1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Aurender AP20

Aurender AP20

Link do zapowiedzi: Aurender AP20

Opinia 1

Patrząc na branżę audio z ponad ćwierćwiecznej perspektywy śmiem twierdzić, iż czego by nie mówić o czasach słusznie, bądź nie minionych, to kiedyś, m.in. z racji swoistej jednoznaczności życie audiofilów i melomanów było prostsze. Chciałeś bawić się w Hi-Fi? Mogłeś (obszar „demoludów” litościwie przemilczę) przebierać w rynkowej ofercie jak w ulęgałkach. Naszła Cię ochota na High-End? Cóż, tutaj sprawa była jasna – daleko posunięta, wykluczająca jakiekolwiek przejawy integracji separacja obejmująca swymi wpływami tak amplifikacje, jak i źródła była oczywistą oczywistością. Wiedzieli to wszyscy – od konsumentów, po producentów i to z Denonem, Sony i Technicsem włącznie. A potem przyszedł rok 1997 a wraz z nim Gryphon Tabu Century, który wywracając stolik zburzył dotychczasowy porządek rzeczy powołując do życia byt określany mianem „superintegry”. Potem już poszło z górki. Śladami Duńczyków podążył Mark Levinson prezentując Nº 383 a do peletonu ochoczo dołączyli inni, w efekcie czego ów „gatunek” ewoluował do tak imponujących form jak Vitus Audio SIA-030, McIntosh MA 12000, czy Gryphon Diablo 333. Czy to nadal jest High-End? Bez wątpienia, a że zintegrowany, to już zupełnie inna bajka, która tak naprawdę nikomu nie przeszkadza. O ile jednak początkowo wszelkie superintegry łączyły w swych przepastnych trzewiach li tylko sekcje pre/power, to z upływem czasu na ich pokład zaczęły wkraczać najpierw phonostage, potem DAC-i a od niedawna i sekcje streamerów nie są niczym niezwykłym, przez co śmiało można uznać je za skierowane do najbardziej wymagających odbiorców inkarnacje prehistorycznych amplitunerów. I właśnie z owego grona, dzięki uprzejmości łódzkiego Audiofastu udało nam się pozyskać na testy wszystkomający kombajn Aurender AP20, na którego test serdecznie zapraszamy.

