1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Extraudio Speaker One

Extraudio Speaker One

Link do zapowiedzi: Extraudio Speaker One

Opinia 1

Choć niderlandzkie Extraudio większości odbiorców zapewne kojarzy się przede wszystkim z elektroniką, to jak m.in. dowiódł nasz zeszłoroczny test łączówki USB One również i w przewodach audio radzi sobie całkiem nieźle. Ba, zerkając do jej portfolio ze zdziwieniem można odkryć, iż pomimo odważnej deklaracji, iż „Najlepszym możliwym kablem byłby brak kabla” okablowanie nie jest li tylko niewinną fanaberią, bądź wymuszonym przez rynkowe oczekiwania dodatkiem, lecz stanowi nad wyraz bogatą ofertę logicznie podzielonych na trzy serie przewodów tak analogowych, zasilających, jak i cyfrowych. W związku z powyższym, oraz dzięki operatywności chełmżyńskiego Quality Audio postanowiliśmy nieco przybliżyć temat biorąc na redakcyjny tapet możliwie miarodajną próbkę metalurgicznych dokonań ekipy z Leidschendam, z której to na pierwszy ogień poszły otwierające katalog przewody głośnikowe Extraudio Speaker One.

Jak już sesja unboxingowa unaoczniła a powyższa galeria tylko to potwierdza One-y niespecjalnie czują potrzebę usilnego zwracania na siebie uwagi. Do końcowego odbiorcy docierają bowiem w eleganckim, acz niejako będącym przeciwieństwem pstrokatej krzykliwości zbiorczym czarnym kartonie a i one same mają postać kruczoczarnych, mało absorbujących swą średnicą przebiegów zakończonych utrzymanymi w tej samej tonacji splitterami i solidnymi rozporowymi bananami. Wspomniane rozgałęziacze przyozdobiono firmowymi logotypami, nazwą modelu i oznaczeniem kierunkowości. Z kolei od spodu umieszczono potwierdzające autentyczność hologramy. Słowem, zero kontrowersji.
Zgodnie z dostępnymi na stronie producenta informacjami „Jedynka” zbudowana jest z sześciu (po trzy na „+” i „-”) miedzianych, poddanych obróbce kriogenicznej (stopniowemu schładzaniu od temperatury pokojowej do temperatury ciekłego azotu (-195°C)) żył o przekroju 14 mm², widoczne na jego przebiegu splittery pełnią rolę elementów antymagnetycznych a do konfekcji użyto rodowanych wtyków o carbonowych korpusach. Jak wygląda ich przekrój i na czym polega geometria matrix niestety nie wiadomo, więc jedyne co można stwierdzić organoleptycznie, to fakt praktycznie całkowitego braku sprężystości. Zauważalna jest również dość pokaźna masy przewodów, przez co raz ułożone za systemem raczej nie powinny wykazywać tendencji do prężenia i samoistnej zmiany swego położenia. Wykonana z czarnej syntetycznej przędzy zewnętrzna koszulka ochronna jest miła w dotyku i z tego co udało mi się zauważyć podczas kilkunastodniowych testów pomimo swojej mięsistości nie wykazuje jakiś szczególnych tendencji do łapania kurzu.

