1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Lifestyle
  6. >
  7. XIII Rotinger Dub it Festival

XIII Rotinger Dub it Festival

Co prawda z bardzo kapryśną pogodą w tle, ale jedno jest pewne, chcemy, czy nie, okres wakacyjny trwa w najlepsze. A świadczy o tym nie tylko zaplanowany zimą, a teraz realizowany zamiennie z kolegami w fabryce urlop, ale także wiele odbywających się w całym kraju imprez. Od kilkudniowych festiwali muzycznych, przez wszelkiej maści wystawy, po weekendowe pikniki z muzyką Disco Polo dla podobnych do mnie „dziadersów” jak Polska długa i szeroka zabawa trwa w najlepsze. A jeśli tak, nie ma co tracić okazji, tylko brać przysłowiowego byka za rogi i korzystać z tego stanu rzeczy na maxa. Naturalnie wspominam o tym, bowiem sam w zeszły weekend to uczyniłem. A co najciekawsze, że oddając się drugiej w moim szalonym życiu, skądinąd będącej źródłem utrzymania pasji motoryzacyjnej. Może nie w tak hardcore’owym wydaniu, jak temat tej epistoły, ale jednak. O czy mowa? Otóż idąc za tytułem i wymownym zdjęciem otwierającym tę lifestyle’ową relację mam na myśli odbywającą się w minioną sobotę i niedzielę (11-12.07.2026) w Kielcach już 13 edycję wystawy – notabene nazwanej festiwalem – Rotinger Dub It Festival. Jeśli komuś niewiele to mówi, niezorientowanym spieszę z doprecyzowaniem, iż w tym przypadku motywem przewodnim nie jest pokazywanie osobnikom homo sapiens rynkowych nowości, tylko prezentacja sztuki tuningowania samochodów. Zainteresowani? Jeśli tak, a zapewniam, że będzie ciekawie, zapraszam do zapoznania się z poniższym krótkim tekstem i solidną dawką ciekawych w rozumieniu wdrażania w życie wizualnego szaleństwa zdjęć.

Zanim przejdę do przybliżenia zaliczonych podczas minionej imprezy ciekawostek, z racji nawiązania ostatnimi czasy fajnej znajomości wspomnę o utwierdzającym mnie w przekonaniu, że było warto wybrać się do Kielc, drugim powodzie weekendowej wyprawy przez pół Polski. Chodzi o odwiedzenie mającego swoją siedzibę w Łomiankach pod Warszawą podmiotu, którego mottem przewodnim działalności jest niemiecka ikona motoryzacji – Porsche. Jak sugeruje nazwa „911 Garage” , choć w tym niezależnym warsztacie panowie ogarniają pełne spektrum „prosiaków”, oczkiem w głowie jego mocodawcy jest kultowa seria 911. I nie jest to pustosłowie, tylko stwierdzenie faktu, którego potwierdzeniem jest bogata kolekcja różnych wersji tego modelu dostępnych na placu od tak zwanej ręki. Co ciekawe na tyle różnorodna, że również sam udając się do Łomianek z polecenia trzech znajomych bez problemu znalazłem coś ciekawego dla siebie. Z czym salon „911 Garage” pojawił się na tytułowym festiwalu w Kielcach?
Otóż zabrał ze sobą dwie ciekawostki w postaci tuningowanej złotej 911-ki Cabrio i białego Caymana. Co bardzo istotne, oba modele aut swoje nowe życie zyskały w podwarszawskim salonie i są realizacją marzeń obecnie w pełni zadowolonych, codziennie użytkujących je klientów. Ale to nie wszystkie ważne informacje na ich temat. Mianowicie chodzi o to, że gdy podkręcenie emocji w 911-ce realizował przybyły na specjalne zaproszenie guru japońskiej sceny tuningu Rauch Welt Begriff pan Akira Nakai, Cayman to projekt wykonany już własnym sumptem przez salon w Łomiankach. Jak widać na zdjęciach, efekty pracy wdrażania w życie obu wersji tuningu prezentują się znakomicie. Na tyle na równi w kwestii jakości, że moim zdaniem podczas zlecania takich działań tylko od emocjonalnych potrzeb potencjalnego klienta zależeć będzie, czy chce mieć bolid dotknięty ręką mistrza z kraju Samurajów, co notabene nie stanowi najmniejszego problemu, czy w takim samym standardzie wykonania wystarczy mu serce włożone przez rodzimą sekcję tuningową. Abstrahując jednak od zachcianek potencjalnego klienta powiem jedno, na tle ogólnego szaleństwa na tej imprezie dwa stacjonujące w tym boksie auta zrobione były ze smakiem. Nie przepadam za udziwnianiem samochodów, ale jeśli już miałbym się o coś pokusić – życie przez swą zmienność jest nieobliczalne i nigdy nie wolno mówić nie, celowałbym w coś w ten deseń. Już na zdjęciach widać, że tuning jest spoko, ale zapewniam, na żywo całość wyglądała jeszcze ciekawiej.

