1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Słuchawki
  8. >
  9. Focal Bathys

Focal Bathys

Opinia 1

Choć reprezentanci Focala gościli u nas już kilkukrotnie, to dziwnym zbiegiem okoliczności francuskie słuchawki mieliśmy tylko … raz. I w dodatku ponad osiem lat temu. Co prawda były to flagowe Utopie, więc z łatwością moglibyśmy iść w zaparte, iż skoro skupiamy się na High-Endzie, to i słuchawki traktujemy według podobnego klucza, więc albo grubo, albo wcale. Problem jednak w tym, że jak to zwykł mawiać klasyk „panta rhei”, więc i związane z audio technologie idą do przodu a sam rynek ewoluuje we wcześniej trudnych do przewidzenia kierunkach. No bo kto by śmiał przypuszczać, że na przestrzenni niecałej dekady wszelakiej maści bezprzewodowość nie tylko stanie się powszechna i odmieniana przez wszystkie przypadki, co po rozgoszczeniu się w segmencie Hi-Fi zacznie coraz śmielej poczynać sobie również w High-Endzie. Dlatego też, gdy w końcu nadarzyła się ku temu sposobność – faworyzujący mobilność okres ferii zimowych, czym prędzej, dzięki uprzejmości stołecznego dystrybutora – FNCE (Focal Naim Consumer Electronics), zabezpieczyliśmy eleganckie i jak łatwo się domyślić sygnowane przez francusko-angielski koncern słuchawki Focal Bathys.

Szybki rzut okiem do katalogu Focala jasno pokazuje podejście ww.producenta do tematu. Do wyboru są bowiem jedynie będące przedmiotem niniejszego testu Bathysy i … Bathysy MG, czyli de facto rozwinięcie „podstawowej” inkarnacji o „ekskluzywne” magnezowe (zamiast magnezowo-aluminiowych) przetworniki. A skoro o podobieństwach i koligacjach mowa, to żeby sprawa była jasna od razu wspomnę, że Bathysy nie wzięły się znikąd, lecz bazują na konwencjonalnym, znaczy się przewodowym modelu Celestee. Nie da się jednak ukryć, iż nie są lapidarną „zrzynką” lecz finezyjnym rozwinięciem firmowego designu i wzbogaceniu go o miłe oku designerskie smaczki. Ot chociażby zdobiący metalowe muszle firmowy logotyp, który nie jest li tylko klasycznym grawerunkiem, lecz trójwymiarowym profilem, który nie dość, że jest wypukły a nie wklęsły, to jeszcze dzięki LED-owemu podświetleniu nie tylko nader skutecznie łapie za gałkę, lecz i ułatwia życie np. podczas procesu parowania. Oczywiście designerscy asceci mogą intensywność owej iluminacji stonować, bądź całkowicie wyłączyć. Za kolejny, niezwykle miły akcent pozwolę sobie uznać brak udziwnień natury funkcjonalnej, z których to swojego czasu słynęły francuskie samochody, bowiem w Bathysach obsługę wszelkich nastaw powierzono nie gestom a fizycznym, umieszczonym na obwodzie muszli (lwia część na prawej, a na lewej jedynie wybieramy tryb ANC) przyciskom i przełącznikom. Same muszle z regulowanym skokowo pałąkiem łączą masywne widelce oraz umożliwiające obrót o nieco ponad 90° przeguby, dzięki którym słuchawki da się ułożyć na płask w znajdującym się na wyposażeniu, eleganckim, sztywnym, zapinanym na zamek błyskawiczny etui. Co do wykończenia, to biorąc pod uwagę „mobilność” naszych bohaterek jest wręcz luksusowo. Pomijając piaskowe, bez porównania bardziej atrakcyjne aniżeli konwencjonalna czerń, malowanie uwagę zwraca obecność skóry na zewnętrznej powierzchni pałąka i mięsistych padów, oraz weluru od wewnątrz. Krótko mówiąc, biorąc tytułowe słuchawki do ręki czuć, że mamy do czynienia z produktem klasy premium o wartości postrzeganej znacząco przekraczającej zaskakująco przyjaźnie dla portfela nabywcy skalkulowaną cenę na poziomie 2,7kPLN (w trakcie testu).
Jeśli chodzi o anatomię, to jak zdążyłem już wspomnieć Focal sięgnął po własne przetworniki o 40 mm aluminiowo-magnezowych membranach, których budowa bardziej przypomina klasyczne – kolumnowe drajwery aniżeli większość słuchawkowych konkurentów. Każda muszlę wyposażono w 4 mikrofony, w trybie USB-DAC słuchawki z powodzeniem obsługują sygnał cyfrowy PCM 24 bit/192 kHz i nie zapomniano o możliwości obsługi za pomocą asystenta głosowego. Komunikacja po Bluetooth wykorzystuje kodeki SBC, AAC oraz aptX a korzystając z urządzeń mobilnych warto zainstalować firmowa apkę Focal & Naim, z poziomu której zyskamy dostęp do regulacji ww. podświetlenia logotypów oraz m.in. equalizacji.