Zabierając się za krytyczne, oczywiście poprzedzone stosowną akomodacyjną rozgrzewką, odsłuchy Speaker One z niekłamanym zadowoleniem odnotowałem słyszalne od pierwszych taktów „Third Degree” Flying Colors podobieństwo do cyfrowej „Jedynki”. W zakładam, że z właściwą całej linii atencją holenderskie głośnikowce nadały nieco anorektycznej realizacji jakże pożądanej gęstości, czy wręcz majestatyczności, dzięki czemu jak zwykle imponujący swymi rozmiarami zestaw perkusyjny Mike’a Portnoy’a mógł wyjść poza zakres częstotliwości właściwy werblom a Steve Morse wreszcie dostał zgodę na szarpanie grubszych strun. W rezultacie tych działań całość zabrzmiała z imponującą potęgą a jednocześnie nic a nic nie straciła ze swojej natywnej progresywnej złożoności i wieloplanowości. Nie było to zatem jedynie obniżenie równowagi tonalnej, bądź dosaturowanie przekazu a zdecydowanie bardziej kompleksowy pakiet działań naprawczych delikatnie ozłacających górny zakres, przez co śmiało można było mówić o jego otwartości i braku zawoalowania. Mówiąc wprost pojawienie się Speaker One w moim systemie, choć ociepliło, dociążyło i delikatnie przyciemniło sposób prezentacji do jakiego jestem przyzwyczajony nie nosiło znamion nakrycia systemu przysłowiowym kocem, bądź oblepienia go słodkim lukrem. Nie wpłynęło też usypiająco na motorykę i karkołomność prog-rockowych połamańców, co patrząc na wcześniejsze poaplikacyjne uwagi wcale nie było takie oczywiste.
Co ciekawe zmieniając repertuar na nieco cięższy „I Beat Loneliness” Bush, któremu wszystko można zarzucić tylko nie zbytnią eteryczność i lekkość również nie czułem potrzeby jakiejkolwiek krytyki, czy podejmowania polegających na leczeniu dżumy cholerą działań mających na celu przywrócenia wcześniejszego status quo. Szczególnie wyraźnie słychać to było na partiach wokalnych, gdzie Gavin Rossdale operował w zdecydowanie niższych rejestrach aniżeli Casey McPherson z Flying Colors a tym samym nijakiego wsparcia w tej materii nie potrzebował. Powyższe wydawnictwo pojawiło się tutaj nieprzypadkowo, gdyż obserwując dość wyraźnie dociążającą przekaz sygnaturę tytułowych Extraudio chciałem empirycznie zweryfikować, czy przypadkiem na muzyce, która sama z siebie reprezentuje podobne cechy nagle nie okaże się, że graniczne stężenie cukru w cukrze zostanie przekroczone. I … I choć Speaker One rzeczywiście co nieco od siebie do już obecnej gęstości i ciężaru dodały, to całe szczęście zatrzymały się o krok, bądź nawet dwa przed cienką czerwoną linią rozgraniczającą organiczną mięsistość i sugestywność basowych pomruków od typowej buły i monotonnego poddudniania niezależnie od tego, czy takowe częstotliwości znalazły się w materiale źródłowym, czy nie. Proszę zwrócić tylko uwagę, że nawet w momencie, gdy jednocześnie odzywa się zazwyczaj brudny i czarny niczym …. mniejsza z tym jaki włos bas Coreya Britza oraz perkusja Nika Hughesa nic się nie zlewa a tym samym mamy pełen wgląd w strukturę nagrania.
Również „Miniaturom” Karoliny Omańskiej nie brakowało powietrza i swobody prezentacji, więc choć temperatura barwowa została lekko podkręcona, to śmiem twierdzić, że taki „lampowy” sznyt nie tytko ww. albumowi nie zaszkodził, co dodał mu swoistego uroku. Blachy kusiły złotymi refleksami, gitara łkała niemalże po Gilmourowsku a i fortepianowi nie sposób było odmówić świetnie korespondującego z jego powagą blasku.

W ramach podsumowania przewrotnie pozwolę sobie nie zgodzić się z deklaracją producenta, jakoby przewody Extraudio „nie zmieniają ani nie dodają niczego do brzmienia”, gdyż przynajmniej na tle stanowiących punkt odniesienia moich dyżurnych WK Audio The Ray i TheRed Speakers mkII holenderskie Speaker One dociążają, uplastyczniają i uatrakcyjniają reprodukowany materiał. Czy to źle? Absolutnie nie, jednak nie są one synonimem transparentności i znikania w systemie. Dlatego też jeśli tylko szukacie Państwo odrobiny ciepła i słodyczy, które sprawią, że wasz ulubiony, choć nie zawsze referencyjnie zrealizowany, repertuar będzie miał szansę przeistoczyć się z brzydkiego kaczątka w olśniewającego łabędzia, to próbny odsłuch Extraudio Speaker One wydaje się ze wszech miar wskazany.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Choć na naszych łamach mieliśmy już okazję zmierzyć się z różnymi produktami tej niderlandzkiej marki, to mniemam, iż większość z Was kojarzy ją raczej z ciekawą ofertą elektroniki. Jaką? Choćby testowanym przetwornikiem DAC2 lub zestawem pre-power XP5 MkII & XP-A1500 MkII, które oprócz minimalistycznej, ale za to świetnej wizualnie aparycji oferowały interesujące brzmienie. To oczywiście tylko skromny wycinek naszych spotkań, w skład których – zalecam wykorzystanie portalowej wyszukiwarki – wchodzi także okablowanie. Okablowanie, z ofertą którego oczywiście udało nam się już zderzyć za sprawą kabla cyfrowego USB One. Idąc za ciosem dzięki uprzejmości stacjonującego w Chełmży Quality Audio na dzisiejszy test udało nam się pozyskać głośnikowe Extraudio Speaker One.

