1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. HIGH END 2016 (cz.1)

HIGH END 2016 (cz.1)

Za każdym razem wybierając się ma monachijski High End zapobiegliwie i skrupulatnie przygotowuję sobie plan, rozrysowuję marszrutę i zapamiętale zaznaczam boxy, sale, ekspozycje na które po prostu muszę zajrzeć. Do tego dochodzą oczywiście umówione spotkania, prezentacje, konferencje i wszelakiej maści „eventy”. Krótko mówiąc  zero szans na niesubordynację, teoretycznie … Teoretycznie, gdyż po przyjeździe na miejsce wszystko z reguły bierze w łeb. Wystarczy tylko, że jedna z coraz bardziej popularnych – organizowanych poza MOCem prezentacji nieco się przedłuży, w drodze powrotnej załapiemy się na standardowy w godzinach szczytu korek i spokojnie możemy, przynajmniej do końca dnia zapomnieć o wcześniejszych planach. W normalnych okolicznościach taka obsuwa powinna wywołać przynajmniej lekką irytację, jednak High End rządzi się swoimi prawami. Główną zasadą obowiązującą na High Endzie jest „spodziewaj się niespodziewanego”. Nikogo nie dziwią zarówno systemy, które grać powinny a nie grają, jak i takie, które zagrać nie miały prawa a grają tak, że wychodzić nie tyle nie wypada, co po prostu się nie chce. Zaskakujące? Absolutnie nie. Ilość zmiennych w stylu zmęczenia, repertuaru, czy choćby atmosfery (wydajności klimatyzacji) jest na tyle oczywista, że wszyscy już dawno nauczyli się z tym żyć.  Po prostu trzeba zdać się na ślepy, łut szczęścia i przede wszystkim dobrze bawić – w końcu to największa na świecie audiofilska impreza. Zatem let’s party.

Kolejną oczywistością o której już na wstępie warto wspomnieć to fizyczna niemożność bycia wszędzie i zobaczenia wszystkiego. Tzn. znam jednostkowe przypadki, które rokrocznie idą w zaparte i już pod koniec pierwszego dnia twierdzą, że właśnie ww. niemożliwości dokonali. Tak na zdrowy rozsądek okazuje się, że pewnie rzeczywiście to osiągnęli, ale być i zobaczyć a choćby przez chwilę posłuchać, zamienić słowo, bądź dwa z obecnymi konstruktorami i przedstawicielami nieraz niezwykle egzotycznych marek to zupełnie inna bajka. Spokojnie można zatem podzielić bywalców wystawy na tzw. maratończyków, którym oprócz aparatów z szerokokątnymi obiektywami (za jednym pstrykiem można naprawdę spory wycinek otoczenia ustrzelić) do szczęścia brakuje tylko wrotek i bardziej stonowanych audio – turystów nieśpiesznie snujących się od pokoju do pokoju. Do której z powyższych grup się zaliczam tłumaczyć chyba nie muszę, a tych z Państwa którzy nie są do końca mają zdanie w powyższym temacie odsyłam do swojego zdjęcia. Dla ułatwienia tylko dodam, że przy takiej posturze (Małżonka coś wspomina o fizjonomii niepokojąco zbliżonej do Ogra) bieganie byłoby najszybszą drogą do kalectwa.
No dobrze. Czas na właściwą część niniejszej opowieści, czyli fotorelację. Zastanawiając się jak ogarnąć taki ogrom zdjęć, wrażeń i czasem niezwykle ulotnych myśli doszedłem do wniosku, że rozsądnym będzie podejść do tematu z matematycznym pragmatyzmem i oprzeć się o ideę wspólnego mianownika. Ów mianownik w większości przypadków będzie oczywiście umowny, ale miejmy nadzieję, że pozwoli zapobiec zbytniemu galimatiasowi. Zatem zaczynamy.

Skoro, cytując klasyka „na każdym zebraniu jest taka sytuacja że ktoś musi zacząć pierwszy” to standardowo na MOCu za oficjalne rozpoczęcie uważa się konferencję prasową i … równie sympatyczny element muzyczno – folklorystyczny.

W ramach lokalnego patriotyzmu na pierwszy ogień idą przedstawiciele polskiej myśli technicznej, którzy już dawno odkryli, że oprócz szarpania się na krajowym rynku interesy można a wręcz powinno robić się również na zdecydowanie szerszych wodach.
Najlepszym przykładem jest ekipa bydgoskiego Albedo i Audio Connectu, która stawiając na statyczną ekspozycję, w końcu nie od parady jedna z głównych prawd objawionych audiosceptyków głosi, iż kable nie grają, która stawiając na ekspozycję w pełni statyczną i … aromatyczną kawę przez całą wystawę prowadziła niezwykle ożywione rozmowy z potencjalnymi dystrybutorami i udzielając wywiadów. Jak widać marketing szeptany i rzeczywista wartość dostępnej oferty robią swoje, co z resztą widać było na twarzach rozstawionej nieopodal włoskiej konkurencji, na której stoisku oprócz samych wystawców trudno było kogokolwiek spotkać.

