1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Stealth Audio Dream Royale v.19

Stealth Audio Dream Royale v.19

Opinia 1

Choć z racji dość regularnego goszczenia w naszych redakcyjnych systemach wyrobów tytułowej marki powinniśmy zdążyć przyzwyczaić się może nawet nie do pewnej tajemniczości, co raczej niefrasobliwości informacyjnej sprawcy całego zamieszania, to jednak za każdym razem łudzimy się, że docierający do zaopiniowania przewód będzie posiadał jakieś, chociażby symboliczne CV. Tymczasem po raz kolejny przyszło nam zmierzyć się z „wielką niewiadomą” i to tak metaforycznie – w przenośni, jak i dosłownie – w nad wyraz imponującej fizycznej postaci, bowiem dzięki uprzejmości łódzkiego Audiofastu trafiły do nas wymienione jedynie z nazwy na stronie amerykańskiego producenta przewody głośnikowe Stealth Audio. Żeby jednak odpowiednio stopniować napięcie, niejako na zachętę nadmienię, iż w ramach wielce smakowitych przystawek w tzw. międzyczasie zdążyliśmy rozbudzić apetyt „dietetycznymi” Dream Petite V16-T i zaspokoić pierwszy głód już pełnowymiarowymi Dream V18T a teraz przyszła pora na danie główne, czyli niemalże topowe (wisienką na torcie są flagowe Dream Full) Dream Royale v.19.

Nawet niezobowiązujący rzut oka jasno daje do zrozumienia, że żarty się skończyły a zaczęły schody, bowiem Stealth Audio Dream Royale v.19 samą swą aparycją budzą w pełni zrozumiały respekt u zainteresowanych i pozbawiony głębszych refleksji rechot u jednostek niemogących liczyć na pozytywną weryfikację „na bramkach” a tym samym wstęp na audiofilskie salony. Połyskliwy, opalizujący czarno złoty oplot opina opasłe cielska amerykańskich „pytonów” przywodzących na myśl widziany z lotu ptaka Serpent D’Océan z plaży w Saint-Brevin-les-Pins, nieopodal Nantes. Elegancji dodają mu nie mniej imponujące carbonowe pierścienie spliterów a do pełni szczęścia brakuje jedynie ruchomych pierścieni strojących znanych z młodszego rodzeństwa. A skoro o biżuterii mowa, to wypada nadmienić, iż w roli konfekcji użyto srebrnych wideł.
Jak mogą sygnalizować powyższe zdjęcia Dream Royale ma nad wyraz pokaźną średnicę wynosząca imponujące 60mm, czyli ponad dwa razy więcej aniżeli już i tak „poważny” Dream V18T. W związku z powyższym jego podatność na zginanie i układanie w przestrzeniach zaszafkowych śmiało możemy określić mianem znikomej, bądź czysto umownej. Warto mieć zatem ów szczegół na uwadze planując jego aplikację. Całe szczęście same, wychodzące z potężnych spliterów końcówki są nieco cieńsze a przez to bardziej wiotkie, więc jeśli tylko umiejętnie ułoży się same „cielska” przewodów to już podłączenie pod terminale okazuje się niemalże całkowicie bezproblemowe.
Kwestii natury anatomicznej możemy się praktycznie jedynie domyślać, bądź bazować na nad wyraz lakonicznych informacjach, jakimi raczył był podzielić się sam wytwórca i to bynajmniej nie na swojej stronie, lecz w mediach społecznościowych w ramach niezobowiązującego wpisu. Dlatego też wypada wnioskować, iż zarówno sztywność, jak i masa tytułowych „pytonów” jest pochodną ich budowy, gdyż każdy stereofoniczny przebieg wykonano z 28 wiązek przewodów o zmiennych przekrojach poprzecznych (opatentowana technologia STEALTH VariCross). Ponadto każda z ww. wiązek składa się ze spiralnie nawiniętych na wzbogacone grafenem rdzenie srebrnych i miedzianych, odizolowanych od siebie przewodników. Przewody nawijane są ręcznie, a jako dielektryk zastosowano porowaty teflon. Wewnątrz każdego przewodu zastosowano podział na ścieżki dodatnie i ujemne za pomocą dodatkowych przekładek, dzięki którym przewody mogą pochwalić się praktycznie zerową pojemnością.

