1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Restek Editor + Extract

Restek Editor + Extract

Opinia 1

Choć na łamach SoundRebels staramy się testować głównie nowości, bądź chociaż marki wracające / debiutujące w Polsce, to podczas tegorocznych krakowskich odsłuchów, których tematem przewodnim było najświeższe wcielenie Ayona Crossfire’a III i Avantgardy Duo Grosso wpadł nam w oko (i ucho) pewien system. Niejako mimochodem załapaliśmy się bowiem na prezentację lekko zapomnianej nad Wisłą elektroniki Restka. Potężne monobloki Extent współpracowały z przedwzmacniaczem Editor i odtwarzaczem CD Epos a cały, okablowany przewodami Siltecha z serii Royal Signature, zestaw zasilał jubileuszowe monitory Dynaudio Special 25. Prawdę powiedziawszy przez chwilę poczuliśmy się jak przysłowiowy książę z bajki o kopciuszku, gdy po żmudnych poszukiwaniach odkrywa zaszytą w kuchni wybrankę serca. Co prawda powyższa metafora wydaje się zbyt daleko posuniętym przejaskrawieniem i semantycznym nadużyciem, jednak proszę mi wierzyć, że tak grające Dynaudio słyszy się bardzo, bardzo rzadko. Dlatego też od razu po powrocie do Warszawy i krótkiej naradzie postanowiliśmy nakłonić dystrybutora do dostarczenia na testy „budżetowej” wersji Extentów – monobloków Extract wraz z Editorem. I tym oto sposobem wylądowały u nas, prowadzone przez równie co one lśniący przedwzmacniacz, ociekające chromem germańskie bestie w „wersji XS”. Proszę jednak nie szukać na niemieckojęzycznej (wyboru innego języka brak) stronie Restka wspomnianej XS-ki. To kolejny skrót myślowy, jakim pozwoliłem się posłużyć. Po prostu para Extractów waży tyle, co jeden Extent i stąd użycie oznaczenia małej „rozmiarówki”.

Niemalże ¾ płyty czołowej Editora zajmuje ukryty za czarnym akrylem nad wyraz czytelny wyświetlacz dot-matrix, który w wersji dostarczonej do testów był czerwony, lecz podczas składania zamówienia klient otrzymuje możliwość wyboru opcji zielonej, bądź niebieskiej. Zlokalizowaną nieopodal wielofunkcyjną gałką możemy ustawić praktycznie wszystko … poza praniem i klimatyzacją. Poczynając od aktywacji i czułości wejść / wyjść, intensywności wyświetlacza, poprzez balans między kanałami a na wyborze, czy regulacja sygnału na wyjściach ma być globalna, czy też dla każdego z wyjść niezależna skończywszy. Jako opcję można też dokupić płytkę z przedwzmacniaczem gramofonowym.
Rzut oka na cofniętą względem korpusu ścianę tylną może wprawić nieobeznanych audiofilów w lekką konsternację, gdyż oprócz standardowej baterii gniazd RCA w tytułowym przedwzmacniaczu producent ze względu na dość niewielką wysokość urządzenia zdecydował się na zastosowanie dość mało popularnych w sektorze Hi-Fi terminali mini XLR. Oczywiście w kartonie znajdziemy stosowne przejściówki na pełnowymiarowe XLRy, lecz wyprzedzając nieco fakty uczciwie zaznaczę, że ich klasa, jakość a przede wszystkim wpływ na dźwięk pozostawiają wiele do życzenia i jeśli tylko ktoś planuje wykorzystanie potencjału XLRów, to sugeruję zaopatrzyć się w zdecydowanie wyższej klasy zamienniki (np. Cardasa). Gdyby jednak ktoś nie miał ochoty na takie kombinacje alpejskie to oprócz oznaczonych numerami 1-4 nietypowych gniazd zbalansowanych ma jeszcze do wyboru kolejnych pięć wejść w standardzie RCA. Wyjścia liniowe również występują w obu postaciach. Oprócz nich udało się jeszcze wygospodarować miejsce na gniazda umożliwiające spięcie firmowego systemu przewodami „remote” służącymi m.in. do wybudzania i usypiania końcówek.
Nie zagłębiając się zbytnio w zagadnienia natury technicznej wspomnę tylko, że preamp ma budowę w pełni zbalansowaną, każdy kanał posiada swoje własne płytki a regulację głośności oparto nie na konwencjonalnym potencjometrze, lecz na czterech (po dwa na kanał) układach Burr Brown PGA2310. Sekcja zasilacza również pamięta czasy złotej ery Hi-Fi w związku z powyższym, nie dość, że jest nad wyraz rozbudowana, to oparto ją na solidnym toroidzie a nie jak to ostatnio staje się normą, radośnie siejącą wokół impulsówką.

