1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Wzmacniacze
  8. >
  9. Bryston BI-200

Bryston BI-200

Link do zapowiedzi: Bryston BI-200

Opinia 1

Kiedy większość stojących przed dylematem wyboru nowego wzmocnienia zadaje sobie fundamentalne pytanie odnośnie tego czy szukać konstrukcji zintegrowanej, czy też jednak patrząc nieco bardziej perspektywicznie wybrać rozwiązanie dzielone Kanadyjczycy z Brystona przez kilka ostatnich dekad mieli tylko jedyną i wydawać by się mogło ze wszech miar wyczerpującą odpowiedź – wyłącznie „dzielonka”. Jednak od niedawna ich ortodoksyjne podejście do tematu uległo zauważalnej ewolucji i za sprawą bohatera dzisiejszego spotkania przybrało enigmatyczną postać „tak”. No ale jak? Przecież chodzi o wybór pomiędzy dwiema w dość oczywisty sposób wykluczającymi się opcjami, a więc to decyzja tzw. pojedynczego wyboru – albo/albo. Jak się jednak okazuje zgodnie z wyznawaną m.in. przez pocieszne Minionki filozofią nawet jak czegoś nie wolno, ale bardzo się chce, to … można. I właśnie ucieleśnieniem owej idei jest … powstały z zespolenia preampu BP-19 i stereofonicznej końcówki mocy 3B³ wzmacniacz zintegrowany Bryston BI-200, który dzięki uprzejmości białostockiego Rafko mieliśmy okazję przez kilka ostatnich tygodni u siebie gościć.

Zgodnie z moim wybitnie subiektywnym osądem oraz mam nadzieję również i powyższą galerią BI-200 stanowi nader udane połączenie dotychczasowej, minimalistycznej estetyki końcówek mocy z bynajmniej nie bezlikiem przycisków znanym z najnowszego przedwzmacniacza BR-20, a wskazanym jako „dawca” organów interfejsem BP-19. Wystarczyło tylko dodać kilka podfrezowań dzielących masywny aluminiowy płat frontu na stosowne, przypisane pełnionym funkcjom sekcje i voilà – mamy 200-kę jak się patrzy. A tak już na spokojnie i trzymając się faktów, to lewą flankę udostępniono niewielkiemu wyświetlaczowi, gniazdu słuchawkowemu 6,3mm (które napędza sekcja niewiele ustępująca BHA-1) i czujnikowi IR. Centrum to już królestwo firmowego logotypu oraz sześciu przycisków odpowiedzialnych za wybór źródła a prawicę reprezentuje masywna gałka regulacji głośności (i nawigacji po menu), para przycisków do ustawiania balansu, oraz kolejny duet pozwalający na wyciszenie, wy/włączenie urządzenia. Mniej więcej 2/3 długości ścian bocznych zajmują pióra radiatorów a płytę górną pokrywa gęsta perforacja, które nie są li tylko ozdobą, lecz mają co robić, by skutecznie odprowadzić generowane w trzewiach pracującego w klasie A/B wzmacniacza ciepło.
Na plecach również panuje wzorowy porządek. Górny pas przeznaczono na interfejsy we/wyjściowe w postaci pary wyjść zbalansowanych i RCA, dwóch par wejść XLR i czterech RCA, zacisku uziemienia, przelotki triggera i złącz umożliwiających integrację 200-ki z domową automatyką. Uwagę zwraca port Ethernet zapewniający poprzez domową sieć komunikację i sterowanie wzmacniaczem, tak jak miało to miejsce w przypadku przedwzmacniacza BR-20, z poziomu dowolnej przeglądarki internetowej (poprzez stronę www). Z koeli dolną sekcję zajmują pojedyncze terminale głośnikowe dwie komory bezpieczników i trójbolcowe gniazdo zasilające IEC. Na wyposażeniu znajduje się również solidny aluminiowy pilot zdalnego sterowania.
Jak łatwo zauważyć nie ma tu jakże popularnych w dzisiejszych realiach „wstawek” cyfrowych, więc próżno szukać sekcji DAC-a bądź streamera. W zamian za to Kanadyjczycy oferują dwie skierowane ku miłośnikom analogu opcje. Otóż za stosowną opłatą mogą na życzenie Klienta doposażyć 200-kę w moduł przedwzmacniacza gramofonowego MM, bądź MM/MC.
Wracając do anatomii naszego gościa, to tak jak zdążyłem nadmienić zarówno we wstępniaku, jak i opisie aparycji mamy do czynienia z zespoleniem w jednym korpusie układów pochodzących z dwóch obecnych w portfolio Brystona komponentów – przedwzmacniacza BP-19 i stereofonicznej końcówki mocy 3B³. Z oczywistych, wynikających z integracji, względów częścią wspólną jest bazujące na dwóch solidnych toroidach zasilanie. Ścieżka sygnału jest w pełni zbalansowana a zdolna oddać po 200W na kanał końcówka ma topologię dual mono.

