1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Usher SD-502

Usher SD-502

Link do zapowiedzi: Scansonic HD Q10

Opinia 1

Choć to w naszym kraju bardzo dobrze znana i bez większych problemów radząca sobie na trudnym rynku marka, w swej wieloletniej zabawie w opisywanie brzmienia konstrukcji związanych z naszym hobby jeszcze nie mieliśmy okazji się jej przyjrzeć. Powód jest banalny. Najzwyczajniej w świecie dystrybutor nie zaproponował, my mając ręce pełne ciekawej pracy nie zapytaliśmy i takim to sposobem nasze drogi nie miały okazji się skrzyżować. Na szczęście do czasu. Dlaczego na szczęście zdradzę w dalszej części testu, bowiem wstępniak jest miejscem poinformowania Was, z czym będziemy mieli przyjemność się spotkać. Otóż będą to dostarczone przez łódzki Audiofast nieduże kolumny podłogowe dobrze znanej u nas dalekowschodniej marki Usher, z portfolio której opiekun tego podmiotu na dobry początek zaproponował nam ciekawy model z diamentowym przetwornikiem wysokotonowym SD-502.

Azjatyckie panienki są z puli małych podłogówek. Ale nie w rodzaju monitorów z dwoma głośnikami w dużej obudowie, tylko zostały zaprojektowane jako pełnoprawne kolumny 3-drożne. A owe drogi obsługuje świetnie wypadający diamentowy przetwornik wysokich tonów, poniżej niej średniak, zaś na samym dole dwa basowce. Co dla wielu z potencjalnych użytkowników może być istotne, to fakt strojenia dolnego zakresu dmuchającym w podstawę kolumny bas-refleksem. To często jest ratunek w przypadku braku możliwości odstawienia kolumny od ściany, która zazwyczaj podbija bas regulowany portem skierowanym do tyłu. Idąc dalej tropem technikaliów warto wspomnieć jeszcze, iż kolumny w celu wyrównania czasowego propagacji każdego z podzakresów zostały pochylone ku tyłowi. Tak prezentujące się Ushery obsługuje zwrotnica zapewniająca pokrycie pasma w zakresie 42 Hz – 40 kHz z poziomem skuteczności 89 dB przy obciążeniu 4 Ω. Wieńcząc opis budowy dodam, że każda z nich osiąga wysokość 122 cm, wazy 25.5 kilograma i występuje w dwóch wykończeniach Walnut oraz High Glos Walnut.

