1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Organic Audio Reference XLR

Organic Audio Reference XLR

Link do zapowiedzi: Organic Audio Reference XLR

Opinia 1

Skoro mowa jest srebrem a milczenie złotem, to cóż wypadałoby przyporządkować miedzi? W ramach pewnej samowoli i jednoczesnego narzucenia Państwu własnego zdania, na potrzeby niniejszego testu pozwolę sobie przewrotnie założyć, iż ów rudy metal będzie wyrażał … muzykę. W dodatku operując powyższymi kryteriami a dokładnie 2/3 z nich śmiało możemy uznać, iż całkiem nieźle definiują one wyroby prowadzonych przez Ulrika G. Madsena duńskich marek – reprezentującą srebro Argento Audio i miedź Organic Audio. I to właśnie ten drugi komercyjny byt stał się powodem dzisiejszego spotkania, gdyż po kilku, dokładnie 4 i pół, latach od testu zasilającego modelu Reference Power, który pozostawił po sobie wielce miłe wspomnienia, przyszła kolej na jego sygnałowe rodzeństwo, czyli dostarczony przez katowicki RCM interkonekt Organic Audio Reference XLR.

Już podczas recenzowania dopiero co wspomnianego przewodu zasilającego nadmieniłem, iż seria Reference Organica stanowi oczywiste rozwinięcie podstawowej linii Orginal, z którą to de facto jestem silnie związany emocjonalnie od … nie pamiętam kiedy, używając z powodzeniem tak sieciówki, jak i właśnie zbalansowanych interkonektów. Ponadto w tzw. międzyczasie udało mi się również zaliczyć kilkuletni incydent z przewodami głośnikowymi, więc spokojnie możemy uznać, iż posiadam „organiczną skazę”. Nie da się jednak ukryć, iż wchodząc oczko wyżej zmieniają się nie tylko … ceny i oczywiście brzmienie, lecz przede wszystkim wkład materiałowy. O ile jednak w obu przypadkach poddane podwójnej obróbce kriogenicznej eliptyczne przewodniki ułożone są na kształt skręconej wstęgi, to Reference’y mogą pochwalić się 100% większym przekrojem od swojego niżej urodzonego rodzeństwa. Oczywiście w roli dielektryka skorzystano ze sprawdzonej receptury „spienionej” mieszanki żywicy i włókniny a konfekcji dokonano własnej produkcji wtykami z pinami wykonanymi z takiej samej miedzi jak przewodniki, eliminując jednocześnie połączenia lutowane i korpusami z miedziowanego aluminium. Peszel ochronny jest kruczoczarny, w dotyku jedwabiście gładki i całe szczęście nie ma tendencji do „łapania” kurzu. Same przewody, pomimo zwiększenia przekroju przewodników nie straciły zbyt wiele ze swojej wiotkości w stosunku do Orginali. Różnice widać również w opakowaniu, które dla wersji Reference przypomina sztywne tekturowe etui na pokaźny beret a „stare” Originale pakowane były w zdecydowanie mniej szykowne prostopadłościenne pudełka z falistej tektury.

