Przynajmniej na papierze/ekranie plan zagospodarowania Stadionu Narodowego na potrzeby 20-ej – jubileuszowej edycji Audio Video Show na tle Sobieskiego wcale nie wyglądał tak strasznie. Niby Organizator stanął na przysłowiowej głowie, by z przestronnych wnętrzach flagowego obiektu sportowo-biurowego stolicy wycisnąć więcej przestrzeni niż w zeszłym roku, co uczciwie trzeba przyznać, mu się udało, ale skalę całego przedsięwzięcia widać było dopiero na miejscu. 68 sal, 8 ekspozycji rozstawionych w korytarzach, 17 stoisk słuchawkowych i 8 płytowych okazało się bowiem nie lada wyzwaniem, tym bardziej, że wszyscy Ci, którzy uznali, że piątek będzie najlepszą okazją do zwiedzenia tytułowej lokalizacji otrzymali swoisty „bonus” w postaci konieczności wędrowania między obiema częściami wystawy podziemnym garażem. Ot taki kondycyjny gratis wymuszający zarówno na wystawcach, odwiedzających jak i urzędujących od godz. 12-ej przedstawicielach prasy wielce odświeżające przebieżki w ekstremalnej wersji wyglądające następująco – z poziomu +2 na -3, trucht przez nieogrzewany parking i potem z -3 na poziom +1. Stan taki utrzymywał się do pi razy drzwi godziny. 17:30 i prawdę powiedziawszy trudno było spotkać kogoś, kto mając za sobą choćby jedna taka przebieżkę nie miałby kilku „ciepłych” słów do osoby odpowiedzialnej za to całe zamieszanie. I wcale nie chodzi o wbijanie komukolwiek szpili, czy kopanie po kostkach, ale o podstawowe zasady komunikacji i informacji, bo przemierzając (zaledwie)dwukrotnie ww. trasę po pierwsze nigdzie nie spotkałem stosownych informacji w formie, co wydawałoby się oczywiste, czytelnych „drogowskazów” a po drugie świadomości tychże utrudnień wśród samych wystawców. Ba, rozmawiając ze „szczęśliwcami” zajmującymi SkyBoxy 130-141 i Lożę Książęcą kilkukrotnie słyszałem, iż początkowo sądzili nawet, że coś im się pomyliło i wystawa rozpoczyna się o 18-ej. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż przynajmniej około godz. 17-ej bez najmniejszych problemów można było na odseparowanej części Stadionu nie tylko zrobić zdjęcia ale i spokojnie posłuchać prezentowanych systemów w praktycznie zupełnie pustych pokojach.
Zacznijmy jednak od początku, lecz w celu zachowania jako takiego ładu pozwolę sobie na drobną kumulację do postaci pojedynczych galerii w przypadku tych wystawców, którzy posiadali więcej niż jedno pomieszczenie. Dzięki temu zabiegowi mam nadzieję uda się zachować spójność pewną spójność i uniknąć zjawiska Déjà vu, gdy po raz kolejny oglądamy urządzenia, które krótszą, lub dłuższą chwilę temu przecież oglądaliśmy.
Kontynuując zeszłoroczną tradycję i idąc za przykładem monachijskiego High Endu warszawskie Audio Video Show rozpoczęła konferencja prasowa.
Korzystając jednak z nadarzającej się okazji (zmiana tematu z HiFi na TV) czym prędzej się ulotniliśmy i zamiast siedzieć jak na tureckim kazaniu rozpoczęliśmy eksplorację jeszcze niezaludnionych ekspozycji wstępując od razu do Technicsa. Choć z wyrobami ekshumowanej (ostatnio jedno z bardziej kontrowersyjnych i elektryzujących słów) spotykamy się praktycznie od jakiś dwóch lat w półrocznych interwałch, to dopiero teraz prowadzone z przedstawicielami dystrybutora rozmowy mają szansę na materializację w postaci testu, choć wolimy, przynajmniej na razie, nie podawać żadnych konkretów mając zarazem nadzieję, że dostępność właśnie przywróconego do życia gramofonu SL-1200GAE będzie choć śladowo większa od dotychczasowych produktów.
Kolejną dość mocno rozbudzającą nadzieję i apetyt na co najmniej dobre brzmienie wydawała się oferta EIC składająca się z elektroniki Esoterica i kolumn Tannoya oraz PMC. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że pokładane w ww. setach nadzieje okazały się płonne i rzeczywistość dość brutalnie się z nimi rozprawiła w obu systemach serwując ofensywny, lekko szklisty i mało przyjemny spektakl. Jest to o tyle zastanawiające, że przynajmniej w przypadku PMC trzeba naprawdę się postarać by coś takiego z nich wycisnąć, czego podczas wielokrotnych odsłuchów z elektroniką Brystona, czy też Chorda ani razu nie dane nam było doświadczyć.