Taga Harmony – jest to świetny przykład na ewidentną globalizację. Również polskie podmioty gospodarcze z całkiem dobrymi wynikami stosują powszechne modele biznesowe przenosząc, bądź po prostu od razu rozpoczynając produkcję w Azji a w Europie prowadząc jedynie działalność badawczo – marketingową. W przypadku warszawskiego Polpaku można było również zapoznać się z  odświeżonym katalogiem swojego czasu bardzo w Polsce popularnej marki kablarskiej XLO. Z tego co mi wiadomo ostatnie zawirowania własnościowe spokojnie możemy uznać za minione i skupić się na świetnie wykonanych, rozsądnie wycenionych, dynamicznie grających i przede wszystkim oferujących niezwykle korzystna relację jakość/cena przewodach.

Fezz Audio & Pylon – ze względu na pełne obłożenie budki i dość ograniczone możliwości czasowe ograniczyliśmy sie do kurtuayjnej pogawędki i kilku zdjęć, jednak patrząc na frekwencję było co najmniej dobrze.

Polski pokój – czyli znana i lubiana powtórka z rozrywki. Intrygujące Hornsy, gramofon JR-Audio i przeurocze monobloki MySound. Wystawowego dźwięku oceniać nie będę, ale w ramach wskazówki wspomnę tylko, że są spore szanse na to, że przynajmniej 2/3 prezentowanego systemu jeszcze w tym roku u nas się pojawi.

Podobną kumulację krajan można było zauważyć zarówno w samym boxie, jak i jego otoczeniu zajmowanym przez amerykańsko – japoński set Acoustic Zena, Triode Corporation i  Junone. O czym mówię, o stolikach i platformach Audio Philara, oraz kolumnach i ustrojach akustycznych AVCona.

Franc Audio Accessories – jak widać Franc a właściwie Paweł wyraźnie puszcza oko w stronę dalekiego, jak i bliskiego wschodu oraz Azji, czego dowodem jest najnowsza – złota (!!!) wersja jego listwy zasilającej. Do połowy wystawy podziwiać można było również trzy demonstracyjne egzemplarze firmowych stopek antywibracyjnych, lecz w piątek jakiś „element” był łaskaw przywłaszczyć sobie je niepostrzeżenie przywłaszczyć.

Listę zamyka debiutant na rynku audio – Bauta z imponującymi półaktywnymi (wbudowane Hypexy zasilają sekcję basową) kolumnami autorstwa znanego „masteringowca” Jacka Gawłowskiego. Jak będą wyglądały dalsze losy marki zweryfikuje rynek, ale próba wbicia się w segment 100 000€ + wyraźnie pokazuje ambicje twórcy.

Skoro jesteśmy przy kolumnach to czas na kilka konstrukcji wykorzystujących przetworniki Accutona.
Tę swoistą wyliczankę pozwalam sobie otworzyć premierowymi Gauderami Berlina RC8 o których dźwięku jednak wolałbym się nie wypowiadać z dość kuriozalnych, przynajmniej dla mnie względów. O co chodzi? Ano o to, że nawet raczkujący akolici Hi-Fi wiedzą, że konstrukcje dr. Rolanda Gaudera są dość bezwzględne dla towarzyszących im wzmacniaczy i lepiej czasem dwa razy pomyśleć aniżeli później żałować. W tym roku ktoś najwyraźniej pomyślał co najwyżej raz, czego rezultaty zaglądający posłuchać najnowszych Berlin złotousi mogli „podziwiać” do woli. Początkowo przygotowane flagowce AVMa dość szybko powiedziały pass a zastępujące je w dalszej walce mniejsze, niemalże lifestyle’owe końcówki ewidentnie nie były w stanie sprostać postawionymi przed nimi ambitnym celom. Obrazu zniszczenia dopełniło okablowanie Nordosta. Całe szczęście potencjał kolumn był ewidentny, co z resztą postaramy się możliwie szybko ocenić we własnych czterech kątach.

Całe szczęście honoru marki Gauder dzielnie bronili waleczni Duńczycy z Vitus Audio i Alluxity. Tutaj już nie było miejsca na przypadkowość, więc spokojnie można było skupić się na muzyce delektując przy tym wyśmienitym, limitowanym słoweńskim piwem z niezaprzeczalnie rockowej lodówki serwowanym przez ekipę RW Acoustics.

