1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Wzmacniacze
  8. >
  9. Circle Labs AS100

Circle Labs AS100

Link do zapowiedzi: Circle Labs AS100

Opinia 1

Choć zarówno początkujący, jak i nawet nieco bardziej doświadczeni melomani oraz audiofile dość często wpadają w pułapkę stereotypów o „sygnaturach brzmieniowych” poszczególnych technologii, to prawda jest taka, że od pewnego pułapu ów technologiczny aspekt ma znaczenie, w pewnym uproszczeniu, niemalże pomijalne, gdyż liczy się osiągnięty cel a nie przebyta droga i środki do jego osiągnięcia użyte. Dlatego też lepiej skupić się przede wszystkim na brzmieniu i niuansach natury użytkowej/ergonomicznej zamiast demonizować/gloryfikować np. we wzmocnieniu lampy/tranzystory/D-klasę (niepotrzebne skreślić). W związku z powyższym informacje o tym, iż kojarzona głównie z konstrukcjami hybrydowymi krakowska manufaktura Circle Labs wzbogaca swe portfolio o w pełni tranzystorową integrę przyjęliśmy z iście stoickim spokojem. Choć może przed „stoickością” powinienem dodać jeszcze jakieś określenie definiujące jej „względność”, gdyż pikanterii całej sprawie dodawała deklaracja pewnej „budżetowości” zapowiadanego modelu. Niemniej jednak mając na koncie testy niemalże, wyjątkiem potwierdzającym regułę są flagowe monobloki M500, wszystkie dotychczasowe propozycje nowohucian cierpliwie czekaliśmy na swoją kolej, by wziąć na redakcyjny tapet … wzmacniacz zintegrowany Circle Labs AS100.

Prawdę powiedziawszy aparycja Circle Labs AS100 zupełnie nie zdradza jego otwierającej katalog, niemalże „przedsionkowej” rangi, bowiem zarówno iście pancerny korpus, jak i charakterystyczna, stanowiąca front szklana płyta są dokładnie tej samej jakości i idealnie wpasowane w firmowy design, co pozostałego rodzeństwa. Jedyną różnicą, przynajmniej na pierwszy rzut oka jest drobniejsza postura, choć jest to w pełni zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż mamy tym razem do czynienia z klasycznym, pozbawionym jakichkolwiek dodatków w postaci, DAC-a, streamera, phonostage’a, czy nawet wzmacniacza słuchawkowego tranzystorowym wzmacniaczem o niezbyt imponującej mocy 65 W na kanał przy 8 Ω obciążeniu. Ot, dwie gałki, z których lewa odpowiada za wybór wejścia, prawa za regulację głośności, centralnie umieszczony, wkomponowany w „sitodrukową” grafikę dwucyfrowy wyświetlacz i tradycyjnie, zlokalizowany na górnej krawędzi mosiężny szyld z włącznikiem. Płytę górną zdobią przywodzące na myśl retro radioodbiorniki lub nie mniej oldschoolowo prezentujące się wzmacniacze Manleya podłużne otwory wentylacyjne. Z kolei ściana tylna jedynie potwierdza minimalizm formy i solidność wykonania, bowiem do dyspozycji mamy jedynie centralnie umieszczony blok z czterema parami złoconych wejść RCA produkcji CMC (Charming Music Conductor) i po parze „inspirowanych” Nextgenami WBT chińskich gniazd głośnikowych. Główny włącznik sieciowy znalazł się bezpośrednio nad zintegrowanym z komorą bezpiecznika gniazdem zasilającym IEC. Całość uzbrojono w trzy mosiężna nóżki, z których dwie znajdują się z przodu i jedna z tyłu wzmacniacza. W zestawie znajdziemy również elegancki i dorównujący solidnością jednostce głównej pilot zdalnego sterowania
Jeszcze lepiej AS100 prezentuje się od środka, bowiem jest to klasyczna konstrukcja dual mono z solidnym toroidalnym trafem i parą 47 000 µF kondensatorów … na kanał. Sekcja przedwzmacniacza to poniekąd okrojona / zaadaptowana na potrzeby AS100 topologia z P300, w której za regulację głośności odpowiada własnego autorstwa 63 krokowa przekaźnikowa drabinka rezystorowa, po której w stopniu wejściowym pracują J-FET-y Burr-Brown JFE2140 i tranzystory bipolarne. Z kolei stopień wyjściowy to również własne opracowanie Circle Labs, czyli Circle Power ze sterowaną Sankenami 2SA1694 parą tranzystorów 2SA1294 + 2SC3263 tegoż samego wytwórcy.

