Opinia 1
Choć czasy bytności Densena DM-10 (z chromowanymi, nie złotymi gałami) w moim systemie dawno minęły, to motto jakie przyświecało wtenczas jego twórcom, czyli „życie jest zbyt krótkie na nudne Hi-Fi” („Life is too short for boring Hi-Fi”) nadal prowadzi mnie przez odmęty audiofilskich dylematów. Skoro bowiem muzyka opiera się przede wszystkim na emocjach i takowe u słuchaczy ma ze swego założenia budzić, to i system ją reprodukujący, wliczając w to jego najdrobniejsze składowe, nie powinien owego potencjału limitować. Nic bowiem tak nie psuje przyjemności odbioru ulubionego repertuaru jak właśnie nuda i emocje niczym na grzybobraniu, chyba, że ktoś owe zbieractwo wsadu do wigilijnych uszek uskutecznia na terenie poligonu podczas ostrego strzelania. Co jednak ciekawe, w audio a szczególnie w jego bardziej ambitnej odsłonie, czyli segmencie Hi-Fi i High End można zaobserwować pewien trudny do prostego wytłumaczenia fenomen polegający na tym, iż do wyzwolenia emocji a tym samym eliminacji nudy u części podobno zainteresowanych (choć coraz częściej mam co do tego poważne wątpliwości) tematem dyskutantów wcale nie są potrzebne jakiekolwiek dźwięki i doznania natury nausznej a jedynie zdjęcie, bądź lakoniczna wzmianka o … kablach i ich wpływie właśnie na dźwięk do odbiorców docierający. Nie czas jednak na czysto akademickie dywagacje nt. skuteczności metod leczenia ewentualnych fobii i stricte atawistycznych, bądź nabytych (np. w dzieciństwie) lęków przed okablowaniem. Dlatego też cytując klasyka w ramach dzisiejszego spotkania pragnę jedynie uspokoić nazbyt znerwicowane i straumatyzowane jednostki, które na widok przewodu zasilającego, przywodzącego na myśl np. takowy do prodiża, mogą mieć niezbyt miłe wspomnienia mówiąc „nie lękajcie się”. Nie lękajcie i posłuchajcie, bo to po pierwsze nie boli, a po drugie pozwala odkryć dotychczas ukryte i maskowane, w dodatku pozytywne emocje drzemiące w muzyce. A tak już na serio i wracając na właściwe tory cały powyższy wywód jest niczym innym, jak tylko niezobowiązującym podkładem i wstępem do spotkania z kolejnym wyrobem japońskiej manufaktury Tiglon – przewodem zasilającym TPL-2000A.
Wzorem swojego poprzednika z serii 3000 (White Tiger) Tiglon TPL-2000A do odbiorcy końcowego dociera w skromnym, acz z racji dodatkowej, zewnętrznej obwoluty, na swój sposób eleganckim, kartonowym pudełku. Ochronę zapewniają mu dwa niezbyt grube płaty czarnej gąbki oraz tekstylny woreczek z firmowym logotypem a na czas podróży wtyki ( topowe 50-ki Furutecha) otrzymują jeszcze zapobiegające obijaniu elastyczne siateczki. Sam przewód jest dość zgrabny – nieprzesadnie gruby i choć wykazuje tendencję do lekkiego sprężynowania daje się układać bez większych problemów. Z czysto „mierzalnych” parametrów dostępny jest zarówno w fabrycznych długościach 1.2, 1.8 oraz 2m i właśnie taki, najdłuższy ze standardowej rozmiarówki egzemplarz do nas dotarł, jak i w mniej standardowych – na zamówienie. Pod względem aparycji, z racji szaro-białej zewnętrznej plecionki ochronnej oraz charakterystycznych muf przypomina nieco goszczący u nas przedwiośniem 2018 r. Audiomica Laboratory Allbit Consequence, choć rodzimy przewód nie dość, że dysponował jednym modułem elektrostatycznym Acoustic Points to jeszcze wykorzystywał „inspirowane” Furutechami zamienniki. Tymczasem w Tiglonie są „prawilne” 50-ki NCF a puszki są dwie – zamknięte w czarnych termokurczkach filtry magnezowe „PMF mk II”. A właśnie, nie sposób nie wspomnieć, iż przy tytułowym reprezentancie serii 2000 z powodzeniem możemy magnez odmieniać praktycznie przez wszystkie przypadki, bowiem zaimplementowano w nim opatentowaną technologię „Magnesium Shield” oraz „H.S.E Grande”. Z kolei wiązki przewodzące wykonano z opracowanej przez General Electric miedzi beztlenowej „Dip-Forming Oxygen-Free Copper (DF-OFC)”. I tu dochodzimy do bardziej szczegółowej anatomii, gdyż każda z trzech wiązek przewodzących składa się z siedmiu przewodników o ø 0,18 mm każdy, które poddane zostały ww. procesowi H.S.E Grande – Hyper Saturated Energizer polegającemu na „nasycaniu” przewodników prądem o zaprogramowanym natężeniu. Wiązki poprowadzone są w izolacji PVC a całość umieszczono w wewnętrznej otulinie na którą nawinięto przeciwsobnie dwa ekrany z taśmy miedzianej. Następnie mamy kolejną warstwę PVC i trzeci, tym razem magnezowy ekran w postaci taśmy o grubości 100 μm. Kolejne dwie warstwy stanowi PVC o różnych właściwościach a całość stabilizuje zewnętrzna plecionka aero SF.
