Opinia 1
Jak już przy poprzednim teście wysokiej rangi łączówki wspominaliśmy w planach sprawcy dzisiejszego zamieszania przewodów oferowanych „luzem” w ofercie miało nie być wcale. Ot ojcowie założyciele wymyślili sobie taki model biznesowy, by oferować kompletne, ortodoksyjnie monoteistyczne – zamknięte na ingerencję z zewnątrz systemy. Czyli klient określając konkretne parametry graniczne otrzymywał dosłownie wszystko – od przewodu wychodzącego ze ściennego gniazda po kolumny sygnowane jednym logotypem. Utopia? Bynajmniej, raczej świadomość ważkości nawet najmniejszych zmiennych, czyli unikanie sytuacji wprowadzania do kompletnego systemu przypadkowych elementów spoza firmowego ekosystemu. Jak jednak życie pokazało nawet najbardziej ambitne plany trzeba akomodować do dynamicznie zmieniających się okoliczności przyrody, więc koniec końców również i Omega Audio Concepts przebudowała swój katalog tak, by oprócz rozwiązań „pod klucz” potencjalny nabywca mógł swój audiofilski ołtarzyk budować sukcesywnie, krok po kroku swoją przygodę z włoską myślą techniczną rozpoczynając czy to od elektroniki, kolumn, czy też okablowania. I właśnie po raz kolejny, dzięki uprzejmości chełmżyńskiego Quality Audio na owym okablowaniu przyszło nam się skupić. Jednak w tej odsłonie przyjrzymy się i przysłuchamy reprezentantowi drugiej od dołu linii DNA w postaci przewodu zasilającego Omega Audio Concepts DNA Power AC.
Jak na powyższych zdjęciach doskonale widać dostarczony na testy egzemplarz pod jednym względem niezaprzeczalnie różni się od tego, co można zobaczyć na stronie samego producenta. Chodzi oczywiście o umaszczenie, bowiem ekipa z Colle Umberto w swych mediach uparcie promuje gorącą czerwień a tymczasem nasz rodzynek przyodziany został w dystyngowaną, opalizującą czerń. Całe szczęście ekspresowa wymiana korespondencji z dystrybutorem rozwiała wszelkie wątpliwości i rzuciła nieco światła na powód owej rozbieżności. Okazało się bowiem, iż co prawda czerwień jest sugerowanym standardem, jednak producent dopuszcza pewne odstępstwa od firmowych dogmatów i nie widzi najmniejszego problemu z dostarczaniem swych przewodów w oplotach o innej kolorystyce, jak powyższa czerń, czy np. błękit. Niezmienne pozostają za to pozostałe składowe, czyli solidne, złocone wtyki, ozdobna aluminiowa mufa informująca o modelu, wytwórcy, pochodzeniu i oczywiście budowa anatomiczna. Jak jednak historia pokazuje również i Włosi nie są zbyt skorzy do dzielenia się tajemnicami R&D, więc jedynie dość lakonicznie informują o obecności pod opalizującą koszulką PET otulonych czterema ekranami i izolacją z poliolefinu pięciu miedzianych przewodów solid core o średnicy 1,5mm każdy. I właśnie z racji swej budowy włoska sieciówka charakteryzuje się zauważalną sprężystością i sztywnością, jednak od razu zaznaczę, iż w porównaniu z Micro Extra Signal ergonomia i podatność na zginanie jest o wiele bardziej przyjazna zaszafkowym ekwilibrystykom.
