Opinia 1
Jak z pewnością zdążyliście Państwo zauważyć, z trudnych do wytłumaczenia powodów tematyka okablowania audio wzbudza równie skrajne emocje a tym samym żarliwe dyskusje co, odwołując się do futbolowej analogii, legendarna „ręka Boga”, lub jak twierdzą „złośliwi” samego Diego Maradony 22 czerwca 1986 na Estadio Azteca, kiedy to w ów cudowny sposób zdobył bramkę w ćwierćfinałowym meczu z Anglikami pokonując Petera Shiltona. O ile jednak w przypadku piłki kopanej na bezliku powtórek widać, że „Boski Diego” bezdyskusyjnie lewą, w dodatku górną, kończyną sobie pomógł parafrazując lansowaną przez pewną frakcję polityczną tezę jakoby „ten gol po prostu mu się należał”. Tymczasem zaimpregnowani na własnouszne doznania natury empirycznej kablosceptycy idą w zaparte, że skoro sprzęt spięty byle jak i byle czym gra to, cytując klasyka, „na #!$% drążyć” z trudną do zrozumienia naiwnością utożsamiając sam fakt działania z brakiem jakichkolwiek różnic, o możliwości poprawy nawet nie wspominając. I co może znaczną część naszych Czytelników zdziwić w pewnym sensie ich, kablosceptyków znaczy się, rozumiem, gdyż posługując się ich tokiem rozumowania, odpowiednio zawężając perspektywę poznawczą i zarazem odwołując się do ww. mundialowej metaforyki oglądając przedmiotowy mecz na „ośmiorniczce”, czyli 1,2” ekranie naręcznego Seiko DXA001 dopuszczam opcję, iż sam również szedłbym w zaparte, że ręki, czy to Najwyższego, czy też samego Diego tam nie było. Była za to bramka i to kończy temat. Jak jednak wiadomo zarówno czas, jak i podlegający jego prawom świat w miejscu nie stoją, technologie idą do przodu i to co czterdzieści lat temu zakrawało o klasykę SF jest dziś chlebem powszednim. Ekrany 4K, smartfony potężniejsze pod względem mocy obliczeniowej od niejednej jednostki stacjonarnej, wszechobecne AI a w audio streaming, pliki wysokiej rozdzielczości i przysłowiowe dzielenie włosa na czworo w High-Endzie udowadniającym, że praktycznie z dowolnego nośnika da się wycisnąć jeszcze więcej informacji a znaczenie w ich transmisji ma dosłownie wszystko. Dlatego też kontynuując eksplorację duńskiej spiżarni z audiofilskim specjałami po cyfrowym duecie na redakcyjny tapet postanowiliśmy wziąć cierpliwie czekający na swoją kolej „analogowy” tercet topowych Nexusów Dyrholm Audio, w skład którego weszły łączówki XLR, przewody głośnikowe i zasilające.
Podobnie do swojego cyfrowego rodzeństwa tytułowe przewody przyodziano w eleganckie zielonkawo-brązowo-czarne dzianinowe koszulki i uzbrojono w wysokiej próby konfekcję Furutecha NCF (zasilające i głośnikowe), oraz nie mniej wyszukaną ETI Coda (XLR-y). Tuż przed wtykami zastosowano anodowane na czarno, redukujące średnicę tuleje, na których umieszczone stosowne informacje co do producenta, modelu, nr. seryjnego i przy głośnikowcach kierunkowości. A właśnie, skoro o nich mowa, to w ich przypadku każdy przebieg jest osobnym bytem, więc pojedynczy set stereo obejmuje cztery pojedyncze sztuki. Wracając jeszcze do doznań organoleptycznych i ergonomii, zastosowanie koszulek termokurczliwych pomiędzy ww. tulejami a wtykami sprawia, że warto wygospodarować nieco więcej miejsca za systemem, żeby Dyrholmy mogły swobodnie „szerokim” łukiem zakręcić, gdyż od wspomnianych reduktorów są praktycznie niezginalne.
