1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Marcin Pendowski w showroomie AGD

Marcin Pendowski w showroomie AGD

Choć parafrazując klasyka moglibyśmy uznać, iż „opowiadanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze”, to czwartkowe spotkanie z Marcinem Pendowskim w stołecznym, prowadzonym przez ekipę AudioEmotions, showroomie Audio Group Denmark  na ul.Złotej 70 pokazało, że jak się chce i umie, to jednak się da. Wystarczy tylko mieć pasję, wspomnianego „skilla” a części „oratoryjne” przeplatać materiałem muzycznym, w dodatku nie tylko reprodukowanym, lecz również „na żywca” wykonywanym. I tak też było tym razem, gdyż poza materiałem zarejestrowanym i dostępnym na winylach znaczną część spotkania zajęły opowieści co, jak, gdzie i z kim było nagrywane, sprawca całego zamieszania zebranym słuchaczom unauszniał różnice brzmieniowe pomiędzy przywiezionymi ze sobą instrumentami.

Zanim jednak przejdziemy do meritum warto wspomnieć, iż w stojącym w drugim planie systemie, któremu tym razem przypadła czysto służebna rola wsparcia honorowego gościa, przed zbliżającym się wielkimi krokami Audio Video Show wygrzewały się jeszcze pachnące fabryką Børreseny A3, które jak co poniektórzy żartowali ze względu na swą kompaktowość i smukłość powinny szczególnie przypaść do gustu przedstawicielkom płci pięknej i … dekoratorom wnętrz. Nie mniej urodziwym i równie istotnym elementem toru był gramofon tw-acoustic Raven Black Night z wkładka optyczną DS-Audio.

A kim był a raczej jest gość czwartkowego wieczoru? Cóż, dla niezorientowanych, znaczy się niekoniecznie śledzących „listy płac”, czyli czy to cyfrowe, czy papierowe tzw. booklety zawierające informacje kto i na czym na danym albumie zagrał, bądź kto oprócz sygnującego dany projekt lidera w studiu / na koncercie się pojawił personalia Marcina mogą niewiele mówić. Pomijając wikipedyczną notkę o tym, iż jest to „basista, muzyk sesyjny, kompozytor i producent muzyczny, właściciel wydawnictwa Judasz Records” (dostęp 16/10/2026) mamy do czynienia z prawdziwym pasjonatem, choć on sam woli mówić o sobie, iż jest zawodowym – profesjonalnym muzykiem, gdyż z tego co robi jest w stanie żyć a pasję rezerwuje dla oldschoolowych motocykli. I nie da się ukryć, iż jest w tym niepodważalny sens. Z drugiej strony jeśli się lubi, bądź wręcz kocha to, co się robi a w przypadku Marcina wszystko na to wskazuje, to śmiało moglibyśmy go uznać za „bezrobotnego”. W końcu nie raz i nie dwa w ramach „coachingu” z pewnością słyszeliście Państwo, że „jeśli wybierzecie pracę, którą pokochacie, to nie przepracujecie ani jednego dnia w swoim życiu”. Ponadto patrząc na jego portfolio pół żartem, pół serio, można dojść do wniosku, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat Marcin grał chyba ze wszystkimi z wyjątkiem … Mieczysława Fogga i Hanki Bielickiej.

Wracając do kwestii sprzętowych, czyli instrumentarium, jakie przywiózł za sobą Marcin, to oprócz „komercyjnego” Fendera na Złotej pojawił się również rodzimy, wykonany przez Marka Dąbka bezprogowy Stradi Pendox Fretless Bass. I właśnie nad nim pozwolę się na dłuższą chwilę pochylić, bowiem poza nad wyraz atrakcyjną formą i perfekcyjnym wykonaniem ów instrument czarował niezwykle urokliwym brzmieniem. Zakładam również, iż z racji swoistej „butikowości” Stradiego przyda się garść lutniczych technikaliów. I tak, korpus wykonano z palonej olchy, szyjkę z „lekkiego”, jasnego dębu wzmacnianego rurkami z włókna węglowego, przedłużoną podstrunnicę z drewna padouka a płytę przednią z bejcowanej na czarno czeczoty topolowej z pomarańczowym wypełnieniem. Ponadto zaimplementowano w nim dwa przetworniki (pickupy) Delano TheXtender Quadcoil oraz system Stradi Piezo, z których to ten drugi charakteryzowało bardziej analogowe i mniej spięte/żylaste brzmienie. Wypada również wspomnieć o fakcie, iż Marcin jest wielkim „koneserem” tzw. komunobasów, czyli gitar basowych powstających w czasach słusznie minionych na terenie „demoludów” w stylu Jolany Diamant, radzieckiego Urala, czy Alko Bassu (Alfreda Kopoczka) do których walorów sonicznych w trakcie spotkania wielokrotnie się odwoływał.

Serdecznie dziękując za zaproszenie i możliwość uczestnictwa w czwartkowym spotkaniu niezmiernie cieszy mnie zainicjowana przez AudioEmotions inicjatywa, gdyż o ile przerodzi się to w mniej, bądź bardziej regularny cykl, a ostatnie działania noszą tego znamiona, to jest szansa na ekshumację idei eventów organizowanych przez ekipę U22 (niezorientowanym polecam użycie soundrebelsowej wyszukiwarki), czego zarówno Państwu, jak i sobie szczerze życzę.

Marcin Olszewski

Pobierz jako PDF