1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Silent Pound w RCM-ie

Silent Pound w RCM-ie

Gdybyśmy na obecną część roku spojrzeli przez pryzmat utartej przez lata sztampowości, teoretycznie nie tylko lipiec i sierpień, ale także kojarzony z latem czerwiec dla będącej beneficjentką naszego hobby branży powinien być miesiącem ogórkowym. Chodzi oczywiście o to, że w salonach audio zapada wówczas handlowy i imprezowy marazm, bowiem spora grupa audiofreaków ten sposób spędzania wolnego czasu w mniejszym lub większym stopniu odkłada na przysłowiową półkę. A jeśli tak, chyba nikogo nie dziwi fakt, że większość podmiotów niegdyś zwanych ZURT-em bez specjalnych fajerwerków ów okres stara się zwyczajnie najmniejszym wysiłkiem jakoś przetrwać. Na szczęście dla w pełni zaangażowanych melomanów „większość” nie oznacza „wszyscy” i jeśli się dobrze poszuka, zawsze znajdzie się jakaś godna wycieczki nawet przez pół Polski impreza. Choćby taka, jaką udało mi się zaliczyć w zeszły weekend w Katowicach. Skądinąd w dwójnasób wydarzenie bardzo ciekawe, gdyż będące wynikiem połączenia prezentacyjnych sił dwóch prężnych podmiotów oferujących szeroki przekrój audio zabawek. Mowa o katowickim RCM-ie i poznańskim Koris-ie, które w dniach 5 – 7 czerwca wspólnym sumptem ugościły sporą grupę kochających muzykę gości.

Jak sugeruje tytuł dzisiejszej epistoły znany całej audiofilskiej braci poznański salon Koris postanowił zawalczyć o klienta wspólnie z katowickim salonem RCM. Powód? Z pewnością jest kilka, ale myślę, że analizując temat tak na szybko są co najmniej dwa. Pierwszym jest zrozumiana ekspansja najnowszej dystrybucyjnej oferty w oddalone od swojej lokalizacji rejony kraju. Drugim zaś zapewnienie jej najwyższej jakości zaplecza sprzętowego wraz z odpowiednio przygotowanym akustycznie lokalem prezentacyjnym. Co mam na myśli? Otóż całość wydarzenia to nic innego, jak przedstawienie szerokiemu gronu klientów przez Poznaniaków nowo wprowadzonych do oferty kolumn litewskiej marki Silent Pound w oparciu o niebudzącą jakichkolwiek złudzeń co do maksymalnego poziomu jakości brzmienia duńską elektronikę Vitus Audio. Moim zdaniem pomysł jest bardzo ciekawy tak od strony technicznej – kolumny to nowość na rynku wykorzystująca ostatnio modne rozwiązanie Open Baffle, jak i czasu realizacji – piję do ogólnego marazmu na rynku w kwestii tego typu spotkań tuż przed wakacjami, co pozwalało liczyć na spora frekwencję. Niestety, ile osób pojawiło się w trakcie 3 dni pokazu z uwagi na moje odwiedziny w piątkowych godzinach porannych nie jestem w stanie oszacować. Jednak już na temat brzmienia przygotowanej konfiguracji przetestowanej bez jakichkolwiek przeszkód spowodowanych natłokiem słuchaczy z przyjemnością coś skrobnę. Naturalnie biorąc pod uwagę odsłuch wyjazdowy z zachowaniem wstrzemięźliwości w ferowaniu ostatecznych ocen, ale ogólny sznyt grania z pewnością opiszę.