AP20 zaskakuje, i to pozytywnie, już od momentu podjęcia prób natury logistycznej, czyli chociażby wyciągnięcia go z przepastnego kartonu (vide unboxing). Okazuje się bowiem, że jak na D-klasową konstrukcję jest ciężki jak grzechy większości polityków. Zanim jednak zerkniemy w jego trzewia, by poznać przyczynę takiego stanu rzeczy, skupmy się najpierw na jego aparycji, gdyż i ona nie daje powodów do nawet najmniejszej krytyki. Aluminiowy, iście przeciwpancerny korpus budzi zaufanie, z kolei zgodny z firmową unifikacją front nader udanie łączy intuicyjność, ergonomię i ponadprzeciętną czytelność wszelakich informacji dotyczących czy to aktualnych nastaw, czy parametrów reprodukowanego materiału. Jak łatwo się domyślić dzieje się tak za sprawą zajmującego lwią część płyty czołowej 8,8” wyświetlacza LCD IPS o rozdzielczości 1920×480 px, po którego lewej stronie umieszczono włącznik, gniazdo słuchawkowe, dwa niewielkie przyciski odpowiedzialne za wybór źródła i wyjść oracz czujnik IR. Z kolei prawą flankę przejęło otoczone aureolą pokrętło głośności oraz cztery przyciski nawigacyjne. Zamiast standardowych boków w AP20 zastosowano wpisujące się w obrys korpusu radiatory o horyzontalnie prowadzonych skrzydłach. Szybki rzut oka na ścianę tylną i … jest dobrze. Boczne flanki zajmują pojedyncze terminale głośnikowe WBT nextgen™, pomiędzy którymi umieszczono tuż przy górnej krawędzi sekcję analogową z wyjściami i wejściami XLR uzupełnionymi parą wejść RCA. Z kolei sekcję cyfrową reprezentuje komplet wejść w składzie – para optycznych, koaksjalne i BNC w sąsiedztwie których dyskretnie przycupnęło gniazdo BNC do podłączenia zewnętrznego zegara 75Ω – 10 MHz. Z kolei tuż przy podstawie ulokowano interfejsy Gigabit Lan i dwa USB 3,0 umożliwiające zarówno wysłanie sygnałów cyfrowych do zewnętrznego przetwornika, jak i podpięcie pamięci masowych. Oczywiście o ile ktoś uzna, iż dwie kieszenie na 2,5″ HDD/SSD to za mało. Wyliczankę zamyka gniazdo zasilające IEC (Furutech NCF) i włącznik główny. W zestawie nie zabrakło równie pancernego co jednostka główna, aluminiowego pilota, choć śmiem twierdzić, iż przez większą część czasu będzie on jedynie leżał i się kurzył, gdyż choć jego ergonomii nie sposób czegokolwiek zarzucić, to zdecydowanie szybciej i wygodniej AP20 zawiaduje się z poziomu dedykowanej i dostępnej zarówno na iOS-a, jak i Androida aplikacji Conductor.
A co nasz dzisiejszy gość kryje w sobie, co niejako odpowiada za jego zaskakująco bolesną dla naszych pleców wagę? Oczywiście ponadnormatywnie rozbudowaną sekcję zasilania z parą 400VA transformatorów toroidalnych odpowiedzialnych za zasilanie układów wyjściowych (D-klasowe moduły Purifi 1ET400A w konfiguracji Dual-Mono o mocy 2 x 200 W / 8Ω i 2 x 350 W / 4Ω), uzupełnionych o mniejsze jednostki – 2 x 50W (karty DAC), 50W (zasilanie procesora), 25W (procesor FPGA) współpracujące z imponującym bankiem kondensatorów o łącznej pojemności 80 000 µF (40 000 µF / kanał). Za regulację głośności odpowiada oparta na przekaźniku drabinka R2R pracująca z dokładnością 0,25dB w zakresie -67.35 dB ~ 0dB a sercem sekcji cyfrowej jest para 32-bitowych kości z serii „Velvet Sound” AKM 4497 pracujących w konfiguracji dual-mono. Nad ich dobrostanem czuwa oparty na OCXO zegar z układem FPGA (Field-Programmable Gate Array) redukujący jitter poniżej 100fs.

