Opinia 1
Choć ostatnimi czasy języczkiem uwagi wszelakiej maści inwestorów i giełdowych graczy stał się kurs złota, to patrząc na rynek audio, za którego odzwierciedlenie, z pewnym marginesem błędu, można uznać docierające do nas „materiały testowe” zasadnym wydaje się stwierdzenie, że i srebro zaczyna być w modzie. Wystarczy bowiem wspomnieć wykonane z ww. kruszcu in-akustiki Reference LS-4005 AIR i LS-8005 AIR, czy dopiero co odesłane do dystrybutora Stealth Audio Dream Royale v.19. I choć amerykańskie „anakondy” korzystały również z dobrodziejstw miedzi w części przewodników, to już widły były w nich „pełnokrwiście” srebrne, więc i do srebrnego klubu pozwoliłem je sobie zaliczyć. A owe grono znacząco zwiększyło swą populację za sprawą duńskiej reprezentacji najnowszej linii przewodów Argento Audio Flow Ultima, którą raczył był nas uszczęśliwić katowicki RCM. Zamiast jednak zajmować się nimi zbiorczo postanowiliśmy poszczególnym propozycjom przyjrzeć i przysłuchać się osobno, a tym samym dzisiejsze spotkanie jest pierwszym z serii. Dlatego też idąc zgodnie z kierunkiem przepływu życiodajnej energii i drogą sygnału na pierwszy ogień poszedł przewód a dokładnie przewody (otrzymaliśmy dwie sztuki) zasilające Argento Audio Flow Ultima Power, na których test serdecznie zapraszamy.
Wzorem swojego rodzeństwa do odbiorcy końcowego Argento Audio Flow Ultima Power docierają w eleganckich skórzanych, zapinanych na zamek błyskawiczny „klaserach”, dzięki czemu po wyłuskaniu zawartości praktycznie nie zajmują miejsca na półce / w szafie. Same przewody prezentują się nad wyraz minimalistycznie i zarazem elegancko zarówno, jeśli chodzi o czarną, jak i dostarczoną przez RCM śnieżnobiałą opcję. Warto również nadmienić, iż pomimo dość pokaźnej średnicy wynikającej ze splecenia trzech niezależnych przebiegów, co jest swoistą odmianą w stosunku do m.in. równoległych „pantografach” z serii Flow Master Reference Extreme https://soundrebels.com/argento-flow-master-reference-extreme-power-2/, Ultimy okazały się zaskakująco wiotkie i podatne na układanie. Uwagę jednak skutecznie kradną charakterystyczne wtyki, bowiem w dobie powszechności oferty globalnych graczy pokroju Furutecha, Oyaide, Wattgate’a, czy nawet Viborga decyzja wykonywania takowej biżuterii całkowicie we własnym zakresie może zakrawać na nieco zbyt daleko posuniętą ekstrawagancję. Jednak z drugiej strony, bazując na własnym, długoletnim doświadczeniu (Argento Audio powstała w 2009 r.) Ulrik Gydesen Madsen najwidoczniej doszedł do wniosku, że jeśli coś ma być zrobione porządnie i zgodnie z założonymi oczekiwaniami, to nie ma innego wyjścia jak zrobić owo coś samemu. I tak też jest w przypadku zastosowanej w serii Flow Ultima konfekcji, gdzie w tytułowym modelu nie dość, że wszystkie elementy poddano podwójnej obróbce kriogenicznej, to zarówno piny, jak i styki wtyków wykonano z czystego srebra. Z długokrystalicznego srebra o czystości 6N wykonano również żyły przewodzące (z wyjątkiem uziemienia), które z kolei zaciśnięto w stykach wtyków. Jednak najciekawiej prezentują cię same cylindryczne korpusy wtyków, które podobnie jak wszystkie śruby montażowe wykonano z niezwykle trwałej i odpornej na trudy codziennego użytkowania … ceramiki cyrkonowej. A wracając jeszcze na chwilę do przewodników, to w roli dielektryka wykorzystano polimer PEEK a ponadto producent deklaruje, iż dzięki autorskiej formule VDM™ (Vibration Damping Material) eliminującej zjawisko rezonansu mechanicznego z powodzeniem można zrezygnować ze stosownych podkładek pod przewody. Chociaż biorąc pod uwagę tekstylne (bawełniane?) zewnętrzne oploty osobiście unikałbym wycierania nimi parkietu.
