1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Authentic Audio Image Estremo

Authentic Audio Image Estremo

Opinia 1

Ledwo co opadł kurz po recenzji słowackiego all’in’one’a, czyli wszystkomającej integry Canor Audio Virtus A3 a tym samym moich wstępniakowych dywagacjach o może nie tyle bezliku, co po prostu „post-demoludowej” silnej grupie centralno-wschodnio-europejskich producentów audio a tymczasem w naszych skromnych progach zawitał kolejny przejaw słowackiej myśli technicznej. Tym razem jednak z pominiętego wtenczas rozpalającego Internet obszaru audio-okablowania. Przypadek? Nie sądzę, raczej potwierdzenie moich wcześniejszych obserwacji, tym bardziej, że mowa o stricte high-endowym okablowaniu, gdzie cena poszczególnych składowych dzisiejszego seta oscyluje wokół kwoty jaka widnieje na metce ww. integry. Robi się ciekawie? Z mojego, czysto subiektywnego punktu widzenia zdecydowanie tak, tym bardziej, iż mowa o praktycznie zupełnie u nas nieznanej manufakturze Authentic Audio Image, z której to portfolio, dzięki uprzejmości stołecznego dystrybutora Esoteric Audio Sound dotarł do nas przynależny do topowej serii Estremo kompletny set okablowania obejmujący dwie pary łączówek XLR, przewody głośnikowe i aż trzy zasilające, dzięki czemu podczas testów byliśmy w stanie praktycznie całkowicie wyeliminować z toru „druty” spoza słowackiego „kamiennego kręgu”. A to jak wiadomo, czego z resztą dowiodły testy tak rodzimego (WK Audio TheOne i TheRed), jak i duńskiego (ZenSati Razzmatazz, #X, Angel) zazwyczaj okazuje się kluczowe w procesie poznania rzeczywistego potencjału drzemiącego w danym okablowaniu. Jeśli zatem zastanawiacie się Państwo, co po słowackiej stronie Tatr piszczy nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na ciąg dalszy.

AAI (Authentic Audio Image) Estremo do odbiorcy końcowego docierają w eleganckich, miękkich tekstylnych, zapinanych na zamek błyskawiczny pokrowcach, które przywodzą na myśl etui znane m.in. z naszych spotkań z produktami Stealth Audio. Są poręczne, estetyczne a co najważniejsze po wyłuskaniu zawartości nie zajmują więcej miejsca niż złożony T-shirt. Same, lekko sprężynujące i operujące wokół dość cywilizowanych średnic przewody pokrywa biała (głośnikowce i XLR-y), bądź błękitnawy (zasilające) syntetyczna plecionka a konfekcję wykonano eleganckimi i jak to ostatnio bywa w modzie wzorowanymi na topowych, rodowanych Furutechach wtykami o aluminiowych korpusach i carbonowych „banderolkach”. Nieco dokładniejsza inspekcja wykazuje również, że AAI postanowiło je dodatkowo sygnować, więc np. na kołnierzach wtyków zasilających umieściło swój firmowy laserowy grawerunek. Stosowne informacje, czyli logotyp wytwórcy, dot. linii produktowej oraz kierunkowości trafiły również na aluminiowe tuleje, które nanizano na każdy z przebiegów. Z kolei pod względem budowy wiadomo o nich tyle co nic. Ot, producent jedynie raczył był podzielić się z zainteresowanymi faktem, iż w roli przewodników wykorzystał wysokiej czystości posrebrzaną miedź a z paramentów mierzalnych podaje jedynie … średnicę i dostępne długości. Znaczy się, że jeśli komuś obsesyjnie zależy na pomiarach, to spokojnie, nawet z pomocą „centymetra” krawieckiego takowe będzie własnym sumptem ogarnąć i skonfrontować z fabrycznymi danymi. Na otarcie łez miłośnicy zaawansowanych rozwiązań dostają całkiem sporą „pigułę” informacji o zaimplementowanej w tytułowym okablowaniu autorskiej Interference Suppression Technology (IST) mającej w swym założeniu eliminować, bądź minimalizować degradujący wpływ rezonansów, wszelakiej maści zakłóceń elektromagnetycznych a nawet anizotropowość przewodników powstającą w trakcie użytkowania przewodów.