W ramach niezobowiązującego przerywnika i jedynie z reporterskiego obowiązku nieśmiało tylko napomknę o obecności wszelakiej maści telewizorów. Oczywiście nie zabrakło też odpowiednio zaadaptowanych mini sal kinowych z topowymi modelami projektorów laserowych i innymi cudami na kiju, lecz proszę mi wybaczyć, ale jest to tak odległa od naszego hobby tematyka, że tym razem, bez większego żalu pominąłem ją w planie zwiedzania.
Po cóż bowiem wpatrywać się w ruchome obrazki, skoro tuż za ścianą można było posłuchać wykończonych przepięknym granatowym lakierem JBLi K2 S9900 współpracujących z elektroniką Marka Levinsona pod postacią multi formatowego odtwarzacza № 519, szczytowego przedwzmacniacza Nº52 i 400 W końcówek mocy Nº536. Tutaj niespodzianek nie było. Była za to referencyjna kontrola, drajw i wykop, którego nawet Lewandowski nie musiałby się wstydzić. Nie muszę dodawać, że na tak skonfigurowanym systemie odsłuch ciężkiego rocka okazał się czystą przyjemnością.
Kolejnym przystankiem na mojej trasie okazała się enklawa kilku lóż i ustawionych w przestronnym korytarzu ekspozycji pod banderą Audio Klanu. O ile na drobnice nawet nie traciłem czasu to już na stacjonarne i jak widać na poniższych zdjęciach systemy poświęciłem prawie półtorej godziny, z czego lwia część przypadła na imponujący system Passa napędzający satynowo białe 800-ki Bowers & Wilkins. Nie ukrywam, że po wizycie w naszych skromnych progach 802-ek i dość pobieżnym rzucie ucha na 800-ki podczas premierowej prezentacji w Monachium brytyjskie kolumny dość mocno a przy tym nad wyraz pozytywnie zapadły mi w pamięć. Tym razem było podobnie i mając szanse na niemalże zamkniętą sesję fotograficzno – muzyczną z dziką rozkoszą z nadarzającej okazji skorzystaliśmy delektując się mocno zróżnicowanym repertuarem. W rezultacie, dzięki uprzejmości dystrybutora sporą część odsłuchu poświęciliśmy na minimalistyczne a zarazem referencyjnie zrealizowane nagrania wokalne, o których to opowiadał nam sam ich realizator serwując coraz to bardziej intrygujące utwory pokazujące ponadprzeciętną rozdzielczość i muzykalność 800-ek. Z perspektywy czasu … najlepsze brzienie jakie mozna było usłyszeć na Stadionie i tyle.
W nieco innej estetyce prowadzone były za to pokazy możliwości płaskich jak wagi łazienkowe Devialetów współpracujących z kolumnami Vienna Acoustics, gdzie uwagę zwiedzających przykuwać zapewne miały ilość decybeli i brutalnie masujące trzewia ciśnienie akustyczne.
Powrotem do krainy łagodności okazał się za to odsłuch Magico z elektroniką Moona, gdzie starano się nie przekraczać zdroworozsądkowych poziomów głośności, a i serwowany repertuar za zadanie miał raczej koić a nie szarpać skołatane nerwy.
Cieszyński Voice w tym roku postanowił przenieść akcent z Sobieskiego na Stadion i uczynił to w sposób nad wyraz oczywisty prezentując imponujący „ołtarzyk” z elektroniką Chorda i równie futurystyczne kolumny Cabasse La Sphère TCA. Nie zabrakło również szerokiej gamy gramofonów Pro-Jecta i zaproszonych gości, wśród których udało mi się zamienić kilka zdań z Christophem Cabasse, oraz będącym na całkowitym luzie Madsem Klifothem z Audiovectora.
Po przysłowiowej bandzie pojechał również Audiofast przywożąc do Warszawy nie tylko biżuteryjną elektronikę Dana Dagostino, ale i potężne kolumny Wilson Audio ALEXX, wraz z „nieco” mniej absorbującym gabarytowo modelem Yvette. I w tym momencie dochodzimy niby do oczywistej oczywistości, ale dla świętego spokoju warto o niej przypomnieć. Przy przygotowaniach większości wystawowych odsłuchów dystrybutorzy i producenci za każdym razem biją się z myślami, czy lepiej ustawiać system tak, aby wycisnąć z niego maksimum możliwości, lecz jedynie dla bardzo ograniczonego – siedzącego w sweet spocie grona kilku szczęśliwców, czy spuszczając nieco z tonu starać się kosztem utraty jakości próbować dogodzić znacznie większej liczbie odbiorców. W tym roku, mając dwie sale postanowiono najwidoczniej pogodzić ogień z wodą i zaproponować oba rozwiązania i tak możliwości Alexxów docenić tak na prawdę mogli jedynie Ci z odwiedzających, którzy zajęli miejsca w okolicach środka czwartego rzędu krzeseł i to praktycznie wtedy, gdy wcześniejsze rzędy pozostawały puste, za to Yvette cieszyły uszy praktycznie wszystkich, zebranych na sali odbiorców.
