1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Gold Note Mediterraneo X

Gold Note Mediterraneo X

Link do zapowiedzi: Gold Note Mediterraneo X

Opinia 1

Dzisiejsze spotkanie z pochodzącą z Włoch marką nie jest naszym pierwszym. To od wielu lat jest na tyle znany na naszym rynku producent elektroniki, że każda szanująca się redakcja zabiega o zapoznanie się z jakimś intrygującym komponentem spod jego ręki. Oczywiście idąc za portalową wyszukiwarką również i my przez lata zaliczyliśmy pokaźną liczbę testów. A najciekawsze w tym jest to, że oprócz zespołów głośnikowych w znakomitej większości mierzyliśmy się z konstrukcjami z działu analogowego w postaci kilku wersji przedwzmacniaczy gramofonowych. Dlaczego to takie ciekawe? Po pierwsze dla mnie z powodu hołubienia temu rodzajowi obcowania z muzyką. A po drugie z uwagi na kolejne spotkanie z konstrukcją z tego właśnie działu. Chodzi oczywiście o widniejącą na serii fotografii jubileuszową wersję flagowego „drapaka”, a konkretnie mówiąc dostarczonego przez częstochowskiego dystrybutora Delta Audio gramofonu Gold Note Mediterraneo X w wersji Gold.

Tytułowy gramofon to rozwinięcie będącej w portfolio marki od jakiegoś czasu wersji Mediterraneo. Naturalnie, aby nadać mu cech jubileuszu, w pierwszej kolejności zastosowano w nim sterowanie za pomocą dotykowego panelu na górnej części plinty – ciekawostką jest możliwość sumowania pracy gramofonu w celu kontroli czasu pracy wykorzystywanej wkładki. Sama plinta gramofonu składa się z 3 warstw – aluminium, stalowy talerz i wykończona obłościami spodnia, de facto stabilizująca konstrukcję na podłożu, jak widać na serii fotografii pokryta płatkami prawdziwego złota warstwa z orzecha włoskiego. Kontynuując temat stabilizacji, ta realizowana jest za pomocą trzech regulowanych kolców spoczywających na dedykowanych podkładkach z anodowanego aluminium. Ważący 7 kilogramów talerz jest firmowym połączeniem obrabianego maszynowo aluminium i minimalizującego wibracje POM-u. Jeśli chodzi napęd talerza, tę funkcję poprzez pasek realizuje autorski system sterowania wykorzystujący mikrokontroler Qudral-Core wzbogacony o konwerter audio. Same obroty silnika sterowane są elektronicznie. Oczywiście jak na urządzenie z segmentu High End przystało, w komplecie znajdziemy sporej wielkości, będący osobnym komponentem zasilacz do silnika. Wieńcząc opis budowy Gold Note X Gold wspomnę jeszcze, że podczas sesji testowej był wyposażony w firmową wkładkę Giotto.

