1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Audio Reseaerch LS28 SE

Audio Reseaerch LS28 SE

Link do zapowiedzi: Audio Research LS28 SE

Jak sugeruje tytuł dzisiejszego spotkania, będziemy zajmować się bardzo istotną składową rozbudowanego systemu audio, czyli przedwzmacniaczem liniowym. Naturalnie jak zaznaczyłem, w czasach gdy wiele cyfrowych źródeł ma regulowane wyjścia sygnału nie zawsze niezbędnym, jednak gdy tak jak ja planujecie mieć dostęp do różnych dawców sygnału w jednym czasie w postaci odtwarzacza CD, gramofonu i magnetofonu, temat pojawienia się naszego bohatera w systemie jest nie do przeskoczenia, po prostu musi być. To zaś sprawia, że chciał nie chciał, ale staje się jednym z elementów, które realnie wpływają na finalne brzmienia danej konfiguracji, o czym ostatnio przekonałem się zmieniając przez kilka lat używanego Gryphona Pandora, na dedykowanego obecnie posiadanej końcówce mocy Commandera. A, że przywołane przed chwilą modele to konstrukcje tranzystorowe, byłem bardzo rad, że zaraz po tej akcji ze strony łódzkiego Audiofastu padła propozycja, aby w formie technicznego kontrastu kolejny raz przyjrzeć się bliżej tego rodzaju urządzeniu, jednak tym razem opartemu o lampy elektronowe. Oczywiście nie odmówiłem, czego skutkiem jest dzisiejsza wizyta w moich progach przedstawiciela amerykańskiego mainstreamu, czyli nie tylko wszystkim znanego, ale także przez wielu pożądanego przedwzmacniacza liniowego Audio Research LS28 SE.

Rzeczone pre w kwestii ubrania układów elektrycznych prezentuje nietypowy dla tego rodzaju konstrukcji, jednak od lat pielęgnowany przez Jankesów pomysł zamknięcia ich w będącym ostoją wizualnego spokoju prostopadłościanie. Nie kultywują popularnych platform nośnych dla szklanych baniek i transformatorów, tylko dbając o odpowiednią wentylację wykorzystują zgrabną w wyglądzie skrzynkę. Oczywiście pisząc skrzynkę trzeba pamiętać, iż oprócz wykonanego z grubego płata aluminium frontu oraz litych blach podstawy i tylnego panelu przyłączeniowego, reszta to gęsto perforowane aluminiowe „sita”. Jednak jakby na to nie patrzeć, mamy do czynienia z wersją typowej obudowy dla elektroniki, co moim zdaniem nie tylko dla mnie, ale z pewnością dla wielu z Was jest ewidentnym plusem. I nie ma znaczenia, że na awersie projektant zastosował ustawione w pionie na zewnętrznych flankach masywne rączki transportowe, gdyż to od lat znak rozpoznawczy większości konstrukcji spod tego znaku towarowego i zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić. Krocząc dalej tropem opisu front-panelu moim zdaniem warto wspomnieć o fajnym zabiegu designerów przełamania przykuwania wzroku przez wspomniane rączki. Chodzi o zajmującą całą przestrzeń pomiędzy nimi czarną akrylową wstawkę, na której widzimy dwie średniej wielkości gałki – lewa to selektor wejść, a prawa Volume, centralnie zorientowany pomiędzy nimi, mieniący się przyjemną dla oka zielenią wyświetlacz oraz w dolnej części serię 6 okrągłych przycisków funkcyjnych. Być może zdjęcia tego nie oddają, ale potencjalnych malkontentów zapewniam, wspomniany zabieg w swym działaniu jest naprawdę skuteczny, bowiem zaznając go na własnej skórze po kilku rzutach okiem masywne rączki praktycznie przestały być czymś nadmiernie przykuwającym wzrok. Po prostu były i nic więcej. Gdy ogólny opis obudowy mamy z grubsza za sobą, przyszedł czas na kilka informacji o panelu przyłączeniowym przedwzmacniacz do potencjalnego systemu. A na nim jak przystało na światowego producenta jest na bogato, bowiem dostajemy do dyspozycji po 4 analogowe wejścia liniowe RCA/XLR, 2 wyjścia liniowe RCA/XLR, jedną przelotkę do nagrywania RCA/XLR, kilka terminali konfiguracyjnych, gniazdo bezpiecznika i naturalnie zasilania IEC. Oczywiście w komplecie dostajemy także ułatwiający sterowanie systemem pilot zdalnego sterowania. Jak widać, masz bohater nie tylko ciekawie prezentuje się od strony wizualnej, ale także konfiguracyjnej. A jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda od strony sonicznej, zapraszam do lektury kolejnego akapitu.