Wpięcie Tiglona w tor doskonale słychać i bynajmniej nie chodzi o sytuację, gdy porównujemy stan z i bez przewodu, bo jak wiadomo bez zasilania dźwięku spodziewać się nie ma co, lecz o fakt obecności jego „sygnatury”. Japońska sieciówka gra bowiem z niezwykłym entuzjazmem, żywiołowością i choć wyraźnie akcentuje oraz nieco przybliża pierwszy plan, to jednak cały czas zachowuje właściwe wysokiej półce wyrafinowanie i brak przesady. Jest to o tyle istotne, iż z racji angażująco rozświetlonej góry zbytnie nią epatowanie mogłoby niepotrzebnie podkreślić sybilanty, czy wręcz wwiercające się w synapsy partie dęciaków, dzwonienie blach, o bolesnej ognistości gitarowych riffów nawet nie wspominając a tym samym wywołać szybkie zmęczenie u słuchaczy niezdolnych dotrwać do końca albumu. A tak mamy brzmienie otwarte, świetnie napowietrzone i zarazem równie dynamiczne, co komunikatywne i choć miłośnicy pluszowych krągłości oraz lepkiej średnicy mogą czuć lekkie przytłoczenie nadmiarem serwowanych im bodźców, to śmiem twierdzić, że to nie wina samego przewodu, co nieco „odbiegających od normy” oczekiwań potencjalnych nabywców, choć jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Wracając jednak do meritum i mając na uwadze metrykę przedmiotowego przewodu, jak i powyższe uwagi odnośnie jego sygnatury nie omieszkałem przetestować go na odpowiednim, stanowiącym swoisty papierek lakmusowy repertuarze i sięgnąłem po albumy „Into The Purgatory” power metalowej, założonej w Osace formacji Galneryus a następnie po cudownie eklektyczny „殯――死へ耽る想いは戮辱すら喰らい、彼方の生を愛する為に命を讃える――。” („Shi e Fukeru Omoi wa Rikujoku Sura Kurai, Kanata no Sei wo Aisuru Tame ni Inochi wo Tataeru――”) Imperial Circus Dead Decadence z Fukuoki jednoznacznie unauszniające, że jak się chce, to da się połączyć jedwabistą gładkość z godną katany ostrością, która zapewniając wysokiej próby rozdzielczość a przez to wgląd w jedynie pozornie kakofoniczny rozgardiasz wszystko trzyma w czasowo-przestrzennych ryzach. Podobną rolę odgrywa tu bas – niezwykle zwinny, zróżnicowany i porażający tak natychmiastowością, jak i energią. Zarówno stopa, jak i prowadzone po „garach” blasty kopią szybciej i mocniej niż wystrzeliwane z minigun-a M134 serie a jednocześnie mogą pochwalić się właściwym wypełnieniem i odpowiednią wagą. Nie popadają tym samym w zbytnią chrupkość, która może i początkowo intensyfikować tempo rozgrywających się na scenie wydarzeń, lecz na dłuższą metę deficyt energetyczno-masowy jawiłby się jako wyraźne przesunięcie równowagi tonalnej ku górze i zbytnia zwiewność prezentacji. A takich zabiegów powyższy repertuar nie tylko nie lubi, co nie wybacza. Słowem krew z uszu gwarantowana. A na TPL-2000A mieliśmy szaleńcze galopady, lecz również dbałość o solidność basowego fundamentu i wypełnienie precyzyjnie kreślonych konturów.