Kreśląc kilka zdań o budowie rzeczonego okablowania bazując na zdawkowych informacjach ze strony producenta wygląda to tak. Pierwszą najważniejszą informacją jest użycie do wykonania przewodników miedzi tellurycznej w dwóch seriach po 3 żyły dla każdego sygnału + i – finalnie dające przekrój czynny dla 6 żył na poziomie 14 mm². Druga, także dotycząca przewodników to poddanie ich procesowi kriogenicznemu. Trzecią wykonanie przebiegu ich wewnętrznego splotu w zaznaczonym na mufach dzielących sygnały na plus i minus tuż przez wtykami ściśle określonym kierunku. Czwartą zastosowanie w budowie kabla serii antymagnetycznych komponentów. Zaś piątą zastosowanie wysokiej jakości rodowanych i carbonowych wtyków. Efektem powyższych działań, przynajmniej według producenta, ma być dobrze rozbudowany i kontrolowany zakres niskotonowy idący w parze z dobrą jakością reszty przekazywanego ze wzmacniacza do kolumn sygnału. Czy w ten sposób brzmienie tytułowego kabla odebrałem podczas testu, naturalnie jak zawsze dowiecie się z lektury kolejnego akapitu.

Rozpoczynając opis brzmienia zacznę od przyznania racji producentowi w kwestii jakości i sposobu prezentacji dolnego zakresu. Od tak zwanego strzału słychać było, iż jest to bardzo istotna składowa przekazu serwowanego słuchaczowi. Mocny, pełen dobrze kontrolowanej energii, może nie rysowany skalpelem, ale zwarty, co w moim odczuciu fajnie przekładało się na bliźniacze podanie także dobrze osadzonej w masie i przez to pełnej energii średnicy. Efekt był taki, że wpięcie testowanego zestawu okablowania spowodowało automatyczne głośniejsze podanie muzyki w stosunku do wypinanych z mojego zestawu Furutechów. Efekt godny pozazdroszczenia, bo mocniej wyczuwalny atak energią i solidnym impulsem tandemu basu ze średnicą natychmiast wzmagały poczucie większego drive’u muzyki. Jednak na tyle bezpiecznego w działaniu, że ani przez moment testu nie zanotowałem uczucia nachalności jej podania. A najciekawsze w tym było to, że stanowi typu ADHD udanie przeciwdziałały wysokie tony. O co chodzi? Po prostu unikając zbytniej ostrości – optowały raczej za ciepłem i pełną swobody prezentacji, ale jednak plastyką – nie podkręcały dodatkowo emocji wizualizowania wydarzeń scenicznych. To źle? Bynajmniej, bowiem jeśli i one szukałyby nawet dobrze rozumianego poklasku na poziomie prezentacji niższych partii zakresu częstotliwościowego, w efekcie muzyka kolokwialnie mówiąc by mnie wręcz napadała. A przecież w obcowaniu z nią chodzi o odpoczynek, a nie walkę z nadmierną ekspresją. I mówię w tym momencie nie tylko o jej spokojnych inkarnacjach, ale także o twórczości rockowej. Ostatnia owszem, teoretycznie ma za zadanie pobudzić nasze zmysły, jednak nie nachalnością i bezczelnym krzykiem, tylko w konsensusie agresji z w odpowiednim miejscu aplikowanym spokojem pokazać zawarte w niej, w zamierzeniach artystów mające poruszyć nami dosadnym, ale nie chamskim w wydźwiękiem emocje. Nie wiem jak, ale muszę szczerze przyznać, iż pomysłodawcom testowanego modelu okablowania ten zabieg świetnie się to udał. Tym bardziej, że w sukurs tak ekspresyjnej wizualizacji świata muzyki szło lekkie przybliżenie wirtualnej sceny – naturalnie z zachowaniem odpowiednich rozmiarów w domenie szerokości i głębokości, przez co to co rozgrywało się pomiędzy kolumnami, stawało się bardziej namacalne, ale nadal bez krzty przerysowane. Efekt był czymś na miarę zbliżenia się o kilka rzędów siedzeń lub metrów w sytuacji obcowania z mocnym graniem w wielkich koncertowych kubaturach do goszczącej muzyków sceny.