Gdy wpinałem naszego pretendenta do laurów w swój tor, obawiałem się jednego. Chodzi mianowicie o często serwowany przez urządzenia lampowe efekt umilania przekazu kosztem dosłownie i w przenośni wszystkiego. Muzyka przestaje być odpowiednio agresywna, za to staje się krainą miodem i mlekiem płynącą. Naturalnie rozumiem chęć osiągnięcia takiego stanu przez jakiegoś melomana, gdyż szuka ukojenia zmęczonej codziennym wyścigiem szczurów duszy, ale to tak naprawdę jest usypianie słuchacza, a nie rozkochiwanie go w słuchanym w danym momencie materiale, a przecież w swej zabawie szukamy raczej wspomnianego jako drugiego stanu ducha. Owszem, lampa powinna nieco „doprawić” przekaz, ale jednak być daleka od jego brutalnego zdominowania, bo po kilku utworach z wirtualnej sceny po prostu wieje nudą. Na szczęście tytułowy przedwzmacniacz pokazał, że szklanej bańki w układach elektrycznych się nie wypiera, ale też nie dał się jej wodzić za nos. W mojej ocenie pokazał bardzo dobry konsensus pomiędzy płynnością, soczystością wizualizowanego świata muzyki oraz serwowaniem bezpośredniości zawartej w muzyce energii. Ze zrozumiałych względów rysowanie tego świata nie odbywało się już tak ostrą kreską, jak w przypadku używanej na co dzień wersji tranzystorowej przedwzmacniacza liniowego, ale nie było to też malowanie czymś na kształt rozmytych w przestrzeni pasteli. To co zaproponował Amerykanin, w moim odbiorze było czymś w rodzaju serwowania zawartej w muzyce energii i jej dźwięczności jedynie unikającą zbytnich ostrości krawędzią. Po to przecież zastosowano szklane bańki. Na szczęście jak wspominałem, tylko po to, aby nieco doprawić, a nie przegrzać serwowanych przez system wydarzeń scenicznych. Dzięki takiemu zabiegowi testowo skonfigurowany system cały czas emanował dobrym zejściem nieco bardziej miękkich, ale nadal solidnych w kwestii ilości i zwarcia niskich tonów. Znakomicie obrazował tak istotną dla naszego narządu słuchu, rozwibrowaną i pełną najdrobniejszych artefaktów z zakresu mikrodynamiki, minimalnie uprzywilejowaną w projekcji średnicę. A wszystko udanie doświetlały w lekkim odcieniu złota, ale konsekwentnie dźwięczne i nośne wysokie tony. Gdybym miał odnieść powyższą wyliczankę do mojego codziennego wzorca, powiedziałbym, iż Audio Research zaproponował mi wycieczkę w bardziej płynny i przez to w wielu przypadkach przyjemniejszy, ale daleki od nudy świat muzyki, co suma summarum bardzo przypadło mi do gustu. A zapewniam, w moim przypadku, gdzie raczej stronię od tego typu rozwiązań – najczęściej nadmiernie przesładzają i uśredniają przekaz, wpisanie się w moje oczekiwania nie jest taką prostą sprawą. Na szczęście inżynierowie zza wielkiej wody widzieli, gdzie leży granica dobrego smaku i udanie wszelkim przerysowaniom postawili tamę.
Ciekawym udowodnieniem postawienia owej tamy był krążek formacji Motorhead „Overkill”. To bardzo mocne granie, które w przypadku zbytniego ostudzenia agresji podania i wyrazistości kreowania wydarzeń w domenie solidności uderzenia słuchacza dźwiękiem, a także odczuwalnej utraty szybkości narastania sygnału najzwyczajniej w świecie staje się jedną wielką muzyczną papką. Tymczasem z kolumn musi dobiegać zapisana w duszy artystów buntowniczość wyrażana mocnymi i dość ostro kreowanymi gitarowymi riffami, solidną porcją wściekłej pracy bębniarza i charyzma wokalisty. Jeśli system nader mocno przesunie odbiór słuchanego materiału w stronę totalnej przyjemności, nie tylko muzykom, ale także nam, czyli słuchaczom zrobi krzywdę, bo zabije zwyczajowo tętniący w tej muzie pierwiastek nieobliczalności. Jak pisałem wcześniej, to oczywiście może się podobać, jednak gdy chcemy podążać twórczością grup choćby przywołany Motorhead, nie tędy droga. Na szczęście nasz bohater wybrnął z tego bardzo ciekawie, gdyż mimo słyszalnego uplastycznienia krawędzi i podkręcenia emocji w kwestii soczystości kreowania wirtualnej sceny, bez najmniejszego problemu nadążał nie tylko za serwowanymi przez muzykę zmianami tempa, ale także jej bezpośredniością kreowania w eterze. Efekt był bardzo ciekawy, bo oczywiście inny od posiadanego z przedwzmacniaczem na bazie tranzystorów, ale tak samo ciekawy, gdyż pełen artystycznych zaskoczeń serwowanych przez muzyków przez nieco mocniejsze ogniskowanie całej wizualizacji w przestrzeni w ramach pierwszego planu. A to jak się potem okazało, była tylko udana przygrywka do prawdziwego „ja” testowanej konstrukcji.
Tym razem wspomnę o materiale, który jest wręcz wodą na młyn podobnie jak dla LS28 SE, dobrze zaprojektowanych lampowych urządzeń. Mowa o parającym się odkrywaniem muzyki symfonicznej, dawnej i nierzadko egzotycznej Jordi Savallu, z szerokiego portfolio którego wziąłem na tapet płytę „Istanbul”. Już tytuł zdradza, że barwa, płynność i rozwibrowanie dźwięku, co jest ewidentną domeną urządzeń spod znaku wolnych elektronów, będzie bardzo ważnym elementem do idealnego oddania emocji tej pochodzącej ze wschodu twórczości. Twórczości wykorzystującej nieco odmiennie brzmiące i często inaczej frazujące płynność prezentacji instrumenty, przez to tak łatwo potrafiącej nas zaczarować. Oczywiście z uwagi na swobodę brylowania przedwzmacniacza w takich klimatach pamiętam jedynie, kiedy usiadłem wygodnie w fotelu i w pełni zaczarowany stworzonym spektaklem w pozytywnym znaczeniu tego słowa z głębokiego letargu wyrwał mnie dopiero powrót soczewki lasera do stanu zero. I zapewniam, nie był to stan spowodowany znudzeniem tudzież uśpieniem, tylko w pełni emocjonalnym wejściem w nagranie, co było wynikiem mariażu tak profesjonalizmu w interpretacji i wykonaniu tego rodzaju wschodnich zapisów nutowych przez Jordi Savalla, jak i w odpowiednich aspektach sonicznych umiejętności podkręcenia emocji przez testowanego Amerykanina. To było idealne połączenie perfekcjonizmu obu bytów. Oczywiście ludzkiego oraz materialnego w sensie wykorzystanej do odsłuchu technologii. Perfekcjonizmu, na który po trosze czekałem, ale jak pisałem na samym początku, mając na uwadze ewentualne przegrzanie prezentacji nadmiernym sznytem lampy, którego do końca nie byłem pewien. Jak się jednak okazało, w tym przypadku strach miał jedynie wielkie oczy.

