Opinia 1
Kiedy ponad siedem lat temu gościliśmy u siebie poprzednią odsłonę naszego dzisiejszego gościa, było to dla nas doświadczenie tyleż ekscytujące, co potwierdzające możliwości produkcyjne i know-how stojącego za nim wytwórcy. Wbrew bowiem pozornemu alokowaniu przedmiotowej marki w „marketowym” segmencie rynku audio nie były to „zwykłe” pardon my French budżetowe „druty”, lecz misterne pajęczo-podobne high-endowe instalacje o skomplikowaniu budowy nie tylko onieśmielającym swym zaawansowaniem, co budzącym zaufanie niezwykle logicznym wyjaśnieniem co i po co w nich się znajduje, czyli raczej przejaw inżynierskiej wiedzy a nie kreatywności działu marketingu, co mówiąc szczerze na stricte high-endowych pułapach nie zdarza się zbyt często. Ponadto, jeśli pamięć mnie nie myli miały one wtenczas również status flagowców, więc niejako dostąpiliśmy zaszczytu obcowania z prawdziwym opus magnum niemieckiej myśli technicznej. Czas jednak w miejscu stać nie chce, co wbrew pozorom ma też swoje dobre strony, gdyż wraz z jego upływem można zdobywać kolejne doświadczenia a tym samym wykorzystywać je nie tylko do tworzenia rzeczy nowych, co i poprawiania wcześniejszych dokonań. I tak też zrobił in-akustik wprowadzając na rynek piątą generację swojego referencyjnego okablowania, z której to puli, dzięki uprzejmości Stratos International trafiły w nasze skromne progi przewody głośnikowe in-akustik Reference LS-4005 AIR Pure Silver.
Jak już zdążyliśmy zaprezentować w ramach unboxingu do odbiorcy końcowego docierają w pokaźnych rozmiarów czarnym pudle, w którym ułożone warstwowo – na stosownych przekładkach i zabezpieczone przed niekontrolowanym przemieszczaniem szerokimi rzepami oa elementy mogące ulec zarysowaniu otrzymują eleganckie pokrowce. Wymienne końcówki sprytnie przymocowano do pokrywy, więc jeśli tylko nie posiejemy samego pudła, to i one powinny być zawsze pod ręką. Co do aparycji, to nie będę silił na kolejne metafory, tylko pozostanę przy „wężowej wylince”, gdyż właśnie ową gadzią pozostałość in-akustiki na myśl mi przywodzą. Wrażenie potęguje ażurowy rękaw zewnętrzny w postaci dość rzadkiej, białej plecionki polietylenowej. Czyli wszystko pozornie po staremu, choć jak nieśmiało nadmieniłem to jedynie pozory, bowiem o ile w LS-4004 zmiana (własnym sumptem) wtyków wymagała użycia znajdującego się na wyposażeniu małego torxa, to w aktualnej odsłonie cały proces już żadnego oprzyrządowania nie potrzebuje, bowiem stosowne wtyki BFA, bądź widły po prostu nakręca się na nagwintowane trzpienie. Ponadto sama mechanika połączenia przewodu z korpusem wtyku uległa poważnej metamorfozie, gdyż dość prosty i pracujący w jednej płaszczyźnie przegub/zawias zastąpiono osadzonym w dokręcanym kołnierzu przegubem kulowym, dzięki czemu uzyskano zdecydowanie większy – 360° zakres nastaw a tym samym zauważalnie poprawiono ergonomię podłączania tytułowych przewodów. Wystarczy tylko lekko poluzować pierścień, dopasować ustawienie wtyku do gniazda, podłączyć przewody i po zablokowaniu ich w gniazdach dokręcić kołnierze. Jak łatwo zauważyć w piątej generacji Air-ów również końcowe, wychodzące z baryłkowatych spliterów odcinki zachowują geometrię Air Helix. Wiązki przewodów na swych końcach zaciskane są z siłą 1,5 tony a wtyki są z rodowanej miedzi tellurycznej.
Same przewody wykonano z lakierowanych srebrnych żył o wysokiej czystości zaplecionych zgodnie z firmową geometrią AIR Helix, czyli prowadzeniu ich w precyzyjnym swoistym egzo-szkielecie złożonym z perforowanych przelotek. Jest to szalenie istotne, bowiem nawet podczas zginania i układania przewodów za systemem ułożenie wiązek biegnących wewnątrz nich przewodników nie ulega zmianie. Lakier zabezpiecza srebro nie tylko przed utlenianiem, lecz również powstawaniu prądów wirowych, którym przeciwdziała również ich bifilarna geometria.