A jak nasz dzisiejszy gość prezentuje się pod względem sonicznym? Otóż AS100 gra w sposób niezwykle … niezobowiązujący. Nie jest to jednak wycofanie czy zachowawczość a właśnie pewna nienachalność i dyskrecja. Jakby najnowsze dziecko Circle Labs może nie tyle wstydziło się swojej tranzystorowości, co za wszelką cenę starało się unikać i zaprzeczać krążącym w obiegu stereotypom a jednocześnie nie przynieść wstydu starszemu, hybrydowemu rodzeństwu. I proszę dobrze mnie zrozumieć – to nie jest żaden zarzut a jedynie stwierdzenie faktu, tym bardziej, że na tym pułapie cenowym „chrakterność” zazwyczaj oznacza eksponowanie jakiejś, wybranej przez konstruktora, cechy kosztem pozostałych. A „mały cyrkiel” gra na tyle równo i liniowo, że z jednej strony nieco „przegrywa” z bardziej wyrazistą konkurencją przy pierwszym kontakcie, lecz zarazem, na dłuższą metę, jest zdecydowanie bardziej przewidywalny i uniwersalny. W niczym się bowiem nie narzuca i niczym nie epatuje, w związku z powyższym śmiało możemy modelować brzmienie własnego systemu pozostałymi elementami toru.
Zarówno góra, jak i środek reprodukowanego pasma w 100-ce są eleganckie i gładkie. Nie starają się złapać za ucho ponadnormatywną rozdzielczością, czy też oślepiającym blaskiem, lecz nawet na „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” Roberty Mameli słychać, że spokojnie „dowożą” pełen pakiet informacji. Może bez zbytniej ekscytacji i rozentuzjazmowania, ale biorąc pod uwagę segment cenowy kolumn, z jakimi przyjdzie jej pracować to bardzo dobrze, gdyż nawet niewielkie podbicie przełomu średnicy z górą, bądź nawet samej góry prędzej, czy później mogłoby się zemścić psującymi całą zabawę sybilantami, bądź nie mniej irytującym cykaniem blach. A tak, jest dobrze jak jest – z tańszymi kolumnami nic nas nie urazi, a z wyższej klasy naprawdę trudno będzie się do czegokolwiek przyczepić.
Podobne obserwacje miałem również z cięższym i bardziej ofensywnym repertuarem, gdzie bezpardonowość gitarowych riffów, brzęk bezlitośnie smaganych blach i kanonady bez opamiętania tłuczonych bębnów dla większości odbiorców, o systemach nawet nie wspominając, stanowi nie lada problem. Nie dość bowiem, że na „The Violent Sleep of Reason” Meshuggah spiętrzenia dźwięków przekraczają ludzkie pojęcie, to jeszcze całość trzeba umiejętnie trzymać w ryzach, żeby zachować choćby symboliczną spójność zapuszczających się w ekstrema prog-łomotu polirytmicznych kompozycji. A AS100 mając „tylko” 65W na takim wsadzie musi wspinać się nie tyle na palce, co wyżyny własnych możliwości i grać na przysłowiową 100-kę, czyli tak, jak ekipa z Umea ww. krążek niejako nagrała (podczas sesji i w trakcie ewentualnych powtórek cały skład grał razem „okupując” Puk Recording Studios). I powiem szczerze, że jak na swoje skromne możliwości całkiem dzielnie sobie z tą „pigułą” radził. Na pochwałę zasługiwała kontrola najniższych składowych, które choć nie miały takiej energii i zejścia jak mój 300W Vitus, to biorąc pod uwagę zarówno różnice mocowe, jak i kwestie finansowe rodzima konstrukcja z postawionego przed nią nad wyraz karkołomnego zadania wyszła obronną ręką. Nie poszła bowiem drogą uproszczenia, czyli sklejania, uśredniania bądź wręcz pomijania co poniektórych blastów, uderzeń stopy, bądź szarpnięć basu, lecz w momencie dojścia do kresu swoich możliwości po prostu odpuszczała temat delikatnie wygaszając ewentualne anomalie zamiast próbować ratować się boomboxowym, niekontrolowanym dudnieniem.