Jak wypadły te niepozorne kolumienki? Powiem szczerze, że od pierwszego taktu muzyki biorąc pod uwagę cenę, rozmiar i ofertę soniczną w dobrym znaczeniu słowa zwaliły mnie z nóg. Jak to możliwe? Już tłumaczę. Powodem było unikanie pogoni za wyczynowością prezentacji, w zamian za to umiejętne dozowanie każdego z podzakresów w służbie uzyskania przyjemnej w odbiorze muzykalności z efektem fajnej swobody wypełniania pomieszczenia. A co najważniejsze, w żaden aspekt całości nie chodził swoimi drogami ani nie nosił oznak przekroczenia dobrego smaku. Nie wiem, jak na bazie tak niedużych konstrukcji inżynierowie to zrobili, ale mimo wszystko był dobrze osadzony w masie i ilości bas, nasycona średnica oraz dzięki diamentowemu przetwornikowi dźwięczna góra. Do tego każdy sąsiadujący ze sobą zakres częstotliwości działał w pełnej spójności z sąsiednim, co pozwalało uzyskać muzyce efekt świetnej spójności i przez to płynności. I chyba to połączenie nienachalności podania ulubionej muzy w służbie przyjemności odbioru z oddechem jej wizualizowania były największymi zaletami tych kolumn. Naturalnie w ten sposób podawana muzyka oczywiście nie szczędziła mi dodatkowo dobrze rozbudowanej, głebokiej i szerokiej wirtualnej sceny budowanej przez znikające z pomieszczenia zespoły głośnikowe.
Efekt obcowania z Usherami SD-502 był bardzo uniwersalny, gdyż patrząc na testowany zestaw przez free-jazzowe szaleństwo spod znaku Johna Zorna „Masada Live in Sevilla 2000” nie miałem problemów odebraniem tego szalonego koncertu z najważniejszymi dla niego kwestiami. Mowa oczywiście o szybkości narastania sygnału, czytelności rozlokowania źródeł pozornych, ich wagi oraz wielobarwności. Bez tego ta energetyczna muzyka nie miałaby szans na wprowadzenie mnie w trans spowodowany choćby charyzmatyczną rozmową saksofonu z trąbką na tle wtórującego im reszty składu o szalonym timingu popisów każdego z muzyków nie wspominając. Na szczęście tytułowe kolumny dzięki swobodzie i rozmachowi prezentacji poradziły sobie z tym materiałem bardzo dobrze. Wypadł z fajną jak na takie maluchy ekspresją, co dało mi szansę na pełne wejście w nagranie.
Równie ciekawie, bo z wielkim szacunkiem do utrzymania konwencji realiów muzycznych wpadła także twórczość choćby Claudio Monteverdiego w interpretacji Jordi Savalla „El Cant De La Sibil-La: Mallorca / València, 1400-1560” . To bardzo uduchowione zapisy sakralne, do tego zarejestrowane w wielkich kubaturach kościelnych, co wbrew pozorom stawia systemowi spore wyzwania. Pierwszym jest oczywiście utrzymanie odpowiedniego poziomu bazujących na muzykalności przekazu emocji, drugim zapewnienie źródłom pozornym stosownej dźwięczności, a trzecim oddanie realiów gabarytów goszczącej muzyków budowli. I wiecie co, te niewielkie kolumienki także z tym nie miały problemu. Powiem więcej, z uwagi na unikanie pogoni za nadmiernym cyzelowaniem każdej aspektu prezentacji zabrzmiały bardzo płynnie, co ciekawie wypadającą wodą na młyn tej płyty. Na tym poziomie cenowym szukanie wyczynowości zapewne skończyłoby się zbytnim akcentowaniem jakiegoś wycinka pasma, a to zaburzeniem tak ważnej dla zapisów barokowych płynności. Dlatego dobrze, że konstruktorzy poszli droga ogólnego spokoju prezentacji z dużym nastawieniem na jej spójność. Dzięki temu omawiana płyta zabrzmiała bardzo prawdziwie.

Komu dedykowałbym tytułowe kolumny? To chyba oczywiste, że wszystkim poszukującym muzyki przez duże „M”. Dostajemy swobodne, bardzo dźwięczne i soczyste granie, które spodoba się znakomitej większości melomanów. Czy rozkocha ich w sobie do cna, naturalnie będzie zależeć od ich bardzo osobistych potrzeb. Ale nie ma się co oszukiwać, w wartościach bezwzględnych za żądane pieniądze to znakomita oferta brzmieniowa. Na tyle, że wszystkich poszukujących fajnej prezentacji każdego rodzaju muzyki bez najmniejszych problemów zachęcam do prób z nimi we własnym środowisku sprzętowym. Zapewniam, nie będzie to zmarnowany czas.

Jacek Pazio

Opinia 2

Choć od blisko osiemdziesięciu lat panuje powszechne przekonanie, iż „najlepszymi przyjaciółmi kobiet są diamenty”, co swojego czasu raczyła była uroczo wyśpiewać pewna platynowa blondynka, to zazwyczaj na drodze takowej przyjaźni zainteresowanym stawał pewien dość przyziemny szkopuł. Mowa oczywiście o cenie, gdyż nie da się ukryć, iż owe diamenty do najtańszych błyskotek nigdy nie należały, nie należą i należeć raczej nie będą. Chociaż … w ramach dzisiejszego spotkania autorytatywność powyższego stwierdzenia z niewyjaśnionych, przynajmniej pod względem marketingu, względów może ulec pewnej dezaktualizacji, bowiem stanowiące przedmiot naszego zainteresowania azjatyckie gościnie nie dość, że w diamenty odziano, to wyceniono na tyle rozsądnie, że z powodzeniem można w ich przypadku mówić o ogólnodostępnej budżetowości. Nad czym zatem będziemy się dzisiaj pastwić? Nad wielce urodziwymi, podłogowymi kolumnami Usher SD-502, których wizytę zawdzięczamy łódzkiemu Audiofastowi.