Postawione obok siebie monobloki Extract zajmują na szerokość praktycznie tyle samo miejsca co przedwzmacniacz, jednak biorąc pod uwagę ich pozostałe wymiary należy pamiętać o przygotowaniu dla nich odpowiednio głębokiej półki, bądź platformy. Uwagę przykuwają otoczone chromowanymi ramkami imponujące okna, za którymi ukryto podświetlane na niebiesko potężne wskaźniki mocy wyjściowej uzupełnione nawiązującymi do czerwonego displaya pre również purpurowymi symbolami aktywnych funkcji. Włączniki główne ulokowano po środku dolnego paska chromowanych ramek.
Ściana tylna, oprócz nad wyraz pomocnych podczas noszenia rączek, oferuje wejścia RCA/XLR, pojedyncze terminale głośnikowe, trójbolcowe gniazdo zasilania IEC i interfejs do spięcia końcówki z pre. Warto również zwrócić uwagę na rządek niepozornych przycisków umożliwiających wyłączenie podświetlenia VU-Meterów, wybór wejść, tryb pracy (możliwość „zdalnego” wybudzania/usypiania) i załączenie głośników.
O ile samej elektronice Restka nie sposób zarzucić braku elegancji, to już systemowy pilot ma w sobie tyle delikatności i finezji, co NRD-owska kulomiotka po „kuracji witaminowej” i choć doskonale spełnia powierzoną mu rolę, to zarówno jego „socrealistyczna siermiężność”, jak i zagadkowo kanciasty design predestynują go bardziej do bycia argumentem podczas gwałtownej wymiany poglądów w ciemnym zaułku, aniżeli obsługi systemu Hi-Fi. Choć z drugiej strony, jeśli miałbym wybierać pomiędzy plastikowym, badziewnym OEM-em a tym germańskim Quasimodo, to bez chwili wahania wybrałbym Dirigenta, bo właśnie taką nazwę nadał mu producent.

Pytanie jak ta, jakże daleka od skromności, szata wzornicza przekłada się na całościowe postrzeganie Restków, które (mam taką cichą nadzieję) stworzono po to, by przede wszystkim dobrze grały. Odpowiedź jest nie tylko wielowarstwowa (jak cebula), ale i niejednoznaczna. Jednak po kolei.
Jeśli używając telegraficznego skrótu i starając się pozostać w około muzycznej metaforyce, powiedziałbym, że testowany system grał z potęgą i gładkością tożsamym największym dziełom Bacha, oraz motoryką i drivem godnym Rammsteina to tak, jakbym nic nie powiedział. Jedynie osoby, którym dane było Restków posłuchać z pewnością by się ze mną zgodziły. I właśnie w tym momencie doszliśmy do wspomnianej wielowarstwowości. Niemiecki system wymyka się wszelakim próbom zaszufladkowania. Gra dokładnie tak, jak pozwala mu na to system, w którym się znalazł, bądź … No i właśnie. Miałem opisywać kompletny set, jednak po kilkudniowej żonglerce i ciągłych rekonfiguracjach okazało się, że są też inne alternatywy.