Nie dysponując choćby śladową wiedzą nt. przebiegu dostarczonych przewodów pierwszych kilka dni po ich otrzymaniu poświęciłem na „akomodację” w moim systemie a następnie, kiedy okres ochronny minął, zasiadając do odsłuchów ustaliłem stosowny plan działań. Znaczy się testy rozpocząłem od łączówek XLR, później dołożyłem głośnikowce a na koniec zaaplikowałem tercet zasilających, by pod koniec sesji wypinać je w tej samej, co wpinałem kolejności. W rezultacie „solo” zagrały u mnie zarówno interkonekty, jak i „sieciówki”.
Efekt powyższych roszad? Tyleż intrygujący, co wbrew opiniom jednostek na takowe -znaczy się nauszne, doznania zaimpregnowanych, ewidentnie słyszalny. Przede wszystkim słowackie przewody najwyraźniej nie mają ambicji ukrywać swojej obecności w systemie, gdyż przynajmniej na tle moich dyżurnych TheRed-ów pokazują reprodukowany materiał z nieco innej perspektywy. Przede wszystkim nie schodzą tak nisko jak punkt odniesienia. Tzn., żeby sprawa była jasna – żaden z tytułowych „drutów” nie wykazywał tendencji do obcinania, bądź zbytniego odchudzania najniższych składowych a jedynie dało się zauważyć wraz z obniżaniem częstotliwości sukcesywną utratę energii, przez co sam skraj pasma był „sugerowany” a nie fizycznie namacalny / odczuwalny. Aby jednak tego doświadczyć trzeba dysponować odpowiednio nisko schodzącymi kolumnami oraz stosownym „materiałem badawczym” w stylu „٣ (Trois)” Acid Arab, bądź „Planetary Medicine” Murkury, gdzie część zapisanych w materiale źródłowym dźwięków jest nie tyle nie z tej ziemi, co wygenerowana została na konsolecie a nie przez „fizyczny” i zarazem analogowy instrument. Dlatego też zakochani w barokowej kameralistyce posiadacze niewielkich monitorów spokojnie mogą powyższych obserwacji nie uwzględniać. I tu ciekawostka, bowiem patrząc właśnie pod kątem „zachowania energii” najlepiej w stawce wypadają przewody zasilające, następnie głośnikowe a peleton zamykają interkonekty. Czyli zgodnie z narzuconym sobie porządkiem wpinania wypełnienie i energetyczność dolnych rejestrów w przypadku topowych AAI sukcesywnie wzrastała, co wyraźnie wskazuje na to, że o ile pojedynczymi egzemplarzami możemy dość wyraźnie modelować brzmienie posiadanego systemu, to już ze słowackim kompletem żwawo podążać w kierunku linearyzacji charakterystyki.
A właśnie, co do owej linearyzacji, to właśnie w tej estetyce prezentowana jest przez tytułowy set średnica, która początkowo może wydawać się odrobinę zbyt zachowawcza, jednak im dłużej się z nią obcuje, tym szybciej dochodzi się do wniosku, iż nie jest to zachowawczość a wzorowa, pozbawiona jakichkolwiek podbarwień, upiększeń i majstrowania przy saturacji naturalność. Dzięki niej wokal Palomy Dineli Chesky na „Soul on Soul” jest wyrazisty, delikatnie gardłowy i może nie tak zmysłowy i tak blisko podany jak z konkurencyjnym okablowaniem w torze, lecz za to niezwykle realistyczny.
Z kolei na „月出”(„Moonrise”) 朱哲琴(Dadawy) na jaw wyszła jeszcze jedna cecha AAI. Otóż wszelakiej maści blaszane perkusjonalia i przeszkadzajki były nad wyraz ekspresyjne i angażujące, więc niejako z automatu zwracały na siebie uwagę, co przy ich znaczącym udziale w ww. materiale mogło być problematyczne. Tymczasem pomimo ponad dwugodzinnej sesji z repertuarem o dalekiej od mainstreamu estetyce nie czułem nawet najmniejszego zmęczenia wszelakiej maści dzwonieniem, pobrzękiwaniem i cykaniem, co nad wyraz dobrze świadczy o czystości i gładkości tytułowych gości. Ponadto góra pasma, pomimo wysokiej próby rozdzielczości wcale nie była nazbyt napowietrzona, czy wręcz eteryczna, przez co nawet złapane przez mikrofony pogłosy, wybrzmienia i przysłowiowy plankton budujący wymiar wysokości sceny nie były przesadnie eksponowane. Oczywiście z łatwością można było rozpoznać, czy dane nagranie zostało zarejestrowane w potężnej katedrze, czy przydomowym studiu, lecz ani razu podczas testów Estremo nie zostałem zaskoczony dźwiękiem, bądź li tylko jakimś niuansem, o którego istnieniu wcześniej bym nie wiedział.