Jak na powyższych zdjęciach widać Ushery SD-502 to uroczo kompaktowe, mierzące zaledwie 122 cm podłogówki o wielce urodziwej aparycji i ciekawej, lekko odchylonej ku tyłowi bryle. Ich wykonane z 21mm MDF-u korpusy pokrywa satynowy bądź lakierowany na wysoki połysk (opcje do wyboru) naturalny orzechowy fornir a fronty dodatkowo wzmacnia dyskretnie zaoblona na krawędziach kolejna, tym razem polakierowana na fortepianową czerń, płyta z MDF-u stanowiąca bazę dla baterii firmowych przetworników. I to nie byle jakich, gdyż patrząc od góry napotkamy „gwóźdź programu”, czyli firmową „diamentową” kopułkę 9980-20 z membraną DMD (diament-metal-diament), której metalowy rdzeń z obu stron otrzymał napyloną warstwę diamentu. Poniżej tweetera za oko łapie uzbrojony w metalowy korektor fazy zgrabny kanapkowy (celuloza wzmacniana rdzeniem z włókna szklanego) 11,5-cm średniotonowiec a listę zamyka duet 14 cm basowców 0535K ze wzmacnianymi włóknem szklanym celulozowymi membranami. Oględziny pleców przynoszą jedynie widok podwójnych terminali głośnikowych umieszczonych na eleganckiej złotej płytce znamionowej. Ujście układu bas-refleks umieszczono w podcięciu podstawy, dzięki czemu opuszczające obudowę powietrze „dmucha” w uzbrojoną w mosiężne kolce płytę cokołu. W zestawie znajdziemy montowane magnetycznie tekstylne maskownice, lecz jeśli tylko po naszym lokum nie kręcą się małoletnie „bąbelki”, czy też inna wścibska zwierzyna, to spokojnie można owe osłony pozostawić w kartonach, gdyż przykrywają one jedynie czarną płytę nośną z przetwornikami a tym samym ich obecność bądź jej brak nie będą wpływały na równomierność wybarwiania się pod wpływem światła ściany przedniej kolumn.
Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z konstrukcjami trójdrożnymi o częstotliwościach podziału ustawionych na 420 Hz i 2,4 kHz. Z kolei, zgodnie z danymi producenta ów układ może pochwalić się skutecznością na poziomie 89 dB i 4 Ω impedancją, co może nie wskazuje na jakąś problematyczną trudność wysterowania, lecz odsłuchy proponowałbym rozpocząć od mocnych lamp i nie mniej umięśnionych konstrukcji tranzystorowych/d-klasowych.