Jak odebrałem sobotni motoryzacyjny miting? Cóż, z lekkim przekąsem będąc do bólu szczerym powiem tak. To co pokazali panowie od tuningu, z jednym wyjątkiem było wdrażaniem w życie i to na własne życzenie totalnego koszmaru codziennego użytkowania posiadanego samochodu. Po ich ingerencji auta nierzadko stawały się nie do zniesienia twarde na pograniczu wybijania zębów nawet jadąc po równej jak stół betonowej kostce, niewygodne poprzez zastosowanie kubełkowych siedzeń z pięciopunktowymi pasami bezpieczeństwa pozbawiając przy okazji delikwenta szans na oddech pełnymi płucami i błyśnięcia przed znajomymi tak zwanym zimnym łokciem, z racji obniżania prześwitów niedające szans na przejechani najdrobniejszego patyka, a nawet żołędzia na ulicy o wjeździe do podziemnego garażu lub na najniższy krawężnik nie wspominając, często jako skutek zastosowania nadmiernego nagłośnienia boleśnie raniącego ośrodek słuchu i jako dobicie pacjenta przerażająco pstrokate. Po prostu dramat. Gdzie tu sens? Otóż sens takiemu działaniu nadaje wspomniany wyjątek. A jest nim ni mniej, ni więcej tylko stwierdzenie, że nam się to podoba i już. Niestety z tym nie da się dyskutować, dlatego chylę czoła całej populacji tunerów, że potrafią spełnić nawet najbardziej wyimaginowane w głowie klienta projekty. A ludzie mają naprawdę odjechane pomysły, dlatego jeszcze raz szacun.

Dobra żarty żartami, czas na całą prawdę. A ta bez dwóch zdań jest taka, że dla mnie była to jazda na maxa i to bez trzymanki. Naturalnie taki stan zapewniała przygotowana z rozmachem i bardzo bogata oferta wystawy. Od statycznych pokazów samochodowych perełek przygotowanych przez profesjonalne salony tuningowe począwszy, przez prezentację równie ciekawie ubranych w wymyślne body codziennie użytkowanych samochodów prywatnych, konkurs na najgłośniejszy system audio w aucie, strefę kartingową dla dzieci i młodzieży, po chyba serwujący największą dawkę adrenaliny, przy okazji z misją społeczną dwudniowy całodzienny miting Taxi Drift, wszystko bez dwóch zdań zapierało dech w piersi. Niestety paradoksalnie taki obrót sprawy miał również swoje złe strony. Spokojnie, nie będę psioczył, bo nie ma na co. No jedynie i o tym chciałem wspomnieć, mogę ponarzekać na zbyt krótki zarezerwowany na tę imprezę okres czasu. Wpadłem w sobotę z samego rana i nawet nie zauważyłem, gdy wybiła godzina 15, czyli deadline mający kierować moje truchło ku wyjściu. Oczywiście nieco naciągnąłem daną żonie dżentelmeńską umowę, ale to i tak była kropla w morzu potrzeb. Za rok nie będę już taki układny i zarezerwuję na wystawę u białogłowy cały dzień. Pewnie też nie wystarczy na dogłębne spenetrowanie wszystkich ciekawostek, ale cóż, nie samymi samczymi przyjemnościami mężczyzna żyje i będę musiał zadowolić się jednym dniem. Jednak bez względu na wszystko, jeśli tak jak ja chcecie poczuć choć odrobinę ducha tak „odjechanej” jak opisana powyżej imprezy, już dzisiaj rozpoczynajcie negocjacje z drugimi połówkami o cały dzień i nie przegapcie przyszłorocznego już 14 wydania samochodowego mitingu Rotinger Dub It Festival w Kielcach. Naprawdę warto się na nią wybrać.

Jacek Pazio

Pobierz jako PDF