1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Muzyka
  4. >
  5. „Zasłona” Kapela Hanki Wójciak

„Zasłona” Kapela Hanki Wójciak

Wykonawca:  Kapela Hanki Wójciak
Tytuł:  „Zasłona”
Gatunek:  Folk
Dystrybucja:  Wydawnictwo Kompania Muzyczna Las

Tym razem recenzja będzie nietypowa, gdyż dotycząca materiału dostarczonego na … klasycznym test pressie, czyli przyozdobionym białym labelem próbnym tłoczeniu mającym zweryfikować jakość dźwięku przed finalnym rozpoczęciem produkcji. Oczywiście w trakcie odsłuchów, dzięki uprzejmości Artystów, opisywany materiał dotarł do mnie również w postaci cyfrowej, lecz biorąc pod uwagę zarówno popularność czarnych krążków, jak i wynikającą z ich fizyczności i specyfiki odtwarzania może nie tyle niemożność, co dalekie od ergonomii odsłuchiwanie pojedynczych tracków, czy programowanie niewymagających wstawania z kanapy kilkugodzinnych playlist (nie dotyczy posiadaczy oldschoolowych Wurlitzerów) skupiać się będę właśnie na tymże nośniku. Czemu? Bo nie dość, że analogowe – powszechnie a przy tym błędnie uznawane za generator szumów i trzasków, źródło dźwięku cenię znacznie wyżej aniżeli wszelakiej maści plikograje to i możliwość odsłuchu normalnie – w powszechnym obrocie, niedostępnego egzemplarza dodatkowo rozbudziła moją ciekawość.

A nad czym przyszło mi tym razem się pastwić? Nad drugim, po „Znachorce” albumie Kapeli Hanki Wójciak o dość enigmatycznym i jak z treści wiadomego utworu wynika również dwuznacznym tytule … „Zasłona”. Od razu uczciwie się przyznam, iż o istnieniu powyższej formacji, jak i jej dokonaniach artystyczno – fonograficznych do momentu otrzymania niniejszego materiału nie wiedziałem absolutnie niczego a na krajową scenę folkową zerkałem nad wyraz sporadycznie i to głównie przez pryzmat twórczości zespołu Percival Schuttenbach, zdecydowanie częściej zapuszczając się w skandynawskie i szkockie klimaty. Krótko mówiąc przysłowiowe „carte blanche” z tą tylko różnicą, iż otrzymując kruczoczarny krążek usłyszałem, iż sprawczynią całego zamieszania jest najprawdziwsza – z krwi i kości, Góralka – Hanka Wójciak, więc …, ale nic więcej nikt nie powie, żeby przypadkiem nie wpłynąć na mój osąd.
Nie uprzedzając jednak faktów i nie psując niespodzianki aluzja o połączeniu rodzimego folkloru z góralską estetyką nieco jednak wpłynęła na moje oczekiwania i … całe szczęście nie spełniły się one nawet w kilku promilach, gdyż zamiast cepelii w stylu Trebuniów, czy Golców w otwierającej album „Pieśni powitalnej” słychać nuty, jakich nie powstydziłaby się sama Loreena McKennitt, czy Candice Night z Blackmore’s Night. Całość podana jest jednak w niższej, bardziej zmysłowej tonacji i oczywiście okraszona naszą – słowiańską melodyką. Krótko mówiąc jest swojsko, ale nie w przaśnym tego słowa znaczeniu, tylko tak, jak w powinniśmy czuć się u siebie w domu, swobodnie, komfortowo, mówiąc to co myślimy szczerze, czasem wręcz do bólu. Bowiem teksty Wójciak poruszają tematykę codziennego życia, nieuchronności śmierci, relacji damsko-męskich i czynią to w sposób niezwykle przystępny na zasadzie co z oczu to z serca, z zaraźliwą przekorą i nieco sarkastycznym poczuciem humoru.