O ile w przypadku przedwzmacniaczy i przede wszystkim końcówek mocy Bryston nie próbuje zaklinać rzeczywistości i budować sztucznych podziałów tam gdzie de facto ich nie ma stawiając na równi odbiorców z obu (pro i Hi-Fi) segmentów audio dając jedynie możliwość wyboru szerokości frontów do ewentualnego montażu w szafach rack, o tyle BI-200, choć zgodnie z zapewnieniami producenta jest de facto hybrydą preampu BP-19 i końcówki 3B³, to już od pierwszych taktów „Persona” Selah Sue słychać, iż jest to urządzenie na wskroś cywilne i z wyraźnie zredukowanymi „studyjnymi” inklinacjami. Z radością oddaje klubowy klimat albumu i od razu wciąga słuchacza w sam środek zabawy. Czy to źle? O ile tylko nie jesteśmy ortodoksyjnymi wyznawcami „dzielonego” brzmienia Kanadyjczyków to absolutnie nie. Ba, śmiem wręcz twierdzić, że dla większości niemających do tej pory dłuższego kontaktu z wcześniejszymi „wypustami” ekipy z Dwight (Ontario) jednostek to nawet lepiej. BI-200 gra bowiem niezwykle angażująco, zaskakująco gęsto i analogowo … organicznie z fenomenalnym drajwem i dynamiką. O ile jednak dzielone rodzeństwo zazwyczaj za punkt honoru stawiało sobie znikanie w torze o tyle integra zauważalnie dopala emocjonalnie przekaz i przyjemnie akcentuje przełom niższej średnicy i wyższego basu przez co reprodukowany repertuar zyskuje na żywiołowości i skuteczniej angażuje, łapie za ucho. Bas też nie jest tak punktowy jak z 4B³ czy 14B³, więc o ile spotkałem się z opiniami, iż w ww. konstrukcjach jest go nieco za mało, gdyż odzywa się tylko wtedy, gdy stosowne częstotliwości na materiał źródłowy trafiły, o tyle 200-ka do tematu podchodzi nieco mniej bezkompromisowo i potrafi co nieco z wyższych rejestrów dyskretnie i zarazem udanie „podrasować”. Oczywistymi beneficjentami takiej narracji stają się nazbyt chrupkie i zazwyczaj męczące swą jazgotliwością nagrania, więc jeśli tylko do tej pory nie zawsze było Wam po drodze np. z radosną twórczością wiecznie kontestującego rudzielca udzielającego się pod szyldem Megadeth, to ze zintegrowanym Brystonem w torze sesja terapeutyczna chociażby w ramach „The Sick, The Dying … And The Dead!” powinna przebiec bez przerw potrzebnych na ukojenie skołatanych nerwów. Od razu jednak uprzedzę, że 200-ka nie uspokoi szaleńczych galopad sekcji rytmicznej i obłąkańczych riffów, jednak nada im więcej mięcha i pociągnie kontury nieco grubszą niż starsze rodzeństwo kreską. W rezultacie całość nabierze jeszcze większej mocy i masy, przez co nie tylko zwiększy swoją siłę rażenia, co przede wszystkim zamiast tylko kąsać i pluć jadem nader skutecznie będzie mogła prowadzić działalność wyburzeniową. Będzie ciężej, mocniej, gęściej, a więc de facto lepiej. Nasz dzisiejszy gość z odpowiednią atencją traktuje również wokale, więc Dave nieco mniej skrzeczy i syczy, co również pozwolę sobie uznać za krok w dobrą stronę.
Od razu jednak uprzedzę, że BI-200 daleki jest od zbytniego osładzania i ozłacania przekazu, co mogłoby prowadzić do zbytniego „zgaszenia” i „ulepienia” dźwięku. Nawet dość monotonny i świetnie sprawdzający się w roli niezobowiązującego tła „Second Time Around” Agi Zaryan nie usypia i nie nudzi. Kanadyjska integra potrafi bowiem tak zaaranżować prezentację, że sekcja rytmiczna, choć dyskretnie zlokalizowana w tle na tyle skutecznie akcentuje timing, że nawet przy wolniejszych tempach trudno utrzymać kończyny w bezruchu. Warto również wspomnieć, iż choć pełnię swych możliwości Bryston zwykł był pokazywać na dynamicznych i złożonych kompozycjach z radością biorąc na warsztat również wielkie składy symfoniczne, to jak powyższy przykład kameralnego jazzu wskazuje również i w mniejszych formach potrafi zauroczyć.