Przechodząc do sekcji poświęconej brzmieniu i mając na uwadze dość boleśnie drenującą domowy budżet, oscylującą wokół 110 kPLN kwotę, o uiszczenie której zostaniemy poproszeni przy kasie, o ile tylko na zakup AP20 się zdecydujemy pozwoliłem sobie poprzeczkę oczekiwań zawiesić na stricte high-endowym poziomie. I … powiem szczerze, że już po pierwszych taktach „Alienation” Three Days Grace odetchnąłem z ulgą. Okazało się bowiem, iż absolutnie nie muszę martwić się, tym, czy tytułowy kombajn podoła stawianym mu wyzwaniom i spełni pokładane w nim nadzieje. Warto jednak podkreślić, że 20-ka nie ma w zwyczaju czymkolwiek oszałamiać, redefiniować dotychczasowych wzorców, czy mówiąc metaforycznie ściągać słuchaczowi bieliznę przez głowę i zdmuchiwać papucie ze stóp. To raczej reprezentant przysłowiowej krainy łagodności, gdzie kultura i wyrafinowanie stawiane są na pierwszym miejscu a ewentualne spontaniczne wybryki należą do rzadkości. Góra pasma jest jedwabiście gładka, suto ozłocona i w trosce o przyjemność odsłuchu zauważalnie zaokrąglona, przez co nawet na najbardziej ekspresyjnych partiach dęciaków, ognistych gitarowych riffów, czy też bezlitośnie smaganych blach raczej nie powinniśmy usłyszeć przykrej ziarnistości, czy też jakichkolwiek ukłuć. Jeśli jednak dla kogoś taka narracja wydaje się nazbyt asekuracyjna polecę eksperymenty z aktywowanym z poziomu menu (sekcja dla zaawansowanych) trybem Critical Listening Mode. Po jego włączeniu nie tylko wygasza się frontowy wyświetlacz i podświetlenie przycisków, lecz również nieco „otwiera” się góra, co nadaje całości przekazu nieco większej swobody i oddechu. Jednak nawet na fabrycznych nastawach Aurender oferuje dźwięk duży i obszerny – we wszystkich, włącznie z wysokością, wymiarach, więc na wszelakiej maści rockowym i symfonicznym repertuarze rozmachu i w pełni zrozumiale oczekiwanego łupnięcia nie powinno nam brakować. Dodając do tego świetną precyzję ogniskowania źródeł pozornych, choć w ramach firmowej estetyki kreślonych nieco grubszą aniżeli mam na co dzień kreską oraz wzorową gradację planów otrzymujemy brzmienie niezwykle koherentne i na wskroś … muzykalne. Co ciekawe energetyczność basu opiera się głównie na jego wolumenie i zejściu, więc aby wgryźć się w jego fakturę trzeba nieco wysilić zmysły i pamiętać o odpowiednim doborze okablowania tak głośnikowego, jak i zasilającego niekoniecznie powielającego naturę 20-ki. Wspominam o tym jednak jedynie z kronikarskiego obowiązku, gdyż jeśli w naszych plikozbrojach króluje elektronika w stylu „Unity” Ganja White Night i gustujemy w soczystej mięsistości basowych pomruków, to będziemy w siódmym niebie. Z kolei próbując z aptekarską dokładnością śledzić partie kontrabasu szarpanego przez Esperanzę Spalding („Milton + esperanza”) bądź Avishai Cohena („Little Big Beat Studio”) warto nieco pracy w konfigurację towarzyszących Aurenderowi komponentów włożyć, żeby oprócz pracy pudła było jeszcze słychać poszczególne struny.
Za to bez najmniejszego „ale” przyjmuję delikatnie podkręconą emocjonalnie i dosaturowaną średnicę serwowaną przez naszego dzisiejszego bohatera, gdyż dawno z taką przyjemnością nie zasłuchiwałem się w wokalne popisy Niny Simone, Etty James, Franka Sinatry, czy nawet Michaela Bublé, którzy za sprawą ww. kombajnu po prostu łapali wiatr w żagle i czarowali swymi głosami jakby ktoś ich nagrania nie tyle zremasterował z pomocą jakiś lampowych ustrojstw, co niemalże ponownie ustawił zainteresowanych przed wyciągającymi z ich płuc i ust „samo gęste i słodkie” mikrofonami. Całe szczęście Aurender zamiast pójść na który i suto oblać całość grubą warstwą lukru w swych upiększających zapędach ograniczył się jedynie do podkreślenia tembru i organiczności głosów, więc tym samym uniknął nadmiernego ich przegrzania i na dłuższą metę nudny.