Jak mam cichą nadzieję z powyższej pisaniny jasno wynika, że słowackie przewody Authentic Audio Image Estremo mają szanse zadomowić się praktycznie w każdym, poprawnie skonfigurowanym systemie. Oczywiście, o ile tylko jego właściciel nie będzie oczekiwał po nich ponadnormatywnej dawki eufonicznej magii i iście piernikowego ocieplenia, bo akurat takimi cechami dziwnym zbiegiem okoliczności nie dysponują. Jeśli natomiast zależeć będzie Państwu na pewnej normalizacji nazbyt wylewnej średnicy, bądź zachowaniu zdroworozsądkowej ekspresji najwyższych składowych, to tytułowy tercet może okazać się wartą uwagi propozycją.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Z tego co pamiętam, od naszych południowych sąsiadów (Słowaków) mieliśmy już u siebie kilka fajnych produktów. Wszystkich pozycji z pamięci nie sposób wymienić, ale wiem, że na pewno była elektronika spod znaku Canor Audio, czy stoliki audio Neo High End. I z tego co pamiętam, każdy z wymienionych producentów w swej dziedzinie bez najmniejszych problemów proponował jakość i zaawansowanie techniczne na najwyższym światowym poziomie, co przekładało się na ciekawy finalny wynik testowo konfigurowanego systemu. I bez znaczenia jest, czy były to wzmacniacze lub źródła, czy z pozoru dla wielu naszych pobratymców mająca najmniej do powiedzenia galanteria stabilizacyjna dla urządzeń audio, gdyż każdy z wymienionych segmentów w skomplikowanej konfiguracji systemu zawsze ma bardzo realny wpływ na jego wynik brzmieniowy. Po co o tym wspominam? Naturalnie jako wprowadzenie w dzisiejszy test, jakim będzie próba zrozumienia wizji dźwięku w specyfikacji kolejnego słowackiego brandu. A będzie nim dystrybuowany przez Esoteric Audio Sound producent okablowania Authentic Audio Image. Dotychczas u nas nieznany jednak, jeśli zapadła decyzja o wprowadzeniu tej oferty na nasz rynek, przynajmniej w teorii ma sporo ciekawego do zaoferowania, co niniejszym starciem postaramy się zweryfikować. Czym uraczył nas nowy opiekun wspomnianej marki? Otóż ze sporej oferty Słowaków w nasze progi trafił komplet okablowania z flagowej serii, czyli set złożony z 3 sieciówek, 2 sygnałówek XLR i głośnikówki spod znaku Authentic Audio Image Estremo.