W każdym przewodzie biegnie 16 wiązek o przekroju 1,2 mm² każda, przy czym na wiązkę składa się 24 srebrnych zaplecionych wokół rdzeni PE przewodników o średnicy 0,25 mm. O poziomie skomplikowania najlepiej świadczy fakt, iż choć produkcja in-akustików odbywa się ręcznie, to LS-4005 w wersji SBW i długości 3m składa się z 406 elementów, do produkcji każdej pary zużywa się srebrne przewodniki o długości 2 688m i 1 967m monofillamentu a wspomniane wcześniej przelotki mają 2 379 otworów, więc jest co i przez co przewlekać.
A jak LS-4005 „grają”? Przewrotnie powiem, że na pewno nie gorzej od swoich protoplastów i zarazem na tyle zjawiskowo, by z w pełni uzasadnioną nieufnością podchodzić do cierpliwie czekającego na swoje przysłowiowe pięć minut ich starszego rodzeństwa, czyli monstrualnych LS-8005. Tym razem mamy jednak pewne odwrócenie ról, gdyż podczas wcześniejszego spotkania LS-4004 były nawet nie daniem głównym, co deserem a tym razem przypadła im, znaczy się aktualnej inkarnacji, rola, jeśli nie przystawki, to co najwyżej, pozostając przy kulinarnych metaforach … zupy, bądź z racji swej lekkości intermezzo. Żarty jednak na bok. Nie da się bowiem ukryć, iż będące obiektem naszego zainteresowania tytułowe przewody nader zgrabnie wymykają się większości związanych zarówno z użytymi do ich budowy przewodnikami, jak i nawet pochodzeniem stereotypami. Po pierwsze nie sposób w ich brzmieniu odnaleźć nawet śladowych ilości przypisywanego srebru odchudzenia i nazbyt dominującej analityczności, czy też niemieckiej może nie tyle, znanej z desek rozdzielczych Volkswagenów, siermiężności, co pragmatycznej prostoty. Mówiąc wprost LS-4005 są ucieleśnieniem wyrafinowania, misternej złożoności i zarazem niezwykłej swobody prezentacji łączącej iście holograficzną przestrzenność z imponującą dynamiką i rozmachem. Jeśli jednak miałbym określić je jednym słowem, to pewnie zdecydowałbym się na „niewymuszoność”, gdyż w sposobie prezentacji in-akustików właśnie ów aspekt, przynajmniej w moim systemie, grał pierwsze skrzypce. Nie dość bowiem, że niemieckie głośnikowce stawiały raczej na dematerializację aniżeli epatowanie własną obecnością, to niezależnie od złożoności i brutalności reprodukowanego materiały wykazywały się godną podziwu może nie tyle nonszalancją, co zadziwiającym, stoickim spokojem. I nie, nie oznaczało to bynajmniej zdystansowania, jakiejś emocjonalnej ułomności, czy wręcz zgaszenia i spowolnienia przekazu, lecz w ramach wręcz wzorowej transparentności unikania ingerencji w serwowany materiał muzyczny. Im dłużej ich słuchałem, tym lepiej rozumiałem podejście stojącego za nimi zespołu i nadrzędną ideę „minimalizacji strat”. Chodzi bowiem o to, że ekipa in-akustika twardo stąpając po ziemi nie traktuje grona swych odbiorców niczym „zaćmionych” widzów TV Republika i otwarcie przyznaje, że każde połączenie, komponent w torze audio, w tym oczywiście również okablowanie jest elementem stratnym, więc cała zabawa polega na tym, by owe straty jak najbardziej ograniczyć. I to właśnie Reference LS-4005 AIR Pure Silver robią – nic, bądź prawie nic od siebie nie dodając również (prawie) nic nie tracą. Dlatego też z niezwykłą satysfakcją odnotowałem obecność zjawiskowej swobody, rozmachu, rozdzielczości i wgniatającej w fotel dynamiki jakie towarzyszyły odsłuchowi metalcore’owego „Where The Light Begins To Fade”, na którym nie tylko niezwykle trudno o dłuższą chwilę względnego spokoju, gdyż zazwyczaj po kilku czysto wyśpiewanych frazach od razu wchodzi scream/growl a i pozornie „normalne” wokalizy bardzo często traktowane są wszelakiej maści efektami, to o jakiś dający się zanucić przy goleniu refren . W rezultacie zazwyczaj owo wydawnictwo wypada tyleż ekscytująco, co niezaprzeczalnie ofensywnie wystawiając na próbę co słabsze emocjonalnie jednostki. A z LS-4005 w torze emocjonalność i ekspresja prezentacji z jednej strony wyrywała z butów a z drugiej dzięki niezwykle jedwabistej gładkości i wyrafinowaniu ani razu nawet nie zbliżyła się do granicy pomiędzy żywiołowością a napastliwością. Ponadto nawet przy najbardziej szaleńczych galopadach nie udało mi się przyłapać niemieckich przewodów na próbie upraszczania, czy też pewnej zgrubności w oddawaniu złożoności aranżacji. O nie, tu niezależnie od tempa, połamanych rytmów i gwałtowności spiętrzeń dźwięków zarówno gradacja planów, jak i ogniskowanie źródeł pozornych było na bardzo wysokim poziomie, było niezmienną stałą wokół rozgrywały się kolejne wydarzenia i prowadzona była niezaprzeczalnie kakofoniczna narracja.
