Opinia 1
Jeśli zastanawialiście się Państwo czemu pod naszymi artykułami – na stronie magazynu nie ma możliwości komentowania sugerujemy zerknąć do naszych mediów społecznościowych. Ostatnimi czasy z zainteresowaniem obserwujemy pod już nawet nie recenzjami a zapowiedziami takowych prawdziwy wysyp komentarzy od wydawać by się mogło zupełnie niezainteresowanych wysokiej jakości brzmieniem jednostek. Wszystko wskazuje na to, iż mający co najwyżej blade pojęcie o Hi-Fi (High-End litościwie przemilczę) krzykacze usilnie starają się nie tyle zrozumieć nasze hobby, co sprowadzić „słyszących” do poziomu swojego „foliarskiego” piekiełka. Czy to powód do zmartwień? Cóż, z jednej strony tak, lecz z drugiej już niekoniecznie. Negatywnym aspektem z pewnością jest potwierdzenie braku chociażby podstawowej tolerancji dla obcych sobie zainteresowań innych, czy też powszechny model zachowań polegający na połączeniu mechanizmu „nie znam się, więc się wypowiem” oraz znanego od lat i świetnie udokumentowanego odruchu pawłowa. Tym razem w jego net-odmianie, gdzie w roli dzwonka pojawia się „kabel audio” na widok którego delikwenci nie ślinią się, lecz ewidentnie „odpalają” plując jadem, decybelując i uparcie twierdząc, że niczego nie słychać, oczywiście sami słuchać niczego nie zamierzając. Czy zatem patrząc na owe hordy „antyaudiofilskich orków” w ogóle można wspominać o pozytywach? Okazuje się, że tak, gdyż owe wielce ekstatyczne reakcje ewidentnie zadają kłam już nie spiskowej a otwarcie głoszonej również przez same Google teorii DIT (Dead Internet Theory) jakoby Internet był jeśli nie martwy to jego koniec jest bliski. A to wszystko za sprawą dostępnych tamże treści, które w lwiej części generowane są już jedynie przez sztuczną inteligencję (AI) i boty a nie przez ludzi. Ba, jakby tego było mało podobno międzyludzkie interakcje stają się prawdziwą rzadkością. Zatem śmiało można uznać, iż nawet najbardziej krwawa jatka jest zjawiskiem bezsprzecznie pozytywnym albowiem opartym właśnie na międzyludzkich, nader żywiołowych interakcjach. Krótko mówiąc do czasu aż takowych „świętych wojen” nie będą prowadziły między sobą boty pozostaje nam jedynie cieszyć się z faktu, że to co robimy wzbudza jakieś emocje a co za tym idzie prowadzi do mniej, bądź bardziej cywilizowanych reakcji. Dlatego też niosąc „światło na oświecenie pogan” i zarazem aktywując obecne w Internecie zwane „czynnikiem ludzkim” białko po interkonekcie RCA i przewodach głośnikowych wzięliśmy na redakcyjny tapet kolejną porcję „srebrnej włoszczyzny”, czyli przewód zasilający HiDiamond Power TOP Silver, na recenzję którego serdecznie zapraszamy.
Zgodnie z właściwym dla wcześniej u nas goszczącego włoskiego rodzeństwa, sygnalizowanym firmową nomenklaturą, umaszczeniem również i Power Top Silver utrzymano w srebrnej tonacji ochronnej koszulki, którą kultywują zastosowane przez producenta korpusy rodowanych wtyków Viborga (VE502R/VF502R). Sam przewód może pochwalić się całkiem rozsądną 14mm średnicą i przyjazną zaszafkowym ekwilibrystykom wiotkością. Do jego budowy wykorzystano cztery 4 mm żyły z miedzi UP-4VRC© (Ultra Pure Single Crystal Copper) w izolacji XLPE a w rolę ekranu powierzono powłoce grafitowej. Nie zabrakło również kilku danych technicznych, którymi zainteresowanych odsyłam na dół naszej recenzji, bądź strony producenta / dystrybutora.