Czy rozszerzenie swego portfolio o BI-200 było dobrą decyzją Brystona? Śmiem twierdzić, że jak najbardziej. Ba, na moje oko również mniej dyskusyjną od dołożenia do katalogu D-klasowych końcówek BD-225 i BD-235. Czemu? Cóż, po prostu 200-ka jest niejako uproszczeniem dotychczas proponowanych rozwiązań skierowanym ku nieco mniej ortodoksyjnego odbiorcy, lecz z zachowaniem wszystkiego, z czego Bryston był znany i lubiany, czyli wysokiej mocy, świetnej ergonomii i wieloletniej gwarancji, co w czasach perfidnego pocieniania, postarzania i projektowania/produkowania „na styk” jest nie do przecenienia. Jeśli dodamy do tego nieco „zrobione” – mniej „studyjne” a bardziej atrakcyjne brzmienie BI-200 wydaje się świetną propozycją dla większości melomanów i audiofilów, którzy w prowadzonych odsłuchach szukają przyjemności a nie umartwienia. A jeśli w trakcie jego użytkowanie nastąpi zaostrzenie apetytu i niespodziewany atak audiophilii nervosy wystarczy dołożyć firmową końcówkę (3B³, bądź 4B³) i odkryć potencjał drzemiący w bi-ampingu, bądź praktycznie bezboleśnie przesiąść się na rasową kanadyjską „dzielonkę”. To jednak będzie raczej pieśń (dalekiej) przyszłości, gdyż po kilku tygodniach użytkowania 200-ki we własnym systemie widzę, że poziom „funu” jaki zapewnia daleki jest od tendencji spadkowej, co jak doświadczenie wskazuje jest dobrym prognostykiem. W końcu o cóż, jak nie o frajdę w naszym hobby chodzi …

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Nie raz i nie dwa miałem zapytania od znajomych, czy z tytułowej marki Bryston uda mi się zorganizować jakieś zintegrowane wzmocnienie. Jej podstawowa oferta jako pokłosie pochodzenia z rynku pro, a to zazwyczaj zestawy dzielone, co dla wielu jest nie lada problem? Powód? Po pierwsze podzielenie typowego wzmacniacza na pre i końcówkę generuje zbyt wysokie koszty nabycia dwóch pełnoprawnych komponentów. A po drugie co najmniej podwojona, jak nie potrojona w stosunku do zwykłej integry ilość komponentów (pre plus jedna lub dwie końcówki) przegrywa w starciu z możliwością wygospodarowania niezbędnego miejsca na dedykowanym stoliku. Jak widać, problemy są dość prozaiczne, ale nie ma się co oszukiwać, dla sporej grupy melomanów decydujące w kwestii być albo nie być w okowach ich samotni audio. Dlatego byłem bardzo rad, gdy po stosunkowo niedawnej zmianie opiekuna marki na białostockie Rafko, temat testu udało się ogarnąć praktycznie od ręki. Takim to sposobem spełniając prośbę nie tylko znajomych, ale także wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z moją opinią, co ma marka Bryston ma do powiedzenia w zakresie wzmocnienia zintegrowanego. Wstępniak nie jest miejscem do zdradzania najgłębszych sekretów, ale jedno mogę powiedzieć na pewno, będzie zaskakująco.