Oczywiście również na bardziej cywilizowanym wsadzie muzycznym in-akustiki udowadniały zasadność swej obecności w torze. Ot chociażby surowy, wikiński „Huldufólk” formacji SKÁLD, gdzie naturalne, wzorowane na historycznym instrumentarium oraz polifoniczne, śpiewane po staronordycku partie wokalne tworzą tajemniczy i baśniowy klimat pokazał zdolność LS-4005 do budowania niezwykle przestrzennych prezentacji, przy czym otwartość dźwięku bynajmniej nie wynikała z jego rozjaśnienia, co mogłoby sugerować użyte srebro, lecz wręcz dyskretnego przyciemnienia idącego w parze z ponadprzeciętną rozdzielczością pozwalającą dostrzec najdrobniejsze niuanse nawet w mrocznych zakamarkach sceny. Do tego doszła jeszcze równie naturalna gra ciszą, którą potęgowało atłasowo czarne tło oraz brak nawet najsłabszych oznak granulacji. Dlatego też, gdy tylko zadana playlista nieuchronnie zbliżała się ku swemu końcowi czym prędzej wzbogaciłem ją o nie mniej klimatyczny „Vanheimr” Rúnfell, na którym czekała prawdziwa perełka – pełen ptasich szczebiotów „Frejas Forest”, czyli utwór, który w optymalnych warunkach potrafi przenieść słuchacza do mitycznego lasu. I chyba nie muszę dodawać, że z LS-4005 ta „teleportacja” odbyła się w tzw. okamgnieniu i z takim realizmem, że niemalże czułem się w obowiązku szukać kasy, gdzie mógłbym uiścić opłatę klimatyczną.
Zamiast po raz kolejny dublować i mnożyć superlatywy w ramach podsumowania pozwolę sobie jedynie stwierdzić, że in-akustik Reference LS-4005 AIR Pure Silver to przewody tyleż wybitne, co skierowane do wyrafinowanego i świadomego istoty High-Endu odbiorcy. Chodzi bowiem o to, że jeśli ktoś spodziewa się po ich wpięciu szoku, wywrócenia wszystkiego na lewą stronę i swoistego oszołomienia na miarę udania się po zakropleniu atropiny do lunaparku, to spokojnie może je sobie odpuścić. Jeśli jednak zależy nam na transparentności, prawdzie i wyrafinowaniu, gdzie pomiędzy nami a muzyką tor audio pełni rolę nazwijmy to „służebną” a nie narzucającą własną sygnaturę i interpretację, to tytułowe głośnikowce wpiszą się w owe oczekiwania wprost idealnie.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Zapewne wielu z Was znakomicie się orientuje, iż tytułowy producent okablowania audio, jeśli nie był pierwszym, to z pewnością jednym z pionierów ciekawego prowadzenia sygnału. Otóż w swoich konstrukcjach podszedł do tego tematu nie w formie typowej, od zarania dziejów stosowanej ciasnej skrętki, tylko przestrzennego, co ważne, mimo że z tendencją spiralnego wirowania wokół osi, to konsekwentnie w miarę równoległego ułożenia poszczególnych żył od siebie na stelażu zbudowanym z wykorzystaniem okrągłych, wielootworowych dysków. I zapewniam, nie chodziło o to, że taka konstrukcja będąc odmienną wizualnie od typowego okablowania łatwiej łapie klienta za oko, tylko precyzyjne prowadzenie danych poprzez każdą z żył względem siebie na całej długości kabla daje wymierne wyniki soniczne. Wyniki, których jedną z wersji mieliśmy już okazję poznać podczas pierwszego naszego zderzenia z wdrożonym w życie takim pomysłem w sieciówce Reference AC-2405 Air. Efekt był na tyle ciekawy, że chcąc przypomnieć sobie tamte doznania, podczas tegorocznej wystawy w Wiedniu zapytaliśmy dystrybutora o coś w podobnym stylu, tylko z wyższej serii. Takim to sposobem w wyniku rozmów ze Stratos International tym razem dotarł do nas zajmujący drugi miejsce w cenniku zestaw okablowania głośnikowego in-akustik Reference LS-4005 Air Pure Silver.