Pół żartem, pół serio mógłbym stwierdzić, iż tytułowe przewody zasilające grają … organicznie i tym samym zamknąć temat a jednocześnie nawiązać do siostrzanej, nieco bardziej „budżetowej” marki Organic Audio i przy okazji, zupełnym mimochodem, przemycić „lokowanie produktu”. W dodatku, pomimo niezwykłej kondensacji i iście telegraficznego skrótu byłoby w tym stwierdzeniu zaskakująco dużo prawdy. Jak jednak z pewnością nasi wierni czytelnicy zdążyli zauważyć lakoniczność i oszczędność formy nie leży w naszej naturze, więc i tym razem pozwolę sobie na czysto subiektywne, nieco obszerniejsze wywody.
Pierwszym aspektem, na który chciałbym zwrócić uwagę w przypadku Flow Ultima Power jest to, że ich „brzmienie” a de facto wpływ na brzmienie zasilanych poprzez nie urządzeń jest tak odległy od stereotypowo przypisywanego srebru odchudzeniu, „jasności”, czy wręcz pewnej ostrości jak to tylko możliwe, co z resztą potwierdza moja wcześniejsza „organiczna” obserwacja. Mamy za to do czynienia z niezwykłą elegancją i wyrafinowaniem prezentacji, które wespół z relaksującym niewymuszeniem / brakiem jakichkolwiek oznak wyczynowości sprawiają, że nawet najbardziej ekstremalne gatunki muzyczne wypadają zaskakująco … atrakcyjnie. Jeśli ktoś ma w tym momencie jakieś wątpliwości to sugeruję sięgnąć po chociażby „When The Sun Comes Out At Night” i „Crowned In Ash”, czyli dwa najnowsze single szwedzkiej formacji Fimbul Winter, które ze skandynawskimi sieciówkami w torze pokazały swe zdecydowanie bardziej epickie i melodyjne a nie gulgocąco-jazgotliwe oblicze. Żeby jednak była jasność. Argento nie „wykastrowały” przekazu z zadziorności i nie osłabiły obecnego w nim ładunku energetycznego, lecz jedynie ucywilizowały całość i naprowadziły ją na właściwe tory. Zamiast bowiem wściekle ranić synapsy słuchaczy zardzewiałym żelastwem Ultimy pozwoliły oddziaływać mocy „melodyjnego death metalu” (ależ piękny oksymoron) na wątłe ciałka słuchaczy w jej pierwotnej i zarazem najczystszej postaci, gdzie agresja i niszczycielska potęga dźwięków przybierały swą natywną postać, bez dodatkowego przejaskrawiania i sztucznej granulacji. Jeśli jednak komuś takie ekstrema nie w smak zawsze może nieco zejść z tonu i zadowolić się wielce eklektycznym „The Singularity: Ekleipsis” Beara McCreary’ego, gdzie w ramach 75 minutowego seansu dostaniemy wszystko – od ciężkich metalowych brzmień suto okraszonych growlem (m.in. Jensa Kidmana), poprzez RAP-owe melodeklamacje Brendana McCreary’ego (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa) po chóralne polifonie w wykonaniu Le Mystère des Voix Bulgares. Słowem iście wybuchowa mieszanka, której raczej nie usłyszycie Państwo na audiofilskich spędach w stylu High Endu, czy stołecznego Audio Video Show. A duńskie sieciówki wprowadziły do tego pozornego galimatiasu potężną dawkę koherencji i homogeniczności nie odbierając przy tym znamion wspomnianej ekstremalności. No może z wyjątkiem najniższych składowych, które w „duńskim wydaniu” brzmiały nad wyraz mięsiście, choć daleko im było do bezkształtnej gąbczastości. Jednak jeśli ktoś w basie szuka na każdym kroku żylastości i chrupkości, to tytułowe Argento mogą okazać się dla niego nazbyt „krągłe”.