Przechodząc do opisu wpływu tytułowych przewodów na mój system spieszę donieść, iż Dream Royale co prawda mają pełne prawo aspirować do miana konkurencji bądź alternatywy dla ostatnio przez nas komplementowanych in-akustików Reference LS-8005 AIR Pure Silver, lecz jednocześnie są ich nader oczywistym zaprzeczeniem i przeciwieństwem. O ile bowiem ambicja, i to osiągniętą „niemieckich koronek” było całkowite zniknięcie w torze o tyle amerykańskie pytony ani myślą swoją obecność ukrywać. Ba, pod względem sonicznym ich sygnatura jest tożsama ze strefą wizualną – nie sposób ich nie zauważyć bądź tym bardziej pominąć. One wręcz stają przed odbiorcą niczym tancerki z Sambódromo podczas karnawału w Rio i doniosłym głosem mówią – patrz, słuchaj i … podziwiaj naszą atrakcyjność. Bezpardonowe i „nieco” wyzywające? Poniekąd tak, ale … co z tego, skoro ani wzroku, ani słuchu od tego co robią oderwać nie sposób. Chcąc uzmysłowić skalę i dać jakiś punkt odniesienia obserwowanego zjawiska uatrakcyjniania przekazu powiem tylko tyle, że Dream Royale idą o krok, bądź nawet dwa dalej aniżeli niżej urodzone Dream V18T, które jednak zostawiały jakiś margines, zapas a nasze tytułowe kabliszcza po prostu dają efekt wdepnięcia pedału przyspieszenia w podłogę. I to nie w jednolitrowym, trzycylindrowym eko-turladełku, lecz w 900-konnym Dodge’u Challenger SRT Demon 170.
Nie wierzycie? Cóż, nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko polecić Państwu odsłuch debiutanckiego „Of Mice & Men” a następnie najświeższego – „Another Miracle” albumu formacji Of Mice & Men świetnie obrazujących drogę i ewolucję metalcore’owców z Costa Mesa (Kalifornia), w tym zmianę wokalu prowadzącego (Austina Carlile zastąpił Aaron Pauley). Od razu uprzedzę, że poza chwilowymi momentami względnego spokoju i przyjaznej melodyki nie jest to repertuar lekkostrawny, czy też kojący zszargane nerwy, ale … o to właśnie chodzi, bowiem zwykło się uważać, że ciężkiej i agresywnej muzyki może nie tyle się nie da, bo zazwyczaj da się wszystko, zagrać, lecz efekt będzie mało satysfakcjonujący. Znaczy się będzie to brzmiało źle bądź bardzo źle. Tymczasem z Dream Royale’ami w torze dostajemy w pełni spodziewany ogrom wolumenu dobiegających naszych uszu dźwięków, lecz zarazem próżno szukać tu chociażby śladowych ilości bałaganu, bądź przypadkowości. Ponadto poddana wyraźnemu dopaleniu i saturacji średnica z szorstkiej i chropawej przybiera znacząco bardziej komunikatywną i zarazem przyswajalną nawet dla dalekich on entuzjazmu odbiorców. Wspomniana przed momentem obszerność, czy wręcz ogrom sceny opiera się tu na kilku dość oczywistych składowych. Po pierwsze źródła pozorne są wyraźnie powiększone, lecz owo przeskalowanie w niczym nie przeszkadza i nie razi, bo bryły o nawet większym gabarycie mają, gdzie się zmieścić. Mam nadzieję, że rozumieją Państwo o co mi chodzi – skoro wszystko, co prezentują Stealthy jest w stricte amerykańskiej rozmiarówce XXL, to nawet jeśli gitara basowa ma 180 cm to jest ona w pełni proporcjonalna do reszty towarzyszącego jej instrumentarium. Nie to co widok Dodge’a RAM 3500 próbującego przecisnąć się uliczkami Starówki. A właśnie, skoro o basie mowa to czuję się w obowiązku nadmienić, iż jedynie znanym sobie sposobem Dream Royale łączą miękkość i sprężystość najniższych składowych z ich motoryką i energetycznością, czyli przy odpowiednim repertuarze otrzymujemy zarówno wzorowy drajw, timing i zróżnicowanie przy jednoczesnym stronieniu od zbytniej żylastości, czy wręcz chrupkości.
Po drugie scena kreowana jest nieco za linią kolumn, więc nic i nikt nie próbuje mościć się nam na kolanach, lecz budowana jest zarówno odpowiednia, pozwalająca objąć całość wzrokiem perspektywa, jak i zachowana jest wzorowa gradacja planów, więc pierwszy nie tylko nie przesłania dalszych, co z powodzeniem umożliwia dowolnie wnikliwą ich eksplorację. I po trzecie, na tyle oczywisty staje się wymiar wysokości, że przesiadka ze Stealthów na konkurencyjne przewody zazwyczaj oznaczać będzie bolesne obniżenie „wiszącego” nad muzykami sklepienia.
Na znacznie spokojniejszym, choć nadal dalekim od „windzianego” smędzenia „We’re All Somebody From Somewhere” Stevena Tylera do głosu doszła jeszcze zdolność oddania swoistej „aury” i dźwięczności otaczających muzyków, przez co podkreślone, zintensyfikowane zostały holografia oraz realizm prezentacji ze szczególnym zaakcentowaniem ekspresji wokalisty. W dodatku amerykańskie przewody bez najmniejszego zająknięcia przeszły ze skali makro, do mikro a tym samym zamiast bestialsko kruszyć rodowe skorupy i przestawiać kolonialne meble skupiły się na dopieszczaniu delikatnych uderzeń w tamburyn oraz inne perkusjonalia, czy łkającą slide guitar. Nie oznacza to bynajmniej osłabienia energetyczności przekazu, gdyż nadal trudno było usiedzieć w miejscu przy country’owo – bluesowych interpretacjach i choć niektórym może brakować nieco rockowego turbodoładowania znanego z Aerosmith, to całość doprawiona sygnaturą Stealthów wchodzi bez „popychacza” od pierwszego przesłuchania.

