1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. AVM OVATION CS 8.2 & Davis Acoustics MV ONE MKII

AVM OVATION CS 8.2 & Davis Acoustics MV ONE MKII

Chyba nie będę zbyt odkrywczy, gdy postawię tezę, iż bez względu na wielkość obozu ortodoksyjnych audiofilów, którzy w wielu przypadkach dążąc do jak najlepszej jakości dźwięku maksymalnie rozbudowują swój tor audio, w obecnym czasie mamy do czynienia również z bardzo dynamicznie rozwijającą się, stawiającą na minimalizm grupą miłośników muzyki. Naturalnie, patrząc na te pozornie przeciwstawne obozy jasnym jest, że i jedni i drudzy walczą o to samo, czyli o przyjemność obcowania z muzyką, jednak ta druga, o ile jest to możliwe, stara się zaspokoić swoje potrzeby iście symbolicznym zestawem w postaci kolokwialnie mówiąc pojedynczego pudełka i podłączonego do niego zestawu kolumn. Zaskoczeni? Jeśli tak, oznacza to tylko jedno. Zasiedzieliście się w swoim dążeniu do niezdrowego z punktu widzenia zwykłego przedstawiciela homo sapiens komplikowania posiadanego systemu, gdy tymczasem świat audio dawno poszedł o krok do przodu. Ktoś raczy wątpić? No cóż, nie będę się z nikim przekomarzał, tylko próbując udowodnić głoszoną teorię zapraszam wszystkich zainteresowanych tym tematem do lektury dzisiejszego testu, w którym spróbuję przekazać kilka obserwacji na temat współpracy komponentu audio „all in one” niemieckiej marki AVM we współpracy z francuskimi kolumnami Davis Acoustics. Zainteresowani? Zatem doprecyzowując temat zdradzę, iż do naszej redakcji trafił zajmujący szczytową pozycję w cenniku AVM wielozadaniowy odtwarzacz płyt kompaktowych, streamer plików i oferujący moc 500 W na kanał wzmacniacz zintegrowany w jednym, czyli OVATION CS 8.2, którego w recenzenckim boju wspierać będą zaproponowane przez dystrybutora, wręcz idealnie spełniające ważne dla tego rodzaju produktów założenia designerskie, pochodzące znad Loary francuskie kolumny Davis Acoustics MV ONE MKII. Naturalnie aby przedstawiony system marzeń był w pełni pozbawiony mojej ingerencji, w komplecie aplikacyjnym znalazły się również kable głośnikowe, jakimi okazały się być rodzime Audiomica Laboratory CELLES EXCELLENCE. Wieńczącą ten akapit informacją nie może być nic innego, jak przypomnienie, iż odwiedziny niemiecko-francuskiej koalicji zawdzięczamy dystrybutorowi obydwu marek, czyli stacjonującemu w Gołkowicach Panu Grzegorzowi Pardubickiemu.