Może i Circle Labs AS100 nie oferuje takiej soczystości i gęstości jak jego starsze rodzeństwo, lecz tak pod względem aparycji, jak i zdecydowanie bardziej przystępnej aniżeli wyższy A200, o „dzielonkach” nawet nie wspominając, ceny finalnie pozostawia po sobie bardzo miłe wspomnienia. Gra praktycznie wszystko, szczególnie jeśli nie będziemy próbować napędzić nim „stołów bilardowych” i w dodatku wykonany jest tak, że jego wartość postrzegana znacząco przekracza widniejącą na metce kwotę. Dlatego też, jeśli rozglądacie się Państwo za klasyczną, pozbawioną wszelakich współczesnych „wodotrysków” integrą, ponadnormatywne funkcjonalności pozostawiając urządzeniom peryferyjnym, to odsłuch tytułowej 100-ki jest ze wszech miar wskazany.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Być może dla wielu z Was zabrzmi to nudno, gdyż kolejny raz się powtórzę, ale proces rozwoju tego rodzimego producenta elektroniki śledzę dość dogłębnie od samego jego powstania. Otóż chodzi o fakt, że na samym początku stawiania przez niego kroków na tym trudnym rynku miałem przyjemność być tak zwanym beta-testerem jednej z wielu znajdujących się w ofercie konstrukcji. Ile z tego epizodu wynieśli, choć po wprowadzeniu owego modelu do produkcji słyszałem soniczną reakcję na pewne uwagi, nie mnie oceniać, jednak fakt faktem, iż cały czas z uwagą śledzę jego rynkowe poczynania. Poczynania, których wynikiem ostatnich działań jest zaproponowanie klientom wzmacniacza zintegrowanego z pułapu cenowego dla tak zwanego zwykłego Kowalskiego. Co ciekawe, patrząc z punktu widzenia układów elektrycznych w stosunku do starszych braci z bardzo istotną zmianą – o tym za moment, jednak według mocodawcy marki, finalnie tak zestrojoną, aby zachować sznyt wypracowanego przez lata brzmienia oferty. Cóż to za cudo? Naturalnie przedstawiciel najmocniejszej strony tego brandu w postaci dostarczonego przez krakowskiego Nautilusa wzmacniacza zintegrowanego Circle Labs AS100. Zainteresowani, co panowie mają do powiedzenia na tym pułapie cenowym? Jeśli tak, zainteresowanych zapraszam do lektury poniższego testu.