Skoro z aplikacją nie było żadnych problemów a i okres akomodacyjny, choć dystrybutor był tak miły i główne wygrzewanie wziął na swoje barki, minął najwyższa pora by sprawdzić i ocenić cóż takiego Omega Audio Concepts DNA Power AC oferuje pod względem wpływu na brzmienie podłączanych do niego urządzeń. A wbrew temu co twierdzą zaimpregnowani na empiryczne doświadczenia sceptycy ów wpływ jest tyleż zauważalny, co zarazem łatwo definiowalny. DNA stawia bowiem na kipiącą energią zwartość konsystencji w niektórych momentach idącą w cross-fitową żylastość. Nie oznacza to bynajmniej jakiegoś drastycznego odchudzenia dźwięku, czy wręcz wprowadzenia do niego pierwiastka podskórnej nerwowości, lecz raczej zebranie się całości w sobie i eliminację ewentualnego poluzowania i niesubordynacji najniższych składowych. Chociażby na „New Moon Daughter” Cassandry Wilson basu jest sporo i zazwyczaj jego definicja opiera się na pewnej pluszowości, umowności i niedopowiedzeniu definiowania bryły kontrabasu a prowadzona w nieco zwolnionym tempie narracja tylko ową umowność intensyfikuje. Tymczasem po pojawieniu się w systemie Omegi owa pluszowa krągłość nabiera konturów a gąbczasta tkanka ulega wyraźnej konkretyzacji. Całe szczęście odbywa się to bez uszczerbku dla melodyki i koherencji prezentacji, więc możemy w tym przypadku mówić jedynie o pozytywach, jak daleko nie szukając pojawienie się motoryki i drajwu, który wcześniej był jedynie sygnalizowany. Równie wyraźnie to słychać na zdecydowanie lżejszym i bardziej „wartkim” albumie „Rhytms Of The Heart” Reginy Carter, gdzie dopiero co wspomniana Cassandra, za sprawą coveru „Papa Was a Rollin’ Stone” również ma swoje nawet nie pięć a blisko siedem i pół minuty w świetle scenicznych reflektorów i wykorzystuje je wybornie. Warto również wspomnieć, iż lekkie utwardzenie przekazu nie sprawia, że skrzypce Reginy zaczynają intensywniej kąsać, czy wręcz popadać w szklistość. O nie, co prawda nie brakuje im zadziorności i natywnej chropawości, ale one tak właśnie brzmią i jakiekolwiek ich osładzanie i lukrowanie jest odstępstwem od stanu faktycznego, więc optykę narzucaną przez DNA Power śmiało możemy uznać za trzymającą się faktów obiektywność.
Jeśli jednak ktoś się obawia, iż owa konkretyzacja i „żylastość” przy mniej finezyjnym repertuarze na dłuższą metę może męczyć wprowadzając znamiona wyczynowości, to spieszę owe grono uspokoić, iż nic takiego, o ile tylko reszta systemu takowych cech nie przejawia, nie ma miejsca. Ba, nawet na obfitującym w iście szaleńcze tempa i zarazem niezwykle odległym od audiofilskich wzorców „The Funeral Album” Sentenced nijakich anomalii nie odnotowałem, a że gitarowym riffom nie sposób było odmówić ognistej kąśliwości a chropawy wokal Ville Laihiala nijak nie przypominał jedwabistości znanych z partii Michaela Bublé, to już oczywista oczywistość. Było szorstko, ciężko i szybko, ale zarazem bez ponadnormatywnej ofensywności i epatowania jazgotliwością. Powyższe obserwacje potwierdził ostatni album ww. jegomościa udzielającego się tym razem pod szyldem Saattajat na albumie „Ei meillä ole kuin loisemme”, gdzie jest jeszcze ciężej, brudniej, bardziej garażowo a z racji partii wokalnych wyrykiwanych po fińsku całość ma niepowtarzalny klimat. Czuć za to bezpośredniość i drzemiący w materiale źródłowym potencjał dynamiczny, więc zasadnym jest stosowne zwiększenie głośności i poczucie na własnych trzewiach co tak naprawdę potrafi nasz system, bo co jak co, ale Omega DNA na pewno nie będzie jego najsłabszym ogniwem.