Rozpoczynając akapit przybliżający wspomniane produkty od mających już swoje pięć minut w poprzedniej inkarnacji kolumn Davis Acoustics chcę wyprzedzić marudzenia wszelkich malkontentów i informuję, że mimo wręcz bliźniaczego wyglądu są znacząco różniące się konstrukcje. Choć wykorzystują tych samych gabarytów obudowy i takie same głośniki, to zastosowane zmiany (o tym za moment) powodują znaczną poprawę końcowego sznytu ich brzmienia. Co zatem zmieniono? Pierwsze co rzuca się w oczy to zaaplikowany na bocznych ściankach, czyniący je niepowtarzalnymi w każdej wyprodukowanej parze, naturalny kamień. Banał? Nie sądzę, gdyż podobnie do mnie, prawdopodobnie wielu z Was najzwyczajniej w świecie ma serdecznie dość wykonanych w milionach bezdusznych sztuk otaczających nas produktów i gdy przy okazji radości z zaspokojenia potrzeb ducha otrzymamy w gratisie coś dla oka, raczej będziemy Francuzom dozgonnie wdzięczni. Ale ale, sam wygląd to nie wszystko. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że zwiększenie masy i przy okazji usztywnienie konstrukcji obudowy znacząco poprawia brzmienie kolumn. I choć nie rozmawiałem na ten temat z producentem, jestem więcej niż pewien, iż taki zamysł przyświecał im podczas wdrażania tego pomysłu w życie. Idźmy dalej. Z tego co udało mi się potwierdzić, sam wykorzystywany do reprodukcji dźwięku pojedynczy głośnik jest identyczny jak w poprzednim modelu, ale za to w celach dalszego modelowania wartości sonicznych nowych konstrukcji wspomaga go całkowicie inne wygłuszenie wewnętrzne obudów i co prawda niezbyt długie, ale zawsze mające swoje trzy grosze w sznycie brzmieniowym okablowanie.
Przechodząc do opisu bardzo modnego w ostatnich czasach produktu „all in one”, czyli w tym przypadku mogącego pochwalić się obecnością lamp elektronowych, topowego streamera, odtwarzacza płyt CD i wzmacniacza zintegrowanego AVM OVATION CS 8.2 z autentyczną przyjemnością donoszę, iż wbrew pozorom to, wydawałoby się łatwe zadanie, czyli zaprojektowanie jednej budki dla wszystkich układów elektrycznych w tym przypadku udało się znakomicie. Wygląd urządzenia jest skromny, a zarazem bardzo atrakcyjny. Na tle typowych komponentów audio nasz wielozadaniowiec dla większości konkurencji jest nieprzyzwoicie wręcz funkcjonalny, a przy tym pozbawiony nadmiaru mogących oszpecić jego wygląd manipulatorów. Po prostu idealne trafienie w punkt połączenia skandynawskiej elegancji i japońskiej wielozadaniowości, co nawiązując do wstępniaka na ten czas przez wielu melomanów jest bardzo cenione. Próbując wymienić ważniejsze funkcje jestem zobligowany wspomnieć o obsłudze: sygnałów cyfrowych 384 kHz / 24 bity, jak również DSD, streamowaniu wszelkich dostępnych na naszym rynku formatów (MP3, WMA, ACC, OGG Vorbis, FLAC, ALAC) i większość dostępnych platform streamingowych z TIDAL i QOBUS włącznie. Ale to nie wszystko, Drzemiąca w tej skromnej skrzynce elektronika umożliwia wiele innych tweaków, z których może nieaudiofilską, ale czasem jakże przydatną jest możliwość dostrojenia dźwięku do naszych potrzeb za pomocą zmian ilości basu i wysokich tonów w menu systemu. Idąc dalej tropem oferty dla potencjalnego klienta należy wyartykułować jeszcze, iż CS 8.2 proponuje nam szczelinowy czytnik płyt kompaktowych, dostęp do wewnętrznego przetwornika i moc 500 W na kanał. Obcując organoleptycznie z 8.2 zderzamy się z wykończoną w technice szczotkowanego aluminium prostopadłościenną obudową, na froncie której znajdziemy jedynie dwie chromowane, sporej wielkości gałki (lewa SOURCE, prawa VOLUME), na ich zewnętrznych flankach z lewej włącznik, a z prawej gniazdo słuchawkowe, w centrum mieniący się ciemnym błękitem wielofunkcyjny wyświetlacz, a tuż pod nim serię pięciu guzików realizujących zadania konfiguracyjne i szczelinę dla napędu CD. Przerzucając wzrok na tył w swej szczodrości konstruktorzy zaproponowali użytkownikowi patrząc od lewej strony: pakiet wejść i wyjść liniowych RCA/XLR, gniazdo anteny dla odbiornika radiowego, w centrum zestaw wejść i wyjść cyfrowych (OPTO, COAX, USB) i pojedyncze terminale kolumnowe, a na prawej stronie antenę i wejście LAN, gniazdo zasilające, włącznik główny i zestaw wejść umożliwiających programowanie urządzenia. Jako dodatkową opcję w ofercie AVM znajdziemy również wyposażony w wyświetlacz ułatwiający nawigację po funkcjach pilot zdalnego sterowania. Po lekturze opisu będących punktem zapalnym naszego spotkania komponentach wyraźnie widać, iż mamy do czynienia nie tylko z bardzo dobrze uzbrojonym od strony funkcjonalności, ale również fantastycznie prezentującym się wizualnie zestawem marzeń dla wspomnianego we wstępniaku nowego formatu audiofilów.