Mając w pamięci rześko – chrupką sygnaturę interkonektów i głośnikowców wpinając w swój tor tytułowy przewód zasilający zastanawiałem się czy będzie on kontynuował „świetliste dzieło” swego rodzeństwa a tym samym jeszcze zintensyfikuje firmową sygnaturę, czy też pójdzie swoją drogą wyrażając zdanie odrębne w kwestii własnego pomysłu na dźwięk. Zamiast jednak zgadywać i prowadzić czysto akademickie, li tylko teoretyczne dywagacje czym prędzej włączyłem „Para Bellum” Testamentu i wszystko stało się jasne. Znaczy się ciężkie i potężne. Czyli krótko mówiąc Power gra w głównej mierze po swojemu, gdyż zamiast znanej z wcześniej goszczącego u nas okablowania z serii Top Silver chrupkości najniższych składowych bez jakichkolwiek oznak zbytniego utwardzenia, czy wręcz odchudzenia oddawał zarówno potęgę zestawu perkusyjnego Chrisa Dovasa, jak i basowych pasaży Steve’a Di Giorgio. Czuć było buzującą energię, kolejne uderzenia miały właściwy impet, twardość i konsystencję a za samym „czołem ataku” szło odpowiednio krwiste wypełnienie i masa. To nie była li tylko tekturowa, przygotowana na pokaz tekturowa wydmuszka – pozytywkowa kakofonia, lecz kawał solidnego dźwięku nie dość, że niezwykle zwartego i dynamicznego, lecz również zapuszczającego się w wydawać by się mogło niedostępne dla serii Top Silver rejony piekieł. Porządek na scenie śmiało można było określić wzorowym, gradacja planów nie dawała powodów do marudzenia a właściwa gatunkowi brutalność nie przekraczała cienkiej granicy za którą rozpoczyna się męcząca na dłuższa metę napastliwość.
Z niezwykle energetycznym dołem pasma całkiem przyjemnie koresponduje nie mniej żywiołowa średnica, której z kolei ewidentnie bliżej do brzmienia znanego z głośnikowych Silverów. Ma bowiem w sobie zarówno ponadprzeciętną komunikatywność, jak i swobodę artykulacji. Nie bawi się przy tym w zbytnie konwenanse, więc gdy tylko trafi się na playliście jakiś skrzecząco, chrypiącego wokalist(k)a w stylu Barb Jungr („Hallelujah on Desolation Row”), bądź Leonarda Cohena („You Want It Darker”) a z naszego podwórka Marka Dyjaka („Mężczyźni”), to możemy być pewni, że nic a nic z owej chropowatości i szorstkości HiDiamond nam nie oszczędzi. Pierwszy plan kreślony jest niezwykle precyzyjnie, blisko słuchacza a przez to jego odbiór jest intuicyjny, intensywny, niemalże intymny, lecz bez ofensywnej nachalności mogącej zaburzyć naszą strefę komfortu. Dodając do tego firmowo rozświetloną i odważną, pełną srebrnych rozbłysków górę jasnym powinno być, iż Power TOP Silver niespecjalnie sprawdzi się w roli łagodzącego zbytnią analityczność i prosektoryjny chłód elektroniki panaceum. Co prawda sam z siebie niczego siłowo nie wyeksponuje i nie będzie za wszelką cenę zwracał naszą uwagę np. na sybilanty, czy każde uderzenie w blachy, lecz jeśli coś w naszym systemie lubi od czasu do czasu sypnąć piachem, to z tytułową sieciówką odczujemy to na własnej skórze z pełną intensywnością. Z drugiej strony trudno nie docenić wspomnianej otwartości włoskiego przewodu, dzięki którym takie perełki jak ścieżka dźwiękowa do „Les Aigles de la République” autorstwa Alexandre’a Desplat ewidentnie zyskuje na ekspresji i atrakcyjności. Nastrój buduje nie tylko szklistość wyższych partii fortepianu, lecz również przenikliwość smyczków i niezwykła rozdzielczość dęciaków z wyraźnym pokazaniem mechaniki ich działania. Nie oznacza to bynajmniej, iż tytułowy przewód siłowo dzieli włos na czworo i rozbija każdy dźwięk na atomy, jednakże uczciwie trzeba przyznać, iż jego rzetelność w oddaniu wszelakiej maści mikrodetali jest godna podziwu.