Test tytułowego gramofonu tak naprawdę był rozwinięciem organizowanego przez Piotra Metz-a w radiowej Trójce przy sprzętowym współudziale częstochowskiego dystrybutora Delta Audio odsłuchu mającej swój jubileusz 50-lecia powstania płyty Pink Floyd „Wish Your Were Here”. Wówczas miałem okazję posłuchać go po raz pierwszy, jednak takie okoliczności pozwoliły mi jedynie zapoznać się z ogólnym sposobem na muzykę. Sposobem ciekawym, bo dbającym o dobre nasycenie dźwięku, ale bez jakiś problemów z utrzymaniem kontroli nad wygenerowaną przez system energią. Po prostu było to spojrzenie na wspomnianą płytę od strony fajnego wypełnienia średnicy, dobrze oddającego realia brzmiących na samym dole instrumentów basu oraz aby przekaz brzmiał spójnie bez poszukiwania nadmiaru ekspresji wysokich tonów. Jak zatem wypadł u mnie? Cóż, efekt odbioru był traki sam, czyli poszukiwanie w muzyce tego, co pozwoli słuchaczowi się w niej zakochać. Mianowicie chodzi o oferowanie bardzo dużego poziomu płynności, a przez to muzykalności prezentacji, co wespół z odpowiednimi rozmiarami wirtualnej sceny z łatwością powala przenieść się duchem na rejestrującą dany materiał sesję nagraniową. Efekt tego działania jest natychmiastowy, bowiem wystarczy zamknąć oczy i oderwać umysł od codziennej prozy życia, aby nie wiadomo, kiedy znaleźć się tam i wtedy.
Świetnym przykładem na pokazanie przeniesienia słuchacza w realia słuchanego materiału jest choćby koncertowy krążek Back Sabbath „Reunion”. Nie jest to jakiś realizacyjny majstersztyk, powiem więcej, płyta potraktowana jest po macoszemu, na szczęście w celach przyjemnej dla uszu kosmetyki dźwięku wypisane przed momentem zalety włoskiego gramofonu tchnęły w nią nutę esencjonalności. Bez siłowego forsowania, tylko na zasadzie lekkiej zmiany priorytetów w stronę zwiększenia nasycenia. To zaś sprawiło, że ta agresywna, do tego zmasakrowana jakościowo muzyka zabrzmiała w przyjemniejszej, choć nadal mocnej w kwestii wyrazistości estetyce. Jednak wartością dodaną takiego postawienia sprawy przez gramofon Gold Note’a była możliwość mocniejszego podkręcenia gałki wzmocnienia, co, jeśli jest przyjemne w odbiorze, a dzięki naszemu bohaterowi było, z wielką przyjemnością czynię i jak można się domyślić, uczyniłem. Nie powiem, było ostro. Mocno uderzała pełnym składem, jednak z ciekawym pakietem płynności. A gdy do tego dodam dobre oddanie przez system realiów koncertu, sumaryczne połączenie poprawy jakości odbioru tej muzyki, jej rozmachu i odpowiedniej ilości decybeli z dziecinną łatwością emocjonalnie oddałem się tej płycie.
Z innej beczki wziąłem do posłuchania jedną z produkcji Wojtek Mazolewski Quintet „Beautiful People”. To jest materiał, który, jeśli tylko przekaz zostanie przegrzany – czytaj nazbyt nasycony, a przecież włoski drapak oferuje tego typu artefakty, instrument nie tylko zleją się w nieczytelną papkę, to utracony zostanie timing, prezentacji o transparentności wybrzmiewania pojedynczych nut nie wspominając. Na szczęście to co nasz bohater robił, czynił z umiarem i owszem, na tle mojego zestawu było nieco cieplej i płynniej, ale nadal z dobrym akcentowaniem istotnych cech tego typu twórczości. Oczywiście mówię o czytelności zawieszenia scenicznych bytów nie tylko od strony ostrości rysunku, ale także rozlokowania na szerokiej i głębokiej wirtualnej scenie. Dzięki temu bez problemu oddana była raz agresja szybkich pasaży całego składu, a innym razem lotność zwieszonej na dłuższy czas pojedynczej nuty. Byłem tym co prawda pozytywnie, ale z uwagi na cechy brzmienia X-a lekko zaskoczony, gdyż z pierwszych prób z mocnym graniem myślałem, że tutaj może mieć pod przysłowiową górkę, a w sobie tylko znany sposób wyszedł ze starcia z tarczą. A trzeba zaznaczyć, że punktem odniesienia był zestaw, w którym sama wkładka gramofonowa kosztuje tyle, co werk z ramieniem Gold Note, tak więc szacun.

Kogo widzę w roli ukontentowanego odbiorcy sonicznej oferty włoskiego konglomeratu gramofonowego – przypominam o zastosowaniu podczas testu wkładki spod tego znaku towarowego? Odpowiedź jest banalna, czyli wszystkich lubiących obcować z muzyką soczystą, ale także z odpowiednim pierwiastkiem arogancji. Co prawda ta ostatnia cecha nie będzie na poziomie wyczynowości, jednakże moim zdaniem to zaplanowany zabieg konstruktora budującego werk z plintą na bazie drewna i oczywiście dystrybutora wybierającego muzykalnie brzmiący rylec, aby nabywca odbierał przekaz całościowo, a nie rozdrabniał włos na czworo. Dla mnie to świetny zestaw do obcowania z ukochanymi płytami na długie lata i co bardzo istotne zawsze zaliczając wielogodzinne nasiadówy bez poczucia zmęczenia. Jeśli zatem szukacie ukojenia duszy na bazie czarnych płyt Włoch jest idealnym kandydatem.

Jacek Pazio

Opinia 2

Ledwo zaczął się marzec a od początku roku to już nasza trzecia recenzja gramofonu. Jeśli dodamy do tego dwa przedwzmacniacze gramofonowe i wkładkę, które również w tzw. międzyczasie zagościły na naszych łamach, oraz kolejne, kręcące się wokół czarnej płyty spotkanie w stołecznym Nautilusie, to mamy niezbity dowód, że analog nie tylko nie jest w odwrocie, co wręcz śmiało możemy mówić o pełnym rozkwicie tej jakże archaicznej metody reprodukcji muzyki. Jednak tym razem po dość rozsądnie wycenionych konstrukcjach ze Stanów (VPI Prime X) i Holandii (Takumi TT level 2.1 DC) przyszła pora na operującą na nieco wyższym pułapie cenowym włoską „szlifierkę” sygnowaną przez znaną i lubianą manufakturę Gold Note a dokładnie model Mediterraneo X wyposażony w firmową wkładkę MC Gold Note Giotto.