Aparycja naszego bohatera jest typowa dla tego podmiotu. Mamy do czynienia z pozoru prostym, jednak znakomicie prezentującym się wizualnie prostopadłościanem. A powodem takiego odbioru są umiejętnie wdrożone w życie zabiegi designerskie. Pierwszym z nich jest czernione szkło frontu, na którym na zewnętrznych rubieżach zaaplikowano dwie ozdobione złotymi ringami gałki regulacyjne, w centrum wyświetlacz pokazujący poziom wzmocnienia, a nad i pod nim mosiężne wstawki – górna zachodzi na dach urządzenia i jest ostoją dla włącznika inicjującego pracę wzmacniacza. Drugim zaś ciekawe rozplanowanie prostokątnych, zabezpieczonych siatką otworów wentylujących trzewia integry na górnej połaci obudowy. Może zdjęcia i opis tego nie oddają, ale zapewniam, na żywo AS100 nie to, że się podoba, ale wyglądem i to jeszcze na takim pułapie cenowym wręcz zniewala. Jeśli chodzi o garść technikaliów, najpierw wspomnę o bardzo istotnej zmianie w stosunku do reszty oferty. Chodzi mianowicie o rezygnację z zastosowania w układach elektrycznych lamp elektronowych, co było wręcz znakiem rozpoznawczym poczynań tej marki nadającym jej konstrukcjom nutę płynności słuchanej muzyki. Tym razem z premedytacją z tego zrezygnowano, ale natychmiast za tym dodano, że finał soniczny ma być bardzo zbieżny w estetyką brzmienia poprzedników. Co z tego wyszło, przekonamy się w dalszej części testu. Idąc dalej tropem informacji technicznych warto także dodać, iż nasz bohater jest konstrukcją dual mono opartą na dwóch transformatorach toroidalnych o łącznej mocy 400W, dzięki czemu udało się zaoferować wzmocnienie na poziomie 65 W przy obciążeniu 8 i 110 W przy 4 Ohmach. Istotną ciekawostką jest również fakt sterowania głośnością zaprojektowaną i wykonaną własnym sumptem 63 stopniową drabinką wykorzystującą wysokiej jakości przekaźniki sygnałowe (0.1 % tolerancji). Oczywistą oczywistością jest fakt dostarczania w komplecie ze wzmacniaczem pilota zdalnego sterowania. Jak widać, produkt jest naprawdę dopracowany, co pozwala domniemać, iż zaoferuje ciekawa wizję kreowania muzyki, o czym naturalnie wypowiem się w kolejnym akapicie.

Jak zabrzmiało najnowsze dziecko Circle Labs? Nie ma się co oszukiwać, od pierwszego momentu w odbiorze muzyki brakowało działania tak zwanych wolnych elektronów. Bez tej magii rozwibrowania i płynności, jakie fundują słuchaczom inne produkty tej marki. Ale gdy tylko przyjrzałem się tej konstrukcyjnej decyzji podczas dłuższej sesji odsłuchowej, szybko zrozumiałem, jaki przyświecał jej cel. Pierwszym oczywiście – co w niezobowiązującej rozmowie na temat budowy AS100 potwierdził sam producent – była próba zaproponowania czegoś ciekawego klientom ze skromniejszym portfelem. Niestety rozbudowanie układów elektrycznych o szklane bańki nieubłaganie podnosi koszty dobrze zaprojektowanego wzmacniacza, a to z automatu zamyka drogę wielu klientom. Natomiast drugim celem, jaki kierował mocodawcami CL, było stworzenie czystej tranzystorowej integry, jednak z wielkim naciskiem na ile jest to możliwe, kontynuowanie estetyki jej brzmienia w stylu lampy. Mowa oczywiście o dobrym nasyceniu i odpowiedniej mikrodynamice, aby tymi sposobami w malowaniu świata muzyki spróbować zbliżyć się do jej czaru. Czy zatem to się udało? Od razu zdradzę, że rasowej lampy w tym brzmieniu nie było. Ale był za to dobrze dociążony bas, mocne nasycenie średnicy, a wszystko doświetlała nienachalna, acz bardzo czytelna góra pasma akustycznego. Jednak, aby nie robić z tego przysłowiowej kluchy, panowie zadbali o transparentność i dobre określenie w domenie kreski rysującej źródła pozorne ogólnej prezentacji muzyki. To zaś spowodowało, że dostałem i detal i fajnie osadzenie w masie i do tego ciekawą barwę, co pozwoliło uzyskać wysoki poziom będącej ważną cechą dla pracy lamp mikrodynamiki. Może nie było tego ciepła i plastyki, ale nadal przekaz emanował bardzo dobrze odbieranymi przeze mnie artefaktami typu rozdzielczość przyjemnie odbieranego wypełnienia przekazu. I może zabrzmi to dziwnie, ale gdybym miał podnieść rangę opisanych działań, bez naciągania faktów jestem w stanie wygłosić tezę, że takie podanie materiału w wartościach bezwzględnych dla pełnej populacji melomanów jest bardziej uniwersalne od droższych konstrukcji. Umówmy się, lampa to zawsze mocny sznyt, a ten nie zawsze nie tylko komuś może nie pasować, ale wręcz szkodzić posiadanej konfiguracji. A jeśli coś jest nasycone i do tego w pełni kontrolowane, zawsze jest bezpieczniejsze w aplikacji. Oczywiście powyższy wywód trzeba rozpatrywać przez pryzmat będącej wypadkową nakładów finansowych oferowanej jakości brzmienia urządzenia, ale nie da się obronić tezy, że lampa to zawsze konfiguracyjny spokój. Niestety nie, zaś dobrze zaprojektowany czysty tranzystor prędzej.
A znakomitym dowodem na obronę wygłoszonej opinii o uniwersalności testowanego wzmacniacza była słuchana muzyka. I bez znaczenia było, czy to jazz, klasyka, czy popisy rockowe, gdyż w każdym przypadku poszczególny nurt czerpał z tych cech, które były dla niego wodą na młyn. Rockowi buntownicy w stylu Deep Purple i ich najnowszego krążka „Splat” wypadli znakomicie, bo system bez problemu utrzymał timing tej szaleńczej muzy, dzięki czemu nasycenie średnicy i dobra kontrola dolnego zakresu świetnie pokazywały na czym polega tego typu artystyczna opowieść, a tak naprawdę awantura. Uderzenie nie tylko wokalem, ale także gitarami i oczywiście pracą perkusisty dawały bardzo realne poczucie bycia na danym wydarzeniu. Oczywiście w pewnej skali jeśli chodzi o poziom werbalności w stosunku do prawdziwego koncertu, ale zapewniam, słuchając tego krążka naprawdę działo się wiele pozytywnego. A najlepsze było to, że przecież moje kolumny napędzał mały „wzmacniaczyk”, a mimo to był ogień.
W podobnym, czyli pozytywnym tonie wypadła również muzyka z puli cyzelowania pojedynczej nuty, jaką uprawia choćby Bobo Stenson na płycie „Cantando”. Gdy ktoś jest wielbicielem tego rodzaju twórczości, znakomicie wie, że przekaz musi cechować ogólny spokój kreowania tego świata, niewymuszona swoboda zawieszenia poszczególnych nut w eterze i będąca wynikiem pokazywania najdrobniejszych szczegółów namacalność prezentacji. Bez tego nigdy nie dotrzemy do sedna danego materiału. Na szczęście testowany piecyk nie tylko spokojnie prowadził moje kolumny, ale także w pakiecie jego cech była transparentność podania muzyki, dlatego ten wymagający jazz zabrzmiał bardzo intrygująco. Zapewne z lampą w trzewiach byłoby więcej magii, jednak jak na prosty i tani tranzystor całość ciekawie błysnęła.