W ramach podsumowania i niejako zakończenia przygody z serią Top Silver włoskich przewodów HiDiamond pozwolę sobie przewrotnie stwierdzić, iż jeśli zastanawiacie się Państwo od którego przedstawiciela ww. linii produktowej zacząć, to Power, przynajmniej moim skromnym zdaniem, wydaje się najlepszym kandydatem. Oferuje bowiem zdecydowanie więcej energii i wypełnienia w dole pasma od swojego sygnałowego rodzeństwa a jednocześnie prezentuje w sposób niezwykle do nich zbliżony średnicę i górę pasma. Jeśli więc jego sygnatura brzmieniowa przypadnie Wam do gustu, to w zależności od własnych potrzeb i oczekiwań możecie sprawdzić jak „dogada” się w Waszym systemie z pozostałymi przedstawicielami rodziny Top Silver.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jak wynika z serii naszych bojów przeprowadzonych z tą linią produktową włoskiego specjalisty od okablowania systemów audio HiDiamond, dzisiaj dopinamy całości prezentacji jego poczynań w tym zakresie – przynajmniej, jeśli chodzi o domenę analogową. Poprzednie dwa podejścia w moim odczuciu w kwestii projekcji muzyki na swój sposób okazały się zaskakująco ciekawe i z autopsji wiem, że w wielu przypadkach bardzo chwalone. Chodzi oczywiście o to, że zapewniały jej stosowną dawkę drive’u, otwartości i tym samym witalności, bez czego zawarty w niej podprogowy przekaz artysty może mieć problemy z dotarciem do głębi naszej duszy. Jak wiadomo, to bardzo fajna cecha, gdyż wiele systemów kolokwialnie mówiąc jest „przegrzanych brzmieniowo” i w jakiś nieinwazyjny sposób trzeba je obudzić, z realizacją czego włoska oferta spod tego znaku produktowego poradzi sobie bez problemu. Ale czy w każdym przypadku? Co mam na myśli? Oczywiście zadane pytanie jest wprowadzeniem do tematu dzisiejszego spotkania, czyli oceny brzmienia i ewentualnego skonfrontowania usłyszanego wyniku z resztą pobratymców tej serii, ostatniego z rodu, dostarczonego przez warszawskiego dystrybutora SoundAlchemy kabla zasilającego HiDiamond Power Top Silver.
Kreśląc kilka informacji zaczerpniętych ze strony producenta moim zdaniem pierwszą bardzo istotną jest zastosowanie wysokiej jakość przewodnika z miedzi wytwarzanej w autorskiej technologii UP-4VRC (Ultra Pure Single Crystal Cooper). Jeśli chodzi o budowę wewnętrzną naszego bohatera, mocodawca marki wspomina o zastosowaniu 4 ułożonych względem siebie w firmowym splocie sygnałowych żył o grubości 4 mm każda. Bardzo istotną rolę w finalnym brzmieniu tego produktu odgrywa również zastąpienie tradycyjnego izolatora w postaci teflonu, stukrotnie skuteczniejszym w działaniu i tym samym przynoszącym większy zysk soniczny materiałem XLPE. Całości dopieszczania jakości brzmienia dopełnia zastosowanie w trzewiach sieciówki pochłaniającej wewnętrzny szum powodowany przepływem sygnału, czyli dającej efekt oczyszczania sygnału z niechcianych zakłóceń warstwy grafitu. Tak prezentujący się kabel w wersji dostarczonej do testu zaterminowano wtykami Viborga i w drogę do klienta spakowano w estetycznie wyglądające, wyściełane jasnym odcieniem aksamitu oraz opatrzone certyfikatem oryginalności czarne kartonowe pudełko.