Omega Audio Concepts DNA Power AC to niezaprzeczalnie przewód o własnym, jasno określonym charakterze, więc nie powinno być najmniejszych problemów z określeniem, czy wpisuje się w nasz system i prywatne gusta, czy też szukać musimy dalej. Jeśli jednak dzień rozpoczynacie od espresso doppio, lubicie „sportowy styl jazdy” a w muzyce wykluczacie nudę, to coś czuję w kościach, że powinniście polubić się z naszym dzisiejszym gościem.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jeśli czytaliście moją relację z naszego pierwszego starcia z sygnałową konstrukcją tytułowego brandu, zapewne wiecie, jeśli jednak nie, niezorientowanym czytelnikom spieszę wyjaśnić, iż marka Omega Audio Concepts nie wyskoczyła nagle na nasz rynek z przysłowiowego kapelusza. Mianowicie jest to od wielu lat bardzo dobrze znany na zachodzie Europy producent szerokiego spektrum konstrukcji z naszego podwórka. I może się zdziwicie, ale pisząc o bogatej palecie asortymentu mam na myśli dosłownie i w przenośni wszytko. Od będących dzisiaj tematem drugiego spotkania kabli, przez elektronikę, po kolumny, co sprawia, że bazując li tylko na jej pomysłach śmiało można skompletować pełen świetnie dopasowany do siebie brzmieniowo, bo pochodzący spod jednej ręki zestaw audio. A co w ich działalności jest najciekawsze, właśnie taki, czyli oparty na proponowaniu klientom kompletnego pomysłu na muzykę hołduje na co dzień. Tak tak, panowie ze słonecznej Italii, bo stamtąd pochodzi opisywany producent, w podstawowym nurcie działalności zajmują się zaspokajaniem potrzeb klienta w pełnym zakresie, a podobne do dzisiejszego wydarzenia oddania jedynie drobnego wycinka w dystrybucję są swoistym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Na szczęście podobny wyjątek zdarzył się na naszym rynku, dlatego z przyjemnością informuję, iż dzięki logistycznym działaniom stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio dzisiaj przyjrzymy się kolejnemu produktowi z zakresu okablowania systemów, którym w czasach obecnego szaleństwa będzie bardzo rozsądnie wyceniony przewód zasilający Omega Audio Components DNA Power AC.
Do kwestii budowy rzeczonego kabla mogę odnieść się jedynie interpretując zamieszczoną na stronie internetowej producenta tabelkę. Z niej zaś wynika, że podstawowym materiałem przewodników Solid Core jest wysokiej czystości miedź. Tak jak w każdym przewodzie serii DNA, tak też w prądowym znajdziemy aż 5 przebiegów sygnału, które całościowo osiągają przekrój o grubości 1.6 mm2. Jeśli chodzi o ekranowanie, stosując firmową specyfikację, aby odpowiednio zabezpieczyć sygnał przed zakłóceniami producent potroił ten zabieg, natomiast w kwestii izolacji posłużył się kombinacją na bazie powłoki Poliolefinu i powłoki PET. Finalnie nasz bohater został ubrany w estetycznie prezentującą się, czarną, opalizującą plecionkę i zaterminowany estetycznymi wtykami. W drogę do klienta podobnie do opisywanego niedawno kabla sygnałowego XLR, DNA Power AC pakowany jest w wyściełane białym materiałem, wyposażone w certyfikat oryginalności, krwistoczerwone kartonowe pudełko.
Jak wypadł włoski, tym razem czarny prądowy ogier? W ogólnej estetyce bardzo podobnie do wyższej serii sygnałowego XLR, czyli z dbałością werwę oraz czytelność kreowanej wirtualnej sceny. Naturalnie z nieco mniejszym zaangażowaniem w pokazywanie najdrobniejszych detali, ale patrząc na różnicę w cenie, a tym samym wykorzystanie mniej zaawansowanej technologii i jakości materiałów całkowicie zrozumiałe. Ale zapewniam, chodzi o niuanse, które w najwyższych modelach każdego producenta są oczkiem w głowie, a które nadmiernie eksponowane w niższych seriach mogłyby wypaść niekorzystnie. A przecież wszyscy wiemy, iż w całej naszej zabawie chodzi o przyjemność ze słuchania muzyki ze stosownym, a nie nadmiernym dla danej półki pakietem informacji. Ca zatem po tym wprowadzeniu mogę powiedzieć o tytułowym kablu? Przyznam, że pokazał się z bardzo ciekawej strony. A dlatego, że oprócz zapewnienia muzyce świetnej wagi i co za tym idzie, gdy trzeba energii, dzięki dobremu zwarciu dźwięku, czyli de facto jego kontroli, przez cały czas muzyka tętniła fajnym życiem. Życiem, które oferowało świetny drive, mocny atak i wyraziste krawędzie źródeł pozornych. A co w tym było najistotniejsze, przekaz brzmiał spójnie. W estetyce nasycenia oraz dobrego akcentowania wyrazistości skrajów pasma, co nie tylko przeciwdziałało popadania projekcji w monotonię, ale owocowało odpowiednim wizualizowaniem różnego rodzaju muzyki. Nie tylko miłej, łatwej i przyjemnej, ale także bardzo agresywnej.