W ramach podsumowania pozwolę sobie, oczywiście czysto subiektywnie, stwierdzić, że Aurender AP20 jest niezwykle … niewdzięcznym urządzeniem do analizowania. Analizowania tak jego poczynań, jak i reprodukowanego przezeń materiału muzycznego. Wystarczy bowiem wygodnie rozsiąść się w ulubionym fotelu, zasilić playlistę dopasowanym do naszego nastroju repertuarem i dać się otulić muzyką zapominając przy tym o troskach dnia codziennego. Jeśli zatem szukacie Państwo wszystkomającego all-in-one’a, któremu do szczęścia potrzebne są tylko prąd, kilka przewodów i kolumny a samym Wam zależy na delektowaniu i rozkoszowaniu się muzyką a nie jej chłodną wiwisekcją i rozbijaniem każdego dźwięku na atomy, to śmiem twierdzić, iż tytułowa 20-ka powinna spełnić Wasze oczekiwania.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Wiadomym jest, że Aurender od lat jest pełnoprawnym przedstawicielem plikowego mainstreamu. Jednak dziwnie spokojny o wygraną założę się o przysłowiową skrzynkę jabłek, że znakomita większość z Was nie zna go z będącej tematem tej epistoły strony. Chodzi o fakt kojarzenia go li tylko ze źródłami w postaci „gołych” transportów lub wyposażonych w przetwornik D/A streamerów, gdy tymczasem dzisiaj zajmiemy się jego bardzo uniwersalną i podobno mocno pożądaną wersją. Otóż łódzki dystrybutor AudioFast spośród szerokiej oferty Koreańczyków tym razem przysłał nam do zaopiniowania swoiste „All in One”. Tak tak, to transport, przetwornik i wzmacniacz w jednym, co nie tylko pozwala zmniejszyć koszty tego typu rozczłonkowanej „wieży”, ale także zaoszczędzić sporo miejsca na zazwyczaj zajmującej centralne miejsce w salonie komodzie. Fajnie? Myślę, że tak, jednak jest jeden warunek. Jaki? Tego typu urządzenie musi obronić się brzmieniem. Czy tak jest w tym przypadku? Tego dowiecie się z lektury dalszej części poniższej relacji.

Tytułowy kombajn nie jest specjalnie duży. Jednakże ze względu na sporą uniwersalność nie jest też mały, gdyż oprócz sekcji źródła teraz musi pomieścić także segment wzmocnienia, dlatego swoimi rozmiarami tak w zakresie szerokości, głębokości, jak i wysokości osiąga gabaryty pokaźnego wzmacniacza zintegrowanego. Jego obudowa jak na specjalistę z segmentu High End przystało jest wręcz pancerna, bowiem to skrzynka skręcona z grubych, nadających sztywność i solidną wagę konstrukcji płatów aluminium. Na jej awersie w centralnym miejscu dostajemy wielki, kolorowy i czytelny z dużej odległości wyświetlacz, co w obecnych czasach obsługi tego typu konstrukcji jedynie z aplikacji i wówczas rezygnacji z aplikowania tego typu dodatków, jest sporą rzadkością. Kontynuując opis frontu, naturalnie oprócz sporego telewizorka, z jego lewej strony znajdziemy kilka wejść obsługujących tor słuchawkowy oraz wykorzystujący wariację kwadratu włącznik, a na prawej cztery przyciski funkcyjne i sporej średnicy gałkę regulacyjną poziom wzmocnienia. Gdy dotarliśmy do rewersu, w odpowiedzi na mnogość zadań do wykonania wyposażenie jest bogate i choć sam jest źródłem, znajdziemy tam sekcję wejść cyfrowych – 2x Optical i 2x SPDIF, 2x USB, 1x LAN i wejście na zewnętrzny zegar, zaś w domenie analogowej poza terminalami kolumnowymi, 3 wejścia RCA, jedno XLR oraz jedno wyjście XLR. Całości wyposażenia dopełnia zacisk uziemienia i zintegrowane z głównym włącznikiem gniazdo zasilania IEC. Oczywiście zwyczajowo w tego typu urządzeniach w komplecie startowym dostajemy pilota zdalnego sterowania. Jeśli chodzi o osiągi naszego bohatera, w temacie wzmocnienia może pochwalić się mocą 200W / 8 Ohm i 350W /4 Ohm, a w kwestii formatów obsługuje PCM: max do 32-bit / 768 Khz i DSD: max do DSD 512.