Czego by jednak nie mówić i nie wiem jak nie zaklinać rzeczywistości, większość świadomych odbiorców nie jest jednak aż tak naiwna, aby dopłacać li tylko do metki potwierdzającej wyższy status konkretnego urządzenia, bądź akcesorium bez nader namacalnego dowodu w postaci wyraźnego progresu natury brzmieniowej. Oczywiście historia zna przypadki ślepego podążania za chwilowymi modami, bądź wręcz sezonowych zmian praktycznie całych systemów, gdyż ich posiadaczom wydaje się, że pojawienie się na rynku nowej odsłony poszczególnych komponentów oznacza automatyczne przejście w stan nieużywalności tego, co jeszcze dzień wcześniej całkiem nieźle się sprawowało dostarczając masę frajdy odbiorcom. O ile jednak na tego typu ekstremalne przypadki Audiophilii Nervosy lekarstwa jeszcze nie wynaleziono, to osobiście uwielbiam, mając gruntownie opanowany „stary” / niższy model, zderzyć go w bezpośrednim starciu z „nową”/wyższą wersją. I traf chciał, że właśnie tym razem do takiego bratobójczego pojedynku doszło.
Po niespiesznej akomodacji i gruntownym wygrzaniu z przykrością musiałem stwierdzić, że w przypadku tytułowych, duńskich łączówek sygnatura Reference nie bierze się li tylko z chęci zysku i drenażu klienckich kieszeni, co z bezdyskusyjnego i słyszalnego od pierwszych taktów progresu natury sonicznej. Nie chodzi jednak o to, że Reference’y zrywają z młodszym rodzeństwem i niejako na nowo definiują własne brzmienie, lecz ich pojawienie się w moim systemie spokojnie można określić mianem w pełni logicznej i oczywistej ewolucji brzmienia, do którego zdążyłem się przez ostatnie lata przyzwyczaić. Mamy zatem to samo, z czego z resztą słyną podstawowe Organici, czyli ponadprzeciętną muzykalność i wysycenie barw, przy jednoczesnym wywindowaniu owych zalet na nieosiągalny do tej pory pułap. Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć. To nie chodzi o to, by ową niezwykle eufoniczną manierę kolokwialnie mówiąc „przewalić” fundując odbiorcy gęsty i niemalże duszący klimat rodem z sauny w której ktoś przesadził z olejkami eterycznymi, lecz pozostawanie w znanej, przypisywanej marce estetyce odpowiednio, czyli ze smakiem i umiarem, intensyfikować wyrafinowanie oraz klasę poszczególnych składowych. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, iż tytułowe duńskie łączówki roztaczają aurę krainy łagodności i ciężkie, słodkie aromaty kwitnących bzów. Weźmy na ten przykład niezbyt romantyczny repertuar w stylu „One Second” Paradise Lost, gdzie elektroniczne pasaże przeplatają się z ciężkimi i miażdżącymi trzewia partiami gitar i basu. Przy deficycie barwy i soczystości ów album brzmi płasko i jazgotliwie, a przy zbytnim dociążeniu robi się przysłowiowa buła. Tymczasem Organici były w stanie z tej industrialno-gotyckiej metalowej magmy wyczarować nie dość, że trójwymiarową scenę, to w dodatku precyzyjnie zdefiniowane źródła pozorne. I tu właśnie ujawnia się potencjał Reference’ów, gdyż w porównaniu do swojego młodszego rodzeństwa oferują zdecydowanie lepszą rozdzielczość i o niebo bogatszy pakiet informacji natury przestrzennej. Można też odnieść całkiem uzasadnione wrażenie grania większym i niżej schodzącym wolumenem.
Przesiadka na zdecydowanie bardziej klasyczny, choć nie mniej depresyjny a przy tym szalenie eklektyczny „Time & Eternity” Patricii Kopatchinskajej i Cameraty Bern otwiera przed słuchaczami kolejne pokłady emocji. Naturalne instrumentarium, połamane linie melodyczne i wokalizy zaczerpnięte zarówno z Yom Kippur („Kol Nidre”), jak i polskiej kultury ludowej („Dwa serduszka”) sprawiają, że konieczna staje się nie tylko uniwersalność, co przede wszystkim umiejętność wyczucia chwili, klimatu i nastroju, gdyż inaczej wypada przecież interpretować iście zornowskie połamańce (z ciekawostek, to właśnie od melodeklamacji samego John Zorna rozpoczyna się album) a inaczej niemalże barokowe, czy wręcz bachowskie chorały. I z takim oto wyzwaniem Organici radzą sobie wprost rewelacyjnie nie pozostawiając najmniejszego niedosytu, co biorąc pod uwagę ich nad wyraz przystępną cenę zasługuje na w pełni zasłużone brawa. Smyczki mają właściwą sobie chropawość a jednocześnie nie popadają w szklistość, czy też granulację a cały aparat wykonawczy otacza iście atłasowa nieprzenikniona czerń tła potęgująca wrażenie uczestnictwa w niezwykłym misterium.