Nie mniej intrygująco wypadł oparty na nieoczywistej rytmice i zarazem delikatności (przynajmniej w porównaniu z wcześniej opisywanymi rykami i kakofonicznym łomotem) jazz w postaci „Breath” Miki Yamanaki, gdzie ekscytujący dialog prowadzony pomiędzy fortepianem frontmanki i saksofonem Nicole Glover z jednej strony stanowi główny wątek większości kompozycji a z drugiej dyskretny akompaniament perkusji Jimmy’ego Macbride’a i kontrabasu Tyrone’a Allena II buduje odpowiednią wieloplanowość i sugestywną przestrzenność nagrań. A właśnie – przestrzeń, czyli coś co po raz kolejny kreowane jest nie „do przodu” a „do tyłu”, w głąb, czyli za linią kolumn. Powód jest dość oczywisty, bowiem z racji fenomenalnej rozdzielczości Flow Ultimy nie muszą ratować się podawaniem wszystkiego prosto na twarz i nomen omen na srebrnej tacy, skoro doskonale wszystko tak w skali mikro, jak i makro słychać na drugim, trzecim i dalszych planach. Niby drobiazg, lecz jakże tożsamy z obcowaniem z muzyką na żywo, gdzie nikt ze składu jazzowego ensemble’u nie próbuje mościć się nam na kolanach (o wybrykach wokalistki Brass Against na koncercie Welcome to Rockvill nawet nie wspominając), tylko swą aktywność ogranicza do „scenicznych desek”. Podobnie jest z barwą i konsystencją naturalnego instrumentarium, które pozwolę sobie określić mianem lekko kremowych, acz zarazem bardzo realistycznych, czyli z jednej strony pozbawionych wyczynowego przekontrastowienia a z drugiej w pełni oddających fakturę poszczególnych dźwięków. Efekt jest na tyle naturalny, iż po prostu przechodzimy nad wspomnianymi aspektami do porządku dziennego i uznajemy taki stan rzeczy za oczywistą oczywistość o iście mistrzowskim poziomie odwzorowania przekonując się dopiero w momencie zmiany okablowania.
Nie wiem, czy taki był zamysł ich twórcy, ale „w moich uszach” Argento Audio Flow Ultima Power są najbardziej „muzykalnymi” i zarazem „najładniej grającymi” przewodami jakie wyszły do tej pory spod rąk Ulrika Gydesena Madsena i to zarówno pod banderą Argento, jak i … Organica. Dlatego też, jeśli macie Państwo ochotę na odrobinę wyrafinowania i skandynawskiej elegancji na co dzień nie pozostaje mi nic innego jak tylko gorąco tytułowe przewody Wam zarekomendować.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Oczywiście nie bez powodu, ale gdy spojrzymy na światowy rynek okablowania systemów audio, okaże się, że znakomita większość firm jako przewodnik wykorzystuje wszelakiej maści miedź. O różnej czystości i różnej budowie wewnętrznej, jednak z uwagi na stosunkową łatwość zaproponowania klientowi dobrej jakości produktu najchętniej wybieranej. Czy to źle? Bynajmniej, bowiem czasem ze zwykłej zachowawczości, a czasem z wewnętrznego przekonania każdy chcąc zaoferować coś fajnego i łatwego w wytworzeniu z założenia nie szuka problemów z innymi półproduktami. Dlatego też gdy na nasz tapet ma trafić coś opierającego się na innym, aniżeli wszechobecna miedź, materiale nie tylko nie marudzimy, ale wręcz przebieramy przysłowiowymi nogami w oczekiwaniu na stosowną dostawę od dystrybutora. Choćby taką jak dzisiaj, której tematem przewodnim jest dostarczone przez katowicki RCM okablowanie zasilające duńskiej marki Argento Audio w najnowszej odsłonie oznaczonej kodem Flow Ultima.
Co w temacie budowy tytułowych sieciówek zdradził nam producent? Po pierwsze przewodnikiem jest srebro o czystości 6N. Po drugie każda żyła przewodnika w odróżnieniu od większości stosowanej w okablowaniu mnogości cienkich włosków jest pojedynczym litym drutem. Po trzecie w kwestii terminowania kabla firmowymi, wykonanymi własnym sumptem wtykami konstruktor zamierzenie wyeliminował zawartość żelaza – celem było uniknięcie zniekształceń magnetycznych, co poskutkowało wykorzystaniem tytanu i ceramiki cyrkonowej. A po czwarte finalnie kabel został poddany dwuetapowej obróbce kriogenicznej oraz stabilizowany przed drganiami materiałem VDM (Vibration Damping Material). Jeśli chodzi o kwestię wizualną, dość typowo dla tej marki – choć nie zawsze, bo czasem mamy do czynienia z odcieniem szarości – seria Flow Ultima ubrana została w białą plecionkę. Jeśli chodzi zaś o temat aplikacji w trudnych warunkach za-szafkowych, kabel Flow Ultima naprawdę jest bardzo łatwy w ułożeniu.