Gdy dotarliśmy do akapitu o brzmieniu, zasadnym wydaje się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, czym w wartościach bezwzględnych zaowocowało wpięcie go w mój system i jak to ma się do poczynań innych kabli z tej serii? Pytanie co prawda jest jedno, ale z dwoma kwestiami do opisania, dlatego zacznę od wyjaśnienia pierwszej niewiadomej. Gdybym miał opisać działanie HiDiamond Power Top Silver, to od pierwszych chwil słychać było lekkie podkręcenie drive’u odtwarzanej muzyki. Dostała lekkiego, dlatego fajnie odbieranego kopa w dolnych partiach częstotliwości, jednak, aby nie skończyło się to zbytnim ostudzeniem emocji spowodowanym przeciążeniem prezentacji, pewnym zastrzykiem witalności obdarowano wyższy środek. Chodzi oczywiście o to, że ten ostatni zyskał na zwiewności, na szczęście dzięki braku jednoczesnych zakusów do podbijania otwartości górnego zakresu obyło się bez męczącego efektu nadmiernego rozjaśnienia przekazu. Było żywo i energetycznie, ale nie nazbyt jasno. W efekcie system zaczął grać jakby nieco głośniej i z większym nastawieniem na akcentowanie ataku i wyraźnie sygnalizowanie poziomu energii generowanej przez źródła pozorne. Efekt był na tyle przyjazny, że nie tylko mogłem nieco zmniejszyć poziom wolumenu dźwięku, aby odnosić podobne wrażenie namacalności kreowanych wydarzeń na scenie, ale przy pozostawieniu gałki wzmocnienia bez ingerencji nie odnosiłem wrażenia zbytniej nachalności podania dźwięku. Naturalnie stawianie na atak delikatnie skracało długość wybrzmień i głębię esencjonalności kreowanych w eterze, trwających w przysłowiowej nieskończoności nut w twórczości stawiającej na tak zwane granie ciszą. Jednak proszę o spokój, gdyż odbierałem to jedynie w stopniu symbolicznym i tylko zaraz po przepięciu się z mojego okablowania. Wystarczyło kilka akordów po roszadzie, aby zrozumiawszy intencje prezentacji nowego kabla, całkowicie zapomnieć o wspomnianym przed momentem, jak najbardziej naturalnym efekcie stawiania na atak, a tym samym nieco szybszego wygaszania trwania impulsu działaniu ubocznym. A jak owe akcenty soniczne mają się do reszty rodziny? Otóż odpowiadając na drugi człon zadanego na samym początku pytania tym bardziej uspokajam ewentualnych malkontentów, gdyż to kropka w kropkę działanie podobne do okablowania sygnałowego i kolumnowego, jakimi przed dzisiejszą sieciówką się zajmowaliśmy. Cała rodzina idzie tą samą drogą, co pokazuje, że uzyskany w tej serii sznyt brzmieniowy nie jest kwestią przypadku tylko realizacją pewnych założeń, a tym samym pokazuje wypracowane przez lata doświadczenie konstruktora.