W jaki sposób ulubioną muzykę przedstawił nasz bohater? Jedno jest pewne, zamierzenie i zarazem ciekawie unikając poszukiwania niezdrowej wyczynowości. Bez serwowania nadmiernej ilości dolnego zakresu – w sensie notorycznego burzenia murów, przez to bez problematycznego pompowania esencjonalności średnicy i po raz trzeci ze słowem „bez” doświetlania przekazu nadmierną ekspresją górnych częstotliwości. Czyli co, to nudny cherlak? Nic z tych rzeczy. Po prostu chodzi o to, że jego nadrzędnym celem było pokazanie muzyki w raczej miłej, aniżeli brutalnej odsłonie, a sposobem na taki sznyt grania było udane podanie jej w przyjemnie plastycznej estetyce. Jednak nie ulepionej na jedną nudną modłę, tylko ze sporym udziałem gładkości, ale także z dobrym akcentowaniem zmian tempa i wyrazistości zawartych w danym materiale zmiennych. Tak tak, nawet będąc umiarkowanym w kreowaniu wydarzeń scenicznych, nie przekracza cienkiej linii dobrego smaku a muzyka tętni odpowiednią werwą. Jak miało mnie coś kopnąć lub wywołać arytmię serca, dostawałem stosowną dawkę energii. Gdy innym razem miałem zakochać się w romantycznym zawieszaniu w eterze pojedynczych, w założeniu brzmiących w nieskończoność nut, mimo minimalnego ugładzenia nadal dźwięcznych wysokich tonów – po prostu unikały zbytniej ostrości, a nie były utemperowane – bez poczucia niedosytu ich lotności z wielkim zaangażowaniem wsłuchiwałem się w każdą z nich. Gdybym miał znaleźć jakieś sensowne motto brzmienia naszego punktu zapalnego spotkania, powiedziałbym, iż to wilk w owczej skórze. Na pierwszy rzut ucha jakby nieśmiały, natomiast po poznaniu jego sposobu na muzykę okazuje się, że jako umiarkowany romantyk, gdy wymaga tego materiał potrafi pokazać drugie, pełne złości ja.
Jeśli chodzi o spotkanie Aurendera z muzyką jazzową spod znaku Bobo Stenson Trio „Cantando”, tak jak po powyższej wyliczance można się domyślać, zabrzmiała w estetyce zdroworozsądkowo podanego romantyzmu. Odebrałem ją w ten sposób, bowiem w pierwszym rzędzie pokazywała zawartą w tej twórczości duchowość, a dopiero potem chcąc podkręcić do czerwoności rozbuchane w duszy emocje częstowała mnie przyjemnym dal ucha cyzelowaniem nienachalnie, acz wyraziście zawieszonych w eterze pojedynczych bytów. Muzycy brzmieli bardzo spójnie, mimo faktu częstych popisów solowych. Ale nie tylko spójnie w rozumieniu ich współpracy odnośnie rozumienia się podczas grania w pełnym składzie, ale także brzmienia samych instrumentów. Każdy na swój sposób był inny, ale ogóle podanie muzyki z nutą gładkości powodowało, że muzyka wchodziła we mnie jak w przysłowiowe masło.
Jak wypadło mocne brzmienie? Gdy słuchałem słabo zrealizowanego materiału, co zazwyczaj jest jego niechlubnym standardem – choćby Metallica „Master Of Pupptes” – wszystkie aspekty specyfiki podania materiału przez opisywane źródło działały na plus w odbiorze tej znakomitej muzy. Oczywistością jest, że lekkim kosztem zakorzenionej w niej agresji. Ale gdy jak zwyczajowo obcowałem z nią na bardzo wysokich poziomach głośności – dla tego typu kapel to prawie wymóg, aby zrozumieć, o co im chodzi, okazywało się, że pozornie niechciane ucywilizowanie dawało pozytywny rezultat, gdyż ze wzrostem serwowanej mi energii nie dostawałem już tylu realizatorskich błędów i mogłem bawić się nią do woli. Ktoś powie, że to jest niekoszerne. Być może tak, jednak, gdy w grę wchodzi przyjemność obcowania z kapelami z młodości i nawet lekkim kosztem ekspresji jest szansa zabawić się przy niej na poziomie ilości decybeli sprzed lat, ja wybieram opcję z Aurenderem. Owszem, lekko ucywilizował ów materiał, ale dzięki temu dał szansę na posłuchanie jej bez limitu wolumenu, co akurat dla mnie ma bardzo wielkie znaczenie. Cicho nawet najlepiej odtworzony rock nie smakuje, tak jak zaplanowali to muzycy, a dzięki bohaterowi testu miałem okazję popuścić wodzy fantazji.