Jak zagrał tak zestawiony, potrafiący obsłużyć wszystko co oferuje miłośnikom muzyki rynek audio system? Niestety nie będę rozpatrywał każdej z funkcji z osobna, gdyż test rozciągnąłby się do rozmiarów powieści „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, na co wielu z Was nie jest przygotowana emocjonalnie, tylko przyjrzę się ofercie sonicznej w głównej mierze w oparciu o płyty kompaktowe. Dlaczego? Wszystkie inne formaty i źródła współpracowałyby z tym samym przetwornikiem analogowo-cyfrowym i śmiem twierdzić, iż wyniki wartości dźwiękowych każdej z konfiguracji byłyby bardzo zbliżone, co dodatkowo i tak zostanie skorygowane przez zastane pomieszczenie. I to był jedyny, ale bardzo ważny w kontekście ostatecznej decyzji zakupowej aspekt. Żadnych innych podtekstów. Ok. To jak wypadła tytułowa układanka? Powiem szczerze, zaprojektowany wyłącznie dla AVM, mogący pochwalić się oznaczeniem „D” układ zasilania 8.2-ki panował nad dźwiękiem od pierwszej do ostatniej słuchanej płyty. Nie było kompromisów typu eteryczne rozlanie się najniższego zakresu. Każdy akord grającego w dolnym zakresie częstotliwości instrumentu wyrysowany był niczym na dece kreślarskiej. I wiecie co? Choć czasem lubię mogące podkręcić nutę romantyzmu w muzyce dawnej poluzowanie basu, to takie zebrane w sobie wydanie, mimo wszystko bardzo mi imponowało, co bardzo dobrze wróży w konfrontacji z melomanami rozliczającymi każde pasmo co do najmniejszego podzakresu. Idąc wyżej w stronę bardzo ważnego dla mnie i chyba nie ma się co oszukiwać wszystkich audiofilów środka pasma natrafiamy na przyjemny, naładowany emocjami przekaz, który gdy wymagał tego materiał, jak na dłoni pokazywał wszelkie niuanse typu mimika twarzy niemalże połykających mikrofon wokalistek, by innym razem nadać stroikowi saksofonu bardzo drewniane, przeze mnie odbierane jako nosowe, czyli w estetyce matowości brzmienie. Doszedłszy do najwyższego pasma mogę powiedzieć jedno, choć nie było tak wyśrubowane jak w wykonaniu moich berylowych tweeterów, to nadal idealnie oddawało zarejestrowane na płytach dźwięczne przeszkadzajki perkusisty i przestery muzyki elektronicznej. Ja nazwałbym to unikaniem wychodzenia przed szereg, ale w pełnej synergii z resztą zakresów częstotliwościowych. A jak to wypadało w boju testowym? Zabawę rozpocząłem od muzyki jazzowej – „Contra La Indecisión” Bobo Stenson Trio. Dobrze rozplanowana w szerz i głąb scena od pierwszych taktów pokazywała, że mamy do czynienia z prawdziwym przedstawicielem High Endu. Jej czytelność i rozmiary połączone z faktem znikania kolumn z pokoju z łatwością pozwalały oderwać się od rzeczywistości przez okres trwania od deski do deski odtworzonego srebrnego krążka. Mało tego. Tak ważne dla tej oficyny wycyzelowanie każdej nuty może nieco z lżejszym niż mam na co dzień, ale nadal bardzo dobrym blaskiem i napowietrzeniem wydarzenia muzycznego pokazało, że dla tandemu Niemców z Francuzami nie ma rzeczy niemożliwych. To był w nieco innej estetyce niż potrafi zrobić to moja elektronika, ale w pełni kontrolowany w dolnych rejestrach popis kontrabasu, wykorzystującego zakres dołu i środka pasma majestatycznego, ale również pełnego wybrzmień fortepianu i uzupełniających całość wydarzenia, mimo dotknięcia gładkością otoczonych hektarami powietrza blach perkusji. Kolejnym potwierdzeniem swobodnego radzenia sobie nawet z wymagającą muzą był krążek Johna Zorna w estradowym projekcie Masada „First Live 1993”. To na tle Petera Brotzmanna jest niezbyt ciężka, ale jednak free-jazzowa muzyka, a nasi bohaterowie z oddaniem tryskającej energii nie mieli najmniejszych problemów. Szaleńcze pasaże nie powodowały jakiejkolwiek zadyszki, co wyraźnie pokazuje, że jeśli zatwardziali w swych przekonaniach typu: „klasa D jest niekoszerna” audiofile zauważą jej zalety, wróżę jej szybki sukces. Czy to stopa perkusji, czy mocne przedmuchy saksofonu, zawsze ocierałem się o bliskość realizmu koncertu na żywo. Oczywiście sytuacja przeniesienia się jeden do jeden na koncert na chwilę obecną pozostaje w sferze marzeń, ale gdy dęciak swą pracą wentyli i efektem naładowanego wibracją stroika dźwiękiem jest w stanie mnie zaczarować, nie widzę innej niż przywołującej efekt realnego bytu na koncercie interpretacji takiego odczucia. Jak można się spodziewać, dla mnie za ten krążek należą się brawa. Jednak żeby nie popaść w szkodliwe dla optymalnej oceny testowanej konfiguracji jej przesadne uwielbienie, przywołam jeszcze krążek pokazujący inną, nie do końca deprecjonującą dotychczasowe osiągnięcia, ale nieco inaczej wypadającą niż potrafią pokazać ją niektóre zestawy stronę medalu. Mianowicie chodzi mi o oddanie realiów koncertów w kubaturach sakralnych. Teoretycznie wszystko było na swoim miejscu. Ba, nawet czasem tracący kontur w niektórych trackach kontrabas tutaj wypadał bardziej zwarcie niż jestem przyzwyczajony. Zatem o co chodzi? Teoretycznie o nic, a praktycznie o utratę drobnych mikrodetali, które przy dobrym ich zasygnalizowaniu dość szybko gasły. Jaka może być tego przyczyna? Nie sądzę, żeby to był jakiś problem natury złych założeń konstrukcyjnych źródła i wzmocnienia w jednym, tylko efekt bezwarunkowego trzymania na wodzy blasku górnych rejestrów w połączeniu z bardzo prawdopodobną specyfiką brzmienia zastosowanego zasilania. W przeważającej większości muzyki nie słyszymy żadnych niedociągnięć, jednak gdy w naszej pamięci mamy wzorzec z najlepszych, oczywiście wielokrotnie droższych od dzisiaj opisywanych, konstrukcji okazuje się, że zawsze jest coś za coś. A przecież w przypadku niemieckiej myśli technicznej mówimy o komponencie “wszystko w jednym”, co z założenia w starciu z dzielonymi zestawami nie ma szans. To po co o tym w ogóle o tym wspominam? Nie ze złej woli, tylko raz – żeby pokazać, gdzie leżą granice fantastyczności konstrukcji z Niemiec, co bardzo łatwo można wyeliminować przejściem na systemy wielokomponentowe, a dwa – aby brakiem wniosków pokazujących różnice w stosunku do najlepszych nie być posądzonym o siłowe drukowanie meczu.