W prezentowanym systemie brały udział podłogowe kolumny Silent Pound Challenger II oraz dzielona elektronika Vitus Audio – cd, pre liniowe i końcówka mocy, a całość spięto stosownie dobranym okablowaniem japońskiego Furutecha. Naturalnie chcąc pokazać szerszy zakres oferty w głównej części salonu jako statyczna prezentacja stały jeszcze podstawkowe Bloom. Te bez problemu potwierdzały, że małe jest piękne. A dlaczego opiszę na przykładzie starszych sióstr. Otóż jak unaoczniają fotografie, w kwestii designu i wykończenia kolumny biorące udział w prezentacji to ostatnio modny High Tech. Nie ma się co oszukiwać, aluminiowa obudowa, układ średnio-wysokotonowy w układzie D’Appolito, na jego bokach ukryte za pionowymi modułami otworów komory strojące te zakresy oraz dolne pasmo zrealizowane na wspomnianym układzie Open Baffle jasno dawały do zrozumienia jedno, iż to produkt kierowany do klienteli w pierwszej kolejności stawiającej na nowoczesny design i technologię. Jednak co ciekawe, mimo takiego podejścia do tematu Litwinki wyglądały na tyle przyjaźnie wizualnie, że tak naprawdę powinny spodobać się dosłownie każdemu. Przynajmniej ja tak je odebrałem. Jednak wiadomym jest, iż aparycja to tylko przystawka, dlatego po krótkim zaprzyjaźnieniu się z wyglądem zatopiłem się w ich ofercie brzmieniowej. Jak wypadły? Bez dwóch zdań w estetyce wyglądu. To szybkie, nastawione na bardzo dobry atak, zjawiskową otwartość w kwestii szerokości i wysokości sceny, naznaczone lekkim sznytem brzmienia falowodu głośnika wysokotonowego granie. Granie bez prób siłowego koloryzowania świata muzyki, które mogłoby spowolnić ich zjawiskowy atak, za to bez problemu oddające ducha zawartej w muzyce agresji. Co bardzo istotne, taki sposób prezentacji serwowały od najniższych poziomów głośności, co dla wielu z nas jest bardzo ważną cechą, gdyż mieszkając w bloku dostajemy pełne spektrum dźwięku już przy tak cichym plumkaniu systemu – aby to dodatkowo dostroić, w podstawie znajdziemy dedykowane przełączniki ilości górnego i dolnego zakresu. Czy to oznacza, że kolokwialnie mówiąc potrafiły tylko „krzyczeć”? I tutaj mam dla Was ciekawostkę. Otóż pierwszym fajnym zabiegiem przybliżającym mnie do wizualizowanych wydarzeń scenicznych było lekkie wypchnięcie pierwszego planu przez tubkę głośnika górnego zakresu. Wirtualna scena wydawała się być na wyciągnięcie ręki, dzięki czemu zwiększało się poczucie bycia bliżej artystów. Drugim działaniem poprawiającym przyswajalność przekazu zaś było pozytywne w odbiorze nasycenie dolnego zakresu. Niby Open Baffle powinno uderzać słuchacza szybkim i suchym impulsem, ale w połączeniu z ogólnym sposobem na muzykę kolumn mogłoby to się skończyć przekroczeniem cienkiej linii pomiędzy zjawiskową ekspresją, a zwyczajnym bólem ucha podczas dłuższych odsłuchów. Na szczęście Litwini zdawali sobie z tego sprawę i w udany sposób połączyli bajeczną szybkość narastania sygnału z jego soczystością w dolnym zakresie. Przynajmniej tak to wyglądało podczas mojej wizyty w Katowicach. Z jednej strony było z werwą, a z drugiej z ciekawym podparciem całości sekcją basową. A jak wiadomo, konfiguracja wyjazdowa zawsze obciążona jest pewnymi problemami, dlatego z dużą dozą prawdopodobieństwa sądzę, iż kolumny Silent Pound Challenger podczas wizyty w Katowicach nie powiedziały ostatniego słowa i jeśli nad nimi popracujemy, pokażą się z jeszcze lepszej strony.

Wieńcząc opis mojej wizyty w Katowicach, z kolumnami poznańskiego Korisa w tle, chciałbym podziękować organizatorom za zaproszenie, miłą atmosferę, spełnianie moich muzycznych zachcianek oraz ciekawą brzmieniowo prezentację. Łącząc szybkość i krągłość pewien sposób ciekawie zaskakującą, ale po to są właśnie takie imprezy, aby pokazać, że nie ma jednej drogi na obcowanie z muzyką. Osobiście ten wyjazd zaliczam do bardzo udanych, co jasno pokazuje, że jeśli nawet pojawiają się takie zakusy, hołubienie sezonowi ogórkowemu jest zwyczajnym podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Na szczęście poznańscy i katowiccy przedstawiciele branży audio zdają sobie z tego sprawę i zorganizowali ciekawy miting z nowościami rynkowymi w jednej z głównych ról. Brawo.

Jacek Pazio

Pobierz jako PDF