Od pierwszych taktów niemiecki zestaw roztaczał przed słuchaczami hektary przepięknie zagospodarowanej przestrzeni pozwalając nad wyraz swobodnie czuć się na scenie zarówno niewielkim składom, co nie wydaje się zbyt trudne, jak i wielkim orkiestrom wspieranym przez wieloosobowe chóry. Po prostu wszystko zależało od ustawienia świateł, które z otaczającego muzyków mroku „wyciągały” tylko poszczególnych solistów (Jorgos Skolias & Bogdan Hołownia “…tales”), bądź dzięki równomiernemu, łagodnemu światłu ukazywały cały aparat wykonawczy (Perpetuum Jazzile „Africa”). Całość podawana była z pewnym dystansem, jednak z niesamowitą spójnością i homogenicznością wynikającymi nie tylko z gładkości, ale i braku słyszalnych zniekształceń, co było jedynie pochodną ponadprzeciętnej kontroli, jaką nad kolumnami roztoczyły końcówki. Żeby jednak nie było tak różowo, to im dłużej słuchałem, tym częściej w moich notatkach pojawiały się wzmianki o zauważalnym zmatowieniu, zjechaniu o kilka procent suwakiem odpowiedzialnym za saturację/nasycenie barw. Podobne wrażenie towarzyszyło mi kilkukrotnie podczas odsłuchu źródeł i przedwzmacniaczy ze stajni Soulution, jednak bardzo możliwe, że to jedynie moje subiektywne postrzeganie rzeczywistości przez pryzmat własnych przyzwyczajeń i upodobań. Po prostu w dźwięku poszukuję drobin słodyczy, blasku i gładkości idących w parze, z co najmniej dobrą, bądź bardzo dobrą rozdzielczością, a w pre/power Restka niby wszystko było na miejscu, jednak całości brakowało przysłowiowej kropki nad „i”.
Rozpocząłem poszukiwania panaceum na powyższe dolegliwości dokonując przy okazji małego remanentu posiadanego okablowania i kilku mniej, lub bardziej gruntownych rekonfiguracji. Na pierwszy ogień poszło okablowanie. Zastąpienie interkonektów Neytona Nuernberg NF Acrolinkami delikatnie „dopaliło” i nasyciło średnicę zachowując wzorową kontrolę najniższych składowych. Wymiana głośnikowych Neytonów Hamburg LS na Organic’i zauważalnie pogrubiło kontury źródeł pozornych, lecz wprowadzone zmiany dotyczące odtechnicyzowania dźwięku były nad wyraz obiecujące i szły w dobrym kierunku. Skoro skandynawskie głośnikowce tyle zdziałały przyszedł czas na małą rewolucję w interkonektach, przełamanie oporów natury estetyczno – użytkowej … i sięgnięcie po przejściówki mini XLR/XLR. Zmiana łączówek i sposobu transmisji z RCA na XLR okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Poprawie uległo praktycznie wszystko. Poczynając od zwiększonej motoryki i namacalności na niemalże lampowej gładkości kończąc. Elektryzujące szepty Carli Bruni na „Quelqu’un m’a Dit” wreszcie zaczęły wywoływać przyjemne mrowienie a wspomniana woalka oddzielająca słuchacza od prezentowanego spektaklu zaczęła rzednąć. Wymianę firmowego kabla zasilającego w Editorze na kolejnego Organic’a odebrałem, jako kolejny krok w obranym kierunku a zarazem dojście do niewidzialnej ściany. Aby pójść dalej potrzebowałem topowych Harmonixów, bądź okablowania Argento, czyli drogo i jeszcze drożej. Pytanie czy można temu jakoś zaradzić i choćby w niewielkim stopniu ograniczyć wydatki. Okazuje się, że tak.
Wyeliminowanie z toru firmowego pre i zastąpienie go posiadającym regulowane wyjścia najpierw DACiem Eximusa a potem Ayonem 1sc pozwoliło Extract’om w pełni rozwinąć skrzydła i wreszcie zagrać na miarę swoich możliwości. Spięte po XLRach z ww. źródłami monobloki pokazały niezwykle synergiczne połączenie mocy i liryczności. Płynnie przechodząc od rozleniwiających rytmów bossa novy (Jacintha „The Girl From Bossa Nova”) po niemalże potępieńczy salsa-metalowy jazgot (Puya „Fundamental”) aż kipiały energią, którą z łatwością udzielała się słuchaczom. Wreszcie można było całkowicie skupić się na muzyce zamiast dzielić włos na czworo i kombinować, co by tu jeszcze poprawić. Dopiero teraz przestrzeń otaczająca muzyków przybrała iście holograficzną formę, co szczególnego uroku nadało nagraniom koncertowym (Enrico Rava „Rava On the Dance Floor”, Keith Jarrett „The Koln Concert”) posiadającym naturalny pogłos i długi czas wygaszania. Bardzo szeroka uniwersalność takiego zestawienia pozwalała z prawdziwą przyjemnością i co najważniejsze, całkowitą swobodą żonglować najprzeróżniejszym repertuarem. Zresztą pod koniec testów, kiedy przygotowywałem się do przekazania Restków Jackowi i przeglądałem spontanicznie zapisywane spostrzeżenia okazało się, że po ustabilizowaniu się finalnej konfiguracji (z Ayonem w roli CD, DACa i pre), kiedy tylko sięgałem po pliki niemalże odruchowo włączałem w JRiverze opcję „Shuffle”, dzięki której czasem Placido Domingo sąsiadował ze Slayerem a Hayley Westenra z Within Temptation.