Opisywany wzmacniacz w domenie szerokości, głębokości oraz wysokości to typowej wielkości konstrukcja. Co jest dość znamienne dla tego producenta, aparycja BI-200 tak jak reszta rodziny optuje raczej za wizualnym spokojem, aniżeli za zbędnym blichtrem. Nie oznacza to oczywiście całkowitego odejścia od akcentów nadających urządzeniu ciekawego wyglądu, ale w tym przypadku mając na myśli front mówimy jedynie o lekkim ozdobieniu go płynnymi podfrezowaniami, wesołym rozlokowaniu guzików funkcyjnych, gałki wzmocnienia oraz niewielkiego wyświetlacza, zaś w temacie reszty obudowy o wykończonych w czerni radiatorach oraz ażurowanej poprzecznymi otworami także czarnej górnej połaci okalającej trzewia konstrukcji. Nazbyt spokojnie? Bynajmniej, gdyż z jednej strony wygląd urządzania nie angażuje zbędnie naszych zmysłów, ale z drugiej nie jest także nudnym klocem. Zdjęcia tego nie oddają, ale na żywo tak to właśnie wygląda. Jeśli chodzi o możliwości przyłączeniowe naszego bohatera, na rewersie mamy do dyspozycji dość typowy dla tego typu produktów zestaw przyłączy. Mowa oczywiście o terminalach kolumnowych, komplecie wejść i wyjść sygnału analogowego RCA/XLR, zestawie cyfrowych gniazd kontrolnych LAN, USB, RS232, zacisku masy oraz gnieździe zasilania IEC. Naturalnie do kompletu startowego producent dodaje zgrabnego gabarytowo pilota zdalnego sterowania. Wieńcząc opis budowy dodam jeszcze, iż nasz bohater to mocarz, bowiem potrafi oddać 200W przy 8 i 300W mocy przy obciążeniu 4 Ohm, co sprawia, że praktycznie nie ma dla niego kolumn sprawiających jakiekolwiek problemy natury wysterowania.

Co mogę powiedzieć o zintegrowanym Kanadyjczyku? Najważniejsza sprawa to całkowicie inne podejście do dźwięku w stosunku do wersji dzielonych. Tam inżynierowie stawiają na pełną kontrolę przekazu ze wszystkimi tego konsekwencjami typu szaleńczo szybki atak i zwarcie przekazu, co często nie pozwala muzyce pokazać przyjemnych krągłości. I nie dlatego, że nie potrafią zaproponować czegoś innego, tylko z racji pochodzenia chcą tchnąć w rynek konsumencki odrobinę estetyki pro, czyli wyraziste podanej kawy na ławę. Oczywiście ów wynik działań wiedząc z czym to się je da się nieco przearanżować na swoją modłę, ale kto próbował to zrobić wie, że nigdy nie będzie to w dobrym rozumieniu tego słowa kraina mlekiem i miodem płynąca. Będzie krąglej, jednak nadal z nutą żołnierskiej kontroli i wstrzemięźliwości w domenie wyrażania soczystości. Tymczasem tytułowa integra idzie właśnie drogą dotychczas niespotykanej od startu, czyli bez jakichkolwiek dopieszczających dźwięk roszad w systemie muzykalności. Także z dobrą kontrolą wizualizowanych wydarzeń na scenie, ale już z większym, przyjemnie krągłym body. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, wspomniana odmiana wypada tak znakomicie, gdyż nie jest pokłosiem braku zdecydowania wzmacniacza w pokazywaniu mocnego, dobrze określonego w kwestii krawędzi dźwięku w jego dolnych partiach, bo mocy to on ma pod dostatkiem, tylko realizacją zamierzeń konstruktora powołania do życia wzmacniacza od tak zwanego pierwszego strzału wpisującego się w typowe dla rynku konsumenckiego wymagania co do elektroniki – chodzi oczywiście o większy udział plastyki i płynności w malowaniu świata muzyki. Efekt jest na tyle pozytywnie porażający, że w pierwszej chwili zderzenia się z tak płynnym dźwiękiem pomyślałem, iż wzmacniacz polegnie na kontroli dolnego zakresu, gdyż nie ma siły, aby po tak diametralnej zmianie priorytetów udało mu się wyjść z tego starcia z tarczą. Wynik? Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłem. BI-200 nie dość, że brzmiał przyjemnie, dźwięcznie na bardzo długo zawieszając mieniące się milionem odcieni pojedyncze dźwięki, to dodatkowo świetnie kreował nawet najbardziej szaleńcze pasaże zawsze trudnego do wzorowego pokazania kontrabasu. Nie wiem, tylko przypuszczam, ale połączenie tych dwóch aspektów prezentacji najprawdopodobniej było efektem zapewnienia przez wzmacniacz stosownej mocy, której nie tylko na papierze, ale jak się okazało podczas testu nawet w najtrudniejszych momentach zderzenia z muzyką mu nie brakowało.
Do pokazania dotychczas niedostępnego w produktach marki Bryston poziomu magii dźwięku bardzo dobrze posłuży mi najnowszy krążek Charlesa Lloyda „Figure In Blue”. To jak większość jego produkcji materiał balladowy z ciekawymi jak na jego portfolio instrumentarium. Instrumentarium, które przez cały czas bazując na interesującej linii melodycznej – choćby fletu z gitarą – znakomicie pokazuje meandry eteryczności bytu każdego z nich. Być może nie dojrzeliście do takiej opinii, ale w moim odczuciu wbrew pozorom to nie są proste generatory dźwięku, gdyż ich całkowicie inny tembr brzmienia oraz ilość i sposób oddawanej ilości energii bez możliwości pokazania różnorodności w kwestii soczystości, barwy i dosadności impulsu nie osiągnęłyby poziomu bezkresnego wciągnięcia mnie w wir wydarzeń. Na szczęście opisywany wzmacniacz od pierwszych chwil sprawił, że bezwiednie w tej muzie emocjonalnie utonąłem. Nawet nie wiem kiedy, ale fakt jest faktem. Powiem więcej, z sekcją dzieloną nawet przy sporych staraniach konfiguracyjnych osiągnięcie takiego stanu nie byłoby aż takie łatwe, a tutaj wszystko „pykło” praktycznie bez jakichkolwiek ruchów.
Co ciekawe w odniesieniu do sposobu na muzykę według nowego pomysłu z kraju klonowego liścia postawienie na większą krągłość prezentacji nie tylko nie wpłynęło negatywnie na mocne rockowe granie, ale bez naciągania faktów jemu pomogło. Naturalnie w przykładowym materiale grupy Radiohead „In Rainbows” wszytko zabrzmiało bardziej miękko i z większym udziałem nasycenia centrum pasma, ale nie odebrałem tego jako regres, tylko bez dwóch zdań progres w odbiorze tej muzy. Nabrała ogłady i dźwięczności, jednak dzięki dobremu prowadzeniu przez wzmacniacz moich kolumn i przez to bezproblemowe utrzymywanie pełnej kontroli nad dolnymi rejestrami nadal epatowała mocnym akcentowaniem instrumentalnych akordów i ciekawym odcieniem głosu charyzmatycznego frontmena. To było na tyle ciekawe, że bez naciągania faktów jestem w stanie oznajmić, iż znacznie bliższe moim codziennym oczekiwaniom aniżeli bawiąc się niegdyś tą muzą podczas testu sekcji dzielonej. A to dlatego, że wtedy musiałem kombinować z okablowaniem, a i tak nie było to idealne trafienie w punkt, gdy tymczasem tutaj dostałem fajne granie bez dodatkowych zmian w systemie.