Zagłębiając się nieco bardziej w ich anatomię w interkonektach każdy z 3 przewodników wykonano z 3 solid core’ów z monokrystalicznego srebra 6N+ w izolacji z podwójnej plecionki z niebielonej bawełny, w roli ekranu użyto cynowanej folii miedzianej. Z kolei w głośnikowcach John Dyrholm zdecydował się na zastosowanie 42 żył (po trzy 14-przewodnikowe przebiegi na przewód) z monokrystalicznej miedzi UPOCC o przekroju przekraczającym 18mm² (5AWG). Zgodnie z tradycją w roli izolacji pojawia się niebielona bawełna a jako ekranowanie cynowana folia miedziana. Z podobnego zaplecza surowcowego, czyli monokrystalicznej miedzi UPOCC, skorzystano przy budowie przewodu zasilającego, z tą tylko różnicą, że w układzie trzy wiązki po 15 przewodników każda, przy czym żyłę uziemiającą wykonano ze srebrzonej miedzi OCC. Warto w tym momencie podkreślić, iż wszystkie żyły mają przekrój 6.8mm² (AWG 9).
Całe szczęście, zgodnie z logiką i naszymi przypuszczeniami pod względem oferowanych walorów sonicznych tytułowy tercet egzotyczny okazał się tożsamy ze swoimi cyfrowymi poprzednikami stawiając na bezpośredniość i wartkość prezentacji z wyraźnie zaznaczonymi skrajami pasma i szalenie komunikatywną średnicą. Od razu jednak uprzedzę, iż nie było to odwzorowanie układu „V”, bądź „W” na umownym korektorze graficznym, co raczej jasno zdefiniowana ekspresyjność i emocjonalność narracji, gdzie jakiekolwiek niedomówienia, zdystansowanie, czy asekuracyjne zaokrąglenia są nie na miejscu i źle widziane. Nexusy już od progu dają do zrozumienia, że operują w „lidze mistrzów” i takie też oczekiwania mają co do podpinanych nimi komponentów, więc nie spodziewajcie się Państwo po nich taryfy ulgowej, bądź litościwego wyciągania za uszy cierpiących na dowolne niedostatki urządzeń. Krótko mówiąc, jeśli coś w danym systemie nie grało, to i z Dyrholmami nie tylko nie zagra, co ewentualne ułomności będzie słychać jeszcze lepiej. No dobrze, od powyższej reguły są wyjątki, bowiem jeśli do tej pory, m.in. z racji nie do końca przemyślanego/świadomego doboru okablowania dana konfiguracja brzmiała nazbyt ospale, niezbyt czytelnie i jakby ktoś raz za razem poił ją walerianą, to pojawienie się w torze duńskich przewodów będzie ewidentnym progresem i krokiem w kierunku oczekiwanej witalności. Pozwalam sobie w tym momencie traktować tytułowe Nexusy „globalnie” i zbiorczo, bowiem każdy z nich osobno, jak i egzystując wespół ze swoim rodzeństwem wykazywały dokładnie te same, tożsame dla topowej serii Dyrholma cechy a co najważniejsze wzrost ich udziału w całkowitym okablowaniu toru bynajmniej nie oznaczał każdorazowej intensyfikacji ich natywnych cech a jedynie eliminację konkurencyjnych sygnatur. Był to więc efekt tyleż zauważalny, co logiczny i o ile tylko zależy nam na dynamice, rozdzielczości i prawdzie, to również wielce pożądany i co ciekawe zaskakująco zbieżny z efektami jakie przyniosło pełne okablowanie mojego systemu rodzimymi WK Audio TheRed. Mroczny, szorstki i niemalże stonerowy „Celestial Blues” King Woman zabrzmiał nad wyraz czytelnie, co jak na posępno-doomowy klimat i tempo prowadzonej narracji było wielce odświeżającym doznaniem. W zazwyczaj dusznych i momentami wręcz klaustrofobicznie przytłaczających kompozycjach Dyrholmy nie tylko świetnie wyeksponowały wokal Kristiny Esfandiari, co sprawiły, że w majestatycznych partiach gitar, oraz skaczącej pomiędzy monotonnym wybijaniem tempa a niemalże prog-rockową zawiłością perkusji akcent został postawiony na czytelność i komunikatywność a nie li tylko oniryczno-impresjonistyczne, bazujące raczej na dźwiękowych plamach a nie definiowalnym detalu tworzenie klimatu. Miłym bonusem okazała się zdolność duńskich przewodów do unauszniania iście garażowej szorstkości i brudu bez jednoczesnego deprecjonowania tego typu nagrań jako niegodnych audiofilskich systemów. Mówiąc wprost na Nexusach doskonale słychać, iż taka „brudna estetyka” nie jest przypadkową przypadłością natury produkcyjnej a jedynie w pełni świadomym środkiem artystycznego wyrazu.