Nie wiedzieć czemu zamiast zjawiskowej wersji z dolną częścią plinty wykonaną z włoskiego orzecha rodzimy dystrybutor uraczył nas bardziej (przynajmniej w założeniach) „ekskluzywną” opcją pokrytą płatkami … czystego złota. Jak jednak wiadomo dobrymi chęciami piekło wybrukowano, więc dostarczony na testy, prezentowany wcześniej w 3-ce, egzemplarz pod względem aparycji pozwolę sobie określić mianem … kontrowersyjnego. Tzn. żebyśmy się dobrze zrozumieli. Powyższy sceptycyzm jest wyłącznie moją, wybitnie subiektywną opinią i nic nie poradzę, że zdecydowanie bardziej w me gusta trafia „orzechowa” a nie właśnie uszlachetniona pozłotkiem, będąca obiektem niniejszej recenzji. Całe szczęście kontrowersji nie budzi już aluminiowa, lakierowana na czarno górna część plinty na której zamontowano firmowe ramię B-7 Ceramic X, oraz napędzany z silnika asynchronicznego sterowanego mikrokontrolerem Quadral-Core za pomocą płaskiego paskiem z EPDM solidny, wykonany z POM-u i aluminium 7kg talemrz. Jak już we wstępniaku wspomniałem, dystrybutor marki – częstochowska Delta-Audio, raczył był wyposażyć testowy egzemplarz w wysokiej klasy niskopoziomową wkładkę MC Gold Note Giotto. Całe sterowanie odbywa się z poziomu ciekłokrystalicznego panelu dotykowego, który oprócz standardowego wyboru prędkości umożliwia również rejestrację czasu pracy a tym samym monitorowanie „przebiegu” wkładki. Wspomniana wcześniej plinta nie tylko nie jest monolitem, lecz de facto składa się z trzech warstw – górnej aluminiowej, środkowej – w postaci 3 mm płata stali nierdzewnej i dolnej, drewnianej odtwarzającej krzywą łańcuchową. Całość posadowiono na regulowanych stopkach z anodowanego aluminium. Warto również wspomnieć, iż Mediterraneo X ze światem zewnętrznym komunikuje się z pomocą pary złoconych gniazd RCA ze stosownym zaciskiem uziemienia. W zestawie znajduje się również stosowny interkonekt, co niewątpliwie jest miłą niespodzianką.