Gdzie ulokowałbym tytułowy wzmacniacz zintegrowany Bryston BI-200? Nie będę owijał w bawełnę, tylko powiem bez ogródek, że na tle pełnej oferty tej marki opisana integra jest najłatwiejszą konstrukcją do aplikacji dosłownie w każdym potencjalnym zestawie audio. Od startu zagra na tyle muzykalnie, że bez problemu można z nią żyć bez jakichkolwiek korekt systemu. Jeśli jednak potencjalny nabywca będzie chciał dodatkowo jakiś aspekt podkręcić na swoją modłę, nie będą to ruchy na poziomie trzęsienia ziemi, tylko naprawdę drobne korekty. Wiem, wiem, jeśli ktoś zna możliwości dzielonego Brystona, w pierwszym odruchu pomyśli, iż to zwyczajnie niemożliwe? Zapewniam jednak, sam w ten sposób w pierwszej chwili pomyślałem, ale kilkunastodniowe życie z tym produktem pokazało, że się myliłem. Nie wierzycie? Nic prostszego, wystarczy wziąć wzmacniacz do siebie na test i zweryfikować moje obserwacje na własnym podwórku. Zapewniam, będzie co najmniej ciekawie, a nie zdziwię się, gdy się w nim zakochacie.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Rafko
Producent: Bryston
Cena: 36 995 PLN; 40 995 PLN (z modułem MM); 43 995 PLN (z modułem MM/MC)

Dane techniczne
Moc wyjściowa: 2 x 200 W / 8Ω; 2 x 300 W / 4Ω
Wejścia: 2 pary XLR, 4 pary XLR, opcjonalnie para RCA (phono MM/MC)
Wyjścia: para XLR, para RCA
Pasmo przenoszenia (20Hz – 20kHz): ± 0.05dB
Odstęp sygnał/szum: 22Hz-22kHz
Zniekształcenia intermodulacyjne: ≤0.0005%
Zniekształcenia THD+N: 20Hz-20kHz @ 200W, 8Ω
Pobór mocy: <0.5W Standby; ≤60W w spoczynku
Dostępne kolory: Srebrny, czarny
Wymiary (S x W x G): 48.3 x 11.6 x 33 cm
Waga: 16.8 kg

Pobierz jako PDF