Jeśli jednak ktoś chce, żeby było zarówno dobrze pod względem technicznym, jak i „ładnie” w domenie estetyki, to też nie ma najmniejszego problemu. Od czegóż bowiem mamy takie perełki, jak „Memory” Palomy Dineli Chesky, czy „I Forgive You” Cynthii Erivo, przy których śmiało można mówić o stricte audiofilskiej nirwanie. Materializacja i namacalność prezentowanych niezwykle realistycznie wokalistek nie podlega najmniejszej dyskusji, oddanie nawet najdrobniejszych niuansów ich artykulacji jest tak oczywiste, jakby siedziały po drugiej stronie naszego kawowego stolika a siłę ich emisji nie tylko słyszymy, co wręcz czujemy na skórze naszych twarzy. I choć biorąc pod lupę górne rejestry nie sposób mówić tiu o jakichkolwiek znamionach zaokrąglenia czy wycofania a raczej nader umiejętnym romansowaniu z przedsionkiem dyskretnego utwardzenia, to sybilanty dalekie są od sztucznej ekspozycji i nawet podczas wielogodzinnych sesji nie męczą. Z podobną atencją Nexusy podchodzą do kwestii porządku na scenie i definiowania, umiejscawiania na niej poszczególnych źródeł pozornych, lecz czynią to nie tylko z iście aptekarską precyzją, co zachowaniem wzajemnych interakcji pomiędzy poszczególnymi muzykami, czy całymi sekcjami. Nie sztuką jest bowiem porozrzucać po scenie odseparowane byty i liczyć, że słuchacz jakoś je sobie w sensowną całość w głowie sklei, jednak schody zaczynają cię, gdy oczywista odrębność takowego bytu ma iść w parze tak z może nawet nie tłem a otoczeniem tworzonym przez pozostałych uczestników i wzajemnym przenikaniem się ich aur pogłosowych czy prowadzonych między nimi dialogów. A z Dyrholmami właśnie takie połączenie ognia z wodą dostajemy i oba powyższe żywioły koegzystują ze sobą w pełnej harmonii.
Mam cichą nadzieję, iż z powyższych wywodów jasno wynika, że Dyrholm Audio Nexus XLR, Speaker, Power są propozycją dla w pełni świadomych własnych oczekiwań, jak i możliwości własnych systemów odbiorców. Nie tracą one bowiem czasu na naprawianie, maskowanie błędów konfiguracyjnych, nie mają w zwyczaju ukrywać potknięć realizacyjnych, lecz gdy trafią na podatny grunt, do dobrego systemu w tzw. okamgnieniu pozwalają mu zaprezentować się od najbardziej atrakcyjnej strony i uwolnić pełnię drzemiącego w nim potencjału. Oferują przy tym imponującą dynamikę, onieśmielającą rozdzielczość i zarazem nie stronią od muzykalności. Jednak muzykalności opartej na realizmie a nie granych pod publikę przekłamaniach i asekuracyjnych upiększeniach.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Przyznam szczerze, że gdy po raz pierwszy trwały rozmowy na temat tytułowego duńskiego okablowania, co prawda wiedziałem, iż lekko uogólniając temat każdy skandynawski land o zabawie w zaawansowane audio ma wiele do powiedzenia, jednak nie przypuszczałem, że tak mały podmiot będzie w stanie mnie aż tak pozytywnie zaskoczyć. Naturalnie mam na myśli moją ostatnią decyzję nabycia zestawu okablowania cyfrowego USB i Lan w przecież niebędącym moim oczkiem w głowie segmencie obcowania z muzyką na bazie plików. Zanim do tego doszło zdążyłem zapoznać się z pełną gamą oferowanych konstrukcji, jednak bez względu na wszystko i w oparciu o moje dość wysokie oczekiwania soniczne od nabywanych akcesoriów audio i tak należą im się brawa za przekonanie mnie swoim produktem do kupna czegoś z ich portfolio. O kim mowa? To zdradza tytuł, czyli o stacjonującej w Danii, małej w rozumieniu rozmachu produkcyjnego, jednak wielkiej duchem zapewniania naszym zestawom audio jak najlepszej jakości okablowania marce Dyrholm Audio. Co będzie tematem poniższej epistoły? Otóż z uwagi na fakt, że od niedawna mocodawcy marki chcąc obniżyć ceny ich produktów przez docelowego klienta zadecydowali o sprzedaży bezpośredniej swoich konstrukcji, tym razem własnym sumptem dostarczyli do nas zestaw topowego okablowania analogowego Dyrholm Audio Nexus XLR, Power i Speaker. Jak zakończył się ten sparing w kontekście okablowania cyfrowego? Naturalnie odpowiedź znajdziecie w kolejnych akapitach.