Jak oceniam tytułowy wzmacniacz i gdzie go widzę? Jak wynika z powyższego opisu, za takie pieniądze to nie dobra, ale świetna konstrukcja. To naturalnie efekt utrzymania prezentacji z dobrą wagą dźwięku i swobodą wypełniania pomieszczenia, ale bez męczącego na dłuższą metę efektu nachalności podania muzyki. Dlatego też tak naprawdę jedynymi melomanami, którzy mogą być nie do końca usatysfakcjonowani zastosowaniem go w swoim torze, są wielbiciele barwowego i wagowego przesytu potocznie zwanego ulepkiem. Circle Labs niestety na to nie pójdzie. I nie dlatego, że to jego Pięta Achillesa, tylko wynik założeń technicznych branych pod rozwagę już na poziomie wstępnego projektowania. I nie byłbym sobą, gdybym nie napisał, że założeń dobrych w samych sobie, do tego także udanie wdrożonych w życie.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Nautilus
Producent: Circle Labs
Cena: 19 900 PLN

Dane technicze:
Moc wyjściowa (RMS): 2 x 65 W/ 8 Ω, 2 x 110 W/ 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 3 Hz-500 kHz (- 3dB)
Wejścia: 4 pary RCA
Współczynnik tłumienia dla 8Ω DF: >250 (8 Ω)
Pobór mocy: < 0,1W / 50 W (ciągły) / 300 W (max.)
Wymiary (S x G x W): 430 × 380 × 150 mm
Waga: 15.5 kg

Pobierz jako PDF