Co prawda z racji hobbystycznie wykonywanej przez ponad ćwierćwiecze profesji powinienem być już porządnie zaimpregnowany na wszelakiej maści podprogowe sztuczki speców od marketingu, w tym budzenie oczekiwanych skojarzeń już poprzez perfidnie dobrana nomenklaturę, jednak uczciwie trzeba przyznać, że ekipa Focala solidnie odrobiła pracę domową i skuteczność ANC z powodzeniem można porównać do odcinającego nas od bodźców zewnętrznych … batyskafu. Mowa oczywiści o trybie Silent, gdyż Soft w swej separacji nie idzie aż tak daleko. Jest jeszcze opcja „transparentności”, ale to oczywista oczywistość i wspominam o niej jedynie z kronikarskiego obowiązku. Sekcję poświęconą walorom brzmieniowym zacząłem od ANC nie bez przyczyny, bowiem niezależnie od wybranego sposobu komunikacji jest ono aktywne, więc o ile tylko chcemy Bathysów słuchać a nie tylko je na czerepie nosić warto mieć tego świadomość. Niemniej jednak skoro skuteczność owego rozwiązania zdążyłem już (w pełni zasłużenie) obcmokać bez zbędnej zwłoki mogę zająć się rozbijaniem ich dźwięku na atomy.
A tak już zupełnie na serio, to choć Bathysy nawet nie próbowały startować do zasiadających na Olimpie Utopii, to już od pierwszych taktów jeszcze ciepłego „Reliance” Soen słychać było, że idą drogą przetartą przez starsze rodzeństwo. Oferowały bowiem niezwykle żywiołowy i komunikatywny przekaz oparty na soczyście wysyconych barwach, zaraźliwej motoryce i nieskrępowanej dynamice doprawionych solidną dawką odważnej i rześkiej góry. Dodając do tego świetną przestrzenność i budowanie sceny wokół głowy słuchacza a nie wewnątrz niej dostajemy gotowy przepis na sukces. Przynajmniej moim skromnym zdaniem, z którym nie trzeba się zgadzać. Jeśli bowiem ktoś liczy na delikatne otulanie anemicznym i pozbawionym energii kocykiem onirycznych dźwięków, to zdecydowanie nie ten adres. Co istotne Focale lubią i potrafią grać nie tylko głośno, lecz również z racji ponadprzeciętnej skuteczności ANC z powodzeniem można delektować się generowanymi przez nie dźwiękami na iście wieczorno-nocnych poziomach głośności. Jeśli jednak uznamy za stosowne z ich pomocą nieco połomotać, to prędzej nam krew pójdzie z uszu aniżeli one skapitulują. Karkołomne partie basu i perkusyjne wygibasy nie stanowią bowiem dla nich żadnego wyzwania – każde szarpnięcie struny, uderzenie w naciąg bębna ma właściwą energię, kontur i konsystencję, więc operujemy pełnym wachlarzem faktur i twardości na poziomie profesjonalnego zestawu ołówków Koh-I-Noor (10B-10H). Średnica jest onieśmielająco namacalna, zmysłowa i na wyciągnięcie ręki. Słychać, że producent świadomie ją dopalił a tym samym podkręcił jej atrakcyjność, ale to w końcu słuchawki lifestyle’owe a nie do studyjnego monitoringu, więc jeśli coś nawet zabrzmi lepiej aniżeli w rzeczywistości, to raczej nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien mieć o to do nich pretensji. Dlatego też nie omieszkałem mając je na uszach kilka razy kliknąć w „Break The Silence” Beyond The Black, gdyż francuskie słuchawki nie tylko zapewniły mi odpowiedni fundament basowy i wykop, lecz również delikatnie, acz wielce pożądanie, dodały mocy partiom wokalnym Jennifer Haben.
Jeśli zaś chodzi o górę pasma, to z jednej strony nie sposób odmówić jej „francuskiej rześkości”, lecz jednocześnie uczciwie trzeba przyznać, że daleko jej do męczącej na dłuższą metę szklistości, utwardzenia, czy wręcz ofensywności. I choć nie dorównują pod względem rozdzielczości i wyrafinowaniu Utopiom a pod względem bezpardonowości w detaliczności ULTRASONE Edition 15 Veritas, to bez większych obaw można z ich pomocą eksplorować zarówno bogate w riffy rockowe ekstrema, jak i klasyczny, operowy repertuar w stylu „The Ghosts of Hamlet. Lost Arias from Italian Baroque Operas”. A właśnie, skoro o klasyce mowa, to z niekłamaną satysfakcją odnotowałem fakt, iż Focale bez zająknięcia przeszły „próbę klawesynu”, którego partie dalekie były od dźwięku rodowych sreber zrzucanych po kamiennych schodach. Ba, w przypływie trudnej do wytłumaczenia perfidii na playliście umieściłem „Unfinished Love” Tong Li, który nie dość, iż z racji wykorzystywania orientalnej melodyki i instrumentarium nader odważnie operuje w górze pasma, to i partie wokalne najdelikatniej rzecz ujmując nie oszczędzają sybilantów. Tymczasem Bathysy z niezwykła pieczołowitością tkały pajęczynę rozedrganych dźwięków tworząc tajemniczy klimat i nastrój i kiedy trzeba delikatnie kłując w uszy, lecz jednocześnie nie przekraczając granicy dobrego smaku i kultury.