Pisząc garść informacji o budowie okablowania sygnałowego XLR należy wspomnieć, iż przewodnik wykonano z monokrystalicznego drutu ze srebra 6N+. Geometria wewnętrzna opiera się na podwójnym spleceniu każdego z nich z wykorzystaniem niebarwionej bawełny, aby zapewnić jak największą odległość przewodników i ekranów względem siebie. W końcowej fazie produkcji przewodniki są uszczelnione, aby chronić je przed ewentualnym utlenianiem. Jeśli chodzi o kwestię ekranowania, producent posiłkuje się cynowaną miedzią połączoną z masą na końcu sygnału wyjściowego zapewniając tym sposobem całkowitą eliminację szumów w sygnale. Dbając o jak najlepszy wynik soniczny marka kwestię terminacji opisywanej sygnałówki pozostawiła topowym wtykom ETI Coda.
Przechodząc do kwestii budowy sieciówki tym razem w roli przewodnika mamy do czynienia z drutem z miedzi monokrystalicznej UPOCC. Inna jest także ilość drucików, których według specyfikacji na stronie producenta jest aż 45 podobnie do łączówki osobno oplecionych bawełną. Uziemienie zrealizowano przy pomocy z posrebrzanej miedzi OFC, a całość typowo dla marki w 100 procentach uszczelniono przed utlenianiem. Finalnie rzeczony kabel jest ekranowany i zakończony wtykami Furutech-a serii NCF Ag.
Kabel głośnikowy podobnie do sieciowego korzysta z przewodnika z miedzi monokrystalicznej UPOCC. W tym przypadku mamy pakiet 3 żył po 42 osobno otulone bawełną druciki. Oczywiście całość także została zabezpieczona przed utlenianiem. Przewód jest ekranowany, a dodatkowo przy pomocy występujących w komplecie kabelków można go podłączyć do uziemienia minimalizując tym sposobem szum w sygnale i poprawiając jego czystość. Idąc tropem poprzedników przewód głośnikowy w temacie terminacji korzysta z oferty Furutech-a NCF.
Jak zachował się mój system po aplikacji powyższego kompletu okablowania? Otóż bardzo podobnie do cyfrowego, z tą jednak różnicą, że w nieco mniejszym stopniu. A mniejszym tylko dlatego, że jak wspominałem, źródło plikowe będąc przeze mnie nieco zaniedbywane, bo nie jest głównym dawca sygnału w moim hobby, nie miało tak idealnie dobranego okablowania jak reszta systemu. Ale zaznaczam, różnice w wielkości wpływu pomiędzy zestawem cyfrowym i analogowym na moją układankę były naprawdę nieduże. Jak zatem konkretnie podczas testu wypadł obraz muzyczny? Po pierwsze oferował świetną kontrolowaną, dobiegającą z czeluści dolnego zakresu energię. Po drugie dostałem esencjonalny, ale przy tym pełen informacji i fajnego rozwibrowania środek. A po trzecie dzięki wspomnianym w opisach budowy zabiegom oczyszczania sygnału ze szkodliwego szumu ważną rolę w prezentacji pełniły nadające muzyce rozmachu i przez to oddechu dźwięczne wysokie tony. Zbierając powyższą wyliczankę w jedną całość aplikacja Dyrholm-ów zapewniła mi świat oferujący świetny drive muzyki, naturalne oddanie tak ważnego dla ucha ludzkiego środkowego pasma i pełną wigoru górę, czyli jednym słowem niezbędne dla uzyskania radości podczas słuchania muzyki wielobarwne życie. A co najważniejsze, życie zapewniające swobodę projekcji pełnemu spektrum posiadanej kolekcji płytowej od jazzowego plumkania, po muzyczny bunt agresywnego metalu.