Szczerze powiedziawszy jestem podwójnie mile zaskoczony tym starciem. Pierwszy można by powiedzieć sukces to zadowolenie z już trzeciego, bardzo owocnego w pozytywne doznania występu kolumn Davis Acoustics MV ONE. Zaś drugim okazała się prezentacja na żywym organizmie, jak zamknąć wszystkie funkcje pełnego zestawu audio w jednej obudowie, by oczywiście przy unikaniu powodowanych zejściem na niskie pułapy cenowe półśrodków nie wywołać uniemożliwiających czerpanie przyjemności z muzyki szkodliwych skutków ubocznych. Naturalnie, jak kilka zdań wcześniej wspomniałem, wszystko da się zrobić lepiej, ale jakim kosztem. I nie chodzi mi tylko o problemy stricte finansowe, tylko również uwarunkowania typu potencjalny konflikt z małżonką w walce o miejsce na kilka urządzeń audio na stoliku pod telewizorem w designersko wykończonym salonie. W dzisiejszej historii celem nadrzędnym było pokazanie, jak zadbać o bardzo dobry dźwięk przy fenomenalnym współczynniku WAF, czyli między nami audiofilami kolokwialnie mówiąc jak w dążeniu do obcowania z przyjemnie zaprezentowaną muzą przechytrzyć żonę i jej niepodważalne stanowisko. Ja już wiem jak, a Wy?