Najwyższy czas na jakieś resume. Dostarczony przez Eter Audio zestaw Editor/2 x Extract od strony wizualno – designerskiej prezentuje się nadzwyczaj atrakcyjnie. Oferując ponadprzeciętną ergonomię i możliwość bardzo zaawansowanej personalizacji z pewnością zachwyci miłośników dobrego brzmienia i europejskiej, niemieckiej solidności. Jednak osoby dążące do maksymalnego wykorzystania potencjału drzemiącego w konkretnych komponentach, przy jak najrozsądniejszej optymalizacji wydatków i jednocześnie gotowe poświęcić walory natury estetycznej mogą na początek zainteresować się samymi monoblokami, na własną rękę poszukując innego pre. Opierając się na własnych obserwacjach mogę jedynie zasugerować, że taki research spokojnie może odbyć się w siedzibie dystrybutora a próby np. z elektroniką Ayona (Eris) mają spore szanse powodzenia.

Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski

Dystrybutor: Eter Audio

Ceny:
Editor: 4700€ za wersję black; 4950€; za wersję chrom/ high-gloss acryl
Extract (szt.): 2000€ za wersję black; 2350€ za wersję chrom / high-gloss acryl

Dane techniczne:

Editor:
– W pełni symetryczna konstrukcja dual mono
– Regulowana czułość poszczególnych wejść
– Pasmo przenoszenia: 0 Hz … 230 kHz (-3dB)
– Zniekształcenia: <0.0005%
– Stosunek sygnał/szum: > 106 dBA
– Przesłuch między kanałami: > 106 dB
– Impedancja wejściowa: 47 Ω na wejściach niezbalansowanych, 10 Ω na zbalansowanych
– Poziom sygnału wehćiowego i wyjściowego: 10 V rms max
– Prąd wyjściowy: 200 mA rms max.
– Impedancja wyjściowa: 50 Ω
– Wymiary (SxWxG): 483 x 90 x 365 mm
– Waga: 10 kg

Extract:
– Moc wyjściowa: 180 W/8 Ω, 300 W/4
– Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 150 kHz
– THD: <0.02%
– Stosunek sygnał/szum: > 110 dBA
– Czas narastania: <2 usec
– Współczynnik tłumienia: 250 (8 Ω 1kHz)
– Czułość wejść: 2 V rms
– Impedancja wejściowa: 47 Ω na wejściach niezbalansowanych, 10 Ω na zbalansowanych
– Wymiary (SxWxG): 245 x 155 x 395 mm
– Waga: 16 kg

System wykorzystany w teście:
– CD/DAC: Ayon 1sc
– DAC: Eximus DP1
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center; YBA Heritage Media Streamer MP100
– Wzmacniacze zintegrowane: Electrocompaniet ECI 5; Accuphase E-260
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Acrolink 7N-A2050 III; Acrolink 7N-A2200 III; Neyton Nuernberg NF
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Neyton Hamburg LS
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; GigaWatt LC-1mk2
– Listwa: GigaWatt PF-2 + kabel LC-2mk2; Amare Musica Silver Passive Power Station
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; HighEndNovum PMR Premium; Solid Tech Disc of Silence, Iso Clear, Feet of Silence