Reasumując, Stealth Audio Dream Royale v.19 to przewody, które ani nie pozwalają na obojętność, ani nie próbują udawać, że neutralność i transparentność są dla nich priorytetem. Dlatego też choć audio-puryści mogą kręcić na nie nosem, to wszyscy Ci, który wyasygnowawszy na nie „drobne” 160kPLN chcą przy każdym dźwięku utwierdzać się w przekonaniu, że podjęli słuszną decyzję będą wniebowzięci. Stealthy są bowiem niczym wspomniany 900-konny Dodge Challenger SRT Demon 170 w malowaniu Plum Crazy Purple – niby nieco ostentacyjny, lecz zarazem niezaprzeczalnie zjawiskowy tak pod względem wizualnym, jak i … brzmieniowym. Tak, tak, brzmieniowym, bo podobnie jak w 6.2L V8 HEMI, tak i w Dream Royale v.19 zakochać się niezwykle łatwo.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

To chyba oczywiste, że każda marka chcąc pokazać na co ją stać, ma w swojej ofercie produkt, który konstrukcyjną bezkompromisowością ma ustawić ją w szyku rozpoznawalności na danym pułapie cenowym. I nie ma znaczenia, czy rozprawiamy o segmencie Hi-Fi, czy High End, bowiem na każdym poziomie jakości kolokwialnie mówiąc da się pojechać po tak zwanej bandzie. To zaś sprawia, że gdy mamy szansę zmierzyć się z czymś takim w swoim środowisku sprzętowym, na naszej twarzy automatycznie pojawia się oznajmiający radość ducha banan. I wiecie co? Z takim właśnie podejściem do tematu będziemy dzisiaj krzyżować testowe szpady. Jednak co ciekawe, nie z segmentu Hi-Fi. Być może się zdziwicie, ale również nie z poziomu High End-u. Otóż tym razem jedziemy na maxa i bierzemy się za Ultra High End. A konkretnie za dostarczone przez łódzki Audiofast okablowanie głośnikowe amerykańskiej marki Stealth Audio, z której to szerokiej oferty dostaliśmy do zaopiniowania przyprawiający o wizualny szok flagowy model Dream Royale V19.