W tym miejscu powinienem zwyczajowo rozpisywać się o budowie testowanych konstrukcji. Niestety ochrona danych wrażliwych, jakimi według mocodawców marki są dogłębne informacje z czego i jak zostały zbudowane, spowodowała, że takowych danych na stronie firmy nie znalazłem. Co zatem znalazłem? Otóż po lekturze tabelek każdego dostarczonego kabla dowiedziałem się jedynie, że każdy z nich jako przewodnik wykorzystuje posrebrzaną miedź. Nic o izolacji, ekranowaniu i jakiś działaniach antywibracyjnych, które z dużą dozą pewności są, jednak zamierzenie utajnione. Czy to mi w jakimś stopniu przeszkadza? Bynajmniej, gdyż dla mnie najważniejszy jest wynik soniczny, o którym w kolejnej części napiszę, a nie z czego to wynika. Jeśli zatem dla Was brak drobiazgowego rozbierania kabla na części pierwsze także nie jest jakimś determinującym zainteresowanie problemem, żądnych wiedzy o naszych bohaterach zapraszam na kilka informacji skreślonych w kolejnym akapicie.

Gdy przepinałem mój zestaw okablowania na zaproponowany do testu, wiedziałem jedno. Otóż z racji stosunkowo słabej rozpoznawalności marki na naszym rynku nie wiedziałem o jej sposobie na muzykę dosłownie … nic. To z jednej strony trochę niezręczne, gdyż nie ma się wzorca, do którego można by odnieść usłyszany wynik, ale z drugiej dając konstrukcjom czystą kartę pozwalało na w miarę obiektywną ocenę wydarzeń. I muszę powiedzieć, że nie zawiodłem się na naszych bohaterach. A to dlatego, że zagrały bardzo spójnie. Bez wyskoków żadnego z podzakresów, tylko począwszy od pełnego energii, dobrze zwartego, nieco podkręconego emocjonalnie, ale przez to fajnie wypadającego basu, przez soczystą i oferującą odpowiedni pakiet informacji średnicę, po otwarte, a jedynie minimalnie na samej górze wygładzone wysokie tony, przekaz miał za zadnie pokazać odtwarzany materiał z muzykalnej, jednak z dalekiej od nudy strony. To oczywiście wynik konsekwentnego utrzymania przez system bardzo dobrego drive’u, a przez to częstego serwowania słuchaczowi fajnego kopnięcia pakietem zróżnicowanej od strony esencjonalności energii. Czyli tłumacząc powyższy pakiet informacji z polskiego na nasze ogólnie zawsze był to pokaz w estetyce znakomitego nasycenia i dobrej transparentności jednak, aby nie zrobiło się nadmiernie miło, gdy wymagał tego słuchany materiał, system generował pobudzające mnie do życia krótkie uderzenia przekładane sejsmicznymi pomrukami, co oczywiście pozwalało słuchać muzyki z zarezerwowanym dla danego gatunku poziomem dawki adrenaliny.
Weźmy na tapet choćby awanturniczą, pochodzącą z Mongolii formację grającą folk-metal The Hu i jej świetnie wypadającą od strony repertuaru i co bardzo istotne, także w podobnym duchu zrealizowaną płytę „The Gereg”. Od pierwszego do ostatniego utworu to popis gardłowego śpiewu podpieranego fajną aranżacją muzycznych motywów tego rejonu świata. Do tego brzmienie jest dobrze osadzone w masie, fajną nieprzewidywalność jej odbioru podkręca odpowiedni poziom agresji, a żeby całość wypadła odpowiednio dźwięcznie, masteringowiec zadbał o stosowny pakiet podania jej w estetyce swobody i rozmachu. Jest diametralnie inna od tej z naszego regionu, gdyż z jednej strony mroczna i powodująca ciarki na plecach, ale z drugiej samoczynnie uruchamiająca przysłowiowe dyganie nóżki w kolanie. A wspominam o tym dlatego, że jakiekolwiek przekroczenie granicy dobrej wagi i otwartości jej podania natychmiast zabije oferowane przez nią, przed momentem wspomniane zalety i stanie się nudą oraz dudniącą papką. I piszę o tym oczywiście w kontekście poradzenia sobie z tymże materiałem przez testowane druty. Na szczęście druty, które wyszły z tego niełatwego starcia z przysłowiową tarczą. Gdybym miał odnieść wynik soniczny do mojego okablowania, powiedziałbym, że lekko wzrosła waga uderzenia dołem i nieco mniej eksplodowały najwyższe rejestry, jednak nie było mowy o jakimkolwiek przekroczeniu poziomu dobrego podania, a jedynie o lekkiej zmianie priorytetów. Priorytetów, które dla mnie w żadnej mierze nie były krzywdzące dla tej produkcji, a nie zdziwiłbym się, gdyby dla kogoś z Was okazały się być czymś wręcz oczekiwanym.
Biorąc coś z innej muzycznej beczki postawiłem na coś równie egzotycznego, tylko z okolic jazzu – „After The Last Sky” Anouara Brahema. Po dokładnym opisaniu cech brzmienia testowanego okablowania nie będę się bardzo rozwodził nad tą płytą, tylko przybliżę jej ogólną prezentację. To jak można się domyślić, bardzo intymnie brzmiąca muza i kolejny raz, jeśli zostanie nadmiernie dociążona i przez to starci lotność lub nazbyt mocno ugładzona limitując dźwięczność kresowych instrumentów, zapewniam, wyjmiecie ją z odtwarzacza po pierwszym kawałku. To mam być przygoda dla ducha, a nie lincz nudą, dlatego tak ważne jest dobre operowanie aspektami wagi i otwartości. I muszę powiedzieć, że te ostatnie mimo innego podejścia od mojego codziennego zestawu okablowania od dziś opisywanego nie zrobiły krzywdy tej realizacji. Była minimalnie mniej lotnie zaprezentowana, ale cały czas bardzo ciekawie brzmiąca, co pozwoliło mi dokończyć słuchanie płyty z wielkim zaangażowaniem.