Zmieniając repertuar na nieco spokojniejszy, czyli sygnowane przez Yosi Horikawę „Spaces” i „Impulse” do głosu doszła jeszcze zdolność kreowania ponadprzeciętnej przestrzeni i iście holograficznej trójwymiarowości. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że spory w tym udział miały same niezwykle dopieszczone pod tym względem nagrania, ale fakt pozostaje faktem, że zazwyczaj podobnymi walorami mogą pochwalić się po wielokroć droższe konstrukcje. A właśnie, co do głosu, to nie sposób nie wspomnieć, iż Tiglon w znany chyba tylko sobie sposób łączy bezkompromisowe odwzorowanie artykulacji z jednoczesnym praktycznie całkowitym brakiem podkreślania sybilantów („Kamereon” Susan Wong), czy zbytniej szorstkości („Best II” Chie Ayado), przez co ścieżki wokalne brzmią na tyle realistycznie, że śmiało możemy mówić o niebezpiecznym zbliżeniu się do brzmienia na żywo / w studiu, czyli poziomu intensywności dźwięku zbieranego przez mikrofony. Dlatego też perełki w stylu „Diavola” Gabrielle Cavassy, przy której , wydawać by się mogło, nad wyraz intymne „Quelqu’un m’a dit” Carli Bruni jawią się niczym beznamiętne mamrotanie królowej lodu, męskiej części naszych czytelników sugeruję dozować sobie z odpowiednią rozwagą i po konsultacji z … kardiologiem.
Nie będę owijał w bawełnę i silił się na jakieś zawoalowane sugestie czy też zagmatwane metafory, więc prosto z mostu napiszę, że Tiglon TPL-2000A, choć prezentuje się, przynajmniej jak na High-End, nad wyraz niepozornie do owego elitarnego grona nie tylko bezsprzecznie przynależy, co wręcz w nim bryluje a tym samym, przy jego aktualnej, ledwo przekraczającej 8 kPLN cenie, śmiało można uznać za dumping i trudną do wytłumaczenia okazję. Jeśli zaś chodzi o docelową grupę odbiorców, to jeśli tylko ktoś nie jest zafiksowany na braku czytelności, pogrubionym basie i zgaszonej górze, to jeśli tylko może sobie na tytułowego Tiglona pozwolić, to szanse na to, że zostanie z nim ów przewód na długie lata określiłbym jako zaskakująco wysokie. Warto jednak mieć na uwadze, że TPL-2000A to nie ostatnie słowo Pana Kentaro Okino, który ma przecież w swym portfolio jeszcze flagowy model TPL-3000A-WT(White Tiger) … Ale to już zupełnie inna historia.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jak z pewnością pamiętacie z będącym sprawcą dzisiejszego zamieszania – japońskim Tiglonem całkiem niedawno mieliśmy okazję już się spotkać. Co ciekawe, efekt tego pojedynku był na tyle owocny, że wywołał dwie istotne dla jego rynkowego bytu decyzje. Pierwszą, na bazie fajnych doświadczeń, był nasz anons do opiekuna marki, że chętnie byśmy coś spod tego znaku towarowego jeszcze zaopiniowali. Natomiast drugą pozostawienie sobie przez Marcina będącej ówczesnym punktem naszej przygody łączówki cyfrowej w wersji LAN na stałe jako punkt odniesienia dla potencjalnych kolejnych testów tego rodzaju okablowania. Czym zajmiemy się dzisiaj? Otóż po konsultacji z dystrybutorem Lector Audio Poland padło na kabel zasilający Tiglon TPL-2000A. Jak się sprawił? W którą stronę podryfował dźwięk? Na te i kilka innych potencjalnych pytań odpowiedź znajdziecie w kolejnych częściach tekstu.
Kreśląc kilka zdań o budowie naszego bohatera nie będę się rozwodził, tylko wspomnę o najważniejszych cechach. W pierwszym rzędzie warto wyartykułować, iż jako przewodnik Japończycy wykorzystali miedź w wersji DP-OFC. W drugiej kolejności co jest bardzo istotne dla finalnego brzmienia kabla, wspomniany przewodnik został poddany obróbce na bazie procesu Hyper Saturated Energizer. Zaś pakiet najważniejszych danych zamyka informacja o zastosowaniu ekranu wykonanego z folii magnezowej. Całość konstrukcji natomiast wieńczą topowe wtyki innego znanego producenta z Japonii, czyli Furutecha w wersji NCF.