 

Opinia 2

 Do niedawna o firmie RESTEK miałem dość szczątkowe pojęcie a nasze drogi  zupełnie przypadkowo się mijały. Ale jak mówi przysłowie:  „Co się odwlecze, to….” Z obecnej perspektywy żałuję, że tak długo nie było nam dane trafić na siebie. Na szczęście „świat jest mały” i spotkaliśmy się „na ubitym polu” – na moich warunkach i co najważniejsze w moim systemie, co można zinterpretować, z jednej strony jako swoistą rekompensatę a z drugiej odrobienie zaległej „pracy domowej”.

Z oferty niemieckiej firmy, trafił do mnie dzielony zestaw, składający się z przedwzmacniacza EDITOR i monobloków EXTRACT. Pierwsze wrażenia wizualne, nabyte podczas wcześniejszej, krótkiej wizyty u dystrybutora były mieszane. Srebrne, błyszczące fronty i czarno (antracytowo) – matowe korpusy obudów szokowały kontrastem. Jednak to, co wtedy wydawało się zbytnią ekstrawagancją, po bliższym i dłuższym kontakcie okazało się klasyką gatunku, a na miano prawdziwej wisienki na torcie przypadło wychyłowym wskaźnikom, które na szczęście nie zostały tak ewidentnie wyeksponowane jak u konkurencji (Accuphase, McIntosh). Dla mnie biało-niebieskie zakresy wysterowania na czarnym tle to strzał w dziesiątkę.

 Pierwsza płyta i natychmiast słychać było ponadprzeciętną głębię artykułującą obszerność sceny a wrażenie zniwelowania ograniczeń spowodowanych ścianami i sufitem, nie opuszczało mnie do końca testu. Miałem u siebie wiele świetnie grających zestawów, ale ten aspekt był najczęściej jedynie poprawny.  Podobny efekt słyszałem z kolumnami Harbeth 40.1. Odtworzenie albumu CD nagranego na „setkę” (bez cięć), z uwzględnieniem interakcji otoczenia, pozwoliło przenieść się do pierwszego rzędu ław klasztornych, bądź innego przybytku urbanistycznego, gdzie odbyła się sesja.  Wierne oddanie kubatury w taki sposób, jest naprawdę niełatwe, a często traktowane po macoszemu przez sprzęt odtwarzający. Inżynierowie z firmy RESTEK nie odpuścili tego walkowerem.
Nie chcąc kreować wrażenia, że głębia sceny jest jedynym, co może dobrego spotkać nas po zakupie tego bądź co bądź fantastycznie wglądającego kompletu, przesłuchałem kilka albumów reprezentujących różne gatunki muzyczne. Od muzyki dawnej, przez jazz w różnych odmianach po elektronikę. Muzyka zawsze przyjemnie sączyła się z głośników oferując znajdujące się po cieplejszej stronie neutralności granie. Ani razu, nawet przy ostrej elektronice w wykonaniu Depeche Mode, moje aluminiowe kopułki nie zakrzyczały, nie wydały tego drażniącego syczenia w jazzowych, bądź niemieckojęzyczno – barokowych partiach wokalnych. Świetnie radziły sobie z tym wyzwaniem nie tracąc otwartości przekazu, choć gdybym na siłę szukał dziury w całym to mógłbym zwrócić uwagę na delikatny efekt „woalki” ogradzający słuchacza od muzyków. Reszta pasma, to punktualny lekko zaokrąglony bas i wpisująca się w całość spokojna, niewychodząca przed szereg średnica. Takie homogeniczne, pozwalające na długie delektowanie się muzyką granie. Nikt tutaj nikogo nadmiernie nie pobudza, poprzez podkreślenie skrajów pasma. Każda realizacja traktowana jest jako całość a muzycy znają swoje miejsce w szyku na realistycznie odwzorowanej, obszernej scenie. Również zarejestrowane podczas nagrań efekty dobiegające z otoczenia dodatkowo wzmacniają realizm. RESTEK wydaje się mówić: jesteś melomanem, to wpisz mnie na listę do odsłuchu, a możesz mieć problemy z rozstaniem.