W roli pierwszego weryfikatora możliwości systemu wystąpiła formacja Motorhead z krążkiem „Overkill”. To jak wiadomo bezpardonowy atak szaleńczych zmian rytmu, energii następujących po sobie fraz i muzycznej rozpierduchy. A żeby takowa pokazała, co tak naprawdę muzycy mieli na myśli, zestaw nie może mieć ograniczeń nie tylko w formowaniu zwartych pakietów dobrze kontrolowanych impulsów dolnym zakresem, ale także w nadaniu całości prezentacji odpowiedniego luzu w wypełnianiu pomieszczenia. Bez wspomnianych składowych, czyli w momencie ściśnięcia dźwięku li tylko w celu uformowania uderzenia bogatego w ilość energii, ale z upośledzeniem pokazania jej składowych i bez ogólnego oddechu wizualizowania danego materiału dostaniemy bliżej nieokreśloną wariację na temat tego rodzaju twórczości. Tymczasem to ma być pewnego rodzaju wirtuozeria, bowiem artyści chcą nas smagać swoją wizją świata muzyki w wielu zakresach. Raz mocnym impulsem masując trzewia, a innym razem zaplanowana krzykliwością wokalizy i gitarowymi popisami. I w takim duchu ów świat pokazał mi testowo skonfigurowany system. Żywym, bo raz uderzającym bogatą w składowe każdego z podzakresów ścianą dźwięku. Efekt był na tyle zjawiskowy, że nie było czasu na nudę, tylko pełne emocjonalne wejście w przecież bardzo żywiołowe granie.
Jeśli chodzi o popisy jazzmanów, aby sprawdzić efekt zmian w codziennej konfiguracji, sięgnąłem po najnowszy krążek Joe Lovano „Paramount Quartet”. Tym razem to muzyczne przeciwieństwo panów od szaleńczego metalu. To typowe granie emocjami głęboko wchodzącego w dany materiał romantyka. A jeśli tak, wiadomo, iż aby oddać jego ducha, bardzo ważnym jest zapewnienie dosłownie i w przenośni każdej pojedynczej frazie pełnoskalową swobodę w wybrzmiewaniu, przy jednoczesnym zapewnieniu jej stosownej ilości energii oraz rozwibrowania. W innym wypadku zabijemy drzemiącą w tej muzie wbrew pozorom wielką radość. Wiem coś o tym, bo to tak zwane moje oczko w głowie audiofila-melomana. Oczko, które podczas sesji z kablami z Danii w torze zostało w pełni ukontentowane, bowiem kiedy wymagał tego materiał stosowną lekkością, dźwięcznością, a gdy w konkretnym momencie miałem dostać uderzenie energią, ta jawiła się jako feeria spójnych ze sobą pojedynczych wibracji. Nie było żadnych uśrednień, co pokazało, że tytułowe okablowanie potrafi wykreować i energetyczny i eteryczny przekaz. Na tyle ciekawy, że gdybym nie miał dopracowanego wcześniej w punkt tego rodzaju okablowania, pewnie kontaktowałbym się z mocodawcami Dyrholma w kwestii pozostawienia tego zestawu u siebie na stałe. To było naprawdę takie jak lubię, czyli żywe i wielobarwne granie.
Komu dedykowałbym tytułowy zestaw okablowania z Danii? Tak naprawdę nie widzę przeciwwskazań dla nikogo. Zdaję sobie sprawę, że co system, to nieco inny wynik soniczny aplikowanej w nim konfiguracji. Jednak to co robią będące bohaterem testu kable, jest na tyle uniwersalne i nieinwazyjne w rozumieniu forsowania swojego punktu widzenia na muzykę za wszelką cenę, że każdy poszukujący osobnik parający się naszym hobby powinien ich spróbować. Coś zaiskrzy, dobrze, nie pyknie, drugie dobrze, gdyż będziecie bogatsi o fajne doświadczenie. Jednak najważniejsze, że doświadczenie pełne fajnych muzycznych emocji, co przecież jest najważniejszym celem naszej zabawy.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Producent: Dyrholm Audio
Ceny
Dyrholm Audio Nexus XLR: 5 795€ / 1m; 6.715 / 1,5m; 7 635€ / 2m
Dyrholm Audio Nexus Speaker: 11 855€ / 2m; 13 505€ / 2,5m; 15 150€ / 3m
Dyrholm Audio Nexus Power: 5 270€ / 1,2m; 5 530€ / 1,5m; 5 790€ / 1,8m; 6 320€ / 2,4m