w pełni kontrolowany.

Audio Atelier
Cóż, trochę mi smutno, że osobiście znając pomysłodawcę tej niemieckiej myśli technicznej, wrocławski dystrybutor Audio Atelier każe mi obcować z zabawkami ze zdjęć, jak z lizakiem przez szybę. Nie raz miałem przyjemność słuchać pełnych zestawów marki Thöress – niestety jedynie na większych imprezach audio, a nie u siebie podczas procesu testowego – i za każdym razem było bardzo dobrze. Świetne brzmienie tego teamu w estetyce papieru napędzanego lampowymi konstrukcjami zawsze przypomina mi kilkuletnie obcowanie z podobnie brzmiącymi, bardzo do mnie przemawiającymi kolumnami Trener & Friedl ISIS. Na tyle sugestywnie, że gdy ta marka pojawia się na jakichkolwiek targach, zawsze wpadam do zajmowanego przez nią pokoju na co najmniej kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt minut. I to niejednokrotnie. Tak też było i tym razem. I co ważne, bardzo się opłaciło. Co mam na myśli? Otóż pierwszego dnia grały kolumny z większym przetwornikiem basowym, co powinno dać bardzo swobodny, pełen agresji, pozbawiony podbarwień dźwięk. I taki w sumie według mnie był. Ale do momentu. Jakiego? Do wizyty ostatniego dnia, po wymianie kolumn na stojące z boku mniejsze. Niby ze skromniejszymi przetwornikami, ale smuklejsze, a przez to mniej ograniczane przez wąziutki pokoik. Takim to sposobem potwierdzając regułę okazało się, że nie zawsze duży może więcej. Ale, żeby było jasne, pierwsze podejście było bardzo dobre, tylko co z tego, gdy pomieszczenie było tak wredne, że pozwoliło bardziej błysnąć w teorii mniej spektakularnym w budowie zespołom głośnikowym. W efekcie roszady w muzyce było więcej luzu, o co przecież w lampowym zestawie tak naprawdę chodzi. A, że konstruktor zaczął budować swoje produkty pchany zakorzenionym w duszy osiągnięciem właśnie takiego celu, bez problemu zauważył wiszący w powietrzu niechciany niuans budowania realiów scenicznych i z sukcesem zmienił kolumny na bardziej pasujące do zastanych warunków lokalowych. Co wiedza, to wiedza.

WK Audio
Spokojnie, to nie jest wystawca żadnej elektroniki. Ten pokój okupował producent okablowania. Znam go i jego wyroby od kilku lat i wiem, że cały czas z sukcesem rozszerza swoje portfolio o nowe, bardziej wyrafinowane konstrukcje. Jakie? Recenzje kilku z nich znajdziecie u nas na stronie. Co mogę powiedzieć o brzmieniu na wystawie. To dziecinnie proste i wynika nawet z szybkiej analizy zastanego zestawienia. Oferujący energetyczny przekaz duński Vitus Audio, mogące pochwalić się plastyką i dobrą rozdzielczością źródło japońskiego CEC-a, otwarte w graniu, ale w nowej wersji pozbawione przywar typu problemy z czytelną projekcją basu i nadmierną ekspozycją wysokich tonów, kolumny niemieckiego producenta Gauder Akustik, a wszystko okablowane esencjonalnymi, w najnowszej odsłonie rozdzielczymi drutami wystawcy gwarantowały jedno, dobrze rozumiany spokój. To znaczy? W moim rozumieniu chodzi o fajnie nasyconą, ale przy tym pozbawioną siłowego napinania mięśni, pełną swobody opowieść muzyczną. Opowieść, projekcję której w okowach swojego domostwa życzę każdemu z Was.

Delta Audio
Widzicie te monstra? Tak tak, częstochowski dystrybutor oprócz swoich konstrukcji spod znaku Gold Note oraz Mastersound wystawił flagowe amerykańskie kolumny Klipsch Jubilee. Miałem u siebie ich młodsze siostry 75 Anniversary i jak rzadko wcześniej, dopiero te jako drugie po jubileuszowych Avantgarde Acoustic Trio, tubowe kolumny wywarły na mnie wielkie wrażenie. Na tyle duże, że nawet zastanawiałem się, czy kiedyś takich sobie nie sprawię. Oczywiście mimo, że są mniejsze od tych na zdjęciach, to i tak są wielgachne. Niestety potrzebują narożników pokoju do wygenerowania odpowiedniej jakości basu naturalną koleją rzeczy wspierającego średnicę, ale były na tyle zjawiskowe, że gdy dojdzie do takich decyzji, jestem w stanie dobudować w moim półokrągłym pokoju stosowne ścianki imitujące narożniki. To jest spektakl na poziomie zjawiska, dlatego jeśli chce się z takim obcować na co dzień, trzeba odważnie podjąć rękawicę. Jak moje doświadczenia z prywatnej sesji mniejszej wersji miały się do tej z ostatniej wystawy? Nie ma co się oszukiwać, to inna liga grania. Ale dla jasności należy dodać, że w Jubilee zostało podwojone bogactwo przetworników basowych, a samą zwrotnice zaprojektowano do współpracy z osobnymi wzmacniaczami dla dolnego oraz średnio-wysokotonowego zakresu. Także nie dziwota, że i swoboda prezentacji i energia dźwięku i zejście basu były znacznie lepszym poziomie. Poziomie, który kolejny raz pokazał, iż dobra tuba z dobrą elektroniką wbrew wielu krzywdzącym opiniom jednak potrafią zagrać. I to jak zagrać. Czy każdy materiał muzyczny? Cóż, do końca nie wiem, bo ani podobne do opisywanego występy na wystawie, ani nawet test w domu bez drobiazgowej ostatecznej konfiguracji nie dały mi stuprocentowej odpowiedzi, jak na dobrze ubranych w resztę zestawu tubach wypadnie szorstki rock. Jest nieobliczalny, a tak zwane megafony tego nie wybaczają, czego miałem okazję zaznać ostatnio w Warszawie podczas słuchania muzyki zespołu Tool. To