Jak wypadł nasz bohater? Otóż wiedząc, iż mam do czynienia z producentem jako szynę sygnałową wykorzystującym srebro, pewnych aspektów prezentacji po trosze się spodziewałam. Mam tutaj na myśli dobrą kontrolę dolnego rejestru oraz ogólną tendencję dźwięku do zbierania się w sobie, co czasem skutkuje efektem zbyt mocnego stawiania przekazu na atak i szybkie wygaszanie wybrzmień instrumentów. Owszem, czasem to ma swoje dobre strony, bo pozwala uratować nazbyt „rozlazłe” w esencjonalności, a co za tym idzie oferujące słabą mikrodynamikę prezentacje, ale z drugiej w przypadku posiadania neutralnie brzmiącego zestawu trzeba uważać, aby nie popaść z wizualizowaniem muzyki nienaturalną techniczność podania całości. A żeby tego było mało, niektóre konstrukcje na bazie srebra w górnych rejestrach potrafią wypadać nieco szaro, a przez to niezbyt dźwięcznie. Tak po krótce wygląda ogólna obiegowa opinia o brzmieniu stosowanego w okablowaniu szlachetnego kruszcu. Na szczęście tytułowy Flow Ultima takiej definicji udanie się wymyka. A dlatego, że po jego aplikacji po pierwsze bas zrozumiale zebrał się w sobie, ale przy tym był fajnie podkręcony w domenie ilości, co zapobiegło efektowi kopania bębniarza w tak zwany karton. Po drugie środek dzięki działaniom w dolnych partiach pasma przenoszenia nie stracił boleśnie na swojej masie. A po trzecie góra choć może nie tak słodka, jak z miedzi, to nie cechowała jej też zawsze kojarzona ze srebrem szarość. Reasumując, wpięcie Argento w tor poskutkowało ewidentnym poprawieniem drive’u muzyki, jednak za sprawą wyartykułowanych cech przekaz nawet nie zbliżył się do estetyki nachalności i surowości jego kreowania. Gdybym miał określić ogólne działanie z mojej prywatnej, czyli subiektywnej perspektywy, powiedziałbym, że duński pomysł na sieciówkę dał każdemu rodzajowi twórczości przysłowiowego, co ważne ciekawie odbieranego kopa.
Agresywne poczynania często wykorzystywanego przeze mnie materiału zespołu Metallica „72 Seasons” zyskały na dobrze wypadającej wyrazistości. Dzięki wzmocnionej dawce w pełni kontrolowanej masy panowie nienagannie mną potrząsali, dobrze osadzoną w masie średnicą nadawały odpowiedni wygar gitarowym riffom, a za sprawą unikającej ocieplania, ale nadal dźwięcznej górze pasma muzyka była odpowiednio wyrazista. Bez wycieczek w nadinterpretację, jednak na tle miedzi pełną niedoścignionej dla tej ostatniej ekspresji.
Jeśli chodzi natomiast o jazzową melancholię wywoływaną niekończącymi się wybrzmieniami za sprawą panów z RGG z płyty „Endorfina”, estetyka wyraźnego podania materiału przez duńskie okablowanie także fajnie wpływała na ogólny odbiór muzyki. Ze zrozumiałych względów nieco mniej intymny w projekcji, ale w sobie tylko znany sposób nadal ciekawy i nierzadko w pewnych aspektach w dobrym znaczeniu słowa bardziej zjawiskowy, bo wyrazisty w ostrości rysunku, co notabene osobiście lubię.
Gdzie sytuowałbym tytułowe okablowanie prądowe? Oczywiście w pierwszej kolejności w zestawach ospałych w kwestii drive’u oraz cierpiących na brak odpowiedniej kontroli dolnych rejestrów. Argento Audio zafunduje im zastrzyk pozytywnej adrenaliny, dzięki czemu wyartykułuje zawartą w muzyce radość artystów bawiących się dźwiękiem. Nie widzę tez problemów w konfiguracjach neutralnych. Wspominałem, że na tle typowego srebra funduje muzyce pakiet dodatkowej energii dolnego i środkowego zakresu, dzięki czemu nie osusza przekazu, co odbierałem jako poprawę ogólnego impaktu. Jedyną niewiadomą z lekkim wskazaniem na niedogadanie się dla mnie jest natomiast próba ożenku Flow Ultima ze zbieraninami stawiającymi na szybkość i wyrazistość ponad wszystko. Tutaj będzie tylko szybciej i bardziej wyczynowo, co może sprawić pewnego rodzaju problemy. Ale nie zdziwię się, gdy nawet w takim zestawieniu Duńczycy komuś podpasują. Dlatego puentując powyższy test mam dla zainteresowanych jedną radę. Bez względu na fakt, w jakim miejscu brzmienia systemu jesteście, nie zaszkodzi zaprosić Argento Audio do siebie. Na pewno nie będzie nudy, a w naszej zabawie w pierwszej kolejności chyba o to chodzi.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: RCM
Producent: Argento Audio
Cena: 5 500 € / 2m