Kończąc powyższy wywód jestem Wam winny odpowiedź na pytanie, czy rzeczone okablowanie jest potencjalnym kandydatem do prób we własnym systemie? Powiem tak. Dala większości populacji osobników homo sapiens parających się słuchaniem muzyki w jak najlepszej jakości jak najbardziej tak. Dlaczego tylko dla większości, a nie dla wszystkich? Otóż spraw jest prosta, gdyż jedynymi audio-freakami, którym może być z nimi nie po drodze, są posiadacze mocno ociężałych systemów. Tytułowe okablowanie serwuje fajny zastrzyk dolnego zakresu i mimo jego dobrego różnicowania ożenek z ofertą Authentic Audio Image Estremo sumarycznie może okazać się nazbyt obfity w dolnych częstotliwościach. Oczywiście zawsze może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego i warto spróbować jednak, jeśli miałem wytypować sporną grupę, ta wymieniona powinna wziąć moje wskazówki pod uwagę. Reszta z Was do prób na pełną skalę ma otwartą drogę.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Esoteric Audio Sound
Producent: Authentic Audio Image
Ceny
Authentic Audio Image Estremo XLR: 4 881,87 € / 0.5m; 5 491,95 € / 0.75m; 6 102,03 € / 1m; 7 323,42 € / 1.5m; 8 543,58 € / 2m; 1 220,16 € / dodatkowe 0.5m
Authentic Audio Image Estremo Speaker: 6 533,76 € / 1.5m; 8 167,20 € / 2m; 9 800,64 € / 2.5m; 11 434,08 € / 3m; 13 067,52 € / 3.5m; 1 633,44 € / dodatkowe 0.5m
Authentic Audio Image Estremo Power: 6 357,87 € / 1.5m; 7 947,03 € / 2m; 9 537,42 € / 2.5m; 11 126,58 € / 3m; 1 589,16 € / dodatkowe 0.5m

Pobierz jako PDF