Powiem szczerze, że zdecydowanie łatwiej byłoby mi pisać o brzmieniu Mediterraneo X, gdyby testowy egzemplarz był w orzechu a nie upaciany złotem, ale w końcu nie od dziś wiadomo, że podczas odsłuchów ich miarodajności najlepiej robi „ślepota”, więc teoretycznie założyć możemy, że takie a nie inne umaszczenie na walory soniczne wpływu nie ma. A skoro tak to śmiało możemy uznać, iż tytułowy Gold Note reprezentuje hedonistyczno-rustykalno-karmelowy odłam audiofilizmu, gdzie pierwsze skrzypce gra przyjemność odbioru, kremowa konsystencja dźwięków i rozleniwiająca płynność oraz koherencja prezentacji. Nic tylko rozsiąść się w ulubionym fotelu i dać się otulić kojącymi dźwiękami. Jeśli zastanawiają się Państwo nad wizualizacją powyższej charakterystyki, to sugeruję zerknąć na okładki „Turn Up The Quiet” i „Glad Rag Doll” Diany Krall a następnie pozostać z takich, bądź podobnych im klimatach, bo włoski gramofon właśnie w takiej estetyce czuje się jak ryba w wodzie. Faworyzując średnicę i nieco obniżając strój delikatnie przyciemnia przekaz podkreślając jego intymność. Kanadyjska Diva śpiewa już nie tylko bliżej, co praktycznie wyłącznie dla nas a akompaniujący jej skład nie czuje większej potrzeby wchodzenia w nam „w kadr”. Jak łatwo się domyślić kontury brył kreślone są miękką i nieco grubszą aniżeli punkt odniesienia kreską sprawiając, że całość nabiera uroczej pluszowości a jednocześnie zapewnia pewien bufor bezpieczeństwa dla nagrań nazbyt suchych i lekkich. Przykładowo „Never Say Die!” Black Sabbath zabrzmiało zaskakująco ładnie i atrakcyjnie. Ciemniej, ciężej, gęściej a z racji, że również nieco „wolniej” niż zazwyczaj – już bez zwyczajowej zajadłości, co jest ewidentnym odstępstwem od wzorca, aczkolwiek śmiem twierdzić, że większości nieortodoksyjnych odbiorców właśnie taka uładzona, polukrowana interpretacja może bardziej przypaść do gustu. I choć tym sposobem nieco odchodzimy od nagiej prawdy, to niejako z automatu zbliżamy się do bezpiecznej krainy łagodności operując wewnątrz własnej strefy komfortu.
Co ciekawe pełen syntetycznych chropowatości, szumów i trzasków „AFR AI D” Mariusza Dudy okazał się zaskakująco dobrze zaimpregnowany na włoską manierę upiększania świata. A z racji operowania w niezbyt karkołomnych tempach również i na spadek motoryki. Pojawiło się za to więcej analogowej, organicznej mięsistości, przez co przekaz stał się mniej „cyfrowy” a właśnie bardziej „analogowy”. Spora w tym zasługa przyjemnie ozłoconej góry i „lepkiego” basu, gdyż zamiast fatygującej szorstkości i ewentualnego podkreślania sybilantów dostaliśmy przekaz krągły, gęsty i uzależniająco kremowy. Z kolei „The Endless River” Pink Floyd z racji nieco zredukowanej na rzecz dociążenia onirycznej eteryczności zabrzmiał bardziej dostojnie i melancholijnie a zarazem bliżej słuchaczy. Nie był już tak przestrzenny, lecz jednocześnie nie sposób było tego uznać za regres, gdyż ową zmianę kompensowała bliskość i namacalność pierwszego planu.

Zakładam, że zarówno ze zdjęć, jak i opisu słowno-muzycznego jasno wynika, iż Gold Note Mediterraneo X to konstrukcja o jasno zdefiniowanych aparycji oraz estetyce brzmienia. Dzięki czemu wystarczy nawet pobieżny rzut oka i ucha, by ocenić, czy to co widzimy i słyszymy to nasza bajka, czy jednak przyjdzie nam dalej gonić upragnionego króliczka. Dlatego też jeśli poszukujecie Państwo w muzyce piękna i unikacie ekstremów a urządzając miejsce odsłuchu chcecie cieszyć nie tylko uszy, ale i oczy czymś dalekim od banalności, to Mediterraneo X może spełnić Wasze oczekiwania. Tym bardziej, że wersja w naturalnym orzechu prezentuje się zdecydowanie mniej ostentacyjnie.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Delta-Audio / Gold Note Polska
Producent: Akamai s.r.l
Ceny
Gold Note Mediterraneo X: 51 230 PLN
Gold Note Giotto: 12 175 PLN

Dane techniczne
Gold Note Mediterraneo X
– Kołysanie i drżenie dźwięku: <0,1%
– Szum: -82 dB
– Prędkości obrotowe: 33 1/3 i 45 rpm +/-0,1%
– Zmiana prędkości: elektroniczna z precyzyjną regulacją
– Przeniesienie napędu: czarny, elastyczny pasek wykonany z EPDM
– Silnik: silnik synchroniczny 12V
– Talerz: aluminium z POM o wysokiej gęstości (45mm, 7kg)
– Łożysko: kulkowe, ceramiczne 4,3mm
– Ramię: B-7 Ceramic X
– Pokrywa: przydymiony akryl
– Pobór mocy: 20 W
– Wymiary (S x W x G): 470 x 210 x 360 mm
– Waga: 25 kg
Dostępne wykończenia
– Dolna plinta: płatki złota (gold leaf) lub włoski orzech
– Górna płyta: Czarna, lakierowana płyta aluminiowa
– Elementy metalowe: Czarne anodowane aluminium
– Talerz: Czarne aluminium

Gold Note Giotto
– Typ: MC niskopoziomowy
– Poziom wyjściowy: 0.35mV
– Pasmo przenoszenia: 10-40000Hz
– Impedancja: 8Ω
– Sugerowane obciążenie: 100 Ω
– Podatność wkładki: 12×10-6cm/dyne
– Separacja kanałów: > 30dB
– Sugerowany nacisk: 2g
– Wspornik: Bor
– Diament: Ultra Micro Elliptical 5x10uM
– Waga: 10g
– Wykończenie: Duraluminium 7000

Pobierz jako PDF