A teraz przykład na moc … sex appealu, czyli co  potrafi zdziałać płeć piękna. W normalnych warunkach na widok kolumny  utrzymanej w estetyce krzyżówki gigantycznej pisanki i matrioszki po prostu szczerze bym się roześmiał, zrobił pamiątkowe zdjęcie i poszedł dalej po chwili zapominając o całym zdarzeniu. Tym razem jednak obecne na stoisku panie wyraźnie przyciągały wzrokiem, nie ukrywam, że  głównie przedstawicieli płci męskiej. A tak niczym ćma do płomienia świecy podążyłem w kierunku stoiska zupełnie nieznanej mi ukraińskiej marki Volya (link), która jak głosił banner działa na rynku od bagatela … 1772 roku. Jak się miało okazać dinozaurze jajo przy wejściu było jedynie preludium do monstrualnych bałałajek stojących wewnątrz budki. Z tego co udało mi się dowiedzieć za projekt ich bryły odpowiedzialny jest czołowy ukraiński projektant Yevhen Kozhushko a obudowy są ręcznie malowane przez Lyudmilę Gorbulya. A jeśli chodzi o ww. osiemnastowieczną datę, to właśnie z tamtego okresu pochodzi unikalny wzór Petrykivki. A i jeszcze jedno – cena modeli podłogowych to drobne pi razy drzwi 100 000 £, oczywiście za parę.

Lawrence Audio – nowe modele, nowe drajwery Accutona i w pewnym sensie pewna zmiana estetyki brzmienia. Może wyjdę na zmanierowanego tetryka, ale poprzednie modele Lawrence’ów wykorzystujące wstęgi miały, przynajmniej na moje ucho więcej finezji, otwartości i pewnej eteryczności połączonej z niesamowitą holografią i rozdzielczością. Z ceramikami na górze całość stała się bardziej kremowa, ale i nieco przygaszona. Oczywiście jeśli tylko nadarzy się okazja to z dziką satysfakcją przygarnę pod swój dach te przepiękne kolumny i już w kontrolowanych warunkach wydam zdecydowanie bardziej wiążąca opinię.

Jak już jesteśmy przy nowych drajwerach Accutona to w tym roku warto było posłuchać szwedzkich Martenów, które grały zarówno z  tranzystorami Analog Domain – w tym secie udzielały się Mingus Quintet, oraz z lampowcami Engström. W pierwszej Sali honory gospodarza pełnił sam Leif Olofsson.

W tym momencie muszę pochwalić dbałość o detale i troskę o jak najlepszy przepływ informacji, jeśli chodzi o drugi system. Otóż już w środę otrzymałem kompletny i niezwykle szczegółowy wykaz użytych podczas prezentacji urządzeń i akcesoriów obecnych w tym wartym 396 268 € secie. Dodatkowo cała obecna na sali ekipa dwoiła się i troiła aby przybliżyć każdy element toru a od czasu do czasu wpadał też stacjonujący nieopodal Leif Olofsson nie tylko rzucić uchem ale i porozmawiać ze słuchaczami. Po prostu full service. Dlatego tez pozwolę sobie na wyjątek od reguły i doceniając ich starania wymienię co i z czym grało:
DAC/streamer: Theoretica Applied Physics BACCH-SP 3D audio processor
Gramofon: Transrotor Rondino Gold, SME V gold, MC Figaro
Przedwzmacniacz: Engström MONICA (phono-stage & pre-amplifier)
Wzmacniacze mocy:2 x Engström LARS, (dwie pary w bi-ampingu)
Kolumny: Marten Coltrane 3
Kable:
– głośnikowe: dwie pary Bibacord 2 x 2 m
– IC RCA: Bibacord 1 x 1 m
– IC XLR: Bibacord 4 x 1 m
Stolik: Solid Tech Hybrid rack
Ustroje akustyczne: 4 x SMT Transparet V-wing
Wbrew pozorom widoczne na zdjęciach niepozorne przewody Bibacord to bardzo ciekawe konstrukcje oparte na przewodnikach z miedzi i srebra poprowadzonych w wykonanych z drewna balsy segmentowych tunelach i bawełnianym oplocie. Zero sztucznych materiałów, czysta ekologia.

Podobny zestaw przetworników, co w Martenach można było również spotkać u Tidala, który jak to ma w zwyczaju zaprezentował swój kompletny set. Pewne cechy wspólne odnaleźć było dość łatwo, jednak w Martenach całość charakteryzowała większa gładkość i homogeniczność.

Na liście klientów Accutona nie mogło zabraknąć również Ayona, choć w tym akurat przypadku porównanie z prezentowanymi w zeszłym roku w niemalże bliźniaczym secie kolumnami Lumen White Silverflame dla Ayonów BlackHawk nie wypadało zbyt korzystnie. Ayony zbyt forsownie i ofensywnie podchodziły do przełomu średnicy z wysokimi tonami przez co całość na dłuższa metę mogła okazać się męcząca.

Kolejnymi, wielce charakterystycznymi kolumnami widocznymi w kilku pomieszczeniach były pochodzące z RPA intrygujące VIVID Audio. W halach MOCa tych intrygujących „plemników” można było posłuchać z elektronika Lumina wspomaganą okablowaniem i końcówkami mocy WestminsterLab, CH Precision, oraz znaną już z hifideluxe’a Mola-Mola.

I jeszcze osławione i niezwykle polaryzujące opinię publiczną Magico. Do wyboru były sety oparte na elektronice Constellation/Pass i Soulution.