Jeśli chodzi o budowę naszych bohaterów, nie będę się zbytnio rozpisywał, bowiem wszystko dokładnie zostało nie tylko opisane, ale także okraszone serią zdjęć na stronie producenta. Jednak jestem Wam winny skreślenia choćby zdawkowego pakietu informacji. Otóż jak sugeruje nazwa modelu, przewodnikiem jest wysokiej czystości srebro. Srebro, które w celu przesłania sygnału najpierw skręcono z drobnych, lakierowanych nitek w grubsze linki, poprowadzono spiralnie za pomocą specjalnie zaprojektowanych wielootworowych teflonowych stelaży. Finał takiego pomysłu jest taki, że sygnał jest izolowany najbardziej neutralny, czyli w pozbawiony skutków ubocznych sposób jakim jest powietrze, a przy okazji okablowanie wygląda jak przysłowiowy milion dolarów. I nie mówcie, że bawiąc się w nasze hobby nie interesuje Was wygląd posiadanych zabawek, bo sam tak twierdząc lubię, gdy aplikuje w swoją zbieraninę coś ładnego. Reasumując powyższy skrót opisu budowy w momencie decyzji zakupowej dostajemy produkt w każdym calu dopracowany do perfekcji z estetyką brzmienia z segmentu ekstremalnego High End-u. O jaką estetykę w tym przypadku chodzi, postaram się przybliżyć zainteresowanym w kolejnej części tekstu.
Co mogę powiedzieć o rzeczonym zestawie okablowania kolumnowego? Otóż z wielką przyjemnością wspomnę o kilku ciekawych obserwacjach. Tym bardziej istotnych, że bazujące na srebrze in-akustiki podczas testu zastąpiły miedziane Furutech-y. Co zatem wydarzyło się po testowej zamianie miejsc? Naturalnie zmiany szły typową drogą dla srebra, jednak robiąc wszystko z wielkim, co ważne, fajnie wypadającym brzmieniowo w wykonaniu mojego zestawu umiarem. Po pierwsze dźwięk lekko przyspieszył. Po drugie choć przekaz nadal był daleki od niedowagi, to jednak nieco zebrał się w sobie. A po trzecie na transparentności zyskał wyższy środek. Nie powodował efektu ogólnego rozjaśnienia wizualizowania wydarzeń scenicznych, jednakże ewidentnie w tym zakresie było nieco żywiej. A jakieś straty? Otóż nie nazwałbym tego jakimikolwiek mankamentami, tylko efektem zastosowania szlachetnego półproduktu na żyły sygnału. Po pierwsze chodzi o to, że kolorystyka prezentacji ze słodkiego złota podryfowała w stronę koloru wykorzystywanego kruszcu, czyli srebra. Zaś po drugie impuls zmienił wysoki poziom soczystości i dobrze rozumianej krągłości w bardziej wyczynową szybkość narastania sygnału oraz atakowanie mnie bardzo dobitniej zdefiniowaną w domenie krawędzi energią. Próbując zebrać powyższe aspekty w jedną myśl powiedziałbym, iż mój system udanie, bo bardzo ciekawie w odbiorze zmienił priorytety z cyzelowania barwy i krągłości podbudowanych soczystym, ale w pełni kontrolowanym impulsem, na konkretne uderzenie słuchacza wyraźną krawędzią szybciej reagującej na realia muzyczne, bo bardziej zwartą i twardszą energią. Efekt podmianki był na tyle udany, że mimo obecnego obstawiania raczej solidnej muzykalności, aniżeli wyrazistej bezpośredniości, bez problemu chłonąłem każdy rodzaj muzyki z pełnym wejściem w nagranie tak od strony zawartych w niej artystycznych emocji, jak i brzmienia wykorzystywanego instrumentarium.