Gdzie docelowo widziałbym opisywaną konstrukcję? Pierwszym kandydatem jest oczywiście audio-freak mający skromne warunki lokalowe i stroniący od nazbyt pobudzonej w domenie ekspresji prezentacji muzyki. AP20 to jedno, średniej wielkości pudełko, które serwuje muzykę po przyjemnej dla ucha stronie mocy. A kolejni? Z racji, że lista byłaby pewnie długa, wspomnę jedynie o osobnikach, którzy powinni omijać go z daleka. A będą nimi oczywiście wielbiciele brutalnej wyczynowości, czyli zabójczo, szybko i agresywnie. Tego od Aurendera nie dostaniecie, gdyż stawia na otulanie nas przyjemnie brzmiącą, a nie smaganie wściekle tnącą eter muzyką. Myślę, że wyłożone przeze mnie na stół karty dla wszystkich są czytelne i pomocne, gdyż wystarczy określić się co do przynależności do jednej z wymienionych grup i temat jest zamknięty. Niestety to już leży w Waszej gestii.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Aurender
Cena: 108 240 PLN

Dane techniczne
Znamionowa moc wyjściowa: 2 x 200 W / 8Ω; 2 x 350 W / 4Ω
Poziom zniekształceń harmonicznych: 0.003 % (1W do 200 W, 8 Ω i 4 Ω)
Współczynnik tłumienia: 800 (ref. 8Ω 20 Hz do 6.5 kHz)
Impedancja wyjściowa: <65μΩ @ 1kHz
Regulacja głośności: Stereofoniczny tłumik R2R oparty na przekaźniku -64dB ~ 0dB
Wyjścia analogowe: para XLR
Wejścia analogowe: 2 pary RCA, para XLR
Wejścia cyfrowe: Coax, BNC, 2 x Optical/Toslink; USB 3.0
Wejście dla Master Clock: Coaxial BNC 75Ω – 10 MHz
Komunikacja: Podwójnie izolowany Gigabit LAN; 2 x USB 3.0 (dla zewnętrznych pamięci masowych)
Obsługiwane częstotliwości: PCM:32 bit / 768 kHz; DSD512
Obsługiwane format plików: DSD (DSF, DFF), WAV, FLAC, AIFF, ALAC, M4A, APE i inne
Obsługiwane serwisy streamingowe: Qobuz, Spotify, Tidal, radio internetowe, AirPlay
Procesor: Intel Low Power Quad Core
Pamięć: 8 GB RAM; 480 GB NVME (SSD dla systemu i pamięci podręcznej); dwa sloty 2,5″ (pamięć masowa instalowana przez użytkownika)
Układ DAC: AKM 4497 – Dual-Mono
Zegar Audio: OCXO Rev2
Stopień wyjściowy: 2 moduły wzmacniacza klasy D Purifi 1ET400A w konfiguracji Dual-Mono
Pobór mocy: 47 W (Odtwarzanie), 80 W (Max), 6 W (tryb gotowości)
Wymiary (S x G x W): 43 x 36 x 15 cm
Waga: 25,9 kg

Pobierz jako PDF