Przechodząc do opisu walorów sonicznych naszych dzisiejszych bohaterek od razu się przyznam, że przynajmniej do tej pory portfolio Tajwańczyków eksplorowałem tyleż okazjonalnie, co nad wyraz wybiórczo, gdyż choć po wielokroć miałem okazję słuchać, czy też konfigurować systemy oparte zarówno na kompaktowych S-520, jak i potężnych Dancer-ach, to tzw. oferta środka niespecjalnie przykuwała moją uwagę. Krótko mówiąc tytułowe SD-502 stanowiły dla mnie ewidentną niewiadomą, co miało swoje dobre strony, gdyż brak jakichkolwiek skojarzeń i oczekiwań dawał im praktycznie wolną rękę co do sposobu i pomysłu na własne brzmienie. A to okazało się nad wyraz atrakcyjne i patrząc na widniejącą w cenniku kwotę wręcz zaskakująco wysokich lotów. Ushery pokazały bowiem, że nawet na tym pułapie finansowym da się zaoferować iście zjawiskową rozdzielczość, nie mylić z detalicznością, swobodę prezentacji, gładkość i wysycenie barw, a jakby tego było mało również zaraźliwą motorykę i budzący respekt, jak na mało imponujące gabaryty zejście basu. I bynajmniej nie chodzi tu o niezobowiązujące stukanie w tamburyn bądź werbel, lecz operowanie pełnią skali syntetycznych tąpnięć, jak daleko nie szukając na mrocznym i szorstkim „She Reaches Out to She Reaches Out to She” Chelsea Wolfe. Jak łatwo się domyślić nie jest to najłatwiejszy repertuar a 502-ki nic nie robiąc sobie ze złożoności i „gęstości” reprodukowanych kompozycji z wrodzonym wdziękiem i wyrafinowaniem budowały obszerną i koronkowo utkaną scenę, gdzie każdy z zawieszonych w przestrzeni dźwięków cechowała wzorowa definicja i perfekcyjne ogniskowanie. Uwagę zwracała również zdolność połączenia natywnego nagraniom mroku z niezwykłą rozdzielczością a tym samym wglądem nie tylko w pierwszy, ale i dalsze plany. Do tego dochodziła iście zjawiskowa czystość najwyższych składowych, które nawet operując na granicy komfortu ani razu nie dały się przyłapać na najmniejszych oznakach ziarnistości, czy też szklistości, co przy twórczości Wolfe wcale nie jest takie oczywiste.
Zmiana repertuaru na minimalistyczny „La finestra di Puccini” Michela Godarda i Danilo Rea unauszniła, że Ushery równie dobrze co z mroczną i surową elektroniką radzą sobie z naturalnym instrumentarium, oraz z grą … ciszą. Malując czarne tło skupiają się na pojedynczych dźwiękach oraz otaczającej je aurze pogłosowej same usuwając się przy tym w cień i znikając ze sceny niczym rasowe monitory. Oczywiście warto odpowiednio dogiąć je do zajmowanego miejsca i poeksperymentować z odległością od ścian, ale z tego co dane nam było usłyszeć w redakcyjnym OPOS-ie tytułowym kolumnom bliskość ścian do szczęścia zupełnie nie jest do szczęścia potrzebna, gdyż nijakiego wspomagania z ich strony nie wymagają. Całe szczęście dolne wyprowadzenie bas-refleksów sprawia, że najniższe tony w większości przypadków dalekie są od życia własnym życiem i zbytniej dominacji nad resztą pasma, choć trudno uznać je za nazbyt chrupkie, czy też odchudzone. O nie, jeśli tylko wymaga tego materiał źródłowy woofery dziarsko biorą się do roboty i pomimo mało imponujących średnic pompują powietrze aż miło, więc o ile tylko nie przesadzimy z metrażem, to w 20-25 metrach kwadratowych nie powinniśmy czuć niedosytu zarówno, jeśli chodzi o wolumen, jak i zejście basu. Podobnie sprawy mają się z dynamiką, która przy odpowiednio wydajnym napędzie pokazuje, że Ushery mają wielkie serce do grania praktycznie dowolnego gatunku muzycznego od wysublimowanej klasyki poprzez elektronikę i ciężkiego rocka.

Coś czuję w kościach, że jeśli tak dalej pójdzie i świadomość istnienia Usherów SD-502 dotrze do szerszego grona odbiorców, to z tajwańskimi kolumnami może być jak z azjatyckimi markami motoryzacyjnymi, które po początkowym, nieśmiałym badaniu europejskich rynków powoli pokazują swój prawdziwy potencjał i może jeszcze nie dyktują warunków, lecz z pewnością ciężko pracują nad urealnieniem cen. A502-ki są niezaprzeczalnym dowodem na to, że na świetnie wykonane i jeszcze lepiej grające kolumny uzbrojone w zaawansowane („diamentowe”!) przetworniki wcale nie trzeba wydawać równowartości kawalerki w centrum W-wy.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Usher
Cena: 23 460 PLN (Mat Walnut); 25 620 PLN (Glossy Walnut)

Dane techniczne
Konstrukcja: Podłogowa, wentylowana, trójdrożna
Zastosowane przetworniki
– wysokotonowy: 1,25″ membrana DMD (diamond-dome)
– średniotonowy: 4.5″ membrana kompozytowa z włókna papierowego
– niskotonowy: 2 x 5,5″ membrana kompozytowa z włókna papierowego
Skuteczność: 89 dB/w/m
Impedancja: 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 42 Hz-40 kHz
Moc: 100W (ciągła)
Częstotliwość podziału zwrotnicy: 420 Hz / 2,4 kHz
Wymiary (S x W x G): 23,5 x 122 x 38,0 cm
Waga: 25,5 kg/szt.

Pobierz jako PDF