W ramach podsumowania nie pozostaje mi nic innego jak tylko stwierdzić, że jeśli tylko planujecie Państwo krótszy, bądź dłuższy wypad wykluczający korzystanie ze standardowego, stacjonarnego systemu audio, to zakup Focali Bathys wydaje się równie oczywisty, jak zapewnienie sobie i bliskim porządnego ubezpieczenia, czy odpowiednio wysokiej klasy lokum. I choć zwykło się uważać, że za jakość się płaci (i to słono), to akurat w tym przypadku Focal wykazuje się niezwykle empatyczny i litościwy dla domowego budżetu a jednocześnie gra na iście high-endowym pułapie. Czegóż chcieć więcej …

Marcin Olszewski

Opinia 2

Wszyscy wiemy, że francuska marka Focal to w głównej mierze światowej klasy producent zespołów głośnikowych od poziomu cenowego dla zwykłego Kowalskiego, po szczyty ekstremalnego High Endu. Jednak prawdopodobnie nie wszyscy orientują się, iż w swoim szerokim portfolio ma również całkiem spory zasób słuchawek i to zarówno dedykowanych najwyższej jakości sekcjom wzmacniającym, lecz również z segmentu bezprzewodowego. Co prawda mimo sporej oferty w swej historii nie mieliśmy zbyt wielu okazji przyjrzeć się tej sekcji działalności marki, ale to nie oznacza całkowitej posuchy, gdyż epizod z wysokim modelem Focal Utopia jakiś czas temu udało nam się zaliczyć. Przygoda fajna, jednak biorąc pod uwagę obecne trendy dla wielu nieco kłopotliwa, bowiem kolokwialnie mówiąc kablowa, dlatego z wielkim entuzjazmem przystaliśmy na propozycję warszawskiego Horna, aby tym razem zając się czymś użytkowo bardziej na czasie. O czym mowa? Otóż nieco schodząc z piedestału zajmowania się szczytami „władzy” dzisiaj padło na podstawowy bezprzewodowy model Focal Bathys. Jak to u Francuzów jest w standardzie bez dwóch zdań designerski i wykorzystujący najwyższej jakości materiały, a jak od strony brzmienia? Ten temat postaram się rozwinąć w dalszej części tekstu.