Co wiemy o budowie V19-ki? Niewiele i to raczej ogólniki. Ale, czy to źle? Myślę, że większość z nas dawno przekonała się, iż jedyną obroną przed nieuczciwą konkurencją jest przemilczenie know how swoich konstrukcji, bo zawsze znajdzie się „mistrz lutownicy” próbujący sił w skopiowaniu czyichś przez lata wypracowanych pomysłów. Dlatego też nie dziwię się prawie standardowym ostatnimi czasy pomijaniom najważniejszych informacji podawanych przez producentów. Co zatem wiemy o Dream Royale? Już na pierwszy rzut oka widać brak kompromisów w tym projekcie, o czym świadczy choćby aparycja rzeczonej sieciówki będąca wypadkową zastosowania wielu skręconych w firmowym splocie żył przewodnika, który potem stosownie ekranowano i izolowano, by na koniec ubrać w estetyczną, opalizującą plecionkę. Efekt tych działań jest taki, że finalnie kabel w osłonie osiąga wynik aż 60 milimetrów średnicy. Tak, tak to nie błąd, mamy do czynienia z ewidentnym przysłowiowym Pytonem Dusicielem. A co ciekawe, co prawda zgodnie z kierunkiem samoczynnego formowania się łuku, ale stosunkowo giętkim jak na swój wygląd, co sprawia, że jeśli nie mamy sprzętu dosuniętego do samej ściany, dającym w miarę komfortowo ułożyć. Jeśli chodzi o wewnętrzną topologię, wiemy jedynie, że w tej konstrukcji wykorzystano 28 oddzielne żyły o zmiennym przekroju na całej długości nazwane przez producenta Stealth Vari-Cross. Takie działanie w opinii pomysłodawcy ma przynieść poprawę dopasowania impedancyjnego pomiędzy źródłem, a kolumnami poprawiając tym sposobem projekcję dolnego i średniego zakresu basu bez utraty jakości definicji i transparentności środkowego oraz górnego pasma. I tym optymistycznym akcentem kończy się dostępna wiedza na temat budowy naszego bohatera. Jak ma się opis producenta do stanu faktycznego, przybliży poniższy opis, na który serdecznie zapraszam.