Równie imponująco wypadł set Soulution/Tenor Audio/Hansen Audio rozstawiony na stoliku i platformach Franc Audio Accessories z tą tylko różnicą, że tutaj nie trzeba było analizować przyczyn ewentualnych anomalii docierającej do naszych uszu muzyki, gdyż takowych nie było, o ile tylko dzierżący w danym momencie pilota osobnik nie poszalał zbytnio z głośnością.
Nad wyraz obiecująco zagrały również wszystkomające, aktywne monitory Kii THREE, które oferując niezwykłą precyzję i timing zaskakiwały potęgą basu i muzykalnością.
W Audio Systemie postawiono na różnorodność i to nie tylko wzorniczą, co przede wszystkim w domenie estetyki grania. Dla wyjaśnienia wystarczy tylko wspomnieć, że na stadionie grały aż trzy skonfigurowane przez ww. dystrybutora systemy, w których wykorzystano tak diametralnie różniące się kolumny jak kultowe „cebule” MBLa, uzbrojone w tuby Blumenhofery Genuin FS 3 mk 2 i plemnikopodobne Vivid Audio.
Na podobną mieszankę stylów skusił się warszawski Hi-Fi Club prezentując sztandarowe marki ze swojego portfolio, czyli McIntosha, Electrocompanieta, VTLa, czy mroczne, acz nad wyraz intrygujące kolumny Rockport Technologies ( w tym Cygnus). Trzymając się jednak faktów wspomnę tylko, że Rockporty wpięto w systemy McIntosha i VTLa a do Electrocompanietów zaprzęgnięto lubieżnie czerwone (Enzo Red) Wilson Benesch A.C.T. One Evolution P1. Domenę analogową reprezentował gramofon VPI Avenger Reference z wkładką Lyra Etna.
Z tonu spuściła też ESA, która po zeszłorocznych odgrodach Red House zaprezentowała propozycje zdecydowanie bardziej przystępne nie tylko pod względem gabarytowym, co cenowym – my przykładowo załapaliśmy się na odsłuch Credo 3 Illuminator. Jak zwykle u Pana Andrzeja zamiast smętnych i wydumanych samplerów królowała muzyka żywa, prawdziwa i trącająca strunny naszej wrażliwości. Bez udziwnień, bez audio voodoo – po inżyniersku, ale i ze sporą doza muzykalności, za co z pewnością odpowiadał również uroczy Mastersound Evolution 845.
Pozostając na naszym rodzimym podwórku wielkim nietaktem i ciężkim grzechem zaniedbania byłoby pominięcie na wskroś polskiego pokoju My Sound / JR Audio / hORNS, gdzie na źródle począwszy, poprzez amplifikacją a na kolumnach skończywszy królowała nasza, nadwiślańska myśl techniczna. Choć tuby nie zawsze i nie wszędzie asuja, to uczciwie trzeba przyznać, że w trudnych, wystawowych warunkach radziły sobie nad wyraz dobrze a i cały prezentowany system nie sprawiał wrażenia przypadkowej konfiguracji, co wyraźnie pokazuje, że jeśli tylko się chce i podziela się wspólne pasje, to i efekt takich działań okazuje się zaskakująco dobry. Jednak w tym wypadku nie było mowy o jakiejkolwiek wpadce, gdyż zaprezentowana konfiguracja ewoluuje z roku na rok i pojawia się zarówno na AVS, jak i w Monachium a jej twórcy uważnie słuchają uwag zwiedzających wyciągając stosowne wnioski.
No to najwyższy czas n jedna z największych niespodzianek a zarazem jeden z najlepiej grających na stadionie systemów, czyli elektroniki propozycji poznańskiego Korisa w postaci dzielonego źródła Métronome Technologie Kalista, amplifikacji Dan D’agostino Momentum S250 i kolumn Wilson Audio Sabrina. Uwagę zwracały również wielce urodziwe akcesoria antywibracyjne Track Audio. Jeśli zaś chodzi o dźwięk, a raczej muzykę oferowaną przez powyższy set, to powiedzieć, że było dobrze to nie powiedzieć nic. Całość cechowała dojrzałość, zrównoważenie i soczystość a rozdzielczość szła w parze z organiczną wręcz homogenicznością. Niestety czas gonił, ale jedno wiem na pewno – jeśli tylko będzie ku temu okazja pisze się na powtórkę z rozrywki w zdecydowanie lepszych pod względem akustyki warunkach, bo potencjał był ogromny i szkoda byłoby go zmarnować.