Nasze bohaterki to wokółuszne, zamknięte, w kwestii budowy bryły wykorzystujące połączenie nowoczesnych materiałów typu stal nierdzewna oraz wysokiej jakości tworzywa sztuczne oraz skóra, w wersji testowej wykończone w przyjemnym dla oka beżowym kolorze konstrukcje. Wspomniany efekt wyboru materiałów i ich wykorzystania jest na tyle udany, że nie tylko świetnie się prezentują od strony aparycji, ale także są bardzo przyjemne w użytkowaniu od procesu aplikacji na głowie, po dzięki przyjemnym padom na muszlach wielogodzinne użytkowanie. Jeśli chodzi o garść technikaliów, naturalną koleją rzeczy produkowania przez Focala różnorodnych przetworników w słuchawkach wykorzystano specjalnie zaprojektowaną dla nich w kształcie litery M, aluminiowo-magnezową membranę. Co jest bardzo istotne w tym modelu i z racji posiadania osobnego lokum do słuchania muzyki stronienia od tego typu produktów przekonało nawet mnie, to zastosowanie aktywnej korekcji szumów ANC. Co prawda muszle słuchawek są zamknięte i odgłosy z zewnątrz nie były tak uciążliwe podczas odsłuchu i dzięki temu muzyka powinna brzmieć dobrze, ale przyznaję się bez bicia, iż dodatkowa korekcja szumów aktywnym procesem dla mnie jest bardzo dobrym posunięciem. A to nie jedyna fajna informacja, bowiem kolejną dobrą wiadomością jest ich 30-to godzinna gotowość do pracy, co sprawia, że nawet przez kilka dni zabawy po kilka godzin nie musimy martwić się stan gotowości Focali do pracy. Tak prezentujące się konstrukcje wyposażono w niezbędne do ładowania oraz ewentualnego podłączenia kablem do źródła kable – gdy nie chcemy korzystać z bezprzewodowego i spakowano w estetyczną, obłą i wykończoną w kolorystyce samych słuchawek torbę transportową.

Jak bezprzewodowe Bathys-y wypadły w temacie brzmienia? Od strony użytkowej w rozumieniu odcinania słuchacza od zewnętrznych artefaktów świetnie. Trochę przypadkiem, ale dobitnie przekonałem się o tym jednego poranka, gdy żona kilkukrotnie wołając mnie na śniadanie i z braku odzewu z racji mojej alienacji od świata bez zakłóceń słuchaną muzyką, wściekła wykrzyczała mi tę informację prosto w twarz. A jak w najważniejszej kwestii? Otóż przekaz podany był swobodnie i z rozmachem. Może nie były to przysłowiowe hektary przestrzeni, jakimi zaczarowała mnie topowa wersja testowana przed kilkoma laty, ale muzyka prezentowana była z fajnym oddechem. To wbrew pozorom bardzo istotne, gdyż udanie zapobiegało siłowemu wciskaniu wirtualnego świata w głowę, co na dłuższą metę jest bardzo męczące. Gdy sposób wizualizowania w przestrzeni mamy już przybliżony, wspomnę jeszcze o kwestiach estetyki podania muzyki w domenie barwy, wagi i spójności brzmienia. Otóż odebrałem to jako fajną interpretację lekkiego, ale bez problemu oferującego niezłe zejście niskich rejestrów oraz otwarte wysokie tony grania. Co to oznacza? Nie żeby był to jakiś problem, bo podczas testu bawiłem się znakomicie, ale czasem podczas słuchania jazzu lub innych wymagających odpowiednio ciepłej atmosfery produkcji płytowych odczuwałem zbyt lekki poziom nasycenia środka pasma. Lubię, gdy w tego typu nurtach muzycznych średnica oferuje więcej tak zwanego mięsa, gdyż poprawia to homogeniczność i namacalność prezentacji. Tutaj było nieco inaczej. Ale jak wspominałem, nie chodzi o podnoszenie tego aspektu jako problemu, tylko zwrócenie uwagi na fakt, że konstruktor postawił na świeżość dźwięku, którą bez dwóch zdań nieudane podkręcanie atmosfery prezentacji poprzez dociążanie średnicy mogłoby mocno ostudzić. I gdy na początku miałem pewne obawy, że na dłuższą metę mogę mieć z tym tematem problem, już po kilku utworach i przez to naturalnej akomodacji z danym sposobem na muzykę opisany aspekt przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Oczywiście dlatego, że przekaz mimo lekkości był bardzo spójny, bowiem przy zdroworozsądkowym podaniu średnicy górny zakres nie krzyczał, a bas nie popadał w męczące dudnienie. Żadne pasmo nie próbowało wyskakiwać przed szereg, co po zrozumieniu przeze mnie pomysłu na muzykę według tego modelu słuchawek bez najmniejszego problemu i co bardzo ważne, na bardzo długo pozwalało oderwać się od otaczającego nie rzeczywistego świata. Każda puszczona płyta w odniesieniu do moich codziennych wyborów brzmiała nieco lżej, ale bez jakiegokolwiek uszczerbku dla przyjemności słuchania, tylko najzwyczajniej w świecie w nieco inny sposób. I piszę to bez naginania faktów, gdyż jak rzadko kiedy bezproblemowo mogąc poruszać się po pokoju, a nie będąc przywiązanym kablem do systemu być zmuszonym do siedzenia w jednym miejscu, proces testowy trwał nieprzyzwoicie długo i mimo to ani razu nie odczułem efektu nadinterpretacji swobodnego podejścia do wagi dźwięku. A słuchałem nie tylko spokojnego jazzu spod znaku Leszka Możdżera „Beamo” i przyjemnej dla ucha wokalizy Diany Krall „Girl in the Other Room”, ale także free-jazzowych szaleństw Johna Zorna z formacją MASADA „Live in Sevilla 2000”. Zapewniam, gdy pierwsze dwie pozycje to tak zwane pitu pitu i nawet w lekkiej wadze podania wypadają świetnie, to free-jazzowy materiał przy przekroczeniu linii dobrego smaku w odnoszącego się do zbyt małej wagi dźwięku kolokwialnie mówiąc nie pozostawia jeńców, tylko masakruje nasz ośrodek słuchu. Nie wiem jak, ale tytułowe bohaterki w sobie tylko znany sposób potrafiły pogodzić swobodę prezentacji z wymogami każdego rodzaju muzyki, co znając z autopsji niegdysiejszego użytkowania kultowych Sennheiserów HD600 nie jest takie oczywiste. Naprawdę w tym przypadku wszystko wypadała bardzo fajnie.