Gdy dotarliśmy do opisu brzmienia powyższego okablowania, nie mogę inaczej zacząć relacji z testu jak stwierdzeniem – naprawdę nie sądziłem. Co mam na myśli? Otóż na podstawie wcześniejszych testów niższych serii spod tego znaku wiedziałem jedno, to zawsze w swojej kategorii cenowej, a co za tym idzie jakościowej były bardzo dobre produkty. Zawsze stawiające na dobrze rozumianą muzykalność, czyli wagę dźwięku, ale także utrzymanie stosownej rozdzielczości i swobody prezentacji. Nigdy nie były to tak zwane „krzykacze”, tylko raczej fajnie wpływający na odbiór muzyki balsam dla uszu. Na tyle udanie wdrażany w życie, że muzyka nigdy nie stawała się nudna, co pokazywało pewną uniwersalność tych konstrukcji. Co zatem wydarzyło się w przypadku tytułowego efektu bezkompromisowego podejścia do skonstruowania kabla głośnikowego, że aż tak mnie poruszyło? Niby nic, bowiem dostałem i nasycenie i dobrze kontrolowaną energię i swobodę projekcji i tak naprawdę wszystko to, co oferują prostsze konstrukcje – naturalnie w ekstremalnej jakości, tylko do tego Dream Royale V19 dorzucił magię w domenie 3D oraz zjawiskową namacalność wizualizowanej w moim pokoju muzycznej tkanki. Gdybym miał to jakoś bardziej przyswajalnie określić, powiedziałbym, że po aplikacji Amerykanina w tor w eterze międzykolumnowym mojego pokoju jak nigdy wcześniej miałem do czynienia z onieśmialejącą „głębią” dźwięku. Wiem, że to brzmi, jak bym się naćpał, ale z takim rozwibrowaniem, eterycznością, soczystością i wielobarwnością muzyki niczym z najlepszej lampy w przypadku wzmocnienia tranzystorowego nie było mi dane jeszcze usłyszeć. Ba, nawet w najbardziej szalonych snach tego sobie nie wyobrażałem. a tutaj zonk. Nagle w moim pokoju materializuje się brzmieniowa magia. Jest dobrze prowadzona energia, pełna informacji prezentacja w każdym zakresie częstotliwości od basu, przez środek, po nienachalną, ale bajecznie dźwięczną górę, a wszystko w bardzo realnie wizualizowanym seansie muzycznym. Na tyle zniewalającym, że dopiero na drugi dzień potrafiłem się od niej oderwać, aby sprawdzić, czy tak wysmakowana wizja muzyki ma swoje konsekwencje w stosunku do stanu przed wpięciem głośnikowego Stealtha. I wiecie co? Coś znalazłem. Ale nie wiem do końca, czy to zła, czy dobra cecha, gdyż jedynym zauważalnym i mogącym być rozpatrywanym w sensie pogodzenia się z innym podejściem do tematu aspektem była ostrość rysunku dolnego zakresu. Ale spokojnie, nie był rozlany ani monotonny, tylko jakby w ostrości bardziej krągły i ogólnie „oleisty”. Jednak na dłuższą metę ta oleistość z automatu nieco rozmywająca krawędź rysunku impulsu stawała się w pełni akceptowalna. A powodem tego był brak skutków ubocznych podczas słuchania dosłownie każdego materiału. Tego nastawionego na emocje romantyka typu jazz i muzyka barokowa jako ewidentna woda na młyn takich produkcji, ale także ostrego, czyli rockowego i elektronicznego serwując w dolnym pasmie większy pakiet informacji i modulowania impulsu, jednak nadal z dobrym timingiem. Nie do końca wiem, jak to możliwe, bo zawsze wolałem ostry i bardziej twardy, aniżeli niosący symptomy płynności, lekko zmiękczony atak dźwiękiem, a tutaj jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zostałem bezwiednie zaczarowany. A co najciekawsze nie na dzień lub dwa, tylko męczę ów kabel już ponad tydzień i testując inne urządzenia nawet na moment nie przyszło mi do głowy, aby go wypiąć. A przyznaję, że gdy coś mi w dźwięku doskwiera, nad powrotem do idealnego odbioru, czyli na ile to możliwe skonfigurowaniem mojego prywatnego, idealnie spełniającego potrzeby zestawu nie zastanawiam się nawet sekundy. Tymczasem tutaj wręcz boję się powrotu do stanu przed aplikacją V19-ki w moją zbieraninę. I jestem na tyle zdeterminowany, że niezobowiązująco rozmawiałem już z handlowcem Audiofastu, jakie są za i jakie przeciw warunki pozostawienia sobie tytułowego killera na stałe. Niestety nawet w najlepszym przypadku będzie to ból dla portfela i tylko to na razie powstrzymuje mnie przed podjęciem decyzji potwierdzającej wyjątkowość tego produktu, czyli jego zakupu. I właśnie ten stan skłonił mnie do wygłoszenia na samym początku tego akapitu stwierdzenia – naprawdę nie sądziłem.

Gdzie widzę będącego jakże pozytywnym w odbiorze bohatera tego testu? Cóż, tak naprawdę przeciwskazań raczej nie zauważam dla nikogo. Oferuje na tyle urzekającą i uniwersalną projekcję muzyki, że naprawdę trzeba mieć bardzo wykoślawione poczucie piękna w obcowaniu z ulubionym materiałem, aby nie docenić jego umiejętności. To co, Stealth Audio Dream Royale V19 nie ma wad? Niestety co prawda bardzo przyziemną, ale ma. Naturalnie chodzi o będącą wypadkową poniesionych kosztów wokół jego powstania cenę. Ale przecież nikt nie powiedział, że na poziomie ekstremalnego High Endu będzie łatwo.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Stealth Audio Cables
Cena: 168 260 PLN / 2 x 2m; + 63 100 PLN / 2 x 0,5m

Pobierz jako PDF