Próbując pokazać działanie testowanego kabla na konkretnym przykładzie muzycznym rozpocznę od w teorii mogącego mieć lekko pod przysłowiową górkę jazzu spod znaku rodzimej grupy RGG i jej płyty „Szymanowski”. Chodzi oczywiście o minimalne limitowanie długości zawieszenia niepozornych, jednak w zamyśle artystów bardzo istotnych do nadania muzyce odpowiedniej dawki emocji, czasem mocnych, a innym razem delikatnych dźwięków. I owszem, omawiana sieciówka miała na nie lekki wpływ, jednak w kontrze do tego działania dawała za to jakby lepsze poczucie oddania pracy kontrabasu w sensie zebranej w sobie energii oraz uderzenia impulsem stopy perkusji. To wbrew pozorom bardzo ważne, gdyż rachitycznie brzmiące nadmuchane skrzypce podparte słabą w sensie nie posiadania odpowiedniej mocy perkusją z racji braku wyrazistych akcentów frazowania muzyki zwyczajnie ją zabiją. Ona opiera sia na wyraźnym zaznaczaniu każdego zawartego w niej wydarzenia sonicznego, gdyż w przeciwieństwie do buntowniczego rocka jest zwyczajnie ciszą w odpowiednim momencie jedynie przerywaną mającymi wywołać w nas stosowne emocje atakami dźwiękowymi. I gdy wydawało mi się, że estetyka brzmienia HiDiamond na tym polegnie, ich propozycja mocniejszego akcentowania fraz kosztem lekkiego osłabienia ich trwania pokazała tę muzykę jedynie z innej strony. Nadal ciekawej i zaskakującej, co pozwoliło mi dobrnąć do końca płyty z co chwila inaczej zaprezentowanymi, a nie źle odtworzonymi, oczywiście znanymi mi od podszewki interpretacjami twórczości znanego kompozytora pianisty.
A co zadziało się w przypadku muzyki z drugiego krańca wyrażania emocji? Tę próbę ogarnąłem z pomocą najnowszej płyty z rejestracją ostatniego koncertu Rogera Watersa „This Is Not A Drill” . To co prawda dość spokojnie zagrany, ale jednak rock, który czerpał z dobrodziejstwa niesionego przez tytułowy kabel wręcz pełnymi garściami. W pierwszej kolejności dostał podbudowę w dolnym zakresie częstotliwości, dodatkowo przekaz otworzył się dzięki doświetleniu wyższej średnicy, co udanie poprawiło efekt odbioru tego czteroczęściowego winylowego projektu nie tylko w sensie uderzenia dźwiękiem, ale także wirtualnego bycia na wydarzeniu koncertowym. Jednym słowem, dostałem świetny rozmach i wyrazistość oddziaływania werbalnego, co jak wspominałem, było wodą na młyn tego produkcji. Najzwyczajniej w świecie płyta wypadła bardzo dobrze.
Czy opisywani dzisiaj kabel sieciowy znajdzie uznanie we wszystkich konfiguracjach? Z pewnością w znakomitej większości zestawów wypadnie bardzo dobrze i tylko osobiste wybory ostatniego szlifu swojej konfiguracji zadecydują, czy zostanie na stałe. Jednak podczas dedykowania go szerokiego gronu słuchaczy nie mogę zapomnieć o tym, że czasem podczas sparingu może się trafić mu się już mocno przerysowana układanka. Wówczas niestety może być różnie, a wszystko zależeć będzie od tego, co ją tak naprawdę boli. Jednak i w takim przypadku nie skazywałbym go na porażkę, gdyż to co robi, nie jest bardzo inwazyjne i zawsze może sprostać nawet najtrudniejszemu zadaniu. Czy tak będzie, pokażą osobiste starcia. Ważne jednak jest to, że to bardzo ciekawy i do tego niedrogi kabel, dlatego nawet jeśli w moim opisie coś Wam nie do końca odpowiada, warto skrzyżować z nim szpady.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: SoundAlchemy
Producent: HiDiamond
Cena: 3 799 PLN
Dane techniczne
Średnica zewnętrzna: 14 mm
Liczba żył: 4 x 4 mm
Materiał przewodnika: UP-4VRC© (Ultra Pure Single Crystal Copper)
Pojemność: 115 pF/m (C1), 200 pF/m z ekranem (C2)
Indukcyjność przewodnika: 60 μH/m
Rezystancja przewodnika: 4,9 Ω/100m