Pierwszym z brzegu i zaznaczam, że niełatwym materiałem sprawdzającym powyższe spostrzeżenia był Eric Bib ze swoim krążkiem „Spirit & The Blues”. Jego zdradliwość w kwestii trudności fajnego odtworzenia naturalnie powoduje wykorzystywana przez niego gitara. Gitara, która jest wręcz synonimem tego rodzaju twórczości i jakiekolwiek limitowanie długości oraz wielobarwności wybrzmień strun z automatu zabija ważny aspekt odbioru takiej muzy. Oczywiście mam na myśli kwestię dotarcia do słuchacza poprzez czarowanie pięknem pracy tego instrumentu. To nie jest rockowe szaleństwo, które nawet słabo zrealizowane swoją ekspresją zawsze przebije się do naszego wnętrza. Blues to magia wokalu, użytych instrumentów i naturalnie jakości projekcji. I musze powiedzieć, że gdy nieco obawiałem się zderzenia tej muzy ze srebrem, finał wypadł. bardzo dobrze. Ze zrozumiałych względów było nieco mniej płynnie i kolorowo, ale za to jakby bardziej dokładnie w pokazywaniu najdrobniejszych niuansów, co w najmniejszym stopniu nie spowodowało utraty odpowiedniego poziomu muzykalności. Materiał mimo lekkich zmian przedroszadowych priorytetów bez problemu mnie w pełni angażował.
Z innej muzycznej beczki na tapecie wylądował materiał Linkin Park „From Zero”. To po śmierci Chestera Beningtona nowe rozdanie tego zespołu i muszę powiedzieć, że ze względu na ekspresję śpiewu zastępującej go niewiasty tak jak wcześniejsze produkcje nadal konsekwentnie mnie kręci. Dlatego też chcąc podłożyć przysłowiową kłodę testowanym kablom zaryzykowałem skonfrontowanie damskiego „krzyku” z fundującym lekką kurację odchudzającą przekazowi srebrem w in-ukustikach. Efekt? Po pierwsze wokal nie cierpiał. Nie był już tak soczysty, ale nadal nie męczył. Ale za to bardzo zyskał drive muzyki. Stała się jeszcze bardziej nieprzewidywalna od strony ataku i bezpośredniości, co pokazało ją z innej, niż mam na co dzień, ale równie ciekawej strony. Takim to sposobem kolejny raz strach miał jedynie wielkie oczy.
Czy potencjalne nabycie niemieckich kabli to idealne rozwiązanie dla każdego? Naturalnie nie, gdyż znam wiele systemów już na starcie oferujących tak napięty poziom wyrazistości prezentacji muzyki, że dodatkowe trzy grosze od in-akustika może się nie sprawdzić. Ale w moim odczuciu już neutralne systemy mogą na takim połączeniu wiele zyskać. Punkt ciężkości nieco się przesunie, jednak w pakiecie zmian dostaną nienachalną szczyptę agresji. A jeśli tak, chyba nikt nie podniesie larum, gdy dodam, iż dla lekko ocieplonych oraz „zamulonych” systemów będzie to jeśli nie ratunek, to powiew niezbędnej świeżości projekcji. Muzyka nabierze odpowiednich proporcji, co sprawi, że będzie ciekawsza w odbiorze. Zatem jeśli kręci Was jakaś zmiana okablowania głośnikowego w posiadanej układance, musicie wziąć pod uwagę, z jaką grupa mniej więcej się utożsamiacie. Po trafnym postawieniu diagnozy będzie tylko z górki.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Stratos International
Producent: in-akustik
Cena: 27 467€ / 2 x 2m; 34 144€ / 2 x 2,5m; 40 790€ / 2 x 2,5m