Z puli tej łatwiejszej, a tak naprawdę spokojniejszej wziąłem na tapet Torda Gustavsena Trio „The Other Side”. Jednak zapewniam, ów spokój jest bardzo zdradliwy i raczej wspomniany przez mnie przekornie, bowiem jeśli system zabrzmi zbyt zachowawczo, muzyka będzie zdradzać stan jak po sporej dawce Pavulonu. Tymczasem jazzowe tria muszą zabrzmieć odpowiednio wyraziście w kwestii czytelności nie tylko krawędzi rysującej dany spektakl, ale także stosownego wykonturowania serwowanej energii, a wszystko powinno zostać okraszone nienachalną dawką otwartości górnych rejestrów. I wiecie co, dzięki oferowanej przez testowany kabel drapieżności, wspomniana formacja wypadła w sposób całkowicie spełniający warunki ciekawego odbioru. Dostałem fajny drive, dobrze określoną w domenie zwarcia masę i otwartość, a to przełożyło się na widowiskową projekcję materiału od wielu lat lubianego przeze mnie artysty. Ani przez moment nie odczułem sytuacji jakichkolwiek braków w dozowaniu istotnych niuansów, co dla mnie jest podstawowym kryterium pozytywnej oceny brzmienia ocenianego materiał – brawo.
Podejmując wyzwanie testowe z solidną dawką braku elegancji spod znaku grupy Slayer „Seasons In The Abyss” miałem jeden cel. Była nim weryfikacja, czy dobrze wpływająca na prezentację jazzu dawka dobrze zaznaczonej w kwestii rysunku energii nie zrobi przysłowiowego „kuku” samej w sobie dość kanciastej w brzmieniu muzyce rockowej. Otóż w tym przypadku także materiał wyszedł ze starcia z przysłowiową tarczą. Zapewne to efekt braku pogoni tytułowego kabla za wyciskaniem z prezentacji ostatnich soków, czyli poszukiwania nieposkromionej wyrazistości. Owszem, muzyka błysnęła w moim pokoju mocnym akcentem bezczelności, ale zapewniam, słuchani artyści takim obrotem sprawy byliby z pewnością ukontentowani, gdyż mimo wszystko – czyli nawet w najbardziej wściekłych pasażach – przekaz nie przekraczał cienkiej linii dobrego smaku. A muszę przyznać, że jak zawsze słuchałem tego krążka bardzo głośno i nic nie bolało, a to niekwestionowany sukces.
Komu poleciłbym nasz punkt zainteresowania w tym podejściu testowym? Jak można się domyślić, z jednym wyjątkiem wszystkim. A wszystkim dlatego, że jego podstawową zaletą jest podkręcanie emocji w muzyce działaniami w postaci zastrzyku kontrolowanej oraz dobrze określonej w domenie czytelności energii. Tego zazwyczaj nigdy nie jest za wiele. O co zatem chodzi z tym wyjątkiem? Otóż fraza „zazwyczaj” nie oznacza nigdy, dlatego polecając Wam tytułową sieciówkę wziąłem poprawkę na systemy już na starcie nazbyt wyraziste, żeby nie powiedzieć cierpiące na syndrom ADHD. Połączenie ich z Omegą oczywiście nie musi oznaczać porażki, ale podejmując się próby takiej konfiguracji, z tyłu głowy trzeba mieć jej estetykę brzmienia. Dość uniwersalną, ale jednak pełną ekspresji. Zatem jeśli szukacie zwiększenia dawki emocji lub wsparcia swojego systemu zwartym impulsem, przybyły do nas Włoch jest bardzo dobrym kandydatem na ratujący Wam przysłowiowy „tyłek” długotrwały ożenek.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Omega Audio Concepts
Cena: 5 000 PLN / 2m
Dane techniczne
Konstrukcja: solid core
Liczba przewodników: 5
Materiał przewodników: miedź
Średnica przewodników: 1,6 mm
Liczba ekranów: 4
Izolacja: Poliolefin
Osłona zewnętrzna: Poliolefin + plecionka PET