Przykładowe trio Joey Baro. John Taylor i Marc Johanson z niedawno wydanym materiałem zatytułowanym „Tramonto” wyraźnie pokazało wyartykułowane powyżej cechy okablowania. Po pierwsze panowie zagrali jakby siedzieli tuż przede mną, co pozwoliło na wręcz cyzelowanie każdego procesu nie tylko powoływania do życia w eterze, ale także trwania i wygaszania zapisanej w partyturze nuty. A po drugie dzięki ciekawie podanym zakresom środka i basu mogłem napawać się dostojnością grającego w dolnych rejestrach fortepianu, raz szybkością obsługi, a innym razem esencjonalnością brzmienia kontrabasu, by całość okrasić świetnie podaną, bo nisko schodzącą oraz odpowiednią akcentowaną w kwestii twardości, przez to pełną wielobarwności stopą perkusji. Uwielbiam takie płyty, a gdy do tego dostaje podobną do niderlandzkich kabli estetykę ich serwowania, wręcz rozpływam się w nich ze szczególnym uwzględnieniem nie tylko emocji związanych z osobowością melomana, ale także jego alter ego audiofila. Naprawdę opisany materiał wypadł bardzo dobrze.
Próbując pokazać efekt wpięcia Extraudio Speaker One na przykładzie mocniejszego uderzenia dźwiękiem wybrałem płytę formacji Antimatter „Black Market Enlightenment”. To muza z innej strony muzycznego świata. Może nie zabijająca zapisaną w niektórych produkcjach energią i szybkością zmian tempa, ale także wymagająca dobrej kontroli kolumn przez sekcję wzmocnienia i do tego nieźle nagrana. Na szczęście jak wspominałem na samym początku dolny i środkowy zakres były dla testowanego okablowania pewnego rodzaju oczkiem w głowie, a to pozwoliło nie tylko kopnąć mnie muzyką oferującą mocny impuls, ale także dzięki żywym, jednak raczej plastycznym wysokim tonom nie zakrzyczeć mnie nawet słuchając jej na zarezerwowanym dla takich produkcji poziomie wolumenu dźwięku. Dostałem wówczas oczekiwany rozmach – to szczególnie słychać w pierwszym kawałku – energię i szybkość z odpowiednim energetycznym wypełnieniem chadzających w dolnych partiach instrumentarium. Efekt okazał się być na tyle ciekawy i w pełni zamierzony, że podprogowo mimo już głośnego słuchania cały czas zmuszał mnie do konsekwentnego podkręcania poziomu wolumenu dźwięku bez uszczerbku dla jakości do progu bólu narządów słuchu. A, że lubię słuchać głośno, nad konsekwentnym zwiększaniem poziomu decybeli nie zastanawiałem się ani minuty, a mimo to cały czas byłem daleki od tak zwanego zmęczenia materiału – czytaj duszy drzemiącego we mnie buntownika. Jak można się domyślić, dzięki takiemu obrotowi sprawy ten występ podobnie do produkcji opartej o ogólny spokój także sprawił mi wiele radości.

Gdzie sugerowałbym aplikację naszego bohatera? Otóż może zabrzmi to dziwnie, ale z racji ciekawej propozycji sonicznej i jej pewnego rodzaju uniwersalności wspomnę jedynie o systemach mogących się z nim nie dogadać. Oczywiście mam na myśli zestawy przebasowione. Dodatkowy zastrzyk nawet najbardziej kontrolowanej energii w ich przypadku prawdopodobnie będzie niechcianym obciążeniem. Owszem, oferowany przez Extraudio Speaker One fajny kick basu i ogólny drive prezentacji to ciekawa wizja odtwarzania muzyki, jednak, jeśli potencjalny zestaw jest już w kwestii takich artefaktów na skraju pozytywnej ilości, mariaż z naszym bohaterem może skończyć się różnie. Nie z automatu źle, ale niestety różnie. Dlatego zaznaczyłem, że to jedyna grupa melomanów, która musi brać poprawkę na okraszone drobnymi problemami finalne wyniki. Jeśli jednak nie utożsamiacie się z wyżej wymienioną, sprawa jest prosta, brać i weryfikować, czy to Wasza bajka. Tym bardziej, że jeśli lubicie opisany sposób na muzykę, są duże szanse na sukces w postaci pozostawienia u siebie kabli na stałe.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 20 800 PLN / 2 x 3m; Bi-wire 25 900 PLN / 2 x 3m

Pobierz jako PDF