Czy francuskie konstrukcje Focal Bathys to remedium dla potrzeb całej populacji słuchawko-maniaków? Oczywistym jest, że choćby z uwagi na zwrócony przeze mnie aspekt raczej lekkiego, ale nadal dobrze orientującego ich brzmienie w odbiorze potraktowania centrum pasma, nie wszyscy będą z tego zadowoleni. Ale jestem dziwnie spokojny, że mimo wszytko będzie to naprawdę bardzo mała populacja tak zwanych „słuchawkowców”, gdyż sposób projekcji muzyki nie jest odchudzony, tylko raczej niepodgrzany, a to wielka różnica. Dlatego zanim po pobieżnej analizie moich wniosków będziecie zastanawiać się nad skreśleniem lub nie ich z potencjalnej listy odsłuchowej, zalecam zachowanie spokoju i mimo wszystko wzięcie ich na osobisty sparing, gdyż naprawdę w sensie pozytywnym możecie się bardzo zaskoczyć. Ja przynajmniej już po trzecim słuchanym kawałku z puli tak zwanego „plumkania” zaliczyłem taki stan, a zderzenie z Johnem Zornem tylko owo pozytywne zaskoczenie pogłębiło.

Jacek Pazio

Dystrybucja: Horn / FNCE (Focal Naim Consumer Electronics)
Producent: Focal
Cena: 2 699 PLN (regularna 3 799 PLN)

Dane techniczne
Konstrukcja: bezprzewodowe, wokółuszne, ANC
Zastosowane przetworniki: 40 mm, magnezowo-aluminiowe
Pasmo przenoszenia: 15 Hz – 22 kHz
Zniekształcenia THD: <0.2 % @1kHz
Łączność: Bluetooth (2402 MHz – 2480 Mhz) 5.1 MultiPoint; Jack 3,5 mm; USB-C
Zakres Bluetooth: 15 m
Maksymalna moc emisji: 4.56 dBm (2.86 mW)
Czas pracy: 30h (Bluetooth), 35h (Mini Jack), 42h (USB DAC)
Bateria: Lithium-ion 1060 mAh
Czas ładowania : 1.5 h
Kolorystyka: Black silver, deep black, dune
Waga: 350 g

Pobierz jako PDF