Czy biorąc pod uwagę wyartykułowane powyżej cechy brzmienia tytułowego przedwzmacniacza jestem w stanie polecić go każdemu? Otóż w znakomitej większości tak. Oferując posmak lamp elektronowych nie popada w nadmierność ich wpływu na brzmienie całego systemu. Oczywiście nie unikniemy lekkiego ukulturalnienia przekazu, jednak będzie to jedynie jego doprawienie, co li tylko symptomatycznie nań wpływając spowoduje przyjemniejszy, a nie na dłuższą metę nudny odbiór. Tak widzę jego ocenę przez większość z Was. A co z mniejszością i kto do niej należy? To bardzo proste. Jedyną grupą mogącą mieć problemy z zaakceptowaniem pomysłu na muzykę według amerykańskiej myśli technicznej, są piewcy szybkości narastania sygnału i ostrości jego kreowania ponad wszystko. Tego niestety Audio Research LS28 SE z racji z premedytacją wdrożonych w życie założeń technicznych z lampami w układach elektrycznych nie zapewni. Zatem wybór jest prosty. Jeśli słuchacie muzyki, a nie smagacie się nią, tytułowy bohater ma Wam do zaoferowania bardzo dużo ciekawych akcentów formujących finalne brzmienie posiadanego systemu. A najciekawsze w tym jest to, że wszystkie służą poprawie przyjemności obcowania z muzyką.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Audio Research
Cena 57 500 PLN

Dane techniczne
Pasmo przenoszenia (+0-3dB): 0.4Hz – 200kHz
Zniekształcenia: <0.007%
Szum włąsny: 1.3uV RMS
Dynamika: 122dB (AES17)
Przesłuch międzykanałowy: -105dB
Wzmocnienie: 18.5dB XLR, 12,5dB RCA
Impedancja wejściowa: 100kΩ XLR, 50kΩ RCA.
Wejścia: 4 pary RCA; 4 pary XLR
Impedancja wyjściowa: 600 Ω XLR, 300 Ω RCA
Maksymalny poziom wejściowy: 16V RMS XLR, 8V RMS RCA.
Znamionowe napięcie wyjściowe: 2V RMS przy obciążeniu 200kΩ XLR, 1V RMS RCA.
Maksymalne napięcie wyjściowe na wyjściu zbalansowanym wynosi 17V RMS przy < 0.5% THD przy 1kHz)
Zastosowane lampy: 4 x 6H30P
Wejście gramofonowe:
Pasmo przenoszenia : 5 Hz-20kHz (±0.2dB); 0.3Hz-80kHz (±1.0 dB)
Zniekształcenia: < 0,015% przy napięciu wyjściowym 3V i 1kHz
Wzmocnienie: 55dB @ 1kHz
Obciążalność przełączana: 47k, 1k, 500, 200, 100 ohm
Pobór mocy:30 W, 2W w trybie gotowości
Wymiary (S x W x G): 48 x 13.7 x 34,8 cm (uchwyty wystają 4 cm poza panel czołowy)
Waga: 7 kg

Pobierz jako PDF