Jak wypadła poddana sesji odsłuchowej sieciówka Tiglon TPL-2000A? Powiem szczerze, że w pozytywnym znaczeniu słowa byłem nieco zaskoczony. Mianowicie chodzi o bardzo zbliżoną estetykę formowania brzmienia zasilanego nią urządzenia do wersji LAN, mimo tak naprawdę pochodzenia konstrukcji z o oczko niższej linii produktowej. Jeśli w linii 2000 są jakieś potencjalne ograniczenia w stosunku do 3000, to zapewne do wychwycenia tylko podczas testu 1:1. Niestety nie miałem takiej możliwości, dlatego twierdzę, że jest bardzo blisko wyższego modelu niedawno testowanego kabla cyfrowego. Co to oznacza? Po pierwsze przekaz zyskał dodatkowego lekkiego kopniaka energii, co poprawiło motorykę i w konsekwencji radość prezentacji. Po drugie dolny zakres mimo odczuwalnego wzmocnienia masą nie stał się monotonny, tylko nadal oferował dużą różnorodność impulsów. Po trzecie dolna średnica zaskakiwała świetną czytelnością, a przez to namacalnością. Po czwarte jej wyższy zakres podobnie do cyfrówki został nieco doświetlony nadając jej fajnej w odbiorze witalności. A po piąte i chyba w kontekście wyższego środka najważniejsze, wysokie tony zostały zestrojone w służbie reszty zakresów częstotliwości, gdyż mimo zapewniania dla danego materiału stosownego poziomu dźwięczności nigdy nie popadały w nadinterpretację. Jednym zdaniem tytułowy kabel to wulkan radości i drive’u, co sprawiło, że podobnie do poprzedniego spotkania z ofertą Japończyków, także rym razem czas spędzony z muzyką kreowaną przy współudziale Tiglona TPL-2000A był pełen pozytywnych doznań.
Weźmy na tapet choćby płytę Garego Burtona z serii ECM Selected Recordings. To oczywiście składanka, ale fajnie pokazująca zabawę wspomnianego artysty wibrafonem przy akompaniamencie wielu różnych muzyków. A wybrałem ją dlatego, aby pokazać, że wspomniane lekkie doświetlenie wyższej średnicy w najmniejszym stopniu nie było problemem, tylko nieco inaczej akcentującym brzmienie tego instrumentu zabiegiem sonicznym. Dobrze kontrolowany zastrzyk energii na dole oczywiście z założenia był dobrem w najczystszej postaci, jednak nazbyt ochoczo ekspansywne centrum pasma mogłoby bardzo intensywnemu w kwestii dźwięczności wibrafonowi zrobić przysłowiowe kuku. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Owszem, pojawiał się w estetyce większej swobody wypełniania pomieszczenia blaskiem nieco jaśniej wibrujących pojedynczych nut, jednak odbierałem to jako nadanie muzyce smaczku, a nie w rozumieniu jakiegokolwiek problemu. Po prostu muzyka wypełniająca mój pokój była bardziej lotna i napowietrzona, a przez to bez najmniejszego problemu w pełni angażująca.
W przypadku mocnego uderzenia rockową twórczością formacji AC/DC z płyty „Highway To Hell” mój odbiór prezentacji był na podobnym poziomie do jazzu. Owszem, było więcej świeżości w paśmie wokalizy i wyższych częstotliwościach brzmienia tak ważnych dla grupy gitar, ale nadal bez efektu krzykliwości. Efekt był ciekawy, gdyż jakiekolwiek rozjaśnienie w tej muzyce zwyczajowo kończy się męczącym krzykiem. A tutaj muzyka brzmiała tylko bardziej ofensywnie, jednak konsekwentnie w wypracowanej w mojej głowie od lat młodości normie poziomu wyrazistości wypełniania mojego pomieszczenia tą rockową awanturą. A co z dolnym pasmem, które także zostało obdarowane nutą wyrazistości typu dobrze kontrolowana ilość energii? W tym przypadku naturalnie zyskał perkusista, bo stopa mocnym impulsem trafiała w punkt. A jeśli tak, chyba nikt nie podniesie larum gdy stwierdzę, iż dzięki temu fajnie zyskała także motoryka tego muzycznego przedsięwzięcia. Nic, tylko podkręcić gałkę wzmocnienia i w oparach buntu końcówki lat 70-tych oderwać się od rzeczywistości, z czego naturalnie bez namysłu skorzystałem.
Gdzie widziałbym tytułowy kabel sieciowy? Po pierwsze w systemach cierpiących na pewnego rodzaju brak solidnego w domenie ilości energii ataku oraz na niedobory w oddechu prezentacji. Japończyk działając na opisanych powyżej polach bez najmniejszych problemów przywróci muzyce życie. Ale to nie jedyna grupa, jaka powinna go spróbować we własnym środowisku sprzętowym. Mianowicie użycie Tiglona TPL-2000A nawet w zrównoważone zastawy może tchnąć szczyptę oczekiwanej witalności. Naturalnie wydarzenia sceniczne pokażą się z nieco jaśniejszej strony, jednak będzie to poziom kosmetyczny jako feedback wsparcia ich fajną witalnością projekcji i podkręcenia ogólnego drive’u. Jak widać, to dość uniwersalny, dlatego naprawdę ciekawy kabel sieciowy, co sprawia, że gdy rozglądamy się za tego typu akcesorium, grzechem byłoby go nie posłuchać.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Lector Audio Poland
Producent: TIGLON
Cena: 8 250 PLN / 2m