Warstwa muzyczna również nie rozczarowuje. Zróżnicowane i wcale nieoczywiste instrumentarium wśród którego oprócz skrzypiec i kontrabasu usłyszymy gitary bozouki, kalimbę oraz harmoszkę nie pozwalają na nudę. Podobnie jest z melodiami, gdyż w ucho najszybciej wpada trafnie wybrany jako promujący album utwór „Ja”, który z jednej strony daje świetną próbkę możliwości talentu tekściarskiego Artystki, jak i kunsztu aranżacyjnego formacji, gdyż zmienne tempa, wieloplanowość, chórki i niebanalna warstwa liryczna bardzo pozytywnie wyróżnia się na tle plastikowej miałkości radiowych pseudo przebojów. Podobnie jest z „Tańcem”, gdzie iście bałkańska, czy wręcz orientalna ornamentyka nie pozwala nawet na chwilową dekoncentrację – skupia naszą uwagę i z powodzeniem utrzymuje ten stan od pierwszej do ostatniej nuty. Skojarzenia z Ofra Hazą? W tym momencie są jak najbardziej na miejscu. Następne w kolejności, śpiewane gwarą „Gody” poruszają za to naszą słowiańsko-góralską wrażliwość, gdzie do pełni szczęścia w zupełności nam wystarcza piękny kobiecy wokal i odzywające się od czasu do czasu skrzypce (Dawid Czernik). Nie ma jednak co się rozczulać, bo już odzywa się skoczny utrzymany w estetyce gypsy „Czarodziej”, który wydaje się być świetną zapowiedzią do „Paris, o mon amour”, gdzie z kolei skojarzenia muzyczne kierują moje myśli ku twórczości Zaz, z tą tylko różnicą, że Wójciak operuje zdecydowanie gładszym, bardziej jedwabistym wokalem. Jednym słowem wielce eklektyczny to materiał, w który większość z nas powinna naleźć coś dla siebie.

A jak mają się zagadnienia okołoaudiofilskie, czyli zarówno jakość realizacji, jak i dźwięku? Płyta LP gra z zauważalnie większą dynamiką i lepszą trójwymiarowością od swojego cyfrowego odpowiednika. Jedynie w momencie bardziej intensywnych, operujących w górze pasma dźwięków odzywa się lekka granulacja i kompresja. Na cyfrze tego nie słychać, bo i energia jest tam zdecydowanie słabsza. Całość wypada jednak całkiem przekonywająco z sugestywnie zaakcentowanym pierwszym planem, nieabsorbującymi sybilantami i stabilnymi źródłami pozornymi. A czemu piszę o różnicach pomiędzy cyfrą i analogiem? Piszę, gdyż o ile za mix i mastering do wydania CD odpowiada Bartek Magdoń, to już nad analogiem „siedział” Paweł ‚Bemol’ Ładniak, więc i efekt finalny jest inny. W obu jednak przypadkach, jeśli czegokolwiek mógłbym sobie życzyć, to zdecydowanie większej ilości powietrza i oddechu na górze, ale nie takiego sztucznego – „wyczarowanego” na stole podczas masteringu, ale prawdziwego – uchwyconego podczas nagrania. Oczywiście w samochodzie, czy kuchennym boomboxie i tak i tak tego nie usłyszymy, ale siadając wieczorem z lampką Primitivo di Manduria, bądź słomkowego torfowego destylatu z Islay i włączając „Zasłonę” chciałoby się w pełni wykorzystać drzemiący w niej potencjał. A skoro owego oddechu na górze nie ma to summa summarum jest „tylko” dobrze.

Marcin Olszewski

Lista utworów:
1. Pieśń powitalna
2. Jak dwa Michały
3. Ja
4. Taniec
5. Gody
6. Czarodziej
7. Niebo
8. Wenus – cud
9. Paris, o mon amour
10. Za-słona
11. Nie ma piękniejszej chwili

bonus tracks:

12. Mąż
13. Słabość

Skład zespołu:

Hanka Wójciak – śpiew, harmoszka
Tomasz Czaderski – instrumenty perkusyjne
Jacek Długosz – gitary bouzouki (4,8,12), kalimba (7)
Mateusz Frankiewicz – kontrabas
Tomasz Pawlak – skrzypce
Andrzej Zagajewski – mandola

gościnnie:
Alicja Gac – chórki (11)
Dawid Czernik – skrzypce (5)
Michał Pamuła – perkusja (3,6,11)

Pobierz jako PDF