Interkonekty Organic Audio Reference XLR to przewody, które niejako z założenia i genetycznego uwarunkowania nic nikomu nie chcą udowadniać. Nie mają parcia na szkło, nie starają się zaznaczyć, czy wręcz zamanifestować, swojej obecności na każdym kroku, lecz w sposób całkowicie naturalny i nomen omen organiczny nadają reprodukowanej muzyce wyrafinowania i soczystości.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³; Accuphase P-4500
– Kolumny: Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3

Opinia 2

Będąca punktem zapalnym dzisiejszego testu duńska marka Organic Audio w moim odczuciu jest pewnego rodzaju fenomenem segmentu High End rynku audio. Jaki jest powód takiej teorii? Spójrzcie tylko na nią z pewnej perspektywy. Teoretycznie niespecjalnie narzuca się potencjalnym klientom, jedynie sporadyczne pojawiając się na łamach branżowych periodyków, a mimo takiego postawienia sprawy, czyli braku lawinowej ilości reklam, lub szeregu następujących po sobie testów, jest znakomicie rozpoznawalna, co przekłada się na liczne występy w konfiguracjach dobrze znających ten wycinek rynku użytkowników. Skąd takie wnioski? Po pierwsze – wystarczy spojrzeć na nasze portfolio, w którym po przeszło sześciu latach możemy pochwalić się tylko jedną recenzją – kabla zasilającego. A po drugie – znam co najmniej trzy osoby, które mimo nad wyraz okazjonalnego brylowania marki we wszelkiego rodzajach testach z powodzeniem wykorzystują jakiś produkt z portfolio tego brandu. Po co cały ten wywód? Otóż dzisiaj po raz kolejny, niestety dopiero drugi, mam przyjemność zaprosić Was na kilka akapitów z obserwacjami dotyczącymi dostarczonego przez katowickiego dystrybutora RCM flagowego modelu kabla sygnałowego Organic Audio XLR Reference.

Produkty spod znaku Organic Audio są siostrzanym bytem produkcyjnym high-endowej marki Argento Audio, z tą tylko różnicą, że gdy Argento w swych trzewiach stosuje srebro, tak Organic posiłkuje się li tylko wysokiej czystości miedzią. Idąc za dostępnymi informacjami w przypadku modelu dostarczonego do testu XLR Reference mamy do czynienia z miedzią po dwukrotnej kriogenizacji. Tak przygotowane termicznie druty otulono stosownymi izolatorami i ubrano w opalizującą czarną plecionkę. Jeśli chodzi o temat wtyków, te są pomysłami firmowymi. Główny korpus to tuleje z miedziowanego aluminium, zaś stabilizowane wspomnianymi ciemnozłotymi kształtkami podzespoły nośne dla srebrzonych pinów damskich i męskich wykonano z do złudzenia przypominającego drewno sztucznego konglomeratu. Tak wykonane okablowanie spakowano w nadające posmaku ekskluzywności, wyściełane gąbką okrągłe kartonowe pudełko. Jak widać, nie mamy do czynienia ze zbędnym poszukiwaniem designerskiego poklasku, a to daje podstawy do przypuszczeń, iż główna walka producenta została skierowała na front brzmienia produktu.