Jacek Pazio

Dystrybucja: Grzegorz Pardubicki – AVM Polska / davis-acoustics.pl
Ceny:
AVM OVATION CS 8.2: 10 900 € + 490 € pilot (opcja)
Davis Acoustics MV One MKII: 34 000 PLN

Dane techniczne:
AVM OVATION CS 8.2
Sekcja wzmocnienia
Czułość wejściowa: 12,5 mV – 125 mV
Impedancja wejściowa: 6,8 kΩ
Odstęp sygnał/szum: 100 dB(A)
Pasmo przenoszenia: <5 Hz – > 50 kHz
TIM 25 W/4 Ω: <0,1 %
Współczynnik tłumienia: >200
Moc wyjściowa : 2 x 500 W / 4 Ω

Tuner FM
Obsługiwane pasmo: 87,5 – 108,0 MHz
Czułość (mono / stereo): 1,5 µV / 50 µV
SNR (mono / stereo): 73 / 68 dB(A)

Sekcja Streamera
Obsługowane formaty: MP3 , WMA, AAC, OGG Vorbis, FLAC (192/32 via LAN), WAV (192/32 via LAN), AIFF (192/32 via LAN), ALAC (96/24 via LAN)
Obsługwane Media-serwery : UPnP 1.1, UPnP-AV i DLNA, Microsoft Windows Media Connect Server (WMDRM 10), DLNA-compatible Server: NAS
Web radio service: Airable Internet Radio Service, Auto network config., Internet Radio Station database (automatic updates)

Sekcja CD i DACa
Obsługiwane formaty: CD-Audio, CD-R
Pasmo przenoszenia: <5 Hz – 20 kHz
Wejścia cyfrowe
S/PDIF, TOSLINK: 33–192 kHz / 16–24 Bit
USB: 384kHz / 32 Bit (asynchronicznie)
Wyjścia cyfrowe (S/PDIF, TOSLINK): 44,1 kHz / 16 Bit

Wymiary (S x W x G): 430 x 130 x 370 mm
Waga: 13 kg

Davis Acoustics MV One MKII
Dane techniczne:
Moc znamionowa: 100 W
Moc maksymalna: 150 W
Ilość przetworników: 1 szerokopasmowy Davis 20De8
Efektywność: 93 dB
Impedancja: 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 40-20000 Hz
Konstrukcja: Bas-refleks z prostokątnym otworem w przedniej części obudowy
Wymiary: 27 x 50 x 100 cm
Waga: 28 kg

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Pobierz jako PDF