 Zakończenie opisu w tym momencie, byłoby jednak krzywdzące. Świadczyłby, że rasowy audiofil powinien omijać go z daleka, gdyż to zbyt zdystansowane podejście do muzyki. Ale to błędne wnioski, gdyż konfiguracja z innymi kolumnami może przynieść oczekiwane przez klienta efekty. Wspomniana temperatura barw bywa często balsamem na męczącą krzykliwość niejednego systemu. Własny zestaw uważam za skończony – lepiej w ramach marki Reimyo chwilowo się nie da. To mozolnie wybrany, zbliżający się absolutu (według mnie) dźwięk dotknięty ręką mistrza Kazuo – nasycony i konturowy, z iskierkami w górze pasma spektakl. A rzeczony przedstawiciel niemieckiej myśli technicznej, został wypuszczony na głębokie wody i trzeba przyznać, że w starciu z japońska legendą bronił się znakomicie.
Znam ludzi (byłych realizatorów dźwięku), którzy kręciliby nosem, na zbyt dużą transparentność tandemu EDITOR-EXTRACT, gdyż każdy posiada swój własny wzorzec absolutu  i dotyczy to również tych stojących przy mikserach.

W ramach eksperymentu zgrabne EXTRACT-y zasiliłem sygnałem z mojego lampowego przedwzmacniacza. W tej konfiguracji wszystkie aspekty brzmienia zyskały, co wskazuje na ich duży i niestety niewykorzystany przez firmowe pre potencjał. Ciemniejsze tło i nasycenie barw, zwiększyło namacalność źródeł pozornych i zniknięcie wspomnianej „woalki”. Czyli mamy winowajcę i to w dodatku firmowego. Przypomnę jednak, że to zmiany na lepsze według mnie, a wyrocznią nie jestem.
Chcąc być rzetelnym odsłuch przeprowadziłem na dołączonych przez producenta komputerowych sieciówkach i tanich przejściówkach. Mając jednak na stanie coś z najwyższej półki akcesoriów prądowych – set Harmonixa za kwotę zbliżoną do wartości testowanego zestawu (nie mówię, że tak należy, ale….), uznałem, że warto spróbować. Zbliżając się do kablowego absurdu, posiadając topowe interkonekty wspomnianej marki, nie zastanawiając się długo również wpiąłem je do systemu. Może to wydawać się głupie, ale audiofile często kupują najwyższe modele kabli ze starszych serii, starając się dogonić króliczka, więc biorąc to pod uwagę, mój pomysł nie był taki bezsensowny. Sprawdziłem tym posunięciem, jakie pokłady zmian drzemią jeszcze w tej elektronice.

Puentując ostatni ruch, nie wiem, czy mam dobre, czy złe wieści, ale zastosowanie porządnego okablowania pomogło przeskoczyć dźwiękowi co najmniej oczko wyżej. Z moimi drutami odeszła w niebyt naleciałość firmowego przedwzmacniacza, a muzyka nabrała masy i swobody (efekt trochę podobny jak mariaż z moim pre). Restek przeszedł metamorfozę niczym w programie „Łabędziem być”. Sądzę, że klient kupujący zestaw na tym pułapie cenowym, ma jakieś akcesoria w zanadrzu i po ich zastosowaniu, na starcie będzie bardzo dobrze. A jak będzie miał ochotę wystrzelić go w audiofilski kosmos, jest rezerwa.
Jednym zdaniem: bardzo udany powrót na polski rynek.

 

Jacek Pazio

 

System wykorzystywany w teście, to kompletny zestaw firmy Combak Corporation
Elektronika Reimyo:
– dzielony odtwarzacz Cd: CDT – 777 + DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz lampowy: CAT – 777 MK II
– tranzystorowa końcówka mocy: KAP – 777
Kolumny: Bravo Consequence+
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sekcja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: Rogoz Audio
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: Dr. Feickert Analogue „Twin”
ramię: SME V
wkładka: Dynavector XX-2 MKII
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM „SENSOR” PRELUDE IC

Pobierz jako PDF