Jak można było się spodziewać, sygnatura Organica podczas kilkudniowego testu nie odbiegała od ogólnego trendu okablowania opartego o miedź. Gęsto, soczyście, energetycznie i gładko. Jednak w imię powiedzenia „diabeł tkwi w szczegółach” takie stwierdzenie w najmniejszym stopniu nikomu nic nie mówi, dlatego też w kilku zdaniach postaram się wyłożyć na ich temat znacznie bardziej pokazującą pakiet zalet kawę na ławę. Jakie to punkty dodatnie? Otóż przy świetnym nasyceniu środka pasma model Reference nawet na moment nie pozwalał mu się szkodliwie rozciągnąć. Było soczyście, o dziwo z lekkim otwarciem wyższego podzakresu średnicy, a przy tym zwarcie. Górne rejestry mimo unikania szkodliwego na dłuższą metę nadpobudliwego cykania, emanowały nieprzebranym pakietem informacji. Zaś dolny zakres częstotliwościowy idąc w sukurs centrum pasma akustycznego nie tylko nie skąpił masy, ale tak samo był pod pełną kontrolą poczynań w domenie szybkości i energii, czyli tłumacząc z polskiego na nasze, nie pozwalał snuć się niskim pomrukom po podłodze niczym wulkaniczna lawa. Co istotne, gęsty przekaz w przeciwieństwie do wielu wpadek konkurencji nie odbijał się negatywnie na prezentacji dobrze rozbudowanej wirtualnej sceny muzycznej. Jakie owoce soniczne zaoferowała moja układanka wzbogacona w sygnałówkę z Danii w starciu z muzyką? W moim odczuciu same pozytywne, gdyż przy przywołanym nasyceniu mogłem cieszyć się świetnym napowietrzeniem przekazu. I bez znaczenia był fakt słuchania poczynań lubianej przeze mnie Diany Krall w produkcji „Love Scenes” z jej czarującym wokalem i świetnie współbrzmiącym instrumentarium., czy lekko free-jazzowych składów z Paulem Bleyem, Garym Peacockiem i Pailem Montianem w rolach głównych, bowiem za każdym wespół z dobrą wagą, a przez to gdy trzeba potęgą instrumentów typu fortepian, kontrabas, lub perkusja, szedł świetny timing i dobry wgląd w najbardziej wyszukane pasaże nutowe słuchanej muzyki. To za każdym razem było wymuszone przez dobry efekt dźwiękowy po wpięciu Duńczyków w mój tor audio słuchanie krążków od początku do końca, a nie mające pokazać pretendentowi do laurów jego miejsce w szyku wybiórcze strzelanie pojedynczymi utworami. Przyczyna? Banalna. Po prostu kabel ze swoimi walorami typu wspierana kontrolą dobra masa grania nie tylko idealnie wpisywał się w mój gust muzyczny, ale również nie dał zaskoczyć się kilkukrotnymi karkołomnymi próbami z twórczością elektroniczną. Wówczas nadal było zwarcie, atak i energia, z tą tylko różnicą, że nie za wszelka cenę. Priorytetem była przyjemność z obcowania z muzą, a nie wyczynowość w jej podawaniu, na co liczy wielu miłośników zespołu Massive Attack i jemu podobnych. Ale zaznaczam, nigdy nie zanotowałem problemu z utratą kontroli nad dolnymi rejestrami i przegrzaniem średnicy, co stawia omawiane kable w szeregu uniwersalnych ze wskazaniem na muzykalność.

Jak wynika z powyższego tekstu, cały proces oceny przebiegał w idealnie wpisujących się w moje preferencje niuansach brzmieniowych. Jednak natychmiast uspokajam stawiających na szybkość melomanów, że również oni z powodzeniem znajdą w kablu Organic Audio Reference XLR wiele ciekawych dla siebie cech typu zwarcie dźwięku i szczypta doświetlenia wyższej średnicy. To są główne cechy tytułowego okablowania, co ze spokojem pozwala sądzić, iż nawet w momencie braku ostatecznego konsensusu z potencjalną układanką czas poświęcony na osobiste zapoznanie się z nim nie będzie straconym, tylko raczej ocierającym się o jego zwycięstwo, jednak przegranym przez wskazanie sędziowskie po walce jak równy z równym sparingiem.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777, Gryphon Antileon EVO Stereo, TAD D1000 MK2-S
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”, Vermoutch Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA
Step-up Thrax Trajan

Dystrybucja: RCM
Cena: 5 060 PLN / 1m stereo, 640 PLN dodatkowe 0,5m stereo

Pobierz jako PDF